______WIERSZE________________ Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne


    • Isabel Moniq Bill

      stan wojenny

      bez ostrej amunicji słów
      jeńców wspomnień
      wywlekanych na bruk dnia
      bez aktów dłoni
      bijących na alarm
      najcichsza wojna świata
      milczenie
      uwiezione w gardłach
      do grobowej deski
      uczulenie na nie dotyk przypadkowy
      na uśmiech niechcący obok
      na drobny tik oczu
      liczenie dni
      z okna autobusu
      przychodzi tak łatwo
      gdy obok cisza
      czasem tylko
      wiatr ucina głowy za głupotę
      przymusowej ascezy
    • Kocham czar wspomnień, smutny wdzięk dawności,
      Woń starych dworów, pustki i lawendy,
      Roztwory wielkich, szklanych drzwi - bez gości,
      Myśl, że tak wiele przeszło życia tędy,
      Życia co płynąc, jak dym się ulatnia -
      I żem nie pierwsza tu i nie ostatnia...
      I zdaje mi się, ze w powietrza strudze,
      Co przez pokoi płynie pustkę wonną,
      Dech się czyjś ostał, jakieś szczęście cudze,
      Żal czyjś tęsknotą gnany tu pozgonną,
      Coś, co jak zapach uwiędłego kwiatu,
      Miejsc się kochanych nie puszcza i trwa tu.
      --
      Ulubione:
      forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
      • Opór na Storożką

        Woda rwąca, zielona,
        Zimny, śliski, migotliwy pęd.
        Wyciągnięte na wietrze ramiona.
        Ślady mokrych na kamieniach pięt...
        Wertep, glina, dziewanny.
        Kij, kapelusz na oczach, jak grzyb -
        Na dnie wody zachłannej, przeszklannej,
        Cienie drobnych ślizgają się ryb.
        Skwar, południe, pogoda,
        Wspak we wodzie dwojący się las,
        Taka rwąca, szumiąca ta woda.
        Taki rwący, szumiący ten czas.
        Słońce, niebo, murawa.
        Bryzgi piany i głazy na dnie...
        Czas cię spłukał, godzino łaskawa,
        Czemuż razem nie spłukał i mnie?

        Maryla Wolska
        --
        Ulubione:
        forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

        • Jak wnętrz znajomych przewrotne wykroje,
          W zwierciadle mętnych odbite kwadratach,
          Tak mi się jawi - opacznie - po latach,
          Dziwne, przedziwne, własne życie moje...
          Pamięci złota rama je obrzeża,
          W taflach zawianych dwojąc półprzytomnie
          Świat, gdzie słuch zginął po tobie i po mnie -
          Z ogrodu płynie woń pokosów świeża...
          Czerwcowy, późny, słodki zmierzch, jak ongi...
          Te same ciepłe, pachnące przeciągi,
          Pokoje tylko mroczniejsze i pustsze...
          Na dnie zwierciadeł, w mierzchnącym zarysie,
          Ugasa wszystko...
          Życia majak śni się,
          Prawda, odbita na wspak, w krzywym lustrze...--
          Ulubione:
          forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
          • Moja dusza...

            Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną,
            Co w las poszła o świcie, z dzbankiem, na jagody,
            Krasą śmiała i ufna, że choć lata miną,
            Ona przetrwa w urodzie lic swych wiecznie młodej...
            Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną.

            Dusza moja w zielonym na warkoczach wianku,
            Ścieżką idzie samotną, wolna jak ptak w lesie,
            W pas się słońcu jednemu kłania o poranku,
            Niby wicher swobodna nad życiem się niesie,
            Dusza moja w zielonym na warkoczach wianku...

            Dusza moja nikomu wziąść się nie da w ręce;
            Własna swoja, niczyja, nie znana nikomu,
            W zaświat boży swe serce poniesie dziewczęce,
            Niby malin, wieczorem, pełny dzban do domu —
            Dusza moja nikomu wziąść się nie da w ręce

            Maryla Wolska
            --
            Ulubione:
            forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html


            • Maryla Wolska "Dziewczęta" - nowele...Prozą o poezji...przeczytajcie samismile
              ______________________________-

              Na stole leży otwarta książka.
              — Zna to pani? — pyta nagle tamten obracając ją tytułem do Ewy.
              — Słowacki... —I Ewa czerwienieje jak jej ręce.
              — Zna pani?
              — Nie, — mówi dziewczyna i spuszcza nos jeszcze niżej.
              — Mopsusie królu perski! Wazo koryncka! Czy niemasz ty przypadkiem zamiaru czytać jej Krola Ducha? — woła Antek, widząc, że tamten szuka czegoś spiesznie między kartkami.

              Uspokój się boski! choć swoją drogą, to musi być bajeczna satysfakcya, dać się komuś po raz pierwszy przez taką latarnię magiczną popatrzeć...

              — Komuś, nie czemuś... Ewa jest jeszcze cóś! A przytem, rodzinie naszej poezya ponoś nie służy. Jest takie podanie. Fakt!
              — Panno Ewo! naprawdę nie zna pani Słowackiego?

              — Nie znam na prawdę. Babcia chowa klucz od biblioteki u siebie. A zresztą... — I Ewa milknie z nowym, szkarłatnym rumieńcem.

              — Zresztą co?! To może jeszcze nie dla pani? Co? A ja pani powiadam, że pani ma prawo do tych książek i do... do tych rzeczy...

              Ewa z niemą wdzięcznością podnosi na niego wielkie zdumione oczy.

              — Dajźe pokój! Co za satysfakcya uświadamiać noworodki?... Przypomnij sobie... Jak to zaczyna Multatuli?... Thygater doiła krowy swego oj ca... a ty jej chcesz czytać W Szwaj caryi!

              — Panno Ewo, ale to chyba pani wie kto był Słowacki? — pyta tamten nie zważając na Antka.

              — Naturalnie! U babci nad biurkiem wisi jego portret. Poeta...

              — A co jest poezya?.

              — Niech pan powie! odrzuca dziewczyna zupełnie już śmiało, podnosząc głowę niespodzianym, hardym ruchem, przyczem tak jest podobna do brata, że obaj wybuchają śmiechem.

              Ewa zaś patrzy na nich uważnie i odzyskując swobodę poczyna się zastanawiać.

              Na stół, przez przeźroczystą powałę altany lecą złote kółka słoneczne. Kilka takich ruchomych, okrągłych plam pada na włosy siedzącego naprzeciw studenta,
              Ewa spostrzega je i widzi równocześnie ładnie sklepione, jasne czoło, nad którem chwieje się ów wichrowaty kosmyk.

              Odkąd zniknęła jak sen jaki złoty... —

              Czyta student czystym, młodym głosem, nie podnosząc oczu z nad książki....




              --
              Ulubione:
              forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

              • Szczęście
                Maryla Wolska

                Obiecało się dziewczynie
                W pięciolistnym bzie kwitnące,
                W czterolistnej koniczynie,
                Na rosami srebrnej łące...

                *

                Letnim rankiem przyszło do niej,
                Błyskiem słońca przyszło w swaty,
                Na miodowej zboża woni,
                Przez lny sine i bławaty...

                *

                Bez żegnania pierzchło potem,
                Jak ta mgła, co łąką płynie,
                Przez ścierniska wiejąc lotem
                Na jesiennej pajęczynie!...--
                Ulubione:
                forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

                • Przez złoty las
                  Maryla Wolska
                  1
                  Było Święto Zielone, majowe,
                  Roześmiana w drzwiach stała pogoda,
                  Byłam krasna, radosna i młoda —

                  A zaś szuwar miał usta różowe!

                  Łąko w rosach! Jać stopą nie trącę!
                  Cieniem jeno po wiośnie twej brodzę...
                  Mdlały liście w słonecznej pożodze —

                  A zaś szuwar miał usta pachnące!

                  Maju, maju! znów maju mi nałam
                  I natargaj szuwaru z jeziora!
                  Była wczesna, niewrócona pora —

                  W same usta szuwar całowałam!

                  2

                  Brakło mi w skrzyni chust na niedzielę,
                  Więc bielę płótno w miesięcznym blichu,
                  W sadzie je śpiącym na trawach ścielę,
                  Na łąk je smugu włóczę po cichu;
                  Niechże się bieli, niechże się śnieży,
                  Brakło mi w skrzyni godnej odzieży...

                  Nie szła mym rękom praca robocza
                  Ni mi się kiedy siew szczęścił ziarny...
                  Dziś — byle jeno dopieść warkocza
                  I przyodziewek zładzić cmentarny...
                  Bielę me płótno w miesięcznym blichu,
                  Nocami, chyłkiem, tkane na strychu...

                  Rano je z rosy zdejmę wilgotne,
                  Przed słońca wschodem zamknę w komorze
                  A potem, nocą, zmierzę i potnę
                  Duchem zeszyję i na się włożę...
                  Niech się nie żali ta ziemia miła,
                  Żem sobie do niej płótna skąpiła!

                  3

                  Biały ci daję
                  Z lnu przyodziewek,
                  Sobiem go tkała,
                  Tobie niech służy!
                  Niech ci nie zbraknie
                  Chleba ni śpiewek,
                  Mnie sen drzymotą
                  Powieki mruży...

                  Niczego mi już nie trzeba!

                  Bo z mojej mąki
                  Chleba nie wypiec,
                  Wszystek na węgiel
                  Zgore najczęściej.
                  Błogosław, Boże,
                  Strunom twych skrzypiec,
                  Niech ci się ścieżka
                  Włóczebna szczęści!

                  Byłeś ty sam miał dość chleba!

                  4

                  Przez złoty las zaklęty,
                  Przez złoty las,
                  Mam iść do ciebie, miły,
                  Mam iść — już czas...

                  Przez mroczny gaj brzozowy,
                  Przez gąszcz i chrust —
                  Gdzie jawą sny się stają,
                  A świat się śni,
                  Ty czekasz mnie na skraju
                  U białych pni,

                  Lecz skoro warg mych sięgnie
                  Płomień twych ust,
                  Musi dziś serce pęknąć
                  Jednemu z nas...--
                  Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

                  • Niewiadomą odtworzył
                    Maryla Wolska
                    Niewiadomą odtworzył panią mistrz nieznany.
                    Z wieków głębi, z otoka rzeźbionych obramień
                    Twarz niewieścia majaczy w tle, jak drogi kamień —
                    Umarłego malarza sen o zapomnianej.

                    Niby słońca mierzchnący blask na skroń jej sieje
                    Złotą barwę dni złotych dawności patyna —
                    Tej — co sama dziś siebie już nie przypomina.
                    Mgłą się perły, wenecki aksamit modrzeje...

                    Nienazwana, znikniona... Prochów jej atomu
                    Nie odpytać po grobach, nie znanych nikomu.
                    Któż by szukał w pamięci niesłyszanej pieśni?

                    Jeno usta przyśnionej na mistrzowskim płótnie
                    Śmieją się na pół chytrze, a na poły smutnie —
                    Bo któż wie, czy ją kiedy znali jej współcześni?--
                    Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Ex voto
      Maryla Wolska
      Wiem, że nie będziesz dla mnie niczym więcej,
      Jak mgłą i snem,
      A jednak — w ciszę tę księżycem złotą
      Wyciągam ręce z bezbrzeżną tęsknotą
      Za widmem twem...

      Wiem, że nie będziesz dla mnie niczym więcej,
      Jak mgłą i snem,
      A jednak — w ciszę tę księżycem złotą
      Własne me serce zawieszam ex voto
      Przed widmem twem...
      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Prelud
      Maryla Wolska
      Noc... Deszcz ustał wiosenny... Mokrych bzów woń świeża
      Dymi z sennych ogrodów... W pierś sercem bogatą
      Fala nurtów tajemnych przypływem uderza —
      Okwita wiosna krótka... mija... Idzie lato,
      Noc czekania powagą i mgłami osnuta,
      Gwiazdami lśnią wilgotne szafirów bezbrzeża
      I milczenie wokoło, niby w przeddzień święta;
      I czuję — że najwyższa życia mego nuta
      Jeszcze nie wzięta...
      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Moje pianino”

      Czekasz przy ścianie
      milczysz
      do kartki pełnej nutek
      Delikatnie westchniesz
      Odezwiesz się szeptem
      Cichutkim szelestem
      Obudzonym ze snu
      zaczarowanym dźwiękiem.

      Czekasz przy ścianie
      Schodkami czarno białymi
      kusisz, zapraszasz do siebie
      piosenki układasz ze wspomnień
      Czarujesz jak dawniej, bawisz
      Naśladujesz skrzydlatych braci,
      brzęczącego trzmiela.
      Rozmawiasz dźwiękiem.

      Bywa tak, że ciebie odwiedzę
      zapukam nut deszczem
      Drzwi twoje otworzę
      Wiolinowym, kluczem
      W równym rytmie
      Zatańczę, zagram
      śpiew twój jak ptak poleci
      razem z wiatrem w dal.

      Wyśpiewa pianino pieśń.

      I.D
      --
      Ulubione:
      forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

    • O K R U C H

      Lech Franczak

      Milczenie kamieni piję
      jak zdradę oczu i duszy
      naprzeciw nocy klęcząc
      w więzieniu własnego strachu
      a kiedy kur po dwakroć zapieje
      uciekam chwilę swoją tracąc

      pomniki zdrady i kłamstwa
      już przestały mnie dziwić
      stają się cnotą
      gdyż władzę tak łatwo zdobyły
      zdrajcy i zdradzeni
      kaci i ich ofiary
      oślepli od pychy i nicości
      z dwoma płaszczami
      na grzbiecie
      tą samą drogą idą
      z jednym słońcem w oczach
      przedzieleni prawdą
      szelestem stebrników
      i lękiem co jest im dany
      jak kolor włosów i rysy twarzy

      Panie który zstąpiłeś
      do piekła naszej egzystencji
      zabierz pychę i pogardę
      abyśmy byli jedno
      i przed śmiechem zdrady
      nie bili pokłonów
      wystarczy okruch ciszy
      zdjęty ze skały--
      Ulubione:
      forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Agnieszka Prochoń "Nieobecność"

      Kiedy dzień się
      z księżycem połączy
      uśmiechnięte dłonie
      zanurzam w twych włosach

      Tobą natchniona
      pisze kołysanki
      i przedziwne baśnie
      zamykam w szkatułkach

      Kiedy jednak ziemia
      się z nocą rozstanie
      a kroki twe
      coraz dalej od domu

      odrętwiałymi palcami
      rzeźbię cie z piasku
      i opętana brakiem
      krzyczę Twą obecność
      --
      Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Eva Strittmatter - Miłość II

      Miłość — to, co się gubi stale
      I niespodzianie odnajduje.
      Choć oślepiają blaskiem dale,
      To tylko do nich się wędruje.

      Leży na drodze. Choć rozbita,
      Po lśnieniu poznasz ją jedynie,
      Którym przed śmiercią kwiat rozkwita,
      Po woni, która wzbiera w winie.

      Ach miłość — nie liczyć się z nikim
      Wbrew stratom: w niej więdniemy zielem.
      Jedno drugiego jest dłużnikiem,
      Jedno drugiego — wierzycielem
      --
      Lubie... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Ann Zielińska:

      PIERWSZY RAZ

      Polubiłam oddech. Wdech jak łyk powietrza, zimny i świeży. Pić do dna tym wdechem.

      Oddycham i idę, idę i oddycham. Kroki.

      To jest tak, jakby widzieć Siebie, Ciebie i To, i To jeszcze. Jakby widzieć to wszystko po raz pierwszy. Za każdym razem pierwszy. Tak jakbym przed chwilą się urodziła i nie miała historii, tej torby pełnej opowieści o uczuciach, o słowach, o minionych zakrętach złych i dobrych. Więc być zamiast nieść siebie i wszystko inne. Zdziwić się, że wdech. Zdziwić, że piszę, że moje włosy jeszcze nie wszystkie są siwe. Że Ty milczysz. Że szumią samochody za oknem. Że Dziecko. Że kawa pachnie kawą. Że noc taka zmęczona.

      Słucham piosenki. Jednak nie płaczę. We śnie ścieżka nad przepaścią. Tu szare niebo za zasłoną.

      I radość, co wyrasta ze zdziwienia, z zachwytu. Że oddycham.
      --
      Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Gdyby nie ludzie

      Gdyby nie ludzie, gdyby nie istnieli
      tak natrętnie, ze swoim łupieżem, paranoją,
      wystrzępionymi spodniami, antysemityzmem,
      kłopotami w pracy, trwałą ondulacją, skłonnością
      do uproszczeń i zadyszki, gdyby wcale
      nie trzeba ich było poznawać, przecierających zamglone
      okulary, wycierających zamaszyście
      buty straszne dziś błoto, ocierających
      bezsilną łzę, gdyby nie otwierali przed każdym
      tak od razu swoich otłuszczonych serc i wyszmelcowanych teczek
      z przetartymi na zgięciach papierami chwileczkę
      gdzie ja podziałem to zaświadczenie, gdyby
      w ogóle ich nie było, tych zanadto
      takich samych i nadmiernie
      odmiennych światów z podwyższonym
      ciśnieniem, z wygórowanymi
      żądaniami panie musisz mi pomóc, zbyt głośno
      mówiących, zbyt naocznie
      żywych, zbyt dotkliwie
      ludzkich,

      o ile łatwiej by się mówiło nic co ludzkie nie jest

      Stanisłąw Barańczak
      --
      Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html


      • Pozwólcie, że się przedstawię
        Tak jakbyście mnie nie znali.
        Jestem Mrokiem, Mężczyzną w czerni
        Ciemnością, której odmawia się bytu
        Jestem numerem 13
        Noszę czarny kapelusz
        Nie możecie mnie dłużej zawstydzać
        Za to, że byłem w piekle i stamtąd wróciłem
        Zaświadczam Hiobem, Jonaszem, Judaszem
        Którzy zjedli gorzkie jabłko,
        Kiedy Chrystus powiedział
        „Ktoś to musi uczynić!”

        Oznajmiają mnie robaki i węże
        Wszystkie rzeczy, które pełzają i czołgają się
        Dawno zapomniane uczynki
        Które wystają z głębi.
        Jestem dzieckiem, które sięgnęło po miłość
        Lecz już nie może
        Bezdusznością zbrodniarzy
        Posępnością ubogich
        Jestem wszystkim
        Co krzyczy w snach
        Bólem - nie twoim

        Jestem Smokiem, który buduje swoje legowisko
        W jamie twojego brzucha
        Tam na dnie jest ciemno – i zimno
        Żadna miłość nie zstępuje w tę czeluść
        A, ale tam jest moc
        Karmię się dobrze odrobinkami i kawałkami
        Ciebie, których nie lubisz
        - nie chcesz, aby je inni widzieli
        A więc spychasz je w otchłań mojego królestwa
        Żywię się i rosnę na potęgę!
        Czasem przydaję Ci tej mocy
        W chwilach kryzysu albo gdy samotność
        Staje się zbyt silna – wyrywam się
        A kiedy kryzys mija?
        Wdzięczność? Przebaczenie?
        Nie! Z powrotem do mojej cuchnącej kryjówki
        Widzę przerażenie w twoich oczach
        „Co to – smok w królestwie?
        Ześlijcie księcia na białym koniu, niech zgładzi głupią bestię”

        I obserwuję, jak schodzą po schodach do mojej jaskini – moje serce topnieje
        Tylu ich już było z błyszczącym orężem i jasnymi mieczami
        I cieli i cieli aż ich własna krew przemieniła się w rzeki
        Moja jaskinia jest zaśmiecona ich odważnymi
        I głupimi kośćmi
        Jakże tęsknię za tym, który zejdzie
        Nieuzbrojony i bez miecza
        Lecz z latarnią i otwartym sercem

        Dla tych, dla których jestem krukiem,
        Nie nienawidzę gołębi.
        A jednak tak, wybrałem Ciemność
        Ale wybrałem ją z miłości
        Widzisz, Oddałbym moją moc z przyjemnością
        Zostając smoczą stopą
        Zdobiącą twój złoty tron
        Jeśli tylko twoje serce było wystarczająco duże
        Aby mnie powitać
        Z powrotem w domu

        Bruce Lyon poeta z Nowej Zelandii (z tomika poezji „13 Cienistych Kształtów” wydany w 1995)
        Przełożyła na język polski Estera Saraswati--
        Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

    • Bóg nie oczekuje podziękowań
      za Słońce lub Ziemię,
      ale za Kwiaty, które zaprawdę
      nie przez oskubanie ujawniają nam
      swoją piękność.
      Nie zatrzymuj się jednak,
      aby je rwać i przechowywać na później,
      lecz idź naprzód
      albowiem wzdłuż całej drogi
      będziesz miał Kwiaty w rozkwicie.
      I wiedz, że nie ma prawdy złej
      ani Kwiatów nieczystych.
      Nawet ciemne chmury
      stają się Kwiatami Nieba,
      kiedy je słońce całuje.
      Jest tylko prawda mała,
      o słowach jasnych i przezroczystych,
      niczym woda lśniąca w naczyniu
      i Prawda Wielka,
      o niezgłębionym milczeniu
      jak ciemna woda oceanu.
      Człowieku okryty pyłem martwych słów
      Wykąp swą duszę w Milczeniu...

      -Rabindranath Tagore-

      --
      Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • * * * Rabindranath Tagore (1861-1941) – indyjski poeta,W 1913 roku jako pierwszy w historii Azjata otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.

      Któż jest ona, co mieszka w mym sercu, kobieta stracona na wieki?
      Starałem się o nią i nie zdołałem jej zyskać.
      Zdobiłem ją wieńcami i śpiewałem jej sławę.
      Uśmiech zalśnił na chwilę w jej twarzy, potem znikł.
      "Nie sprawiasz mi przyjemności", zawołała ona, kobieta w trosce.
      Kupiłem jej klejnotami wysadzane obręcze
      i chłodziłem ją wachlarzem ozdobionym
      gemmami; usłałem jej łoże na legowisku ze złota.

      Wtedy błysnął promień radości w jej oczach, potem zamarł.
      "Nie sprawia mi to przyjemności", zawołała ona, kobieta w trosce.
      Posadziłem ją na wozie tryumfu i ciągnąłem
      z końca na koniec ziemi.
      Zwyciężone serca chyliły się do jej stóp i krzyki
      pochwały brzmiały ku niebu.

      Duma zalśniła w jej oczach na chwilę, potem rozpłynęła się w łzy.
      "Nie sprawia mi przyjemności zwycięstwo",
      zawołała ona, kobieta w trosce.
      Spytałem ją: "Powiedz mi, kogo szukasz?"

      Odrzekła tylko: "Czekam jego, o nieznanym imieniu".
      Dni mijały, a ona wołała: "Kiedyż przyjdzie mój
      ukochany, którego nie znam,
      i który poznany będzie przeze mnie na wieki".

      przełożył Leopold Staff
      --
      Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • "OBCA" Gabriela Mistral - chilijska poetka. Otrzymała Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury w roku 1945. Była pierwszym laureatem pochodzący z Ameryki Łacińskiej.

      Rozmawia z pustką swoich mórz barbarzyńskich,
      nieznanych alg i nieznanych piasków,
      modli się do Boga modlitwą wątłą i nieważką,
      postarzała, jakby czekała ją za chwilę śmierć.
      W ogrodzie naszym, który stał się nagle obcy,
      posadziła kaktusy i drapieżne trawy.
      Oddycha tak, jakby dyszała pustynia,
      i od miłości namiętnej jakby pobielała -
      niewyrażalnej, a gdyby ktoś wyrazić ją próbował,
      byłaby niby mapa odległej planety.
      Dożyje pośród nas lat osiemdziesięciu
      lecz zawsze będzie tą, co przyszła do nas z dala,
      mówiąca swym zdławionym i dzikim językiem,
      który zrozumieć mogła chyba tylko zwierzęta.
      I umrze kiedyś pośród nas, bliskimi otoczona,
      takiej nocy, w której najwięcej jest cierpienia,
      za podgłówek mając tylko swój los własny,
      i będzie to milcząca śmierć, śmierć obca.

      (tłum. Aleksandra Olędzka - Frybesowa)
      --
      Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

    • Stanisław Barańczak
      Jeżeli porcelana to wyłącznie taka

      Jeżeli porcelana to wyłącznie taka:
      Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
      Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
      Nie było przykro podnieść się i odejść;
      Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
      Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
      Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
      gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
      na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
      lub świat

      Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
      Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
      Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
      w świecie
      czuł się jak u siebie w domu?--
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Skarb

      Dawać to kochać,
      dawać stokrotnie,
      wrócić strumieniem
      wszelką wody kroplę.

      Takich nas stworzono,
      by rzucał z nas każdy
      do ziemi nasiona,
      a do morza gwiazdy.
      Biada kto zapasów,
      Panie, nie wyczerpie,
      wróciwszy nie powie:
      niby próżna sakwa
      jest serce moje.

      Miguel Ángel Asturias
      przełożył Florian Śmieja

      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Rozprawa z Kartezjuszem

      Cogito, ergo sum ", czyli " Myślę, więc jestem ! " -
      Tak powiedział Kartezjusz...
      A ja tu z protestem !
      Bo biorąc pod uwagę wymienione schema,
      Znaczyłoby : " Nie myślę - czyli że mnie nie ma ! "
      Co istotnym jest błędem,
      Gdyż w takowy sposób
      Nie byłoby na świecie bardzo wielu osób :

      Producenta żarówki takiej, co nie świeci,
      Pewnej pani, co pisze książeczki dla dzieci,
      I szewca, co mi uszył dwa lewe buciki,
      Autora pewnej dla mnie niechętnej krytyki,
      Kierownika wytwórni nielepkiego lepu,
      I kierownika sklepu, co wziął to do sklepu,
      I pewnego poety z sąsiedniej parafii
      ( Który rzekł, że satyrę - to on też potrafi ! )
      I tego moralisty, co go miłość drażni,
      Tych, co myślą, że mądrzy - no bo są poważni,
      Tego, co skradł mi portfel - wesół, że się odkuł,
      Satyryka, co pisze : " Hej, zniszczymy w zarodku ! ",
      Kolegi, co dla sławy powiesić się gotów,
      I kilku tym podobnych znajomych idiotów...

      Ci wszyscy wymienieni - wbrew Kartezjuszowi -
      Nie myślą, a istnieją,
      Żyją i są zdrowi !

      Marian Załucki
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque

    • Różana altana

      Altanę w ogrodzie
      oplatały róże
      jak dziki powój
      pięły się po niej

      całą altankę
      już otoczyły
      girlandami kwiatów
      ją przyozdobiły
      ty siedziałeś obok
      byłeś taki miły

      w tym zacisznym miejscu
      me dłonie pieściłeś

      nawet nazbyt śmiały
      w swych zalotach byłeś
      bawiąc się co chwila
      loczkiem włosów złotym
      zapragnąłeś sięgnąć
      po inne pieszczoty

      a zapach różany
      jakby z fiolki perfum
      unosił się nad nami
      mówiłeś kochana
      mój słodki aniele
      że tych chwil cudownych
      przed nami tak wiele
      a niebo utkane
      diamentów iskrami
      i tylko gwiazdy na nim
      zalotów świadkami

      autor: Helena Szymko/--
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

    • OSTATNIA PROBA

      wielka wyrwe moje serce ma
      przez te dziure wieje zimny wiatr
      ksiezyc przezen przeswituje
      serca kawal mi brakuje
      musi gdzies u ciebie byc ...

      sprawdz, rozejrzyj sie dokola
      moze w lozku twym sie chowa
      albo i pod twymi drzwiami
      teskni dalej wciaz za nami
      chce nas razem widziec znow

      podnies go i wez w ramiona
      przytul do cieplego lona
      pedz z nim tu jak tylko mozesz
      serce moje w calosc zloze
      i zatrzymam ciebie tu ...

      alastan f="forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html" target="_blank">forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html</a>

    • --
      Sylvia Plath /ur. 27 października 1932 R. w Jamaica Plain k. Bostonu, zm. 11 lutego 1963 R. w Londynie/ – amerykańska poetka, pisarka i eseistka, zaliczana do grona tzw. "poetów wyklętych".

      Współcześnie znana m.in. dzięki na poły autobiograficznej powieści "Szklany klosz". Jej poezja należy do nurtu poezji konfesyjnej.

      Sylvia Plath jest przy tym jedną z czołowych postaci kierunku w literaturze lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, określanego mianem Konfesjonalistów /ang. Confessionalist/
    • Marzec

      Marzec.Wracamy z parku. Wreszcie przeszła zima.
      Spod stopniałego śniegu wyjrzały murawy.
      Drzewa nagie, lecz pierwsze kiełkują już trawy,
      Choć na stawie zielony, cienki lód się trzyma.

      Z upojonymi wiosną wracamy oczyma,
      Krokiem lekkim, jak podczas tanecznej zabawy,
      Ulicą po słonecznej stronie idziem prawej,
      Za sobą ciepło słońca czujemy plecyma.

      W rozpiętych płaszczach śpieszą ochoczo przechodnia.
      Jacyś świeżsi, wesoło patrzą i pogodnie;
      Niańki z dziećmi wychodzą z ciemnych domów sieni.

      A my, pierwszą przechadzką dumnie upojeni,
      Idziem w miasto po płytach suchych już chodników.
      Z grudkami pulchnej ziemi na piętach trzewików.

      Leopold Staff
      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • 04.03.12, 21:12
      Marzec

      Marzec.Wracamy z parku. Wreszcie przeszła zima.
      Spod stopniałego śniegu wyjrzały murawy.
      Drzewa nagie, lecz pierwsze kiełkują już trawy,
      Choć na stawie zielony, cienki lód się trzyma.

      Z upojonymi wiosną wracamy oczyma,
      Krokiem lekkim, jak podczas tanecznej zabawy,
      Ulicą po słonecznej stronie idziem prawej,
      Za sobą ciepło słońca czujemy plecyma.

      W rozpiętych płaszczach śpieszą ochoczo przechodnia.
      Jacyś świeżsi, wesoło patrzą i pogodnie;
      Niańki z dziećmi wychodzą z ciemnych domów sieni.

      A my, pierwszą przechadzką dumnie upojeni,
      Idziem w miasto po płytach suchych już chodników.
      Z grudkami pulchnej ziemi na piętach trzewików.

      Leopold Staff
      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Zdarzenie
      Sylvia Plath

      Jak te żywioły krzepną! —

      Światło księżyca, kredowa skała

      W której szczelinie leżymy

      Plecami do siebie. Słyszę jak sowa

      Krzyczy w zimnym kolorze indygo.

      Groźne samogłoski wstępują w me serce.

      Dziecko w białym łóżeczku przewraca się i wzdycha

      Teraz otwiera szeroko usta.

      Twarzyczkę ma wyrytą w bolesnym czerwonym drzewie.

      A oto gwiazdy — twarde, nieustępliwe.

      Jeden dotyk: pali i osłabia,

      Nie widzę twych oczu.

      Tam gdzie kwiat jabłoni mrozi noc,

      Krążę wokoło

      Utartym szlakiem dawnych błędów.

      Miłość tu nie przybędzie.

      Czarna przepaść odsłania się.

      Na przeciwległym brzegu

      Biała duszyczka, biały robaczek, daje znaki

      Moje członki też mnie opuściły.

      Kto rozczłonkował nas?

      Mrok topnieje. Stykamy się jak kaleki.

      Przełożyła
      Teresa Truszkowska
      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Mistyczka
      Powietrze, to wytwórnia haczyków-
      Pytań bez odpowiedzi,
      Lśniących i pijanych jak muchy,
      Których pocałunek kłuje nieznośnie
      W cuchnących łonach ciemności, latem pod sosnami.

      Pamiętam,
      Śmiertelną woń słońca w drewnianych szałasach,
      Sztywność żagli i długie słone całuny.
      Jeśli ujrzało się raz Boga, jak to uleczyć?
      Jeśli zostało się zawładniętym,

      Bez pominięcia czegokolwiek,
      Nawet palca u ręki lub nogi i zużytym,
      Zużytym do szczętu w pożarze słońca, w barwach
      Rzucanych przez dawne katedry,
      Jak to uleczyć?

      Pastylką opłatka komunii,
      Przechadzką nad stojącą wodą? Wspomnieniem?
      Lub zbieraniem błyszczących części
      Chrystusa na oczach gryzoni,
      Nieśmiałych zjadaczy chleba, tych

      Których nadzieje są tak nikłe, że zapewniają im spokój-
      Jak grubasce w małym, czystym domku
      Pod pnącym się powojem.
      Czyż wielka miłość nie istnieje, tylko tkliwość?
      Czyż morze

      Wspomina tego, co po nim chodził?
      Znaczenie wycieka z molekuł.
      Kominy miasta oddychają, okno poci się.
      Dzieci rzucają się w łóżeczkach.
      Słońce rozkwita jak pelargonia.

      Serce, jeszcze nie ustało.

      Sylvia Plath
      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Wiąz

      Znam dno, mówi, dotykam go swym wielkim korzeniem:
      Tego się właśnie boisz.
      Ja się nie boję; ja tam byłam.

      Czy słyszysz we mnie morze,
      Jego skargę?
      Czy też głos nicości, będącej twym opętaniem?

      Miłość to cień.
      Leżysz i płaczesz po niej -
      Posłuchaj stuku jej kopyt, ona odbiegła jak rumak.

      Całą noc będę tak dziko galopować,
      Aż twa głowa stanie się kamieniem, a poduszka trawą,
      Budząc echa, echa.

      Czy mam przynieść ci rytm zatruty?
      Ten wielki spokój to deszcz.
      Jego owoc: cynowobiały jak arszenik.

      Wycierpiałam okrucieństwo zachodów słońca.
      Wypaliłam się do korzenia.
      Moje czerwone włókna płoną jak druciana ręka.

      Rozpadam się na kawałki wirujące jak maczugi.
      Tak gwałtowny wicher
      Nie zniesie obojętności: muszę krzyczeć.

      Księżyc jest tez okrutny; przyciąga mnie
      Bezlitośnie, gdyż jest bezpłodny.
      Jego blask rani mnie. Być może go schwytałam.

      Puszczam go wolno, puszczam wolno.
      Okrojonego jak po ciężkiej operacji.
      Jak twoje złe sny opętały mnie i wzbogaciły.

      Zamieszkuje mnie krzyk,
      Nocą wzlatuje,
      By wczepić swe haczyki w obiekt miłości.

      Przeraża mnie ta ciemna istota
      Uśpiona we mnie:
      Cały dzień czuję jej delikatne obroty i złośliwość.

      Chmury przepływają i nikną.
      Czy to twarze miłości blade, bezpowrotnie stracone?
      Czy to dla nich niepokój targa mym sercem?

      Nie pojmuję nic więcej.
      Co to za twarz,
      Tak śmiercionośna w gąszczu gałęzi? -
      Wsącza swój jad żmii.
      Poraża wolę. To poszczególne grzechy,
      Co niosą śmierć, śmierć, śmierć.

      Sylvia Plath
      19 kwiecień 1962
      tłum.T. Truszkowska
      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

    • --
      Lady Lazarus

      Znów to zrobiłam
      Co dziesięć lat
      Udaje mi się -

      Żywy cud, skóra lśni się
      Jak hitlerowski abażur,
      Prawa stopa

      Przycisk,
      Twarz bez rysów, żydowskie
      Cienkie płótno.

      Wrogu mój
      Zedrzyj sobie ze mnie ręcznik.
      Czyżbym wzbudzała strach?

      Nos, oczodoły, zębów pełny garnitur?
      Jutro
      Nie będzie mi już czuć z ust.

      Wkrótce, wkrótce
      Ciało, które żarła czarna jama
      Poczuje się na mnie jak w domu,

      Uśmiechnę się jak dama.
      Mam niespełna trzydzieści lat.
      I jak kot muszę umrzeć dziewięć razy.

      To byl Trzeci Raz.
      Co za bezsens
      Unicestwiać tak każdą dekadę.

      Milion włókien.
      Pogryzając fistaszki tłum
      Pcha się, by

      Patrzeć jak mnie odwijają starannie.
      Strip - tease monstr.
      Panowie, panie

      Oto moje ręce
      Moje uda. Tak
      Może i zostały ze mnie tylko skóra i kości,

      Niemniej jestem tą samą kobietą.
      Pierwszy raz miałam dziesięć lat.
      Był to wypadek.

      Za drugim razem
      Chciałam wytrwać po kres i już nie wrócić.
      Kołysałam się

      Zamknięta w sobie jak muszla.
      Musieli wołać i wołać.
      Wygrzebywać ze mnie robaki jak lepkie perły.

      Umieranie
      Jest sztuką tak jak wszystko.
      Jestem w niej mistrzem.

      Umiem robić to tak, że boli
      Że wydaje się diablo rzeczywiste.
      Można by to nazwać powołaniem.

      Dosyć łatwo jest to zrobić w celi.
      Dosyć łatwo jest to zrobić i w tym trwać.
      To teatralny

      Powrót w dzień
      Na to samo miejsce i w tę samą twarz, by usłyszeć
      ten sam krzyk:

      "Cud"!
      Jakby mi dano w pysk.
      Proszę płacić,

      Za oglądanie moich blizn proszę płacić
      I za słuchanie serca -
      Ono znów stuka w ciszy.

      Proszę płacić, drogo płacić
      Za każde słowo i dotyk
      Lub kroplę krwi,

      Za włosów kosmy, strzęp ubrania.
      Tak, tak Herr Doktor.
      Tak, tak Herr Wróg.

      Jestem pańskim dziełem.
      Pańską chlubą.
      Dziecięciem ze szczerego złota,

      Które roztapia byle krzyk.
      Miotam się jak opętana.
      Proszę nie myśleć, że nie doceniam pańskich starań.

      Popiół, popiół -
      Pan go rozgrzebuje, ogląda.
      Ciałą i kości już nie ma -

      Mydło,
      Ślubna obrączka,
      Złota plomba,

      Herr Got, Herr Lucyfer,
      Strzeżcie się
      Strzeżcie.

      Z popiołu
      Wstanę płomiennowłosa
      By połknąć mężczyzn jak powietrze.

      Sylvia Plath

    • "Słońce świeci dla wszystkich" Snatam Kaur

      Słońce świeci dla wszystkich, słońce świeci dla wszystkich.

      Nie robi wyjątków…

      Kiedy pada, pada na wszystkich, kiedy pada, pada na wszystkich.

      Nie robi wyjątków…

      Jeden duch mieszka w każdym, Jeden duch mieszka w każdym.

      Nie robię wyjątków…

      Modlimy się za wszystkich, tak, modlimy się za wszystkich,

      modlimy się za wszystkich. Nie robimy wyjątków…

      Pokój dla wszystkich, życie dla wszystkich,

      Miłość dla wszystkich Ram Ram Hari Ram…
      Ram Ram Hari Ram…
      Pokój dla wszystkich, życie dla wszystkich,

      Miłość dla wszystkich Ram Ram Hari Ram…

      tłumaczenie: Joanna Patora
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque

    • Jane Hirshfield "Słyszeć spadający świat"

      Gdy w pewien sposób poruszę ręką –
      Powracają.
      Albo gdy światło załamuje się w drzewach
      o tej porze roku,
      tak, że skrawek smutku, jak ptak, rozbłyska w sercu.
      Noszę je w ciele, ziarna
      nie wymiecione z kąta, osłonięte łupiną, pozornie bezpieczne.
      Ale to one mnie strzegą, te moje drobne bóle,
      żebym się nie stała zbyt pewna
      siebie i przypadkiem nie zapomniała.--
      Ulubione:
      forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

    • Lustrzana koniczynka

      Zdobi, zwierciadlane odbicie, koniczyny,
      całkiem mały listek, na nim postać
      jest wyryta, zwykłej, wiejskiej baby,
      nosi szaty,,,

      Można nazwać, kryzy, szale,
      płótna zdobi i reprezentuje,
      może hale, może modę, może
      zwykle pole z koniczynki listkiem
      zielonym, może.....

      Może jednak inna mieć przyczynę,
      reklamowa bardziej, przypomina,
      ze przy trafnej okazji można by się
      było również napić.

      Whisky - trunek zwykły, mały łyk
      dla zdrowia i lusterko do ozdoby,
      żeby tez nie wyszła z mody,
      młoda postać.

      Spójrz czasami na nią i na siebie,
      ile wdzięku mieć potrafi, nie wiesz,
      jest jak młody owoc lub jak ciastko,
      zjadłbyś albo wypił jak ten serwowany..

      Wszystko można w wyobraźni,
      można ja rozebrać z szaty,
      można kochać i uwielbiać,
      można ja kosztować lub oglądać.

      W wyobraźni możesz nawet z nią
      utonąć dla rozkoszy, postać
      tylko jedna a tyle symboli w sobie
      nosi.....

      Teresa S.J--
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque

    • Każde wiersze są dobre
      i na każdą porę
      bo wszystkie jednakowo
      są na serce chore

      [-ks. Jan Twardowski ]--
      Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Ludmiła Kaczmarek
      "Wspomnienia"

      Mój pierwszy pocałunek
      był prawdziwie dziewiczy
      Stanęliśmy pod papierówką
      w moim ukochanym miejscu
      koplu spadających do Regi łąk
      Ty zerwałeś mi jabłko
      ugryzłam i podałam tobie
      Uśmiechem zagarnąłeś mnie
      By porwać w nieznane
      smaki jabłka soczystego
      odkrywanie miękkiej łąki i szumiący las
      Próbowałeś poznać mnie więcej
      powiedziałam - jeszcze nie czas...
      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • 09.03.12, 13:58

      NORWID

      Kształtem miłości piękno jest - i tyle,

      Ile ją człowiek oglądał na świecie,

      W ogromnym Bogu albo w sobie-pyle,

      Na tego Boga wystrojonym dziecię;

      Tyle o pięknem człowiek wie i głosi -

      Choć każdy w sobie cień pięknego nosi

      I każdy - każdy z nas - tym piękna pyłem.--
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque


      • Stanisław GROCHOWIAK

        Rozmowa o poezji

        Rozmowa o poezji

        Dziewczyna:
        Czy pan ją widzi? Czy ona się śni?
        Czy też nadbiega - nagła jak z pagórka?

        Poeta:
        Ona wynika z brodawek ogórka...

        Dziewczyna:
        Pan kpi.
        Pan ją jedwabnie - pan ją jak motyla
        Po takich złotych i okrągłych lasach...
        To jest jak z Dafnis bardzo czuła chwila...

        Poeta:
        Owszem. Jak ostro
        całowany tasak.

        Dziewczyna:
        Rozumiem pana. Z wierzchu ta ironia,
        A spodem czułość podpełza ku sercu...

        Poeta:
        Dlaczego z pani jest taka piwonia ,
        Co chce zawzięcie być butelką perfum?...




        --
        Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque



        • Charles Baudelaire

          PADLINA

          Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
          W ten letni tak piękny poranek:
          U zakrętu leżała plugawa padlina
          Na scieżce żwirem zasianej.

          Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
          Parując i siejąc trucizny,
          Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
          Brzucha pełnego zgnilizny.

          Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,
          Jakby rozłożyć pragnęło
          I oddać wielokrotnie potężnej Naturze
          Złączone z nią niegdyś dzieło.

          Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,
          Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,
          Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,
          Żeś omal nie padła na trawy.

          Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
          I z wnętrza larw czarne zastępy
          Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
          Na te rojące się strzępy.

          Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,
          Jak fala się wznosiło,
          Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało
          Samo się w sobie mnożylo.

          Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym
          Jak wiatr i woda bierząca
          Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym
          W opałce obraca i wstrząsa.

          Forma świata stawała się nierzeczywista
          Jak szkic, co przestał nęcić
          Na płótnie zapomnianym i który artysta
          Kończy już tylko z pamięci.

          A za skałami niespokojnie i z ostrożna
          Pies śledził nas z błyskiem w oku
          Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można
          Wyszarpać ochłap z zewłoku.

          A jednak upodobnisz się do tego błota,
          Co tchem zaraźliwym zieje,
          Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,
          Pasjo moja i mój aniele!

          Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,
          Po sakramentch ostatnich,
          Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniowa,
          By gnić wśród kości bratnich.

          Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko
          Toczył w mogilnej ciemności,
          Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską
          Mojej zetlałej miłości.



          --
          Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Trema

      Poeci i pisarze.
      Tak się przecież mówi.
      Czyli poeci nie pisarze, tylko kto -
      Poeci to poezja, pisarze to proza -
      W prozie może być wszystko, również i poezja, ale w poezji musi być tylko poezja -
      Zgodnie z afiszem, który ją ogłasza przez duże, z secesyjnym zawijasem P, wpisane w struny uskrzydlonej liry, powinnam raczej wyfrunąć niż wejść -
      I czy nie lepiej boso,
      niż w tych butach z Chełmka
      tupiąc, skrzypiąc
      w niezdarnym zastępstwie anioła -
      Gdyby chociaż ta suknia dłuższa, powłoczystsza, a wiersze nie z torebki, ale wprost z rękawa, od święta, od parady, od wielkiego dzwonu, od bim do bum, ab ab ba -
      A tam na podium czyha już stoliczek spirytystyczny jakiś, na złoconych nóżkach, a na stoliczku kopci się lichtarzyk -
      Z czego wniosek,
      że będę musiała przy świecach
      czytać to, co pisałam przy zwykłej żarówce stuk stuk stuk na maszynie -
      Nie martwiąc się zawczasu, czy to jest poezja i jaka to poezja-
      Czy taka, w której proza widziana jest źle -Czy taka, która dobrze jest widziana w prozie
      I co w tym za różnica, wyraźna już tylko w półmroku na tle kurtyny bordo z fioletowymi frędzlami?

      Wisława Szymborska
      --
      Ulubione : forum.gazeta.pl/forum/f,99957,_Milosnicy_ksiazek_Remarque_a.html?s_action=f_add
      • Nienawiść

        Spójrzcie, jaka wciąż sprawna,
        jak dobrze się trzyma
        w naszym stuleciu nienawiść.
        Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
        Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.
        Nie jest jak inne uczucia.
        Starsza i młodsza od nich równocześnie.
        Sama rodzi przyczyny,
        które ją budzą do życia.
        Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.
        Bezsenność nie odbiera jej sił, ale dodaje.
        Religia nie religia -
        byle przyklęknąć na starcie.
        Ojczyzna nie ojczyzna -
        byle się zerwać do biegu.
        Niezła i sprawiedliwość na początek.
        Potem już pędzi sama.
        Nienawiść. Nienawiść.
        Twarz jej wykrzywia grymas
        ekstazy miłosnej.
        Ach, te inne uczucia -cherlawe i ślamazarne.
        Od kiedy to braterstwo może liczyć na tłumy?
        Współczucie czy kiedykolwiek pierwsze dobiło do mety?
        Zwątpienie ilu chętnych porywa za sobą?
        Porywa tylko ona, która swoje wie.
        Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
        Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
        Ile stronic historii ponumerowała.
        Ile dywanów z ludzi porozpościerała
        na ilu placach, stadionach.
        Nie okłamujmy się:
        potrafi tworzyć piękno.
        Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
        Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
        Trudno odmówić patosu ruinom
        i rubasznego humoru
        krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.
        Jest mistrzynią kontrastu
        między łoskotem a ciszą,
        między czerwoną krwią a białym śniegiem.
        A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
        motyw schludnego oprawcy
        nad splugawioną ofiarą.
        Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
        Jeżeli musi poczekać, poczeka.
        Mówią, że ślepa. Ślepa?
        Ma bystre oczy snajpera i śmiało patrzy w przyszłość -ona jedna.

        Wisława Szymborska
        --
        Ulubione : forum.gazeta.pl/forum/f,99957,_Milosnicy_ksiazek_Remarque_a.html?s_action=f_add
    • Wiersz Leopolda Staffa:

      Gnój



      Czcigodny gnoju, dobroczynne łajno,
      Tchnące, jak znojna najmity pazucha
      I nowa skóra chłopskiego kożucha,
      Ostrej tężyzny siłą życiodajną!

      Żyzności łaskę kryjesz w sobie tajną
      I ciało ziemi łaknie twego ducha.
      W tobie nadzieja pól i wsi otucha,
      Bo czynisz siejbę stokrotnie wydajną.

      Zdrowiem z obory kiedy bijesz mlecznej,
      Masz dziką świeżość potęgi odwiecznej,
      Którą się brzydzą mieszczuchowie słabi.

      Lecz czarnym bogom pracy, gdy im w lica
      Dymisz w świt chłodny, niby kadzielnica:
      Pachniesz jak wszystkie wonności Arabii!
      --
      Me forum - forum.gazeta.pl/forum/f,99957,_Fani_ksiazek_i_Remarque_a.html?t=1300028411481
    • Moja poezja

      niczego nie tłumaczy
      niczego nie wyjaśnia
      niczego się nie wyrzeka
      nie ogarnia sobą całości
      nie spełnia nadziei

      nie stwarza nowych reguł gry
      nie bierze udziału w zabawie
      ma miejsce zakreślone
      które musi wypełnić

      jeśli nie jest mową ezoteryczną
      jeśli nie mówi oryginalnie
      jeśli nie zadziwia
      widocznie tak trzeba

      jest posłuszna własnej konieczności
      własnym możliwościom
      i ograniczeniom
      przegrywa sama ze sobą

      nie wchodzi na miejsce innej
      i nie może być przez nią zastąpiona
      otwarta dla wszystkich
      pozbawiona tajemnicy

      ma wiele zadań
      którym nigdy nie podoła

      Różewicz Tadeusz
      --
      Me forum - forum.gazeta.pl/forum/f,99957,_Fani_ksiazek_i_Remarque_a.html?t=1300028411481
    • Aleksander Puszkin

      Zbiór owadów

      Proszę popatrzeć – oto śliczna
      Kolekcja entomologiczna.
      Jak pstrokata to kompania!
      Ilem się za tym nauganiał!
      A jaki dobór! ani słówka!
      Oto X, proszę, boża krowka,
      Tu Y – pająk jadowity,
      Z – żuk krajowy znakomity,
      Tu N – maluśka czarna muszka,
      A tutaj N – stonóżka.
      O, jakie mnóstwo preparatów!
      W ramach, pod szkłem, równiutko, schludnie
      Sterczą, na wskroś przebite cudnie,
      Na szpilkach mych epigramatów.

      1829

      tłum. Julian Tuwim
    • Piotr Kasjas
      „Jak Anioł Miłości”

      Jak anioł miłości do twojej sypialni wchodzę cichym krokiem,
      przez otwarty balkon przeganiam wszechobecny smutek.
      Przecieram twe oczy łzami ubrane
      i uwalniam twoje usta od słów rozpaczliwych.
      Wkładam w nie uśmiech przepleciony pocałunkiem
      i kładę na tobie moje dłonie,
      które posiadły sens błądzenia po twym nagim ciele.
      Przywołuję nocy ciemnej gorący płomień,
      który przytłacza nas swoją czarną tajemnicą.
      I tym ciężkim osobliwym kochanków westchnieniem,
      co okrywa rumieńcem szczęścia ich złączone w bezruchu ciała.
      W labiryncie nocy odnajdujemy początek nowego dnia.
      I ten świeży oddech mglistego świtu,
      który budzi kruche i nieśmiałe myśli, delikatnie sunące w ciszy,
      więc stąpaj w nich lekko, drobną stopą, tanecznym rytmem
      By nie spłoszyć tego, co chcą nam powiedzieć.

      Piotr Kasjas


    • Sakyong Mipham Rinpocze
      "Piorun mądrości"

      Piorun mądrości uderzył w umysł moich pojęć.
      Ten nagły błysk wglądu,
      Ta przerwa,
      Ta chwila, piękna i dziewicza, niezmyślona i naturalna,
      zostawia mnie samego.
      Bez myśli pozostaję w bezruchu,
      ale mogę poczuć rozedrganą energię, która mnie pochłania.
      W tej chwili spokoju
      Kim jestem?
      Ten błysk wglądu pokazał mi mój własny umysł.
      Nie wiedząc, co mam zrobić, pozwalam wrócić obłokom pojęć.
      Kim jestem?
      Czego doświadczyłem?
      Przez chwilę straciłem grunt
      bezdomny,
      wędrowiec,
      ptak bez gniazda.
      Czułem się źle z tą wolnością;
      próbowałem pokierować sobą.
      Dlaczego nie mogę po prostu się odprężyć w tym, kim jestem?
      Czy jestem tak przerażony tym, że jestem wolny?
      Czy jestem tak skoncentrowany na sobie?
      Czy jestem tak mały, że nie mogę skoczyć?
      Dlaczego nie mogę po prostu pozwolić rozpuścić się granicom?
      Czułem się śmiały przedtem, ale kiedy ta chwila nadeszła,
      Kiedy mądrość się uobecniła,
      Szarpnąłem się jak zwierzę schwytane w jasne światła.
      Ale nie jestem zwierzęciem,
      A to jasne światło nie pochodzi z zewnątrz.
      To była mądrość wnętrza.
      Dlaczego tego nie rozpoznaję?
      Całe moje życie tęskniłem, aby wiedzieć więcej, pogłębić się,
      ale kiedy ta chwila nadeszła, nie byłem gotowy.
      Teraz muszę przygotować siebie, przygotować grunt.
      Wiem, że chwila mądrości nie przychodzi raz czy dwa, lecz
      jest ciągle obecna, osiągalna.
      Kiedy uderzyła mnie,
      po prostu otworzyłem oczy.
      Zwolniłem nieznacznie,
      jakby znikąd nagły pęd energii -
      miłość, radość, siła -
      wytrysnęły w moim sercu.
      Urzeczywistniam, że to jest moja prawdziwa istota;
      To jest natura mojego umysłu.
      Ciężkie chmury pojęć;
      depresja, zazdrość, gniew -
      są tylko odbiciem tej szybkości,
      mojego pędzącego umysłu niezdolnego, aby się odprężyć.
      Doświadczam tych emocji jako udręki, inwazji,
      Ograbienia z mojej wewnętrznej godności.
      Zewnętrzna zasłona pomieszania jest tylko odzieniem, które muszę zrzucić.
      Mając siłę, która przychodzi przez medytację,
      angażując się w Ścieżkę Buddy,
      Ten książe, wojownik miał odwagę, aby pracować nad swoim umysłem,
      Miał odwagę myśleć o innych.
      Jego moc i głębia są ukazane w prostych działaniach.
      Być sobą,
      nie ukrywać się za agresją,
      czuć zapach kwiatów wyżyn,
      doświadczać łąk współczucia,
      drzew miłości, nieba mądrości,
      to jest ścieżka czekająca na ciebie.

      26 czerwca 2000

      tłum. Katarzyna Tomczuk--
      Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

    • Słońce jest jedno
      Marina Cwietajewa

      Słońce jest jedno, a chodzi od domu do domu.
      Ono jest moje. Nie dam już słońca nikomu.

      Ani na jedną chwilę, na błysk, na spojrzenie.
      Nikomu. Nigdy. — A idźcie, miasta, w mrok na stracenie!

      W ręce je złapię! Nie będzie kręcić się stale!
      Niech sobie ręce i wargi, i serce spalę.

      Jak w noc wieczną zapadnie — w ślad za nim pognam.
      Słońce ty moje! Nikomu ciebie nie oddam!

      Przełożył z rosyjskiego
      Robert Stiller--
      Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • STARUCHA
      - M.I.Cwietajewa

      (tytuł oryginału - ros. "Старуха")

      Słowo dziwne to — starucha!
      Treść niejasna, mroczny dźwięk
      I dla różowego ucha
      Głuchy, jakby z muszli, szmer.

      A w nim sens jest niepojęty,
      Tym, co tylko chwil ekranem,
      Że w tym słowie — czas zaklęty
      W uszach szumi oceanem.
      --
      Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Marina Cwietajewa - tragiczny los rosyjskiej poetki
      Wielu krytyków literackich sądzi, że w sztuce pisania nie miała sobie równych, a już z pewnością nikt nie tworzył równie doniosłych dzieł po rosyjsku. Za życia była ekscentryczką – notorycznie zdradzała męża, swoim zachowaniem gorszyła otoczenie, nie obchodziła jej ciężka sytuacja polityczna, w jakiej znalazła się rodzinna Rosja. Najważniejsza była dla niej sztuka. Niestety reżim komunistyczny tępił takie jednostki. I tak pozbawiona środków do życia wielka pisarka zdecydowała się na desperacki krok i popełniła samobójstwo.

      Jej matka zaplanowała dla niej karierę pianistki. Dziewczynka miała świetny słuch, była zdolna. Całymi dniami ćwiczyła, ale już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że nie pała miłością do muzyki. Prawda była taka, że Marina kochała muzykę, ale nie swoją. Matka była jednak nieustępliwa i zmuszała córkę do doskonalenia talentu. Mimo, iż dziewczyna nie została pianistką, to cechy wyniesione z rodzinnego domu pomogły jej w przyszłym życiu. Stała się bowiem kobietą z silnym poczuciem obowiązku i surowością wobec samej siebie, a swoje artystyczne wnętrze pokazała światu nie za pomocą muzyki, ale poezji.

      Dość szybko wkroczyła do świata moskiewskiej bohemy, poznała tamtejszych artystów, przeżyła pierwsze miłości. Z pieniędzy ojca sfinansowała wydanie swojego pierwszego tomiku poezji. Jej styl podobał się nielicznym, ale z pewnością sporo o niej mówiono, a to i tak był już duży sukces. Z czasem dziewczynę zupełnie wciągnęło takie życie i tuż przed maturą rzuciła szkołę. Spotykała się z największymi pisarzami tamtych czasów, jej talent dynamicznie się rozwijał, aż w końcu jej dzieła zaczęły być znane i cenione w całej Rosji.

    • “Pan uroczo całuje”
      “Pan leży, wchodzę, siadam z brzegu, podnoszę do ust rękę, wtulam się, podziwiam, kocham. Za oknem — wielkie życie, obce, nic nas nie obchodzi, wszystko jest takie proste: Pan, ja. I cała noc przed nami. Opowiadam Panu jakieś nonsensy — śmiejemy się — nic miłosnego! — noc jest nasza, robimy, co chcemy. Ale noc jest jeszcze swoja, własna, z własnymi regułami, i oto — przez śmiech, dowolność, pianę — prawda: jedyna: usta do ust. Pan uroczo całuje (proszę zniszczyć moje listy), bez naciskania — delikatnie [...], wytrwale i ostrożnie, z każdą setną sekundy głębiej, jak człowiek, który chce pić — i nie od razu…”

      To fragment listu Mariny Cwietajewej do Abrama Wiszniaka. Mężczyzny jej życia. Oprócz niego Tadeusz Klimowicz doliczył się jeszcze trzynastu mężczyzn jej życia. I jednego męża.

      Marina Cwietajewa, Nieizdannoje. Swodnyje tietradi, Moskwa 1997; cyt. za: Tadeusz Klimowicz, Pożar serca. 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach, Wrocław 2005, s. 299-300.--
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

      • Marina Cwietajewa "Miasto"

        Pod niebem modrym śpi
        najbardziej złote z miast.
        Prowadzą doń przejrzyste drzwi
        i gwiazdy jasnej blask.
        A w mieście złotym sad,
        wśród traw i kwiatów stu
        zwierzęta cudne żyją tam,
        tak piękne jak ze snu...

        Tam spójrz - płomienna grzywa - żółty lew
        i wół o wielkich oczach, w cieniu drzew
        z nimi złoty orzeł, ptak podniebny -
        wzrok tak jasny, ach - nie zapomniałabym...

        Na niebie złotym lśni
        jedyna gwiazda - ta
        jest twoja, o, aniele mój
        i zawsze będzie twa...
        Kto kocha - miłość zna,
        uświęca światłem świat.
        Niech gwiazda cię prowadzi w dal,
        wprost drogą tam, gdzie sad

        Przywita cię płomiennogrzywy lew
        i wół o wielkich oczach, w cieniu drzew
        z nimi złoty orzeł, ptak podniebny
        wzrok tak jasny, ach, nie zapomniałabym...

        --
        Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

    • Marina Cwietajewa

      Elektryczność (fragment)

      ...Jest w każdym domu okno na świat
      Z każdych drzwi można uczynić krok
      Lecz jeśli kredą na bruku wytyczony twój szlak -
      Dokąd pójdziesz, gdy zasypie go śnieg?...

      --
      Moje forum: forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Marina Cwietajewa *** (Skąd tyle we mnie tkliwości?)

      Skąd tyle we mnie tkliwości?
      Nie po raz pierwszy — kędziory
      Jak twoje gładzę i jeszcze
      Ciemniejszych zaznałam — warg.

      Wschodziły i gasły gwiazdy
      (Skąd tyle we mnie tkliwości?)
      Wschodziły i gasły oczy
      I w oczach mych blask ich nikł.

      Cudowniejszymi pieśniami
      Śród ciemnej, przepastnej nocy
      (Skąd tyle we mnie tkliwości?)
      Mnie darzył śpiewaka głos.

      Skąd tyle we mnie tkliwości?
      I co z nią uczynić mam chłopcze
      Podstępny, śpiewaku wędrowny,
      Długorzęsy – jak nikt?
      --
      Lubie... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Marina Cwietajewa X X X z cyklu "Uczeń"

      Mottotongue_outowiedzieć Ci, o czym myślę?
      W deszczu - pod jednym płaszczem,
      W nocy pod jednym płaszczem,
      W grobie - pod jednym płaszczem.

      I

      O, móc być chłopcem twoim jasnowłosym -
      Przez tysiące lat!-
      Za twą purpurą w płaszczu ucznia prostym
      Przemierzać świat.

      Uławiać móc, skroś ciżby ludzkiej męty,
      Twą życiodajną twarz -
      Duszą, żyjącą tchnieniem twym świętym,
      Jak wiatru wiewem - płaszcz.

      Bardziej zwycięsko niźli król Dawid
      Ramieniem roztrącać dzicz.
      Od krzywd wszelakich móc cię wybawić -
      Płaszczem chroniącym ci być.

      Pomiędzy uczniami śpiącymi słodko
      Być tym, co nie będzie spać.
      Przy pierwszym kamieniu rzuconym przez motłoch
      Już nie płaszczem - tarczą się stać.



      (O, samowolnie nie ucinam wierszy!
      To nóż wyostrzony na włos!)
      ...I z uśmiechem najzuchwalszym - jako pierwszy
      Wstąpić na twój stos.

      (przeł. Joanna Salamon)
      --
      Ulubione:
      forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Marina Cwietajewa "Miłość"

      Jatagan? Płomień?
      Skromniej - nie tak krzykliwie!

      Ból, znajomy jak oczom - dłonie,
      Jak wargom -
      Dziecka własnego imię.
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque

    • Z Tobą

      chciałbym biec do szczęścia
      łąkami wspomnień umajonych
      lecz nie naszych
      marzeniami buszować wśród traw i kwiecia
      niech zachwycą nas jej kaczeńce

      aż dla nas zaświeci słonce
      rozebrać się
      zrzucić za siebie skórę złudzeń
      nałożyć nową niewinną - dziecka

      z tą czystą na skrzydłach motylich
      wzbić się wysoko
      tam - gdzie zawsze tańczą motyle
      - gdzie kłopoty nie dolecą

      bądź mi łąką

      Leszek K.
      --
      Ulubione:
      forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Piotr Trysła "Jak będzie"

      jak będzie twoja tęsknota
      skracać mój metr oddalenia
      jak niecierpliwość na twarzy
      w soczystą pełnię przemieniasz
      nie umiem wyobrazić

      jak twoja przyszła miłość
      przychodzi bezradnie cała
      jak płoszysz się w niemym wstydzie
      chwili co naraz się stała
      nie potrafię przewidzieć

      jak nadchodząca twa troska
      pilnuje mojego trwania
      i jak już nie odwlekasz
      czego się jeszcze wzbraniasz
      nie mogę doczekać

      jak usiądziemy przed domem
      spokojni
      kochani
      starzy
      i tak będziemy siedzieć

      czy to się kiedyś zdarzy?
      nie mogę Ci powiedzieć

      trysla.blogspot.com
    • Bądź ze mną

      Będę wszystkim o co prosisz
      mgłą szczyty górskie przytula
      kwiatem goryczki
      na polanie górskiej wyhaftowanym
      kłującą kosodrzewiną
      w mrozach i wichrach zakochaną

      Mogę być potokiem górskim
      spadającym w szaleństwie
      na łeb na szyję
      gdy zimnem chłodzi
      strudzone pragnienie gasi
      ze stóp wymywa zmęczenie

      Widokiem gdzieś tam w oddali
      gdzie pozostało zwykłe życie

      Tylko bądź ze mną cię proszę

      Lech Kamiński
      --
      Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Zagaś mi oczy, Twój obraz
      Rainer Maria Rilke

      Zagaś mi oczy, Twój obraz nie zgaśnie,

      Uszy mi zasłoń, usłyszę Cię zawsze,

      Bez nóg za Tobą pójdę nad przepaście,

      Bez ust zaklinać będę imię najłaskawsze.



      Dłonie mi odejm, i tak Cię obejmie

      Serce me niczym ramieniem stęsknionym,

      Wyrwij mi serce, myśl zostanie we mnie,

      Gdy i myśl zechcesz płomieniem wypalić,

      Wtedy uniosę Cię w krwi mojej fali.

      Przełożyła
      Wanda Markowska
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque

    • Zdarzone i zapisane w 1982 roku w jesieni, w pierwszej jesieni stanu wojennego. Przyjechałam do chorej matki, do domu nad rzeką, w którym w młodości mieszkałam. Popatrzyłam przez otwarte okno:
      Jestem. Współżywa, współczynna,współwinna. Współzielona,
      Współdrzewna. Współistnieję. Ty jeszcze nie wiesz co to znaczy.
      Obdarowana ;przenikaniem. Znikam, jestem. Współtrwam ( z To-
      bą) w tym szklistym dniu ( z tym szklistym dniem w którym znikam) który znika ze mną tak lekko. Nie wiem co to znaczy.
      Współotwarta z oknem, współpłynna z rzeką. Jestem żeby
      wiedzieć znikam? Znikam żeby wiedzieć jestem? Całą ale całej
      nigdzie nie ma. Współprzelatująca, współniebna. Pół wieku
      żyłam po to!

      Pisany na skrawkach udartego papieru, w wielkim pośpiechu, tak mówił się bez zatrzymania cały tekst, bez jednej poprawki. ( pisany bez myśli o pisaniu. Bez myśli o czymkolwiek.)
      Jestem. I kropka. To cała tajemnica szczęśliwego życia. I ZEN o tym mówi, i Jan od Krzyża. To dane jest nam wszystkim po to, żebyśmy wiedzieli, jakimi moglibyśmy być. Jakimi powinniśmy być.
      "Cała ale całej nigdzie nie ma." Stracić siebie to zyskać siebie. I ... - duża kropka.
      Krystyna Miłobędzka
    • Trzeba marzyć

      Żeby coś się zdarzyło
      Żeby mogło się zdarzyć
      I zjawiła się miłość
      Trzeba marzyć
      Zamiast dmuchać na zimne
      Na gorącym się sparzyć
      Z deszczu pobiec pod rynnę
      Trzeba marzyć

      Gdy spadają jak liście
      Kartki dat z kalendarzy
      Kiedy szaro i mgliście
      Trzeba marzyć
      W chłodnej, pustej godzinie
      Na swój los się odważyć
      Nim twe szczęście cię minie
      Trzeba marzyć
      W rytmie wietrznej tęsknoty
      Wraca fala do plaży
      Ty pamiętaj wciąż o tym
      Trzeba marzyć
      Żeby coś się zdarzyło
      Żeby mogło się zdarzyć
      I zjawiła się miłość
      Trzeba marzyć

      Jonasz Kofta

      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Rozmyślania na dworcu


      Na wszystkich dworcach świata
      W poczekalniach, na peronach
      Każda rozmowa o życiu
      Zostaje niedokończona

      Podróżni różni
      Nic się nie różnią
      Na dworcach każdy
      Staje się próżnią

      Jest tak jak wszędzie
      Szczęście, nieszczęście
      Tylko, że w pędzie
      Tylko, że częściej

      Na wszystkich dworcach świata
      Daleką drogą olśnienie
      Toczysz się losu koleją
      Po swoje przeznaczenie

      Suma powrotów i pożegnań
      Daje w efekcie zero
      Niektórym życie jak pociąg
      Niektórym życie jak peron
      Wsiadają, wysiadają
      W bufetach piwem się raczą
      Przyjeżdżają, odjeżdżają
      Płaczą

      Gubią się, odnajdują
      Walizy taszczą
      Zjadani, wypluwani
      Dworców studrzwiową paszczą

      Niech wszystko działa
      Zgodnie z rozkładem
      Pociąg odchodzi
      Ja, nie pojadę ..Jonasz Kofta
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque


    • Bądź Ty mi dobrym
      Kazimiera Zawistowska

      Bądź Ty mi dobrym — zejdź sercu mojemu

      Jaśnią podobną ciepłu słonecznemu —

      Bądź duszy mojej morzu burzliwemu



      Kojącą ciszą współsennej zatoki,

      Zwartej łagodnie gór kwietnymi stoki...



      Bądź ustom moim jak trunek miłosny,

      Po którym serce skwita kwiatem wiosny!

      Bądź ustom moim słodki i litosny...



      I na te usta, do Twych ust tęskniące,

      Kładź się jak rosy napoje rzeźwiące.



      Bądź oczom moim czarem wizyj sennych,

      Wyprzędłą baśnią mirażów promiennych,

      Wonnym pąkowiem zieleni wiosennych,



      Opleć mi duszę jak urocze ziele,

      By w ślad stóp moich chodziło wesele...
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Ewa
      Kazimiera Zawistowska

      I



      Usnął Adam, skroń sparłszy o warkocze Ewy,

      I w śnie Panu się kłaniał — bo stworzeniu z gliny,

      Sad Edenu Pan otwarł z mnogością zwierzyny,

      I dał jagód soczystość i zbóż złotych siewy,



      I sytemu łask szczodrych — otworzył bok lewy,

      I żywemu dał kwiatu powstać z jego kości.

      Więc olśnion, wzrok napasłszy krasą tej piękności,

      Usnął Adam, skroń sparłszy o warkocze Ewy.



      I cisza — w łąk kobiercu śpi Adam, śpią trzody,

      Edeńskie im wonieją zdrzemane ogrody...

      I tylko, wraz z gwiazdami nad zacisznym rajem,



      Dwie par źrenic bezsennych patrzy w siebie wzajem —

      I do Ewy płonącej, złotowłosej głowy,

      Wąż pnie ciała gibkiego oplot szmaragdowy.



      II



      "Zakazanego straż mi Drzewa dana,

      A więc stul oczy — bo gdy krew jagody,

      Łaknących ust Twych zwabi kraśne miody,

      To swą urodą cała zesromana,



      Już nie poniesiesz pokłonu dla Pana,

      Bo tak potężne wyśnią raje Tobie,

      Usta Adama w tej płomiennej dobie,

      Że padniesz, jako winnym sokiem pjana,



      Na jego łono..."



      Ponad Ewy głową,

      Wąż swoją wstęgę zgina szmaragdową,

      Do pożądliwych jej wtulając dłoni,



      Szkarłatny owoc przeklętej jabłoni,

      I cisza — potem z Świadomości Drzewa

      Soczysty owoc zgryzła biała Ewa...
      --
      Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Szymborska Wisława

      Utopia

      Wyspa na której wszystko się wyjaśnia.
      Tu można stanąć na gruncie dowodów.
      Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia.
      Krzaki aż uginają się od odpowiedzi.

      Rośnie tu drzewo Słusznego Domysłu
      o rozwikłanych wiecznie gałęziach.

      Olśniewająco proste drzewo Zrozumienia
      przy źródle, co się zwie Ach Więc To Tak.

      Im dalej w las, tym szerzej się otwiera
      Dolina Oczywistości.

      Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.

      Echo bez wywołania głos zabiera
      i wyjaśnia ochoczo tajemnice światów.

      W prawo jaskinia, w której leży sens.

      W lewo jezioro Głębokiego Przekonania.
      Z dna odrywa się prawda i lekko na wierzch wypływa.

      Góruje nad doliną Pewność Niewzruszona.
      Ze szczytu jej roztacza się Istota Rzeczy.

      Mimo powabów wyspa jest bezludna,
      a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
      bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.
      Jak gdyby tylko odchodzono stąd
      i bezpowrotnie zanurzano się w topieli.

      W życiu nie do pojęcia.


      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Szymborska Wisława

      "Nic dwa razy"

      Nic dwa razy sie nie zdarza
      I nie zdarzy. Z tej przyczyny
      Zrodziliśmy sie bez wprawy
      I pomrzemy bez rutyny.

      Choćbyśmy uczniami byli
      Najtępszymi w szkole świata,
      Nie będziemy repetować
      Żadnej zimy ani lata.

      Żaden dzień sie nie powtórzy,
      Nie ma dwóch podobnych nocy,
      Dwóch tych samych pocałunków,
      Dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

      Wczoraj, kiedy twoje imię
      Ktoś wymówił przy mnie głośno,
      Tak mi było, jakby róża
      Przez otwarte wpadła okno.

      Dziś, kiedy jesteśmy razem,
      Odwróciłam twarz ku ścianie.
      Róża? Jak wygląda róża?
      Czy to kwiat? A może kamień?

      Czemu ty sie, zła godzino,
      Z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
      Jesteś- a więc musisz minąć.
      Miniesz- a więc to jest piękne.

      Uśmiechnięci, wpółobjęci,
      Spróbujemy szukać zgody,
      Choć różnimy sie od siebie,
      Jak dwie krople czystej wody.
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Kazimiera zawistowska "Swięte"

      I powstały, jak świetlne meteory,
      Z łun pożarnych poczęte i krwawej topieli
      Drogę z tronów krwią znacząc aż do mniszych celi -
      Jak sznur rannych gołębi, lecący w przestwory.

      Roztwonił się Chrystusów ogród różnowzory,
      Bladym kwiatem, podjętym z śmiertelnej pościeli -
      Cudnych twarzy różaniec opłatkowej bieli,
      Słodkimi wonnościami zbyt pełne amfory.

      I po rajskich kobiercach, po niebieskim łanie,
      błądzą dziewy męczenne i koronne panie -
      Te wszystkie, co obliczem zwróconym od ziemi

      W snach widziały Aniołów z skrzydłami białemi,
      I korne, wciąż czekały w płomiennej tęsknocie,
      Oblubieńca swojego, w purpurze i złocie.
      --
      Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html

      • Kazimiera Zawistowska
        spadłe liście


        Na srebrne stawu zwierciadło lecą
        I świecą złotem, i miedzią świecą,
        I lecą trwożne jak błędne duchy,
        Jak serc porwanych krwawe okruchy.

        Wiatrem rzucone serc krwawych strzępy
        Między pobrzeżne szuwarów kępy,
        Jakby łzy lecą, jakby krew kwiatów,
        Jak pocałunki słane z zaświatów.

        Więc lecą... lecą - a gdy na fali
        Pierścien się mglistych świateł rozpali,
        To się w tej smętnej płonią jasności

        Niby korowód cmentarnych gości,
        I w mętne stawu zwierciadło lecą,
        I świecą złotem, i jak krew świecą...
        --
        Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Jesienną nocą
      Kazimiera Zawistowska

      III



      O, przyjdź ty do mnie — bom dziwnie samotna,

      Noc się nade mną rozełkała słotna

      I dziwnie jestem tej nocy samotna...



      Strugami deszczu mży mgielna szaruga,

      Noc pełna cieni, wystygła i długa,



      Przedzgonnych psalmów snuje hymn pokutny,

      Łka w strunach deszczu w rytm niezmiernie smutny,

      W mgłach odrętwiałych łka swój hymn pokutny.



      I jak wid śmierci leci mi nad głową

      Ta noc rozgrana ulewą deszczową...



      O przyjdź ty do mnie — przyjdź w tę ciszę mroczną,

      A oczy moje przy tobie odpoczną,

      Oczy, zasnute mgieł oponą mroczną.



      I wzlecę w jasne oczu twoich głębie

      Jako za światłem tęskniące gołębie.



      I spiję niebo z gwiazd złotymi ćwieki!...

      I przymknę pijane rozkoszą powieki,

      Wypiwszy niebo z gwiazd złotymi ćwieki.
      --
      Ulubione : forum.gazeta.pl/forum/f,99957,_Milosnicy_ksiazek_Remarque_a.html?s_action=f_add
    • Sara Naomni

      Historia Mailowa


      Szedł diabełek młody,
      ogonem zarzucił
      i mailowej poczty
      adres komuś wrzucił.

      Za nim biegnie w trwodze
      anioł na swej nodze.
      Tamten zawsze mieszał,
      a ten głowę zwieszał.

      - Po cóż, ty to robisz?
      -Wszak to już się stało
      Klick i znowu poszło,
      w eter poleciało.

      Dwoje ludzi czyta,
      już gorączką płonie.
      Anioł Losu pyta:
      -Dać im rozum w dłonie?

      -Nie tego jest żoną,
      wszystko ułożone,
      -On się z Bogiem godzi,
      do kościoła chodzi.

      W koło diabeł biegał,
      o miłości bredził,
      gonił i naganiał,
      ku sobie prowadził.

      Niesfornych popychał,
      aż wreszcie zatrzasnął !
      Anioł gorzko płakał,
      aż nareszcie zasnął.



      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Ziemianin Adam

      spowiedź

      Jesień spowiada się do ula
      Co pusty stoi na brzegu pasieki
      Tak trudno jej sobie coś przypomnieć
      Bo jakież jesień może mieć grzechy

      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Baczyński Krzysztof Kamil

      Psy


      W oczach psów można unieść nieba biały tulipan.
      Kogo kochasz kochając przydrożne psy,
      chodząc w ulicach wiatrem spalonych,
      na szybach zastygając oczami szklanymi jak łzy?
      Kogo kochasz kochając w ich oczach maleńkie
      kobiety orientalnych snów,
      kiedy boisz się twarz ich jak kwiat wziąć do ręki
      i ostrożnie układasz mozaiki słów?
      Kogo kochasz? w tych oczach zastygł czas
      dyluwialnych, zwierzęcych epok
      i żółte, fosforyczne talerze gwiazd
      wprawione w oczy jak w niebo.
      Jakże spokojne ich twarze obrosłe
      sierścią - osadem - miłością lat,
      kiedy bijesz na oślep rękami jak wiosłem
      we wrogi obraz nieba i ziemi, w świat.
      Rzuć, rzuć magię wirujących kół,
      podnieś ręce do potęgi łap,
      wtul się w sierść przyjacielską i płyń
      przez zarosłe czaszkami wybrzeża lat.


      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
      • Baczyński Krzysztof Kamil

        Polacy

        Oto rozmawiam z cieniami rycerzy
        w głuchej, wygasłej urnie mojej ziemi,
        a głosy jak organy rosną i strudzeni,
        tyle wieków zwalając, co nad nimi leżą,
        tyle serc w jeden kamień skutych, nim odwalą,
        jak ciemność stygną we mnie i jak wiatr się żalą.

        O! straszne, straszne dzieje. Widzę morza głuche,
        ziemię z niebem złączoną, a jak step w posuchę,
        i tętent burz pod ziemią, i tłumy wśród ogni
        wijące się jak węże pocięte w kawały,
        i twarze, twarze groźne, o! twarze podobne
        obliczom w śnie zabitych. To znów nagle wały,
        mury, miecze się wznoszą, krzyk rozcina ziemię;
        a potem cisza. Tylko stoją nieme
        posągi bohaterów - trzech lub dwu herosów,
        a popod nimi przepaść zieje - do dna głosu.

        Jeszcze, jeszcze pochody na dalekich lądach,
        gdzie huragany armat rwą na strzępy ziemię,
        na morzach lśniących, gdzie zamknięci w prądach
        mocują się z żyłami golfstromów pod niemi.
        I jeszcze, jeszcze da1ej - gdzie stąpną - zwycięscy.
        I tam jeszcze, w ojczyźnie, z dłońmi zgorzałemi,
        tam zawsze podeptani, tam zawsze na klęsce
        jak na trumnie orkanu - wieniec serc na ziemi.
        I tak mijają lata: rzeki, miasta niosą
        jak czarną krę pożogi odbitą aż do dna,
        i ciemność, ciemność głuchą. Wyje ziemia głodna
        rykiem z pól wyoranym, wydartym z pogromów,
        a na niej stoją widma rozrąbanych domów,
        gdzie na zgwałconych sercach pohańbione ciała,
        jakby się męka boża w ludziach ciałem stała.

        O straszne, straszne dzieje. Huczy czas nad nami.
        Kiedy z szubienic dzwony sinych ciał zagrają,
        wywloką nas na bruki pokrajane łzami,
        na oświęcimskie kaźnie i warczącą zgrają
        do gardeł nam przypadną. My będziemy żyli
        i tysiąc lat po śmierci w gałęziach szubienic,
        płoszący życie z ślepi tych, co nas zabili.

        Ja rozmawiam z cieniami umarłych rycerzy,
        nad grobowiskiem ziemi, sam jak krzyż zgorzały,
        i mówię: "O, przeklęty ten, który nie wierzy
        wystygłym prochom ludu i serc żywych grozie;
        bo kto na swojej klęsce - klęskę ducha mierzy,
        O! tego nie wybawi płomienisty orzeł.
        Bo kto nie kochał kraju żadnego i nie żył
        chociaż przez chwilę jego ognia drżeniem,
        chociaż i w dniu potopu w tę miłość nie wierzył,
        to temu żadna ziemia nie będzie zbawieniem".

        O, wybudujcie domy, o, nazwijcie wreszcie
        Polskę - Polską, nie krzywdą, a miłość - miłością,
        i niechaj biegną rzeki, a na każdym mieście
        niech słup srebrzystych skrzydeł tryśnie jako - kościół,
        kościół ciał odkupienia. Każdy jako posąg
        śród liści, nie z marmuru, stoi - sobie mały,
        ale rosnący w kształtach jak jabłka dojrzałe,
        wszyscy razem w kopułę, co odbije głosy
        walnych trąb archanielskich jak lawiny nieba,
        by chleb był dla miłości, nie miłość dla chleba,
        by czas był tym rosnącym, a nie krwi łakomym.
        O, wybudujcie domy, jasne, wielkie domy.
        • Baczyński Krzysztof Kamil

          Erotyk

          W potoku włosów twoich, w rzece ust
          kniei jak wieczór - ciemnej
          wołanie nadaremne,
          daremny plusk.

          Jeszcze w mroku owinę, tak jeszcze róża nocy
          i mienie świat gałązka, strzępem albo gestem,
          potem niemo sie stoczy,
          smuga przejdzie przez oczy
          i powiem: nie będąc - jestem.

          Jeszcze tak w ciebie płynąc, niosąc cię tak odbitą
          w źrenicach lub u powiek zawisłą jak łzę,
          usłyszę w tobie morze delfinem srebrnie ryte,
          w muszli twojego ciała szumiące snem.

          Albo w gaju, gdzie jesteś
          brzozą, białym powietrzem
          i mlekiem dnia,
          barbarzyńcą ogromnym,
          tysiąc wieków dzwigając
          trysnę szumem bugaju
          w gałęziach twoich - ptak.
          Dedykacja:
          Jeden dzień - a na tęsknotę - wiek,
          jeden gest - a już orkanów pochód
          jeden krok - a otoś tylko jest
          w każdy czas - duch czekający w prochu.


        • Baczyński Krzysztof Kamil

          Improwizacja dla Anny

          Pogrzeb,

          Mży śnieg. Na trumnę spadają, jak echo
          kroki ziemi. Spokojnie umiera wspomnienie
          wbite na krzyż cmentarzy i bije daleko
          jak dzwon obcego serca szary tłumu wieniec.
          A dookoła drzewa zastygłe czekają
          przed drzwiami nieba jak przed drzwiami raju,
          Kto ostom twarz układał w rozpaczliwe maski
          i kto wam twarze obce jak dymy rozwiewał?
          Jest przecież cicho. Dymi niebo płaskie.
          Kto tak powoli gasił gwiazdę mego gniewu?
          Wysoko dzwoni ziemia na kopule czynu
          i obojętność twarzy jest już tylko gliną.

          Nie mów. Jaskółki śniegu kołują i niżej
          opada wszystko - ot o kilka piędzi
          ktoś mi przeżegna wieczór mijając przed krzyżem.
          Ktoś wśród nocy na krzyżu zawiesi mi księżyc.
          Teraz jest zawsze. Czarny ścieg kopaczy.
          Ulatuje wysoko gołąb twego płaczu
          • Baczyński Krzysztof Kamil

            Kiedy ludzie będą braćmi


            Wstęp
            Wolność niosę [?]

            I
            Pisz poemat, poeto, bez muz,
            liść niesiony przez wiatr, wyśmiany przez wiatr,
            i ogłuchnij: widzisz przecież ten świat,
            unoszony na falach nowyro zim, jesieni, wiosen
            i szalejących ziemskich lat.
            W wizjach feerii wypłoszonych spod powiek
            glob się jawi nagle obmyty z krwi
            i uśmiecha się zwykle przytłoczony człowiek
            jak Chrystus ludzki - zrzucający krzyż.

            Chcę pieśni jak burza i ogień,
            i gest ręki płowego dziecka,
            chcę prostych jak strzału chodnik.
            Nie chcę pieśni o sobie,
            biję w pieśń i werbel na trwogę,
            na trwogę zbrodni.

            II
            Po ruinie wstaje świt.
            Boli jeszcze północ z ognia,
            drzewa nie porosłe korą.
            Dzwony opóźnione biją na pokój, a bzy
            zakwitają obce ludziom, sprawom i porom.
            Znaki są widne prorokom, ludzie widzą zieleń
            i drzewa zwykłe, kołys rzek.
            Prorocy: ziemi każdy bolesny szelest
            i krew stuleci zamkniętą w pąkach drzew,
            a na skrzyźowaniu dróg i nieba
            słychać turkot odjeźdżającyd1 golgot,
            nowy dzień świętego chleba
            i jasne doliny, co rok zielone leszczyną i olchą.

            Po polach brodzą krowy, ludzie śnią pod gwiazdami,
            spalone domy rosną moa1ą trawą.
            Nie wracajcie, pielgrzymi, gdzie
            najemną pracą
            kominy nad miastem, wiatraki - obłudnie błogosławią.

            III
            Po bulwarach - szerokich wichrach miasta -
            chodzi ta klęska bez synów, ojców i sióstr,
            zdawaio się przed chwilą: przez rzekę statek
            jak karawan - pejzaż umarłych krzyżów niósł.

            Kona jeszcze w trosce krajobraz domów płonących,
            umiera cala ziemia w każdym przydrożnym krzyżu
            i pięści - graniastostupy lontów,
            podrzucone pod ziemię, dymią, wybuchną
            duszami wróconymi nagle z wszystkich frontów.

            IV
            Szło...
            dychała wiosna po ulicach, po wsiach,
            spotkały się oczy ludzi i szły szeregiem,
            gęsto ludzie wzbierali, spływała na rzekach kra,
            oczy świeciły jak ogień - ogień jak szkło.
            Uciekały wilki, uciekł szatan,
            spłoszona trwoga biła o mur,
            wchodzili ludzie w góry, nieśli naręcza świata,
            schodzili ludzie z gór.
            Wiosna w każdym jaśminie, po nocach świat wybuchał
            i każdy niósł wysokie pieśni, usnął zmęczony Bóg.
            To sen o nawróceniu nieśli, łkała ziemia głucha,
            uciekała nienawiść wezbrana od trwóg.
            Przyszli ludzie ci sami powtórzeni przez Boga,
            anioły o rękad1 twardyro chodziły wśród nich,
            sprawcy drżeli, chowali serca - czarny dym spalenisk,
            kolumnami - nie zapisana przestrzeń - anioły szły.

            Stąpały słonie pokoleń i lekkie lat gazele,
            chodzili zwykli ludzie po przestrzeniach,
            ledwo lont zagasł podrzucony pod lonty wojen,
            zaczęli ósmy wielki dzień stworzenia.
    • Strug Renata

      Tesknota

      Gdzie gołębie z ufnością siadają na dłoni,
      a róże za złotówkę dają wprost ze dzbana,
      gdzie świeże obwarzanki czekają od rana
      i dzwony na wieżycach wciąż dzwonią i dzwonią...
      Gdzie słońce twarz ogląda w trąbce hejnalisty,
      co gwar miasta wstrzymuje na cztery minuty,
      a ,,Adaś" do cokoła na wieki przykuty
      z brązową rezygnacją o swym losie myśli...
      Gdzie witrażem świetlistym w rzece się odbija
      nadwiślańskich kamienic i placów uroda,
      z dostojeństwem i dumą Jej Wysokość Woda
      stare mury kościołów i Wawelu mija...
      Gdzie to miasto najmilsze, gwarne, kolorowe -
      tęsknię. Jego przestrzeni brak mi i szczodrości;
      Ono świata nie dzieli na swoich i gości,
      tylko serce otwiera. Chylę przed Nim głowę



      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque


    • SMUTKI I RADOŚCI OBJAWÓW STAROŚCI !
      Idę ulicą - ktoś mi się kłania.
      Oddaję ukłon - znam przecież drania:
      ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku ...
      To miły facet, znam go od roku.
      Jakże u diabła on się nazywa?
      ... Dziura, w pamięci. Czasem tak bywa.
      Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi:
      Nic nie poradzisz - starość nadchodzi.

      Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
      bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
      no i spaceru gna mnie potrzeba
      zwłaszcza, że słońce i błękit nieba...
      Gdy już po parku idę alei
      nagle pot zimny koszulę klei,
      bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
      czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
      W śpiesznym powrocie znów myśl się rodzi:
      Nic nie poradzisz - starość nadchodzi.

      Siedzę i czytam. Nagle myśl żywa
      jakimś pragnieniem z fotela zrywa.
      Robię trzy kroki, staję przy szafie
      i jak to cielę na nią się gapię ...
      Pojęcia nie mam, po co ja wstałem?
      Czego tak bardzo i nagle chciałem?
      Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,
      że ta nieszczęsna starość nadchodzi.

      Jadę na urlop - prasuję spodnie.
      żeby wśród ludzi wyglądać godnie.
      Biorę walizkę, pędzę nad morze ...
      Lecz tam zamiast śledzić dziewczyny hoże,
      zamiast podziwiać plażowe akty ...
      ...Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
      Może dom spłonął? Strach we mnie godzi ...
      Tak to jest kiedy starość nadchodzi.

      Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
      zaoszczędziłem trochę pieniędzy.
      W dużej kopercie, zamkniętej klejem,
      dobrze ukryłem je przed złodziejem.
      I teraz ... już od paru miesięcy
      nie mogę znaleźć moich tysięcy.
      Ech, nie pojmiecie tego wy młodzi
      jak miło żyć gdy starość nadchodzi.

      Pomimo moich najlepszych chęci
      nie zawsze mogę ufać pamięci.
      Więc by jej pomóc, a przez nią sobie,
      czasem na chustce węzełki robię.
      A potem jeden Bóg wiedzieć raczy
      co który węzeł ma dla mnie znaczyć?
      Choć mi się nawet nieźle powodzi,
      wciąż mam kłopoty. Starość nadchodzi.

      Dwa razy dziennie - raz przy śniadaniu,
      a potem w obiad, po drugim daniu
      zażywam leki, tabletki białe:
      cztery połówki i cztery całe.
      Często się pieklę /bom nie aniołem/,
      gdy w obiad nie wiem czy rano wziąłem?
      Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi
      wiedza, że oto starość nadchodzi.

      Żuję kolację - w niej polędwica
      me podniebienie smakiem zachwyca.
      Pogodnie dumam o tej starości ...
      Czy ona musi stale nas złościć?
      Przecież jest piękna. Masz sporo czasu ...

      Chcesz iść nad wodę, albo do lasu,
      to sobie idziesz - nikt ci nie broni.
      Z łóżka zbyt wcześnie też nikt nie goni,
      bowiem nie musisz pędzić do pracy
      jak wszyscy twoi młodsi rodacy.
      Co prawda wigor z wolna przekwita,
      lecz po co wigor u emeryta?
      Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
      należną gażę poczta przynosi ...

      Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
      gdyż wiek ci daje m ą d r o ś ć spojrzenia ...
      Więc wiwat starość! Niechaj nam służy,
      nawet gdy trochę chwilami nuży.
      Bowiem - jak sądzę - w tym jest rzecz cała,
      by jak najdłużej ta starość trwała ...

      Wiersz Reinera Kerna "Das Alter kommt auf seine Weise" spolszczył /i uzupełnił/ Tadeusz Rejniak
      --
      Ulubione:
      forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
    • Czekaj cierpliwie

      Biegnę zza góry ostatniej
      przez wszystkie rzeki płynę
      jeziora pokonam - i będę

      Będę ze świtaniem
      na promyku spłynę - i będę

      Aby zmazać ślady twych łez
      Będę

      Lech Kamiński
    • Sexton Anne

      Czerwone trzewiczki


      Stoję w kręgu
      w martwym mieście
      i zawiązuję czerwone trzewiczki...
      Nie są moje.
      To buty mojej matki.
      Wcześniej należały do jej matki.
      Przekazywane z rąk do rąk jak posąg,
      ale ukrywane jak wstydliwe listy.
      Dom i ulica skąd pochodzą
      są ukryte i wszystkie kobiety też
      są ukryte...


      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Sidzina Kamil

      Urojenia


      To co mamy urojone,
      Żyje w nas,
      Żyje w dostatku
      Potęguje w nas cierpienie,
      Podtrzymuje wrażenie upadku.

      Podkreślenie bez namysłu,
      Tych wysiłków nierealnych
      To jest cel urojenia,
      Pozbycie się wszystkich świadków.

      Czeka śmiało,
      Na ognisko,
      Nie światełko; to banalne.
      Na ten wielki pożar zmyśleń,
      Urojenia są łatwopalne.



    • Joanna Kulmowa
      Nie wyrastaj z marzeń

      Podobno z tego się wyrasta,
      podobno to z czasem się zmienia.
      Ty się nie zmieniaj, już taki zostań,
      ty nie wyrastaj z marzenia.

      Choćby ci było z nim niewygodnie,
      choćby nawet z nim było źle ci,
      to je troszkę, odrobinkę odmień,
      ale go nie wyrzucaj na śmieci.

      Będą mówili, żeś jeszcze dzieciny,
      będą się może śmiali,
      a ty się z nimi nie licz,
      ty bądź taki, jaki jesteś nie inny.

      I gdybyś nawet nie mógł sprostać
      światu, co zmienia się i zmienia,
      to ty się nie martw, taki już zostań
      ty nie wyrastaj z marzenia.
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
      • Joanna Kulmowa
        Smutki
        Kiedy dzień już staje się ciemny,
        Króciutki
        Przychodzą do mnie smutki.
        Mają wielkie wielkie oczy
        Pełne łez
        I sierść miękką
        Jak puszysty szary pies.
        Lubią żeby gładzić je pomalutku.
        Szeptać:
        „Smutku
        dobry mój smutku!”
        Czasem trzeba je wziąć na ręce
        Nie bronić się przed nimi nie złościć.
        Wtedy już się nie smucą więcej.
        Układają się przy mnie do snu.
        A nazajutrz
        Potulnie
        Rozpływają się w dniu
        Pełnym radości
        --
        Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    • Joanna Kulmowa "Co to jest radość?"

      Co to jest radość?
      Niebo
      Kiedy nagle w kałuży zaświeci.
      Ciepły wiatr niespodziewany
      Co nam wybiega naprzeciw.

      I jeszcze:
      Wcześnie rano chleb
      Kiedy słońce w ostrzu noża tuż obok.

      I ni stąd ni zowąd
      Twój śmiech
      Mój śmiech.

      I tam w górze
      Dziko
      Rozpędzony obłok.

      Radość mała
      I radość wielka:
      Wielka jak chorągwi mokrych furkotanie
      Mała jak czerwona kropelka
      Biedronki
      Na białym tulipanie.
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque

    • Joanna Kulmowa "Po co jest teatr?"

      Ta drabina to schody do nieba,
      a ta miska pod schodami to księżyc.
      Tamten miecz to zwyczajny pogrzebacz,
      a z garnków są hełmy rycerzy.
      Ale kto w te czary nie uwierzy?
      To jest teatr.
      A teatr jest po to,
      żeby wszystko było inne niż dotąd.
      Żeby iść do domu w zamyśleniu,
      w zachwycie.
      I już zawsze w misce księżyc widzieć...
      --
      Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.