Dodaj do ulubionych

Przerażające

27.05.13, 09:18
Oto kolejny przykład cynizmu środowisk homoseksualnych.

Kolejny znany niemiecki działacz LGBT został przyłapany na tym, że część kariery politycznej poświęcił na walkę o zalegalizowanie współżycia seksualnego z dziećmi. To Volker Beck, przewodniczący frakcji Zielonych w Bundestagu. Polakom jest znany z tego, że brał udział w paradach homoseksualistów organizowanych w Warszawie w 2005 i 2006 r. oraz w protestach przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, gdy ten – jeszcze jako prezydent stolicy – sprzeciwił się organizacji obscenicznego widowiska na ulicach miasta w 2004 r.
O sprawie napisał katolicki portal bawarski – Katolische Nachrichten, który dotarł do broszury wydanej przez Zielonych w 1988 r., a więc kilka lat po szczytowym okresie otwartych żądań lewaków, aby wykreślić z niemieckiego kodeksu karnego artykuł dotyczący przestępstwa pedofilii.

W broszurze pt. „Kompleks seksualności pedofilskiej” Volker napisał m.in.:

Depenalizacja seksualności pedofilskiej jest nagląco konieczna ze względu na jej globalną kryminalizację. Zaś ta stoi w sprzeczności do zasad praworządności.

Beck uświadamiał swoich czytelników, że:

Pedofilia nie jest ani chora, ani zła z antropologicznego i psychologicznego punktu widzenia.

Zaś hasłem przewodnim było:

Samostanowienie – tak, proszę! O prawie dzieci do seksualności.

Książka pełna jest podobnych obrzydliwości, ale dziś Volker Beck odżegnuje się od nich. W wywiadzie dla „Fraknkfurter Rundschau” powiedział, że „był więźniem swoich błędów”, a niektóre rzeczy zostały „źle zredagowane przez wydawcę”. Stwierdza kategorycznie, że współżycie seksualne z nieletnim jest przestępstwem.

Jednak na wszelki wypadek sekretarz generalny CSU (bawarscy chadecy, sojusznicy działającego na terenie reszty Niemiec CDU) Alexander Dobrindt wezwał Becka do podania się do dymisji.

Warto wiedzieć, że Volker Beck bardzo wspiera polskie środowiska homoseksualistów. W 2005 r.z organizował w Berlinie antypolską demonstrację pod ambasadą RP, gdzie padały hasła typu: „Warszawska syrenko zetnij łeb Kaczyńskiemu!”. Symbolem tej demonstracji była tęczowa flaga z nabazgraną kotwicą wpisaną w literę „P”, co miało za pewne udawać znak Polski walczącej.

Beck to kolejny przykład działacza LGBT, który na jakimś etapie swojej kariery nawoływał do zalegalizowania pedofilii. Tego rodzaju informacje trzeba ujawniać i rozpowszechniać.

www.kath.net/news/41376
Edytor zaawansowany
  • 04.06.13, 18:29
    Orwell byłby dumny:

    Czy to jeszcze zamroczenie czy już poważna choroba? Tzw. poprawność polityczna nakazująca feminizować wszystko co niesfeminizowane właśnie zdobywa Mount Everest absurdu. Na szczyt jako pierwsi wdrapują się Niemcy (wkrótce wyłącznie Niemki?).

    Oto Uniwersytet Lipski postanowił „skończyć z wielowiekową dominacją mężczyzn w świecie akademickim” i zapisał w swym statucie, że wszystkie zawody na tej szacownej uczelni, założonej w 1409 roku, będą od tej pory miały formę wyłącznie żeńską.

    Będzie więc tylko "rektorka", "profesorka", "docentka" itp., z adnotacją, że zawody te wykonują także panowie. Senat uczelni zaakceptował tę zmianę jeszcze w połowie kwietnia, na początku maja zgodził się na nią rektorat, a teraz cztery miesiące ma na wyrażenie opinii saksońskie Ministerstwo Nauki. Rzecznik tego resortu zapowiedział już jednak, że sprzeciwu nie będzie, jako że kwestia nazewnictwa zawodów leży w gestii autonomicznej uczelni.

    Tygodnik "Der Spiegel", który poinformował o tym w wydaniu online, zwraca uwagę, że Uniwersytet Lipski jest pierwszą niemiecką uczelnią, która zdecydowała się na takie rozwiązanie, odchodząc od praktykowanego wcześniej zapisu typu "profesor/profesorka".

    Notabene z propozycją używania wyłącznie formy żeńskiej wystąpił mężczyzna, "profesorka doktorka fizyki" Josef Kaes. Ministra Mucha przy nim wysiada.

    wpolityce.pl/wydarzenia/55092-przyszedl-rektorka-do-pana-doktorki-na-uczelni-w-lipsku-nazwy-zawodow-moga-miec-wylacznie-forme-zenska-niemcy-zwariowali
  • 13.06.13, 23:56
    We Frankfurcie nad Odrą zakończyła się właśnie polsko-niemiecka prawnicza konferencja naukowa, a najciekawsza z punktu widzenia groźby implementacji do Polski przywilejów dla homopar była dyskusja w drugim dniu konferencji.

    Panel zatytułowano tak, aby niewielu mogło się domyślić o co chodzi:

    Napięcia i odstępstwa; obiektywny system wartości jako kontrapunkt dla zagwarantowania praw podstawowych w polskim, niemieckim oraz europejskim prawie konstytucyjnym.

    Mowę wstępną wygłosił dr Krzysztof Wojciechowski, dyr. Administracyjny Collegium Pollonicum w Słubicach. Dr Wojciechowski znany jest Czytelnikom portalu wPolityce.pl, z „wrażenia, że Donald Tusk jest o wiele bardziej proniemiecki, niż sam to przyznaje z obawy przed chrześcijańsko-narodowymi partiami” oraz z tego, że „polskie obozy zagłady” w niemieckich mediach to „możliwość leksykalnej pomyłki”:


    Następnie głos zabrał prof. dr Lothar Michael z katedry prawa publicznego Uniwersytetu w Düsseldorfie. Wygłosił on 10 tez, które tak przypadły do gustu prof. dr. hab. Mirosławowi Wyrzykowskiemu, sędziemu Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, że nazwał je „10 przykazaniami”.

    To było jak instruktaż. Te 10 tez było drogowskazem jak rozwiązać problem związków partnerskich w Polsce

    - opowiada mec. Stefan Hambura, berliński prawnik, który bezpośrednio obserwował frankfurcką konferencję.

    Co tak spodobało się prof. Wyrzykowskiemu w tezach prof. Michaela?

    Otóż niemiecki prawnik wskazał, że najlepszym sposobem do nadania przywilejów homoparom w Polsce, z końcowym zwycięstwem - czyli zrównaniem praw homopar z prawami małżonków, w domyśle włącznie z prawem do adopcji dzieci - będzie odtworzenie niemieckiej drogi.

    Niemiecki prawnik sugeruje, że najpierw powinna być stworzona ustawa o związkach partnerskich. W miarę łagodna w swej budowie, aby nie narazić ją na zakwestionowanie przez Trybunał Konstytucyjny. I to już się dzieje!

    Taki projekt jest właśnie przygotowywany przez rząd Donalda Tuska po słynnej politycznej klęsce, gdy ówczesny minister sprawiedliwości z trybuny sejmowej zakwestionował konstytucyjność nowego prawa i wraz z kilkudziesięcioma innymi posłami PO zagłosował przeciwko skierowaniu projektu do komisji.


    Potem, po kilku, kilkunastu latach – prof. Michael przyznaje, że w Polsce potrwa to dłużej, m.in ze względu na to, że w polskiej konstytucji, w odróżnieniu od niemieckiej – jest klauzula specjalnej ochrony dla małżeństwa, jako związku kobiety i mężczyzny – rozpocznie się debata nad rozszerzeniem przywilejów dla homopar. Nie będzie już chodziło tylko o „odwiedzanie chorego partner w szpitalu”, jak próbują dziś szantażować łzami działacze homo-organizacji i homo-partii parlamentarnych, choć nawet w świetle dzisiejszych przepisów nikt im tego nie zabrania, ale o wspólne opodatkowanie się.

    Zacznie się wówczas dyskusja nad wyższością artykułu 32, mówiącego o tym, że wszyscy są równi, a tym mówiącym o małżeństwie, czyli związku kobiety i mężczyzny, czyli art. 18, Będzie to – sugeruje prof. Michael w swych tezach – prowadziło do zakwestionowania najwyższej formy uprzywilejowania związku między ludźmi jakim jest małżeństwo.

    Nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby stwierdzić, że rozpocznie się demontaż tradycyjnej rodziny.

    Dzień po uznaniu przez Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe orzekł, że nierówne traktowanie małżeństw i par homoseksualnych w kwestii wspólnego opodatkowania jest niezgodne z niemiecką ustawą zasadniczą,

    i, że należy się takim parom zwrot pieniędzy, które mogły zaoszczędzić, gdyby wspólnie się rozliczały z fiskusem (już wiadomo, że niemiecki podatnik będzie uszczuplony o ok. 175 milionów euro, aby wyrównać straty związkom partnerskim – przyp. red.), w niemieckim świecie politycznym rozpoczął się festiwal deklaracji na temat jeszcze szerszego uprzywilejowania wiecznie niezadowolonych ze swojego statusu homoseksualistów.

    Najdalej poszła Ursula von der Leyen, minister pracy z CDU, która dla radia Deutschlandfunk powiedziała ku zaskoczeniu swoich partyjnych kolegów - którzy są przeciwni (jeszcze?) adoptowaniu dzieci przez homoseksualistów, że:

    Nie znam badań, które mówią, że dorastanie dzieci w partnerskich tej samej płci przebiega inaczej niż dzieci, które dorastają w mieszanych płciowo małżeństwach lub związkach partnerskich

    Zakończona konferencja naukowa we Frankfurcie dowodzi, że podobnie jak w Niemczech, także w Polsce środowiska homoseksualne w batalii o rozszerzenie swoich przywilejów będą mogły liczyć na prawników, którzy zinterpretują wszystko na korzyść homoseksualnego lobby.

    Już teraz rozgłośnia rządowa „Deutsche Welle” w informacjach o kolejnych podatkowych zwycięstwach niemieckich homoterrorystów, polskich odbiorców epatuje zdjęciami szczęśliwych tatusiów „wychowujących swoje dziecko”, tak jak to jest w tym artykule pod niewinnym tytułem „Wobec fiskusa wszyscy są równi”.

    wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-slawomira-sieradzkiego/55784-juz-wiemy-jak-bedzie-przebiegal-w-polsce-proces-zrownywania-homopar-z-rodzina-odtworzona-zostanie-droga-niemiecka-jak-a-o-to-juz-zadbaja-polscy-i-niemieccy-prawnicy
  • 05.07.13, 23:14
    www.fronda.pl/a/uczestnicy-marszu-dumy-gejowskiej-bija-zaciekle-chrzescijanskiego-kaznodzieje-ulicznego-zobacz-wideo,29285.html
  • 30.07.13, 16:59
    Ten tekst jest nie tylko przerazający. Jest po prostu ohydny:

    "I jeśli naprawdę kolejne lata chcecie, Drodzy Warszawiacy, spędzić na tym coraz bardziej kuriozalnym tańcu na mogiłach waszych ojców i dziadków, proszę bardzo. Przestańcie jednak wreszcie co roku latem zadręczać tym całą Polskę.

    Tu w Gdańsku, Katowicach, Lublinie, Krakowie i setkach innych polskich miast na Powstanie Warszawskie nikt nie patrzy tak, jak Wy. I niespecjalnie przez dwa tygodnie na przełomie wakacji mamy ochotę patrzeć jak w każdym serwisie informacyjnym i na pierwszych stornach gazet do najważniejszych informacji należy to, kto z kim o powstanie się pokłócił, czy kto wymyślił kolejny fantastyczny sposób jego upamiętnienia.

    Powstanie Warszawskie to dziś wasza intymna sprawa, której przeżywaniem nie musicie całej Polski zanudzać. I sprawiać, że dzieci na lekcjach historii z pełnym przekonaniem odpowiadają, że to nie była wojenna tragedia, a wielkie polskie zwycięstwo."

    Mozna spierac się o sens Powstania, o jego konsekwencje, ale tak niszczyc pamięć, tak niszczyć patriotyzm - to jest po prostu obrzydliwe.

    natemat.pl/69989,tez-masz-dosc-powstania-warszawskiego-cala-polska-nie-musi-przezywac-rocznicy-tak-jak-warszawa
  • 07.08.13, 16:48
    Nastepna ciekawa opinia redaktorów GW:

    "Problemem jest nie tylko ''motłoch'', ale też te autorytety prawicy, które go bronią, szeroko otwierając wrota dla obywatelstwa ''motłochu'' w życiu publicznym"

    wyborcza.pl/politykaekstra/1,133664,14398958,Lans_motlochu.html
    Co za dziwna i prawdziwie "Wyborcza" pamięć. Nie przeszkadza lansowanie Palikota, lansowanie obscenicznych manif, nieustanne atakowanie Kościoła., manipulowanie opinia publiczną, wysyłanie przeciwników do psychiatry, pogardliwe okreslenia - mohery i setki komentarzy o takim ladunku agresji pod artykułami GW.
    Ale jasne - wszystkiemu winny jest Kaczyński
  • 12.08.13, 20:34
    To jest naprawdę jak odzywa mentalnośc rodem z PRL:

    "Platforma to polskie dobro narodowe. Nie ma na politycznej scenie żadnej innej partii zdolnej do przewodzenia takiej rządowej koalicji, która prowadziłaby sensowną politykę." - taką złotą myśl stworzył J. Żakowski. Wystarczy teraz wyrzucic slowo Platforma i wstawic PZPR i mamy PRL-bis. To jest naprawdę przerazające - to uparte trzymanie sie władzy i poczucie wyższości.
    Degraduje się nasza demokracja i dodatkowo popelniony został przerazający błąd który już się mści a będzie jeszcze gorzej.
    To te polskie dobro narodowe podzieliło naród i wprowadziło do obiegu publicznego pogardę dla tych innych, tych którzy maja inna wizję państwa. Tylko że ich wolno nazywac moherami, pisiorami, koltunami i ciemnogrodem - to nie jest absolutnie język nienawiści.
    Smutne.
  • 19.08.13, 07:27
    Chłopiec, dziewczynka i ... No właśnie. Kto? Za zachodnią granicą Polski niedługo wejdzie w życie prawo, dające rodzicom trzecią opcję przy określaniu płci swojego dziecka. Obok kobiety i mężczyzny będzie to płeć "tymczasowa". To pierwsze takie rozwiązanie w Europie. Tym samym Niemcy wysuwają się na czoło w wyścigu spełniania postulatów środowisk genderowych.

    Jak informuje portal TVN24.pl (za Spiegel online) nowe przepisy wejdą w życie pierwszego października tego roku. Od tego momentu w szpitalnych certyfikatach urodzin w kategorii płeć pojawi się trzecia opcja. Rodzice będą mogli nie wpisywać czy ich dziecko jest płci żeńskiej czy męskiej. Będą mogli deklarować płeć "tymczasową".

    Jak pisze niemiecka prasa, nowe prawo jest "rewolucją". Przyjęto je w maju, ale dopiero teraz zostało zauważone przez prasę i nagłośniono fakt jego istnienia.

    - czytamy na portalu.

    Jak tłumaczy niemiecka prasa opcja "tymczasowa" ma służyć przypadkom, kiedy dziecko rodzi się z cechami męskimi i żeńskimi. Wtedy dziecko, gdy dorośnie będzie mogło samo podjąć decyzję o swojej tożsamości. Niemiecka prasa nie sprecyzowała jednak czy płeć "nieokreślona" będzie mogła zostać nadana wyłącznie dzieciom, które urodzą się z cechami obojnaczymi.

    Taka zmiana niesie ogromne komplikacje jesli chodzi o administrację i dokumenty. Część organizacji postuluje, aby obok "M" i "F" wprowadzić literkę "X", którą można by wstawiać w rubryczkę "płeć" w dokumentach.

    Taki krok oczywiście spotyka się z entuzjazmem transseksualistów i reprezentujących ich organizacji.

    To wywrze presje na Brukselę. To bardzo pozytywne wydarzenie

    - stwierdził Silvan Agius, szef organizacji ILGA Europe.

    Niemieckie prawo o płci tymczasowej będzie pierwsze. Ale analogicznym prowadzą prace także Finowie. Na szczęście aż tak im się nie spieszy...

    Chore społeczeństwo.
  • 21.09.13, 20:45
    Rzadko można przeczytać tak paskudny komentarz. Cisną sie na usta mocniejsze slowa, ale nigdy nie nalezy zniżać się do poziomu "europejskiego":


    "Mentalność, która doprowadziła do katastrofy smoleńskiej, trwa. Nadlatuje nad Polskę samolot, którego piloci swoją niekompetencję pokrywają wygłaszanymi gromko hasłami o Polsce, patriotyzmie, wymachują krzyżem i deskami ze smoleńskich trumien
    Katastrofa smoleńska 10 kwietnia 2010 r. była wielką polską katastrofą cywilizacyjną. Złożyło się na nią polityczne chciejstwo i niekompetencja. Wielka prezydencka delegacja Lecha Kaczyńskiego miała zakasować polityczny przełom, jakim było dwa dni wcześniej spotkanie premierów Donalda Tuska i Władimira Putina na grobach polskich oficerów w Katyniu. Miała być uwerturą do kampanii prezydenckiej, od której zależał los PiS.

    Wizytę zorganizowano zgodnie z polską tradycją "jakoś to będzie". Samolot pilotowała niezgrana i niedostatecznie wyszkolona załoga, przekonana jednakże, że wylądowanie jest polską racją stanu. Skończyło się tragedią, zginęło 96 ludzi.

    Dziś dokładnie to samo paliwo - polityka i niekompetencja - napędza zespół Antoniego Macierewicza. Za "naukowością", "dążeniem do prawdy", "zwalczaniem rosyjskich kłamstw" czai się niekompetencja i pseudonauka. Paranoiczne teorie spiskowe służą do robienia wody z mózgu Polakom, a w rezultacie politycznemu zwycięstwu PiS i Jarosława Kaczyńskiego.

    Jednym z kluczowych zaniedbań w wyszkoleniu pilotów, które doprowadziły do katastrofy, był zakaz szkoleń na symulatorze Tu-154 w Moskwie. Wydał go rząd PiS, bo bał się, że piloci mogą być ofiarami agenturalnej infiltracji. Ci, którzy latają, wiedzą, że dwie godziny na symulatorze to odpowiednik tysięcy godzin lotu. Piloci uczą się, jak zachować się we mgle, podczas burzy, awarii silnika, w momencie sygnalizacji zagrożeń, np. pull up (ostrzeżenie przed zderzeniem z ziemią). Załoga Tu-154 to byli zawodowi piloci, ale niedostatecznie przeszkoleni do latania w krytycznych warunkach. W symulatorze mogą zginąć wiele razy, w rzeczywistości tylko raz.

    Cóż z tego, że naukowcy z zespołu Macierewicza mają tytuły profesorów, skoro przyznali, że nigdy nie badali lotniczych katastrof. Jeden z nich opowiadał publicznie bzdury o ginekologicznych rozstępach poszycia samolotu, inny ciął brzozę skrzydłem jak brzytwą, nie zważając, że skrzydło ma konstrukcję ażurową, a kolejny opowiadał, że rozrzucone części samolotu świadczą o wybuchu, a dokumenty ws. katastrofy kupił na bazarze.

    Ujawnione przez "Gazetę" zeznania naukowców w prokuraturze pokazują tę niekompetencję w formie skoncentrowanej. Nie wiem, czy pycha, brak wstydu, czy polityczne zacietrzewienie powodują, że Antoni Macierewicz wykorzystuje tych ludzi. Ważne jest to, że w razie zwycięstwa PiS mistrz technologii smoleńskiego kłamstwa Antoni Macierewicz jest przewidziany do najważniejszych stanowisk. Sam Jarosław Kaczyński uważa, że teoria zamachu wyjaśnia katastrofę smoleńską.

    Mentalność, która doprowadziła do katastrofy smoleńskiej, trwa. Nadlatuje nad Polskę samolot, którego piloci swoją niekompetencję pokrywają wygłaszanymi gromko hasłami o Polsce, patriotyzmie, a na lewo i prawo wymachują krzyżem i deskami ze smoleńskich trumien. Pull up, pull up."

    wyborcza.pl/1,75968,14643061,Katastrofa_znow_przed_nami__PULL_UP__PULL_UP__PULL.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
  • 27.09.13, 22:26
    Po ponad roku zastanawiania się, dziś posłowie Platformy Obywatelskiej zdecydowali się odrzucić projekt ustawy zmierzający do odzyskania narodowych domen internetowych przez państwo.

    Przypomnę, że już prawie dwa lata temu, wraz z posłem Kazimierzem Michałem Ujazdowskim, opracowałem projekt ustawy, który miał spowodować odzyskanie domen składających się z nazwy „Rzeczpospolita Polska” i „Polska” z rozszerzeniem „.pl”, gdyż przez niefrasobliwe działania państwowej instytucji akademickiej, której dotąd one podlegały, zostały one wydzierżawione między innymi Agorze, spółce wydającej „Gazetę Wyborczą”.

    A więc każdy, kto zechce przez takie domeny czegokolwiek dowiedzieć się o Polsce, jest odtąd skazany na informacje filtrowane przez to jedno z najbardziej ideologicznie zacietrzewionych środowisk w Polsce. Wydawało się nam, że idea odzyskania tych domen przez państwo i powierzenia ich władztwa Prezydentowi RP ma szanse uzyskać consensus polityczny, choćby ze względu na obecnego lokatora Pałacu Prezydenckiego.

    Dopiero rok temu powołano specjalną podkomisję sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych, która miała ten projekt rozpatrzyć. Dziś, po roku wahania, szef tej podkomisji, poseł PO Grzegorz Raniewicz, zwołał ją po raz pierwszy. Obrady trwały 3 minuty (!). Inny poseł PO Piotr Van der Coghen od razu złożył wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, gdyż – choć nie odmówił mu „pewnej merytorycznej zasadności” – jej skutki finansowe miałyby być nie do udźwignięcia. Nie podał przy tym, na jakie ekspertyzy w tej sprawie się powołuje. Wynik głosowania: 5:2.

    Teraz podkomisja zarekomenduje całej Komisji Spraw Wewnętrznych odrzucenie tego projektu.A to wszystko w sytuacji, gdy nawet rząd Donalda Tuska uznał zasadność odzyskania domen przez państwo. Sugerował jedynie, by nie powierzać opieki nad nimi prezydentowi, lecz ministrowi właściwemu do spraw informatyzacji lub ministrowi spraw zagranicznych. Można było o tym dyskutować. Nawet na to posłowie PO nie mieli ochoty. Wygląda więc na to, że „kolonizacja Platformy Obywatelskiej” przez środowisko „Gazety Wyborczej”, nad którą jeszcze kilka lat temu zastanawiał się życzliwy Platformie socjolog, czy się stanie, czy też nie, zaszła bardzo daleko. Posłowie PO nie ośmielą się odebrać temu lewicowemu środowisku zabawki, którą sami mogliby używać jako tymczasowi zarządcy państwa polskiego. To kolejny dowód na bardzo niski poziom instynktu państwowego wśród członków rządzącej dziś partii.

    wpolityce.pl/artykuly/63459-spor-o-narodowe-domeny-internetowekolonizacja-platformy-obywatelskiej-przez-srodowisko-gazety-wyborczej-zaszla-bardzo-daleko
  • 02.10.13, 10:13
    Najbardziej przerazające jest atakowanie Kościoła na wszlekie mozliwe sposoby - dając przy tym przykład niesłychanej wręcz ignorancji:

    "Jaki to musi być szok poznawczy dla fundamentalistów, którzy głoszą nieomylność biskupówtongue_out
    Można było do niedawna wklejać na forach linki do najgłupszych nawet wypowiedzi biskupów i się nimi podpierać, a co teraz? Co będzie, jak ktoś (papież?) zrobi wreszcie porządek i pogoni takiego bp. Hosera? Taki ludzki pan, raz po uroczystości bierzmowania w parafii wyszedł do ludzi nawetwink"

    forum.gazeta.pl/forum/w,183812,147148915,147202766,Re_Dzien_bez_ministranta_w_diec_w_wsko_praski.html
    Proponuję zamiast wypisywac takie bzdury moze jednak zapoznać się choc odrobinę z dotkryną i nie wypisywac banialuk o wierze w nieomylność biskupów? Nie ma takiego fundamentalisty ktory glosiłby podobne bzdety.
    Wcale nie dziwię się teraz że na tzw. postępowych forach wyrzuca się tych co maja trochę inne zdanie. Nie ma to jak towarzystwo wzajemnej adoracji wzajemnie nakręcające się w tworzeniu ciekawych teorii.

    Szkoda tylko że tak aktywnie uczestnicza w tym osoby deklarujące sie jako katolicy.
  • 14.10.13, 14:03

    Piękny przykład szacunku wobec ludzi i ich wyborów - w tym przypadku politycznych:

    "Ordynarna, prymitywna, demagogiczna kampania polityczna PIS-u może dawać jakieś rezultaty w jakichś mieścinkach na Podkarpaciu, ale w dużych miastach takich jak Warszawa, ludzie (w każdym razie ich większość) mają jednak alergię na prostactwo." -

    tomaszlis.natemat.pl/78173,wygrala-warszawa
    Tak pisze znany z swojej bezstronnosci i tolerancji red. Lis. Ciekawe jak powyższe zdanie odbierają mieszkańcy "mieścinek na Podkarpaciu?" Pewnie jako prostacy nie zrozumieją finezji tej wypowiedzi.
  • 25.10.13, 19:24
    Mamy premiera i mamy rząd - i to jest właśnie przerażające. Bo to co robi nasz premier i nasz rzad jest gotowym scenariuszem filmu fantastycznego - tylko że niestety klasy C co najwyżej.
    Bo jak inaczej traktowac taka wypowiedź naszego premiera?:

    "Uważam, że najwyższy czas, aby powiedzieć, nie pół żartem, nie pół serio, nie w tonie kabaretowym, tylko naprawdę serio powiedzieć, co ci politycy zrobili ze sprawy smoleńskiej i zrobili z Polakami. A zrobili rzecz straszną i powinni wziąć za to odpowiedzialność - oświadczył Tusk."

    Co oni zrobili? tylko oni? - i to jest właśnie przerażające - jak za czasów PRL - znowu winni sa inni.

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14845262,Tusk_ma_dosc__upiornego_zachowania_Macierewicza__.html?lokale=olsztyn#BoxWiadTxt
  • 08.11.13, 20:42
    Najbardziej przerażające jest to, że są podobno "postepowi" katolicy którzy też głoszą podobne hasła - akceptując aborcję.


    " Antykatolickie i proaborcyjne grupy zainicjowały globalną kampanię, w której domagają się pozbawienia Stolicy Apostolskiej roli stałego obserwatora w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Obok organizacji popierających aborcję - takich jak Centrum Praw Reprodukcyjnych (CRR) czy Planowane Rodzicielstwo (PP) - w agresywnej kampanii wymierzonej w Watykan i Kościół katolicki prym wiedzie amerykańska grupa proaborcyjna Katolicy na rzecz Wyboru (CFC), głoszącą, wbrew mylącej nazwie, przekonania niezgodne z nauką Kościoła.


    Zdaniem Austina Ruse’a, szefa Katolickiego Instytutu Praw Człowieka i Rodziny ( C-FAM) z Nowego Jorku i Waszyngtonu, Stolica Apostolska często jako jedyna broni na forum ONZ życia nienarodzonych i wartości naturalnej rodziny. Dlatego wielu wpływowych działaczy, którzy uważają, że aborcja powinna stać się powszechnym prawem człowieka a pojęcie rodziny całkowicie zlikwidowane, twierdzi, iż Watykan należy wykluczyć z ONZ.



    W filmie wideo, jaki organizacja CFC umieściła na swojej stronie internetowej, podnosi się, że Watykan blokuje wszelkie postępowe inicjatywy, mające stać na straży wolności i zdrowia kobiet. CFC podkreśla też, że Stolica Apostolska jest zbyt małym państwem, by mieć wpływ na podejmowanie kluczowych dla rozwoju ludzkości decyzji.


    Próby wykluczenia Watykanu z ONZ podejmowały antykatolickie organizacje proaborcyjne pod koniec lat 90. ub. wieku. Wtedy w odpowiedzi na ataki CFC i innych grup katolickie organizacje zainicjowały kampanię polegającą na przesyłaniu do ONZ listów poparcia dla działań Stolicy Apostolskiej na rzecz obrony praw ludzkich.

    Organizacja CFC (wcześniejsza nazwa Katolicy na rzecz Wolnego Wyboru) powstała w 1973 i od początku popierała aborcję i atakowała agresywnie Kościół katolicki. Feministki z CFC domagają się szerokiego dostępu do antykoncepcji, sterylizacji, promują homoseksualizm i nadanie związkom jednopłciowym statusu małżeństwa.

    W latach 1980-2007 na czele CFC stała była zakonnica Frances Kissling, która po wystąpieniu z zakonu wyszła za mąż, a następnie rozwiodła się. Ta była dyrektorka jednej z pierwszych klinik aborcyjnych w Nowym Yorku próbowała przekonywać innych katolików, że dysponująca wielomilionowym budżetem CFC, jest instytucję wierną katolicyzmowi. Dysponuje licznymi przybudówkami i siecią partnerskich organizacji szczególnie w Ameryce Łacińskiej.

    3 lata temu na jednej z konferencji naukowych na amerykańskim uniwersytecie Princeton Kissling apelowała, by pozbyć się raz na zawsze skojarzeń aborcji ze złem i przyznać powszechne prawo do aborcji. "Nie obchodzi mnie jak to zostanie dokonane: czy przez konstytucję, ONZ, prawa stanowe lub federalne, czy dzięki Talibom" - grzmiała zatrudniona przez uczelnię aktywistka o znikomym wykształcaniu akademickim."

    www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,16248,grupy-proaborcyjne-wykluczyc-watykan-z-onz.html
  • 18.11.13, 18:20
    Oto przykład tolerancji:

    "Już kolejny raz Dominika Wielowieyska prezentuje swoją koncyliacyjną i pełną tolerancji twarz. No bo jak inaczej ocenić, jak nie wyraz ostentacyjnej miłości bliźniego, jej najnowszy komentarz w "Gazecie Wyborczej"?

    Nie mogę się nadziwić, że Wojciech Cejrowski, który jest manifestacyjnym szowinistą i homofobem, ma programy w telewizji publicznej, utrzymywanej po części z abonamentu obywateli

    - zaczyna z miejsca pocałunkiem tolerancji.

    Ale pomijając epitety, okazuje się, że pani redaktor zamierza decydować (wskazywać, ujawniać, donosić?) kto się nadaje, a kto nie - ze względu na poglądy - do telewizji publicznej. Jeszcze niedawno rolę tę w "Gazecie Wyborczej" pełniła Agnieszka Kublik, ale po czystkach w mediach publicznych sprzed paru lat, wydawało się, że TVP ostatecznie została oczyszczona z niepewnych i antysocjalistycznych elementów, znaczy antypoprawnościowych. A tu nie. Trzeba czyścić dalej. Zgodnie z hasłem klasyka, że walka klasowa zaostrza się wraz z budową komunizmu, tzn. państwa Tuska.

    W takiej sytuacji należy szukać wroga i podnosić emocje wśród akolitów i wśród zwykłych, szarych aktywistów. To dlatego, dla red. z GW, Marsz Niepodległości:

    To marsz nienawiści, bo taki jest jego charakter.

    Abstrahując od czasami dwuznacznej postawy liderów narodowców, to jednak ich marsz od kilku lat, w dużej mierze przecież dzięki "nagłaśnianiu" go chociażby przez "Gazetę Wyborczą", gromadzi dziesiątki tysięcy osób, które nie widzą dla siebie innej możliwości uczczenia Święta Niepodległości.

    Wielowieyska nie może się jednak nadziwić, że na taki marsz przychodzą całe rodziny z dziećmi.

    Zastanawiam się nad motywacjami tych rodzin. Co roku 11 listopada dochodzi w Warszawie do burd. Płoną wozy transmisyjne znienawidzonych stacji, samochody prywatne, tęcza i budka strażnika pod ambasadą Rosji. Co roku latają kamienie i butelki z benzyną. I te osoby rok w rok narażają swoje dzieci na niebezpieczeństwo, idąc na ten marsz.

    No właśnie, dlaczego, pani redaktor? Może to rzeczywiście samobójcy i masochiści. Ale może jest tak - w co z pewnością trudno uwierzyć pani redaktor - że te burdy - wywoływane poprzednio m.in. przez pani redakcyjnego kolegę - Seweryna Blumsztajna - to kompletnie nieistotny margines, nie wpływający w najmniejszym stopniu na uroczysty i podniosły nastrój i charakter samego marszu?

    Dominika Wielowieyska załamuje ręce, że:

    uczestnicy marszu w zachwycie temu kibicowali. Nie było nikogo w tym gronie, kto by głośno protestował przeciwko przemocy.

    I znów można by spytać publicystkę GW - proszę pomyśleć, dlaczego tak się dzieje? Wszyscy, włącznie z dziećmi są do cna zdemoralizowani, czy może jednak jest to jakiś sygnał, że nie ma przyzwolenia na siłowe dyktowanie Polakom, co mają czcić, a czego nie?

    Mogą panią oburzać dosadne słowa Wojciecha Cejrowskiego:

    Nie mogę się godzić na pomnik grzechu sodomskiego wystawiony tuż przed świątynią. Ta świątynia tam była pierwsza, więc won z pederastami z placu Zbawiciela!"

    ale proszę znów się wysilić i pomyśleć, jak by protestowali muzułmanie czy Żydzi, gdyby gejowski symbol stanął przed meczetem lub synagogą.

    Wiadomo - katolicy głosu nie mają ani najmniejszego prawa do ochrony własnych uczuć religijnych.

    A już zupełnie głupawego argumentu chwyta się Wielowieyska, twierdząc, że tęcza znaczy dziś coś innego niż to pojmuje każdy, nawet z "Gazety Wyborczej". To argumentacja właściwa dla krytykowanej przez nią narodowców, którzy potrafili przekonywać, że swastyka to symbol szczęścia.

    Najlepsza jednak jest pointa. Otóż pani red. Wielowieyska nie życzy sobie

    polskich flag na marszu nienawiści, bo jest to profanowanie naszych symboli narodowych.

    Po prostu cynizm do sześcianu. Czy z równą werwą protestowała przeciw wsadzaniu polskich flag w psie kupy, ich paleniu i wrzucaniu do muszli klozetowej czy chociażby profanacji polskiego orła, przekształcanego na nazistowski symbol? Czy te jednak zjawiska nie wywołują oburzenia pani redaktor?"

    wpolityce.pl/wydarzenia/67358-wielowieyska-pozazdroscila-kublik-funkcji-kadrowej-w-tvp-nie-moge-sie-nadziwic-ze-wojciech-cejrowski-ma-programy-w-telewizji-publicznej
  • 03.01.14, 09:51
    Oto jakie wizje snują najbardziej "postepowe" feministki:


    "Jestem komunistką, bo wierzę, że to najbardziej proludzki, humanitarny ustrój. Wolałabym żyć na Kubie niż w USA" - deklaruje w rozmowie z Robertem Mazurkiem Katarzyna Bratkowska.

    Na pytanie Roberta Mazurka, dlaczego walka o wolność aborcji ma dla Bratkowskiej tak wielkie znaczenie, feministka odpowiada: „Gdy kobieta jest w niechcianej ciąży, to wystarczająco trudna jest sama konieczność dokonania wyboru, podjęcia - jakkolwiek na to patrzeć - decyzji ostatecznej. Nie uważam, żeby to było dziecko, ale to jest potencjalny człowiek, jest to już jakieś życie”.

    Dziennikarz zauważa, że skoro jest już „jakieś życie”, to decyduje się o czyimś życiu albo śmierci, na co Bratkowska zauważa, że jest to „potencjalny byt” i dodaje, że „do pewnego etapu to bardziej część ciała matki niż jakikolwiek odrębny podmiot”.

    W rozmowie z Mazurkiem Bratkowska wychwala też komunizm jako "bardzo pozytywną, równościową ideologię". "Jestem komunistką, bo wierzę, że to najbardziej proludzki, humanitarny ustrój. Wolałabym żyć na Kubie niż w USA" – deklaruje feministka. Jej zdaniem komunizm nie ma na swoim koncie żadnych zbrodni, bo... nigdy i nigdzie go nie wprowadzono. Zbrodniczy jest natomiast kapitalizm, który "ma więcej ofiar".

    www.fronda.pl/a/katarzyna-bratkowska-komunizm-to-najbardziej-proludzki-ustroj,33183.html
    Nic więc dziwnego że tych ktorzy nie zgadzaja sie z takimi poglądami etykietuje się jako "faszystów" - no jak mozna bowiem nie popierac najbardziej humanitarnego ustroju jakim jest komunizm?
  • 06.01.14, 17:18
    To już nie jest przerażające , to jest wręcz chore:

    " To chore.Tak można określić niektóre posty na Facebooku solidaryzujące się z Katarzyną Bratkowską i jej zabiciem dziecka nienarodzonego. Posty świadczą o tym, że w Polsce niektóre kobiety są po prostu opętane

    Na Facebooku wrze od szatańskich kobiet. Oto niektóre z nich, na znak solidarności z Katarzyną Bratkowską, która deklarowała przed Wigilią, że przerwie ciąże, i jak mówiła w Nowym Roku dokonała tego procederu, uśmiercając swoje dziecko, piszą publicznie, że również w dniu dzisiejszym czyli 6 stycznia dokonają aborcji. Na znak solidarności z Bratkowską! To jakieś istne grupowe opętanie. Femi-nazistki, tak można otwarcie powiedzieć o tych kobietach!

    Niektóre kobiety, które zostały matkami piszą min. „Że zarodek to nie dziecko”, „że przerwanie ciąży to nie jest morderstwo”. Wzywają, że kobieta ma prawo do legalnej, bezpiecznej aborcji. Że powinny być dostępne legalne pigułki „po”. I to wszystko dla kobiet, które żyją w opresyjnym, katolickim otoczeniu, które powoduje, że kobiety muszą dokonywać nielegalnych, zagrażających im życiu i ich godności, aborcji. Co za wstręt do życia, do dziecka, istny podmuch szatana. Kobiety, które w taki sposób mówią, piszą o dziecku, które zostało poczęte w ich łonie, są totalnie wyzute człowieczeństwa. Są ahumanistyczne. Są opętane. To kobiety I trzeba modlitwy, jak również specjalistów ludzkiej psychiki, by uleczyć ich cierpienie, ich wstręt do życia. To współczesny, polski horror!"

    www.fronda.pl/a/niektore-kobiety-sa-naprawde-opetane-solidarnosc-z-aborcjonistka-bratkowska,33273.html
    Warto zwrócić uwage na to jak pisze o tym wszystkim GW - jest to wyraz solidarności z Bratkowską !!!
    wyborcza.pl/1,75478,15229428,_Dzis__6_stycznia_2014__przerwe_ciaze___Akcja_feministek.html
  • 25.01.14, 16:38
    Elity lewicowe fascynują się wypowiedziami ks. Oko a ja dzieki temu mam szansę na przeczytanie zdania które mozna okreslić jako najwieksze odkrycie ostatnich 2000 lat. Archimedes, Kopernik czy też Einstein to pikuś przy taki to oto odkryciu:

    "Każdy występ księdza Oko (z iście szalonym błyskiem w oku, indeed) kompromituje ideę „rehabilitacji seksualności”, której nowoczesny Kościół rzekomo hołduje, wymyślając kolejne „teologie ciała” i kolejne wzorce idealnego pożycia opartego na intymnym życiu Trójcy Świętej (zresztą w dwóch trzecich męskiej, a w jednej trzeciej co najwyżej obojnaczej)."

    www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140125/historie-oka
    Od dzisiaj będę także twierdził że gender to nauka przyszlości - tak epokowego odjkrycia jak ustalenie płci Trójcy Świętej mozna dokonać tylko dzięki badaniom prowadzonym z iście naukowym zacięciem w różnego rodzaju gender studies.

    Czekam na następne odkrycia.
  • 02.07.14, 11:52
    To jest dopiero coś - oto do czego prowadzi nowoczesny feminizm:


    "Pod koniec czerwca "Amatorski Front Operowy" (składający się z grupy kilkunastu kobiet), zaprezentował na warszawskiej Pradze fragmenty "Morza Krwi", opery autorstwa północnokoreańskiego dyktatora Kim Ir Sena. Odbyło się to przy okazji turnieju piłkarskiego "Kobiety-kobietom".

    W opisie na stronie wydarzenia na Facebooku, czytamy, że to "to rewolucyjna opera koreańska, opowiadająca o walce koreańskich kobiet z uciskiem japońskich okupantów i patriarchatem". Opowiada o tym, jak w latach 30. jedna z Koreanek ("Matka") po śmierci męża staje na czele Związku Kobiet.

    "Związek przełamuje tradycyjny podział, wedle którego walka zbrojna zarezerwowana jest dla mężczyzn, a rewolucyjne działania kobiet ograniczają się do zadań pobocznych i pomocniczych. Pod wodzą Matki, kobiety odegrają kluczową rolę w walce o zdobycie japońskiego garnizonu" - czytamy na stronie zapowiadającej wydarzenie. Uczestniczą w nim m. in. znana feministka Katarzyna Bratkowska a także Florian Nowicki z Polskiej Partii Pracy, syn Wandy Nowickiej, wicemarszałkini Sejmu.



    Występ trwał 40 minut. Bratkowska zapowiedziała, że jesienią opera zostanie wystawiona w całości. Ale już wystawienie fragmentów sztuki północnokoreańskiego dyktatora wystarczyło, by koledzy Bratkowskiej uznali, że to przesada. Kilka dni po pokazie, środowiska lewicowe (m.in. Młodzi Socjaliści, Zieloni i Polska Partia Socjalistyczna) napisały list otwarty.

    "Ta rewolucyjna opera koreańska, jak opisują ją organizatorzy wydarzenia, jest niczym innym jak apoteozą ideologii Dżucze. Co gorsza, próby przed wystawieniem tego dzieła wizytowane były przez notabli północnokoreańskiego reżimu: "attaché kulturalnego" Ri Chun Su oraz zastępcę ambasadora Kim Ju Doka. Ten pierwszy to w rzeczywistości funkcjonariusz północnokoreańskiej bezpieki, zajmujący się m.in. handlem półniewolniczą pracą koreańskich robotników" - piszą działacze lewicowi.

    Rzeczywiście, na próbach pojawił się Ri Chu Sun. Informują o tym sami organizatorzy na Facebooku.

    "Dziwimy się, że komukolwiek trzeba tłumaczyć sprawy tak elementarne, ale najwyraźniej jest to konieczne: Korea Północna jest krajem rządzonym przez zbrodniczy, totalitarny reżim. Współpraca z koreańską bezpieką przy okazji wystawienia dzieła Umiłowanego Przywódcy nie różni się niczym od współpracy z neonazistami przy wydawaniu dzieł Adolfa Hitlera" - dodają. Dlaczego zdecydowali się na list otwarty?

    "Kompromitujące działania osób określających się jako lewicowe rzutować będą na opinię całego środowiska" - piszą. Pod listem ok. 30 osób.

    Dziś do zarzutów kolegów odniosła się sama Bratkowska.

    "Zostaliśmy publicznie potępieni i obszczekani przez kretynów, którym wszystko myli się ze wszystkim, bo wolą burzę w szklance wody niż wysiłek pomyślenia i nauczenia się czegoś. List otwarty jest na Lewica.pl, nie wrzucam go tu, bo dla mnie to coś smrodliwego. Śmierdzi brakiem intelektu i karierowiczowskimi motywacjami. Brrrrrr...." - pisze Bratkowska. I przekonuje, że "opera jest rewolucyjna, socjalistyczna i feministyczna, i nie ma nic wspólnego z polityką KRLD".

    "Oczywiście, dodajmy, nikt z sygnatariuszy owego listu, przedstawienia nie obejrzał" - dodaje Bratkowska."

    wyborcza.pl/1,75478,16256401,Lewica_kloci_sie_o_opere_Kim_Ir_Sena_i_agentow_bezpieki.html
    Jak zwykle - jak można protestować przeciwko absurdowi, zwłaszcza gdy tak "wielkiego dzieła" nie było dane obejrzeć. Oto - nasza lewica.

  • 10.07.14, 14:07
    Naprawdę - sposob formułowania myśli połączony z inwektywami przypomina naprawdę minione czasy. Zadziwiające jak można w ten sposób mowic o ludziach ktorzy mają inny punkt widzenia. Tylko skąd ja znam ten jezyk?:


    "- A jeżeli panu Chazanowi nie podoba się prawo, niech wyjedzie - przekonywał w Radiu ZET Stefan Niesiołowski
    Artykuł otwarty
    Stefan Niesiołowski był gościem Moniki Olejnik. Zaczął od pochwały pod adresem prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz za decyzję o odwołaniu prof. Bogdana Chazana. To dyrektor szpitala im. Świętej Rodziny, który - powołując się na sumienie - nie tylko odmówił kobiecie legalnej aborcji, lecz także nie wskazał innej placówki. A do tego zobowiązują go przepisy.

    O Chazanie: "Jak mu się nie podoba, niech wyjedzie"

    - Hanna Gronkiewicz-Waltz przestrzega prawa. Pan Chazan złamał prawo. Na razie taka jest ustawa i trzeba jej przestrzegać. Jeżeli panu Chazanowi to się nie podoba, niech wyjedzie - mówił polityk PO.

    - Nie chcę być złośliwy, ale to bardzo niebezpieczne, jeżeli ktoś się mianuje przedstawicielem i ma bezpośrednią linię do Boga i bezpośrednią z nim łączność. Takie przypadki często źle się kończą - przekonywał.

    Skrytykował też ks. Pawła Bortkiewicza, który w rozmowie z Frondą nie wykluczył ekskomuniki prezydent Warszawy. - Jeżeli komuś nie przeszkadza Terlikowski i pisuje we Frondzie, to powinien raczej zdjąć sutannę kapłańską i zająć się czymś innym. Jeśli ktoś pisuje w czymś tak paskudnym, to parodiuje katolicyzm. Ks. Bortkiewicz powinien po prostu odejść z kapłaństwa.

    - To są ludzie, którzy bardzo szkodzą Kościołowi. Bo Kościół to jest miłość, wybaczenie, pochylenie się nad człowiekiem, a nie pogarda dla człowieka i wyzwiska - w ten sposób skrytykował Terlikowskiego i Kaję Godek z fundacji Pro - Prawo do Życia. To ona we wrześniu ubiegłego roku prezentowała w Sejmie projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.

    O Kaczyńskim: "Niech odejdzie na zawsze w hańbie"

    Ale gorzkich słów polityk PO nie szczędził również prezesowi PiS. - Jedyne, co ma do powiedzenia, to "Tusk musi odejść". Tak jak Lepper w kółko powtarzał, że Balcerowicz musi odejść. Ze znanym skutkiem. Ale dla Leppera, a nie Balcerowicza. Kaczyński skończy jak Lepper - zawyrokował. - Życzę mu, żeby odszedł na zawsze w hańbie z polskiej polityki, którą sprowadza do rynsztoka.

    W czasie środowej debaty nad wotum nieufności wobec rządu Kaczyński zarzucił rządzącym "dresiarsko-knajacki styl świadomości". - A jaki styl ma pan Kaczyński? - pytał Niesiołowski. - Ma równoległy Sejm, jakąś swoją enklawę, niektóre miejsca pod pomnikami, gdzie gwiżdżą jego fagasy i ryczą, kiedy przychodzi ktoś inny i składa kwiaty.

    - Kaczyński wczoraj proklamował coś w rodzaju alternatywnego parlamentu - kontynuował. - To, co proponował Kaczyński, to całkowita jałowość. Wyzwiska, okrzyki, przebieranie nóżkami w kolejce do władzy. Ludzie to widzą i dlatego przegra kolejne wybory.

    O Glińskim: "Kukła". O Pawłowicz: "Osoba chora"

    Nie najlepsze zdanie ma Niesiołowski i o wytypowanym przez prezesa na premiera rządu technicznego prof. Piotrze Glińskim. Bo - zdaniem polityka PO - Kaczyński sam powinien stanąć do walki, a "nie wystawiać tego biednego Glińskiego, który kompromituje siebie i tytuł profesorski". - Żadnej godności? Być taką kukłą? Bardzo mi przykro, bo to profesor, czyli w jakimś tam stopniu mój kolega. Czuję się trochę solidarny z profesorami, ale...

    - A z prof. Pawłowicz czuje się pan solidarny? - dopytywała Olejnik. W trakcie debaty posłanka PiS zarzuciła PO, że fałszuje wybory. Wykrzykiwała też z ławy sejmowej: "Ch...! D...! I kamieni kupa!".

    - To nie jest profesor - odparł szybko. - To jest chyba osoba chora."

    wyborcza.pl/1,75478,16301334,Niesiolowski__Kaczynski_skonczy_jak_Lepper__Pawlowicz.html
  • 13.07.14, 13:15
    Nasza tzw. postępowa lewica sięga wręcz dna:


    "Nie wytrzymaliśmy. A właściwie kobiety z Ruchu nie wytrzymały. Dość tej obłudy" - napisał Janusz Palikot na swoim blogu. Jutro pod szpitalem w Wołominie działacze Twojego Ruchu będą pokazywać "drastyczne zdjęcia dzieci z wadami, akceptowanymi przez PiS i Kościół".
    Działacze partii odczytają też listę nazwisk lekarzy, którzy podpisali deklarację wiary i będą rozdawać ulotki z informacjami o prawach kobiet w służbie zdrowia.

    Palikot zapowiada, że z akcją objadą cały kraj.

    Szpital z antyaborcyjnym statutem

    Przypomnijmy - radni PiS i koalicyjnej Wspólnoty Samorządowej dodali do statutu szpitala powiatowego zapis o "bezwzględnej zasadzie ochrony życia ludzkiego". Radni uchwalili jednocześnie poparcie dla prof. Bogdana Chazana za odmowę przeprowadzenia legalnej aborcji.

    Zapowiedź pokazu "Dzieci Chazana", bo tak nazwano happening, który odbędzie się jutro w podwarszawskim Wołominie, natychmiast wywołała falę krytyki środowisk prawicowych."

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16316081,Palikot__Pokazemy_drastyczne_zdjecia_dzieci_z_wadami_.html#BoxWiadTxt
    Takie pomysły powinny spotykac się z krytyką wszystkich ludzi posiadajacych choc odrobine poczucia przyzwoitości.
    Niestety - jak widać jest to towar deficytowy.
  • 29.09.14, 21:06
    Obrzydliwe - oto oblicze tzw. postepowej lewicy:



    "Nie mówię, że jestem za legalizacją związków kazirodczych. Twierdzę tylko, że warto rozpocząć dyskusję na ten temat" - napisał na swoim blogu w portalu "Polityki" Jan Hartman. Mogący wzbudzać kontrowersje wpis zniknął z sieci.
    - Został usunięty, bo redakcja "Polityki" obawiała się masowego hejtu - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Jan Hartman o tym, dlaczego jego tekst dotyczący tabu kazirodztwa zniknął z sieci. O czym dokładnie pisał profesor?

    "Wygląda na to, że upada najsilniejsze tabu ziemskiego globu, jakim jest zakaz kazirodztwa" - rozpoczyna swój blogowy wpis z 28 września Jan Hartman.

    Filozof stawiając taką tezę wspomina nie tylko o tym, że temat erotycznego związku spokrewnionych ze sobą osób od ponad stu lat coraz śmielej podejmuje literatura czy film. Podając przykład Niemiec, Hartman dodaje też, że "ostatnio poważne państwa zaczynają przyglądać się swojemu surowemu prawu" dotyczącemu właśnie kazirodztwa. Następnie filozof bierze pod lupę argumenty, które od wieków uzasadniały owe tabu.

    Trzy argumenty przeciw tabu kazirodztwa

    "Wszystko, co mamy na podorędziu, jest natury religijnej i obyczajowej" - zauważa Hartman mówiąc o uzasadnieniach obowiązującego i dziś zakazu kazirodztwa. Twierdzi też, że w "erze skutecznej antykoncepcji" trudno przyjmować argument o tym, że kazirodztwo "zagraża poczęciem dziecka z wadami genetycznymi".

    Hartmana nie przekonuje też twierdzenie, że kazirodztwo jest wbrew opartemu na tradycji "naturalnemu porządkowi rzeczy" - filozof twierdzi, że dawne "obyczaje i tradycje" nie powinny być dziś głównym uzasadnieniem obowiązującego prawa.

    Filozof pisze też, że legalizacja związków kazirodczych nie powinna mieć "dewastującego wpływu na życie ludzi, którzy na takie związki by się skusili". Zaznaczając, że jego zdaniem takie relacje mogą być "psychicznie obciążające", pyta jednak: "Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?".

    Hartman chce dyskusji, wpis znika

    Swój wpis Hartman podsumowuje w ten sposób: "Nie mówię, że jestem za legalizacją związków kazirodczych. Twierdzę tylko, że warto rozpocząć dyskusję na ten temat".

    Zdania filozofa najwyraźniej nie podziela jednak redakcja "Polityki", bowiem po konsultacji z autorem wpis został skasowany. - Reakcja internautów na ten tekst pokazuje, jak ciężki jest to temat - mówi Hartman.

    Filozof zaznacza jednak, że absolutnie nie wycofuje się ze swoich tez. Podkreśla jednocześnie, że jego wpis nie miał na celu "promowania" kazirodztwa, o co starają się go niektórzy oskarżać.

    - Odnotowałem tylko pewne zdarzenie, pewien fakt, z którym będziemy musieli się zmierzyć - mówi o niemieckiej dyskusji na temat depenalizacji kazirodztwa. Filozof zauważa, że argumenty za tym, by takiego typu związki traktować jako przestępstwo, są dziś "słabe". - Być może trzeba będzie je wymyślić - zauważa."

    www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,16723625,Jan_Hartman_pyta_o__upadek_kazirodczego_tabu___Wpis.html
  • 04.10.14, 14:29
    To nie jest już nawet przerazające - to jest wręcz obrzydliwe.
    Cytowanie artykułu zamieszczonego na tak specyficznym portalu nie przynosi chluby, ale w tym przypadku warto gdyż jak w soczewce skupiły sie tutaj wszystkie wątki:


    "Kilka dni temu polscy pisarze i ich czytelnicy zostali zaskoczeni kłótnią między znaną feministką, Kingą Dunin, a pisarzem Ignacym Karpowiczem. Wszystko zaczęło się od wpisu na Facebooku, w którym Dunin prosiła swojego byłego przyjaciela o zwrot długu. Dzięki publicznemu apelowi 13 tysięcy zostało przelane na jej konto. A razem z nim - wiadro pomyj.

    Karpowicz oskarżył Dunin o... molestowanie seksualne. Przypomnijmy: Pisarz atakuje Dunin: "Regularnie MOLESTOWAŁA MNIE SEKSUALNIE!"

    W odwecie Kinga wyjawiła, że Karpowicz jest w homoseksualnym związku z sekretarzem nagrody Nike. To za tą relacją kryją się jej zdaniem jego sukcesy literackie.

    Z opowieści Dunin i swojej własnej Ignacy Karpowicz wyłania się jako karierowicz, który dla niesprecyzowanych korzyści wszedł do łóżka starszej koleżanki. Jak sam przyznaje, nie chciał, ale przełamał się, żeby nie stracić jej sympatii. Korzystając z tej sympatii pożyczył od niej potem 13 tysięcy złotych, których długo nie chciał oddać (mówił jej uczciwie "spierdalaj"). Po tym epizodzie wszedł w "konkubinat" z mężczyzną - przypadkowo sekretarzem nagrody Nike - który, jak zaznacza Dunin ma również wpływ na pozytywne publikacje na temat Karpowicza w opiniotwórczej Gazecie Wyborczej.

    No cóż - gówno wpadło do wentylatora i chlapie - komentuje to teraz Kinga na swoim profilu. Staram się trzymać od tego z daleka, nie czytam, nie komentuję. Często mam wyłączoną komórkę i nie odpowiadam na maile - przepraszam.

    Cała sprawa budzi przede wszystkim zażenowanie i niesmak. Karolina Korwin-Piotrowska w rozmowie z nami nazywa ją "wlaniem do literatury wydzielin intymnych":

    Nadal chcę wierzyć w rzetelność "Wyborczej", będę kupować magazyn "Książki", który bardzo lubię, zresztą nie ma wiele tego typu pozycji na rynku, ale mleko sie rozlało - komentuje. Nie pretenduję do Nike, nie myślę o tym, co zrobić, by mieć recenzje mojej książki w "Gazecie Wyborczej", robię rzeczy popularne i dla ludzi a nie dla krytyków, ale wiem, że wiele osób publicznie zaczyna sie zastanawiać, co stoi za tym, że ktoś ma taką a nie inną obecność w danych mediach. To smutne, że bruk, szlam, wydzieliny intymne nagle i z taką siłą, za sprawą samych zainteresowanych, wlały sie do literatury. Nie o taką promocje czytelnictwa chyba chodziło.

    Piotrowskiej wtóruje Szymon Hołownia, prywatnie skłócony z Dunin i z Karpowiczem. W dzisiejszym wydaniu Rzeczpospolitej zapewnia, że nie odczuwa satysfakcji z tego, że wybiło takie szambo:

    Nie chcę Was już podglądać. Śledząc teraz mimowolnie (jako użytkownik Facebooka, na którym z obojgiem mam wspólnych znajomych) skandal, ten strumień nieczystości, który pod coraz większym ciśnieniem na siebie wylewają, nie odczuwam cienia złośliwej satysfakcji, mam w sobie coraz więcej szczerego współczucia.

    Cała ta afera i szczery wpis Kingi Dunin przypominają niestety o jednym - każda nagroda, nawet najbardziej prestiżowa i literacka, ma jakiegoś sekretarza, z którym można wejść w "konkubinat". "

    www.pudelek.pl/artykul/71723/kinga_dunin_gowno_wpadlo_do_wentylatora_i_chlapie/
  • 17.07.15, 21:17
    Jak rozumiana jest tradycja w Ministerstwie Nauki za rządów PO? Proszę bardzo:

    "Ministerstwo Nauki przeznaczy ponad ćwierć miliona złotych na „Antologię polskiej literatury queer” - informuje "Rzeczpospolita". Dotacje w ramach Programu Rozwoju Humanistyki w module zatytułowanym „Tradycja” uzyskał publicysta Krytyki Politycznej redagujący na jednym z portali LGBT rubrykę pt. „zBOOKi: felietony o książkach”.

    Projekt doktora Błażeja Warkockiego z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu prowadzącego na co dzień kursy queer wygrał m.in. z projektami dotyczącymi dziedzictwa ks. Józefa Tischnera. Decyzja, żeby przeznaczyć na to 265 920 zł z państwowych pieniędzy, oburzyła środowiska naukowe.

    Realizacja programu przyczyni się do wspierania przedsięwzięć tworzących empiryczne podstawy przyszłych prac badawczych w humanistyce, obejmujących również badania nad kluczowym dziedzictwem kulturowym. Program umożliwi tworzenie wysoko wyspecjalizowanych zespołów badawczych realizujących przedsięwzięcia o charakterze dokumentacyjnym, edytorskim i słownikowym i zapewnienie im stabilnych warunków pracy. Będzie ponadto sprzyjać prowadzeniu innowacyjnych badań humanistycznych oraz promować zespołowe badania międzydziedzinowe, a także współpracę badawczą między humanistyką a sztuką – zapewniał resort nauki i szkolnictwa wyższego ogłaszając „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki”.

    Według informacji zamieszczonej na stronie Ministerstwa pierwszy konkurs nowej edycji Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki „Tradycja” miał mieć na celu „sfinansowanie istotnych dla nas wszystkich badań humanistycznych” i służyć „odkrywaniu mniej znanych sylwetek artystów”. Zgłoszenia do konkursu w module „Tradycja” miały według oficjalnej informacji dotyczyć projektów, których celem jest „upowszechnienie i badanie polskiego dziedzictwa kulturowego”.

    W oficjalnym komunikacie ministra nauki i szkolnictwa wyższego o o ustanowieniu programu pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki” czytamy:

    Celem Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, zwanego dalej „programem”, jest zapewnienie rozwoju polskiej humanistyki poprzez:
    1) wspieranie badań kluczowego dziedzictwa kulturowego, będącego istotnym składnikiem tożsamości narodowej, oraz włączenie go w żywą tradycję kultury narodowej;
    2) zapewnienie rozwoju polskiej innowacyjnej myśli humanistycznej;
    3) wspieranie badań interdyscyplinarnych i transdyscyplinarnych, związanych z dziedziną nauk humanistycznych;
    4) wprowadzanie najwybitniejszych osiągnięć polskiej humanistyki do międzynarodowego obiegu naukowego. "

    niezalezna.pl/69044-ministerstwo-wyda-ponad-cwierc-miliona-na-antologie-polskiej-literatury-queer
    I smutne i przerażające.
  • 19.11.15, 20:22
    To jest nie tylko przerażające ale wręcz groteskowe.
    Oto partia uznawana przez tzw. mainstream - za postepową i nowczesną cynicznie manipuluje przy ustawie o Trybunale Konstytucyjnym - a teraz gdy PIS próbuje powrócić do poprzedniego stanu prawnego grzmi się o zamachu na wartości demokratyczne.
    Po prostu wstyd.
  • 22.11.15, 14:41
    Oto przykład tzw. "nowoczesnych i postępowych" poglądów:

    Skompromitowany dziennikarz Tomasz Lis krytykował prof. Pawła Śpiewaka, a antysemickim komentarzem wtórował mu skończony polityk Palikot. Modelowy przykład europejskiej tolerancji i nowoczesności...

    Tomasz Lis - najbardziej "obiektywny" dziennikarz nazwał wczoraj prof. Pawła Śpiewaka podlizuchem. Powodem krytyki było studzenie przez profesora emocji związanych z ustawą o Trybunale Konstytucyjny. – Tak wygląda polityka – mówił. To bardzo nie spodobało się naczelnemu Newsweeka, który zatweetował: "Podlizuch PiS prof. Śpiewak tłumaczy zamach na TK - to polityka. Nie, to tchórzostwo Śpiewaka, który chce zachować stanowisko dyr. ŻIH..Spokojnie panie dyrektorze Śpiewak, po tylu umizgach do PiS-u pozwolą panu zachować pieczątkę".

    Na komentarz Lisa odpowiedział Janusz Palikot. "Spiewak to pisowski strach jak u każdego Żyda! Trzeba to zrozumieć! I wybaczyć" – napisał. Oskarżany o antysemityzm, dziś tłumaczy się z Tweeta: "Żydzi boją się antysemitów, czyli obecnych rządów prawicy. Nie dziwię się im!"

    No cóż, Palikot i Lis to po prostu...."

    www.fronda.pl/a/lis-oszczerca-palikot-antysemita,60861.html
  • 21.02.17, 16:13
    Przerażające - to na tym ma polegac postęp i nowoczesność? Na braku granic i przyzwoitości? Na epatowaniu najnizszymi instynktami?
    Nie mam zamiaru przytaczać opisów tego "dzieła" - są pewne granice. Przytoczę tylko tekst oświadczenia rzecznika Episkopatu:

    " Podczas spektaklu dokonuje się publiczna profanacja krzyża, przez co ranione są uczucia religijne chrześcijan, dla których krzyż jest świętością - czytamy w komunikacie rzecznika Episkopatu Polski ks. Pawła Rytel-Andrianika w związku z wystawieniem spektaklu "Klątwa" w Teatrze Powszechnym w Warszawie.​



    Komunikat ws. spektaklu "Klątwa"

    Spektakl "Klątwa" w reżyserii Olivera Frljića, który wystawiono w Teatrze Powszechnym w Warszawie ma znamiona bluźnierstwa.

    Podczas spektaklu dokonuje się publiczna profanacja krzyża, przez co ranione są uczucia religijne chrześcijan, dla których krzyż jest świętością. Oprócz symboli religijnych znieważa się osobę św. Jana Pawła II, co jest to szczególnie bolesne dla Polaków. Ponadto nie może być przyzwolenia na nawoływanie do nienawiści i deprecjonowania ludzkiego życia. Podobnie nie można się zgodzić na znieważanie flag państwowych, w tym przypadku flagi Państwa Watykańskiego.

    Odpowiedzią na spektakl "Klątwa", który wypacza pojęcie sztuki i piękna, niech będzie modlitwa wynagradzająca za bluźnierstwo oraz promocja wartości m.in. w środkach społecznego przekazu w myśl słów: "Zło dobrem zwyciężaj!".

    Ks. Paweł Rytel-Andrianik

    Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski"

    www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,29372,spektakl-ma-znamiona-bluznierstwa-oswiadczenie.html
  • 17.06.17, 17:26
    Śmiać się czy płakać? - oto jest pytanie:


    "W słowniku synonimów jest ogrom odpowiedników słowa absurd – banialuki, bezsens, brednie, niedorzeczność itd. itp. Na swój prywatny użytek definiuję absurd jako kosmiczną głupotę. Oto trzy przykłady takiej właśnie głupoty z mijającego tygodnia. I ich autorzy.

    Poseł PO Michał Szczerba.

    Ludzie, którzy byli mordowani w Auschwitz to często osoby, które nie dały rady wyjechać za granicę. Chciały być uchodźcami, ale nie zostały wpuszczone do Stanów Zjednoczonych.

    Krótko mówiąc, wedle teorii wybitnego znawcy historii Michała Szczerby, Niemcy wyłapywali i następnie przewozili do Auschwitz tylko tych Żydów, których nie wpuściły na swoje terytorium Stany Zjednoczone. Czy to teza jego habilitacji, pisanej pod kierunkiem prof. Jana Tomasz Grossa?

    Poseł PO Artur Dunin

    Oburzenie posła Platformy Obywatelskiej nie miało granic, gdy mówił: - Dzisiaj kiedy ludzie ze Stowarzyszenia Obywatele RP przyszli na Krakowskie Przedmieście, żeby uczcić pamięć o ludziach, którzy zginęli pod Smoleńskiem, to im się tego odmawia. To jest największe barbarzyństwo PiS.

    Bogusław Liberadzki – euro poseł SLD

    Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, rozmawiając z jednym z portali o kwestii przyjmowania imigrantów, zaproponował, aby do szkół w Polsce wprowadzić naukę języka arabskiego. Jego zdaniem, umożliwiłoby to prawdziwą integrację przybyłych do Polski imigrantów z naszymi rodakami. W szczegółach pomysł Liberadzkiego brzmiał tak:

    Można by na przykład przyjąć 200 studentów z Bliskiego Wschodu na studia w Polsce. Można by też w każdym powiecie, w 2-3 liceach na powiat, wprowadzić jedną godzinę języka arabskiego.

    Panie pośle, w Pana rozumowaniu jest drobny, ale istotny błąd. Nowoczesna pedagogika mówi, że aby był pożytek z nauki języków obcych, raz w tygodniu muszą być co najmniej dwie godziny lekcji jedna po drugiej. Szczególnie jeśli idzie o język arabski."

    wpolityce.pl/polityka/344600-trzy-absurdy-tygodnia-na-swoj-prywatny-uzytek-definiuje-absurd-jako-kosmiczna-glupote

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.