Dodaj do ulubionych

Po co światu humaniści?

08.06.11, 10:36
Pytanie oczywiście prowokacyjne. Zadaję je sobie czasami czytając artykuł o bezrobotnych absolwentach kierunków humanistycznych, głodujących doktorantach, oglądając reklamę zachęcającą do studiowania na kierunkach ścisłych czy dyskutując z moimi znajomymi, w przeważającej części absolwentami uczelni technicznych. Czy humaniści w ogóle są jeszcze światu potrzebni? Są oczywiście tacy, którzy wykonują konkretną i namacalną pracę - tłumacze, nauczyciele i wykładowcy, redaktorzy i korektorzy, dziennikarze. Ale już teoretycy i badacze języków? Czy to jest w ogóle potrzebna dziedzina wiedzy? Mamy nadprodukcję absolwentów na kierunkach takich jak socjologia, europeistyka, stosunki międzynarodowe, politologia - ilu doradców tego rodzaju będziemy potrzebować? A ilu jest chętnych na jedno miejsce? Czy ktoś, kto studiuje filozofię lub teologię naprawdę ma nadzieję na znalezienie przyzwoitej pracy w zawodzie? Czy tylko chce rozwijać swoje zainteresowania? Koncepcje wymyślane przez teoretyków nauk ścisłych - od matematyki do biologii - mogą być wykorzystane w praktyce. Do czego przydają się koncepcje wymyślane przez humanistów?

Ja niestety nie miałam nigdy zdolności matematycznych, które pozwoliłyby mi studiować na kierunkach takich jak inżynieria czy informatyka. Dobrze czuję się w cyferkach na poziomie finansów, ale już nie na poziomie bardziej abstrakcyjnych koncepcji. Brak mi myślenia technicznego (potrafię zepsuć każde urządzenie AGD lub elektroniczne). Choć jestem umysłem humanistycznym zrezygnowałam z czysto humanistycznego wykształcenia ze względów wyłącznie praktycznych. I nadal żałuję, że nie mogłam zostać specjalistką IT, bo wtedy mogłabym przebierać w ofertach pracy - wiem, co mówię, mam doświadczenie z pierwszej ręki. Może przemawia przeze mnie gorycz, ale coraz częściej myślę, że bycie humanistą to w dzisiejszym świecie kula u nogi. Jedynie łatwość uczenia się języków obcych lub redagowania tekstów może się na coś przydać.
Edytor zaawansowany
  • mary_ann 08.06.11, 11:57
    Ja w wolnej chwili chętnie podyskutuję, jako osoba podwójnie obciążona - nie dość, że reprezentująca humanistykę, to jeszcze produkująca kolejnych grzeszników:-) Tyle, że teraz muszę lecieć.
    Jedno napiszę już - że takie postrzeganie humanistów - jako pasożytów żerujących na zdrowym ciele produktywnego społeczeństwa -- jest powszechne, nawet wśród ludzi na oko wykształconych.
    W sobotę ukazała się w prasie notka na temat startu budowy nowego budynku dla mojego wydziału. Te komentarze, które zdążyłam przeczytać, w 99% sprowadzały się do tezy "utopione pieniądze, bo po co takich kształcić".

    Pozdrawiam i do przeczytania
    Mary_ann
  • norman_bates 20.06.11, 12:32
    Z tym, że tak jak ktoś napisał -prawdziwi humaniści, a nie ludzie którzy studiują kierunek X na uniwersytecie bo tylko tam ich chcieli

    Bez inżynierów cywilizacja się nie rozwija, bez humanistów cywilizacja nie istnieje.

    Pozdrawiam
    inż
  • scibor3 20.06.11, 16:41
    > Bez inżynierów cywilizacja się nie rozwija, bez humanistów cywilizacja nie istn
    > ieje.

    Powiedz jeszcze, że bez fizyków przestaną działać prawa fizyki...
  • nikodem_73 20.06.11, 16:52
    Nieee - prawa fizyki nie działają bez prawników ;)

    --
    Gospodarka jak najbardziej opiera się u nas na wiedzy. Niestety, jest to wiedza – kto kogo wspiera i dlaczego.
  • santoallora 21.06.11, 03:48
    No i co z tego, że będą działać, skoro będziesz z tego działania mógł zrobić g... a nie użytek?
    Równie dobrze każdy może powiedzieć, że bez psychologów będą działały reguły psychologii
    i będzie istniała ludzka psychika. Rola może istnieć bez rolników, a ziemia bez ziemniaków. I co z tego?

    Humaniści potrafią mówić zgrabnie i dużo, zawierając w tym mało sensu lub dużo bezsensu.
    Najczęściej lubią posiłkować się pseudoargumentami w postaci zbitek słownych typu:
    "fizycy - prawa fizyki, trawa - układ trawienny, księżyc - kalendarz księżycowy".

    Kojarzą im się brzmienia słów, a nie ich znaczenie i związki przyczynowo-skutkowe.
  • lucusia3 21.06.11, 12:01
    No proszę tu nie stosować praw indukcji i to na poziomie wczesnego gimnazjum: "1 liczba nieparzysta, pierwsza, 3 liczba nieparzysta, pierwsza, 5 liczba nieparzysta, pierwsza, 7 liczba nieparzysta, pierwsza - wszystkie liczby nieparzyste są pierwsze". Ty mniej więcej chyba zastosowałeś takie rozumowanie. A może jest gorzej- nie rozumiesz wielu słów, więc je uważasz za nic nie znaczące?
    Osoby na dyskusyjnym poziomie można spotkać po obu stron barykady.
    --
    pogotowiedomowe.com.pl/
  • santoallora 21.06.11, 03:51
    > Powiedz jeszcze, że bez fizyków przestaną działać prawa fizyki...

    Zaraz, zaraz.
    Jak się w pewnym języku nazywają takie stwierdzenia?
    "Irrelevant, inconsequential"?
  • leute 21.06.11, 11:16
    > Jak się w pewnym języku nazywają takie stwierdzenia?
    > "Irrelevant, inconsequential"?

    Może "od czapy". ;)
  • mali_kali 20.06.11, 18:17
    > Bez inżynierów cywilizacja się nie rozwija, bez humanistów cywilizacja nie istn
    > ieje.

    Tak, ale tylko bez prawdziwych humanistow. Oni nie potrzebuja papierka. Po jaka cholere studiowac historie sztuki??? Bardzo pozyteczna wiedza i sam sie tym interesuje. Tylko tego nie powinno sie studiowac, lecz traktowac jako hobby. Humanisci rozumiani jako artysci (czyli tworzenie cywilizacji i kultury), to nie sa masowo produkowani teoretycy, lecz pasjonaci. Aby zostac artysta musisz 1000 razy powtorzyc to samo mazniecie pedzla, czy 1000 razy zagrac ten sam utwor na fortepianie. Tylko przez ogromne doswiadczenie mozna zostac artysta. Studia nic nie daja w tym zakresie.

    Studia humanistyczne raczej do niczego sie nie przydaja. W dziedzinach humanistycznych liczy sie przede wszystkim doswiadczenie, a nie konkretna i namacalna wiedza. Humanisci tak. Studia humanistyczne niekoniecznie.
  • drinkit 20.06.11, 20:47
    Po jaka
    > cholere studiowac historie sztuki??? Bardzo pozyteczna wiedza i sam sie tym in
    > teresuje. Tylko tego nie powinno sie studiowac, lecz traktowac jako hobby. Huma
    > nisci rozumiani jako artysci (czyli tworzenie cywilizacji i kultury), to nie sa
    > masowo produkowani teoretycy, lecz pasjonaci. Aby zostac artysta musisz 1000 r
    > azy powtorzyc to samo mazniecie pedzla, czy 1000 razy zagrac ten sam utwor na f
    > ortepianie. Tylko przez ogromne doswiadczenie mozna zostac artysta. Studia nic
    > nie daja w tym zakresie.


    To może jednak zacznij studiować historię sztuki, a nie tylko się nią interesować, to może wtedy zdefiniujesz sobie rolę humanisty (szczególnie w kontekście tej dyskusji i jej podobnych) i artysty, bo w tej chwili trochę ci się pomieszały.

    Najbardziej jednak zainteresowało mnie stwierdzenie, że to "pożyteczna wiedza" i "nie trzeba tego studiować". Jeżeli rzeczywiście interesujesz się tą dziedziną nauki (ale nie albumami o sztuce Taschena, tylko teorią i dziejami estetyki, analizą dzieła, etc.), to powinieneś wiedzieć z czym to się je i, przede wszystkim, jaki jest tego cel.



  • santoallora 21.06.11, 03:59
    To jest w ogóle zbędna dyskusja.

    Polaga ona na tym, że ignoranci i beztalencia w jakiejś dziedzinie pouczają tych, którzy
    mają w tej dziedzinie jakąś wiedzę i jakieś talenty, z powodu po pierwsze - właśnie ignorancji
    i po drugie, nietolerancji, która z niej wynika.

    Ignoranci w wiedzy ścisłej atakują tych, którzy tą wiedzę posiadają i vice versa - ignoranci humanistyczni pouczają i atakują humanistów.
    Dyskusja kompletnie bez sensu - typu "rozmawiała gęś z prosięciem".
  • pakalnute 20.06.11, 19:21
    Można dyskutować, pisać rozprawy, analizować dane, statystyki i zestawiać je z filozofią i ekonomią, ale Ty ująłeś wszystko w jednym zdaniu

    Dzięki :)

    Humanistka
  • santoallora 21.06.11, 03:38
    Humaniści mają to do siebie, że potrafią ująć w jednym zdaniu dużo nieprawdy lub nicości. :)
  • lucusia3 21.06.11, 12:03
    Daleko im do formuł matematycznych...
    --
    pogotowiedomowe.com.pl/
  • santoallora 21.06.11, 03:36
    > Bez inżynierów cywilizacja się nie rozwija, bez humanistów cywilizacja nie istnieje.

    Nie oszukujmy się - bez inżynierów cywilizacja nie istnieje.

    Niech psychologowie spróbują choćby tylko PODTRZYMAĆ cywilizację i jej technologię.
    Przypuszczam, że na pustyni Kalaharii jest więcej psychologów i socjologów niż inżynierów.
  • lucusia3 21.06.11, 12:09
    Mylisz cywilizację z technologią. Cywilizacje rolnicze, czy ludów koczowniczych (np. biblijni Żydzi, Wielkiego Stepu) jakiegoś wyśrubowanego poziomu technologicznego nie reprezentowały - tam byli potrzebni raczej rzemieślnicy niż inżynierowie. Cywilizacja to nie tylko wieżowce czy telefony ale i rolnictwo, religia, filozofia. Jakoś o cywilizacji greckiej nie słychać z powodu jej spektakularnych osiągnięć technologicznych, ale o polityce, filozofii, sztuce.
    --
    pogotowiedomowe.com.pl/
  • retro-story 08.06.11, 15:53
    Problemem (w Europie przynajmniej) jest raczej presja na wyzsze wyksztalcenie, na ogol niestety byle jakie. Nie ma pracy nie tylko dla humanistow, ale i biologow, inzynierow (tak, tak), prawnikow. Z jednej strony ludzie leca na studia w Wyzszej Szkole Gier i Zabaw, ludzac sie, ze dyplom zapewni im lepsza prace - z drugiej strony naprawde "przydatnym" zawodom (mechanik, technik, hydraulik) brakuje prestizu, wiec malo kto jest na nie chetny. Po studiach taki od siedmiu bolesci "humanista" z licencjatem Szkoly Lansu wraca do Biedronki na kase, jednoczesnie podwyzszajac statystyki glodujacych humanistow.

    A do czego prawdziwi humanisci moga sie przydac? Np lingwisci zajmujacy sie ewolucja jezyka moga na podstawie porownan miedzy poszczegolnymi slowami odkryc kierunek migracji ludow. Filozofowie zasiadaja w komisjach etycznych. Socjologowie tworza sondaze opinii publicznej. Czy tego typu zawody sa nam naprawde potrzebne? No coz - tak albo nie, ale nie widze powodu, dla ktorego mniej "przydatny" swiatu bylby teolog niz na przyklad juror X-factor. Zreszta doszlam ostatnio do wniosku, ze niezaleznie od tego, czym sie w zyciu zajmujemy (czy to kardiochirurgia czy misje kosmiczne), zawsze znajdzie sie ktos, kto powie "No i co z tego?".

    --
    Retro-Story
    retro-story.blogspot.com/
  • staua 08.06.11, 16:45
    Rewelacyjnie omawia te kwestie Lewis Thomas (lekarz i naukowiec) w jednym z esejow z ksiazki "Late Night Thoughts on Listening to Mahler's Ninth Symphony". Polecam (cala ksiazke, zreszta, jak i inne jego ksiazki).
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • feel_good_inc 08.06.11, 17:55
    Oczywiście są potrzebni per se. Nie są potrzebni w takiej ilości, w jakiej są produkowani.
    Jest oczywiście sporo miejsca, gdzie ich zalety znajdą zastosowanie, jednak jest go zdecydowanie zbyt mało dla tej masy, jaka jest wypuszczana z rozmaitych uniwersytetów wykładania chemii w biedronce.

    I jeszcze jedna, bardzo ważna uwaga - humanistą jest ktoś, kto jest wybitnie uzdolniony w zakresie nauk uznawanych za humanistyczne, a nie ktoś, kto ma problemy z matematyką. Niestety, znacząca większość szarej masy wypuszczanej ze studiów humanistycznych zalicza się właśnie do tej drugiej kategorii.

    --
    Si Vis Pacem, Para Bellum!
  • mary_ann 08.06.11, 19:18
    Jestem.
    I w zasadzie chciałam napisać coś podobnego do feeld_good_inc.
    Że są potrzebni tak w ogóle, to nie będę rozwijać, bo tego raczej kulturalnym ludziom chyba tłumaczyć nie trzeba. Mogę podpisać się obiema rekami pod stwierdzeniem, że humanistą (w sensie przyporządkowania do dziedziny, nie w znaczeniu wartościującym) nie jest się "przez zaprzeczenie", z selekcji negatywnej, to też wymaga określonych predyspozycji, zdolności do pewnego typu refleksji i osiągnięcia pewnego poziomu takowej.
    Oczywiście nijak się to nie ma do radosnej produkcji humanistów, ale nadprodukcja magistrów dotyczy nie tylko humanistyki i nie tylko w tym obszarze stanowi problem. Uważam, że nasz radośnie pnący się współczynnik skolaryzacji w gruncie rzeczy jest objawem pewnej społecznej choroby. Pewnej społecznej (narastającej), niepisanej zmowy (wmówienia?) pt. " każdy, kto nie jest skrajnym looserem, musi mieć wykształcenie wyższe". W konsekwencji magisterium zajmuje miejsce dawnej matury (a poziomem sytuuje się czasem i niżej), maturę zaś miewają osoby, które kiedyś nie skończyłyby z powodzeniem lepszej podstawówki. Uważam, że jest to część dość kontrowersyjnego - a nigdy nie poddanego społecznej dyskusji - projektu społeczno-ekonomicznego. Społeczno-ekonomicznego właśnie, a nie edukacyjnego na pierwszym miejscu.
  • meduza7 10.06.11, 00:16
    W konsekwencji magisterium zajmuje miejsce dawne
    > j matury (a poziomem sytuuje się czasem i niżej), maturę zaś miewają osoby, kt
    > óre kiedyś nie skończyłyby z powodzeniem lepszej podstawówki.

    Mamy w pracy tak zwany Żywy Przykład - praktykanta, chłopaka, który skończył studia (licencjat bodaj, ale co za różnica?) na pewnej prywatnej uczelni, a przerasta go znalezienie w guglu artykułów na konkretny temat z konkretnego okresu, skserowanie parostronicowego dokumentu, przepisanie tekstu bez błędów i nie kasując go przynajmniej ze trzy razy, oraz tym podobne trudne i ambitne zadania. I nie przesadzam ani trochę, przeciwnie - nie wymieniłam wszystkich jego osiągnięć.
    --
    kura z biura
    Niezatapialna Armada - analizy
    Niezatapialna Armada - forum
  • slotna 10.06.11, 00:29
    Moja szefowa ma cos w rodzaju licencjatu z ekonomii i zarzadzania (nie jestem pewna jak to sie przeklada na polski system), jej wice tez - zgadnijcie kogo wolaja, jak trzeba obliczyc jakies szalone rzeczy typu procenty... Dodam, ze z matmy w liceum mialam na koniec roku dwoje raz za razem - i nie, zebym nawet na to zaslugiwala, po prostu moj matematyk twierdzil, ze dam sobie w zyciu rade i bez calek, wiec nie bedzie mi rzucal klod pod nogi tak dlugo, jak wykaze, ze potrafie sie posluzyc kalkulatorem.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • santoallora 21.06.11, 04:05
    > Mamy w pracy tak zwany Żywy Przykład - praktykanta, chłopaka, który skończył
    > studia
    (licencjat bodaj, ale co za różnica?) na pewnej prywatnej uczelni,

    Nie nazywajmy uczelnią czegoś co przepuszcza ludzi o IQ=100-102.
    To co najwyżej jakieś uczydło.
  • misself 20.06.11, 12:44
    mary_ann napisała:

    > nadprodukc
    > ja magistrów dotyczy nie tylko humanistyki i nie tylko w tym obszarze stanowi p
    > roblem. Uważam, że nasz radośnie pnący się współczynnik skolaryzacji w gruncie
    > rzeczy jest objawem pewnej społecznej choroby. Pewnej społecznej (narastającej)
    > , niepisanej zmowy (wmówienia?) pt. " każdy, kto nie jest skrajnym looserem, mu
    > si mieć wykształcenie wyższe". W konsekwencji magisterium zajmuje miejsce dawne
    > j matury (a poziomem sytuuje się czasem i niżej), maturę zaś miewają osoby, kt
    > óre kiedyś nie skończyłyby z powodzeniem lepszej podstawówki.

    Ot co.
    I to trwa już dość długo, choć reforma umożliwiła zdobycie matury także tłukom, którzy powinni zasilić rzesze ludzi z wykształceniem zawodowym (tacy też są potrzebni i to dla nich jest więcej pracy), zmniejszając próg zaliczenia egzaminu maturalnego z 50% do 30%.

    I problem jest taki, że nie ma miejsc pracy dla tylu magistrów, których mamy i których będziemy mieć, zwłaszcza magistrów-półgłówków z 32% na maturze i dyplomem Wyższej Szkoły Trawoznawstwa w Pcimiu Dolnym. Ekonomicznie to sektor usług jest najbardziej chłonnym rynkiem, ale to nie jest praca dla magistrów. Ani dla inżynierów.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • lezbobimbo 20.06.11, 20:28
    misself napisała:
    >Ekonomicznie to sektor usług jest najbardziej chłonnym rynkiem, ale to nie jest praca dla >magistrów. Ani dla inżynierów.

    A czemu nie mozna byc magistrem ekonomii albo wyzszych studiów handlowych, aby pracowac w sektorze uslug?

    --
    "Wiem, że Marta jest kudłaty robaka. Wytwarzają one straszna choroba." MVF
  • nessie-jp 09.06.11, 19:59
    A czy jest zapotrzebowanie na fizyków-teoretyków, którzy nie będą ani nauczycielami, ani inżynierami, ani pracownikami konkretnego koncernu technologicznego?

    Na pewno jest.

    Tylko pytanie, na ILU.

    W ogóle w "naszych czasach" tak się jakoś utarło, że jeśli ktoś lubi czytać, to idzie na studia humanistyczne, a jeśli idzie na studia humanistyczne, to oczekuje się, że potem będzie pracować "w zawodzie". Czyli jakim? Lubiących czytać? Lubiących wykonywać rozbiór zdania? Lubiących gramatykę historyczną?

    W dawnych czasach studia, czyli zgłębianie jakiejś dziedziny wiedzy, stanowiły nie tyle drogę do celu, co cel sam w sobie. Dlatego mogli sobie na nie pozwolić zamożni albo mający dobrą pracę. Po pracy można było, w czasie wolnym, studiować sobie literaturę, poezję... Jeśli było się świetnym gramatykiem, można było wydać monografię z wynikami swojej pracy. Można było, jeśli ktoś zasponsorował, pojechać do dzikich krajów badać języki dzikich ludzi w dzikich warunkach.

    To samo dotyczyło innych studiów "przyjemnościowych" -- muzyki, sztuk pięknych, historii, geografii. Studiowało się muzykę, bo się lubiło muzykę i było uzdolnionym muzycznie, a przy tym miało dużo forsy albo sponsora. Nie studiowało się muzyki z myślą, że ohoho, skoro chcę grać w knajpie do kotleta, to muszę mieć wyższe wykształcenie.

    Natomiat ludzie, którzy swoje (niemałe!) umiejętności muzyczne, geograficzne albo językowe wykorzystywali w codziennej pracy, dla wymiernego zysku, nie studiowali ich na uniwersytetach, tylko uczyli się ich w praktyce, od swojego mistrza, sternika, kapitana, przewodnika, bajarza.

    Jeszcze kolejną grupą, która mogła z lubością poświęcić się studiowaniu historii, moralności, języka czy obyczajów, bo nic lepszego nie miała do roboty, byli rzecz jasna mnisi, ale to trochę osobny temat.

    Teraz? Teraz jest tak, że pracy dla z lubością studiujących nadal nie ma, ale to ludzi nie powstrzymuje przed studiowaniem. Bo lubią widać. Bo liczą na to, że jakoś tam się załapią na jakikolwiek zawód. Bo nie widzą powodu, żeby nie zgłębiać wiedzy np. o historii języka dla własnej, niczym niezmąconej przyjemności, myjąc przy tym samochody u pana Frania na rogu.

    Studia inżynierskie to zupełnie inna bajka, nie ma w ogóle porównania. To jest pod wieloma względami nauka zawodu.

  • paszczakowna1 09.06.11, 22:22
    > A czy jest zapotrzebowanie na fizyków-teoretyków, którzy nie będą ani nauczycie
    > lami, ani inżynierami, ani pracownikami konkretnego koncernu technologicznego?
    >
    > Na pewno jest.
    >
    > Tylko pytanie, na ILU.

    Całkiem sporo. Fizyk-teoretyk (w miarę dobry) nauczył się na tyle matematyki i informatyki, by być pożądanym nabytkiem dla banków, funduszy inwestycyjnych czy towarzystw ubezpieczeniowych. W końcu to wszystko jedno, co się optymalizuje, algorytm jest algorytm. Sporo ludzi po doktoracie z fizyki/chemii teoretycznej tak ląduje.
  • nessie-jp 09.06.11, 23:18
    > Całkiem sporo. Fizyk-teoretyk (w miarę dobry) nauczył się na tyle matematyki i
    > informatyki, by być pożądanym nabytkiem dla banków, funduszy inwestycyjnych czy
    > towarzystw ubezpieczeniowych.

    To jest bankowcem, inwestorem albo ubezpieczycielem. Nie jest fizykiem teoretycznym.
  • ding_yun 10.06.11, 10:56
    Absolwenci tych kiepskich uczelni wyższych, którzy nie reprezentują żadnego poziomu wiedzy ogólnej, nie mówiąc już o wiedzy fachowej, to jest temat na osobną dyskusję. Chodziło mi bardziej o osoby po kierunkach humanistycznych po przyzwoitych uczelniach, jeśli nie wybitnych w swoich dziedzinach, to przynajmniej solidnych fachowców i o to, czy pójście ukończenie humanistycznego kierunku studiów ma w ogóle jakikolwiek sens jeśli jest się przecietnie dobrym.

    Praca w zawodzie to dla mnie taka w której choć częściowo wykorzystuje się wiedzę fachową zdobytą na studiach. Humanista pracujący w zawodzie to redaktor, nauczyciel, dziennikarz, korektor, że wymienię tylko kilka.

    Zapotrzebowanie na fizyków teoretycznych może jest ograniczone, ale tak jak pisała Paszczakówna - po takim kierunku można pracować chociażby w sektorze finansowym. Dla mnie to nadal jest w pewnym sensie praca w zawodzie, bo tworząc skomplikowane instrumenty finansowe wykorzystuje się wiedzę zdobytą na studiach. W UK spora część osób, jeśli w ogóle nie większość, swojego czasu szła na matematykę/fizykę wyłącznie po to, aby dostać później pracę w sektorze bankowości zajmującym się właśnie tworzeniem tych instrumentów. Podobnie rzecz się ma z osobami zajmującymi się oceną ryzyka dla funduszy ubezpieczeniowych. Humanista nie nadaje się do takiej pracy i to jest raczej dowód na na to, że ścisłe wykształcenie jest bardziej uniwersalne od humanistycznego, nawet jeśli ktoś nie zostaje naukowcem-teoretykiem w swojej dziedzinie.

    Zresztą koncepcje teoretyków nauk ścisłych mogą zostać wykorzystane w praktyce, co nie ma miejsca w przypadku teorii humanistycznych, które w większości istnieją raczej jako sztuka dla sztuki. Z drugiej strony pozbycie się jezykoznawców, socjologów etc wydaje się co najmniej kontrowersyjnym pomysłem. Pytanie ilu takich specjalistów potrzeba. I skąd się właściwie bierze ta niezwykła popularność kierunków humanistycznych (zwłaszcza politologii, europeistyki etc) skoro dobrze wiadomo, że z pracą i płacą po nich jest krucho. Studiowanie dla samego zgłębiania wiedzy jest z pewnością przyjemne, ale umówmy się, że mało kogo na to stać.
  • pavvka 10.06.11, 11:32
    > skąd się właściwie bierze ta niezwykła popularnoś
    > ć kierunków humanistycznych (zwłaszcza politologii, europeistyki etc) skoro do
    > brze wiadomo, że z pracą i płacą po nich jest krucho

    IMO stąd, że tego typu studia są w miarę ciekawe, a przy tym ukończenie ich nie wymaga jakichś konkretnych wybitnych talentów.

    A problem w ogóle tkwi w terrorze współczynnika skolaryzacji, który ma świadczyć o Poziomie Rozwoju Cywilizacyjnego kraju. I w efekcie marnuje się gigantyczne pieniądze (publiczne i prywatne) żeby 80% młodzieży zdobyło tytuł magistra, kiedy wiadomo, że 3/4 z nich będzie potem wykonywać prace niewymagające wyższego wykształcenia.
    --
    I am not a vegetarian because I love animals; I am a vegetarian because I hate plants. - A. Whitney Brown
  • ding_yun 10.06.11, 13:46
    Swoją drogą zastanawia mnie odwrotny problem - mówi się często, że do ukończenia humanistycznych studiów nie potrzeba szczególnych umiejętności. A czy do ukończenia każdego kierunku nauk ścisłych typu są potrzebne wybitne umiejętności? Na pewno są konieczne do fizyki, matematyki, trudniejszych kierunków inżynieryjnych. Ale np. do biotechnologii? Ja na takie studia nie poszłam, choć nieźle sobie radziłam i kilka osób mi to doradzało jako przyszłościowy kierunek (przekleństwo ludzi dobrych w każdej dziedzinie, natomiast wybitnych - w żadnej) bo obmierzła wydawała mi się zawsze myśl o pracy w laboratorium. I tylko dlatego.
  • pavvka 10.06.11, 14:07
    Biotechnologia to taki nie do końca ścisły kierunek chyba. Może i naukowy, ale bez podbudowy matematycznej.

    A, i przypomniało mi się - nadmierne rozmnażanie się kierunków humanistycznych (tudzież ekonomicznych, zarządczych itp.) ma jeszcze jedną przyczynę. Są po prostu tańsze. Nie trzeba do nich specjalistycznego sprzętu, laboratoriów itp., właściwie potrzebne są tylko książki. To główny powód dla którego są tysiące prywatnych szkółek marketingu, zarządzania i nauk społecznych, a prywatnych politechnik i akademii medycznych jakoś nie widać.
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • croyance 12.06.11, 12:37
    Przewrotnie powiem, ze nauki techniczne sa jednak poniekad w rekach humanistow ;-) Jezeli w jakims spoleczenstwie rada Etyki uzna, ze in vitro, elektrownie nuklearne i szczepionki sa niemoralne, to nauki scisle beda kwiczec, a laboratoria nie beda mialy racji bytu ;-)
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • lezbobimbo 20.06.11, 19:56
    pavvka napisał:
    > Biotechnologia to taki nie do końca ścisły kierunek chyba. Może i naukowy, ale
    > bez podbudowy matematycznej.

    Czy to ma byc wyobrazenie typowego humanisty na temat biologii i nauk scislych? ;>
    Biologia bez matematyki nie istnieje, tak samo medycyna, biotechno i robienie czegokolwiek w laboratorium. W dowolnym laboratorium czy nawet w srodku lasu tropikalnego do robienia doswiadczen, monitorowania populacji, produkcji czegokolwiek czy wyciagania konkluzji bez matmy, wykresów, logarytmów, równan, rózniczek i statystyki ani rusz.
    We wszystkich naukach scislych potrzebne sa liczby i operacje na nich, i w wielu humanistycznych tez (statystyka albo liczenie procent i ulamków chociazby).

    --
    FAJT KLÓP Szydery i bezinteresownej zlosliwosci
  • pavvka 24.06.11, 12:48
    lezbobimbo napisała:

    > pavvka napisał:
    > > Biotechnologia to taki nie do końca ścisły kierunek chyba. Może i naukowy
    > , ale
    > > bez podbudowy matematycznej.
    >
    > Czy to ma byc wyobrazenie typowego humanisty na temat biologii i nauk scislych?
    > ;>

    Hm, jeśli to ma być o mnie, to raczej nie, zawsze byłem umysłem ścisłym.

    W jakimś tam stopniu podbudowa matematyczna jest obecna wszędzie, ale jednak w różnym stopniu. Oczywiście, że np. statystyka jest potrzebna we wszystkich dziedzinach, które badają jakiekolwiek zjawiska zachodzące w realnym świecie, ale taki socjolog nie musi być specjalistą od niej. Obliczenia na wynikach ankiet zrobi za niego komputer, wystarczy, że badacz rozumie podstawowe pojęcia na tyle żeby zinterpretować wyniki, a to nie wymaga wiedzy b. zaawansowanej.

    Co do biotechnologii to tak bardzo się nie upieram, bo mam dość mgliste pojęcie czego na tym kierunku uczą, ale też nie wydaje mi się aby wymagała matematyki na takim poziomie co inżynieria czy ekonomia.
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • titta 20.06.11, 13:57
    Do biotechnologi - zeby byc w tym dobrym, potrzebna jest spora bystrosc (przydaje sie dobra znajomosc matematyki) i spore zdolnosci manualne.
  • croyance 12.06.11, 12:34
    W Anglii do niedawna (teraz jest troszke inaczej, chociaz nadal to pokutuje) antropologie kultury i historie sztuki studiowali jedynie przedstawiciele upper class, ktorzy mogli pozwolic sobie na rozwijanie zainteresowan, a nie uczyc sie zawodu (bo wiadomo bylo, ze nigdy nie beda musieli pracowac). Niektorzy byli bardzo wybitni zreszta. Inaczej wybiera sie studia, gdy jest przed nami perspektywa pozniejszej pracy na wlasne utrzymanie, a inaczej, gdy robi sie to dla hobby.

    Ty pytasz o kwestie praktyczne, czyli wlasnie pracy po skonczeniu studiow - tymczasem dla wielu osob taka opcja w ogole nie istnieje, i nie dlatego studiuja, zeby miec zawod do wykonywania.

    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • santoallora 21.06.11, 04:25
    >W końcu to wszystko jedno, co się optymalizuje,
    > algorytm jest algorytm

    No no spokojnie, nie wszystko co fizycy robią to algorytm.
    To, że się nauczyli informatyki to uboczny produkt ich studiów
    (z matematyką tak nie jest) i na pewno nie do końca o to im chodziło
    by być informatykami.
    Gdyby tak było mogli od razu pójść na informatykę.

    Natomiast to, że w finansach i nie tylko pojawiają się podobne reguły
    matematyczne jak w fizyce pachnie po prostu tym, że finanse nie istnieją
    w jakiejś próżn. Istnieją w świecie fizycznym i mają dużo wspólnego
    z oszczędnością materii, energii i ich przepływem.
  • titta 20.06.11, 13:53
    I wlasnie dlatego studia powinny byc platne. dla dobra samych studentwo - aby wybierali z glowa, to na co ich stac.
  • lezbobimbo 20.06.11, 19:43
    titta napisała:
    > I wlasnie dlatego studia powinny byc platne. dla dobra samych studentwo - aby w
    > ybierali z glowa, to na co ich stac.

    Po pierwsze wrócimy przez to calkowicie do czasów wiktorianskiego, drapieznego kapitalizmu, gdzie tylko bogaci beda sie mogli ksztalcic.
    Lud ubogi tez powinien miec darmowy dostep do wyzszych uczelni, zeby miedzy innymi dzieki temu miec mozliwosc wyrwania sie z ubóstwa.
    Dzisiaj w Polsce ludzie pracujacy ledwo wiaza koniec z koncem i haruja za bezplatne nadgodziny tylko po to, aby przezyc - wszystko drozeje bezlitosnie, i jeszcze maja za studia placic swoim dzieciom? Swietna motywacja, zeby dzieci ludzi ubogich w ogóle podchodzily do matury.

    Po drugie bedziesz miala taki sam efekt, jak przy terazniejszych prywatnych I bezuzytecznych szkólkach lansu i baunsu, które spekuluja w czesnym - student zaplaci sobie za tytul, uczelnia mu da bez zadnej gwarancji edukacji (bo przeciez nie zarzna gesi zlotonosnej).

    P.S. oczywiscie nie znaczy to, ze wszystkie prywatne uczelnie sa do niczego i ze wszystkie spekuluja, ale poblazliwosc za pieniadze jest zbyt czesta, aby byla przypadkowa.

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • santoallora 21.06.11, 04:17
    > Jeszcze kolejną grupą, która mogła z lubością poświęcić się studiowaniu histori
    > i, moralności, języka czy obyczajów, bo nic lepszego nie miała do roboty, byli
    > rzecz jasna mnisi, ale to trochę osobny temat.
    >
    > Teraz? Teraz jest tak, że pracy dla z lubością studiujących nadal nie ma, ale t
    > o ludzi nie powstrzymuje przed studiowaniem. Bo lubią widać. Bo liczą na to, że
    > jakoś tam się załapią na jakikolwiek zawód.

    Zeskoczyłaś szybko z tych mnichów gdyż instynktownie wyczułaś, że za bardzo
    prowadzą Cię w dzisiejsze czasy, a to nie było to co chciałaś udowodnić.

    Miałaś gotową tezę, a ten trop do niej nie prowadził.
    Powiedz - co to właściwie byłby za zawód - mnich, gdyby tylko kończyło się na modlitwach
    i żebraninie, bez żadnego zdobywania czy stosowania wiedzy?

    Czym oni się różnilii od dzisiaj studiujących dla przyjemnościi i pracujących potem
    "za miseczkę ryżu"?
  • porazostatni 07.07.11, 04:44
    >
    > To samo dotyczyło innych studiów "przyjemnościowych"

    Jak ktoś chcę studiować tylko i wyłącznie hobbystycznie to za własną kasę, a nie podatników.
  • mamalgosia 12.06.11, 14:13
    Myślę, że słowo "humanista" uległo rozmyciu. W szkole, w której pracowałam - renomowane liceum - było to dumne określenie uczniów, którym słabo szła nauka. Miał kiepskie oceny z matematyki czyli jest humanistą, ma humanistyczny umysł. Ale ciekawe było to, że ten humanista z polskiego, historii też był kiepskawy. I o ile niedziwne, że w klasach mat-fiz czy biol-chem uczyło mi się wspaniale, o tyle dziwne, że to samo mówili językowcy czy historycy - i im się lepiej pracowało w klasach tzw ścisłych.
    Ale to dygresja. Bo w tym wątku mówimi o humanistach z prawdziwego znaczenia.
    Myślę, że coś w tym jest, co piszesz. Według mnie to proste następstwo wyrzucania z życia wszystkiego, czego się nie da zmierzyć, zważyć, prześwietlić. Na tym forum widać to wyraźnie. Oczywiście najmniej potrzebna jest wiara i religia, stek bzdur, ale nauki humanistyczne już stoją w kolejce
  • dakota77 12.06.11, 14:15
    Niesamowite, jakie wnioski potrafisz wyciagnac z takiej dyskusji jak ta, naprawde.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • moleslaw 12.06.11, 21:26
    Miałam kiedyś koleżankę która twierdziła że lubi przedmioty "humanitarne" i w tym kierunku zamierza się kształcić, miałam też kolegę studiującego filologię polską na UAM i nie mającego pojęcia o tym kim jest prof. Maria Janion (kiedyś już o tym wspominałam),moja kierowniczka była również po polonistyce co nie przeszkadzało jej w błędnym pisaniu jak i masę znajomych którzy mówią:poszłem czy tam pisze.
    Domyślam się jednak że nie o to chodzi. Sama zamierzam podjąć naukę po której dołączę do grona wykształconych humanistów, z tym że z góry uprzedzam że robię to dla przyjemności skończenia (na razie rozpoczęcia) studiów a nie dla kasy którą to wykształcenie ma mi dać. O ile się dostanę oczywiście.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html
  • ding_yun 13.06.11, 11:43
    Kurczę, czy jest zatem tu ktoś, kto poświęcił się czysto teoretycznym naukom humanistycznym i uważa je za ważne i potrzebne? Czy wszyscy tak dla przyjemności? :)
  • staua 13.06.11, 16:12
    Wcale nie stoja w kolejce. Jakbys przeczytala ten esej, o ktorym napisalam powyzej, to zobaczylabys, ze humanistyka i nauki scisle swietnie sie uzupelniaja.
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • ikcort 20.06.11, 12:11
    Bardzo są potrzebni! Tyle że oczywiście humanistą jest np. Umberto Eco, a nie leszczyk, który nie umie się nauczyć matematyki, w związku z czym kończy kulturoznawstwo, pedagogikę porównawczą czy europeistykę. Do autentycznie twórczej pracy w dziedzinach humanistycznych nadaje się ze 2% ludzi, a nie co trzeci.

    --
    If you want to make enemies, try to change something
  • three-gun-max 20.06.11, 12:40
    Humanistą to był Leonardo da Vinci. Ci, o których piszesz, to po prostu głąby nie umiejące matmy.
  • santoallora 21.06.11, 04:28
    Głąbem jest ten, kto uważa, że każdy nie umiejący matmy to głąb.
  • ozziecat 20.06.11, 13:04
    Humaniści są bardzo potrzebni także inżynierom. Gdybyś studiowała na jakiejś politechnice to byś wiedziała, że magister inżynier też musi wiedzieć podstawowe rzeczy z filozofii i socjologii. Uczę studentów na Politechnice i poziom jaki niektórzy z nich prezentują woła o pomstę do nieba. Nie wystarczy tylko dobrze liczyć by zdobyć tytuł, trzeba jeszcze posiąść pewien poziom abstrakcji by móc być człowiekiem wykształconym. By być dobrym inżynierem trzeba też dobrze rozumieć świat, a bez przedmiotów humanistycznych nie da się tego osiągnąć! Dlatego na Politechnice czy na studiach medycznych są takie przedmioty do zaliczenia jak filozofia! Czasem mam wrażenie, że takie tematy zakładają trole albo zakomleksieni inżynierkowie co to zdobyli ten techniczny tytuł i szpanują, a prawda jest taka że sama muszę przepuszczać (bo profesor każe) debili co nic z otaczającego ich świata nie rozumieją, ale dobrze liczą. Jeśli ktoś chce być postrzeganym jako człowiek wykształcony to nie może ignorować przedmiotów humanistycznych. Co to za człowiek co nie zna historii swojego narodu czy państwa!
  • klaun.szyderca 20.06.11, 13:39
    Oczywiście. Podobnie jak nie można nazwać człowiekiem wykształconym kogoś, kto nie rozumie podstaw matematyki i fizyki, a próby wytknięcia mu ewidentnych słabości intelektualnych kwituje krótkim "jestem humanistą".

    Inna sprawa, że ja na studiach na polibudzie nie miałem żadnego, tzw. "odchamiacza". Jakoś przeżyłem bez wiedzy o filozofii - tego wystarczy mi z liceum. Poza tym znacznie łatwiej zrobić z zatwardziałego inżyniera wszechstronnie wykształconego człowieka (wystarczy aby czytał książki i interesował się kulturą), niż człowieka wykształconego z beztalencia matematycznego.
  • obydooazy 20.06.11, 13:42
    Ciekawe rzeczy piszesz. Na budownictwie na PW nic takiego w planie zajęć nie było. Skandal normalnie! Już wiadomo czemu ta budowa autostrad tak kuleje - nie douczyli inżynierów z zakresu filozofii i socjologii. Sic!
  • nikodem_73 20.06.11, 16:56
    Nie chce mi się wierzyć. "Od zawsze" na politechnikach wszelkiej maści były "michałki" czyli "przedmioty menadżersko-humanistyczne". Jak nie socjologia, to ekonomia, jak nie ekonomia, to podstawy psychologii, itd. itp.

    --
    Marks miał rację - w socjalizmie nigdy nie wystąpił kryzys nadprodukcji.
  • scibor3 20.06.11, 16:55
    Są tak potrzebni jak dziura w moście. "Filozofii" naucza się, nie na politechnikach a na uniwersytetach na wydziałach nauk ścisłych głównie z przyczyn historycznych. Kiedyś wydział filozofii miał katedry matematyki, fizyki, chemii i historii filozofii. Ma to odzwierciedlenie w krajach anglosaskich, gdzie robiąc doktorat z matematyki czy chemii otrzymuje się tytuł PhD (doktora filozofii) a nie matematyki czy chemii. Tego czego nauczają, to właśnie historia filozofii. Jak łacnie można się zorientować filozofowie to matematycy fizycy i chemicy a nie debile zastanawiający się czy bóg się uśmiecha.
  • lezbobimbo 20.06.11, 19:47
    scibor3 napisał:
    > Są tak potrzebni jak dziura w moście. "Filozofii" naucza się, nie na politechni
    > kach a na uniwersytetach na wydziałach nauk ścisłych głównie z przyczyn history
    > cznych.

    Na filozofii ucza tez scislej LOGIKI oraz etyki. Nikomu nadmiar jednego i drugiego nie zaszkodzi.

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • klaun.szyderca 20.06.11, 13:21
    Ty nie jesteś humanistką.

    Humanistą, to był Da Vinci, a nie ktoś kto po prostu nie rozumie matematyki.
  • ksks3 20.06.11, 13:40
    Humanistą nie jestem ale.....
    Mógłbym pisać o konieczności kształcenie i hołubienia humanistów przez najbliższe kilka godzin ale kto to przeczyta ?
    Myślę że można to odpowiedź na to pytanie jednym krótkim zdaniem
    " Humaniści potrzebni są światu do tego, żeby świat nie przestał być miejscem dla L U D Z I ! "
    I już.
  • titta 20.06.11, 13:51
    Studia humanistyczne (poza wyspecjalizowanymi i praktycznymi dziedzinami) moga sie przydac jako ogolnorozwojowa podkladka dla osoby ktorej ambicje nie wychodza poza wypelnienie faktur (wklej, wyslij), obsluga klijenta i wiele innych potrzebnych ale nie wymagajacych konkretnej wiedzy zawodow. gorzej jak sie komus ambicje z rzeczywistowcia rozejda.
  • sittingbull1 20.06.11, 14:07
    dzisiejsi absolwenci kierunkow humanistycznych polskich uczelni maja tyle wspolnego z humanizmem co ja z chinska dynastia Ming. Wystarczy poczytac artykuly niektorych redaktorow na dowolnym portalu- bez zenady wypisuja bzdety od ktorych zeby bola, a maja sie bez watpienia za humanistow.
  • monicka.m 20.06.11, 14:09
    Są i będą wkrótce potrzebni bardziej niż myślisz. Przeczytaj ten artykuł pod poniższym linkiem, a zrozumiesz dlaczego?
    www.kasakobiet.ngo.org.pl/teksty/globalny_fajrant.html
  • ding_yun 20.06.11, 16:10
    O maszcilos, weszliśmy chyna na główną.
  • senseiek 20.06.11, 16:24
    > Są i będą wkrótce potrzebni bardziej niż myślisz. Przeczytaj ten artykuł pod po
    > niższym linkiem, a zrozumiesz dlaczego?
    > www.kasakobiet.ngo.org.pl/teksty/globalny_fajrant.html

    Przeczytalem caly artykul. Bardzo ciekawy i trafny, ale nie widze zwiazku z humanizmem..
    skoro wiekszosc pracy beda wykonywac maszyny, to bedzie zajebisty popyt na informatykow, automatykow, mechanikow, elektrykow, elektronikow itd. itp. ktorzy beda te maszyny programowac, budowac, naprawiac, konserwowac.
  • monicka.m 20.06.11, 18:57
    Na prawdę nie widzisz związku tego artykułu z tematem wątku?

    "... Ale ci młodzi ludzie, których nie potrafi wchłonąć ani gospodarka, ani budżetówka, nie muszą iść do mafii. Mogą mieć jeszcze jedno legalne źródło utrzymania. To trzeci sektor - Kościoły, organizacje sportowe, instytucje samopomocowe, kulturalne, samorządowe, sąsiedzkie, edukacyjne, samokształceniowe, mniejszościowe. Mogą one mieć wielkie znaczenie w walce z bezrobociem. One wszystkie tworzą cenne wartości społeczne, podnoszą jakość życia, ale niczego nie sprzedają, a więc nie konkurują z sektorem komercyjnym. Poza tym - i to jest najważniejsze - wykonują pracę, której nie mogą wykonać maszyny.

    Inteligentna maszyna może kopać doły, wytwarzać produkty, może nimi handlować, może nawet uczyć ludzi matematyki. Ale maszyna nie odprawi mszy, nie zaopiekuje się dziećmi, nie poprowadzi zawodów sportowych. Trzeci sektor tworzy kapitał społeczny, który - być może - będzie najważniejszym kapitałem XXI wieku. To tam będzie najważniejszy rynek pracy XXI wieku.



    I to też nie będzie nikogo nic kosztowało?



    - To musi kosztować. Na rzecz trzeciego sektora trzeba się opodatkować. Ale lepiej płacić legalne podatki na rzecz trzeciego sektora niż nielegalne na rzecz czwartego. Lepiej płacić za tworzenie kultury niż za pistolety mafiosów i policjantów. Taniej jest budować, a potem utrzymywać boiska i domy kultury niż więzienia i komisariaty.



    To już trudno byłoby jednoznacznie wykazać.



    - Zgoda. Tego się nie da policzyć, ale to można zrozumieć. Kultura się opłaca, bo żadna gospodarka nie może sprawnie funkcjonować bez dobrze rozwiniętego systemu więzi społecznych.

    Karol Marks i Adam Smith uważali, że gospodarka stanowi bazę, na której rozwija się "nadbudowa" życia społecznego. Ale czy zna pan w historii przypadek, w którym najpierw powstała gospodarka, a potem społeczeństwo? Więź społeczna jest pierwsza. Dzięki niej mogą się rozwijać więzi gospodarcze. Ludzie najpierw ze sobą rozmawiają, a dopiero potem zaczynają robić interesy.

    Tymczasem idee trzeciej fali, idee globalizacyjne i modernizacyjne oparte są na micie zaszczepionym przez Marksa i Smitha. Tworzone w pośpiechu wieże globalnego handlu muszą się zawalić, jeżeli nie znajdą oparcia w społecznym kapitale. Tłumaczę to liderom światowej gospodarki.



    I co Pan od nich słyszy?



    - Na ogół się ze mną zgadzają, ale kiedy przychodzi do rozmowy o pieniądzach, zrozumienie znika. Każdy chce, żeby płacili inni.

    Tymczasem społeczne źródło, którym poją się gospodarki i rządy, coraz szybciej wysycha. A to powoduje niestabilność, niepokój i zamieszanie niszczące wolność gospodarczą i polityczną. Dlatego musimy zacząć inwestować w siebie, w nasze więzi z innymi, nie tylko w fabryki, hotele i biurowce. Bez społeczeństwa i kultury ani gospodarka, ani demokracja nie będą dobrze działały."


    Trzeci sektor to jest i będzie miejsce dla humanistów. On się będzie powiększał.
    Czy wiesz, że już dziś większość tj. ok. 70% prac/zawodów mogą zastapić maszyny/roboty/komputery? To jest nieuniknione. Będą potrzebni zatem ludzie do zagospodarowania czasu wolnego innym ludziom. Będą potrzebni ludzie kreatywni, artyści, sportowcy, społecznicy, animatorzy kultury itd. Nawet nauczycieli i tłumaczy zastapią komputery, operacje chirurgiczne też już co raz częściej wykonują roboty, piloci samolotów będą tylko "szoferami" i ich obecność na pokładzie samolotu będzie wymagana tylko dla komfortu psychicznego pasażerów. Widzieliście jak roboty budują dom, a rola człowieka sprowadza się tylko do sterowania nimi przy komputerze? To już się dzieje. Można znaleźć filmiki na youtubie.

    Humaniści będą mieli (nie wszyscy oczywiście i nie w każdej dziedzinie) wkrótce dużo pracy i ważną rolę do spełnienia. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte i myśleć już o przyszłości.



  • nikodem_73 20.06.11, 16:29
    Świetny artykuł. Kapitalnie obrazuje, że niektórzy nie widzą konsekwencji pomimo posiadania tytułów naukowych.

    Wymuszone skrócenie czasu pracy spowoduje zwiększenie zatrudnienia. I owszem. Tyle, że jednocześnie spowoduje obniżenie pensji.

    Ponieważ jednak w wielu krajach płaca minimalna jest określona więc należy się spodziewać, że w pewnym momencie przestanie rosnąć oficjalne zatrudnienie, za to nieoficjalne stanie się "poważnym problemem społecznym".

    Po "dociśnięciu" tych "krwiopijców-kapitalistów" aby przestali zatrudniać na "śmieciowe umowy" efektem będzie to, że przestaną zatrudniać w ogóle, a część po prostu zbankrutuje.

    --
    Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono...
  • senseiek 20.06.11, 17:49
    > Świetny artykuł. Kapitalnie obrazuje, że niektórzy nie widzą konsekwencji pomim
    > o posiadania tytułów naukowych.
    >
    > Wymuszone skrócenie czasu pracy spowoduje zwiększenie zatrudnienia. I owszem. T
    > yle, że jednocześnie spowoduje obniżenie pensji.

    To wcale nie jest takie oczywiste- na produkty i uslugi ktore ludzie wytwarzaja bedzie wiekszy popyt bo bedzie mniejsze bezrobocie (z powodu skrocenia czasu pracy pojedynczego pracownika).
    Tak samo jak im mniejsze podatki, tym wiecej pieniedzy ludzie maja w kieszeni, a tym wiecej wydaja, i tym samym fabryki musza wiecej produkowac, zeby zaspokoic ten popyt. A podatek i tak trafia do kasy panstwa pod postacia VAT-u.
  • nikodem_73 20.06.11, 19:07
    > To wcale nie jest takie oczywiste- na produkty i uslugi ktore ludzie wytwarzaja
    > bedzie wiekszy popyt bo bedzie mniejsze bezrobocie (z powodu skrocenia czasu p
    > racy pojedynczego pracownika).
    Wybacz, ale to myślenie życzeniowe.

    > Tak samo jak im mniejsze podatki, tym wiecej pieniedzy ludzie maja w kieszeni,
    > a tym wiecej wydaja, i tym samym fabryki musza wiecej produkowac, zeby zaspokoi
    > c ten popyt. A podatek i tak trafia do kasy panstwa pod postacia VAT-u.
    To także myślenie życzeniowe.

    Nie zawsze zwiększenie zatrudnienia, lub obniżenie podatków oznacza zwiększenie konsumpcji. Można nawet powiedzieć, że zwykle tak nie jest.

    Zarówno zwiększenie zatrudnienia, jak i obniżenie podatków może (ale wcale nie musi) zwiększyć konsumpcję. Tylko podwyższenie podatków i zmniejszenie zatrudnienia musi powodować zmniejszenie konsumpcji. To po prostu działa tylko w jedną stronę.

    Jeżeli przymusiłbyś pracodawców do zwiększenia zatrudnienia, to oni musieliby (produkując taką samą ilość towaru) wynagrodzenie po prostu także podzielić. I tyle.

    Dokładnie taki sam efekt jak przymus zatrudnienia większej ilości ludzi osiągniesz poprzez rozdawanie pieniędzy bezrobotnym - możesz postulować aby zwiększyć obciążenia finansowe, zebrane pieniądze rozdawać i cieszyć się, że "rośnie".
    --
    Mam złoty charakter, przez to taki ciężki...
  • senseiek 20.06.11, 20:12
    Miedzy 35 godzin pracy, a 40 godzin pracy pojedynczego pracownika jest 14% roznicy. Wiec zeby uzupelnic pracogodziny stracone przez 5 h tygodniowo mniej trzeba by bylo zatrudnic o 1 pracownika wiecej na kazdych 8 zatrudnionych.
    40*8=320/9=35,555.
    To jest wlasnie o tyle ile jest bezrobotnych w dzisiejszych czasach.
    (Co wcale niekoniecznie byloby potrzebne, mozna by pomyslec o lepszej organizacji pracy dla juz posiadanych pracownikow- zajebiscie pomagaja w tym systemy informatyczne)

    > Nie zawsze zwiększenie zatrudnienia, lub obniżenie podatków oznacza zwiększenie
    > konsumpcji. Można nawet powiedzieć, że zwykle tak nie jest.

    Czyli bezrobotny ktory dostal prace, nie musi kupic sobie jedzenia, picia, pojsc do restauracji, nie musi kupic ubrania, itd. itp.
    Jesli bezrobotny utrzymywal sie dzieki rodzinie, i przejadal ich zyski, zeby sie utrzymac, to po otrzymaniu pracy pieniadze rodziny zostana spozytkowane na rynku na inne cele konsumpcyjne, bo nie beda musieli pomagac pasozytowi.

    > Dokładnie taki sam efekt jak przymus zatrudnienia większej ilości ludzi osiągni
    > esz poprzez rozdawanie pieniędzy bezrobotnym - możesz postulować aby zwiększyć
    > obciążenia finansowe, zebrane pieniądze rozdawać i cieszyć się, że "rośnie".

    Rozdawanie pieniedzy powoduje frustracje tych pracujacych, i chec przylaczenia sie do bezrobotnych, zeby tez z tego korzystac..
    gdyby bezrobotni *musieli* pracowac przy budowie autostrad i innych pracach prorzadowych, prospolecznosciowych, to zaraz by znikneli z urzedow pracy.
  • lezbobimbo 20.06.11, 20:38
    senseiek napisał:
    > Rozdawanie pieniedzy powoduje frustracje tych pracujacych, i chec przylaczenia
    > sie do bezrobotnych, zeby tez z tego korzystac..
    > gdyby bezrobotni *musieli* pracowac przy budowie autostrad i innych pracach pro
    > rzadowych, prospolecznosciowych, to zaraz by znikneli z urzedow pracy.

    Znikneliby, bo poszliby zebrac albo krasc, byle tylko nie zostac zmuszonym do upokarzajacej kary za zasilek.
    Nie mozna przymuszac bezrobotnych do "prawdziwej" pracy przy autostradach i innych takich za zasilek, bo bez prawdziwej placy to jest czyste niewolnictwo i gulag.
    Panstwo powinno tworzyc nowe miejsca pracy dla bezrobotnych i tyle.
    A do karnej, malo platnej i przymusowej pracy przy autostradach, czyszczeniu odpadów i do zbierania smieci to trzeba posylac polityków w nagrode za ich swietlane pomysly i przypadkowe ciecia budzetowe - w ramach ewentualnego wynagrodzenia powinni dostawac wyplate wysokosci najpodlejszych zasilków albo najnizszej placy krajowej, zaraz by poczuli solidarnosc ze spoleczenstwem.

    --
    FAJT KLÓP Szydery i bezinteresownej zlosliwosci
  • senseiek 20.06.11, 22:37
    co za demagogiczne paplanie..

    prawdziwa placa dla kazdego znaczy co innego!

    dla bieleckiego lub innego top managera wszystko ponizej 100 tys miesiecznie byloby upokazajace, dla gwiazdy hollywood gaza za role w filmie ponizej 10 mln usd bylaby nazwana ochlapami..

    ale jak ma sie noz na gardle, to sie nie wybrzydza, tylko bierze co daja, zeby PRZEZYC.. no chyba ze ktos ma piecio-szesciocyfrowa sumke na koncie i moze przebierac w ofertach pracy, az znajdzie cos interesujacego dla niego. Ale przeciez my rozpatrujemy z punktu widzenia kogos kto ZEBRZE juz o jalmuzne w urzedzie pracy p.t. zasilek dla bezrobotnych!!

    jak ktos ma odlozony kapital to przeciez nie bedzie stal w kolejce w urzedzie pracy, chyba ze robi to dla sciemy i zeby oszukac panstwo. Proponowanie pracy przez urzad, odsiewa takich naciagaczy, ktorzy tylko zmniejszaja pule dla uczciwych bezrobotnych.

    poza tym, sam wybierales swoich politykow ktorzy reprezentuja Cie w sejmie i senacie i samorzadzie- wiec dostales to na co zasluzyles. Jesli Twoi reprezentaci nie realizuja swoich postulatow ktorymi zwabili Cie i zachecili do glosowania na nich, to powinienes zmienic swoje preferencje przy nastepnych wyborach, i zaglosowac na kogos innego.
  • santoallora 21.06.11, 05:25
    Kręcisz się wciąż w tym samym kółku.
    A co jeśli pracy przy budowie autostrad dla nich nie ma bo nie ma pieniędzy
    a za te co są pracuą już inni?

    Znów będziesz dzielił tą samą robotę i pieniądze na większą liczbę ludzi i zabierał
    jednym chleb by dać go drugim? Tak właśnie działa gułag.
  • santoallora 21.06.11, 05:17
    > Miedzy 35 godzin pracy, a 40 godzin pracy pojedynczego pracownika jest 14% rozn
    > icy. Wiec zeby uzupelnic pracogodziny stracone przez 5 h tygodniowo mniej trzeb
    > a by bylo zatrudnic o 1 pracownika wiecej na kazdych 8 zatrudnionych.
    > 40*8=320/9=35,555.

    Nic nie rozumiem z twoich wyliczeń.

    7*40=8*35=280.

    Zamiast 7-miu ludzi potrzeba będzie 8.

    280 godzin przepracowane, za 280 można zapłacić - koniec, kropka.
  • nikodem_73 21.06.11, 17:03
    > (Co wcale niekoniecznie byloby potrzebne, mozna by pomyslec o lepszej organizac
    > ji pracy dla juz posiadanych pracownikow- zajebiscie pomagaja w tym systemy inf
    > ormatyczne)
    Oj bo się uśmieję. Zdecydowanie za dużo "flyersów" z firm IT oglądasz.

    > Czyli bezrobotny ktory dostal prace, nie musi kupic sobie jedzenia, picia, pojs
    > c do restauracji, nie musi kupic ubrania, itd. itp.
    A bezrobotny, który nie pracuje to już nie musi jeść, pić, itd?

    Wyobraź sobie, że bezrobotny po utrzymaniu pracy może nawet przez dłuższy czas w ogóle nie zwiększyć swoich wydatków, lecz np. zacząć spłacać stare zobowiązania.

    Taka zagrywka to tylko przekładanie z kieszeni jednych do kieszeni drugich - od mieszania herbata nie robi się słodsza.

    > Rozdawanie pieniedzy powoduje frustracje tych pracujacych, i chec przylaczenia
    > sie do bezrobotnych, zeby tez z tego korzystac..
    > gdyby bezrobotni *musieli* pracowac przy budowie autostrad i innych pracach pro
    > rzadowych, prospolecznosciowych, to zaraz by znikneli z urzedow pracy.
    Przymuszanie do krótszej pracy za mniejsze pieniądze TEŻ powoduje frustrację!

    A szeroko zakrojone prace interwencyjne zwykle tylko przedłużają kryzys (jak choćby Wielki Kryzys przedłużony w zasadzie aż do WW2 przez FDR), bo ludzie zajmują się jakimiś durnotami zamiast pracą faktycznie użyteczną innym ludziom.

    Co więcej - prace takie są często złą alokacją zasobów. Bo oto pan X nie może zatrudnić kolejnego np. kelnera, bo obciążenia fiskalne mu na to nie pozwalają. A obciążenia fiskalne są tak wysokie, bo trzeba zapłacić niedoszłemu kelnerowi za np. kopanie rowów i urzędnikowi, który będzie to nadzorował.

    --
    Marks miał rację - w socjalizmie nigdy nie wystąpił kryzys nadprodukcji.
  • senseiek 21.06.11, 18:55
    > > (Co wcale niekoniecznie byloby potrzebne, mozna by pomyslec o lepszej org
    > anizac
    > > ji pracy dla juz posiadanych pracownikow- zajebiscie pomagaja w tym syste
    > my inf
    > > ormatyczne)
    > Oj bo się uśmieję. Zdecydowanie za dużo "flyersów" z firm IT oglądasz.

    Sam jestem programista komputerowym od 25 lat.
    Wyobraz sobie firme co najmniej ogolno krajowa np. hurtowania, sklep ogolnospozywczy, restauracje itp. Z dobrym systemem informatycznym, kazde skasowanie towaru na czytniku przez pracownika z przyslowiowej Koziej Wolki jest automatycznie wysylane przez Internet do centrali firmy, i odswieza bazy danych o schodzacych towarach. I manager na bierzaco widzi ktore towary maja zbyt w ktorych oddzialach na mapce kraju, z pokazanymi calkowitymi obrotami, zyskami itd itp. Wiec moze na czas uzupelniac zapasy, bez jakiejkolwiek informacji od pracownikow, przy nastepnym ladowaniu tirow dla tego oddzialu towarami ktore sie koncza.
    Moze wlaczyc sobie podglad na monitorze z kamery i wyciagac wnioski co do tego dlaczego jakis towar schodzi tu, a nie np. na drugim krancu kraju. I zastosowac te same metody zachecenia klientow, tam gdzie nie schodza.

    np. Intersport ma beznajdzieja logistyke - co raz tam przychodze i ciagle slysze, ze nie ma tego co chce kupic.. Doprowadza mnie to doslownie do szalu, jakby ci idioci pluli mi, regularnemu klientowi, ktory wydal tam kilkanascie tysiecy zlotych, w twarz..

    > Wyobraź sobie, że bezrobotny po utrzymaniu pracy może nawet przez dłuższy czas
    > w ogóle nie zwiększyć swoich wydatków, lecz np. zacząć spłacać stare zob
    > owiązania.

    Ale ci co odzyskaja pozyczki beda mieli wiecej pieniedzy na wydatki..

    > Co więcej - prace takie są często złą alokacją zasobów. Bo oto pan X nie może z
    > atrudnić kolejnego np. kelnera, bo obciążenia fiskalne mu na to nie pozwalają.
    > A obciążenia fiskalne są tak wysokie, bo trzeba zapłacić niedoszłemu kelnerowi
    > za np. kopanie rowów i urzędnikowi, który będzie to nadzorował.

    Przeciez autostrady sa platne, do tego sa podatki od samochodow, akcyzy od paliwa, czyli kierowcy sami placa za to, zeby wybudowac autostrady i drogi.
    Obciazenia fiskalne pensji pracownikow to ida nie na drogi, tylko na emerytury i renty, NFZ-ty itp.
  • santoallora 21.06.11, 04:50
    > Nie zawsze zwiększenie zatrudnienia, lub obniżenie podatków oznacza zwiększenie
    > konsumpcji..

    Jak można zwiększyć konsumpcję gdy n.p. produkcja nie wzrosła, gdyż na przykład
    robi się to samo przez tą samą ilość godzin (ilość "roboczogodzin" pozostała ta sama)?
  • nikodem_73 21.06.11, 17:05
    No właśnie nie można. Bo ani nie wzrasta produkcja, ani nie wzrasta (sumaryczne) wynagrodzenie.

    --
    Każdej akcji towarzyszy jej równy i skierowany przeciwnie program rządowy.
  • santoallora 21.06.11, 04:53
    >Tylko podwyższenie podatków i zmniejszenie z
    > atrudnienia musi powodować zmniejszenie konsumpcji.

    Zmniejszenie zatrudnienia NIE musi powodować zmniejszenia konsumpcji.
    Konsumpcja i wydajność jednej osoby NIE musi być stała.
  • nikodem_73 21.06.11, 17:06
    W sumie masz rację - zmniejszenie zatrudnienia nie musi oznaczać obniżenia konsumpcji.

    --
    Marks miał rację - w socjalizmie nigdy nie wystąpił kryzys nadprodukcji.
  • santoallora 21.06.11, 04:55
    > Dokładnie taki sam efekt jak przymus zatrudnienia większej ilości ludzi osiągni
    > esz poprzez rozdawanie pieniędzy bezrobotnym - możesz postulować aby zwiększyć
    > obciążenia finansowe, zebrane pieniądze rozdawać i cieszyć się, że "rośnie".

    Przymus zatrudniania byłby niczym innym jak podatkiem. A ponieważ zasiłki płaci się
    z podatków byłby to po prostu podatek na zasiłek.
  • nikodem_73 21.06.11, 17:07
    Dokładnie - efektywnie niczym się to nie różni od wysłania połowy bezrobotnych do kopania rowów, a drugiej połowy do "niwelowania zagłębień".

    --
    Mówiący o jedności, często mają na myśli zbiorową mogiłę.
  • santoallora 21.06.11, 04:47
    > To wcale nie jest takie oczywiste- na produkty i uslugi ktore ludzie wytwarzaja
    > bedzie wiekszy popyt bo bedzie mniejsze bezrobocie (z powodu skrocenia czasu p
    > racy pojedynczego pracownika).

    Będzie bezrobocie, bo będzie krótszy czas pracy jednego pracownika.
    Pracownik odda swoje "pracujące" godziny bezrobotnemu, a sam będzie
    w tych godzinach BEZROBOTNY, będąc zatrudnionym w mniejszym wymiarze czasu.

    .No qrcze, przecież to prost jak 2 x 2! Gdy się zabiera komuś robotę i daje
    komuś innemu to on jest BEZROBOTNY.

    Sztuczka z zabraniem nie całego etatu tylko jego części, by robotę "równo podzielić",
    niczego tu nie zmienia! To tylko zwykła ściema.

    Ilość wykonanej pracy nie ulega zmianie, wykonuje ją więcej ludzi, więc
    i pensje na głowę muszą zmaleć, jeśli nie wzrosła produkcja (a przez zwykłe
    zatrudnianie ludzi bez potrzeby nie wzrośnie)

    Działa to dokładnie w odwrotnym kierunku do zmniejszania zatrudnienia
    i dawania ludziom większych obciążeń czasowych.

    Gdyby uczciwie płacono za nadgodziny to pensje tych, którzy zostali
    powinny wzrosnąć (jeśli wytrzymają, oczywiście)
  • senseiek 21.06.11, 20:02
    > Będzie bezrobocie, bo będzie krótszy czas pracy jednego pracownika.
    > Pracownik odda swoje "pracujące" godziny bezrobotnemu, a sam będzie
    > w tych godzinach BEZROBOTNY, będąc zatrudnionym w mniejszym wymiarze czasu.

    No to z takim podejsciem to faktycznie wszyscy nowozytni ludzie sa bezrobotni, skoro nie pracuja non-stop 18 godzin dziennie jak nasi pradziadowie..

    > Sztuczka z zabraniem nie całego etatu tylko jego części, by robotę "równo podzi
    > elić",
    > niczego tu nie zmienia! To tylko zwykła ściema.

    Ty chyba nie czytalas artykulu z linka do ktorego sie wszyscy odnosimy???
    Oto link dla przypomnienia:
    www.kasakobiet.ngo.org.pl/teksty/globalny_fajrant.html
    A artykul byl m.in. o tym, ze w nowoczesnym swiecie wszystko beda produkowaly roboty, i ludzie poza informatykami, elektronikami, elektrykami, itp. obslugujacymi te roboty, beda zbedni..
    Innymi slowi- bez pracy.
    A skoro nie maja pracy, to nie maja pieniedzy, zeby kupowac artykuly wyprodukowane przez roboty.
    Stad potrzeba wynalezienia im jakiegokolwiek zajecia, zeby cos robili, i czuli sie potrzebni na tym swiecie.

    Nie ogladalas filmu Wall-E?
    Na statku kosmicznym wszyscy ludzie byli grubasami, ktorych obslugiwaly roboty, i jedynym ich zajeciem byly przyjemnosci i rozrywki i prokreacja, do tego stopnia, ze nawet zapomnieli jak sie chodzi (wszyscy latali w swoich pojazdach).
    Tak BEDZIE z calym swiatem przyszlosci.
    W zasadzie w USA juz w polowie tak jest (tj. grubasy co tylko jezdza autami i trudno im sie poruszac ;)

    > Ilość wykonanej pracy nie ulega zmianie, wykonuje ją więcej ludzi, więc
    > i pensje na głowę muszą zmaleć, jeśli nie wzrosła produkcja (a przez zwykłe
    > zatrudnianie ludzi bez potrzeby nie wzrośnie)

    Pieniadze to wymysl czlowieka! Wirtualna, umowna rzecz, ktora niedlugo przejdzie to lamusa. Bez ktorej wszystko bedzie dzialac, i to bedzie dzialac lepiej gdy ludzie przestana dla nich marnowac zycia (zeby je zdobyc)..

    > Gdyby uczciwie płacono za nadgodziny to pensje tych, którzy zostali
    > powinny wzrosnąć (jeśli wytrzymają, oczywiście)

    Ale po co zostawac w pracy! Dla PIENIEDZY?! Tak chcesz marnowac swoje zycie?! Zamiast z rodzina, przyjaciolmi spedzac czas, na rozrywkach i przyjemnosciach, na cieszeniu sie zyciem, to wolisz zalosny wyscig szczurzy dla srebrnikow?
  • mydeer 20.06.11, 16:29
    Większość studentów studiów humanistycznych (i studiów w ogóle) również nie studiuje aby poszerzać własne zainteresowania, bo współczesnego studenta interesuje niewiele ponad to, by w weekend się uchlać a sesję zaliczyć na trójach.

    Problem nadprodukcji można rozwiązać bardzo łatwo: znieść przyznawanie dotacji od kształcącego się studenta. Wtedy uczelniom publicznym przestanie zależeć na tym, by ich na siłę utrzymywać.
  • nikodem_73 20.06.11, 16:51
    Pytanie nie tyle prowokacyjne co źle ukierunkowane.

    To nie jest kwestia kierunku, czy umiejętności, lecz skali.

    Pojedynczy lekarze, prawnicy, archeolodzy, socjolodzy, politolodzy, teologowie, itd. itd. itd. zawsze znajdą zajęcie. Jednakże jeżeli będzie ich WIĘKSZOŚĆ to jedynym skutkiem będzie to, że będziemy mieć bardzo dobrze wykształconych hydraulików, elektryków, czy kierowców.

    "Wykształcenie nie piwo - nie musi być pełne". To stare porzekadło niesie sporą dawkę prawdy.

    Obecnie wielu młodych ludzi (nie tylko w Polsce) ma "parcie na studia" (bo przecież nie na wiedzę). Nie ważne co, nie ważne po co - ma być wyższe i już.

    Wynika to poniekąd z durnego paradygmatu mówiącego o "budowaniu gospodarki opartej na wiedzy". Ten "chciejstwowaty" paradygmat został przyjęty przez idiotów (czytaj - polityków), którym się wydaje, że jak będziemy mieć sto milionów magistrów biotechnologii, to porobimy takie rzeczy, że ho ho ho. Bo wiadomo - taki magister sobie siądzie w domu weźmie parę szalek i zaraz wyhoduje coś ciekawego.

    Kompletnie zapomniano, że "nim zaczniesz biec musisz nauczyć się chodzić" - zanim będziemy mieć zapotrzebowanie na miliard informatyków to musimy przez jakiś czas mieć kogoś do kładzenia glazury, naprawy instalacji elektrycznej, wymiany oleju w samochodzie, dowiezienia towaru do sklepu.

    Podział na "humanistów" i "niehumanistów" jest o tyle bezsensowny, że u jednych budzi niepotrzebne kompleksy ("gdybym nie był humanistą to mógłbym to i owo"), a drugich wbija w nieuzasadnioną niczym dumę.

    Nie ma znaczenia jakie odbierzesz wykształcenie. Liczy się tylko to, czy naprawdę robisz to co lubisz.

    --
    ... i owoc żywota Twojego je ZUS
  • tjaryma6 20.06.11, 17:51
    Problem teraz jest też taki, że tzw. humaniści przychodzący na uniwersytety nie umieją samodzielnie myśleć a nawet przeczytać tekstu ze zrozumieniem. Wiem, bo sam uczę takich humanistów. Głodujący doktoranci to tylko jest w Polsce możliwe i w jeszcze paru krajach Wschodniej i Centralnej Europy. Najczęściej taki głodujący doktorant (od 600 do 1100zł miesięcznie) ma gdzieś swój doktorat, bo musi go traktować jako hobby a nie jako pracę.
  • kobieta_z_polnocy 20.06.11, 20:29
    Jak na wykształconych rozmówców przystało, wypadałoby wpierw zdefiniować pojęcie "humanisty" :)

    Czy humanista to rzeczywiście osoba pozbawiona "umysłu ścisłego" (cokolwiek to znaczy)? Obawiam się, że ostatnio taka właśnie definicja dominuje w dyskursie publicznym. Nic dziwnego zatem, że słowo "humanista" zaczyna być traktowane jako określenie jeśli nie obelżywe, to przynajmniej podszyte pobłażliwością, ironią i poczuciem wyższości.

    I nie okładajmy tej naszej biednej polskiej rzeczywistości z takim zapamiętaniem. Tu gdzie mieszkam - w Danii - kraju zdecydowanie bogatym, sytuacja kierunków "humanistycznych" jest wręcz katastrofalna. W zeszłym tygodniu porównano nawet godziny zajęć na studiach humanistycznych w innych krajach europejskich, w tym w Polsce. Byliśmy mocno w czołówce, podczas gdy duńscy studenci pozostawali w tyle. Żeby nie było. Studenci protestują, piszą petycje, domagają się więcej zajęć i na wyższym poziomie. Nic z tego. Oszczędności, cięcie kosztów, pompowanie pieniędzy w inżynierów, itp. Wysokie bezrobocie po uzyskaniu dyplomu. To nie jest tak, że na zachód od Odry jest pięknie i różowo, a tylko polski grajdołek nie potrafi sobie z niczym poradzić.

    Na koniec, odpowiadając na pytanie postawione w tytule: tacy prawdziwi humaniści - definiowani jako ludzie o odpowiednim wykształceniu i zdolnościach - są jak najbardziej potrzebni. Równie potrzebni jak inżynierowie, lekarze i informatycy. Pytanie tylko, czy my takich rasowych humanistów jesteśmy w stanie wyprodukować? Na razie wygląda na to, że jedynie marnotrawimy (nie tylko my, nie tylko w Polsce) olbrzymie zasoby i czas na to by ludzi "przepychać" przez kolejne szczeble kariery zamiast ich prawdziwie kształcić. Przewijające się przez internet pełne pasji dyskusje o humanistach nierobach są smutnym dowodem na to, że mało kto rozumie (bądź chce rozumieć) kim jest humanista, co tylko potwierdza niewydolność obecnego systemu.
  • santoallora 21.06.11, 03:22
    > Są oczywiście tacy, którzy wy
    > konują konkretną i namacalną pracę - tłumacze, nauczyciele i wykładowcy, redakt
    > orzy i korektorzy, dziennikarze. Ale już teoretycy i badacze języków?

    Naprawdę nie widzisz, że badanie języków ma więcej wspólnego z naukami ścisłymi, n.p. matematyką i logiką niż n.p. dziennikarstwo?

    Taki i z ciebie ścisłak. Niezbyt mocne masz podstawy by oceniać negatywnie humnistów
    z punktu widzenia twojej niejasnej "ścisłości".
  • santoallora 21.06.11, 03:25
    >Mamy nadprodukcję absolwentów na kierunk
    > ach takich jak socjologia, europeistyka, stosunki międzynarodowe, politologia -
    > ilu doradców tego rodzaju będziemy potrzebować?

    A kto to jest Wy? Wy, jaśnie kolektyw?
    A kto musi się was pytać czy mu wolno się czegoś uczyć i czy wy tego potrzebujecie?
    Potraficie sobie wyobrazić, że ktoś może studiować dla siebie a nie dla Was, czy przekracza
    to wasze kolektywistyczne pojmowanie?

    Martwisz się o czyjąś pracę? Niepotrzebnie, martw się o swoją.
  • santoallora 21.06.11, 03:29
    > Do czego przydają się koncepcje wymyślane przez humanistów?

    No właśnie? Do czego przydają się n.p. takie koncepcje jak "Nie kradnij",
    Nie zabijaj", "Nie mów fałszywego świadectwa..."?
    Takie koncepcje tylko przeszkadzają kraść, oszukiwać i mordować cylii wcielać
    w życie pkratyczne koncepcje maksymalizacji zysku.

    Do czego przydają się takie koncepcje jak "Nie dłub w nosie i nie bekaj przy stole"?
    Tylko krępują, naturalne, praktyczne i zdrowe ludzkie popędy.
  • mmmiecho 21.06.11, 07:43
    Po co światu tęcza? Tęcza tylko świeci i wkurza kierowców. Rozprasza dzieci i nie chcą później jeść pełnowartościowych artykułów spożywczych. Można pójść dalej. Po co nam włosy, tylko trzeba czesać i obcinać.
    Szczerze, to niedobrze mi, gdy czytam takie posty. Przemyślenia w nich zawarte są na poziomie wspaniałych produkcji telewizyjnych typu "Klan", lub innych dzieł polskiej telewizji państwowej.
    Najlepiej poprośmy "umysły ścisłe" by doprowadziły nam do tyłków rurki odprowadzające kał, a do ust rurki z paszą. Najlepiej podzielmy humanistów na większych humanistów i mniejszych. Umysły ścisłe na ściślejsze i bardziej rozproszone. Najlepiej pozamykajmy uczelnie, by nie produkowały idiotów, którzy uważają, ze potrafią korzystać z mózgu. Najlepsza jest tresura, każdy kto ma psa się zgodzi.
    Mam nadzieję, że tą głupią odpowiedzią, podkreśliłem głupotę pytania. Teraz pojeżdżę windą, uspokoję się. Na siódmym zawsze pachnie ogórkową.
  • bury_111 21.06.11, 08:19
    Na przykład po to żeby dobrze sformułować odpowiedź na zadane przez Ciebie pytanie.
  • tangerka 21.06.11, 08:41
    jeżeli ktoś kończy socjologię, potem zostaje doktorantem, robi karierę naukową, badania, publikacje itp., wie co go interesuje, ma plan jak to osiągnąć - to wtedy jest potrzebny i jego kariera ma sens, wie czego chce, decyduje się i nie narzeka, że pensja na uczelni skromniutka ... tylko ile jest takich maturzystów, którzy decydując się na wybór studiów zdają sobie sprawę z konsekwencji i ma sensowny pomysł na siebie? większość idzie na JAKIEKOLWIEK studia licząc, że potem jakoś to będzie i rozsyła setki cv do firm, które ich absolutnie nie potrzebują. fajnie jest wiedzieć co chce się w życiu robić, choć to jest trudne w wieku 18 lat. jak się wie, że chcę zostać księgową, to nie idę na zarządzanie tylko na rachunkowość i jestem nawet bez doświadczenia potencjalnie dużo lepszym kandydatem do działu księgowości niż filolog iberyjski i zapewne pracę w księgowości dostanę ... ale jak ktoś sobie wymyślił że fajnie uczyć się na studiach hiszpańskiego, a potem zamiast starać się zostać tłumaczem chce być księgowym czy marketingowcem, to raczej będzie miał pod górę i nic w tym chyba dziwnego?
    setki różnych filologów, zwłaszcza angielskich, zamiast zostać nauczycielami języka, którego wszyscy się w Polsce masowo uczą, aplikują do korporacji, urzędów i firm ubiegając się o posadę biuralistów zamiast wykorzystywać swój zawód zgodnie z jego przeznaczeniem i dziwią się, że pomimo znajomości języka nikt ich nie rozchwytuje. gdyby nauczyli się księgowości a języka angielskiego dodatkowo pewnie nie mieliby problemu. i tak to działa, wykształcenie nieadekwatne do wymogów rynku pracy i mamy zastępy wykształconych bezrobotnych.
  • simply_z 21.06.11, 09:16
    > bują. fajnie jest wiedzieć co chce się w życiu robić, choć to jest trudne w wie
    > ku 18 lat. jak się wie, że chcę zostać księgową, to nie idę na zarządzanie tylk
    > o na rachunkowość i jestem nawet bez doświadczenia potencjalnie dużo lepszym ka
    > ndydatem do działu księgowości
    od razu widac ,ze nie za bardzo masz pojecie o czym piszesz. Po pierwsze zaskocze cie ale na keirunku zarzadzanie na Akademiach Ekonomicznych ,rachunkowosc jest jedna ze specjalnosci. Jesli mi nie wierzysz to sprawdz sobie oferte UEK
    > zpańskiego, a potem zamiast starać się zostać tłumaczem chce być księgowym czy
    > marketingowcem, to raczej będzie miał pod górę i nic w tym chyba dziwnego?
    > setki różnych filologów, zwłaszcza angielskich, zamiast zostać nauczycielami ję
    > zyka, którego wszyscy się w Polsce masowo uczą, aplikują do korporacji, urzędów
    > i firm ubiegając się o posadę biuralistów zamiast wykorzystywać swój zawód zgo
    > dnie z jego p
    ksiegowosc w korporacji ,nie jest ksiegowoscia z prawdziwego zdarzenia ,to raczej wklepywanie kilku formulek ,wiec filolog jak najbardziej moze sie tutaj odnalezc dla ulatwienia dodam ,ze kiedys po liceum ekonomicznym i ewentualnie studium mozna bylo zostac ksiegowa i nie potrzebowalo sie do tego studiow.

    > zyka, którego wszyscy się w Polsce masowo uczą, aplikują do korporacji, urzędów
    > i firm ubiegając się o posadę biuralistów zamiast wykorzystywać swój zawód zgo
    > dnie z jego przeznaczeniem i dziwią się, że pomimo znajomości języka nikt ich n
    > ie
    tzn jaki zawod? na tlumaczy czy nauczycieli az takiego popytu nie ma ,wiec kazdy orze jak moze.
    Prawde mowiac w naszym kraju na malo ktory zawod jest zapotrzebowanie
    --
    cuando menos piensas , sale el sol
  • tangerka 21.06.11, 10:54
    "od razu widac ,ze nie za bardzo masz pojecie o czym piszesz. Po pierwsze zaskocze cie ale na keirunku zarzadzanie na Akademiach Ekonomicznych ,rachunkowosc jest jedna ze specjalnosci. Jesli mi nie wierzysz to sprawdz sobie oferte UEK"
    - jesteś zapewne jednym z tysięcy internetowych poprawiaczy, którzy nie łapiąc sensu wypowiedzi uwielbiają łapać za słówka? gdybym napisała że nie idzie na biologię byłoby ci lepiej?
    "ksiegowosc w korporacji ,nie jest ksiegowoscia z prawdziwego zdarzenia ,to raczej wklepywanie kilku formulek ,wiec filolog jak najbardziej moze sie tutaj odnalezc dla ulatwienia dodam ,ze kiedys po liceum ekonomicznym i ewentualnie studium mozna bylo zostac ksiegowa i nie potrzebowalo sie do tego studiow"
    - co to za różnica? pracuję w korporacji, nie w księgowości, tylko w kadrach i wiem czego się żąda od kandydatów do pracy w księgowości, ktoś kto skończył ekonomię jest po prostu lepiej postrzegany jako kandydat do tej pracy niż socjolog czy lingwista, ot tyle.

    "tzn jaki zawod? na tlumaczy czy nauczycieli az takiego popytu nie ma ,wiec kazdy orze jak moze. Prawde mowiac w naszym kraju na malo ktory zawod jest zapotrzebowanie
    a ja ze swej strony wiem, że tłumacz może mieć mnóstwo pracy i jest na niego szalony popyt, tylko osiągnięcie pewnego poziomu w tym zawodzie, który do tej pracy predystynuje, jest trudne. ale zostanie dobrym prawnikiem czy lekarzem też jest trudne i wymaga lat nauki, zdawania egzaminów i pracy za małą pensję aby osiągnąć dobry status, więc dlaczego nie może tak robić kandydat na tłumacza? nie wszystko można mieć szybko i od razu, czasem trzeba w zawodzie poterminować aby do czegoś dojść, czego obecni młodzi gniewni nie biorą pod uwagę.
    i jeszcze jedno - od dwóch miesięcy nie mogę umówić sensownej ekipy na remont mieszkania, widzę tutaj ogromną niszę rynkową, którą powoli wypełniają emigranci ze wschodu, podobnie jest z hydraulikami, mechanikami samochodowymi itp. nisze zawodowe są jak najbardziej, tylko nie w tych zawodach, które produkują quasi szkoły wyższe, w tym problem. więc dzisiaj idąc na studia typu nauki polityczne trzeba wziąć pod uwagę, że że mało jest ofert pracy w tym zawodzie i albo z góry wiem co będę robić, sam sobie zorganizuję pracę, zajmę się czymś, czym inni się nie zajmują, albo nie idę na politologię i uczę się układać płytki łazienkowe.
  • simply_z 21.06.11, 11:35
    - jesteś zapewne jednym z tysięcy internetowych poprawiaczy, którzy nie łapiąc
    > sensu wypowiedzi uwielbiają łapać za słówka? gdybym napisała że nie idzie na b
    > iologię byłoby ci lepiej?
    zadnym poprawiaczem ,po prostu jako ekonomista wyjasniam ci ,ze na kierunku zarzadzanie istnieje specjalnosc rachunkowosc ,poniewaz pierwotnie kierunek ten byl zwiazany tylko z naukami ekonomicznymi.
    >
    > nomię jest po prostu lepiej postrzegany jako kandydat do tej pracy niż socjolog
    > czy lingwista, ot tyle.
    >powiedzialabym ,ze raczej szuka sie osob ,ktore znaja dobrze dany jezyk ,mnie przyjeto do rpacy biorac pod uwage znajomosc raczej jezykow niz moje wyksztalcenie ,ktore niestety sie zdewaluowalo.
    > a ja ze swej strony wiem, że tłumacz może mieć mnóstwo pracy i jest na niego sz
    > a
    > iągnąć dobry status, więc dlaczego nie może tak robić kandydat na tłumacza? nie
    zalezy na jaki jezyk ,powiedzialabym ,ze jest to bardziej zawod dodatkowy niz wlasciwa praca ,acha tlumaczem mozna zostac nie tylko po filologii.
    > wszystko można mieć szybko i od razu, czasem trzeba w zawodzie poterminować ab
    > y do czegoś dojść, czego obecni młodzi gniewni nie biorą pod uwagę.
    > i jeszcze jedno - od dwóch miesięcy nie mogę umówić sensownej ekipy na remont m
    >
    jacy mlodzi gniewni
    ? my po prostu chcemy godnej pensji ,a nie glodowych zarobkow i nekonczacych sie praktyk oraz stazy.
    >i
    > szkoły wyższe, w tym problem. więc dzisiaj idąc na studia typu nauki polityczne
    > spoko ,znalazlas nisze i mozesz sie tym zajac;)
    bo jaki ty masz zawod ,kadrowa? pewnie marzylas o tymod podstawowki i ksztalcilas sie na kadrologii;)?
    --
    cuando menos piensas , sale el sol
  • tangerka 21.06.11, 12:07
    "powiedzialabym ,ze raczej szuka sie osob ,ktore znaja dobrze dany jezyk ,mnie przyjeto do rpacy biorac pod uwage znajomosc raczej jezykow niz moje wyksztalcenie ,ktore niestety sie zdewaluowalo"
    to fakt, języka w korporacji jest podstawą, ale zaraz po nim jest doświadczenie i wykształcenie, więc z dwóch kandydatów z językiem (a zna go już masę osób) wybiera się tego z wykształceniem kierunkowym, a nie z teatrologią np. no i w dzisiejszych czasach to tak już nie działa, że jak jesteś anglojęzyczny to bierzemy cię nawet po AWF, po prostu mnóstwo ekonomistów zna już angielski i jest w czym wybierać ...
    "zalezy na jaki jezyk ,powiedzialabym ,ze jest to bardziej zawod dodatkowy niz w
    lasciwa praca ,acha tlumaczem mozna zostac nie tylko po filologii."
    naturalnie, że tak, ale ja znam kilku tłumaczy, którzy się nie wyrabiają z robotą i szukają pomocników wśród studentów, ale oni chcą takich stawek jak profesjonalni tłumacze, więc współpracy nie ma, a mogliby zdobyć doświadczenia, wejść w zawód, ale nie - wolą robić w empiku i skarżą się że nie ma dla nich pracy w zawodzie.
    "spoko ,znalazlas nisze i mozesz sie tym zajac" - myślę nad tym intensywnie:) tylko że ja nie muszę, mam pracę i zawód.
    "bo jaki ty masz zawod ,kadrowa? pewnie marzylas o tymod podstawowki i ksztalcilas sie na kadrologii;)?" - tak, skończyłam zarządzanie zasobami ludzkimi i podyplomowe prawo pracy, jestem HR Managerem, którym chciałam być mniej więcej od drugiego roku studiów :) a na pierwszy rok trafiłam przypadkiem, więc wiem, że świadomy wybór zawodu po maturze jest trudny i nie winię samych studentów, raczej ich rodziców za taki a nie inny wybór :)


  • babcia.stefa 22.07.11, 09:55
    >zalezy na jaki jezyk ,powiedzialabym ,ze jest to bardziej zawod dodatkowy niz wlasciwa praca

    A to małe stado tłumaczy etatowych, które widzę, jak oderwę się od monitora, plus parę setek freelancerów, z którymi firma wspólpracuje, z których niemało żyje tylko z tego, zrobiło właśnie "puff" i rozwiało się w niebycie.
  • coppermind 21.06.11, 09:34
    przeciętny umysł ścisły wie więcej o literaturze niż "humanista".

    "humanista" to taki eufemizm dla człowieka, który nic z otaczającego świata nie pojmuje,
    więc zajmuje się tym czego nie pojmuje najmniej.

    Oczywiście są wyjątki, ale mówimy o milionowych masach zupełnie bezwartościowych "humanistów", którzy jedzą i produkują nawóz, ale niestety niczego do świata nie wnoszą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka