Dodaj do ulubionych

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

09.05.11, 05:28
W ktoryms z watkow dotknelismy problemu wyolbrzymienia przez KrK kwestii 'czystosci' i 'grzechu nieczystosci' i nieproporcjonalnego traktowania innych zagadnien. Jako jeden z przykladow podano palenie i picie, jako szkodzenie swojemu zdrowiu. W tym samym duchu, przesunmy nacisk na kolejny z grzechow glownych, czyli 'nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu'.

Jest to, wg Katechizmu KrK, grzech o takiej samej randze jak grzech nieczystosci.
Ale jak kwestie seksualne rozbiera sie na czesci (uzycie prezerwatywy w malzenstwie i kwestie 'otwarcia na zycie' etc. - byly tu linki do listow parafian na ten temat), tak temu wykroczeniu KrK poswieca stanowczo zbyt malo uwagi :-P

Nie widze jakos analiz na ten temat.
Czy ktos, kto obezre sie bez zahamowania moze przystepowac do Eucharystii?
Czy zjedzenie jednego kawalka czekolady wiecej to juz nieumiarkowanie, czy jeszcze nie?
Skoro tak dokladnie podchodzi sie do kwestii regulacji plodnosci, czemu i nie tutaj?
Od kiedy zaczyna sie nieumiarkowanie? Od zjedzenia wiecej kalorii, niz to potrzebne do przezycia? A jesli ktos je zbyt duzo, ale mu nie smakuje? A jesli ktos je za malo i sobie szkodzi? Albo raz sie zlamie i zje batona, niepotrzebnie zupelnie? Czy musi isc do spowiedzi, tak jak musialby, gdyby raz np. zdradzil zone?

Any thoughts? :-P
--

Sprawdz, co slychac w Narnii
Edytor zaawansowany
  • ginestra 09.05.11, 10:26
    croyance napisała:

    > W ktoryms z watkow dotknelismy problemu wyolbrzymienia przez KrK kwestii 'czyst
    > osci' i 'grzechu nieczystosci' i nieproporcjonalnego traktowania innych zagadni
    > en. Jako jeden z przykladow podano palenie i picie, jako szkodzenie swojemu zdr
    > owiu. W tym samym duchu, przesunmy nacisk na kolejny z grzechow glownych, czyli
    > 'nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu'.
    >
    > Jest to, wg Katechizmu KrK, grzech o takiej samej randze jak grzech nieczystosc
    > i.
    > Ale jak kwestie seksualne rozbiera sie na czesci (uzycie prezerwatywy w malzens
    > twie i kwestie 'otwarcia na zycie' etc. - byly tu linki do listow parafian na t
    > en temat), tak temu wykroczeniu KrK poswieca stanowczo zbyt malo uwagi :-P
    >
    > Nie widze jakos analiz na ten temat.
    > Czy ktos, kto obezre sie bez zahamowania moze przystepowac do Eucharystii?
    > Czy zjedzenie jednego kawalka czekolady wiecej to juz nieumiarkowanie, czy jesz
    > cze nie?
    > Skoro tak dokladnie podchodzi sie do kwestii regulacji plodnosci, czemu i nie t
    > utaj?
    > Od kiedy zaczyna sie nieumiarkowanie? Od zjedzenia wiecej kalorii, niz to potrz
    > ebne do przezycia? A jesli ktos je zbyt duzo, ale mu nie smakuje? A jesli ktos
    > je za malo i sobie szkodzi? Albo raz sie zlamie i zje batona, niepotrzebnie zup
    > elnie? Czy musi isc do spowiedzi, tak jak musialby, gdyby raz np. zdradzil zone
    > ?
    >
    > Any thoughts? :-P

    Tu chyba chodzi o to, że "nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu" ma miejsce wtedy, kiedy to jedzenie albo picie przesłania człowiekowi wszystko inne. Tak najkrócej to można wyrazić.

    Wszystkie przykazania oraz wszystkie "grzechy główne" są ostrzeżeniami dla człowieka. Ostrzegają przed sytuacją, kiedy człowiek zaczynając od rzeczy małych i "niewinnych" wkracza w machinę, która może wyrządzić jemu i innym wiele zła, a także z której trudno mu będzie o własnych siłach wyplątać się, bo brnięcie w grzech ma to do siebie, że destrukcja jego psychiki oraz jego duszy postępuje i potem człowiek traci nad tym, co się dzieje kontrolę.

    Ogólnie chodzi też o to, żeby nie stawiać się nad kimś, a każdy grzech to "stawianie się nad kimś". W tym kluczu też można grzechy rozpatrywać i patrzeć czy zjedzenie czekoladki jest grzechem czy nie. Stawianiu się nad kimś towarzyszy często oszukiwanie siebie, które dany człowiek zagłusza. To też dla wrażliwego sumienia jest wskazówką, jeśli ktoś łapie się na tym, że oszukuje siebie (np. żonaty mężczyzna umawia się na kawę z koleżanką z pracy, która mu się podoba, ale przekonuje siebie, że umawia się, aby omówić po pracy ważne rzeczy, i że "to tylko pójście na kawę, to tylko koleżanka". Jeśli to jest po raz pierwszy, to sumienie będzie mu pokazywało, że oszukuje siebie. Dla jego psychiki lepsze byłoby uznać: "tak podoba mi się ta kobieta, działa na mnie", a potem skonfrontować to ze swoimi wartościami i z tym co czuje do żony i ewentualnie wybrać czy się umówić na tę kawę czy nie. Mógłby zauważyć, że są sytuacje, w których nawet pójście na kawę jest zdradą).

    Co do stricte picia i objadania się, to zwykle zanim ktoś wpadnie w chorobę (alkoholową lub uzależnienie od jedzenia, które na etapie uzależnienia nie są grzechem, bo niestety stały się już chorobą i nie zależą od woli człowieka), to zaczyna przecież od małych rzeczy: właśnie od picia częściej niż potrzeba albo od jedzenia częściej niż potrzeba albo od "załatwiania sobie" piciem czy jedzeniem jakichś spraw psychicznych.
    Przed tym ostrzega właśnie nazwa tego grzechu: nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu.

    Ponadto, wchodząc na drogę uzależnienia od picia lub jedzenia dany człowiek na początku też stawia się nad kimś: coraz częściej wybiera piwo z kolegami, niż powrót po pracy do domu i rodziny, a więc przedkłada picie nad drugiego człowieka. Już nie pije w sposób umiarkowany, ale sterowany pychą (bo pycha jest początkiem wszystkich grzechów, tak naprawdę: że on jest ważniejszy niż wszyscy inni i on teraz chce się napić i ma prawo nie "co jakiś czas" iść na piwo, ale wtedy kiedy dokładnie chce się napić i nikomu nic do tego).

    Podobnie może być też i z objadaniem się (tu może nie będę na razie tego rozwijać, żeby kogoś niechcący nie urazić, ale są takie sytuacje kiedy wybiera się świadomie, żeby jeść za dużo, a inne względy i inni ludzie wtedy nie liczą się).

    Oczywiście nie mówię o jedzeniu wskutek depresji czy innych rzeczy. Wtedy jedzenie trochę za dużo może być (czasowo!!) pomocne, choćby po to, aby jakoś sobie radzić z bólem i nie odebrać sobie życia czy coś. Jednakże dobrze jest mieć wtedy też niezgodę na to, aby to się wyrwało spod kontroli i starać się mimo wszystko jeść przytomnie, a jak tylko człowiek czuje się lepiej, wyszedł z depresji, to powinien starać się wrócić na dobre tory, czyli jeść już nie nadmiarowo, ale mniej. Takie myślenie: "a co to kogo obchodzi, ja mam ochotę jeść ile wlezie, najwyżej będę coraz grubsza" jest też stawianiem się nad kimś: nad Bogiem, który stworzył ciało tak, że powyżej pewnej ilości nadmiarowego tłuszczu ono sobie nie radzi i zaczyna chorować oraz nad innymi ludźmi, którzy będą musieli potem taką nadmiernie otyłą osobą opiekować się jak sparaliżowaną i przewozić ją dźwigiem do szpitala (mówię o ludziach często młodych, którzy ważą 400 albo 600 kg., a mogliby ważyć mniej, gdyby w porę nie ulegli "nieumiarkowaniu w jedzeniu". Np. jedna taka kobieta bije rekord Guinessa i chce zostać najgrubszą kobietą świata. Ma już z 500 kg, a co najsmutniejsze, ma małą córeczkę, taką ok. 6-cio letnią i ona to dziecko pozbawia normalnej mamy, która z nią pójdzie na spacer lub choćby pobawi się, bo ta kobieta nie jest w stanie nic takiego robić. Oczywiście ja nie wiem czy to jest grzech czy nie, bo może to są ludzie chorzy psychicznie, którym trzeba pomóc i to zrozumiałe, że nie władają sobą, i że np. mają tę idee fixe, żeby bić rekord Guinessa. Ja tu nie wnikam co to jest.).

    W przypadkach mniej skrajnych na pewno też są momenty wyboru: czy jem po to żeby żyć, czy żyję po to żeby jeść. Czy jedzenie przesłania mi wszystko inne czy nie. Czy przesłania mi sprawę własnego zdrowia, czy przesłania mi drugiego człowieka, czy nie. Oczywiście ludzie często upewniają się, że nie przesłania, że wciąż "pilnują się", i że jedzenie nimi nie zawładnęło. Warto jednak być bardzo szczerym wobec siebie (jak ktoś jest wierzący, to modlić się o pomoc i o światło od Boga w tym względzie) oraz zapoznawać się z tym jak poznać czy to już uzależnienie czy jeszcze nie.

    Druga skrajność też jest niebezpieczna - ciągłe kontrolowanie się i upewnianie, że panuje się nad jedzeniem, ciągłe odchudzanie itp., bo to może doprowadzić do bulimii lub anoreksji.

    To jest w ogóle bardzo szeroki temat, na pewno wykraczający poza ten wątek na forum.

    Reasumując, co do grzechu "nieumiarkowania w jedzeniu i piciu", to myślę, że dotyczy on po prostu tych sytuacji, kiedy człowiek jeszcze nie popadł w uzależnienie i po prostu staranie się o to, aby nie być "nieumiarkowanym" w jedzeniu czy piciu alkoholu może go uchronić przed popadnięciem w uzależnienie.

    Podobnie jest z paleniem, z narkotykami, z hazardem, z pornografią, z Internetem itp. Ja myślę, że ta nazwa grzechu ("nieumiarkowanie") w sposób symboliczny obejmuje także te wszystkie inne rzeczy. Człowiek ma po prostu to do siebie, ze swojej natury, że łatwo się uzależnia, i że może się uzależnić praktycznie od wszystkiego. Uzależnienie polega na tym, że człowiek choćby chciał, to sam z siebie nie może przestać. Pomóc mu może albo cud (znane są przypadki natychmiastowego uwolnienia od uzależnienia na drodze cudu w rozumieniu religijnym) albo długotrwała terapia, której jednakże musi sam zapragnąć.

    I właśnie ta nazwa grzechu może pomóc człowiekowi nie wpaść w uzależnienie. Jest też przysłowie "Co za dużo to niezdrowo". Chodzi o to, żeby ktoś na wczesnym etapie wiedział kiedy jest "za dużo" i wycofał się.
  • croyance 09.05.11, 11:08
    Tu chyba chodzi o to, że "nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu" ma miejsce wtedy,
    > kiedy to jedzenie albo picie przesłania człowiekowi wszystko inne.

    No zaraz. A jesli ktos zyje z kims bez slubu, to tez nie jest tak, ze seks z nim/nia przeslania mu wszystko inne. Ale do komunii przystepowac nie moze. To dlaczego moze przystepowac do komunii ktos, kto lubi jesc batony, dajmy na to, i nie ma zamiaru przestac?
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • slotna 09.05.11, 11:13
    Ja jestem ciekawa, co takiego przeslania stosowanie prezerwatyw, bo przeciez nie troske o swoje cialo i cialo partnera.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 09.05.11, 14:16
    slotna napisała:

    > Ja jestem ciekawa, co takiego przeslania stosowanie prezerwatyw, bo przeciez ni
    > e troske o swoje cialo i cialo partnera.
    >

    Myślę, że zdaniem Kościoła stosowanie prezerwatyw w celu niedopuszczenia do poczęcia dziecka można widzieć tak:
    - Bóg stworzył naturalny cykl kobiety w taki sposób, że można go uszanować i ograniczać poczęcie dzieci (do pewnego stopnia oczywiście, bo metody naturalne z założenia nie są super skuteczne i tak ma być, bo pozostawiają margines na nieprzewidywalność i otworzenie się na nowe życie, choć nieplanowane);
    - jak człowiek stosuje prezerwatywę w małżeństwie w celu nie dopuszczenia do poczęcia dziecka, to wówczas jego własna chęć sterowania tym, żeby nie urodziło mu się dziecko (a na ślubie przysięgał z miłością przyjąć potomstwo) przesłania mu zaufanie do Boga, który stworzył cykl kobiety tak, że można go uszanować i można "współpracować z Nim", w tej kwestii;

    Z tego, co wiem, to to jest taka ta wykładnia, ale oczywiście Kościół boryka się z wieloma sprawami, np. hierarchów Kościoła i księży nękają mejlami małżonkowie, którzy opisują, że mają już ileś dzieci, dużo różnych kłopotów i po prostu dostają jakichś objawów nerwicowych jak mają współżyć, albo któreś z nich odmawia współżycia, bo metody naturalne u nich nie skutkują (z różnych względów) i pytają co mają zrobić w tej sytuacji.

    Kościół pozwala małżonkom (z tego, co wiem) stosować prezerwatywę nie w celu uniknięcia poczęcia dziecka, ale dla zdrowia, jeśli jedno jest nosicielem jakiegoś wirusa przenoszonego drogą płciową. Wtedy nie mają już znaczenia dni płodne i niepłodne, a po prostu każde współżycie niesie ryzyko, że ten zdrowy zachoruje, więc Kościół zgadza się na takie zabezpieczenie.

    Co do tego "co zrobić, jak metody naturalne są u nas nieczytelne, a mamy już ileś dzieci i kłopoty finansowe itp.", to zdania są podzielone. Zasadniczo, jedni mówią, że "nie współżyć latami do menopauzy", a drudzy nabierają wody w usta i wolą nic nie radzić.

    Tak to mniej więcej wygląda (z moich obserwacji).
  • mmoni 09.05.11, 18:49
    AFAIK, prezerwatywy są verboten przez KRK w każdej sytuacji, a na choroby przenoszone drogą płciową odpowiedzią jest abstynencja, nawet w małżeństwie. Dlatego tyle hałasu narobiła parę miesięcy temu wypowiedź papieża w wywiadzie, że jeżeli hipotetyczna męska prostytutka zarażona HIV zacznie używać kondomów, to będzie jednak to mniejszy grzech, niż zakażanie klientów, aczkolwiek cały czas grzech.
    --
    Nika

    "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
  • slotna 09.05.11, 20:56
    > - Bóg stworzył naturalny cykl kobiety w taki sposób, że można go uszanować i og
    > raniczać poczęcie dzieci (do pewnego stopnia oczywiście, bo metody naturalne z
    > założenia nie są super skuteczne i tak ma być, bo pozostawiają margines na niep
    > rzewidywalność i otworzenie się na nowe życie, choć nieplanowane);

    Zadna metoda antykoncepcyjna nie jest stuprocentowo skuteczna i kazda pozostawia margines na nieprzewidywalnosc i nowe zycie (patrz wskaznik Pearla). Poza tym KK powinien szanowac siebie, Biblie, swoich wyznawcow i przede wszystkim swojego Boga chociaz na tyle, zeby nie podwazac tezy o jego wszechmocy, nieprawdaz? Przeciez to smieszne, ze tak wspanialego, mocarnego Stworzyciela moze pokonac zwykly lateks...

    > - jak człowiek stosuje prezerwatywę w małżeństwie w celu nie dopuszczenia do po
    > częcia dziecka, to wówczas jego własna chęć sterowania tym, żeby nie urodziło m
    > u się dziecko (a na ślubie przysięgał z miłością przyjąć potomstwo) przesłania
    > mu zaufanie do Boga, który stworzył cykl kobiety tak, że można go uszanować i m
    > ożna "współpracować z Nim", w tej kwestii;

    Dokladnie w tym samym celu, tj. zeby nie dopuscic do poczecia dziecka, czlowiek stosuje NPR, a jednak to jest przez KK dopuszczalne, a wrecz zalecane. Tak wiec twoja teoria nie trzyma sie kupy.

    > Kościół pozwala małżonkom (z tego, co wiem) stosować prezerwatywę nie w celu un
    > iknięcia poczęcia dziecka, ale dla zdrowia, jeśli jedno jest nosicielem jakiego
    > ś wirusa przenoszonego drogą płciową. Wtedy nie mają już znaczenia dni płodne i
    > niepłodne, a po prostu każde współżycie niesie ryzyko, że ten zdrowy zachoruje
    > , więc Kościół zgadza się na takie zabezpieczenie.

    Nie, nie pozwala i wiesz o tym doskonale, bo mowilismy o tym w watku o wypowiedzi papieza na temat stosowania prezerwatyw przez meskie prostytutki.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ginestra 09.05.11, 21:21
    Ja tylko o tych prezerwatywach się wypowiem.

    Nie rozumiem skrótu użytego na początku wypowiedzi Mmoni - trudno.

    Jeśli chodzi o tę postawę Kościoła w odniesieniu do używania prezerwatyw przez sakramentalnych małżonków (a nie przez prostytutki czy inne osoby, bo nie o nich pisałam), z których jedno jest nosicielem jakiegoś wirusa, typu wirus zapalenia wątroby, to Kościół jak najbardziej na to zezwala i wiem to z całą pewnością.

    Podobnie, pisałam o tym kiedyś na forum, Kościół jest wyrozumiały dla osoby, która jest w sakramentalnym małżeństwie, z którego urodziły się dzieci, a współmałżonek odmawia współżycia bez prezerwatywy. Wówczas Kościół stoi na stanowisku, że mogą oni współżyć z tą prezerwatywą, bo inaczej odbije się to na ich więzi i mogą ucierpieć na tym dzieci. Ta osoba, która chętnie by współżyła bez prezerwatywy, a małżonek nalega na to, nie musi się z tego spowiadać i może przyjmować komunię św. Pisał to ksiądz profesor seminarium duchownego i w ogóle. A więc, Kościół w pewnych przypadkach zezwala na stosowanie prezerwatywy - u sakramentalnych małżonków i nie muszą oni spowiadać się z tego i mogą przyjmować komunię św.

    Po prostu nie wszyscy o tym wiedzą.

    A przypadek męskiej prostytutki jest inny, bo nie należy ona do sakramentalnych małżonków, więc i tak cudzołoży i jest w grzechu i nie może przyjmować komunii św. (chyba, że przestanie współżyć i będzie żałowała za grzechy i wyspowiada się i będzie żyła dalej w celibacie, jak zaleca Kościół homoseksualistom, ale wtedy kwestia prezerwatywy znika). A więc, dopóki męska prostytutka jest męską prostytutką, to pewnie powinna zakładać prezerwatywę, żeby nie zarażać ewentualnie klientów, czyli nie dodawać kolejnego grzechu (zarażanie ludzi) do tego, który już popełnia (cudzołóstwo).
  • mmoni 09.05.11, 23:18
    AFAIK - o ile mi wiadomo (As Far As I Know).

    Ginestro, użycie prezerwatyw jest zakazane oficjalnie w KRK zawsze i wszędzie. To, że rozsądniejsi księża i teolodzy wzywają do poluzowania zakazu, albo nazywają prezerwatywy "mniejszym złem" (jak np. kardynał Carlo Maria Martini w 2006, mówiąc właśnie o przypadkach par małżeńskich, gdzie jedno jest zakażone), nie oznacza, że jest to oficjalne stanowisko KRK. Co chwila z Watykanu dochodzą przecieki, że mają zrewidować swoje stanowisko w tej sprawie, ale na razie oficjalnego orzeczenia nie ma.

    wyborcza.pl/1,75477,9056685,Czy_Watykan_zezwoli_na_kondomy_.html
    --
    Nika

    "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
  • verdana 10.05.11, 15:11
    Absolutnie zakazane jest uzywanie prezerwatyw w małżeństwie, gdzie jedna osoba jest nosicielem choroby przenoszonej drogą płciową. Kosciół doradza dożywotnią abstynencję. Prezerwatywa jest grzechem, zarazenie współmałżonka, swiadome - nie jest. lepsza śmierć niż prezerwatywa - takie jest obecnie oficjalne stanowisko KK. nawet, gdy są dzieci, które się osieroci. Bo sieroctwo i choroba nie są złem, a antykoncepcja - jest.
    No i czy to nie jest lekkie pomieszanie hierarchii wartosci?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ding_yun 10.05.11, 19:40
    verdana napisała:

    >Prezerwatywa jest grzechem, zarazenie współmałżonka, swiadome - ni
    > e jest. lepsza śmierć niż prezerwatywa - takie jest obecnie oficjalne stanowisk
    > o KK. nawet, gdy są dzieci, które się osieroci.

    Verdano, jesteś na 100% pewna? Wiem, że obecnie w takiej sytuacji KK zaleca raczej dożywotni brak seksu (bez sensu), ale nie sądzę, żeby świadome zarażenie małżonka nie było uznawane za grzech.
  • verdana 10.05.11, 20:25
    Nie ma żadnego nakazu powstrzymywania się chorych osob od współżycia - nigdy nie słyszałam, aby grzechem było zarazenie współmałżonka. Owszem, grzechem będzie gwałt, jeśli osoba zdrowa odmawia seksu - ale nie będzie nim zarazenie sie przy seksie za obopólną zgodą, niestety.
    Oczywiście, KK zaleca abstynencję. biorac jednak pod uwagę ilość młodych, zarazonych osób, nie da sie raczej utrzymac małżenstwa, jesli choroba jest nieuleczalna.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 09.05.11, 11:24
    Określenie "grzechy główne" nie jest równoznaczne z określeniem "grzechy ciężkie", a tak często są rozumiane, co może rodzić wiele nieporozumień.

  • ginestra 09.05.11, 12:31
    "Grzechy główne" to po prostu nazwanie po imieniu niebezpieczeństw. Pomoc dla człowieka, żeby umiał coś rozpoznać. Ostrzeżenie.

    Jeśli chodzi o seks bez ślubu, to Kościół interpretuje to raczej w kategoriach szóstego przykazania: "nie cudzołóż", a nie grzechu głównego.
    Zdaniem Kościoła jest tak, że jeśli ktoś chce przyjmować komunię św., to znaczy, że chce przynależeć do Kościoła i zgadza się na to jakie warunki są potrzebne, aby przyjmować komunię św. I teraz, zdaniem Kościoła, jeśli ktoś z jego wyznawców chce przyjmować komunię św. i uprawiać seks, to musi być w sakramentalnym małżeństwie i ten seks (rzecz jasna) uprawiać ze swoim sakramentalnym współmałżonkiem. Kościół mówi, że o tym właśnie mówi szóste przykazanie "nie cudzołóż" = nie współżyj z nikim, kto nie jest Twoim sakramentalnym współmałżonkiem, koniec, kropka.

    Wszyscy pozostali, którzy uprawiają seks, cudzołożą.

    Jeśli chodzi o grzech główny pod hasłem "nieczystość", to Kościół ma do ludzi grzeszących tym grzechem taki sam stosunek jak do ludzi, którzy grzeszą nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu: człowiek jest słaby, niekiedy popada w grzechy (np. nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, chciwości, nieczystości, lenistwa/ lenistwa w służbie Bożej - bo tak brzmi w niektórych katechizmach ten grzech itp.), ale zawsze może żałować i postanowić poprawę i prosić żarliwie i szczerze Boga o pomoc przy osiągnięciu tej poprawy. Jeśli spowiada się szczerze, wyrzeka się tego grzechu, żałuje go i prosi Boga o poprawę i pragnie tej poprawy, ma niezgodę na ten grzech, to otrzyma rozgrzeszenie.

    Jeszcze dodam, że przez grzech nieczystości Kościół rozumie zarówno seks pozamałżeński, jak i korzystanie z prostytucji, pornografii itp.
    Jeśli ktoś chce z któregoś z tych grzechów wyjść i żałuje go, to zawsze otrzyma rozgrzeszenie.

    Co do antykoncepcji, to ja nie wiem czy ona podchodzi pod grzech nieczystości, ale wydaje mi się, że nie. Być może podchodzi ona pod kategorię "nie zabijaj" (podobnie jak przemoc słowna, używanie wulgarnych słów itp. - te rzeczy niekoniecznie zabijają drugiego człowieka dosłownie, ale np. zabijają jego godność; a antykoncepcja byłaby tu grzechem przeciwko życiu, przeciwko poczęciu się człowieka). Z drugiej strony, Kościół zezwala na wpływanie na poczęcie dziecka (metody NPR) oraz na używanie prezerwatyw, jeśli któreś z małżonków jest chore np. jest nosicielem wirusa zapalenia wątroby. A więc to wszystko jest utrzymane w granicach rozsądku.

    Jeśli chodzi o mnie, to ja szanuję to, co mówi Kościół i choć wewnętrznie nie całkiem zgadzam się z tym, że np. po rozwodzie osoba, która chce przyjmować komunię św. musi być albo samotna do końca życia albo żyć w "białym małżeństwie", to jednak wiem, że po prostu tak jest na tę chwilę i nic nie poradzę. Rozumiem, że Kościół nie widzi innej opcji jak "seks tylko dla sakramentalnych małżonków" i szanuję to.

    Wracając do obżerania się - ktoś, kto się obżera świadomie i dobrowolnie i wie, że robi źle, powinien żałować i wyspowiadać się zanim pójdzie do komunii św. Kościół to jasno przekazuje, bo tak jest w przypadku też innych grzechów. Jak ktoś popełnia grzech chciwości, to zanim podejdzie po komunię św. powinien również zrobić sobie rachunek sumienia i zastanowić się czy żałuje tego grzechu i wyspowiadać się.

    Jest to, mam nadzieję, oczywiste.
  • kkokos 09.05.11, 20:21
    > Co do antykoncepcji, to ja nie wiem czy ona podchodzi pod grzech nieczystości,
    > ale wydaje mi się, że nie. Być może podchodzi ona pod kategorię "nie zabijaj" (
    > podobnie jak przemoc słowna, używanie wulgarnych słów itp. - te rzeczy niekonie
    > cznie zabijają drugiego człowieka dosłownie, ale np. zabijają jego godność; a a
    > ntykoncepcja byłaby tu grzechem przeciwko życiu, przeciwko poczęciu się człowie
    > ka).


    jeśli ktoś potrzebuje przykładu na to, kim jest i jak rozumuje szczęśliwy niewolnik, dla którego najwyższą rozkoszą jest samodzielne założenie kagańca, to tu właśnie ten przykład miał.

    jakim cudem niedopuszczenie do poczęcia = zabicie, nie kumam i chyba nie skumam.

    to po prostu karkołomne, superpokrętne, wydumane próby uzasadnienia czystej wody zamordyzmu, którego - jak wynika z powyższego - jedynym celem jest WŁADZA. jak to cudownie mieć władzę "rozgrzeszę... e, nie rozgrzeszę, niech się pogryzie... a może jednak rozgrzeszę?", gdy biedna szczęśliwa niewolnica już nie jest w stanie donosić/urodzić/wychować/utrzymać ósmego dziecka...
  • ginestra 09.05.11, 21:54
    kkokos napisała:


    >
    > jakim cudem niedopuszczenie do poczęcia = zabicie, nie kumam i chyba nie skumam

    Nie wiem na sto procent (jak pisałam) pod które przykazanie Kościół "podciąga" antykoncepcję, ale podejrzewam, że nie pod nieczystość, bo nie chodzi o grzechy, które wiążą się jakoś z pożądaniem seksualnym i jakimś "nieuporządkowaniem" w tej sferze (słowo "nieuporządkowanie" jest dość często używane w piśmiennictwie na ten temat), ale istotą antykoncepcji jest jakby "blokowanie zaistnienia życia". Stąd sugerowałam, że może Kościół traktuje antykoncepcję jako "grzech przeciwko życiu", a więc podciąga go pod przykazanie, które jest najbardziej anty-życiu, czyli piąte. Jest to dla mnie logiczne.

    Jeśli tak jest, to Kościół podciąga ten czyn na takiej zasadzie, jak np. wyzywanie kogoś czy miotanie wulgarnych przerywników w rozmowie. Też nie jest to "zabijanie kogoś" sensu stricto, ale grzech przeciwko życiu, w sensie, że zabija się wtedy u tego słuchającego lub u adresata przekleństw jego godność. Czyli jest to luźne podciągnięcie. No bo pod jakie inne przykazanie? Nie kradnij? Nie mów fałszywego świadectwa? Nie pożądaj żony bliźniego swego?

    Po refleksji widzę, że ewentualnie pod pierwsze przykazanie można by antykoncepcję podciągnąć (człowiek staje na przekór Bogu, mieni się Bogiem i blokuje dar życia), ale raczej Kościół tego tak nie traktuje, przypuszczam. Najlepiej zapytajcie księdza.

    >
    > to po prostu karkołomne, superpokrętne, wydumane próby uzasadnienia czystej wod
    > y zamordyzmu, którego - jak wynika z powyższego - jedynym celem jest WŁADZA. ja
    > k to cudownie mieć władzę "rozgrzeszę... e, nie rozgrzeszę, niech się pogryzie.
    > .. a może jednak rozgrzeszę?", gdy biedna szczęśliwa niewolnica już nie jest w
    > stanie donosić/urodzić/wychować/utrzymać ósmego dziecka...

    Ja tak nie uważam. Jak wspomniałam, sami księża mają wielki problem, bo wielu księży na pewno rozumie racje tych małżonków. Oni też mają przecież żonatych braci, siostry, przyjaciół, no i często są to inteligentni ludzie, którzy wiele naprawdę rozumieją.

    Co do rozgrzeszania, to jest tak, że im nie wolno rozgrzeszać według widzimisię. Muszą widzieć, że dana osoba żałuje za grzech i zrywa z nim, obiecuje poprawę. Wtedy mogą rozgrzeszyć, a w przeciwnym razie są bezradni. Zdarza się, że ksiądz wrażliwie rozgrzesza kogoś i mówi "biorę to na swoje sumienie". Kto wie jakie są potem tego skutki, czy nie dręczy się tym, że kogoś rozgrzeszył. (Zaraz wkleję link do takiego przykładu).

    Bywają też tacy księża jak taki jeden ksiądz, o którym mi opowiadała koleżanka. Otóż ta koleżanka jest rozwódką i jest w nowym związku z mężczyzną (były mąż ma nową rodzinę, więc raczej mało prawdopodobne, że się zejdą). Ta koleżanka ma córkę, która szła do bierzmowania i koleżanka była przekonana, że nie dostanie rozgrzeszenia, gdyby chciała iść do spowiedzi przed tym bierzmowaniem córki, ale zagadnęła księdza po mszy na wszelki wypadek i powiedziała mu jaki jest problem i czy jest jakaś dyspensa na bierzmowanie córki, jakiś wyjątek od reguły. Ksiądz zapytał ją czy mieszka z tym mężczyzną. Jak powiedziała, że nie, to ksiądz rozpromienił się i powiedział, że w takim razie zaprasza do spowiedzi! (Tak to wyraził "Zapraszam do spowiedzi!") Dał do zrozumienia, że jeśli ona powie, że to tak sporadycznie zdarza się, że współżyją, ale ona żałuje i postanawia już z nim nie współżyć, to on jej chętnie udzieli rozgrzeszenia. Ksiądz byłby wtedy w porządku, tylko czy ta kobieta faktycznie tak czuła, że żałuje, i że ma gorące postanowienie nigdy już tego nie zrobić? Myślę, że tak nie czuła, i że tu ksiądz wiedział jak jest, ale i tak proponował rozgrzeszenie, jakby nigdy nic. Ta koleżanka chyba skorzystała z tego, ale nie mam pewności. W tej opowieści ważniejszy jest ksiądz, niż ona. Z tego, co znam księży (z widzenia raczej i z mszy i z kazań itp.), to widzę, że oni by bardzo chcieli dawać rozgrzeszenia.

    A tu link do tej historii o tym jak ksiądz rozgrzeszył, choć nie powinien i wziął to na swoje sumienie. Taki przykład po prostu, bez mojej szczególnej intencji czy tezy:
    dominikanie.pl/blogi/malgorzata_walejko_abandon/wpis,577,nagroda_czy_lekarstwo.html

  • ginestra 09.05.11, 22:02
    PS. Ten przykład z linku jest bardzo stary i pisząc posta, przed wklejeniem go, nie pamiętałam wszystkich zdań z niego. Tam na koniec jest napisane, że księża "mogą pewne sprawy traktować indywidualnie" w sensie, rozgrzeszać ludzi według uznania, ale myślę, że i tak to, co napisałam wcześniej jest prawdziwe, tj. że obowiązuje ich jednak taka wytyczna, żeby widzieli u penitenta żal za grzechy i postanowienie poprawy i pragnienie zerwania z grzechem.

    Te "indywidualne przypadki" są na pewno bardzo wyjątkowe.
    Dobrze wiedzieć jednak, że (jak pokazuje ten wpis z bloga, co wkleiłam), jest taki przywilej, że mogą czasem zachować się niestandardowo. Albo po prostu ten ksiądz z opisanej historii tak to interpretuje, że mogą, żeby siebie usprawiedliwić, a nie powinni tak się zachowywać.
    Jak z tym jest do końca - ja nie wiem.

    W każdym razie księża są różni, są i wrażliwi i w ogóle.
  • ginestra 09.05.11, 22:09
    PS. Ja kiedyś trafiłam podczas spowiedzi na takiego dominikanina, który był tak jakoś nieziemsko wrażliwy, że dosłownie to nie była spowiedź, a jedna wielka modlitwa jego za mnie. Prosił też, żebym powtarzała za nim słowa modlitwy, w ogóle strasznie się przejął mną i to było jakieś niesłychane przeżycie, oczywiście spłakałam się wtedy strasznie ze wzruszenia. Nie były to jakieś wyjątkowe grzechy czy przyjście do spowiedzi po wielu latach czy coś. Myślę, że on po prostu tak to ogólnie przeżywa, że ktoś mu się spowiada, i że to jest naprawdę sakrament, gdzie działa Duch Święty. Są tacy księża.

    To tak chciałam dodać, dla wyrównania być może negatywnych doświadczeń, które mieliście. Oczywiście to też są ludzie i mnie też zdarzyli się mniej i bardziej uduchowieni i zaangażowani spowiednicy, ale ogólny bilans z mojego życia i wszystkich spowiedzi jest zdecydowanie, w 98% na plus.
  • mamalgosia 10.05.11, 09:24
    ginestra napisała:


    >
    > Nie wiem na sto procent (jak pisałam) pod które przykazanie Kościół "podciąga"
    > antykoncepcję, ale podejrzewam, że nie pod nieczystość,
    Ale dlaczego nie wiesz? Wystarczy zerknąć do Katechizmu KK. Szóste przykazanie



  • croyance 10.05.11, 02:29
    'Zdaniem Kościoła jest tak, że jeśli ktoś chce przyjmować komunię św., to znaczy, że chce przynależeć do Kościoła i zgadza się na to jakie warunki są potrzebne, aby przyjmować komunię św. I teraz, zdaniem Kościoła, jeśli ktoś z jego wyzn
    > awców chce przyjmować komunię św. i uprawiać seks, to musi być w sakramentalnym
    > małżeństwie i ten seks (rzecz jasna) uprawiać ze swoim sakramentalnym współmał
    > żonkiem.'


    No tak, ale nieczystosc to JEDEN z grzechow, nie grzech jedyny, glowny i najwazniejszy.
    Jest i chciwosc. Czy jesli ktos jest poborca podatkowym :-P albo zlodziejem, to nie ma prawa przystepowac do Komunii, bo 'tkwi uporczywie w grzechu bez zamiaru zmiany swojej sytuacji'? Czy jesli ktos odzywia sie niezdrowo i nie zamierza przestac (np. nie zamierza tez przestac palic) to nie moze przystepowac do sakramentow?

    I nie pisz, ze ksieza maja lagodne podejscie, bo rozumieja, ze jestesmy tylko ludzmi i zdarza nam sie zjesc jeden kawalek sernika za duzo, bo ci sami ksieza proponuja celibat nieposlubionym sakramentalnie malzonkom



    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • mamalgosia 10.05.11, 09:20
    croyance napisała:


    >
    > No tak, ale nieczystosc to JEDEN z grzechow, nie grzech jedyny, glowny i najwaz
    > niejszy.
    > Jest i chciwosc. Czy jesli ktos jest poborca podatkowym :-P albo zlodziejem, to
    > nie ma prawa przystepowac do Komunii, bo 'tkwi uporczywie w grzechu bez zamiar
    > u zmiany swojej sytuacji'?
    Oczywiście.


    Czy jesli ktos odzywia sie niezdrowo i nie zamierza
    > przestac (np. nie zamierza tez przestac palic) to nie moze przystepowac do sakr
    > amentow?
    Oczywiście. Jesli nie zamierza i nie chce przestać oraz posiada świadomość, że robi źle (bo ktoś może się odzywiać niezdrowo, ale nie zdawać sobie z tego sprawy).


    > >
    >
  • meg_mag 09.05.11, 12:17
    croyance, ja sie boje, ze sie za duzo na ten temat nie mowi, bo ksieza lubia sobie podjesc i popic przede wszystkim...
    --
    przysiądę Ci na kołdrze i w żagle z prześcieradła otulę Twoje sny:)
  • verdana 09.05.11, 12:35
    Hm, a czego innego nie lubią?
    A dlaczego tak mało mowi się o "grzechu wolajacym o pomstę do nieba", czyli nie wyplacaniu pracownikom pieniedzy w terminie?
    KK ma obsesję na temat seksu, inne grzechy, choćby ciężkie, nie są, niestety tępione tak, jak na to zasługują. A kazdy przejaw zycia seksualnego jest regulowany.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ginestra 09.05.11, 12:54
    verdana napisała:

    > Hm, a czego innego nie lubią?
    > A dlaczego tak mało mowi się o "grzechu wolajacym o pomstę do nieba", czyli nie
    > wyplacaniu pracownikom pieniedzy w terminie?
    > KK ma obsesję na temat seksu, inne grzechy, choćby ciężkie, nie są, niestety tę
    > pione tak, jak na to zasługują. A kazdy przejaw zycia seksualnego jest regulowa
    > ny.

    Kiedyś Ding-yun o tym pisała, że w sprawie seksu, Kościołowi jest łatwo postawić sprawę czytelnie: "seks tylko dla sakramentalnych małżonków" i przypominać o tym wiernym, którzy "filozofują" i podważają to, a takich wiernych jest dużo, choćby tabuny młodzieży, która uważa, że sypiać przed ślubem to nic złego. Dlatego Kościół im to przypomina do znudzenia, a łatwo jest mu to przypominać, bo jest ta czytelność.

    Inne czyny już wymagają rozważania najróżniejszych okoliczności. "Nie wypłacanie pieniędzy pracownikom w terminie" może być grzechem, a może nie być, jeśli pracodawca ma sam problemy z płynnością i płaci najszybciej jak może, choć z opóźnieniem, a tak naprawdę to walczy o to, aby w ogóle jego firma przetrwała, i aby pracownicy mieli miejsca pracy. (Wiem to z bliska, pracowałam kiedyś w takim biurze i szefowa miała czasami dylematy niekiedy komu z pracowników najpierw zrobić przelew: czy samotnej matce czy mężczyźnie utrzymującemu rodzinę itp.).

    O wszystkich grzechach Kościół jednakże mówi - przy okazji konkretnych czytań mszalnych i Ewangelii, a specjalnie przy okazji rekolekcji i tzw. misji św. Zwłaszcza te misje święte w parafiach są wartościowe, bo jest to takie kompendium spraw. Są one co parę lat, ale Kościół stara się, żeby one były w każdej parafii.

    Kościół publikuje też masę książek o wszystkich możliwych grzechach i aspektach życia.

    Czyli: te tematy wymagają szerszego kontekstu, a koniec końców pozostawienia sumieniu*, a sprawa seksu jest tak czytelna, że można ją przypominać z ambony tak po prostu.


    * np. Kościół nie może grzmieć z ambony haseł: "nie objadajcie się, bo to grzech", bo np. ktoś, kto popada w anoreksję być może nie powinien tego w ogóle usłyszeć z ambony, bo jak usłyszy, to już popadnie w anoreksję na amen. Natomiast głoszenie z ambony: "nie uprawiajcie seksu, jeśli nie jesteście sakramentalnymi małżonkami" krzywdy chyba nikomu nie zrobi i nie pozostawia niedomówień.
  • ginestra 09.05.11, 12:43
    meg_mag napisała:

    > croyance, ja sie boje, ze sie za duzo na ten temat nie mowi, bo ksieza lubia so
    > bie podjesc i popic przede wszystkim...

    Nie wiem jak jest z księżmi w tym względzie, ale wydaje mi się, że jest niestety dość ludzką rzeczą kompensować sobie pewne braki czymś innym. Na przykład, brak takich substancji, które wydzielają się w organizmie pod wpływem seksu i odczuwania wzajemnej miłości z partnerem ludzie instynktownie kompensują sobie jedzeniem. Jedzenie bowiem zawiera jakieś substancje, które pomagają syntetyzować dopaminę i inne tego typu rzeczy.

    Dlatego, być może, trudno jest żyć w celibacie i bez dopływu substancji i doznań, których potrzebuje ciało i psychika. Natomiast nie wiem czy to, że niektórzy księża lubią dobrze zjeść już podchodzi pod ten grzech "nieumiarkowania". Jest to indywidualna sprawa. Księża, podobnie jak ludzie świeccy, którzy też przecież lubią jeść, muszą sami to w swoim sumieniu rozstrzygać (czy to już jest "nieumiarkowanie" czy jeszcze nie). Księża też się spowiadają przecież i na pewno, jeśli popadają w grzech nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, to też z nim walczą i żałują go i próbują się zmienić. Wielu na pewno skutecznie - podobnie jak świeckich.

    Na pewno trudniej jest z nadmiernym apetytem walczyć osobom, które właśnie nie mają na co dzień partnera i seksu, bo jedzenie jakby instynktownie im pewne rzeczy kompensuje (jak pisałam na początku), ale na pewno też jest to wykonalne, aby "nie dawać się" i nie tyć, tylko szukać tych dopamin czy innych substancji w innych źródłach, typu sport itp.

    Mam tu taki artykuł, może komuś się przyda:
    zdrowie.onet.pl/profilaktyka/koniec-z-obzeraniem-sie,1,4257791,artykul.html
    Oto fragment:

    "Związek, który zwielokrotnia odczucie przyjemności, to dopamina. Im więcej, wydzieli się jej w mózgu, tym większą przyjemność odczujesz. Bodźcem wyzwalającym dopaminę może być jedzenie, ale także seks, hazard lub wysiłek fizyczny. Aby odczuwać przyjemność z jedzenia – oprócz ilości – ważne jest także to, co jesz. Eskalację apetytu wywołują sól, cukier i tłuszcz. To dlatego przemysł spożywczy dokłada je do wszystkich produktów, aby każdy odczuwał zadowolenie i szczęście. Konsumenci szybko wpadają w pułapkę błędnego koła napędzanego dopaminą, która wyzwala produkcję opioidów i uczucie przyjemności pod wpływem jedzenia. Jeśli słowa "dopamina" i "opioidy" brzmią znajomo, to dlatego, że odgrywają kluczową rolę w uzależnieniu od alkoholu i narkotyków."


  • staua 09.05.11, 14:51
    > Eskalację apetytu wywołują sól, cukier i tłuszcz. To dlatego przemy
    > sł spożywczy dokłada je do wszystkich produktów, aby każdy odczuwał zadowolenie
    > i szczęście.

    No jasne, doklada na przyklad do jajek. Albo do ryzu.
    Kolejny madry cytat.

    Brak dopaminy powoduje chorobe Parkinsona (polecam w tej materii Sacksa, bardzo przystepne ksiazki). Ja tam wole nie unikac jej produkcji.


    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • ginestra 09.05.11, 16:17
    staua napisała:

    > > Eskalację apetytu wywołują sól, cukier i tłuszcz. To dlatego przemy
    > > sł spożywczy dokłada je do wszystkich produktów, aby każdy odczuwał zadow
    > olenie
    > > i szczęście.
    >
    > No jasne, doklada na przyklad do jajek. Albo do ryzu.
    > Kolejny madry cytat.

    Ja to rozumiem tak, że ludzie sobie owszem, dokładają sami czasem tę sól na talerzu.
    Ale również dodawane jest prawdopodobnie więcej soli niż trzeba do jakichś produktów typu wędliny czy inne, właśnie żeby ludzie kupowali to chętniej.
    No i zgodnie z artykułem wiadomo dlaczego chipsy tak wciągają, tudzież inne nachosy i słone paluszki (ja ich unikam jak ognia, ale jak się poczęstuję od kogoś raz na jakiś czas, to widzę, że chce się sięgnąć po więcej i wciągają).


    > Brak dopaminy powoduje chorobe Parkinsona (polecam w tej materii Sacksa, bardzo
    > przystepne ksiazki). Ja tam wole nie unikac jej produkcji.
    >
    >
    Nie wiedziałam o tym związku dopaminy - choroba Parkinsona. Ja na razie "zapobiegam tej chorobie" jedząc czasem słodycze, a do tego uprawiając ćwiczenia fizyczne. Mam nadzieję, że to jakoś pomoże długofalowo. Z tych słodyczy to nie potrafię za bardzo zrezygnować, no trudno. Ograniczam, ale w sumie trudno bez nich żyć, no i humor poprawiają, to fakt, przynajmniej na mnie tak działają.

    Może recepta jest taka właśnie jak odwrotność tytułu tego wątku: "wszystko dobre, ale z umiarem". No i miło jest, jak ktoś ma dopaminy też stąd, że jest w szczęśliwym związku, ale jak się nie ma tego, to pocieszające, że można ich sobie dostarczyć też z innego źródła, ze wskazaniem na sport, taniec itp. Przypuszczam, że rzadko jest idealnie w życiu, to trzeba sobie jakoś radzić.

    Papież Jan Paweł II nieprzypadkowo uparł się, aby mu zbudowano w Watykanie basen, na którym codziennie pływał. Jeździł na nartach, chodził po górach i pewnie też ćwiczył w swoim pokoju, tak myślę, jakimiś hantelkami czy czymś. Doceniał rolę wysiłku fizycznego. Na pewno miał wówczas dużo dopamin i energii, tylko później, po zamachu, bardzo mu siadło zdrowie i biedny w końcu miał chorobę Parkinsona. :(

    Myślę, że możemy brać z niego przykład w sensie, że jeśli nie zostaliśmy postrzeleni przez zamachowca i jak zdrowie i inne względy pozwalają, to też możemy starać się o dużo ruchu w codziennym życiu.
  • staua 09.05.11, 17:25
    Tzn. zdanie "To dlatego przemysł spożywczy dokłada je do wszystkich produktów, aby każdy odczuwał zadowolenie i szczęście" rozumiesz tak, ze ludzie dokladaja sobie sol na talerzu?
    Jesli chodzi o przemysl spozywczy, to ja obserwuje odwrotne zjawisko wlasnie: usuwania soli, cukru i tluszczu z produktow. Chyba, ze artykul jest sprzed dwudziestu lat.
    Ale chyba truizmem jest twierdzenie, ze najlepiej jesc zywnosc jak najmniej przetworzona, a nie "TV dinners" - w warzywach tych dokladek nie ma.
    Jedzenie slodyczy jako zrodlo dopaminy to chyba nie jest najlepszy pomysl. Mysle, ze jesli chcesz zapibiegac chorobie Parkinsona, to najlepiej bedzie, jak skonsultujesz sie z neurologiem.
    Aha, i to jest dopamina, nie dopaminy, to jest jeden zwiazek. Zreszta nie wiem, dlaczego akurat dopamine powiazano ze szczesciem, chyba powinno chodzic o serotonine (?). Slodycze zadnej z nich nie zawieraja, zawieraja tryptofan (mleko tez go zawiera).
    Do akapitu o papiezu nie ustosunkuje sie.
    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • ginestra 09.05.11, 17:39
    staua napisała:

    > Tzn. zdanie "To dlatego przemysł spożywczy dokłada je do wszystkich produktów,
    > aby każdy odczuwał zadowolenie i szczęście" rozumiesz tak, ze ludzie dokladaja
    > sobie sol na talerzu?

    Nie, o tym, że ludzie dokładają sobie na talerzu, to wywnioskowałam z Twojego komentarza, o tym soleniu jajek, ryżu itp. i do tego zdania ustosunkowałam się, że rozumiem, że ludzie sami solą potrawy czasem, to prawda. Ale przemysł też dodaje czasem więcej soli niż trzeba.

    > Jesli chodzi o przemysl spozywczy, to ja obserwuje odwrotne zjawisko wlasnie: u
    > suwania soli, cukru i tluszczu z produktow. Chyba, ze artykul jest sprzed dwudz
    > iestu lat.

    Artykuł jest chyba nowy, nie patrzyłam na datę. Myślę, że mówi on chyba o realiach amerykańskich, bo wygląda mi na przedruk (mowa jest o amerykanskich instytutach itp.).
    Ja po prostu zauważyłam, że w niektórych produktach jest dużo soli i one faktycznie wciągają.
    Nie wiem jak jest z większością produktów w Polsce. Może i faktycznie usuwają sól, choć słyszałam też, że warto odzwyczaić się od solenia, bo i tak tyle soli, ile potrzebuje nasz organizm dostajemy w chlebie, wędlinie itp.

    > Ale chyba truizmem jest twierdzenie, ze najlepiej jesc zywnosc jak najmniej prz
    > etworzona, a nie "TV dinners" - w warzywach tych dokladek nie ma.

    Tak, zgadzam się!

    > Jedzenie slodyczy jako zrodlo dopaminy to chyba nie jest najlepszy pomysl. Mysl
    > e, ze jesli chcesz zapibiegac chorobie Parkinsona, to najlepiej bedzie, jak sko
    > nsultujesz sie z neurologiem.

    Tego nie wzięłam pod uwagę, żeby iść do neurologa profilaktycznie. Może i skorzystam z tej rady. Na razie nie mam objawów. A o słodyczach to napisałam na biegu, po Twojej wzmiance o tym, że odpowiednia ilość dopaminy zapobiega chorobie Parkinsona i wywnioskowałam skąd ja biorę na co dzień tę substancję.

    > Aha, i to jest dopamina, nie dopaminy, to jest jeden zwiazek. Zreszta nie wiem,
    > dlaczego akurat dopamine powiazano ze szczesciem, chyba powinno chodzic o sero
    > tonine (?). Slodycze zadnej z nich nie zawieraja, zawieraja tryptofan (mleko te
    > z go zawiera).

    Dzięki za informacje. Ja nie znam się na tym i po prostu powołałam się na artykuł. Nie wykluczam, że jest on nierzetelny.

    Choć z drugiej strony to, co napisałaś o tym związku pomiędzy dopaminą (obecną m.in. w słodyczach), a chorobą Parkinsona potwierdza mi niedawny program o papieżu (w dniu beatyfikacji). Otóż mówiły osoby chore na chorobę Parkinsona, że przykład tego jak papież znosił tę chorobę był dla nich pokrzepieniem. Jedna z tych osób powiedziała do kamery, że jak słyszała o tym, że papież miał takie "fazy", że w środku nocy prosił pielęgniarkę o ciasto, to czuła wielką solidarność z nim i pokrzepienie, bo sama, jako osoba chora na tę chorobę rozumiała, że wtedy czasem bardzo chce się słodyczy.

    O tym, że istnieje związek "dopamina = choroba Parkinsona" dowiedziałam się od Ciebie w tym wątku, ale to bardzo pasuje do tej wypowiedzi chorej osoby, którą podałam powyżej. I do papieża.


    > Do akapitu o papiezu nie ustosunkuje sie.

    No cóż, nie szkodzi. Mam nadzieję, że nie był on jakoś kontrowersyjny.
  • verdana 09.05.11, 17:55
    Dlaczego tylko zbadać się na chorobe parkinsona? jeśli profilaktycznie do neurologa , to trzeba by także - koniecznie- zbadac inne możliwe choroby. przebadać się profilaktycznie na SM, Altzheimera, chorobę wściekłych krów - to wszystko jest poczatkowo bezobjjawowe. Wiec koniecznie do lekarza i zbadać się na to wszystko. zajmie to sporo czasu, ale profilaktyka przede wszystkim.
    A potem do onkologa - czy nie ma gdzieś raka - kosci, mózgu, pecherza, pecherzyka żółciowego, płuc, kosci itd.
    Nie rozumiem, jak mozna być tak lekkomyslnym i profilaktycznie nie chodzić do neurologa...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ginestra 09.05.11, 18:24
    verdana napisała:

    > Dlaczego tylko zbadać się na chorobe parkinsona? jeśli profilaktycznie do neuro
    > loga , to trzeba by także - koniecznie- zbadac inne możliwe choroby. przebadać
    > się profilaktycznie na SM, Altzheimera, chorobę wściekłych krów - to wszystko j
    > est poczatkowo bezobjjawowe. Wiec koniecznie do lekarza i zbadać się na to wszy
    > stko. zajmie to sporo czasu, ale profilaktyka przede wszystkim.
    > A potem do onkologa - czy nie ma gdzieś raka - kosci, mózgu, pecherza, pecherzy
    > ka żółciowego, płuc, kosci itd.
    > Nie rozumiem, jak mozna być tak lekkomyslnym i profilaktycznie nie chodzić do n
    > eurologa...

    Verdano, nie wiem (serio) czy to piszesz poważnie czy ironicznie. Wezmę jednak to, co piszesz pod uwagę. Ja na razie robię takie zwykłe badania typu badanie krwi co jakiś czas (plus kontrole u ginekologa, dentysty itp.). Na razie jestem bardzo zdrowa, z czego się ogromnie cieszę.
    Natomiast, nie wykluczam, że i do tych specjalistów, co piszesz może się i wybiorę - profilaktycznie. Może i warto na zimne dmuchać.
  • verdana 09.05.11, 18:59
    Koniecznie weź pod uwage. nie zapomnij o gastrologu (rak żołądka to podstępna choroba), psychiatrze (trzeba sie profilaktycznie badać w kierunku schizogrenii i chroby afektywnej dwubiegunowej, co najmniej raz w roku), no i oczywiscie nefrologu. Nie masz pojęcia, jak wiele osób ciężko choruje na nerki nic o tym nie wiedzac. tarczyca to kolejne mozliwe zagrożenie, nie mowiac o tym, ze profilaktycznie nalezy badać poziom hormonów plciowych.
    Nikt po kontroli krwi i badaniu ginekologicznycm nie moze powiedzieć "jestem zdrowa" - choroby, szczególnie neurologiczne, pscyhiatryczne i onkologiczne moga już być w orgazniźmie, mimo dobrych wynikow i dobrego samopoczucia. tak więc wizytak kontrolna u neurologa, psychiatry, nefrologa i onkologa jest podstawa dalszego zycia w zdrowiu. Tylko wczesne wykrycie choroby moze ją powstrzymać - a Ty nawet nie wiesz, czy nie zacZyna się u Ciebie Parkinson...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ginestra 09.05.11, 21:07
    verdana napisała:

    > Koniecznie weź pod uwage. nie zapomnij o gastrologu (rak żołądka to podstępna c
    > horoba), psychiatrze (trzeba sie profilaktycznie badać w kierunku schizogrenii
    > i chroby afektywnej dwubiegunowej, co najmniej raz w roku), no i oczywiscie nef
    > rologu. Nie masz pojęcia, jak wiele osób ciężko choruje na nerki nic o tym nie
    > wiedzac. tarczyca to kolejne mozliwe zagrożenie, nie mowiac o tym, ze profilakt
    > ycznie nalezy badać poziom hormonów plciowych.
    > Nikt po kontroli krwi i badaniu ginekologicznycm nie moze powiedzieć "jestem zd
    > rowa" - choroby, szczególnie neurologiczne, pscyhiatryczne i onkologiczne moga
    > już być w orgazniźmie, mimo dobrych wynikow i dobrego samopoczucia. tak więc wi
    > zytak kontrolna u neurologa, psychiatry, nefrologa i onkologa jest podstawa dal
    > szego zycia w zdrowiu. Tylko wczesne wykrycie choroby moze ją powstrzymać - a T
    > y nawet nie wiesz, czy nie zacZyna się u Ciebie Parkinson..


    Verdano, dzięki za upewnienie co do Twoich intencji.

    Proponuję, zastosuj swoje rady do siebie. :))))
  • verdana 09.05.11, 21:19
    naprawdę, potrafisz mnie jeszcze zadziwić.
    pomysł, aby pójść profilaktycznie do neurologa - bezcenny.
    A nerki, swoja drogą, naprawdę warto badać:)
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ginestra 09.05.11, 21:29
    verdana napisała:

    > naprawdę, potrafisz mnie jeszcze zadziwić.
    > pomysł, aby pójść profilaktycznie do neurologa - bezcenny.
    > A nerki, swoja drogą, naprawdę warto badać:)

    Hm, pomysłu pogratuluj Paszczakównie (o ile nie pomyliłam nicka osoby, która proponowała coś takiego - z uwagi na mój ewentualny, a raczej niestety faktyczny, niedobór dopaminy - podejrzewam, że te słodycze i ćwiczenia fizyczne, których - nie oszukujmy się - nie mam na co dzień tyle, co sportowcy, niestety, nie pokrywają mi jednak całkowitego zapotrzebowania, ale cóż poradzić).

    Nerki warto zapewne zbadać, ale to wychodzi w okresowym badaniu moczu, więc mam nadzieję, że jest OK (tfu, tfu).

    Zewsząd człowiek jest bombardowany zaleceniami, żeby się badać i nawet reklamy potrafią wpędzać człowieka w chorobę, a więc już nie wiadomo co w tych czasach jest na poważnie, a co nie.

    W każdym razie wątek założony przez Croyance ma wielki potencjał. Na pewno można porozmawiać w nim też na wiele tematów związanych z odżywianiem i zdrowiem czego nigdy za wiele.
  • staua 09.05.11, 23:10
    Rzeczywiscie masz strasznie krotka pamiec (neurolog?)

    Nie profilaktycznie, ale jak sie boisz, ze masz niedobor dopaminy, to neurolog pomoze, a nie slodycze. Moze to byl zbytni skrot myslowy.
    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • ginestra 09.05.11, 23:34
    staua napisała:

    > Rzeczywiscie masz strasznie krotka pamiec (neurolog?)
    >
    > Nie profilaktycznie, ale jak sie boisz, ze masz niedobor dopaminy, to neurolog
    > pomoze, a nie slodycze. Moze to byl zbytni skrot myslowy.

    Dzięki za wyjaśnienie.
    Przepraszam za pomylenie nicka!
    Pozdrawiam
  • paszczakowna1 10.05.11, 11:13
    > Hm, pomysłu pogratuluj Paszczakównie (o ile nie pomyliłam nicka osoby, która pr
    > oponowała coś takiego

    A właściwie, co stanęło na przeszkodzie, by to sprawdzić?
  • mamalgosia 10.05.11, 09:36
    verdana napisała:


    > A nerki, swoja drogą, naprawdę warto badać:)

    A tak, wiedziała już o tym wiele lat temu lekarka na moich studiach. badania okresowe polegały na pytaniu studenta, jak się czuje oraz na obowiązkowym walnięciu studenta w nerki. Jak wykrzywił twarz, wysyłała go na dalsze badania. Gdy nie zareagował na ból - znak, że zdrów.
  • mamalgosia 10.05.11, 09:33
    Właściwie tylko PET daje w miarę sensowny ogląd sprawy
  • dakota77 10.05.11, 10:31
    Tylko nikt nie zleci wykonania tak drogiego badania ( minimum 4500 zl) w celach profilaktycznych. Poza tym PET to promieniowanie jonizujace, nie ma sie co na nie narazac ot tak, na wszelki wypadek.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • mamalgosia 10.05.11, 11:38
    Oczywiście, że nikt nie zleci i oczywiście, że drogie. Ale skoro Przedmówczynie prowadzą rozmowę na temat przebadania wszystkiego u wszelkich możliwych specjalistów, to jednak PETem byłoby sprawniej. Co do promieniowania, to izotopy tam stosowane mają krótkie czasy połowicznego rozpadu i nie demonizowałabym ich wpływu na organizm ludzki; promieniowanie beta jest słabsze niż X, a jak one piszą o totalnej diagnostyce, to pewnie nie skończyłoby się na rtg płuc, a taka tomografia to juz duże obciążenie.

    Akurat problem badań profilaktycznych jest dla mnie od jakiegoś czasu istotny i przyznam, że mam do nich coraz bardziej ambiwalentny stosunek
  • paszczakowna1 10.05.11, 11:54
    >Co do promieniowania, to izotopy tam
    > stosowane mają krótkie czasy połowicznego rozpadu i nie demonizowałabym ich wpł
    > ywu na organizm ludzki; promieniowanie beta jest słabsze niż X

    Zlituj się.

    a) W PET stosuje się pozytony, nie elektrony.

    b) W wyniku ich anihilacji powstają fotony gamma (511 keV), zdecydowanie wyżej energetycznie niż X.

    c) Co to w ogóle znaczy "promieniowanie beta jest słabsze niż X"?
  • mamalgosia 10.05.11, 12:07
    paszczakowna1 napisała:


    >
    > a) W PET stosuje się pozytony, nie elektrony.
    A skąd się one biorą?:) Z rozpadu beta, któremu ulegają podawane pacjentowi izotopy. Nie pisałam nic o elektronach, więc zupełnie nie rozumiem Twojej wypowiedzi

    >
    > b) W wyniku ich anihilacji powstają fotony gamma (511 keV), zdecydowanie wyżej
    > energetycznie niż X.
    >
    > c) Co to w ogóle znaczy "promieniowanie beta jest słabsze niż X"?


    Znaczenie ma przenikalność (a ta zdecydowanie zwiększa się w szeregu alfa, beta, gamma; X plasuje się ciut przed gammą) i promieniowanie wtórne. Znaczy się - stajemy się po napromieniowaniu źródłem promieniowania.
    Krótki okres półtrwania też ma znaczenie
  • paszczakowna1 10.05.11, 12:45
    >Nie pisałam nic o elektronach

    Pisałaś o "promieniowaniu beta", zwykle rozumianym jako beta minus.

    > Znaczenie ma przenikalność (a ta zdecydowanie zwiększa się w szeregu alfa, beta
    > , gamma; X plasuje się ciut przed gammą) i promieniowanie wtórne. Znaczy się -
    > stajemy się po napromieniowaniu źródłem promieniowania.
    > Krótki okres półtrwania też ma znaczenie

    a) Słowo "słabsze" do czego się zatem konkretnie odnosi?

    b) > Znaczenie ma przenikalność (a ta zdecydowanie zwiększa się w szeregu alfa, beta
    > , gamma; X plasuje się ciut przed gammą)

    Nie można tak pisać - to zależy od energii (wysokoenergetyczne promieniowanie beta będzie bardziej "przenikliwe" niż "miękkie" rentgenowskie). Ponadto, powtórnie zwracam uwagę, że w wyniku anihilacji pozytonu powstaje właśnie foton gamma.

    c)

    >Znaczy się -
    > stajemy się po napromieniowaniu źródłem promieniowania.

    Napromieniowaniu czym? Bo bynajmniej nie wszystkim (t.j. wszystkim, ale w niektórych przypadkach źródłem promieniowania jesteśmy zaniedbywalnie krótko).

    d) > Krótki okres półtrwania też ma znaczenie

    Co porównujemy z czym? Rozumiałam, że tomografię rtg z PET, ale co w takim razie ma do tego okres półtrwania? W rtg nie podaje się przecież żadnych substancji promieniotwórczych, narażenie na napromieniowanie jest ograniczone do czasu skanowania.
  • mamalgosia 10.05.11, 18:04
    Napisałam "promieniowanie beta" i tak jest, nie wiedziałam, że podczas rozmowy o bądź co bądź obżarstwie należy taki off topic uściślać, tym bardziej że ja często pomijam czytanie postów, które zbytnio zgłębiają się w coś, co mnie nie interesuje - nie chciałam zawalać szczegółami.
    O krótkim okresie półtrwania mówię w kontekście pozbywania się substancji radioaktywnej z organizmu - te stosowane w PET nie narażają zbytnio na szkody.
    Uważam tę metodę za bardzo dobrą, choć - rzecz jasna - długo jeszcze się nie upowszechni.
    Tylko od pewnego czasu zadaję sobie pytania, czy czasem nie przesadza się z diagnostyką
  • verdana 10.05.11, 12:52
    W miarę sensowny ogląd sprawy daje tylko sekcja:)
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 10.05.11, 18:06
    :)
  • staua 09.05.11, 22:54
    Dopaminy nie ma w slodyczach, syntetyzowana jest przez podwzgorze (w mozgu), to jest neurohormon. Powstaje z aromatycznych aminokwasow.
    --
    "A large population of people, often with well-developed literary and scholarly tastes, [...] have been educated far beyond their capacity to undertake analytical thought" - Richard Dawkins
  • dakota77 09.05.11, 23:03
    I zmarnowalo sie cale jedzenie slodyczy, a ladnie mozna bylo tlumaczyc, ze to dla zdrowia;-P

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • staua 09.05.11, 23:08
    Dla scislosci powiem, ze te aminokwasy sa w slodyczach (i w masie innych rzeczy do jedzenia).


    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • mamalgosia 10.05.11, 09:30
    no, kurczę blade, to dlaczego wszyscy nie są zadowoleni i szczęśliwi???
  • verdana 10.05.11, 12:51
    Ja tam, jak jen słodycze to jestem zadowolona i szczęśliwa:)
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 10.05.11, 18:10
    Ja w sumie też, ale myślałam, że to może chodzi o ciut bardziej długofalowe działanie;) No i nie tylko o słodycze chodzi przeciez - skoro dodają do wszystkiego, żebyśmy byli szczęśliwi, to dlaczego nie jesteśmy?
  • verdana 10.05.11, 19:12
    A tak zupełnie serio - mój lekarz, bardzo dobry internista, jest zadania, ze słodycze, choć umiarkowanie powinno się jeść, jesli się lubi. Bo przyjemność jest nie mniej wazna dla zdrowia, niż dieta.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 10.05.11, 20:51
    No, jeśli po tej chwilowej przyjemności nie ma się przez dobę kaca moralnego.

    Ja niestety jak Golce - gdy widze słodycze, to kwiczę, a oczy mi płoną jak znicze
  • verdana 10.05.11, 21:18
    Lekarz mnie wyleczył z kaca moralnego.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • paszczakowna1 09.05.11, 16:52
    A to nie może być tak, że pierwotnie chodziło przede wszystkim o to, że osoba "nieumiarkowana w jedzeniu i piciu" w sytuacji (dość powszechnej) niedoboru jedzenia zabierała żywność innym, np. wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję? Czyli współczesnym odpowiednikiem byłoby np. nadmierne wykorzystywanie zasobów przyrodniczych?

    Niech się Andrzej wypowie, jak to w średniowieczu rozumiano.
  • ginestra 09.05.11, 17:52
    paszczakowna1 napisała:

    > A to nie może być tak, że pierwotnie chodziło przede wszystkim o to, że osoba "
    > nieumiarkowana w jedzeniu i piciu" w sytuacji (dość powszechnej) niedoboru jedz
    > enia zabierała żywność innym, np. wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję?
    > Czyli współczesnym odpowiednikiem byłoby np. nadmierne wykorzystywanie zasobów
    > przyrodniczych?
    >
    > Niech się Andrzej wypowie, jak to w średniowieczu rozumiano.

    Ja też uważam, że mogło o to chodzić. Także i dziś może o to chodzić, między innymi (myślę, że pod to przykazanie można podciągnąć też marnowanie jedzenia, nie szanowanie go; jedni cierpią głód, a drudzy marnują jedzenie albo jedzą ponad miarę albo niemoralnie objadają się czymś bardzo drogim, na przykład mięsem delfina - jestem bardzo przeciwna tym krwawym rzeziom delfinów, które urządzali co roku Japończycy z chciwości, tylko dlatego, że kawałek takiego mięsa kosztuje fortunę - albo wydają kasę na jakieś fontanny czekolady czy - w zwykłych polskich warunkach - na ogrom jedzenia na święta, które potem schnie na stołach i marnuje się; ).
    Ten kontekst jest też bardzo na rzeczy.

    Ja też chętnie posłucham co powie Andrzej.

    [Na razie ze wszystkimi chwilowo żegnam się, bo mnie termin pracy goni straszliwie i przez najbliższe ze 2 tygodnie co najmniej nie będzie mnie na forum.
    Cieszę się jednak, że dużo dziś napisałam, bo może dzięki temu trochę przychylniej spojrzycie na Kościół i na księży, jako na zwykłych ludzi, takich jak my, a zbliża się "Tydzień Apostazji" i przeczuwam, że będzie dużo artykułów w necie stawiających Kościół w złym świetle. Mam więc nadzieję, że to, co pisałam przyda się na zaś, jako mój głos w tym szumie głosów, który nadejdzie w związku z tą inicjatywą pana Palikota. Żywię nadzieję, że może jednak odzew na "Tydzień Apostazji" będzie niewielki, i że ta inicjatywa spali na panewce i pokaże, że jednak Polacy nie są tacy jak pan Palikot myśli].

    Pozdrawiam!
  • lezbobimbo 09.05.11, 18:49
    ginestra napisała:
    >niemoralnie objadają się czymś bardzo drogim, na przykład mięsem de
    > lfina - jestem bardzo przeciwna tym krwawym rzeziom delfinów, które urządzali c
    > o roku Japończycy z chciwości, tylko dlatego, że kawałek takiego mięsa kosztuje
    > fortunę

    Czyli jak delfinina potanieje, to bedzie moralne jej jedzenie i bedzie mozna przyjac potem komunie. Super, ze to wyjasnilas nam maluczkim grzesznikom!

    --
    Pomóz 300 ostatnim <a href="<a href="rys.wwf.pl/"" target="_blank">rys.wwf.pl/"</a> target="_blank"
  • ginestra 09.05.11, 21:29
    lezbobimbo napisała:

    > ginestra napisała:
    > >niemoralnie objadają się czymś bardzo drogim, na przykład mięsem de
    > > lfina - jestem bardzo przeciwna tym krwawym rzeziom delfinów, które urząd
    > zali c
    > > o roku Japończycy z chciwości, tylko dlatego, że kawałek takiego mięsa ko
    > sztuje
    > > fortunę
    >
    > Czyli jak delfinina potanieje, to bedzie moralne jej jedzenie i bedzie mozna pr
    > zyjac potem komunie. Super, ze to wyjasnilas nam maluczkim grzesznikom!
    >

    Nie, nie będzie, nawet jak potanieje.
  • zla.m 09.05.11, 20:59
    > zbliża się "Tydzień Apostazji"

    O, o tym nie wiedziałam ];->
    --
    Ignorancja może być skorygowana przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla.
  • nessie-jp 09.05.11, 19:38
    paszczakowna1 napisała:

    > A to nie może być tak, że pierwotnie chodziło przede wszystkim o to, że osoba "
    > nieumiarkowana w jedzeniu i piciu" w sytuacji (dość powszechnej) niedoboru jedz
    > enia zabierała żywność innym, np. wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję?

    A czy nie może być tak, że pierwotnie osoby uprawiające seks pozamałżeński generowały dzieci, którymi potem musiała się opiekować cała społeczność, czyli działały na jej niekorzyść?

    A czy nie może być tak, że kiedyś nie było prezerwatyw i dlatego nie są w Biblii dozwolone?

    Pewnie, że może.

    Tylko gdzie i kto dokonał tej dziwnej wolty, że niektóre rzeczy skreślamy jako "och, bo to było tak dawno temu i już się nie liczy", a za inne -- ekskomunika?

  • ding_yun 09.05.11, 20:11
    Ta dziwna wolta i mnie zastanawiała i wiele razy pisałam o idiotycznym zupełnie przesunięciu ciężkości na grzechy związane z seksem przy traktowaniu reszty znacznie bardziej zdawkowo. Częściowo wyjaśniać może do fakt, że KK chce się odróżnić od innych organizacji i najprościej zrobić to właśnie poprzez uporczywe trwanie przy bardzo radykalnym stanowisku w kwestii na przykład antykoncepcji - niewiele innych organizacji na świecie ma w jedną ze swoich głównych zasad wpisane obostrzenia w używaniu lateksu i hormonów. Wiem, że Andrzej napisze, że nie jest to główna zasada bo nie ma nic wspólnego z dogmatami, ale dla mnie reguła której nie przestrzeganie odcina dostęp do możliwości aktwynego praktykowania tej religii (poprzez uczestnictwo w sakramentach) jest jedną z najistotniejszych.

    Jeśli chodzi zaś o nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to współcześnie mogłoby chodzić, tak jak już kilko osób pisało, nie tylko o ograniczenie swojej konsumpcji, ale też o świadome wybieranie produktów żywnościowych, nie marnowanie jedzenia etc. Owszem, KK nie zaprzecza, że to są grzechy, ale nie układa też szczegółowych przepisów dotyczących takich rzeczy, bo apeluje o to masa innych świeckich organizacji, nie ma zatem pola do wyróżnienia się. To może być część prawdy moim zdaniem.
  • croyance 10.05.11, 02:38
    W dodatku przez to budzi sie w ludziach wrazenie, ze wystarczy miec koscielny slub i jest sie dobrym czlowiekiem. Furda wszystko inne - etyczne traktowanie pracownikow (jak pisala Verdana), nie mowie juz o takick kwestiach jak odpowiedzialnosc za srodowisko. Na to juz nikt nie ma sily, bo wszyscy analizuja dni plodne i sa utrzymywani w przekonaniu, ze to wystarczy.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • ginestra 10.05.11, 11:15
    croyance napisała:

    > W dodatku przez to budzi sie w ludziach wrazenie, ze wystarczy miec koscielny s
    > lub i jest sie dobrym czlowiekiem. Furda wszystko inne - etyczne traktowanie pr
    > acownikow (jak pisala Verdana), nie mowie juz o takick kwestiach jak odpowiedzi
    > alnosc za srodowisko. Na to juz nikt nie ma sily, bo wszyscy analizuja dni plod
    > ne i sa utrzymywani w przekonaniu, ze to wystarczy.

    Croyance, to jest, uważam, straszliwa generalizacja i wręcz przekłamanie. Z moich obserwacji ludzi wierzących i praktykujących wynika coś wręcz przeciwnego (a znam ich bardzo wielu). Nie wiem dlaczego produkujesz takie stereotypy i dziwne stwierdzenia (wszyscy/ nikt itp. jakbyś wszystko o wszystkich wiedziała, a przecież nie wiesz jak jest). :(
    Z moich obserwacji katolików wynika ponadto, że "analizowanie dni płodnych" jest wśród nich absolutnie niepopularne.

    Dziękuję wszystkim za odpowiedzi i wpisy! Nie mogę za bardzo pisać na forum, ale dziś przeczytałam co przybyło w odpowiedzi na moje wczorajsze pisanie.

    Dzięki za katechizmowe wyjaśnienie, że antykoncepcja podchodzi pod 6 przykazanie.

    Kardynała Martini znam i cenię. Nie jest on jednak jedynym o takich poglądach w Kościele.
    O tym, że Kościół zezwala niekiedy na prezerwatywy u małżonków księża oficjalnie mówią do całych grup ludzi na jakichś pogadankach parafialnych, więc raczej mają pozwolenie z góry na to.
    Jeśli faktycznie oficjalne zdanie papieża jest inne, to szanuję je, ale trzeba też uznać to, że w Kościele oficjalnie mówi się do wiernych różne rzeczy i to też jest jakoś wiążące. Kto usłyszał od księdza, że np. w małżeństwie, gdzie ktoś jest nosicielem wirusa zapalenia wątroby małżonkowie mogą używać prezerwatywy i nie spowiadać się, nie popełnia na pewno grzechu, bo postępuje w dobrej wierze i Bóg to też rozumie.

    Tak jak pisała Małgosia: jak ktoś trwa w grzechu (nawet i w grzechu obżarstwa), świadomie i dobrowolnie i nie żałuje tego i nie chce z tym grzechem zerwać i poprawić się - nie powinien absolutnie iść do komunii św., tylko najpierw wyspowiadać się - oczywiście, jeśli będzie żałował za ten grzech i chciał się poprawić, bo w przeciwnym razie spowiedź będzie nieważna.

    Jeśli ktoś jest faktycznie w nałogu (np. nałogu palenia), to już nie ma dobrowolności, więc nie musi się spowiadać z tego, bo to jest choroba, niezależna od jego woli (uzależnienie jest jak choroba typu cukrzyca - dany człowiek nie ma na nią w danej chwili wpływu). Może jednakże ten uzależniony mieć w sobie niezgodę na nałóg i pragnienie, aby kiedyś z niego wyjść i ponawiać próby ku temu i prosić Boga o pomoc w tym. Może żałować, że jest w nałogu. Wówczas może spowiadać się i uzyskać rozgrzeszenie, a warunek postanowienia poprawy jest spełniony przez to, że ten człowiek wierzy, że kiedyś wyzwoli się z choroby i chce się wyzwolić.

    Bardzo wiele rzeczy człowiek po prostu musi rozstrzygnąć w swoim sumieniu, razem z Bogiem. Spowiedź jest odzwierciedleniem szczerości danego człowieka wobec siebie i wobec Boga. Nie jest odklepaniem formułek czy powiedzeniem jakiejś litanii grzechów i co ksiądz na to. Można księdza oszukać, ale siebie i Boga się nie oszuka.

    Nie powinno być więc stąd dotąd (od ilu czekoladek muszę się wyspowiadać), tylko to się rozstrzyga w sumieniu. Człowiek, który autentycznie żałuje swoich grzechów wie, że ich żałuje i strasznie cierpi i marzy o tym, aby cofnąć czas, i żeby te rzeczy mogły się nie zdarzyć, ale wie, że zdarzyły się i jest to źródłem cierpienia dla niego. Człowiek spowiadający się sam czuje, że potrzebuje wybaczenia i nowej nadziei i nowej szansy, żeby znów zacząć już inaczej i już nikogo nie krzywdzić i nie robić tego, co złe albo nie grzeszyć zaniedbaniem.

    Mnie dosyć zasmuca takie ironiczne podejście opisane jak w założycielskim poście. Takie sprowadzanie np. komunii św. czy spowiedzi do formalizmu.

    Nie wiem czy to będzie dobra ilustracja, ale chciałabym Wam wkleić taki artykuł, na który bardzo niedawno natknęłam się w necie szukając informacji o Tessie Capponi-Borawskiej, dziennikarce Elle, autorce książek o tematyce kulinarnej oraz włoskiej, wykładowczyni na UW (z którą miałam przyjemność mieć zajęcia na uniwersytecie przez 5 lat). Bardzo zdziwiłam się (choć zarazem i nie zdziwiłam, bo wiem, że jest to osoba o dużej duchowości i inteligencji), że podzieliła się takim osobistym zwierzeniem.

    Wklejam je, bo pokazuje ono w jakiejś mierze czym jest komunia św., czym jest spowiedź itp. I uważam, że w tym kierunku trzeba to zgłębiać, a nie w kierunku wymyślania czy jak ktoś zjadł jedną czekoladkę za dużo to czemu księża mu nie mówią, że to grzech, a za to mówią o seksie (luźno parafrazując).

    Oto ten link, jak ktoś chce (zwłaszcza polecam moment artykułu, w którym T. Capponi-Borawska wyjaśnia jego tytuł, bo to jest najważniejsze, na co chcę zwrócić uwagę):

    goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1243193012&dzi=1104781054&katg=
    Ogólnie to chciałam też powtórzyć, że jeśli ktoś chce naprawdę mieć rzetelny obraz tego o czym księża mówią na kazaniach i czy ciągle o seksie, to powinien, uważam, naprawdę często chodzić do kościoła na msze i sam się przekonać. Myślę, że może się bardzo zdziwić.
    To na razie, miłego dnia!
  • meg_mag 10.05.11, 13:33
    strasznie na zamowienie ten wywiad...

    pamietam, jak w ktoryms kobiecym pismie pani Tessa, pare lat temu, kiedy dopiero zaczynala sie lansowac, opowiadala, jaki to"otwarty" zwiazek maja z mezem i ze oczywiscie sypiali ze soba przed slubem i opowiadaja o tym swoim dzieciom - a teraz na potrzeby katolickiej gazety taka swieta sie robi

    widac kolejny segment rynku do zagospodarowania pani Tessa ma i teraz robi sie na "tradycyjna Wloszke katoliczke", bo bardziej nowoczesna niz inne gwiazdy byc nie moze
    --
    przysiądę Ci na kołdrze i w żagle z prześcieradła otulę Twoje sny:)
  • slotna 10.05.11, 18:32
    Ginestra, 9.05.2011, godz. 17: "Na razie ze wszystkimi chwilowo żegnam się, bo mnie termin pracy goni straszliwie i przez najbliższe ze 2 tygodnie co najmniej nie będzie mnie na forum."

    Ginestra, iles postow pozniej, ale wciaz 9.05.2011 "Mam nadzieję, że wszystko już wyjaśniłam. Nie będę się już wypowiadać, a od jutra na razie nie mogę wchodzić na forum."

    Ginestra, 10.05.2011 - post na 4078 znakow (bez cytatu)

    Hmmm.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • mamalgosia 10.05.11, 11:52
    Nie znam nikogo kto by tak uważał, a tym bardziej nikogo, kto by kogokolwiek w takim przekonaniu utrzymywał
  • paszczakowna1 11.05.11, 12:06
    >Częściowo wyjaśniać może do fakt, że KK chce się odró
    > żnić od innych organizacji i najprościej zrobić to właśnie poprzez uporczywe tr
    > wanie przy bardzo radykalnym stanowisku w kwestii na przykład antykoncepcji - n
    > iewiele innych organizacji na świecie ma w jedną ze swoich głównych zasad wpisa
    > ne obostrzenia w używaniu lateksu i hormonów.

    Co jak co, ale brand recognition to KK ma znakomitą, nie sądzę, by to było przyczyną. Raczej chodzi o to, że im mniej zrozumiałe i racjonalne stanowisko, tym więcej czasu i energii poświęca się na jego obronę, trudno się wycofać i tak to się kręci...
  • ding_yun 11.05.11, 12:39
    paszczakowna1 napisała:


    >
    > Co jak co, ale brand recognition to KK ma znakomitą, nie sądzę, by to by
    > ło przyczyną. Raczej chodzi o to, że im mniej zrozumiałe i racjonalne stanowisk
    > o, tym więcej czasu i energii poświęca się na jego obronę, trudno się wycofać i
    > tak to się kręci...

    Brand recognition na pewno tak, ale coraz więcej świeckich ruchów i organizacji odbiera KK wyłaczność na nauczanie w pewnych kwestiach. To powoduje, że Kościól okopuje się w tych aspektach, które ma na wyłączność, a regulacja życia seksualnego jest jak takim aspektem. A że z czasem coraz trudniej się wycofać i zamiast dyskusji i dopuszczenia możliwości zmiany stanowiska następuje wręcz radykalizacja to też jest prawda i bardzo ważny czynnik.
  • paszczakowna1 10.05.11, 11:42
    > Pewnie, że może.

    Może.

    A tak z ciekawości - kto argumentuje, że prezerwatywy są be, bo w Biblii nie są dozwolone? Jacyś baptyści czy inni chrześcijanie ewangelikalni? Ze strony katolików tego akurat argumentu nie słyszałam.

    >niektóre rzeczy skreślamy jako
    > "och, bo to było tak dawno temu i już się nie liczy"

    Ależ ja wcale nie proponuję skreślać, wręcz przeciwnie. Komunikat "źle jest nadmiernie zużywać zasoby ze szkodą dla innych" wydaje mi się bardzo aktualny.

    >a za inne -- ekskomunika?

    No, ani za stosunki pozamałżeńskie, ani za używanie prezerwatyw ekskomunika nie grozi, jeśli chodzi o ścisłość.
  • dakota77 10.05.11, 13:47
    Chrzescijanie ewangelikalni zadnych prezerwatyw sie nie czepiaja, bo nie zagladaja ludziom pod koldre. Podobnie nie czepiaja sie tabletek antykoncepcyjnych.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • paszczakowna1 10.05.11, 14:27
    > Chrzescijanie ewangelikalni zadnych prezerwatyw sie nie czepiaja, bo nie zaglad
    > aja ludziom pod koldre. Podobnie nie czepiaja sie tabletek antykoncepcyjnych

    Chrześcijaństwo ewangelikalne ma wiele twarzy. Niektóre najwyraźniej cię zadziwią:

    www.baptiststandard.com/index.php?option=com_content&task=view&id=8702&Itemid=53
    Nie twierdzę bynajmniej, że jest to dominujący pogląd wśród baptystów (nie jest), ale że na argument "w Biblii nie ma nic o antykoncepcji" prędzej powoła się baptysta przeciwny antykoncepcji niż katolik. A w ogóle to było pytanie.
  • dakota77 10.05.11, 20:34
    To twarz, nie twarze. Zwroc uwage, ze to sa poglady jednego czlowieka, nie jego kosciola. Kazdemu tlumacze ( a wiesz, ewangelikalnych chrzescijan znam na zywo, nie z ksiazek). Czesto ludziom tlumacze, ze bardzo czesto roznice miedzy poszczegolnymi odlamami, powiedzmy miedzy baptysatmi wlasnie a np. metodystami sa mniejsze, prawie zadne, w porownaniu do roznic, ktore moga sie pojawic miedzy zborami tego samego odlamu. Tu pastor i jego owieczki bardziej liberalani, tu konserwatywni, i juz inaczej to wyglada.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • dakota77 10.05.11, 20:35
    To twarz, nie twarze. Zwroc uwage, ze to sa poglady jednego czlowieka, nie jego kosciola. Kazdemu tlumacze ( a wiesz, ewangelikalnych chrzescijan znam na zywo, nie z ksiazek-pozwole sobie tu przypomniec, ze to moje wyznanie). Czesto ludziom tlumacze, ze bardzo czesto roznice miedzy poszczegolnymi odlamami, powiedzmy miedzy baptysatmi wlasnie a np. metodystami sa mniejsze, prawie zadne, w porownaniu do roznic, ktore moga sie pojawic miedzy zborami tego samego odlamu. Tu pastor i jego owieczki bardziej liberalani, tu konserwatywni, i juz inaczej to wyglada.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • paszczakowna1 10.05.11, 21:10
    Dakota, są kongregacje baptystów sprzeciwiające się antykoncepcji? Są. (Ten pastor nie jest przecież jedyny, w Południowej Konwencji Baptystów jest wielu takich - choć oczywiście zgadzam się, nie jest to doktryna oficjalna.) Mogą się powoływać na fakt, że Biblia nic nie mówi o antykoncepcji (za to dużo o dzieciach jako błogosławieństwie)? Mogą (i powołują).

    Zatem co ja napisałam fałszywego?
  • dakota77 10.05.11, 21:21
    No wiec wlasnie, nie doktryna oficjalna. Wielu, czyli konkretnie ilu, z ciekawosci zapytam? Skad te dane?Nie przecze, ze tak jest, ale jak pisalam wczesniej, te odlamy moga sie bardzo roznic na wlasnym gruncie, jak chodzi o poglady poszczegolnych zborow. Nie zarzucam ci falszu, tylko prosze o rozroznianie pogladow indywidualnych od pogladow calosci. Zdarzaja sie w KK rozsadni ksieza, zdazaja sie w innych odlamach chrzescijanstwa pastorzy i inni niefajni.

    O dzieciach jako blogoslawienstwie mowia wszyscy chrzescijanie:)
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka