Dodaj do ulubionych

Zmiany w szkolnictwie wyższym

05.04.11, 09:21
wiadomosci.onet.pl/kraj/rewolucyjne-zmiany-w-szkolnictwie-wyzszym,1,4231994,wiadomosc.html
Co o tym sądzicie?
Edytor zaawansowany
  • retro-story 05.04.11, 10:24
    Dobrze, ze cos zaczyna sie zmieniac. Maly krok, ale jednak - cos drgnelo. Zwlaszcza dwa ostatnie punkty mnie ciesza.

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • ding_yun 05.04.11, 11:22
    Nareszcie - tyle mogę powiedzieć. Obawiam się tylko jak wdrażanie tych zmian będzie wyglądało w praktyce, ale jestem dobrej myśli. Podobnie jak retro-story uważam, ze najważniejsze sa dwa ostatnie punkty, ale wprowadzenie oplat za drugi kierunek studiów tez uważam za bardzo dobry pomysł. Mam nadzieję, że to dopiero początek zmian i poczatek debaty o przyszłości polskiej nauki. Skala zjawiska drenażu mózgów jest po prostu zatrważająca.
  • verdana 05.04.11, 12:22
    Pudrowanie syfa.
    Na uczelniach zostaną te osoby, ktore nie będą mialy szansy iśc gdzie indziej. Bo pensja profesorska jest załosna, za publikacje się nie płaci, granty można dostać, jesli komus temat sie spodoba - a przynajmniej w humanistyce podobają się tematy proste jak budowa cepa. Samodzielne, twórcze prace będzie można sobie pisać hobbystycznie, reszta - gorzej niż za PRL-u - bedzie oceniana i odrzucana przez grono nie zawsze znających się na temacie ludzi. Bez swobody prac naukowych, bez przyzwoitych płac nie będzie żadnej nauki. Dlaczego prawnik ma prawo miec kancelarię adwokacka i być profesorem, a innemu nie wolno pracowac bez pozwolenia na drugiej uczelni? Czy znacie inny zawód, gdzie przy wykonywaniu sumiennie swoich obowiązkow potrzebne byloby pozwolenie szefa na drugi etat? Dlaczego wolno pracować na 26 uczelniach na umowę zlecenie i jest OK, a na drugiej na etacie - nie?
    To ustawa skierowana przeciw prywatnym szkołom wyższym. Może się jednak okazać (już znam taki jeden przypadek), ze zagrożone zostana kierunki na państwowych uniwersytetach, bo część kadry zwinie się i przejdzie do prywtnych uczelni.
    W dodatku teraz przeciętny profesor będzie miał ok. 60-tki, poniewzż wymogiem jest trzech doktorantów. Zaczniemy przepuszczać kompletny chłam, juz nikt nie powie "Niech Pan napisze ten rozdział raz jeszcze", bo będzie go to kosztowalo awans. Wypromowanie trzech doktorantów, poza niektórymi uczeniami - jak SGH - to ok. 12-15 lat. A profesorów rzadkich specjalności juz w ogóle nie bedzie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • staua 05.04.11, 18:03
    verdana napisała:


    > W dodatku teraz przeciętny profesor będzie miał ok. 60-tki, poniewzż wymogiem j
    > est trzech doktorantów. Zaczniemy przepuszczać kompletny chłam, juz nikt nie po
    > wie "Niech Pan napisze ten rozdział raz jeszcze", bo będzie go to kosztowalo aw
    > ans. Wypromowanie trzech doktorantów, poza niektórymi uczeniami - jak SGH - to
    > ok. 12-15 lat.

    To nie wolno mieć więcej niż jednego doktoranta naraz?
    Poważnie pytam, bo moje doświadczenie w naukach przyrodniczych i nie w Polsce jest takie, że grupy badawcze zwykle opierają się na doktorantach (postdoc ma mniej czasu) i jest ich np. 10, po paru z jedego roku u tego samego promotora (jak ma on wystarczająco dużo pięniędzy na koszty ich projektów).
    Dla mnie największym idiotyzmem pokutującym nadal w polskiej nauce jest wymóg habilitacji.
    Trochę to w tej propozycji uelastycznili, ale i tak muszą mieć ten wymóg. Ciekawe po co on komu.


    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • verdana 05.04.11, 19:09
    Wolno.
    Tyle, ze zazwyczaj na trzech doktorantów odpada dwóch. Doktorant ma osiem lat na napisanie - zanim znajdziesz doktorantów, poza popularnymi kierunkami na największych państwowych uczelniach mija pewien czas. Mojej znajomej doktorantka emigrowała tuż przed obroną - a że kierunek ma unkalny, jej profesura przesunęła się o dalsze pare lat. Tam, gdzie doktoranci są w zespołach moze to inna sprawa, ale w humanistyce pracują na wlasną reke, zwykle nie mają za dużo czasu - i na moje oko to będzie w sumie te 10-15 lat miniumum.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • staua 05.04.11, 19:17
    No tak, to rzeczywiście ciężko. Jak pisałam, o humanistyce mam znikome pojęcie. O polskiej nauce trochę lepsze, dlatego myślę, że część tych propozycji to też taka trochę marchewka dla tych, co rozważają powrót z Zachodu (ja nie, chociaż teraz nie musiałabym robić habilitacji ani nostryfikować doktoratu, bo Szwajcaria jest w EFTA, ale powody mam osobiste. Poza tym uważam, że osoba, która wyjechała z Polski przed doktoratem, ma małe szanse się odnaleźć (co innego ktoś, kto wyjechał na postdoc)).
    Nadal system grantowy w Polsce wymaga reformy. Zgadzam się z tym, co napisałaś (o prostych tematach, chyba nie tylko w humanistyce tak jest) a KBN jest bardzo skostniały.
    --
    "A large population of people, often with well-developed literary and scholarly tastes, [...] have been educated far beyond their capacity to undertake analytical thought" - Richard Dawkins
  • verdana 05.04.11, 19:42
    KBN zdechł. Teraz mamy inne gremia, ale u nas w instytucie np. dyrekcja zarzadzila, ze wszystkie wnioski przed wystąpieniem o grant musi przeczytać sama i zaaprobować...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • staua 05.04.11, 22:41
    verdana napisała:

    > KBN zdechł.
    O, jak dobrze :-)


    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • paszczakowna1 06.04.11, 11:35
    > KBN zdechł. Teraz mamy inne gremia, ale u nas w instytucie np. dyrekcja zarzadz
    > ila, ze wszystkie wnioski przed wystąpieniem o grant musi przeczytać sama i zaa
    > probować...

    Teoretycznie tak bylo zawsze, jako ze wnioski potrzebuja podpisu dziekana (te ministerialne przynajmniej). Teoretycznie zatem moglby dziekan nie podpisac. U nas obecny prodziekan chwali sie, jakoby kazdy podpisywany wniosek czytal (z tym, ze nikt mu nie wierzy - moze czyta tytuly i sprawdza, czy aby czego wydzial nie bedzie musial doplacac). No i nikt nie traktuje tego w katagoriach aprobaty.
  • piotrek1965 06.04.11, 07:34
    Czyli, jednym slowem -kolejny sukces Tuska.
    Ja tam się cieszę, że mlodzi wykształceni, z dużych miast, będą placić za drugi kierunek. Bo po co się tyle uczyć, skoro można pisać bul i zostać namiestnikiem, pardon, prezydentem.
    No to teraz, z bulem serca będą glosować-zakład, że na tych samych?
  • paszczakowna1 06.04.11, 11:41
    > W dodatku teraz przeciętny profesor będzie miał ok. 60-tki, poniewzż wymogiem j
    > est trzech doktorantów.

    Beda spoldzielnie. Zauwaz Verdana, ze jest mozliwosc wspolpromotorstwa - aby zostac profesorem, musisz miec jednego doktoranta jako glowny promotor, i dwojke jako wspolpromotor (czy jak to sie tam nazywa). Czyli jeden, i pol, i pol. Co obrotniejsi juz sie dogaduja.

    A co do tepienia wieloetatowcow - wszystko bardzo pieknie, tylko za tym powinny isc przyzwoite place w nauce. A te nie drgnely od szescu lat. Obecnie wiecej zarabiam na 20% etatu w Norwegii niz na etacie adiunkta w Polsce - a podobno moj wydzial placi adiunktom najlepiej na UW.
  • ateh7 05.04.11, 14:29
    Mnie się wprowadzanie opłaty za drugi kierunek nie podoba, sama studiowałam na dwóch kierunkach i nie byłoby mnie na to stac, gdybym musiała płacic. Tym samym musiałabym się wyrzec mojego wymarzonego kierunku, na który dostac się było wtedy bardzo trudno i musiałam w to włożyc dużo wysiłku. A potem jeszcze było zorganizowanie sobie wszystkiego tak, by te dwa kierunki pogodzic ze sobą, z pracą i jeszcze z graniem w spektaklach. Płacanie dobiłoby mnie chyba.
    Poza tym co znaczy "najlepsi studenci"? W jaki sposób władze uczelni decydowałyby, którzy to są ci najlepsi? Średnia ocen, tak. A co z tymi, co nie zawsze umieją na 5, ale za to są aktywni, robią coś, aby rozwijac swoją pasję, wyjeżdżają na stypendia, mają osiągnięcia poza uczelnią?
  • verdana 05.04.11, 15:38
    Przy drugim kierunku mam mieszane uczucia, bo darmowy drugi kierunekoznacza, ze część osób w ogóle traci szansę na studia. Ale raczej dałabym darmowy drugi kierunek, a kazała placić np. za niedokończone bez powodu studia - znam mnóstwo mlodych ludzi, którzy zrezygnowali po paru miesiącach zabierając komus szansę na studiowania...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ateh7 05.04.11, 16:18
    Nie pomyślałam o opłacie za niedokończone studia, ale to dobry pomysł. Ludzie wtedy podchodziliby do wyboru studiów w sposób bardziej przemyslany.
    A czy nie sądzisz, że płatny drugi kierunek jest pierwszym krokiem w kierunku wprowadzenia opłat za studia w ogóle? Bo ja tego się obawiam.
  • verdana 05.04.11, 16:46
    Jakich studiów? Przy nowej ustawie nie wiem, czy studia przetrwają:) Serio - awans zawodowy będzie zależał od widzimisię często niechętnych kolegów, a profesorowie razem z nominacja dostaną miejsce w domu starców.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ding_yun 05.04.11, 17:17
    ateh7 napisała:

    > Mnie się wprowadzanie opłaty za drugi kierunek nie podoba, sama studiowałam na
    > dwóch kierunkach i nie byłoby mnie na to stac, gdybym musiała płacic. Tym samym
    > musiałabym się wyrzec mojego wymarzonego kierunku, na który dostac się było wt
    > edy bardzo trudno i musiałam w to włożyc dużo wysiłku. A potem jeszcze było zor
    > ganizowanie sobie wszystkiego tak, by te dwa kierunki pogodzic ze sobą, z pracą
    > i jeszcze z graniem w spektaklach. Płacanie dobiłoby mnie chyba.
    > Poza tym co znaczy "najlepsi studenci"? W jaki sposób władze uczelni decydowały
    > by, którzy to są ci najlepsi? Średnia ocen, tak. A co z tymi, co nie zawsze umi
    > eją na 5, ale za to są aktywni, robią coś, aby rozwijac swoją pasję, wyjeżdżają
    > na stypendia, mają osiągnięcia poza uczelnią?

    Czy wiemy, jaka ma być ta opłata za drugi kierunek? Bo to jest to dość istotne. Moim zdaniem wprowadzenie opłat za drugi kierunek studiów zmusi ludzi do zastanowienia się jaki kierunek wybrać i po co im właściwie drugi kierunek studiów. W Polsce studiowanie na dwóch kierunek zrobiło się w zasadzie norma, a to jest absurd. Ani w Stanach, ani w Wielkiej Brytanii czyli w krajach, które maja najlepsze wyższe uczelnie na świecie ludzie studiuja na raz na jednym kierunek. Popularne jest za to tworzenie łączonych kierunków, które mają odpowiadać na rzeczywiste potrzeby studentów na przykład ekonomii lub prawa z językiem obcym. Moim zdaniem jeden z punktów reformy, który zakłada wolność uczelni w tworzeniu kierunków powinien przynieść takie właśnie zmiany. Mozna odłożyć wprowadznie oplat do czasu kiedy tego rodzaju kierunki staną sie rzeczywistością, ale w dłuższej perspektywie studia na drugim kierunku powinny być płatne. Myslę, ze założenie jest takie, że gdy drugi kierunek będzie płatny, studenci będą wybierać go z większą rozwagą i zastanawiać się na ile ukończenie go zwiekszy ich szanse na rybku pracy. Jesli będa świadomi, że nie zwiekszy, tylko chca postudiować hobbystycznie to powinni płacić. Za każde hobby się płaci. Jeśli będą uważali, że zwiększy to postarają się dołączyć do grona najlepszych i studiować za darmo. A jak oceniac, kto jest najlepszy? Cóż, wiadomo, ze średnia nie jest metodą idealną, ale jako jedyna umozliwia porównanie. Dokonania z okresu studiów takie jak stypendia, działalność w jakis kołach czy stowarzyszeniach są niestety nie do zmierzenia. Mają one swoją wartość przy innych okazjach, na przykład liczą się przy staraniach o praktyki czy o pierwszą pracę.

    Zgadzam sie co do karania ludzi, którzy zaczynają non stop jakies studia i ich nie kończą. Akurat wprowadzenie opłaty za niedokończone studia uważam za nie najlepszy pomysł bo przecież przerwać je można z wielu powodów np choroby. Ale już zaczynanie któregoś z kolei kierunku studiów powinn być płatne. Niestety edukacja jest towarem i to towarem drogim. Jakkolwiek cynicznie to brzmi, taka jest prawda.
  • verdana 05.04.11, 17:23
    nie, ja jestem za karaniem ludzi, którzy nie konczą BEZ powodu. I to w sposób przemyslany - np bezplatne jest tylko 10-12 semestrów, to raz (czyli odpada zaczynanie i przenoszenie sie pare razy na kolejny kierunek). Albo rezygnacja na pierwszym roku oznacza niemozność startowania w następnym (prócz powaznych chorób, ale wtedy można wziąć dziekankę).
    I absolutnie nie rozumiem zakazów opłat za poprawki.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ding_yun 05.04.11, 17:28
    Najbardziej jestem za tym, żeby bezpłatne było tylko kilkanaście semestrów. Rezygnacja na pierwszym roku powinna być jak najbardziej dozwolona, każdemu zdarza się wdepnąć w coś zupełnie nie dla niego i powinien mieć mozliwość zmiany. Opłaty za poprawki - jak najbardziej tak. Ogólnie wszystko sprowadza się dla mnie do tego, że ludzie powinni studiować bardziej odpowiedzialnie i przyszłościowo, a mniej beztrosko i wyłącznie hobbystycznie.
  • marajka 05.04.11, 18:43
    > nie, ja jestem za karaniem ludzi, którzy nie konczą BEZ powodu. I to w sposób p
    > rzemyslany - np bezplatne jest tylko 10-12 semestrów, to raz (czyli odpada zacz
    > ynanie i przenoszenie sie pare razy na kolejny kierunek). Albo rezygnacja na pi
    > erwszym roku oznacza niemozność startowania w następnym (prócz powaznych chorób
    > , ale wtedy można wziąć dziekankę).

    Ale dlaczego? Hamowanie miejsc innym? Widocznie ci inni byli gorsi i się nie dostali. Ja zrezygnowałam ze studiów, bo fizycznie nie dawałam rady dwóm kierunkom w dwóch miastach. I czy to ważny powód? Kto ustali ważny powód? Można też po prostu się nie uczyć i odpaść. Nie rezygnować. Dać się wywalić. Ja się właśnie dałam wywalić, nie zaliczyłam semestru.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • mamalgosia 05.04.11, 18:45
    No w sumie fakt: nigdy nie jest tak, że kończy tyle, ile zaczyna, "naturalna" selekcja
  • retro-story 05.04.11, 17:35
    Zgadzam sie z Ding_yun. Dodam tylko, ze w Stanach mozna miec tzw "minor", czyli pod-kierunek (np. BSc in Physics with a minor in Philosophy) - skladaja sie nan kredyty uzyskane przez zaliczenie przedmiotow dodatkowych.

    Co do kar za niedokonczenie drugiego kierunku - ile by takie kary mialy wynosic? Tyle, co realny koszt wyksztalcenia studenta az do momentu przerwania studiow? Jesli tak, to wyobrazam sobie tlumy slabych studentow zebrzace o zaliczenie, konczace studia nawet nie po to, zeby miec dyplom, ale zeby uniknac tych kar (bo zapisujac sie na drugi kierunek liczyli, ze im sie bardziej spodoba, albo lepiej pojdzie).

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • mamalgosia 05.04.11, 18:28
    ateh7 napisała:

    > Mnie się wprowadzanie opłaty za drugi kierunek nie podoba, sama studiowałam na
    > dwóch kierunkach i nie byłoby mnie na to stac, gdybym musiała płacic.


    No więc ja podobnie. Co prawda nierównoczesnie (drugi kierunek 5 lat po skończeniu pierwszego), ale to chyba bez znaczenia.
  • verdana 05.04.11, 19:11
    Ci "słabsi" to najczęściej słabsi o jeden -dwa punkty, którzy muszą oplacać całe studia, albo zrezygnować, bo lepisi o kilka punktów maja za darmo dwa, czasem trzy kierunki.
    Nie uwazam tego za sprawiedliwe.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ding_yun 05.04.11, 19:41
    Ale czy naprawdę te dwa kierunki studiów sa potrzebne? To jest jakaś mania, wszyscy muszą robić teraz dwa kierunki. Jeśli przeciętny student jest w stanie ciagnąć dwa kierunki na dziennych studiach to świadczy to nie najlepiej o poziomie tych studiów. Moim zdaniem starania powinny iść w stronę podwyższenia poziomu, a nie otwierania wszystkim drogi do studiowania kilku rzeczy jednocześnie. A te dwa cele mogą być sprzeczne, bo fundusze są ograniczone i albo inwestujemy je w to, albo w to. Poprawcie mnie jesli sie mylę, ale naprawde tego nie rozumiem.
  • verdana 05.04.11, 22:00
    Nie są, moim zdaniem. Owszem, mozna, ale w ramach hobby, ja na to nie muszę płacic ze swoich podatków.
    Nie przeczę, ze czasem się przydają, ale trudno - prawo jazdy tez jest przydatne, a państwo tego nie funduje.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ateh7 05.04.11, 22:39
    Owszem zrobiła się w ostatnich latach moda na studiowanie dwóch kierunków. To zjawisko coraz bardziej się nakręca, a wcale nie poprawia perspektyw na znalezienie dobrze płatnej pracy.
    To można ograniczyc, zwiększając poziom trudności egzaminu wstępnego (tak, wiem, teraz się liczy świadectwo maturalne, co moim zdaniem wcale nie jest dobre, jestem za egzaminami na studia). Pomyślcie jednak, że rodzice studentów i kandydatów na studia tez płacą podatki i pewnie chcieliby też co nieco w zamian za to otrzymywac, od państwa własnie, skoro mowa o studiowaniu na uczelniach państwowych.
  • ding_yun 06.04.11, 00:17
    ateh7 napisała:

    Pomyślcie jednak, że rodzice studentów i kandyd
    > atów na studia tez płacą podatki i pewnie chcieliby też co nieco w zamian za to
    > otrzymywac, od państwa własnie, skoro mowa o studiowaniu na uczelniach państwo
    > wych.

    W ten sposób można uzasadnić każdy postulat dotyczący wprowadzenia nowych darmowych świadczeń lub zachowania starych. Wszyscy płacą podatki więc wszystkim teoretycznie należy się darmowa opieka zdrowotna, edukacja i inne rzeczy. Tylko że ilość funduszy jakimi państwo dysponuje jest ograniczona i trzeba z czegoś zrezygnować, to po pierwsze. Jeśli gdzieś dołożymy, z innego miejsca bedzie trzeba zabrać. Nawet w ramach samej edukacji wyższej - jesli umożliwimy studiowanie drugiego kierunku za darmo to zabraknie na dofinansowanie czegoś innego. A szkolnictwo wyzsze w Polsce dofinansowania potrzebuje. Trzeba zatem ustalić priorytety. Nie jesteśmy państwem bogatym i nie rozmawiamy o tym jak najlepiej zainwestować nadwyżki budżetowe. Rozmawiamy o tym, jak najlepiej rozdielić dość skromne środki jakimi dysponujemy w taki sposób, aby służyło to rozwojowi kraju. Jak sama twierdzisz, studiowanie drugiego kierunku niekoniecznie wiąże się z lepszymi perspektywami na zatrudnienie. Dlaczego więc finansować ludziom coś, co de facto jest tylko rozwijaniem ich włansnych pasji w momencie kiedy brakuje na rzeczy podstawowe? Jestem za tworzeniem sensownych programych stypendialnych i pożyczkowych dla osób w trudniejszej sytuacji finansowej, ale umożliwienie wszystkim studiów na drugim kierunku nie powinno być priorytetem.
  • ateh7 06.04.11, 12:06
    Oczywiście, że jesteśmy biedni i aby dołożyc do czegoś trzeba gdzie indziej zabrac. Ale wprowadzenie oplat za drugi kierunek jest, moim zdaniem, dążeniem do uczynienia studiów w całości płatnymi. Moim zdaniem radą na nadmiar studentów wielokierunkowych byłyby trudne egzaminy wstępne i ograniczenie ilości miejsc na studiach po prostu. Wtedy rzeczywiście najlepsi by się dostawali a słabsi by odpadli. Przynajmniej teoretycznie, hehe!
    Obecnie szkolnictwo wyższe trochę się miota, tak wynika z moich obserwacji. Na studia może iśc każdy. Liczba kierunków i miejsc się zwiększyła. Nie ma egzaminów, przynajmniej na większosc kierunków. I spada poziom studiów. Posiadanie wyższego wykształcenia nie świadczy już o przynależności do elity inteligenckiej, bo teraz takie wykształcenie może miec każdy. I to jest niedobre, tak myślę, w dostanie się na studia i studiowanie powinien człowiek wkładac wysiłek umysłowy. Ale niekoniecznie studia powinny byc dostępne tylko dla zamożnych. W sprawny system stypendiów jakoś nie chce mi się wierzyc.
  • ding_yun 06.04.11, 18:55
    ateh7 napisała:

    > Oczywiście, że jesteśmy biedni i aby dołożyc do czegoś trzeba gdzie indziej zab
    > rac. Ale wprowadzenie oplat za drugi kierunek jest, moim zdaniem, dążeniem do u
    > czynienia studiów w całości płatnymi. Moim zdaniem radą na nadmiar studentów wi
    > elokierunkowych byłyby trudne egzaminy wstępne i ograniczenie ilości miejsc na
    > studiach po prostu. Wtedy rzeczywiście najlepsi by się dostawali a słabsi by od
    > padli. Przynajmniej teoretycznie, hehe!

    To jest jakiś pomysł.

    > . Ale niekoniecznie studia powinny byc dostępne tylko dla zamożnych. W sprawny
    > system stypendiów jakoś nie chce mi się wierzyc.

    Mogę opisać jak wygląda sytuacja w przypadku kraju w którym edukacja wyższa nie jest darmowa, czyli w Anglii. System stypendiów jest rzeczywiście dość słabo rozwiniety. Zasadniczym sposobem sfinansowania studiów jest pozyczka studencka, którą zaciągaja niemal wszyscy studiujący. Jest ona bardzo łatwo dostępna, niezalezna od wyników na studiach ani od dochodów rodziny, niskooprocentowana, można zaciągnąć ją na rok, dwa lub na całe studia, zaczynasz ją spłacać w momencie kiedy Twoje zarobki osiągną 15 tysięcy funtów rocznie. Aż do tego roku maksymalne czesne za studia wynosiło 3000 funtów rocznie. W Anglii ogromna wiekszość osób poprzestaje na trzy- lub czteroletnim licencjacie, studia magisterskie sa na ogół o wiele drozsze od licencjackich i nie sa normą. A zatem po licencjacie więksość osob idzie normalnie do pracy. Kończąc studia miało się zatem 9 lub 12 tysięcy funtów dlugu. I w tym tkwił dowcip. Student, który wie, że będzie miał do spłacenia ten dług przynajmniej w teorii miał wybierac swój kierunek studiów bardziej rozważnie. Po pierwsze, każde przerwanie studiów i każde rozpoczęcie nowego kierunku to dodatkowy dług. Po drugie znacznie bardziej opłacało sie wybrać kierunek po którym jest mozliwość znalezienia dochodowej pracy. Przykładowo po informatyce lub inżynierii na którejś z najlepszych brytyjskich uczelni pierwsza pensja może wynosic nawet około 30 000 funtów rocznie. Przy tej skali zarobków dług nie wydaje się az tak wielki, ale jeśli ktoś zdecydował sie podjąć niszowy kierunek po ktorym nie ma szans na dobrze płatna pracę, to raczej dwa razy sie zastanowił. Niesprawiedliwe? Może i tak bo bogaci i tak mogli sobie studiować co chcieli i przez ile chcieli, ale bogaci ogólnie maja łatwiej w życiu. W skali kraju to dość opłacalne. Teraz sprawy mają się inaczej po maksymalną stawke czesnego podniesiono do 9 tys funtów rocznie i to jest cena zaporowa, która wiele osób zniechęci do studiowania, co moim zdaniem nie jest na dłuższa metę dobre. Ale przy trzykrotnie niższym czesnym ten system działał całkiem sensownie, choć do sprawiedliwości społecznej było mu daleko.
  • staua 06.04.11, 19:16
    >Aż do tego roku maksymal
    > ne czesne za studia wynosiło 3000 funtów rocznie.

    Teraz rozumiem, dlaczego na forum Polki w Stanach ktoś rozważał studia w Anglii (jako alternatywę dla USA) :-)

    --
    A little learning is a dangerous thing;
    Drink deep, or taste not the Pierian spring:
    There shallow draughts intoxicate the brain,
    And drinking largely sobers us again. - Alexander Pope
  • paszczakowna1 06.04.11, 11:47
    > Ale czy naprawdę te dwa kierunki studiów sa potrzebne? To jest jakaś mania, wsz
    > yscy muszą robić teraz dwa kierunki.

    Też tego nie pojmuję - i to często kierunki zupełnie odjechane. Kiedys owszem, dobry student np. fizyki po trzecim roku zaczynal studiowac matematyke (biologii chemię, chemii fizykę), jesli stwierdzal, ze potrzebuje do przyszlej pracy naukowej bardziej rozbudowanych wiadomosci z kierunku pokrewnego. Ale to byly jednostki. Teraz byle jaki student biologii studiuje sobie ekonomię czy kulturoznawstwo. Po diabla?

    Tyle ze obawiam sie, ze nowa ustawa i tak zostawia furtke dla cwaniaczkow. Wystarczy wziac urlop zdrowotny na jednym z wydzialow i prosze bardzo, mozna sobie studiowac drugi.
  • mamalgosia 06.04.11, 13:19
    ding_yun napisała:

    > Ale czy naprawdę te dwa kierunki studiów sa potrzebne? To jest jakaś mania, wsz
    > yscy muszą robić teraz dwa kierunki. Jeśli przeciętny student jest w stanie cia
    > gnąć dwa kierunki na dziennych studiach to świadczy to nie najlepiej o poziomie
    > tych studiów.
    Napiszę od siebie> Skończyłam studia chemiczne. Oprócz nich nie dało sie jednocześnie studiowac drugiego kierunku, to studia nie tylko trudne (gdybym znowu miała 19 lat, już bym na nie nie poszła), ale bardzo czasochłonne (np pracownie laboratoryjne do 20tej). Drugie studia zrobiłam 5 lat po skończeniu pierwszych - jako spełnienie chęci poznania. No tak, trezba powiedzieć otwarcie: to było na zasadzie hobby, chęci. Czyli może faktycznie powinnam za to zapłacić?

  • ateh7 06.04.11, 14:58
    Może i powinnaś, może i ja też powinnam. Ale mnie na to nie byłoby stac i musiałabym odpuścic.
    A pomyślałam jeszcze o jednym: teraz jest taka tendencja, że drugiego kierunku nie robi się hobbystycznie, tylko po to, żeby w CV lepiej wyglądało. Są osoby, które wręcz z pogarda patrzą na studentów tylko jednego kierunku. A przecież ukończenie jednych tylko studiów nie musi oznaczac, że nie sprawdzisz się w zyciu zawodowym. Ja pewnie skończyłabym tylko jeden kierunek, gdybym od razu po maturze się dostała na ten wymarzony (jak te studia potem wygladały, to już inna historia) :) Nie planowałam, ze skończe dwa kierunki, ale w pewnym momecie szkoda było rzucic ten rozpoczety wcześniej.
  • mamalgosia 06.04.11, 15:15
    ateh7 napisała:

    > A przecież uk
    > ończenie jednych tylko studiów nie musi oznaczac, że nie sprawdzisz się w zyciu
    > zawodowym.

    Oczywiście!

    Powiem więcej: czasem w ogóle nie trzeba mieć wykształcenia wyższego, a bywa, że nawet średniego.

    W Oświacie teraz jest jakaś mania kursów. Kończymy po kilkanaście kursów w roku, nawet nie jestem w stanie wymienić tematów szkoleń. Wszystko to o dupę roztrzaść, ani to nie rozwija, ani niczemu nie służy, papierkologia. Akta osobowe grube i ach, jaka ja jestem wyszkolona


  • mamalgosia 05.04.11, 12:16
    A lekarze? Nasz ginekolog ma dyżur nocny w szpitalu, potem na 9 idzie do przychodni, gdzie przyjmuje do 17, ale od 16 już ma gabinet prywatny na drugim końcu miasta
  • ratyzbona 06.04.11, 01:06
    Jako osoba która niedawno skończyła studia ( dwa kierunki ale jeden prywatnie więc nikomu miejsca nie ukradłam;) muszę powiedzieć że jestem przerażona tym co się dzieje z drugim kierunkiem. Nie wiem czy wiecie ale istnieje system tzw. studiowania równoległego który właściwie umożliwia rozpoczęcie drugi kierunek bez żadnych egzaminów wstępnych - co oznacza że nikt nie jest lepszy od tych którzy się nie dostali. Osobiście widziałam moich znajomych rzucających drugi kierunek po miesiącu, podejmujący kolejny czy przedłużający studia w nieskończoność uznając że skoro jeszcze nie skończyli drugiego kierunku to nie musza się spieszyć z pierwszym. Patrzę i widzę jak marnują się pieniądze bo większość moich znajomych drugi kierunek studiowała hobbistycznie albo z fanaberii - nigdy nie będą wykorzystywać nabytej wiedzy- i nie powiększą grona specjalistów. O ile jestem za rozwojem to nikomu państwo nie ma obowiązku płacić za pasję - nie po to są studia ( a jeśli ktoś naprawdę jest pasjonatem to jeden kierunek powinien mu wystarczyć). Niskie opłaty sprawiłby że ludzie by się zastanowili a poziom na kilku kierunkach pewnie by podskoczył bo obecnie są obsadzone głównie zalatanymi studentami dwóch czy trzech kierunków którzy niczego nie robią dobrze, zawsze są zalatani i nie mają czasu np. posiedzieć w bibliotece. Zasady kto nie płaci sa dość proste - górne procenty każdego rocznika ( te które najlepiej rokują ze dadzą sobie radę) nie płacą - moim zdaniem to uczciwa zasada. W każdym razie coś z tym zjawiskiem trzeba zrobić bo moim zdaniem to jeden z powodów dla których poziom polskich studentów spada
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • ding_yun 06.04.11, 09:25
    Ratyzbona, podpisuję się w całości pod Twoim postem.
  • verdana 06.04.11, 15:58
    No, postudiowałam sobie ustawę.
    Nie będzie wolno w kolejnym roku bez zgody ministerstwa przyjąc więcej studentów niż w poprzednim (margines wynosi 2%). . Czyli dobre uczelnie nie moga przyjąć więcej studentów, ci bedą musieli iść do gorszych, które nie mają chcetnych.
    Zamiast doktora do miniumum kadrowego będzie można przyjąc dwóch magr, zamiast profesora - dwóch doktorów (rozumiem, ze w szpitalu zamiast lekarza mogłyby być dwie pielęgniarki...).
    Doktorant, aby otworzyć przewód będzie musiał mieć publikacje w czasopiśmie prestizowym , o krajowym zasięgu. Pisma prestiżowe to takie pisma, ktore - i slusznie- nie drukują artykułów doktorantów. Zresztą takich pism jest dla danej dziedziny 3-4, czyli rocznie ze czterech doktorów będzie można wypromować.
    Habilitacja ma tak niejasne kryteria, ze będzie "po uwazaniu"
    A to wszystko pod hasłem podwyższenia poziomu i przyspieszenia awansu. A w rezultacie poziom spadnie, a awans odsunie się w czasie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 06.04.11, 15:59
    A - i egzaminy poprawkowe, w ramach podwyższania poziomu są bezplatne, także w szkołach prywatnych. Czyli wykladowcy, którym za egzaminy przestanie się płacić po prostu przepuszczą wszystkich. tez w ramach podwyższania poziomu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • staua 06.04.11, 16:09
    >Pisma prestiżowe to takie pisma, ktore - i slusz
    > nie- nie drukują artykułów doktorantów.

    Żartujesz, prawda?

    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • verdana 06.04.11, 16:22
    Nie.
    Pisma prestizowe mogą - i powinny - wydrukować czasem dobry artykuł magistra. Jeden, czy dwa na numer. Jesli są naprawde dobre i nowatorskie, a takie powstają zazwyczaj już w fazie końcowej, czyli pisania doktoratu, nie wczesniej, czyli - borac pod uwagę, ze od oddania do druku do publikacji mija rok zazwyczaj, o ten rok opóźnią doktorat. Minimum. Ale jednoczesnie prestiżowe pismadrukują też artykuły największych specjalistów polskich i zagranicznych w danej dziedzinie - jesli przestaną to robić, przestaną byc prestizowe, prawda?
    Oznacza to, ze miejsca dla doktorantów - poza pojedynczymi wypadkami - w najlepszych krajowych czasopismach nie będzie. Na publikację można czekać latami.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • staua 06.04.11, 17:18
    Oczywiście, że nie przestaną być prestiżowe!
    Przecież publikacja w czasopiśmie naukowym jest akceptowana przez peer review, czyli recenzenci decydują, jaka jest jej wartość naukowa. Anonimowo!
    Najlepsze czasopisma naukowe (Science, Nature, Cell) publikują czasopisma doktorantów i nie ma mowy, żeby tego nie robić!
    W większości (jak widać, nie polskich) uczelni normą są trzy publikacje do doktoratu i w im lepszym czasopiśmie (IF się liczy) tym lepiej dla wszystkich, dla doktoranta, promotora, instytutu...
    Prawdę mówiąc, Twoje zdanie naprawdę mnie zszokowało. Jednak myślenie o nauce w Polsce jest zupełnie inne. Przecież doktorant, który wie, ze jego wyniki nie bedą i tak opublikowane w prestiżowym czasopiśmie, automatycznie traci ważny czynnik motywujący!

    Przykłady bardzo wpływowych prac doktorantów w czasopismach podanych wyżej (i w każdym numerze jest ich znaczna liczba):

    www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16564013
    www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16339439
    www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11807558

    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • retro-story 06.04.11, 17:38
    Popieram staua!
    W UK przynajmniej jest tak, ze te trzy publikacje doktorant musi miec juz przygotowane na tip-top przed obrona, ale niekoniecznie juz wydrukowane. Na doktorat maja skladac sie 3-4 publikacje - im wiecej opublikuje sie przed obrona, tym lepiej, ale jesli np. ktoras z nich jest akurat recenzowana to swiat sie nie zawali.

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • verdana 06.04.11, 17:42
    Przestaną. Jeśli będą drukowali tylko artykuy doktorantów, aby mogli otworzyć przewód, a nie po prostu najlepsze nadesłane artykuły. Czasopisma tego typu maja drukować to, co jest najbardziej wartosciowe, niezaleznie od stopnia i sytuacji autora. A nie,drukować , by doktorant mogł otworzyć przewód. Z dziesiątek nadeslanych artykułów wybiera się najlepsze merytorycznie prace, w dodatku pasujące do tematyki numeru. Nie chodzi o to, ze te czasopisma NIE mogą drukować doktorantów, bo drukują. Nie mogą jednak drukować WSZYSTKICH doktorantów, bo np. prestizowych czasopism historycznych jest w Polsce z pięć, większość to kwartalniki. Czyli rocznie wydaje się powiedzmy 25 numerów. Pism socjologicznych jest ze dwa-trzy. Czyli można mieć tak ze 25 doktorantow historii i może 5-6 rocznie doktorow socjologii. Nie więcej, bo inaczej zamkniemy te pisma przed nie-doktorantami, co jest równie absurdalne.
    Wymogiem otrzymania doktoratu nie jest - poza granicami naszego kraju - publikacja w Science, prawda?
    Nie rozumiesz zasady. WARUNKIEM otworzenia przewodu powinny być publikacje, zgoda. Warunkiem będzie jednak JEDYNIE publikacja w pismie prestizowym. Mozna mieć bibliografię długości pół kilometra i nie bedzie się ona liczyła w ogóle. Oczywiscie, ze w im lepszym czasopismie tym lepiej - ale w Polsce nie ma dostatecznej liczby czasopism o zasięgu krajowym, po prostu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 06.04.11, 17:51
    Ażeby uswiadomić absurd - doktorant może wydać przed doktoratem wspaniała, wiekopomną monografię, albo sformulować nową teorię wzglednosci i opublikowac w zeszytach naukowych swego Uniwersytetu. Nic z tego. Ma mieć artykuł w czasopismie ogólnokrajowym, albo sprawozdanie z międzynarodowej konferencji. Reszta dorobku nie istnieje.
    To nie jest tak, ze ja sprzeciwiam się koniecznosci posiadania przez doktoranta pyblikacji - sprzeciwiam sie sztywnym kryteriom, mowiacym, gdzie ma być ta publikacja zamieszczona, a nie jaki ma być jej poziom.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • staua 06.04.11, 17:59
    Jaki jest poziom tych zeszytów (patrz mój post poniżej)?
    Bo chyba poziom pracy jest odzwierciedlany przez poziom recenzowanego czasopisma, w którym ta praca się ukazała?
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • staua 06.04.11, 17:58
    Niekoniecznie w Science, ale w czasopiśmie recenzowanym (peer reviewed) o jak najwyższym IF. Dlatego wysyła się jak najwyżej, odrzucają, poprawia się, wysyła tam jeszcze raz, jak definitywnie odrzucą, to oczko niżej, itd. To też trwa, więc trzeba pracować dobrze i szybko (to nie jest łatwe i dlatego doktoratu każdy jednak nie robi, poziom frustracji jest wysoki). A jako promotor trzeba tych doktorantów motywować.
    Czy doktorant może opublikować coś w czasopiśmie o międzynarodowej renomie? Chyba takie są lepsze niż polskie? (w mojej dziedzinie również istnieją pisma polskie, np. Acta Biochimica Polonica - ma IF, ale niski - i nawet polskojezyczne Postępy Biochemii, ale publikacja tam to ostateczność).
    Fakt, że czasopisma, które podałam, i większość innych, które są mi znane, to tygodniki i publikują tony prac (ale tym bardziej dziwi mnie, że polscy historycy mają do dyspozycji pięć kwartalników - może to jeszcze jedno pole do inwestycji w naukę, bo rozumiem, że barierą są koszty).
    Bibliografia długości pół kilometra w jakichś instytutowych gazetkach nie liczy się nigdzie, przecież ci ludzie będą potem szukać pracy, są w EU, więc nie tylko w Polsce mogą tej pracy szukać i im lepiej publikują, tym lepiej dla nich. Dla promotora i instytutu też, ze względu na granty (chyba, że prace doktorantów nie liczą sie we wnioskach o granty).
    Jasne, że argumentem dla pisma nie może być "to praca doktoranta, więc musi być opublikowana teraz", ale nie może być też odwrotnie. Publikowane muszą być najepsze artykuły i doktoranci muszą się starać, żeby ich prace takie były. Tylko w ten sposób da się robić dobrą naukę.
    Ale już się chyba wycofam, bo coraz bardziej się przekonuję, że zawiłości polskiego szkolnictwa wyższego są dla mnie niezrozumiałe. Wyjechałam po studiach i nie pracowałam w Polsce, jedyne moje doświadczenia to magisterka, dużo nas wyjechało na doktorat wtedy (druga połowa lat 90.) i rację miała nasza pani profesor mówiąc, że to wielka szkoda, bo ludzie wyjeżdzający przed doktoratem nie wracają, a ci, co wyjeżdzają po doktoracie na postdoc - tak. Bo oni już są w systemie i wiedzą, co i jak. Wtedy jej nie wierzyłam.
    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • verdana 06.04.11, 18:09
    W Polsce, w niektórych dziedzinach , jest bardzo mało ogólnopolskich czasopism recenzowanych. przy czym własnie nie fakt bycia recenzowanym (na co jestem sklonna przystać), ale bycia ogólnopolskim mnie zniesmacza. Zeszyty naukowe wielu prowincjonalnych uczelni są recenzowane, ale nie są ogólnokrajowe.
    Oczywiscie, zę czasopism historycznych jest więcej, ale są one albo wyspecjalizowane, albo właśnie - niszowe. Czy niszowe się beą liczyły? Tego ustawa nie jest łaskawa doprecyzować.
    Oczywiście, ze publikwane mają być dobre artykuły doktorantów - mój osobisty doktorant własnie ma dwie publikacje w Polsce i za granicą w druku. Ale moja druga doktorantka pisze na tak specyficzny temat, że raczej będzie miała problemy z wydrukowaniem tego w ogólnopolskim czasopismie. A jej monografia by się nie liczyła - szczęście, ze ma już przewód otwarty.
    Problem też w tym, ze historycy, zajmujący się Polską, polonisci , teatrolodzy, zajmujący sie Polską itd nie mogą być oceniani dokladnie w ten sam sposób co mikrobiolodzy czy fizycy. Bo akurat dla nich wlasciwym miejscem publikacji jest polskie czasopismo, ktore publikuje zazwyczaj artykuly na wyższym poziomie, niż pisma z UE, ktore predzej niż szczegółowy, a doskonały artykuł o jakimś wydarzeniu dziejowym w Polsce, czy zjawisku jezykowym przyjmą artykuł na poziomie popularno-naukowym, bo czytelnik słabo slyszał, ze taki kraj w ogóle istnieje.
    Granty promotorskie właśnie zlikwidowano.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • paszczakowna1 06.04.11, 19:03
    > Ale już się chyba wycofam, bo coraz bardziej się przekonuję, że zawiłości polsk
    > iego szkolnictwa wyższego są dla mnie niezrozumiałe.

    To nie są żadne "zawiłości polskiego szkolnictwa wyższego", tylko co najwyżej "polskiej humanistyki". To, co pisze Verdana, jest dla mnie równą egzotyką jak dla ciebie. Na moim wydziale nie ma mowy o tym, żeby otworzyć przewód bez publikacji w czasopiśmie z listy filadelfijskiej (zatem ten ustawowy wymóg jest zbieżny z uchwałą Rady Wydziału), a doktoraty z dwiema tylko publikacjami uchodzą za słabe.

    Nawet i biologia powoli się podnosi, zobacz sobie Instytut Nęckiego - daje radę.
  • staua 06.04.11, 19:28
    A czym się zajmujesz?
    Instytut Nenckiego cały czas ma sporo starych nawyków (znajomi tam pracują, cała masa), ale modelowym instytutem miał (i nadal ma ) być IIMCB, który sprowadza z powrotem sporo dobrych naukowców z zagranicy (są i obcokrajowcy). Ale to za mało...
    Sformułowanie "lista filadelfijska" musialam wrzucić w Google :-)
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • paszczakowna1 06.04.11, 19:43
    > A czym się zajmujesz?

    Pograniczem chemii i fizyki - fizyk by to nazwał fizyką chemiczną.

    > Instytut Nenckiego cały czas ma sporo starych nawyków (znajomi tam pracują, cał
    > a masa), ale modelowym instytutem miał (i nadal ma ) być IIMCB, który sprowadz
    > a z powrotem sporo dobrych naukowców z zagranicy (są i obcokrajowcy). Ale to za
    > mało...

    Znajomy genetyk do Nenckiego niedawno wrócił z Australii, i chwali sobie bardzo, więc chyba nie jest tak źle.

    > Sformułowanie "lista filadelfijska" musialam wrzucić w Google :-)

    Dla mnie to też termin dość mało oswojony (czasopisma bez IF są mi nieznane), ale się w końcu nauczyłam.
  • staua 06.04.11, 19:54
    paszczakowna1 napisała:

    > > A czym się zajmujesz?
    >
    > Pograniczem chemii i fizyki - fizyk by to nazwał fizyką chemiczną.

    A ja genetyk (studia), doktorat z biochemii, w niszy biologii systemów, technicznie proteomika za pomocą spektrometrii mas, (pogranicze biologii, chemii i fizyki?) więc znam dużo chemików i fizyków, którzy siedzą w tym "od drugiej strony" :-) Ale humanistów nie...
    >

    >
    > Znajomy genetyk do Nenckiego niedawno wrócił z Australii, i chwali sobie bardzo
    > , więc chyba nie jest tak źle.

    Owszem, znajomi też nie narzekają, ale faktem jest, że ciężko jest dostać grupę badawczą.




    --
    "A large population of people, often with well-developed literary and scholarly tastes, [...] have been educated far beyond their capacity to undertake analytical thought" - Richard Dawkins
  • paszczakowna1 06.04.11, 21:02
    O proteomikę się otarłam (co prawda głównie towarzysko), ale z punktu widzenia spektroskopii (optycznych i NMR). O spektrometrii mas w tej dziedzinie wiem tyle, że tak też można.

    > Owszem, znajomi też nie narzekają, ale faktem jest, że ciężko jest dostać grupę
    > badawczą.

    No nie wiem, gość ma już trzech doktorantów. (Co prawda jakiś grant spory europejski zgarnął zaraz po przyjeździe.) Pomieszczenia dostał zacne (nb. Nencki się rozbudowuje, skrzydła mu dobudowują) i w ogóle mu się podoba. O dziwo, chwali, że ludzie jakoś bardziej skłonni do roboty niż w Australii.
  • staua 06.04.11, 21:24
    To przez ten grant :-) Miał szczęście (wiem, kto to jest).
    --
    A little learning is a dangerous thing;
    Drink deep, or taste not the Pierian spring:
    There shallow draughts intoxicate the brain,
    And drinking largely sobers us again. - Alexander Pope
  • paszczakowna1 06.04.11, 21:49
    Oops. (Chociaż w sumie, dlaczego oops?)

    A jeśli się orientujesz, to mi powiedz, jak to jest z doktorantami w takich miejscach? Bo u nas, jak się ktoś zgłosi, to sobie wybiera promotora i (o ile potencjalny promotor delikwenta chce) idzie na egzamin. Zda egzamin dostatecznie dobrze, dostaje stypendium, zda słabiej, dostaje pół stypendium lub wcale (promotor musi dopłacać sam - zresztą prawie zawsze trochę dopłaca, ale w przypadku pełnego stypendium niewiele), w każdym razie liczba doktorantów zależy tylko od decyzji (i poziomu) potencjalnych doktorantów i pracownika. Tam jakoś po uważaniu przydzielają stypendia, że są trudności w budowaniu grupy?
  • staua 06.04.11, 23:29
    Nie, nie znam go, tylko wiem, bo czytam newsy z Nenckiego i moje dwie koleżanki z roku dostały ten grant powrotny:-)
    Trzeba być atrakcyjnym (czyli: ktoś musi Cię chcieć jako promotora :-)) W sumie takie same trudności jak wszędzie, ale w Nenckim jest kilka atrakcyjnych grup i ludzie chcą iść właśnie tam...
    O to mi tylko chodziło (i o to, że niełatwo w Polsce jest zostać PI, przynajmniej mam takie wrażenie)
    --
    "A large population of people, often with well-developed literary and scholarly tastes, [...] have been educated far beyond their capacity to undertake analytical thought" - Richard Dawkins
  • turzyca 06.04.11, 18:22
    E tam. Oczywiscie ze pojda artykuly doktorantow. I wcale nie te naj naj naj lepsze, tylko te przyjaciol i krewnych krolika. "Ja Ci puszcze tekst Twojego doktoranta, Ty mojemu napiszesz superrecenzje."
    A juz sztuczka z "na jesien planujemy temat o roli kobiet, a na zime o rolnictwie", coby temat artykulu doktoranta dalo sie jakkolwiek podpiac jest oczywistoscia.

    bo np. pr
    > estizowych czasopism historycznych jest w Polsce z pięć, większość to kwartalni
    > ki. Czyli rocznie wydaje się powiedzmy 25 numerów.

    Swoja droga z ciekawosci sprawdzilam "punktodajne" publikacje historyczne i albo ja cos przeoczylam albo system rozdawania punktow jest wymyslony tak, zeby zniechecac do publikacji poza granicami kraju. KHKM daje punkty, niemieckie VSWG nie. Zapiski daja punkty, niemieckie HGBll nie.
    --
    24 kilo klonow.
  • staua 06.04.11, 18:32
    Niestety przyjaciele i znajomi królika to wlaśnie to, co w Polsce jest straszne (od razu powiem, że oczywiscie nie jest tak, że za granicą nie ma tego w ogóle, ale w dużo mniejszej skali. Przynajmniej z mojego doświadczenia).
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • paszczakowna1 06.04.11, 19:13
    > Niestety przyjaciele i znajomi królika to wlaśnie to, co w Polsce jest straszne
    > (od razu powiem, że oczywiscie nie jest tak, że za granicą nie ma tego w ogóle
    > , ale w dużo mniejszej skali. Przynajmniej z mojego doświadczenia).

    He, he, założę się, że nie pracowałaś nigdy we Włoszech...
  • staua 06.04.11, 19:17
    Nie, oczywiście, że nie (Szwajcaria i USA, w USA już pozostanę).
    Włochy jednak rzeczywiście kojarzą sie z nepotyzmem ;-)
    --
    A little learning is a dangerous thing;
    Drink deep, or taste not the Pierian spring:
    There shallow draughts intoxicate the brain,
    And drinking largely sobers us again. - Alexander Pope
  • paszczakowna1 06.04.11, 19:37
    Ja pracowałam. Z takimi makabreskami, jakie opowiadali mi znajomi Włosi, ja się w Polsce nie zetknęłam (np. znajoma dostała pozycję tylko dlatego, że ten, co ją "miał" dostać nie był w stanie wysłać poprawnej formalnie aplikacji). Nie powiem, że tam jest gorzej niż w Polsce (wtedy wydawało mi się, że tak, ale później zdałam sobie sprawę, że po prostu w Polsce pracuję w wyjątkowo przyzwoitym miejscu), ale dużo lepiej też nie.

    Mam też doświadczenia ze Skandynawii i to, muszę przyznać, zupełnie inny świat.
  • verdana 06.04.11, 18:51
    Bo niemiecki to nie język, francuski zresztą też nie - za chyba najbardziej prestizowe czasopismo historyczne na swiecie, francuskie "Annales" punktów niet. Za to u nas w instytucie punktuje się najwyżej publikacje w jezyku angielskim. jak wiadomo, prace dotyczace Piastów Ślaskich, czy Stronnictwa Narodowego w czasie I wojny mają duże wzięcie w USA.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • staua 06.04.11, 19:14
    Czy czasopisma historyczne też mają zmieniany co roku system punktacji (impact factor) jak ten opracowany przez Thomson Reuters (na pewno jest dla nauk przyrodniczych i społecznych, ale historii na liście nie widzę), więc po co jakieś wewnętrzne systemy?
    Ja rozumiem, że nie każde czasopismo ma taki sam zakres i są pisma niszowe, ale one też mają IF... Przepraszam, że tak drążę i skręcam wątek, ale to głownie pytania o różnice.
    Znowu wrócę do mojej działki, Science i Nature publikują najbardziej przełomowe (potencjalnie, znaczy) prace z różnych dziedzin biologii (tak różnych, jak genetyka i ekologia), fizyki, geologii, a więc różne i nie wszystkich interesuje wszystko, co tam jest (i są artykuły z genetycznych wariacji w populacji chińskiej, na przyklad), a w niszowych też ludzie publikują... Czy w historii nie może tak być?

    --
    A little learning is a dangerous thing;
    Drink deep, or taste not the Pierian spring:
    There shallow draughts intoxicate the brain,
    And drinking largely sobers us again. - Alexander Pope
  • paszczakowna1 06.04.11, 19:27
    Zainteresowanie historią (w przeciwieństwie do zainteresowania np. biochemią) jest mocno zdeterminowane geograficznie. Czasopismo zatem poświęcone historii USA będzie miało siłą rzeczy znacznie więcej cytowań niż czasopismo poświęcone historii Finlandii - nie dlatego, by to drugie publikowało słabsze artykuły, ale dlatego, że historią Finlandii zajmuje się bardzo mało naukowców (bo po prostu Finów jest niewielu). Start jest tutaj dramatycznie nierówny. A chyba nie o to chodzi, żeby wszyscy historycy zajmowali się historią USA (bo wtedy mają prace w czasopismach o dobrym IF), a Finlandii nikt?

    W naukach przyrodniczych jest inaczej - jeśli dziedzina jest niszowa, ma zwykle dobry powód, by być niszową (tj. większość naukowców uznała, że tam się nic ciekawego nie wygrzebie). W naukach humanistycznych jest inaczej, i tu ocena powinna być bardziej zbliżona do oceny osiągnięć literackich.
  • staua 06.04.11, 19:30
    Jednak zawiłości humanistyki nie dla mnie :-)
    Pewnie po części dlatego, że z humanistami stykam się tylko na tym forum i głównym forum MM... Nie nadążam...
    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • verdana 06.04.11, 20:24
    Własnie dlatego jesem zdania, ze wymogi dla humanistyki i nauk scisłych oraz przyrodniczych powinny być zupełnie inne. Zakres cytowań w językach obcych moich publikacji jest zasadniczo większy, niz publikacji mojego szefa - który jest lepszym historykiem ode mnie - ale pisze o historii prowincjonalnej polskiej inteligencji. Bo nikogo za granicą polska inteligencja na prowincji nie interesuje, ani socjalizacja polskich chłopów. Trudno też wydać te dzieła po angielsku, bo zadne pismo nie wydrukuje nawet doskonałej pracy, która nie zainteresuje praktycznie nikogo.
    Już historycy zaczynają się zastanawiać nad przyszłościa historii Polski - jest to samobójcza impreza dla badacza.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • staua 06.04.11, 20:37
    Ten podział w takim razie powinien być uwzględniony w nowej ustawie :-)
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • ratyzbona 06.04.11, 20:49
    No właśnie gdyby ktoś tak jak my sobie po prostu porozmawiał w tym Ministerstwie to po dziesięciu minutach zobaczyłby że żyjemy w dwóch różnych światach. Ja już drżę że przez pomysł pisania o recepcji XIX wiecznych teorii rasowych w Polsce w drugiej połowie XIX wieku właśnie sobie zamknęłam drzwi do kariery. Jednocześnie nie jest to temat wydumany i nie warty zbadania - ale jakoś nie widzę tych zagranicznych czasopism rzucających się by publikować te ważne z punktu widzenia naszej socjologii rozważania. Ale najwyraźniej ci którzy ustawę piszą patrzą jedynie na część polskiej nauki nie widząc że jednak nie tak samo ocenia się nauk ścisłych i humanistycznych. Niestety wszystko wrzucono do jednego worka bo ostatnio można dojść do wniosku że prawdziwa nauka to tylko przedmioty ścisłe. Zastanawiam się jak będzie wyglądała polska nauka po takim "przyśpieszeniu" które zostawia w tyle nauki humanistyczne. A co najlepsze to wszyscy i humaniści i ścisłowcy pragną reformy nauki a tymczasem przez tak konstruowane pomysły słyszy się tylko narzekania - i wszyscy są przekonani że nie ma w środowiskach zgody na reformy. Tymczasem zgoda jest tylko że reformy się nie nadają
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • staua 06.04.11, 20:56
    Powinna być publiczna debata (jak w Szwajcarii, jak tam jechałam w 1998, była publiczna debata nt. badań z użyciem rekombinowanego DNA i bardzo dobrze wyszło).
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • verdana 06.04.11, 21:19
    brutalnie - na nic debata, skoro zasadniczym założeniem reformy jest oszczędność. Moja pensja jest w wysokości 2/3 średniej krajowej - mogę dostać grant, który pozwoli mi wydac trochę na ksero. Ale nikt zdrowy na umysle za taka pensję nie będzie pracował, szczególnie biorac pod uwagę,z e za ksiązki i coraz częściej takze artykuły sie nie płaci.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • andrzej585858 07.04.11, 10:58
    Z narastającym przerażeniem czytałem posty w tym wątku. Jednym słowem następna reforma która nic nie zmienia a wręcz rzuca kłody pod nogi.
    Służba zdrowia, ubezpieczenia, teraz szkolnictwo wyższe - wszędzie reformy. Nie wiem tylko dlaczego w kontekście tych reform przypominaja mi się wiekopomne słowa tow. Gomułki: "Staliśmy krok nad przepaścią, a teraz uczyniliśmy wielki krok naprzód"?

    A pieniądze? Przecież są:

    wiadomosci.onet.pl/kraj/polska-przegrala-miliard-zlotych-na-automatach,1,4234371,wiadomosc.html
    Tylko jezeli polityka jest ważniejsza od budżetu państwa, to pieniądze uciekają - za to mnożą się dobrze płatne stanowiska jak właśnie w Warszawie gdzie p. prezydent obok zastępców ma aż 16 pełnomocników itd. itp.
    Najgorsze jest to że marnowanie pieniędzy publicznych na bizantyjski styl funkcjonownaia urzedów panstwowych czy też samorządowych jest niezalezny od opcji politycznej. I to jest właśnie przerażające.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka