Dodaj do ulubionych

Edukacja seksualna w szkołach

24.03.11, 18:30
Rozprawialiśmy sporo o feminizmie, przedszkolach, aborcji, roli KK - ten temat chyba jeszcze nie był rozpatrywany, a muszę wyznać, że od dawna budzi we mnie głęboką frustrację.
W domu rozmawiamy od zawsze z dziećmi na tego typu tematy, może nie za często, ale starając się nie wytwarzać wokół seksu sfery tabu. Odpowiadamy na pytania. Myślę sobie jednak, że cieszyłabym się z sensownych zajęć w szkole - czasem dzieci wolą spytać o tego typu sprawy obcą osobę (czytaj: nauczyciela, dobrze przygotowanego do tematu), niż rodzica.
Od wielu lat edukacja seksualna w szkołach kuleje, raporty są bezlitosne.

Oto fragment z artykułu w GW, komentującego wyniki raportu, jaki sporządziła Grupa Ponton. Wolontariusze zbierali opinie i zaprezentowali je w warszawskiej siedzibie Federacji na rzecz Kobiet i planowania Rodziny.

"Straszą i obrzydzają
Z odpowiedzi, jakie nadeszły na apel wyłania się przerażający obraz. Z 637 maili, jakie nadeszły na adres grupy tylko 376 osób zadeklarowało, że w trakcie swojej edukacji w szkole miały zajęcia z edukacji seksualnej. Młodzież, opisując swoje doświadczenia najczęściej zwracała uwagę na to, że osoby, które prowadzą zajęcia są niekompetentne i przekazują swoje poglądy zamiast obiektywnej, neutralnej światopoglądowo wiedzy. Nauczyciele wstydzą się tematu poruszanego na lekcji. W niektórych przypadkach przez gardło nie chce im przejść słowo "seks". Za to antykoncepcję nazywają "dziełem Szatana"

Zamiast edukować straszą i obrzydzają uczniom współżycie. Zdarza się, że zajęcia prowadzą księża, katecheci, lub...nauczyciele muzyki lub informatyki. Osoby te często prezentują fanatycznie religijny stosunek do ludzkiej seksualności czy antykoncepcji."

Pamiętam ciągłe przepychanki na temat zajęć z edukacji seksualnej w szkole, ciągnie się to od czasów rządów AWS, o ile się nie mylę. Podręczniki istnieją, acz nieliczne, niektóre są w 100% wyrazem myśli KK na ten temat - rzecz zrozumiała w szkole prywatnej, katolickiej, ale przecież nie w publicznym gimnazjum, czy liceum!!...

Skąd zatem młodzież czerpie wiedzę? Z pisemek, z sieci, z seriali telewizyjnych, z opowieści kolegów i koleżanek. W efekcie szerzą się tego typu przekonania:

""W gimnazjum za uświadamianie wzięła się nasza nawiedzona katechetka. To był naprawdę koszmar! Według niej każdy seks powinien prowadzić do prokreacji, a żona powinna oddawać się swojemu mężowi w ciszy i z pokorą, a każda kobieta, która z seksu czerpie przyjemność będzie się smażyć w piekle . Mężczyzna ma swoje potrzeby i jeśli żona mu odmawia, nie ma co się dziwić, że ją zdradza, twierdziła też, że dziewczyna, która straciła dziewictwo przed ślubem jest jak nadgryzione jabłko, którego nikt nie będzie chciał."

Smutne, żałosne, szkodliwe.

Całość artykułu tutaj:
edukacja.gazeta.pl/edukacja/1,112313,6757374,Wstrzasajacy_raport_o_edukacji_seksualnej__Antykoncepcja.html
Co o tym sądzicie?


Edytor zaawansowany
  • verdana 24.03.11, 18:33
    Sądzę, ze i raport jest naciągnięty i edykacji seksualnej w szkolach nie ma. Podreczników tez nie ma.
    Kiedyś pisałam bylam artykuł o alternatywnych wzorach rodziny i homoseksualiźmie w podrecznikach szkolnych. Od tego czasu marzę o wycofaniu ze szkoły wszelkich nauk, tyczacych rodziny i seksu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jota-40 24.03.11, 18:53
    "Od tego czasu marzę o wycofaniu ze szkoły wszelkich nauk, tyczacych rodziny i seksu."

    ...dlaczego? Temat trudny, bo niełatwo zrobić dobre zajęcia z tej akurat dziedziny, ale edukacja jest ważna, inaczej część gimnazjalistów i licealistów osiągnie lat osiemnaście, żywiąc przekonanie, że najlepszą metodą antykoncepcji jest położyć się w wodzie z octem ;/.
  • kaliope3 24.03.11, 19:39
    Jak przeczytałam ostatnio rozmowę z gimnazjalistkami ( w WO) to zapragnęłam, wbrew rozsądkowi i swoim osobistym wspomnieniom z dzieciństwa, ukryć na te lata moją córkę w jakimś klasztorze. To koszmar, że nie ma alternatywy dla kompletnej ignorancji pomieszanej z wiedzą nabytą od koleżanek, a to wszystko w świetle obowiązującego programu nauczania i postawy miniserstwa
  • mary_ann 25.03.11, 08:56
    verdana napisała:

    > Sądzę, ze i raport jest naciągnięty i edykacji seksualnej w szkolach nie ma. Po
    > dreczników tez nie ma.
    > Kiedyś pisałam bylam artykuł o alternatywnych wzorach rodziny i homoseksualiźmi
    > e w podrecznikach szkolnych. Od tego czasu marzę o wycofaniu ze szkoły wszelkic
    > h nauk, tyczacych rodziny i seksu.

    Verdano, dla mnie jesteś nieomal wyrocznią, co więcej, Twoja frustracja wydaje mi się zrozumiała, jednak tym razem pozwolę sobie nie zgodzić się.
    Myślę, że niestety, zwłaszcza w polskich warunkach, szkoła powinna przekazywać minimum wolnej od ideologii informacji nt prokreacji**. Część rodzin jest po prostu w tym zakresie niewydolna, a efekty bywają rozpaczliwe.

    Niezłą ilustracją jest artykuł M. Bundy "Był poród, nie ma dziecka" w ostatniej "Polityce" - niestety, nie znalazłam go jeszcze w sieci, pewnie będzie dostępny najwcześniej za tydzień. Oczywiście ma jakąś wartość tylko przy założeniu, że jest napisany rzetelnie.

    Z grubsza - relacjonuje dramat dwojga młodych ludzi i ich dziecka - nastolatków nie zdemoralizowanych (wręcz przeciwnie, kochających się i próbujących sobie z sytuacją na swój sposób własnym przemysłem poradzić), ale niewyobrażalnie niewyedukowanych (choć biegłych w posługiwaniu się internetem i życiowo zaskakująco zaradnych). Wszystko wygląda tak, jakby w układance zabrakło naprawdę jednego elementu elementarnej wiedzy o fizjologii. Coś tam wiedzą, ale niedokładnie, sami próbują posklejać te netowe okruchy informacji, wychodzi jakiś kosmos, bo ósmy miesiąc mylą z drugim. Dramat, któremu być może zapobiegłaby elementarna wiedza i istnienie niezwiązanych z rodziną miejsc czy osób oferujących wsparcie w podobnych kwestiach.

    ** chyba, że chodzi Ci o to, że w polskich warunkach ie ma szansy na powstanie takiego wolnego od ideologii konsensusu - tu obawiam się, że możesz mieć rację...:-(








  • verdana 25.03.11, 13:52
    O to dokladnie mi chodzi. W polskich warunkach podręczniki sa tragiczne, na lepsze nie ma szans. Nie ma szans na obiektywne napisanie o antykoncepcji, aborcji, nawet wzorce rodziny są delikatnie mówiac dyskusyjne.
    A ta mloda para i tak by nadal nie wiedziała, co jest grane (czytałam ten artykuł). To osoby wyjątkowo odporne na wiedzę. Żadna ilość szkolej edukacji w tym wypadku nie dałaby rady.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 24.03.11, 20:31
    Jeśli chodzi o moje dzieci, to jestem za edukacją w rodzinie. Ale wiem, że nie wszyscy rodzice chcą się tym zajmować i nie wszyscy potrafią. W sumie nie mam zdania na temat edukacji seksualnej w szkołach. Z jednej strony myślę, że mogłaby się przydac, ale problemem jest taki jej kształt, który odpowiadałby wszystkim.
    U nas w szkole przedmiot ten prowadzi historyk, oczywiście po odpowiednim przygotowaniu. Uczęszcza około 1/3 uczniów. Z opowiadań obu stron (tzn uczniów i nauczyciela) jest to porazka.
    Tak że trzeba by coś zmienić, ale nie wiem co.
    Dla mnie osobiście sfera seksualna jest bardzo intymna, a jednocześnie delikatna. Trudno mi powiedzieć, jaki program tego przedmiotu by mi odpowiadał. Same "suche fakty" jakoś mi nie pasują - nie potrafię i nie chcę rozpatrywać seksu w oderwaniu od miłości, godności, małżeństwa.
    Inni zapewne mają inne zapotrzebowania.
  • verdana 24.03.11, 21:06
    Wycofłbym ze szkół, bo w atmosferze ideologicznych przepychanek serwuje się dzieciom wiadomosci, ze rodzina z jednym dzieckiem to patologiczna , niepełna rodzina, a niechęć do ciązy i brak dzieci wynika z tego, ze mlodzi uprawiają przedmałżenski seks.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 24.03.11, 21:13
    verdana napisała:

