Dodaj do ulubionych

"Niczego nie zrozumieliście..."

19.08.16, 20:44
Bardzo dobry komentarz. Z niektórymi tezami nie do końca zgadzam się, ale z tytułem jak najbardziej:

"Nie wiem, czy to objaw nieustannie nawracającej frustracji po wyborczych zmianach roku 2015, czy może po prostu od dawna skrywana pogarda do narodu, który tak naprawdę nigdy „nie dorósł do demokracji”. Pewnie w jakiejś części jedno i drugie. Jak państwo zapewne zaobserwowali, w ostatnich tygodniach trwa - i, niestety, stale rośnie - wielka fala pogardy wymierzona… no właśnie, w kogo?

Z jednej strony słyszymy bowiem o Polakach, którzy dali się kupić nowej władzy za 500+, wydali je na browary i wyjazd nad Bałtyk, gdzie oczywiście panoszą się, zajmują miejsce i załatwiają się na wydmy. Z drugiej zaś widać wielką obawę (na ile szczerą - o tym za chwilę) z powodu brutalizacji języka debaty publicznej, podobno rosnących postawach nacjonalistycznych (często wyimaginowanych i wyciągniętych gdzieś z marginesu) i ogólnym klimacie prawicowego odchylenia w narodzie. Wszystko podane w nieznośnie zmanierowanym, pełnym wyższości sosie, jakże charakterystycznym dla kilku tytułów i autorów.

Karierę w liberalno-lewicowych (przepraszam za to uproszczenie, ale niech już zostanie) mediach robi teza o „chamie”, który nie tylko dał władzę Kaczyńskiemu i spółce, ale został przez rządzących wywyższony i wpuszczony do poważnej debaty publicznej. Efektem takiego stanu rzeczy ma być coraz gorszy poziom dyskusji, koniec rzetelnych badań w nauce i historii, a gdzieś tam w perspektywie zemsta na elitach. Kto lubuje się w tekstach z pogranicza przypadków klinicznych, niech zerknie choćby na blogi w portalu Lisa i Machały.

W dziesiątkach artykułów i analiz nie ma niczego prawdziwego - poza pogardą, od której kipią wręcz wspomniane teksty. Troska o jakość języka i temperaturę debaty publicznej byłaby może i słuszna, gdyby nie to, że przez lata ci, którzy dziś załamują ręce, tolerowali sto razy gorsze hucpy. To nie kto inny jak „Wyborcza” z dumą ogłaszała, że „udał się im Palikot”, a ówczesna szefowa TVP Kultura (o, ironio) zachwycała się działalnością Dominika Tarasa pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Językowym wandalizmem byli glanowani wszyscy ci (włącznie z rodzinami ofiar), którzy mieli wątpliwości w sprawie 10/04. Usprawiedliwiane były najgorsze podłości, kłamstwa, chwyty poniżej pasa. Nikt tego nie zapomni, choć minęło kilka ładnych lat. Dziś diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni. Paradne.

Do uderzania w PiS i Jarosława Kaczyńskiego sięgano po najgorsze grupy społeczne. Nie żadnych „kiboli” (którzy, nawiasem mówiąc, robią o wiele więcej dobrego niż wielu się wydaje), ale naćpaną hołotę oddającą mocz na znicze i „młodych wykształconych” zabierających babciom dowody osobiste. Gdy trzeba było, bohaterem stał się nawet bezdomny rzucający mięsem do prezydenta. Nikt z dzisiaj zatroskanych o poziom debaty nie ma moralnego prawa, by zestawiać wcześniej wspomnianych z ludźmi, którzy w tym roku czasem po raz pierwszy w życiu pojechali na wakacje nad Bałtyk. Bo wreszcie ich było stać.

Wystarczy wystawić zadufane czerepy z Wilanowa i zadymionych redakcji, podnieść się od sojowego latte, żeby ich zobaczyć. Normalnych, ciężko zarabiających na chleb Polaków, którym zresztą zazwyczaj polityka ani w głowie. Dziś - ręczę, że wbrew sobie - ustawiani są w roli politycznych przeciwników i zwolenników prawicy. To nie są żadni prawicowcy, Kaczyńskiego intuicyjnie nawet nie lubią, ale skoro tak ich ustawiacie, to się nimi staną przy urnach wyborczych. Na życzenie mądrych głów z „Newsweeka” i „Polityki”.



Równolegle do tego swoistego przemysłu pogardy - tym razem wymierzonego nie w kilka osób przy sterach rządów (jak w okresie 2005-2010), ale w kilka milionów obywateli - w niektórych środowiskach przywiązanych w różnym stopniu do idei III RP i dalekich od prawicy trwa bardzo ciekawa dyskusja o tym, co dalej. I to jest naprawdę bardzo interesująca debata.

Przodują w niej młodzi autorzy, którzy na przekór swoim dotychczasowym autorytetom, szefom, a nierzadko i rodzicom, kontestują porządek III RP. Bo wiedzą, że inaczej nie da się wygrać z Kaczyńskim, bo czują, że prezes z Żoliborza w wielu diagnozach ma po prostu rację. Tylko kierunki myślenia (często dziś nieskładne, niejednoznaczne i pogubione) w stylu Grzegorza Sroczyńskiego, pisma „Nowy Obywatel” czy stowarzyszenia Miasto Jest Nasze mogą stać się fundamentem pod przyszłe ruchy, które mogą obalić PiS.

Charakterystyczne, z jaką spotykają się odpowiedzią. Zamiast pochylenia się z refleksją i wyciągnięcia wniosków, odbierane są jako wsparcie dla Kaczyńskiego i nic więcej. Przykładem wielu reakcji niech będzie tekst Pawła Śpiewaka z ostatniego „Tygodnika Powszechnego”. Były polityk PO choć sam przypomina, że krytykował w czambuł III RP po aferze Rywina, to nie może pogodzić się z dzisiejszym „rewolucyjnym” podejściem nie tylko prawicy, ale i lewicy.

Bolą mnie ataki na liberalizm tzw. polskich lewaków. Partia Razem, na którą nieopatrznie zagłosowałem, nie tylko w sferze socjalnej zdaje się z PiS-em nie tak wiele różnić, bo śmiało podważa liberalny dogmat o potrzebie zachowania niezależności państwa. (…) Najdziwniejsza jest w tym prawicowo-lewicowym chórze rola lewaków, którzy próbują mi wmówić za Marcinem Królem, że system od 1989 r. był niesprawiedliwy, prowadził do pauperyzacji milionów, a zwycięstwo partii Kaczyńskiego było wyrazem walki klas. Nie zajmuje ich kwestia jakości demokracji i reguł ustrojowych - pilne ma być tylko rozwiązywanie problemów społecznych. Jak to chętnie piszą młodzi lewicowcy, wolnością i demokracją nikt się nie naje

— napisał w artykule dla „Tygodnika Powszechnego”.

To z takiego myślenia wychodzi niezrozumienie dla takich osób jak Jan Śpiewak (nawiasem mówiąc, syn cytowanego Pawła Śpiewaka), gdy uderza w nieprawidłowości w warszawskim ratuszu kierowanym przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. To stąd niepokój, gdy pojedyncze pomysły PiS są odbierane pozytywnie przez lewicowe ruchy czy oddolne stowarzyszenia.

Za puentę niech posłużą słowa Jana Sowy, który narzekając na prawicowe odchylenie w społeczeństwie, na konserwatywny nurt wśród młodzieży i rosnące poparcie dla takich ruchów czy partii, równolegle potrafi przyznać:

KOD wyobraża sobie coś takiego: sprzątaczka pracuje na śmieciówce w banku za 1600 zł, menedżer w tym banku zarabia 16 tys. Przez cały tydzień tak żyją, a w weekend budują społeczeństwo obywatelskie, idąc ramię w ramię na marszu KOD, aby „bronić formalnych ram systemu”, który pozwala na taki stan rzeczy. Wolne żarty

— powiedział „Gazecie Wyborczej”.

Nic bardziej trafnego.

Czytelnicy moich tekstów wiedzą, że sporo w poczynaniach PiS zwyczajnie mi się nie podoba, że styl, smak i jakość sprawowanych rządów pozostawiają wiele do życzenia. Że w wielu aspektach nie jest to tak dobra zmiana, na jaką czekało - i nadal czeka - społeczeństwo. Mam jednak wrażenie, że merytoryczna krytyka obozu władzy wychodzi głównie od konserwatywnych mediów. Reszta albo tonie w swojej arogancji, albo po prostu toczy pianę.

I dlatego wolę z „chamem” znad Bałtyku zgubić niż z takimi „elitami” znaleźć. Niczego nie zrozumieliście z wyborczych porażek w 2015 roku, choć odpowiedzi podsuwają Wasi wychowankowie, młodsi koledzy, a często dzieci i wnuki. Niczego nie zrozumieliście i niczego nie zrozumiecie. Może to i dobrze, kolejna dyskusja nad tym, co dalej z Polską, będzie odbywać się już na innych, o wiele zdrowszych zasadach."

wpolityce.pl/spoleczenstwo/305301-wole-z-chamem-znad-baltyku-zgubic-niz-z-takimi-elitami-znalezc-niczego-nie-zrozumieliscie-z-porazki-iii-rp-i-niczego-nie-zrozumiecie?strona=1
Edytor zaawansowany
  • 25.09.16, 14:10
    Karykatura demokracji:


    "Karykatura symbolu demokracji. Kijowski, Schetyna, Petru, Michnik i Wałęsa w rozumie... - ot, liderzy!

    Marzy mu się pospolite ruszenie. Co prawda nie wie, co to znaczy, bo - jak pochwalił się kiedyś włoskiej dziennikarce Orianie Fallaci – nie przeczytał w życiu żadnej książki, ale czuje, że mógłby znów stanąć na czele, on, Lech Wałęsa, po prostu urodził się do stawania:

    „Ja, widząc że żyję w Polsce, nie zgadzając się z tym, co się dzieje, potrzebuję organizacji, która umożliwi mi porozmawiać. Umożliwi mi uruchomić moce nasze”

    — zaproponował podczas ostatniego pobytu w Warszawie na zaproszenie KOD-u i „Gazety Wyborczej”. Niech moce wiedzą, że potrafi je uruchomić, bo zdolny jest jak mało kto do wszystkiego. Na razie, co wykazał sobotni marsz KOD-u, moce liczą mniej więcej tyle, ile krąg Gminnego Klubu Sportowego Iskra Pasikurowice, trochę mało. Wałęsa, owszem, stanie i poprowadzi, ale wtedy, gdy ruszą się miliony. Inaczej bohaterowi nie wypada, przecież „furman nie może być koniem”, jak sam kiedyś podkreślił. Nie będzie się ośmieszał, musi dbać o swój wizerunek. Tak, jak dba dziś o niego „Gazeta Wyborcza”, która zawsze dbała…

    „Gazeta Wyborcza” mogła się z Lechem Wałęsą nie zgadzać, ale nie mogła pozwolić na jedno, na zniesławianie bohatera

    — przypomniał w obecności rzeczonego Jarosław Kurski, wiceszef tejże redakcji. Nie wiem, czy pił za dużo, czy nie pamięta, ale żeby tak włazić Adamowi Michnikowi i Wałęsie bez mydła… - troszku śmieszno, troszku straszno. Więc, dla odświeżenia pamięci całej tej nieświętej trójcy przypomnę, jak przed laty charakteryzował rzeczonego sam nadredaktor „GW”: „Wałęsa wykazał wielki talent w zacieraniu śladów i wywoływaniu napięć międzyludzkich”. (…) Jest „nieobliczalny, nieodpowiedzialny, niepoprawny, a przede wszystkim nieudolny”.

    Żeby tylko. Najgorsze jest to, że:

    „Nie jest w stanie uczyć się na własnych błędach, gdyż jest przekonany, że ich nigdy nie popełnił”.

    — wywodził Michnik w eseju opublikowanym przez francuski „La Libération” i niemiecki „die tageszeitung” („taz”). Już o tym pisałem, skoro jednak koledzy po piórze z „GW” tracą pamięć, cytuję. A robię to tym chętniej, że mają prawdziwe powody do dumy i to aż dwa: jako pierwsi odkryli w Wałęsie drugie dno, i była to najbardziej trafna ocena, jako ktokolwiek, kiedykolwiek o nim sporządził. Było w niej o tym, że „szkodzi Polsce”, gdyż „szerzy jej obraz jako niestabilnego kraju, wypełnionego niekończącymi się konfliktami”, jest przy tym „niebezpieczny”, ponieważ zinstrumentalizował do własnych celów „Solidarność” i…

    „Wyłączył wszystkich, mogących stanąć mu na drodze - aby to osiągnąć uznał za stosowne lżyć im publicznie od jajogłowych i żydów”,

    — wytykał Michnik. I przestrzegał:

    „Jego polityczne ambicje mogą doprowadzić Polskę do katastrofy”.

    Na szczęście Polacy zepchnęli Wałęsę na boczny tor i pozbawili politycznych wpływów. Były prezydent…

    „Z symbolu polskiej demokracji stał się jej groteskową karykaturą”.

    — pisał Adam Mick…, pardon Adam Michnik. No, też wieszcz, prawdziwy wieszcz. Po prawdzie, nie tylko Wałęsa stał się karykaturą symbolu polskiej demokracji, jest nim dziś także tzw. Komitet Obrony Demokracji, który uważa się za… kontynuatora ruchu „Solidarności” i Komitetu Obrony Robotników. Esej Michnika był długi, zawierał m.in. odniesienia do „paraliżującej niewiedzy” Wałęsy w sprawach gospodarki i polityki międzynarodowej, przerostu ego i jego wybujałych aspiracji, ale mniejsza z tym, nie kopie się leżącego. Zwłaszcza, że nikt tak efektywnie i efektownie nie robi durnia z Wałęsy, jak on sam - ten, który ruszył słońce, wstrzymał ziemię, że wspomnę dygresje naszego pokojowego noblisty, iż „nie można mieć pretensji do Słońca, że kręci się wokół Ziemi”…

    Dziś Wałęsa przymila się do zakodowanych. Można rzec, swój do swego ciągnie. Czyż to nie paranoja? Korzystający z dobrodziejstw demokracji urządzają pochody i skandują na ulicach hasła o „pisowskim faszyzmie”, polskim Hitlerze, Putinie i „podłej zmianie”… Łamiący prawo wrzeszczą o konieczności przestrzegania prawa… Nieliczna grupa wiecznie wczorajszych wyznacza prawie 40 mln społeczeństwu miejsce pod swą wiecową trybuną: „Tu jest Polska!”… Rzucający parszywymi obelgami i inwektywami mówią o języku miłości… Wzniecający podziały i otwarcie wzywający do obalenia władzy pochodzącej z wyboru władzy apelują: „Dość podziałów!”…

    „Witam demokratki i demokratów! Mówili nam, że KOD umarł, a widzę morze głów!”

    — huknął wczoraj przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego „krajowy koordynator” KOD-u Radomir Szumełda. Fakt, może było ich dwanaście tysięcy, może trochę więcej.

    „Nikt nam Polski nie zaorze, wzorujemy się na KORze!”…

    — podrzucał zebranym ktoś-tam kolejne jajogłowe hasła. Kijowski, Schetyna, Petru i inni, z Michnikiem i Wałęsą w rozumie… - ot, liderzy! Prawdziwa karykatura symbolu demokracji. Ogon próbuje machać psem. Ponoć ktoś kiedyś zahaczył Georga Lichtenberga, żeby wyjaśnił mu różnicę między czasem a wiecznością. „To niemożliwe - odparł uczony - wprawdzie ja mam dość czasu na wyjaśnienie, ale panu nie starczyłoby wieczności na zrozumienie”…"

    wpolityce.pl/polityka/309586-karykatura-symbolu-demokracji-kijowski-schetyna-petru-michnik-i-walesa-w-rozumie-ot-liderzy-ogon-chce-machac-psem
  • 09.11.16, 15:43
    Można powiedzieć, ze nie tylko nasze "postępowe" elity nadal nic nie rozumieją. Dzisiaj możemy powiedzieć ze takie same zjawisko dotyczy kazdego kraju w którym rządzące do tej pory elity zbyt bardzo poddały się utopii poprawności politycznej i ideologiom mającym swoje korzenie w rewolucji francuskiej sprzed ponad 200 lat.
    Dzisiejsza wygrana D. Trumpa w kraju uwazanym za bastion zachodniej liberalnej demokracji powinna wplynąć na otrzeźwienie. Czy wplynie? - osobiście wątpię, ale kto wie?
    Pora porzucić mit wartości europejskich i powrócić do korzeni.
  • 09.11.16, 16:03
    Bardzo dobry komentarz odnosnie wyborów w USA:

    'Godni pożałowania Amerykanie przemówili – i dnia ósmego listopada roku pańskiego dwa tysiące szesnastego postanowili znów uczynić Amerykę wielką' - pisze na stronie telewizji Fox News Todd Starnes

    Jego wypowiedź nawiązuje do określenia, jakim Clinton nazwała część wyborców Trumpa, oraz sloganu zwycięzcy „Make America Great Again”.

    „Byliśmy wyszydzani przez Hollywood i lekceważeni przez akademików. Byliśmy marginalizowani przez media – szykanowani i umniejszani przez genderowych rewolucjonistów. Ale to wszystko zmieniło się w dzień wyborów, gdy Donald Trump stał się przywódcą Cichej Większości. On dał nam głos. I teraz większość nie będzie już cicha”.

    Starnes wzywa do ochrony „tradycyjnych wartości, konstytucji, suwerenności i nienarodzonych dzieci”. Atakuje Baracka Obamę, który „raz za razem na obcej ziemi przepraszał za nasz naród”, oraz Clinton, która „portretowała konserwatywny katolicyzm jako 'bastardyzację wiary' i najwyraźniej zakładała, że ewangelicy to banda zubożałych wiejskich buraków”.

    wyborcza.pl/7,75399,20952128,wybory-w-usa-komentarze-swiatowych-mediow-zwyciestwo-trumpa.html#BoxGWImg
  • 03.12.16, 23:13
    Nie jestem specjalnym zwolennikiem Radia Maryja. Owszem, szanuję za audycje religijne i transmisje z uroczystosci nie tylko religijnych, ale mam dość mieszane uczucia jeżeli chodzi o sposób poruszania kwestii politycznych. Ale mam szacunek za to, że ci którzy są słabsi znajdują tam oparcie. Ci wyśmiewani i pogardzani przez "nowoczesnych" Europejczyków.
    Dlatego też niezwykle ważne są słowa prezydenta wypowiedziane na uroczystosciach zwiazanych z 25 leciem Radia Maryja:

    "Wyśmiewane moherowe berety okazały się równie sprawne jak szare berety jednostek specjalnych GROM. Bo sprawność beretów ocenia się po tym, czy osiągnęły zwycięstwo czy nie. A sprawiedliwość zwyciężyła,"

    Może w końcu dotrze do piewców tolerancji i demokracji że nie wolno wyśmiewać się z tych, którzy może nie sa tak bystrzy i mądrzy?
  • 26.12.16, 18:07
    Bardzo trafna diagnoza, tylko czy w koncu dotrze do naszej opozycji nie potrafiącej nadal stworzyć jakikolwiek konstruktywny program?:

    "Protestujący przed Sejmem, także w Święta, są dla opozycji jak uczestnicy miesięcznic dla PiS. Z tą oczywiście różnicą, że łatwiej dowieść jakiegoś – choć czasem nazywanego zbyt gwałtownie – zagrożenia PiS dla demokratycznych procedur, niż lotniczego zamachu. Ale w tym porównaniu chodzi tylko o to, że każda z przeciwnych sobie formacji – i PiS, i “obóz demokratyczny”, jak się nazywa opozycja N+PO, mają swoje elektoraty radykalne. PiS ma elektorat Radia Maryja i smoleński, opozycja KOD-owski. Choć to truizm – to bez sięgnięcia po “wyborców środka”, żaden z nich nie będzie w stanie przechylić szali.

    “Elektoratem środka” są dziś wyborcy gruntownej zmiany, a nie pudrowania III RP. I ten elektorat, w swojej większości, wciąż pozostaje z PiS.

    Opozycja stoi przed pułapką. Nawet jeśli kiedyś dojdzie do demokratycznego odrzucenia PiS, to nie w warunkach powrotu do tego, co już było. Ani tych, którzy już byli.

    To, że PiS tak spektakularnie potyka się o własne nogi, wcale nie oznacza jego końca, ani nawet początku końca. Nie oznacza tym bardziej tego, że na przykład słowotoki Bronisława Komorowskiego zyskają sens i wdzięk. Ani tego, że naród uzna, że w Warszawie za mało kamienic oddano oszustom. Od kłopotów PiS-u, także i Lech Wałęsa nie zredukuje liczby sprzecznych poglądów wypowiadanych dziennie z 10 do choćby 2.

    Obraz nie jest jednak jednoznaczny. Opozycja pokazuje nowych liderów, ale potrzebuje w tym większej konsekwencji, mocy i organizacyjnej siły.

    Opozycji udała się też bardzo ważna rzecz – wprowadzenie poważnej debaty: więcej wolności/ mniej wolności. Dla PiS to kłopotliwe, bo w zwycięskich kampaniach rysował się jako gołąbica wolności, a nawet „synogarlica pokoju”, jak mówił Joachim Brudziński.

    Nierzadka nieudolność, arogancja i zła wola PiS w żadnym stopniu nie anulują jednak diagnoz, które PiS stawiał. Pozostają one jak najbardziej aktualne.

    Pośród rzeczy absurdalnych, głupich i czasem groźnych, budzących uzasadniony lęk o wierność demokratycznym procedurom i miejsce Polski w Europie, PiS nadal trafnie nazywa wiele problemów. Opozycja przeważnie udaje, że ich nie ma.

    Wymiar sprawiedliwości działał fundamentalnie źle. Był wymiarem niesprawiedliwości, pozbawionym jakiejkolwiek kontroli społecznej. To konkretni sędziowie, a nie anonimowe ufoludki przyznawały roszczenia pełnomocnikom osób, które miałyby 120 lat. To konkretni prokuratorzy nie podejmowali najprostszych czynności śledczych i to przy tak “medialnej” sprawie jak Amber Gold, więc łatwo można sobie wyobrazić co się działo w sprawach o których opinia publiczna nie słyszała. Środowiska adwokatów latami odchodziły od swojej roli, na rzecz biznesowego pośrednictwa, handlu roszczeniami, czy w równym stopniu pozostających na granicy prawa działalności kancelarii lobbingowych, windykacyjnych, odszkodowawczych (doprowadzając do drastycznych podwyżek składek ubezpieczeniowych). To w końcu, przy co najmniej milczącej aprobacie sędziów TK, poprzedni parlament zmienił ustawę i wybrał nadmiarowych członków Trybunału, by nie mógł tego zrobić kolejny parlament. Służby często były służbami specjalnej troski, nie specjalnymi. To wszystko było “nie-OK”, by sięgnąć po obrazowe stwierdzenie, którego często używa Grzegorz Schetyna.

    Latami tolerowano sięgające miliardów złotych wyłudzenia VAT-u. Polska na papierze była światowym potentatem w produkcji telefonów komórkowych. Państwo było bezradne wobec firm-słupów handlujących stalą i paliwami. Swoją drogą, to dopiero byłaby poważna komisja śledcza do sprawy VAT i to duża szkoda, że w końcu nie powstała.

    Jeżeli na serio w dyskusji publicznej pojawia się lament, że efektem 500+ są kobiety porzucające pracę, to więcej niż refleksji wymaga pułap płac w Polsce i sposób, w jaki traktuje się pracownika. Polska, przy swoim nieprawdopodobnym sukcesie gospodarczym, transformacji podziwianej na świecie, była jednak w jakiejś mierze państwem niesprawiedliwym i jednak dzięki pewnym politykom PiS bardziej sprawiedliwym się staje.

    To nie są sprawy, które PiS wymyślił. Jeżeli opozycji się wydaje, że to nie są rzeczy, które wymagają jasnego jej stanowiska, to znaczy, że zrozumiała niewiele.

    Słupek PiS, wciąż pozostający na bardzo wysokim, choć nie na tak wysokim jakby mógł, poziomie wskazuje na to, że elektorat zmiany, w swojej dużej części pozostaje przy PiS. To wyborcy zmiany, którzy nie są ani antyeuropejscy, ani ksenofobiczni, ani nadmiernie roszczeniowi, ani antyreformatorscy. Wręcz przeciwnie, są arcyreformatorscy. Są po prostu uczuleni na puder, którym latami posypywano niesprawiedliwość i zepsute instytucje.

    Dopóki opozycja tego nie zrozumie, dopóki będzie szła na skróty i intelektualne wygodnictwo obrony starego porządku, nawet tam gdzie w oczywisty sposób zawodził, dopóty elektorat przechylający szalę będzie trwał przy obozie władzy."

    300polityka.pl/news/2016/12/26/opozycja-przed-pulapka-iii-rp/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.