    > Wycofłbym ze szkół, bo w atmosferze ideologicznych przepychanek serwuje się dzi
    > eciom wiadomosci, ze rodzina z jednym dzieckiem to patologiczna , niepełna rodz
    > ina, a niechęć do ciązy i brak dzieci wynika z tego, ze mlodzi uprawiają przedm
    > ałżenski seks.
    >
    Nie wiem, gdzie coś takiego się serwuje, ja się z tym nie spotkałam. Ale właśnie: zawsze będzie się serwowało coś, co komuś nie będzie odpowiadało (mnie na przykład nie odpowiada gdy się serwuje sposoby zakładania prezerwatywy na banana, zamiast choć kilku słów, że z seksem można poczekać i wcale się od tego nie pęknie)

    W ogóle jestem przeciwna temu by szkoła przejmowała rolę rodziny w jakiejkolwiek dziedzinie (btw jestem ównież przeciwna katechezie w szkołach). Ale jak widze ile rodzin jest niewydolnych, to wiem, że się tak nie da.
  • verdana 24.03.11, 21:49
    W oficjalnie dopuszczonych przez MEN podrecznikach, niestety. Nie sądzę, abyś czytała wszystkie, ja tak.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 25.03.11, 08:03
    Ależ oczywiście, że nie czytałam wszystkich, tylko jeden i to przeglądałam.
  • klymenystra 24.03.11, 22:43
    Szkoła często musi przejąc rolę rodziny - kiedy rodzina jest niewydolna, albo kiedy ta rodzina zwala wszystkie obowiązki na nauczycieli...
    W teorii jednak szkoła z rodzicami ma tylko współpracowac - ale różnie się to kończy. Wygodniej jest przerzucic całą odpowiedzialnośc na szkołę, a potem miec pretensje :(
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • mamalgosia 25.03.11, 08:04
    Niestety tak bywa. Tylko u nas akurat często rodzice przerzucają odpowiedzialność na szkołę, ale potem nawet nie mają pretensji - wszystko im obojętne:(
  • klymenystra 25.03.11, 15:53
    To są rodzice zupełnie bez odpowiedzialności :(
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • paszczakowna1 24.03.11, 21:24
    Ja bym dołożyła godzin biologii, i zaserwowała czyste fakty naukowe - owulacja, zapłodnienie, rozwój płodowy i zarodkowy (tak, wiem że to niby jest, ale mało), metody zapobiegania ciąży (NPR, różne metody antykoncepcyjne, skuteczność, przeciwwskazania), przyczyny bezpłodności i niepłodności, leczenie. Nie żadne tam "przygotowanie do życia w rodzinie", bo to zawracanie głowy.
  • szprota 24.03.11, 23:17
    paszczakowna1 napisała:

    > Ja bym dołożyła godzin biologii, i zaserwowała czyste fakty naukowe - owulacja,
    > zapłodnienie, rozwój płodowy i zarodkowy (tak, wiem że to niby jest, ale mało)
    > , metody zapobiegania ciąży (NPR, różne metody antykoncepcyjne, skuteczność, pr
    > zeciwwskazania), przyczyny bezpłodności i niepłodności, leczenie. Nie żadne tam
    > "przygotowanie do życia w rodzinie", bo to zawracanie głowy.

    Jestem podobnego zdania. Tego jest o wiele za mało. Samo podejście do seksualności raczej wyniesie się z domu lub rówieśniczej grupy odniesienia, ale solidna wiedza, jak to działa od strony biologicznej na pewno się przyda.
    --
    www.bigpharma.pl
  • mamalgosia 25.03.11, 08:04
    Uważam Twój pomysł za bardzo dobry!

  • mary_ann 25.03.11, 09:01
    paszczakowna1 napisała:

    > Ja bym dołożyła godzin biologii, i zaserwowała czyste fakty naukowe - owulacja,
    > zapłodnienie, rozwój płodowy i zarodkowy (tak, wiem że to niby jest, ale mało)
    > , metody zapobiegania ciąży (NPR, różne metody antykoncepcyjne, skuteczność, pr
    > zeciwwskazania), przyczyny bezpłodności i niepłodności, leczenie. Nie żadne tam
    > "przygotowanie do życia w rodzinie", bo to zawracanie głowy.

    Bardzo rozsądny pomysł. Choć w przypadku antykoncepcji na bank nie obędzie się bez protestów:-(
  • dakota77 25.03.11, 11:24
    NPR to nie metoda zapobiegania ciazy, tylko sprowadzenia jej w stosownym czasie:).
    Poza tym pomysl jest bardzor ozsadny, trzeba stawiac na biologie, nie ideologie.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ding_yun 24.03.11, 21:31
    Brak jakiejkolwiek edukacji seksualnej w szkołach oczywiście dobry nie jest, ale miałabym problem z określeniem, jak powinny wyglądać idealne lekcje tego rodzaju. Po pierwsze: jakich wiaodmości udzielać dzieci/młodzieży w jakim wieku? Jeśli powie się za mało i tak dokształcą się z innych źródeł. Jeśli postawi się np na bardzo wczesną edukację w zakresie antykoncepcji to też moim zdaniem nie będzie dobrze bo to może doprowadzić do pewnej trywializacji seksu i chęci przyspieszenia inicjacji - bo w szkole już uczą o antykoncepcji, a ja się nawet jeszcze nie całowałam, a skoro uczą, to znaczy, że większość osób ma już pierwszy raz za sobą. Po drugie nie jestem pewna jakiego rodzaju wiedza powinna być tam przekazywana: solidne podstawy antykoncepcji na pewno. A jakieś bardziej psychologiczne kwestie? Albo na drugim biegunie, kwestie bardzo techniczne, czyli jak wygląda pierwszy raz, jaka pozycja jest najlepsza etc? Przyznam, że średnio miałabym o tym ochotę słuchać w szkole, być może przy chłopaku z którym wiążę właśnie takie a nie inne plany. Ale to pewnie wina tego, że ja w ciągu całej swojej edukacji szkolnej miałam jedną lekcję o tym skąd się biorą dzieci w 4 klasie podstawówki i jedną o antykoncepcji w liceum plus jakąś godzinnną pogadankę o cyklu i hormonach (ta akurat była ciekawa).

    No i jak zwykle w takich rozmowach przytaczam przykład Wielkiej Brytanii, gdzie edukacja seksualna jest niby bardzo rozwinięta, dostęp do antykoncepcji tak ułatwiony, że już bardziej się uprościć nie da, a ciąż nieletnich jak mieli sporo tak nadal sporo mają. Nie mówię, że edukacja powoduje te ciąże, ale jakaś korelacja istnieje, pytanie tylko jaka jest jej natura. W UK jest jednak seks traktuje się znacznie lżej niż w Polsce. Tabletki może dostać byle która czternastolatka z ulicy, która umówi się na bezpłatną wizytę w centrum planowania rodziny w swojej okolicy (a jest ich naprawdę sporo). Dostanie je za darmo, po zważeniu, zmierzeniu ciśnienia i stosownym pouczeniu. W porównaniu do tego, czego ja nasłuchalam się od ginekologów w Polsce już jako dorosła kobieta, to jest jak kupienie batonika. I z jednej strony wydaje się to niby dobrze - skoro antykoncepcja jest tak łatwo dostępna, to może więcej osób z niej skorzysta. Z drugiej strony nie jestem pewna, czy taka łatwa dostępność wszystkiego, nie powoduje w młodych ludziach przeświadczenia, że seks to w zasadzie nic takiego.

  • dakota77 24.03.11, 22:16
    To, ze antykoncepcja w UK jest tak latwo dostepna, jest super sprawa. To, ze dzieciaki uwazaja seks za "nic takiegp" to juz wina ich rodzicow, nie dostepu do antykoncepcji.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • slotna 24.03.11, 22:56
    > Nie mówię, że edukacja powoduje te ciąże, ale jakaś korelacja istnieje, pytanie tylko jaka jest jej natura.

    Ta natura moim zdaniem nazywa sie "child benefit". Mama by mi leb urwala, gdybym zaszla w ciaze w LO, ale gdybym wiedziala, ze moge sie wyprowadzic i zyc spokojnie za kase od panstwa, to kto wie, kto wie... ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • slotna 25.03.11, 15:17
    Hm, znazlam dane z 2008, w Polsce bylo ok. 20 tys. nieletnich ciaz, w UK - 40 tys (przy czym populacja wieksza o polowe). Ciekawa jestem ile z tego, to ciaze travellersow i podobnych.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • croyance 05.05.11, 04:27
    Mnie sie wydaje, ze - chociaz zabrzmie teraz jak totalna konserwa - istnieje tzw. nanny state, i ludzie uwazaja, ze za wszystko powinno odpowiedzialne byc panstwo. Sama zetknelam sie z kilkoma Angielkami, ktore byly strasznie zaskoczone, ze maja problemy zdrowotne po wieloletnim zazywaniu tabletek anty (nie mowie, ze branie tabletek = problemy, ale u tych akurat kobiet wystapily jakies tam trudnosci), bo NIKT IM NIE POWIEDZIAL, ze moga byc skutki uboczne. Ot, poszly do family planning, zalecono im brac, to i braly - zero inicjatywy, zero poczytania, wyguglania chocby nazwy tabletki, za wszystko odpowiedzialny jest lekarz, zalecen lekarza sie nie kwestionuje (tu dlugi temat kompetencji NHS ...), skoro lekarz polecil to znaczy wie, co robi, i szlus. A potem rozpacz i szukanie winnych, bo przeciez wszyscy sa winni, tylko nie ja.

    Mam wrazenie, ze w Anglii nastapil jakis taki ogolny brak myslenia i zalozenie, ze ktos za nas pomysli (vide: zalecenia health and safety). Ludzie uwielbiaja to wykorzystywac pozniej ... niektorzy zas autentycznie nie uwazaja, ze wypadaloby sie samemu czegos dowiedziec.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • klymenystra 24.03.11, 22:41
    Sądząc po wpisach na forach i po moich młodszych koleżankach (dwudziestolatka, która zdecydowała się na współżycie, żeby utrzymac przy sobie faceta, bez zabezpieczenia - stosunek przerywany, bez wizyty u gina, w efekcie musiała wziąc postinor i do tego zaraziła się jakimś grzybem :///) sprawa faktycznie kuleje.
    Ja miałam wyjątkowe szczęście - w piątej klasie byłam (15 lat temu!), jak pani od biologii zrobiła nam cykl zajęc z wychowania seksualnego - puszczała filmy, na których pokazany był nie tylko proces zapłodnienia i ciąża, ale też wyjaśnione było, że masturbacja nie jest zła na ten przykład. Do tego dostałyśmy książki na temat rozwoju nastolatki, także psychicznego, kalendarzyk do wpisywania dni miesiączki, podpaski i inne gadżety. W liceum nie przypominam sobie takich zajęc (może były, jak przebywałam za granicą), za to księża próbowali na religii nas indoktrynowac - na szczęście bez skutku.
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • verdana 24.03.11, 22:52
    Lekkomyslne zachowania seksualne dwudziestolatki raczej nie są wynikiem niewiedzy, wyniesionej ze szkoły. W ogóle lekkomyslność w tej dziedzinie jest dosyć często niezalezna od zasobu wiedzy - seks nie jest dziedzina, w ktorej w momentach hm... człowiek przypomina sobie 34 stronę podręcznik z II LO.
    Mnóstwo doroslych, inteligentnych, wykształconych ludzi, z lekarzami włącznie zalicza róznorodne wpadki w tej dziedzinie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jota-40 24.03.11, 23:20
    "Ja bym dołożyła godzin biologii, i zaserwowała czyste fakty naukowe - owulacja, zapłodnienie, rozwój płodowy i zarodkowy (tak, wiem że to niby jest, ale mało), metody zapobiegania ciąży (NPR, różne metody antykoncepcyjne, skuteczność, przeciwwskazania), przyczyny bezpłodności i niepłodności, leczenie. Nie żadne tam "przygotowanie do życia w rodzinie", bo to zawracanie głowy. "

    Zgadzam się z Paszczakówną: ja też bym dołożyła lekcji biologii i ewentualnie przeszkoliła nauczycieli od tejże.
    Z drugiej strony, mam dobre doświadczenia szkolne w tej kwestii: miałam kilka godzin, bodajże w ósmej klasie, z fachowcem wysokiej klasy ;). Przyszedł facet - seksuolog? psycholog? - który w nosie miał nasze chichoty i tak ustawił lekcję, że wszyscy masowo zaczęli zadawać całkiem poważne pytania. Rozjaśnił mi, pamiętam, wiele wątpliwości. Był świetny - jednocześnie poważny i żartobliwy, absolutnie nie przekraczał bariery dobrego smaku, konkretny etc.
    Klasa wymiękła i w sumie wszyscy byli zachwyceni.
    Natomiast poraża mnie fakt, że tego typu zajęcia mogą dziś prowadzić i prowadzą np. katechetki (efekt oczywisty).
  • verdana 24.03.11, 23:27
    Przede wszystkim edukacja seksualna powinna być w szkole, ale "oderwana" od szkoly. Żadni nauczyciele, pedagodzy szkolnu, choćby najlepiej wyszkoleni nie nadają sie do tego - bo zaden zdrowy na umysle uczeń nie zapyta własnego nauczyciela o coś, co budzi jego zaniepokojenie. Poza tym to powinny być zajęcia, a nie lekcje, na ktorych mozna otrzymać złą ocene. I - jestem tu nienowoczesna i wsteczna - uwazam, ze zajęcia powinny być oddzielne dla dziewcząt i dla chłopców, inaczej połowa pytań nie padnie.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • klymenystra 24.03.11, 23:27
    W jej przypadku to była ewidentna niewiedza - o własnym cyklu, o zapłodnieniu i tym podobnych. Wielce była zdziwiona, gdy jej uświadomiłam, że do zapłodnienia może dojśc przed wytryskiem. A jeszcze bardziej, kiedy spytałam, czy miała dni płodne...
    Mnie takich rzeczy uczono w szkole (pomijając fakt, że od dziecka miałam do dyspozycji książeczki uświadamiające). Tu nie chodziło o seks po pijaku na imprezie czy pękniętą gumkę, tylko o decyzję o rozpoczęciu życia seksualnego bez elementarnej wiedzy. Rodzice nie przekazali, szkoła nie przekazała. Pewnie gdyby nie postinor i kupa szczęścia owa dziewczyna byłaby teraz w dziewiątym miesiącu...
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • verdana 24.03.11, 23:29
    Mnie w szkole uczyli fizyki.... I w tym problem, ze ja z tej fizyki pamiętam zero. Podejrzewam, że tyle samo wynosi mlodzież z nudnych lekcji o seksie. Doskonały moment, przy nauczyć się do klasówki z matematyki.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jottka 24.03.11, 23:45
    mnie tam sie podoba koncepcja paszczakówny - solidne podstawy biologiczne, bo o to zasadniczo idzie. cała reszta to mniej lub więcej ideolo i głoszenie przekonania, że seks to wyższa mistyka bądź otchłań grozą ziejąca. odnormalnienie tematu by sie przydało.
  • ding_yun 24.03.11, 23:51
    Ja też skłaniam się ku temu, żeby były to zajęcie dające wiedzę na temat biologii, a nie coś w rodzaju przygotowania do życia w rodzinie. Tylko nadal pozostaje kwestia organizacji: kto powinien te zajęcia prowadzić? Czy powinny być osobno dla chłopców i dziewcząt? Jeśli tak, to czym powinny się różnić? Jak selekcjonować informacje stosowne do wieku? Czy oprócz zagadnien czysto biologicznych poruszać też ogólniejsze kwestie związane z seksem, np z tym jak wygląda pierwszy raz? Czy to powinny być zajęcia skupione na wykładaniu informacji czy na pytaniach i odpowiedziach?

    Moim zdaniem zorganizowanie takich zajęć jest bardzo problematyczne, bardziej niż się może wydawać na pierwszy rzut oka. Jeśli miałyby to być zajęcia interaktywne, to obawiam się, że klasa musialaby być bardzo zżyta, żeby ludzie nie wstydzili się przed innymi zadawania pytań. Myślę, że najważniejsze jest wprowadzenie tego typu zajęć w podstawówkach i gimnazjach, gdzie ogólnie rzecz biorąc ludzie mają doświadczenia seksualne na podobnym poziomie (w te tłumy młodzieży gimnazjalnej masowo uprawiające seks od 13 roku życia średnio wierzę). W liceach pojawia się już spore rozwarstwienie i załóżmy chłopak, który nie ma na koncie żadnych doświadzczen seksualnych i tak nie zapyta o nurtujace go rzeczy przy kolegach, o ktorych wie, ze zaszli juz dalej. I tak będzie wolał poszukać sam informacji w internecie albo w książkach. Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że najważniejsze są zajęcia w dalszych klasach podstawówki i w gimnazjum poruszające sprawy czysto biologiczne i podstawy antykoncepcji i ochrony przed STDs. Przede wszystkim nacisk powinien być połozony na to, jak ważne jest, żeby się zabezpieczać i że każda antykoncepcja czasami zawodzi. Szczerze mówiąc nie jestem przeciwna położeniu nacisku właśnie na tą drugą rzecz. W liceum mogłyby się pojawić jakieś kilkugodzinne "pogadanki" na temat antykoncepcji, zarówno hormonalnej jak i NPR, ale bardziej zaawansowane.
  • jottka 24.03.11, 23:58
    mam wrażenie, że podstawowy błąd polega na założeniu, że do takiej edukacji przystępujemy na poziomie późnej podstawówki vel gimnazjum, a to absurd jest. w przedszkolu trzeba zaczynać:) niekoniecznie szczegóły techniczne o budowie banana, ale ogólne wprowadzenie do tematu, dzieci są zainteresowane, skąd się wzięły i tak dalej. a odpowiednie książeczki znaleźć już można na rynku, bodaj "czarna owca" solidnie szwedzkie publikacje stosowne dla wieku tłumaczy i wydaje.

    przy całościowym podejściu rzecz się niezmiernie uprości, natomiast jakiekolwiek programowe przygotowania do życia tu i tam w ogóle bym wywaliła, bo to jedynie kanał propagandowy ideologii spod dowolnego znaku. całe dzieciństwo i młodość to przygotowanie do późniejszego życia i to w rozmaitych konfiguracjach:)
  • klymenystra 25.03.11, 08:03
    Co do zadawania pytań - kiedy mieszkałam w liceum we Francji, miałam okazję załapac się na ichniejsze lekcje o seksie - pan seksuolog, kilka równoległych klas w auli - i anonimowe pytania na karteczkach. Odpowiadał na wszystkie.
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • klymenystra 25.03.11, 08:01
    Zależy, jakie to lekcje... Ja jesem akurat przykładem na to, że dobrze poprowadzone zajęcia plus odpowiednie materiały do domu, pozostawiają wiedzę na długie lata.
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • croyance 05.05.11, 04:40
    Otoz to, otoz to. Mozna miec wspaniala wiedze biologiczna i techniczna, ale jak sie ma np. niskie poczucie wlasnej wartosci, a partner chce bez gumki i grozi, ze zostawi, to decyzje podejmowane sa na zupelnie innym poziomie, niz intelektualnym.

    Bylam kiedys na spotkaniu organizacji uswiadamiajacej kobiety iranskie. Uczono je o tabletkach, prezerwatywach, babki inteligentne, z rzetelna wiedza. Ale interwencja do kitu, bo w iranskim malzenstwie tradycyjnym kobieta - jaka by wiedze nie miala - nie ma nic do powiedzenia w kwestiach prokreacyjnych. Co z tego, ze uswiadomi sie kobiety, jesli nie maja one zadnego wplywu na przebieg stosunku np.? Duzo im pomoze informacja, jak sie zaklada prezerwatywe, skoro maz nie bedzie wspolpracowal.

    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • kebbe 25.03.11, 00:11
    klymenystra napisała:
    > Ja miałam wyjątkowe szczęście - w piątej klasie byłam (15 lat temu!), jak pani
    > od biologii zrobiła nam cykl zajęc z wychowania seksualnego - puszczała filmy,
    > na których pokazany był nie tylko proces zapłodnienia i ciąża, ale też wyjaśnio
    > ne było, że masturbacja nie jest zła na ten przykład

    Przypomniałaś mi coś Klymenystro. Niedawno odnalazłam swój zeszyt, także z piątej klasy. Zeszyt do religii ( i do kilku innych przedmiotów, ja od wczesnej młodości miałam nonszalancki stosunek do notatek:)). Jak uda mi się go ponownie odszukać w domu rodziców, to walnę dokładny cytat, ale znalazły się tam fragmenty "wychowania seksualnego" serwowanego nam przez siostrę katechetkę. Temat katechezy pamiętam jednak dosłownie "Kobieta-grób swojego dziecka", łatwo zgadnąć o czym. Były statystyki, typu "więcej kobiet umiera w wyniku aborcji niż porodu", teksty o tabletkach antykoncepcyjnych rozpuszczających dziecko, spiralach przecinających je na pół i podobne kwiecie. Było o tym, że trzeba być skromym, zakrywać swoje ciało; dziewczęta (lat 11-12 miałyśmy) powinny szczególnie uważać, żeby nie kusić chłopców. A także pamiętać, że seks przed ślubem, to właściwie gwarancja złapania różnych chorób, prowadzących do bezpłodności (teraz się zastanawiam, jak to się godziło z faktem posiadania grzesznych, nieślubnych dzieci) Zeszyt przypomniał mi, że siostra pokazała nam wówczas również słynny "Niemy krzyk". Rzecz miała miejsce Anno Domini 1993, miasto powiatowe, szkoła podstawowa, państwowa.
    Przypuszczam, że wielu moich rówieśników było podobnie edukowanych seksualnie.
    Istotnie klymenystro, miałaś szczęście.
  • slotna 25.03.11, 02:10
    Moja edukacja seksualna zaczela sie cos kolo przedszkola, mialam takie rozne ksiazeczki z fajnymi obrazkami i przystepnymi wyjasnieniami. W szkole podstawowej mielismy pogadanki chyba raz w roku, ale nie pamietam od ktorej klasy (na pewno nie nizej niz czwarta) - wiem, ze raz dostalysmy tampony i podpaski. Nie sadze, zebym sie czegos nowego tam dowiedziala, bo bym pamietala.

    W osmej klasie natmiast byla jednorazowa lekcja uswiadamiajaca dla dziewczyn. Prowadzila ja nie znana nam, mloda, atrakcyjna i pewna siebie babka, do dzis pamietam, jak opowiadala o zawodnosci kalendarzyka: "juz niby wszystko wiecie, szafa gra, po czym jedziecie gdzies daleko na wakacje, gdzie spotykacie przepieknego blondyna. Jajeczko widzi blondyna, robi ha!!! i leeeeci...! Dobra, zartuje, zmiana klimatu moze rozregulowac cykl" - i tak dalej. To bylo spoko: mowila jasno i konkretnie, ale bez zadecia, zartowala, do tego byla mloda, atrakcyjna i z pewnoscia uprawiala ten mityczny seks, wiec jakos czlowiek jej wierzyl ;) Wszystkie bylysmy nia zafascynowane.

    W liceum za to nastapila masakra. Mielismy regularne spotkania z pania od wychowania do zycia w rodzinie, na godzinie wychowawczej. W koncu nie wytrzymalam, moja przyjaciolka tez - poszlysmy do wychowawczyni i powiedzialysmy, ze nie bedziemy na to chodzic. To bylo pranie mozgu, idiotyczna propaganda, sluzaca nie wiem czemu wlasciwie. "Niemy krzyk", a jakze, wstrzemiezliwosc, kalendarzyk, malzenstwo, rozpusta, rozwiazlosc, sodomia, gomoria... Yuk :/ Do tego pani byla strasznie zaniedbana i jakos ciezko mi bylo sobie wyobrazic jej szczesliwie pozycie (mialam kilkanascie lat, pamietajmy).

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • jota-40 25.03.11, 09:38
    Ten wątek jest efektem mojej lektury - Gazeta opublikowała ostatnio cykl, pt. "Sekskorepetycje", bardzo ciekawy. Niestety, wiele informacji doprowadziło mnie do lekkiego szału. Oto fragment debaty, jaka odbyła się w redakcji:

    "Tomasz Garstka: Wraz z Michałem Kostrzewskim, psychoterapeutą, i Jackiem Królikowskim, nauczycielem, jesteśmy autorami podręcznika "Kim jestem". Niestety, reedycja tego podręcznika nie została dopuszczona na rynek z powodu złej recenzji m.in. ks. Augustyna.

    Postuluję, by przedmiot zmienił nazwę na "edukacja psychoseksualna" lub "wiedza o życiu seksualnym". I żeby był oparty na wiedzy naukowej. W przeciwieństwie do światopoglądu, w którym się otorbiamy, nauka stawia pytania i szuka odpowiedzi - to na niej powinniśmy się opierać. Ale jak mamy zdobyć się na naukową perspektywę, jeśli na liście recenzentów są m.in. ks. dr Józef Augustyn czy prof. dr hab. Bogdan Hazan, ginekolog, propagator naprotechnologii?

    P.P.: Czy to wszyscy recenzenci?

    T.G.: Nie. Na liście są także m.in prof. Lew-Starowicz i Jacek Jakubowski z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Recenzowali pierwszą edycję naszego podręcznika i była to bardzo dobra recenzja. Dziwi mnie, że zaktualizowana reedycja została uznana za beznadziejną.

    W podręczniku pani Teresy Król znalazłem takie zdanie: "Homoseksualizm jako zaburzenie tożsamości powstaje na bazie pewnych odziedziczonych cech osobowości, na które nałożyły się nieprawidłowa struktura rodzinna oraz negatywne przeżycia seksualne w dzieciństwie"."

    W efekcie większość, czy duża ilość szkół jedzie na "podręczniku" pani Król.
    Nie rozumiem też, jakim cudem ksiądz Augustyn jest recenzentem MEN i jakim cudem jego negatywna recenzja może uniemożliwić wprowadzenie książki do szkół??
    Nie mieści mi się to w głowie.
    Rozumiem, oczywiście, że KK ma inne podejście do seksu i spraw edukacji seksualnej - nie ma przeszkód, żeby te kwestie omawiać np. na lekcji religii, prawda? A na innych godzinach: wychowawczej, biologii etc. omawia się punkt widzenia, powiedzmy, naukowy, nie religijny.

    Całość debaty:
    wyborcza.pl/1,105266,9165845,Zapis_debaty_o_wychowaniu_seksualnym.html
  • ratyzbona 25.03.11, 13:31
    Ja do raportów Pontonu zawsze mam olbrzymi dystans bo według nich wszyscy ze wszystkim sypiają na prawo i lewo bez żadnej wiedzy o tym co gdzie i jak i jeśli się młodzieży nie wyedukuje to będzie armagedon. Przy czym trąbią tak od kilku lat przywołując non stop te same przykłady - do tego stopnia że nawet załapałam się na czasy kiedy mówili o rozwiązłym życiu licealistów a ja byłam w liceum - i muszę powiedzieć że nawet wówczas wydawało mi się to bardziej bajką niż rzeczywistością . Co więcej jak pokazuje np. przykład angielski - edukacja seksualna nie przekłada się na zmianę ilości nastoletnich ciąż bo oni edukację i problem mają a my edukacji nie mamy a problem jest znacznie mniejszy.
    Z resztą czytając ostatnie artykuły zauważyłam nowy trend że dziś edukacja seksualna ma już nie sprowadzać się do tego jak uprawiać bezpieczny seks czy jak podejmować decyzje o współżyciu tylko jak uprawiać seks w ogóle tak jakby była to wiedza tajemna bez której bez lekcji nie da się posiąść.
    Z resztą postulowane przez was solidne podstawy biologiczne kwestii edukacji seksualnej są uwzględnione w programie biologii i dobrzy nauczyciele nie zbywają ich milczeniem -i tu pojawia się chyba największy problem - niezależnie od ustalonego programu w jednych szkołach lekcję poprowadzi ktoś taki jak moja nauczycielka od biologii która będąc wierzącą katoliczką przyszła na lekcję ze statystykami dotyczącymi skuteczności różnych metod antykoncepcyjnych i zupełnie nie ideologicznie poprowadziła świetne zajęcia a w innej szkole zajęcia poprowadzi ktoś nie będzie umiał oddzielić ideologii od wiedzy - i nic się niestety na to nie poradzi.
    Z resztą wychowanie do życia w rodzinie wydaje mi się jednak mimo wszystko o tyle konieczne że o ile sobie przypominam rodzina to jednak nie tylko edukacja seksualna - pomyślcie sobie o takich fajnych zajęciach które może by wychodziły poza tylko dziecięcia poczęcie i wprowadziły na zajęciach szkolnych trochę wiedzy co z takim narodzonym już dziecięciem począć - bo tego się w Polsce nie uczy a stanowi to dość dużą część edukacji do życia w rodzinie na zachodzie. Nie jedna młoda matka pewnie była by szczęśliwa gdyby kiedyś tam w szkole miała takie zajęcia. Innymi słowy znów coś co powinno być przedmiotem ważnym rozbija się o kilka zagadnień w które wkrada się ideologia. Jednak chyba zgadzam się z verdaną - że jeśli miała by być z takim programem jaki postuluje część podręczników to lepiej sobie darować.
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • ginestra 25.03.11, 14:57
    Zgadzam się w pełni z wypowiedzią Ratyzbony.

    Moje doświadczenia i obserwacje z czasów licealnych oraz z czasu dorastania moich dzieci są bardzo podobne do tych, o których pisze Ratyzbona.

    Co do przykładu Wielkiej Brytanii, to również zgadzam się z tym, co pisze Ratyzbona ("jak pokazuje np. przykład angielski - edukacja seksualna nie przekłada się na zmianę ilości nastoletnich ciąż") i dodatkowo chciałabym powiedzieć, że o Wielkiej Brytanii czytałam trochę artykułów (na zwykłych portalach typu GW czy Onet) w czasie, w którym głośną wiadomością było takie zdarzenie, że 12-latek został ojcem. Wtedy pojawiło się sporo artykułów mówiących o tym, że nie on jeden został ojcem w tak młodym wieku w Wlk. Brytanii, podawane były dane na temat tego kraju i właśnie przytaczano wzrost liczby przypadków, w których rodzicami zostają 12-13 letnie dzieci. Edukacja seksualna w Wlk. Brytanii (w takim kształcie, jak ją Brytyjczycy opracowali) miała ograniczyć liczbę ciąż u dzieci oraz zachęcić dzieci i młodzież do zabezpieczania się, ale (być może wbrew intencjom pomysłodawców) zachęciła ona prawdopodobnie te dzieci właśnie do uprawiania seksu jako fajnej formy aktywności. Za jakiś czas koniecznym krokiem stało się wprowadzenie na rynek (lub pomysł wprowadzenia na rynek, bo nie wiem jak to się skończyło) dziecięcych prezerwatyw, bo te zwykłe były dla małych chłopców za duże. Po prostu stało się to logiczną konsekwencją tej "mody na seks" u dzieci (lub po prostu powszechnego uprawiania seksu przez dzieci). Słowo "moda" napisałam w cudzysłowie, bo ja osobiście nie wiem czy to jest tam na sto procent kwestia mody, czy może jakiegoś zaspokajania deficytów emocjonalnych u tych dzieci czy jeszcze czegoś innego. Nie znam tematu bliżej. Wiele do myślenia dają mi natomiast takie filmy jak np. "Fish Tank" (nie wiem jak ten tytuł przetłumaczono na polski). W recenzjach tego filmu czytałam, że jest to dość wiarygodny opis sytuacji, w której dorasta bardzo wiele dzieci w Wielkiej Brytanii: rozbite rodziny, rodzice, którzy nie zachowują się wcale jak dorośli i którzy też w dziwny, nieodpowiedzialny sposób traktują seks, a do tego dochodzi bezradność i trudność w udźwignięciu różnych problemów, z którymi te dzieci i nastolatki zmagają się samotnie, bez wsparcia w rodzinie. Recenzje mówią, że zdaniem reżysera świat przedstawiony filmu jest prawdziwym światem brytyjskich blokowisk i nie tylko blokowisk. Oczywiście na pewno byłoby uogólnieniem mówić, że stuprocentowo, ale - jak przypuszczam - coś na pewno jest na rzeczy. (Potwierdziła to mi też moja koleżanka, która mieszkała niedawno przez dłuższy czas w Wlk. Brytanii. Powiedziała, że tam wszystko jest do przesady "rodzinne": rodzinny podjazd, rodzinny parking, rodzinna restauracja, rodzinny park i milion innych rzeczy, natomiast dojmująco smutne jest to, że w tamtym kraju jest bardzo mało rodzin, a są po prostu same samotne matki. Tak to określiła po dłuższym tam pobycie, wśród Brytyjczyków. Powtarzam za nią, bo ja tam od 20-lat nie byłam, więc nie wiem jak tam jest teraz). Chcę tylko powiedzieć, że sprawa tych młodocianych ciąż w Wlk. Brytanii może być szerszym zagadnieniem, natomiast jakiś wpływ na tę sprawę na pewno ma również to, o czym właśnie pisała Ding-yun, że każda 13-latka może iść za darmo po pigułki do centrum planowania rodziny i nikt nie powie jej, że może za wcześnie na seks. Nie powie jej też tego (zapewne) szkoła, bo książki edukują dzieci w tym duchu, że nie jest za wcześnie, tylko trzeba się zabezpieczać - vide zresztą prezerwatywy XS (jeśli są na rynku) - ich istnienie może być też jakimś sygnałem dla dziecka, że nie jest za wcześnie.

    Dla mnie jest to bardzo smutne, bo to są jeszcze dzieci - z dziecięcą psychiką. W zeszłym roku, na koniec roku szkolnego, pojawił się też artykuł o Wlk. Brytanii, w którym była mowa o tym, że policja aresztowała jakieś tabuny pijanych dzieci, które w centrum miasta (nie pamiętam czy Londynu, ale chyba tak) uprawiały na widoku publicznym seks, bo chciały w ten sposób uczcić zakończenie roku szkolnego. Nie była to pojedyncza grupka, a po prostu było to zjawisko podobne jak u nas kiedyś w dzień wagarowicza, kiedy wszyscy uczniowie jechali do centrum miasta dać wyraz temu, że coś chcą uczcić. A więc te dzieci tak uczciły koniec roku szkolnego. Nie wiem ile tych dzieci było, nie pamiętam już dobrze artykułu, niemniej chodziło o uczczenie końca roku szkolnego.

    Myślę, że na przykładzie Wlk. Brytanii moglibyśmy w Polsce po prostu dowiedzieć się jakie są dokładnie te ich uwarunkowania wpływające na takie postawy młodzieży, jakie błędy oni ewentualnie popełnili przy okazji edukacji seksualnej, co my moglibyśmy skorygować, gdybyśmy chcieli jakiś program edukacji seksualnej z prawdziwego zdarzenia wprowadzać do szkół itp.

    Co do meritum, to ja myślę, że rozszerzone lekcje biologii są jak najbardziej dobrym pomysłem. Podobnie - uczenie odpowiedzialności za rodzinę i rodzicielstwo. Uczenie też opieki nad niemowlęciem. (Tu też przypomina mi się przykład z Wlk. Brytanii. Widziałam filmik, na którym dziennikarka przeprowadzała wywiad z tym 12-latkiem, który został ojcem oraz z jego 13-letnią dziewczyną. Dziewczyna trzymała na rękach tego noworodka. I, co było dla mnie po prostu straszne, podczas tego wywiadu, bezwiednie jakby poruszała i obracała tym dzieckiem na różne strony, praktycznie sadzając je i nie podtrzymując główki. Dziecko chwiało się i przelewało. To był straszny widok. Wiadomo, że kilkudniowemu noworodkowi trzeba podtrzymywać główkę i nie wolno go sadzać jak lalkę. Trzeba je w specjalny sposób trzymać. Nie rozumiem dlaczego redaktorka czy kamerzysta czy ktokolwiek z dorosłych nie zareagował. Dziewczynka nie wiedziała jak trzymać dziecko, nie jej wina, ale to straszne, że nikt jej nie powiedział. Straszne, że nawet jak urodziła, to ani w szpitalu pielęgniarka, ani jej mama ani nikt nie powiedział jej, jako kobiecie po porodzie, jak się noworodka trzyma, aby nie uszkodzić go. Jestem pewna, że gdyby to wiedziała, to trzymałaby go dobrze, bo widać było, że kocha to dziecko.
    Dlatego ja też uważam za dobry pomysł, aby w szkole były lekcje o opiece nad niemowlęciem, o odpowiedzialności za dziecko, o odpowiedzialności za rodzinę o różnych aspektach życia w rodzinie, nie tylko tych związanych z seksem.

    Poza tym, to - powtórzę - zgadzam się z wypowiedzią Ratyzbony w tych wszystkich kwestiach, które poruszyła.
  • croyance 05.05.11, 04:56
    'Chcę tylko powiedzieć, że sprawa tych młodocianych ciąż w Wlk. Brytanii może być szerszym zagadnieniem, natomiast jakiś wpływ na tę sprawę na pewno ma również to, o czym właśnie pisała Ding-yun, że każda 13-latka może iść za darmo po pigułki do centrum planowania rodziny i nikt nie powie jej, że może za wcześnie na seks. Nie powie jej też tego (zapewne) szkoła, bo książki edukują dzieci w tym duchu, że nie jest za wcześnie, tylko trzeba się zabezpieczać - vide zresztą prezerwatywy XS (jeśli są na rynku) - ich istnienie może być też jakimś sygnałem dla dziecka, że nie jest za wcześnie.'

    Ginestro, w Anglii jest spoleczenstwo klasowe i zapewniam Cie, ze statystyki, o ktorych mowisz, dotycza glownie working class i underclass. Nie spotkalam sie jeszcze z zadna angielska nastolatka z klasy sredniej czy wyzej, ktora chodzilaby do family planning bez uzgodnienia z rodzina, albo zaszla w ciaze w wieku lat 13. To zjawisko dotyczy tylko pewnej czesci spoleczenstwa i jest jednym z wielu problemow, z ktorymi sie borykaja (dokladnie tak samo, jak otylosc i wiedza/dostep do zdrowego jedzenia). 13-latce przychodzacej po pigulki nikt nic faktycznie nie powie, bo z definicji bedzie to raczej 13-latka z council estate, a nie public school, i wszyscy ciesza sie, ze w ogole sie pojawila. Middle class to w zasadzie nie dotyczy, a upper w ogole nie, bo dziewczyny beda mialy od malego prywatna opieke lekarska i w zyciu nie pojawilyby sie w publicznej przychodniej po bezplatne prezerwatywy OMG z jakimis chavs pospolu.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • croyance 05.05.11, 04:47
    Realia brytyjskie sa inne, niz polskie, inna jest kultura etc. i przenoszenie statystyk stamtad na polski grunt jest bezcelowe.
    W UK faktycznie wiedza nie przeklada sie na zachowanie - widocznie jest jakis inny czynnik, ktory trzeba poddac interwencji. Ale nie mozna przeciez uwazac tego za przykladu, ze nie warto edukowac! Zwlaszcza w Polsce. wg mnie w Polsce przyczyna ciazy nastolatek jest np. inna, niz w Anglii, i porownywanie tylko na podstawie statystyk do niczego nie prowadzi.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • ginestra 05.05.11, 09:05
    croyance napisała:

    > Realia brytyjskie sa inne, niz polskie, inna jest kultura etc. i przenoszenie s
    > tatystyk stamtad na polski grunt jest bezcelowe.
    > W UK faktycznie wiedza nie przeklada sie na zachowanie - widocznie jest jakis i
    > nny czynnik, ktory trzeba poddac interwencji. Ale nie mozna przeciez uwazac teg
    > o za przykladu, ze nie warto edukowac! Zwlaszcza w Polsce. wg mnie w Polsce prz
    > yczyna ciazy nastolatek jest np. inna, niz w Anglii, i porownywanie tylko na po
    > dstawie statystyk do niczego nie prowadzi.


    Pisałam w tym wątku dawno, nie wszystko pamiętam, ale chyba nie pisałam, że nie warto edukować, tylko że nie warto edukować w takim duchu jak w UK, że dla dzieci nie jest za wcześnie rozpoczynać współżycie, byle by założyły prezerwatywę XS i poszły do centrum planowania rodziny.

    Na tym społeczeństwie klasowym nie znam się, ale wydaje mi się, że to nie usprawiedliwia rządzących, jeśli np. widzą co się dzieje (vide sytuacje jak z filmu: Fish Tank na dużą skalę w kraju) i nie reagują na to inaczej, niż tworząc kolejne centra planowania rodziny dla coraz młodszych dzieci i wciskają im tabletki i prezerwatywy XS.

    Nie wiem też co to jest "chavs".

    Cieszę się, że sytuacja w Polsce jest inna, dlatego powinniśmy opracować własne "autorskie" sposoby edukowania młodzieży, bazując na tym, co jest naszą silną stroną i co wynika z naszego dorobku pokoleniowego i przekazywanych w rodzinach wartości, innymi słowy, co stanowi o naszej polskiej specyfice i co sprawia, że jeszcze nie mamy takiej sytuacji, jaka jest w Wielkiej Brytanii.
  • croyance 06.05.11, 01:51
    No ale ja Ci mowie, ze to nie jest duch UK, to jest duch pewnej czesci spoleczenstwa, tak samo, jak galerianki w Polsce. I ta czesc spoleczenstwa, ktorej to dotyczy, ma sto tysiecy innych problemow, i ciaze nieletnich to taka troche wisienka na torcie. Wiadomo, ze wciskanie prezerwatywy to nie jest jedyna interwencja, ale skoro wiadomo, ze te dzieci i tak juz zaczynaja wspolzycie, a gadanie do nich na razie niewiele daje - to niech sie przynajmniej zabezpieczaja w miedzyczasie, zanim sie wymysli, co z nimi zrobic.

    Poza tym, oficjalna edukacja w Anglii konczy sie w wieku lat 16, wiec taka hipotetyczna 'ciezarna nastolatka' moze byc juz kobieta pracujaca i utrzymujaca sie samodzielnie, albo ze swoim partnerem. Ale znowu, nie slyszalam jeszcze, zeby nastolatka z klasy sredniej poszla do pracy w wieku lat 16, rodzice by chyba sobie wlosy wyrwali z glowy.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • ginestra 06.05.11, 09:44
    croyance napisała:

    > No ale ja Ci mowie, ze to nie jest duch UK, to jest duch pewnej czesci spolecze
    > nstwa, tak samo, jak galerianki w Polsce. I ta czesc spoleczenstwa, ktorej to d
    > otyczy, ma sto tysiecy innych problemow, i ciaze nieletnich to taka troche wisi
    > enka na torcie.

    Tu raczej zgadzam się z Tobą, że są tacy ludzie, z problemami bytowymi i ogólnie gorzej sobie radzący, słabiej wykształceni, zaniedbujący dzieci, które wychowują się same, jak potrafią. Faktem jest jednak, że jeżeli i w Polsce i w Wielkiej Brytanii istnieje taka część społeczeństwa, to w Wielkiej Brytanii w tej części społeczeństwa występuje więcej nastoletnich ciąż niż u nas. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale zaryzykuję hipotezę, że może mimo wszystko w Polsce ludzie dorośli, z którymi stykają się nastoletnie dzieci, są doroślejsi niż w Wielkiej Brytanii. (Nie zapomnę np. artykułu o tym 12-letnim ojcu w Wielkiej Brytanii, w którym było opisane, w tonie dość obiektywnym, że chłopiec "wychowywał się" w domu z matką, bo jego rodzice już dawno rozstali się i oboje średnio się nim interesowali, a do matki przychodzili ciągle kochankowie, przy czym na szybie okiennej z wylotem na ulicę miała ta matka naklejony jakby plakat z napisem "I'm corny", co można tłumaczyć zapewne na wiele sposobów, nie wiem jak to obecnie w Wlk. Brytanii to się nacelniej tłumaczy, ale zwrot ten nawiązuje do tego, że jest kochliwa czy też sentymentalna czy też, że lubi kiczowate filmy, i artykuł mówił, że to jakby przyciągało tych kochanków do niej - ja nie wiem czy przyciągało, ale chcę powiedzieć jedynie, że zachowanie tej matki nie świadczy najlepiej o jej dorosłości). Na pewno i w Polsce są tacy ludzie, choć pewnie na szybie sobie nic nie naklejają, ale mam takie przypuszczenie, że nastolatek w Polsce, który nawet ma takich rodziców, to w otoczeniu będzie miał większe stężenie ludzi dorosłych, którzy zachowują się jak dorośli, nawet jeśli przyjdzie mu żyć w takiej klasie społecznej. I ci ludzie dorośli zachowujący się dorośle też go jakby naprostowują, mimo woli, i coś mu pokazują.
    Z recenzji tego filmu Fish Tank oraz z niektórych artykułów o Wlk. Brytanii wyłania się taki obraz, że tam są całe osiedla, całe środowiska wręcz, w których dorośli nie zachowują się jak dorośli. Może to jest jakiś ważny czynnik w całej sprawie?

    Wiadomo, ze wciskanie prezerwatywy to nie jest jedyna interwenc
    > ja, ale skoro wiadomo, ze te dzieci i tak juz zaczynaja wspolzycie, a gadanie d
    > o nich na razie niewiele daje - to niech sie przynajmniej zabezpieczaja w miedz
    > yczasie, zanim sie wymysli, co z nimi zrobic.

    No właśnie, chodzi o to, aby coś wymyślić. Na razie nie widzę co oni takiego wymyślają na ten problem. Natomiast leży mi na sercu to, że zanim oni coś wymyślą, to żeby Polska nie kopiowała po nich tego stylu edukowania młodzieży (akcent na prezerwatywy i pigułki zamiast na odpowiedzialność za drugiego człowieka itp.), i żeby ludzie w Polsce nie myśleli, że to jest właśnie nowoczesność, którą trzeba w tym zaścianku, jakim jest Polska, zaszczepić.
    Uważam, że Polska ma swoją specyfikę i swoje silne strony i na nich powinna budować, także w sferze edukacji seksualnej i nie powinna mieć kompleksów, że u nas jest zaścianek.

    >
    > Poza tym, oficjalna edukacja w Anglii konczy sie w wieku lat 16, wiec taka hipo
    > tetyczna 'ciezarna nastolatka' moze byc juz kobieta pracujaca i utrzymujaca sie
    > samodzielnie, albo ze swoim partnerem. Ale znowu, nie slyszalam jeszcze, zeby
    > nastolatka z klasy sredniej poszla do pracy w wieku lat 16, rodzice by chyba so
    > bie wlosy wyrwali z glowy.

    To też jest bardzo smutne, że tak wcześnie kończą edukację. Jednak w Polsce jest tendencja do tego, żeby jednak skończyć szkołę średnią choćby, a nierzadko i studia i to na całe szczęście.
  • ginestra 06.05.11, 10:46
    PS. Co do tego zwrotu: "I'm corny", o którym pisałam powyżej (że w Wlk. Brytanii mama tego 12-latka wywiesiła sobie w oknie plakat z tym napisem), to chciałam powiedzieć, że w jednym filmie spotkałam się z tym, że ten zwrot był tłumaczony jako "jestem napalony/a".
    Tu nie poszłam w tę stronę z moją interpretacją, bo myślę, że jednak jeśli kobieta wywiesza sobie w oknie taki plakat, to raczej przekaz będzie mniej dosłowny, a bardziej może dowcipny, zawoalowany.
    Jeśliby wyobrazić sobie coś podobnego w Polsce, to raczej mało prawdopodobne jest, żeby jakaś kobieta wywiesiła sobie na domku plakat "Jestem napalona", tylko, jeśli już, to coś w stylu "Jestem szalona" (jak w tej piosence disco polo, nawiązując do tego, że lubi imprezować czy coś).
    A zatem, w swoim poście powyżej zasugerowałam takie słownikowe tłumaczenie, bardziej stonowane. Natomiast nie wiem jakie jest pierwsze skojarzenie rodowitego Brytyjczyka kiedy widzi taki napis w oknie.

    To tak uzupełniam, natomiast ogólnie chcę powiedzieć, że uważam, że bardzo ważne jest, aby dorośli ludzie zachowywali się jak dorośli, bo wtedy dzieci mają skąd czerpać wzorce dla siebie. Jest to truizm, ale być może właśnie w Wielkiej Brytanii coś takiego się stało, że na niektórych obszarach brakuje dorosłych.
  • dakota77 06.05.11, 13:45
    Corny to nie horny, nie ma co wyskakiwac z napaleniem.

    Jakie badania sprawily, ze wyciagnelas wnioski o tym, ze w UK dorosli nie zachowuja sie jak dorosli, i to stanowi i problemach mlodziezy?
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • dakota77 06.05.11, 13:40
    Ginestro, Croyance napisala wyraznie, ze w UK konczy sie oficjalnie edukacje w wieku 16 lat, a ty ubolewasz nad Brytyjczykami, bo u nas jednak konczy sie szkole srednia. W wieku 16 lat konczy sietam przeciez szkole srednia wlasnie, zdaje GCSE, czyli dawna mala mature. Owszem, na studia to wstepu nie daje, ale srednie wyksztalcenie sie ma, wiec naprawde nie wiem, nady czym tutaj ubolewasz.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ginestra 06.05.11, 15:39
    dakota77 napisała:

    > Ginestro, Croyance napisala wyraznie, ze w UK konczy sie oficjalnie edukacje w
    > wieku 16 lat, a ty ubolewasz nad Brytyjczykami, bo u nas jednak konczy sie szko
    > le srednia. W wieku 16 lat konczy sietam przeciez szkole srednia wlasnie, zdaj
    > e GCSE, czyli dawna mala mature. Owszem, na studia to wstepu nie daje, ale sred
    > nie wyksztalcenie sie ma, wiec naprawde nie wiem, nady czym tutaj ubolewasz.
    >

    Dakoto,
    zrozumiałam z wypowiedzi Croyance, że nie chodzi o to, że "oficjalnie", tylko że faktycznie wiele młodych osób kończy tam edukację na 16-tym roku życia (coś jak u nas gimnazjum) i dalej już nie uczy się.

    Miałam na myśli to, że w Polsce jest jednak inaczej (jeśli się mylę, to skorygujcie) i większość młodych osób po gimnazjum podejmuje jeszcze naukę w szkole średniej (liceum, technikum, szkoła zawodowa), a nie od 16 roku życia wyprowadza się z domu, pracuje i mieszka z partnerem itp., co, jak pisała Croyance, ma miejsce dość powszechnie w Wlk. Brytanii.
    Dlatego uważam, że w Polsce jest pod tym względem lepiej, bo młodzież jednak dłużej uczy się w szkołach.

    Jeśli chodzi o słówko "corny" i "horny", to OK, dziękuję (ze słuchu z filmu widocznie nie dosłyszałam dobrze).

    Jeśli chodzi o to z czego wyciągnęłam wniosek o niedoborze dorośle zachowujących się dorosłych na pewnych obszarach w UK, (a raczej nie wniosek, tylko - jak napisałam: "zaryzkowałam hipotezę") to powtórzę:
    - z artykułów o Wlk. Brytanii,
    - recenzji filmu "Fish Tank",
    - wypowiedzi Croyance.
  • ginestra 06.05.11, 16:00
    Jeszcze jedno PS. :)

    Skoro już coś napisałam, to muszę wyjaśnić. Chodzi o ten napis na oknie matki chłopca, który został ojcem w wieku 12-tu czy 13-lat. Znalazłam jeden z tych artykułów, które wtedy czytałam (a było to 2 lata temu). Na pewno już wiele rzeczy zatarło mi się w pamięci i nie wiem czy to był dokładnie ten artykuł (po angielsku), w każdym razie znalazłam teraz jakiś artykuł, który mówi o tej rodzinie. Chłopiec nazywa się Alfie Patten.

    Otóż, wg. artykułu, jego mama miała na oknie napis właśnie: "I'm Horny", czyli tak jak mówi Dakota, oznaczałoby to: "Jestem napalona" (a nie tak, jak ja błędnie zapamiętałam "I'm corny"). To było dawno, więc zdążyłam zapomnieć, a dwa, że nie stykam się ze słowami z tego rejestru językowego za często.

    W każdym razie podaję link do tego artykułu, niestety po angielsku, ale skoro nie macie obiekcji, to wklejam poniżej.
    Zaznaczam, że nie wklejam go jako argumentu w dyskusji, tylko po prostu jako ciekawostkę, jeśli ktoś zechce sprawdzić co ta babka miała napisane na oknie. (str. 2 "But then, in the window of Alfie's mother's flat, a sign declares, "I Am Horny." ) Dla mnie jest to dziwne trochę.
    www.associatedcontent.com/article/1475868/13yearold_father_alfie_patten_ready.html?cat=52
    W artykule jest też mowa o tym, że Wielka Brytania wiedzie prym w Europie jeśli chodzi o liczbę nastoletnich ciąż (nie czytałam go jednak teraz dokładnie, jedynie bardzo pobieżnie).

    Internet pokazuje też, że niestety, Alfie Pattern najwyraźniej nie jest ojcem tego małego dziecka, bo badania DNA wykazały, że jakiś inny kolega jest ojcem, chociaż dziewczyna Alfiego twierdziła, że był jej jedynym partnerem.

    No, ale to chyba dość off-topiku z mojej strony. Co do edukacji seksualnej młodzieży w Polsce, to już wypowiedziałam się.
    Dobrego dnia wszystkim.
  • lezbobimbo 06.05.11, 17:17
    ginestra napisała:
    > No, ale to chyba dość off-topiku z mojej strony.

    Nie! Nie przestawaj pisac!
    Ja sie calymi dniami turlam po scianach z kwikiem i przytupem przez Twoje rewelacje - teraz przezuwam te najswiezsze, o wyzszosci Twojej edukacji nad angielska, o omamach i cudach, oraz wygodnym zapominaniem, co pisalas w tym samym watku pare postów wczesniej. Jesli jakies fakty Ci przeszkadzaja, tym gorzej dla faktów..

    Jednym slowem MOAR!!!! Sama Twoja dzisiejsza walka z angielskimi slowami lenglydz to cenny klejnocik retoryki, filigranowy wrecz! Odesmialam sobie tiurniure i pragne wiecej!

    --
    Czy zeruje na nieszczesliwych biustach kolezanek czy tez jestem rozsadna? (c) Klymenystra
  • ginestra 06.05.11, 17:33
    lezbobimbo napisała:

    > ginestra napisała:
    > > No, ale to chyba dość off-topiku z mojej strony.
    >
    > Nie! Nie przestawaj pisac!
    > Ja sie calymi dniami turlam po scianach z kwikiem i przytupem przez Twoje rewel
    > acje - teraz przezuwam te najswiezsze, o wyzszosci Twojej edukacji nad angielsk
    > a, o omamach i cudach, oraz wygodnym zapominaniem, co pisalas w tym samym watku
    > pare postów wczesniej. Jesli jakies fakty Ci przeszkadzaja, tym gorzej dla fak
    > tów..
    >
    > Jednym slowem MOAR!!!! Sama Twoja dzisiejsza walka z angielskimi slowami lengly
    > dz to cenny klejnocik retoryki, filigranowy wrecz! Odesmialam sobie tiurniure i
    > pragne wiecej!
    >

    Ależ śmiej się, śmiech to zdrowie przecież!
    A do tego jaki masz dowcipny styl wypowiadania się, każde Twoje słowo skrzy dowcipem, pozazdrościć tylko. :)

    Ja ze swej strony żegnam się i zaczynam upragniony weekend.
    Miłego weekendu wszystkim!
  • slotna 07.05.11, 22:30
    Polski ped do wyzszego wyksztalcenia nie ma moim zdaniem sensu. Sekretarka nie musi miec doktoratu, a sprzedawca tytulu magistra. Ludzie na potege ucza sie do dwudziestego piatego roku zycia, bo inaczej nie moga dostac pracy i tyle. Wyjechalam do UK jako au-pair bedac jeszcze nastolatka, mialam juz wtedy doswiadczenie zawodowe, czego rowniesnicy w Polsce bardzo mi zazdroscili. Szybko odkrylam, ze na zachodzie to nikogo nie wzrusza, bo to normalne, ze pracuje sie od mlodego wieku, wieczorami, w wakacje, w weekendy. W ofertach pracy niespecjalistycznej w Irlandii, gdzie mieszkam teraz, nie ma slowa o wyksztalceniu, liczy sie tylko i wylacznie praktyka, powazane sa tez kursy organizowane przez FAS. Ja naprawde nie widze powodu, zeby windowac wymagania edukacyjne tak, jak sie to robi w Polsce - jesli ktos nie ma zdolnosci, nie powinien czuc obowiazku "ksztalcenia sie" na jakiejs prywatnej wyzszej uczelni w Koziej Wolce, bo inaczej z jakiejkolwiek pracy nici. Lepiej niech zdobywa doswiadczenie praktyczne.

    A taka panienke, co to jeszcze niby dziecko siedemnastoletnie, a od dwoch lat mieszka ze swoim chlopakiem, akurat dobrze znam. Niedawno przeprowadzila sie z nim do Irlandii (wychowala sie w Anglii), musi rok poczekac, zanim bedzie mogla kontynuowac tutaj nauke, bo programy sie roznia. Nie wiem, czy to zrobi, na razie szuka pracy i prowadzi dobrze zarabiajacemu facetowi dom. Moze i niedlugo zajdzie w ciaze, ale co z tego? Ma poukladane w glowie, zachowuje sie zupelnie dojrzale, na pewno jest o wiele dojrzalsza niz ja bylam w jej wieku. I nie budzi zadnej sensacji, bo nie pochodzi z UMC.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • dakota77 07.05.11, 22:36
    Potem mamy nadprodukcje magistrow "od niczego", z nieprzystosowanym do realiow ryku kierunkiem i malym, o ile jakimkolwiek doswiadczeniem. Do tego czesto z dyplomem panstwewej uczelni, ktora wyznaje zasade "student placi, to zalicza".

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • croyance 07.05.11, 11:14
    W ogole, na uniwersytet idzie sie w wieku lat 18 (w Szkocji 17, ale sa wyjatki - np. Gordon Brown mial lat 16). W kazdym razie, w wieku lat 16 jest sie juz samodzielnym, mozna zaczac prace, wyprowadzic sie z domu, co tez wiele osob robi.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • dakota77 07.05.11, 11:19
    A gdyby brytyjscy dorosli zachiwywaliby sie jak dorosli, nikt nie musialby sie wyprowadzac z domu w wieku 16 lat, skonczylby studia, ozenilby sie i wychowywal dziecko, wciaz bedac na garnuszku u rodzicow, jak u nas;-P

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • croyance 07.05.11, 12:10
    No moja droga, ja wole nie mowic, kiedy ja sie wyprowadzilam z domu, bo obciach ... ale za to mialam lacine w liceum :-P
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • pieranka 25.03.11, 16:21
    Krew mnie zalała na ten sam fragment.
    I doznałam Kafkowskiej bezsiły.
  • doratos 25.03.11, 23:43
    Edukacja seksualna w Polsce i ta w szkołach i w domach jak widać z Waszych wypowiedzi kuleje i to bardzo.
    Szkoła powinna dać wszelkie podstawy,czyli biologia,anatomia,i tak jak mówi ginestra opieka nad niemowlęciem.
    Natomiast to głównie rodzice powinni uświadamiać dziecko i to od najmłodszych lat,kiedy kilkulatek pyta skąd się biorą dzieci odpowiadać,że z brzucha kobiety,i to na razie wystarczy,potem w miarę dorastania,podawać dziecku kolejne fakty,stosownie do jego wieku,bez żadnych bocianów itd.:)
    Przerabiałam to z moimi dziećmi i naprawdę nieraz wystarczy odpowiedzieć prosto i szczerze,
    dzieci przyjmują takie wyjaśnienia jak każde inne o świecie,to tylko dorośli czują się skrępowani,bo tkwi w nich zakorzeniony pogląd,że seks to temat tabu!
    Tak było dla naszych babć i mam,ale nie powinno już być dla nas i naszych dzieci,wszędzie widać postęp,więc i w tej dziedzinie powinno tak być.
    A jak tak obserwuję znajomych i sąsiadów to słyszę nieraz jak padają odpowiedzi na takie pytania,i bocian i kapusta są dalej w użyciu,a już sam seks czy antykoncepcja,czy inne poważniejsze pytania to już wogóle strach słuchać!
    Nie wiem czy dlatego,że mieszkam na wsi?Myślę,że tak bo jest to nadal środowisko,gdzie większość ludzi uważa czytanie książek za dziwactwo!
    Dlatego ważne jest zadanie szkoły,powinna być edukacja seksualna w szkole,powinna się odbywać przy pomocy nauczycieli specjalnie do tego przygotowanych,a nie przypadkowych!
    W gimnazjum u nas jest w tej chwili Wychowanie do życia w rodzinie,bodajże 2 godz.tygodniowo,nie wiem czy to mało,ale moi synowie stwierdzili,że przecież ja im już to wszystko wytłumaczyłam to po co mają chodzić?Jednak po kilku miesiącach chodzą chętnie,bo stwierdzili,że jest fajnie i pani też fajna!
    Może coś się ruszyło?Pożyjem,uwidjem:)
  • gat45 05.05.11, 08:07
    i rosnącym w miarę lektury przerażeniem.

    Zdaje się, że jestem pierwszą osobą "z drugiej strony barykady", zabierającą głos. A mianowicie przez dwa lata mojego nauczania w liceum (francuskim) wciśnięto mi na siłę także edukację seksualną. Byłam najmłodsza z tzw "grona" - zaraz po studiach podjęłam tę pracę, bo równocześnie zaczęłam doktorat (a raczej tzw trzeci cykl), a stypendium doktoranckie nie wystarczało. Uczniowie byli niewiele młodsi ode mnie, bo maturę zdałam wieku lat 16 - istny stachanowiec - i miałam wtedy 21 lat :((( Zaczęłam od solidnego przestudiowania podstawy programowej, ale i tak szłam na pierwsze zajęcia z duszą na ramieniu. Po dwóch-trzech lekcjach i dość gwałtownej rozmowie z dyrekcją podzieliłam dwie przypisane mi klasy na dziewczyny i chlopców. Dopiero wtedy skończyło się popisywanie jednych przed drugimi i głupie żarciki wobec mnie (typu : "a kiedy zajęcia praktyczne, proszę pani ?" - zadawane mi przez chłopców ze znaczącym mruganiem i przy chichocie całej klasy). Potem zrezygnowałam z prowadzenia lekcji według programu i zarządziłam zadawanie pytań na karteczkach. Zasada była taka, że KAŻDY/A ma karteczkę do miski włożyć, mogła być pusta. A ja obiecałam, że na wszystko odpowiem zgodnie z najlepszą wiarą i wiedzą, a kiedy zdarzą się pytania, na które odpowiedzi nie znam, to obiecuję się podszkolić i odpowiedzieć na kolejnej lekcji.

    Początki były ciężkie, ale potem się wciągnęli i zaczęli poważnie podchodzić do tematu. Po pierwszym półroczu odsumowałam sobie swoje "osiągnięcia" i wyszło mi, że nie po kolei, ale właściwie program wykonujemy. Biologiczą część na ogół dobrze znali, więc były pytania np na temat wplywu narkotyków na potencję, co dawało mi okazję do płomiennych przemówień przeciwko ich używaniu w ogóle. Właściwie cała moja wiedza narkotykowa pochodzi z tamtych czasów, bo bardzo solidnie się dokształciłam w tej dziedzinie.

    Nie jestem urodzonym pedagogiem, nie lubiłam tego zajęcia i odeszłam ze szkoły, kiedy tylko było to mozliwe. Ale moi uczniowie z tych klas, z którymi miałam lekcje ES, przez długie lata utrzymywali ze mną kontakt, nawet na kilka ślubów zostałam zaproszona :)))
  • polifonia1983 05.05.11, 08:43
    Dobrych podręczników nie ma, ale organizacje takie jak ponton, chętnie przyjeżdżają do szkół i prowadzą bardzo sensowny eduseks. Wystarczy się z nimi skontaktować.
  • herbarium-1 06.05.11, 15:03
    Edukacja seksualna w szkole mogłaby sobie zostać taka jak jest (nieobowiązkowa), pod warunkiem przygotowania przyzwoicie do prowadzenia tego przedmiotu nauczycieli. Bo jednak od nauczyciela najwięcej tu zależy - jeśli jemu się nie będzie chciało, to nic z tego nie wyjdzie.
    --
    www.alterglobalizmchrzescijanski.blogspot.com
  • dakota77 06.05.11, 15:07
    Zacznijmy od sensownego programu nauczania, ktory bedzie porzadnie nauczal wiedzy, a nie wtlaczal dzieciakom ideologii. Potem przygotujmy do tego nauczycieli, a moze nie bedzie najgorzej.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka