Dodaj do ulubionych

Powstanie Warszawskie...

31.07.19, 22:59
– Ja wiem, że Krzysztof nie żyje – powiedziała. – Nie chcę żyć bez niego.
Innym razem, będąc już w malignie, wyszeptała:
– Idę do ciebie. Już do ciebie idę!
– Basieńko! Nie odchodź! – błagała pani Felicja.
– Tam jest mój mąż – odpowiedziała.

Przyszli na świat po to, by się spotkać. O powstańczej miłości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i jego żony, Basi
44 prawdziwe historie powstańczej miłości - wzruszające, dramatyczne, niezwykłe opowieści o gorących porywach serca, seksie, który w najstraszniejszych chwilach stawał się namiastką bliskości, a czasem ostatnią przyjemnością w życiu, i o miłości dojrzałej, która przetrwa wszystko.


--
Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
Edytor zaawansowany
  • black_jotka 31.07.19, 22:59
    Wśród bohaterów książki odnajdziemy zwykłych warszawiaków, a także poetów, artystów, a nawet warszawską prostytutkę. Wszystkich ich łączy powstańcza miłość - miłość młodych ludzi, którzy nie wiedząc, czy dożyją jutra, ze wszystkich sił próbowali przeżyć jak najpiękniej każdą ofiarowaną im chwilę. Miłość, w której każdy może odnaleźć odzwierciedlenie własnych przeżyć.

    Prezentujemy fragment książki "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości" Agnieszki Cubały opisujący historię Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i jego żony, Basi.

    Basia i Krzysztof stanowili dowód na to, że teoria o dwóch połówkach pomarańczy jest prawdziwa. Przyszli na świat po to, by się spotkać. A kiedy już to nastąpiło, żyli tylko dla siebie, we własnym świecie, niespecjalnie zwracając uwagę na to, co myślą inni. Ci jednak bardzo uważnie im się przyglądali.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:00
    Zafascynowane poezją Krzysztofa koleżanki, patrząc na niego, mówiły jednym głosem: "Piękny!". Szczególne wrażenie robiły jego duże, granatowe, myślące oczy, które… po prostu spalały! Poeta miał sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu i był zdaniem wielu kobiet "zgrabny i foremny”.

    W różnorodnych opisach Krzysztofa pojawiają się określenia:"subtelny”, "wrażliwy”, "melancholijny” i "nad wiek poważny”. Ale był też mistrzem opowiadania dowcipów i anegdotek. Mówił bardzo obrazowo, gestykulując, zmieniając ton i stosując odpowiednią mimikę. Po puencie wybuchał razem ze słuchaczami kaskadą śmiechu. Pani Felicja Drapczyńska dodawała, że był ciepły i serdeczny, interesował się także sprawami domu. Był wręcz swojski, jak to określiła.

    Niestety dość często na Krzysztofa patrzymy tylko przez pryzmat legendy poległego w walce poety elegii. Czy właśnie tego chciał? Słowa zawarte w jednym z jego wierszy przeczą tej opinii:

    Niech mi nie kładą gwiazd na skronie
    I pomnik niech nie stanie przy mnie.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:00
    Natomiast Basia miała nieco skośne jasne oczy, lekko zadarty nosek i kasztanowe włosy. Była drobna, szczupła i delikatna. Niektórzy mówili o niej "szara myszka”, zwłaszcza że najczęściej ubierała się skromnie. Rzadko się malowała. Na pierwszy rzut oka nie zwracała uwagi, ale przy bliższym poznaniu czarowała wszystkich urokiem, kobiecością i osobowością.

    Krzysztofa zafascynowały przede wszystkim jej inteligencja i żywe usposobienie. A także fakt, że potrafiła dotrzymać mu kroku w dyskusji, zwłaszcza na temat poezji i literatury.

    Jaki był ciąg dalszy tej historii? Krzysztof już podczas imienin Basi (czwartego dnia znajomości) zapytał:

    – Czy zostanie pani moją żoną?
    – Ależ oczywiście! – odpowiedziała.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:00
    Choć rozmowa została przeprowadzona w tonie żartobliwym, oboje mówili poważnie. (…) Datę ślubu ustalono na wrzesień, ale młodzi nie chcieli czekać tak długo. Pobrali się w czerwcu.

    Decyzję o tak szybkim ślubie Krzyś podjął z dwóch powodów. Pierwszym z nich była miłość, drugim – przeczucie śmierci, które nieustannie w sobie nosił.

    "Mamo, ja muszę bardzo szybko przeżyć moje życie” – powiedział pewnego dnia.

    Pani Baczyńska długo nie mogła zaakceptować tej decyzji. Ale przekonały ją słowa sąsiadki: "Niech się pani na to zgodzi. Może to wszystko, co będą mieli z życia?”.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:01
    Często tworzył portrety Basi. Choć różnie mawiało się o jej urodzie, akty żony, które rysował Krzysztof, przedstawiały zawsze niezwykle piękną kobietę… Tak patrzy bowiem zakochany mężczyzna. Wiersze Krzysztofa stanowiły również ogromny dowód miłości i fascynacji dziewczyną.

    Madonno moja, grzechu pełna,
    w sen jak w zwierciadło pęknięte wprawiona.
    Duszna noc, kamień gwiazd na ramionach,
    i ta trwoga, jak ty – nieśmiertelna.

    To właśnie miłości Krzysztofa do Basi poezja polska zawdzięcza najprawdopodobniej najpiękniejsze erotyki. Kazimierz Wyka stwierdził nawet, że jeśli zostałby kiedyś wydany tomik wierszy Baczyńskiego poświęconych jego żonie, nie miałby równych sobie w całej historii literatury polskiej. (…)
    REKLAMA

    W 1943 roku Krzysztof wstąpił do drużyny hufca "Sad”, na której czele stał Eugeniusz Koecher "Kołczan” (dowódcą całego hufca był jego kolega z gimnazjum – Tadeusz Zawadzki "Zośka”). Niestety nie wszystko układało się po myśli Krzysia poety, jak przeważnie nazywano go w batalionie "Zośka”. Dowódcy i koledzy czasami w mało subtelny sposób odsuwali go od akcji. "Wojna nie jest dla takich jak on – twierdził Jan Rodowicz «Anoda». – Niech lepiej pisze wiersze…”.
    (…)

    Zobacz też: Piotr Zychowicz: Gdy słuchałem opowieści świadków, łapałem się za głowę

    Ostatnie dni przed godziną W Krzysztof spędził u teściów. "Punkt zbiórki jego oddziału był niedaleko na Ciepłej, kilka nocy spał więc u mnie na amerykance. Był bardzo podniecony. 1 sierpnia zrobiłam jego ulubione pierogi z jagodami. Potem założył jedną z uszytych przeze mnie opasek powstańczych, przypiął sobie orzełka do beretu, a w klapę munduru odznakę «Agrykoli». Odprowadzała go Basia. Ostatni raz widziałam go, jak zbiegał po schodach. Szedł jak na wesele” – wspominała pani Felicja.

    Wybuch walk zastał Krzysztofa na ulicy Focha. Drugiego sierpnia przyłączył się wraz z kilkoma innymi powstańcami do II Batalionu Motorowego. Wspólnie opanowali pałac Blanka, w którym Krzysztof pełnił służbę na wieży.

    – Co za wspaniała pozycja – zachwycił się.
    – Z platformy ponad zegarem widać całą Warszawę! – rzucił jego kolega.

    Trzeba było tylko uważać na nieustający ostrzał, gdyż placówka stała się celem jednego z gołębiarzy. I to właśnie jego kula 4 sierpnia trafiła Krzysztofa. Dostał postrzał w głowę. Wieczorem na dziedzińcu ratusza odbył się jego pogrzeb.

    Basia po odprowadzeniu męża próbowała dostać się na swoją placówkę. Niestety ze względu na ostrzał nie było to możliwe. Wróciła więc do rodziców, ale zajęło jej to aż trzy dni. Zgłosiła się jako ochotniczka do szpitala przy ulicy Mariańskiej. Chodziła po domach, zbierając dla rannych żywność i papierosy. Nie miała jednak żadnych wieści od Krzysia, co bardzo ją niepokoiło.

    Zobacz też: Danuta Szaflarska: Gdy nie mogła wejść w rolę, klęła jak szewc. "Mnie to pomaga"

    Dlatego 15 sierpnia w "Biuletynie Informacyjnym” (numer 52) zamieściła ogłoszenie w rubryce "Poszukiwanie zaginionych”: "Baczyńska Barbara prosi o wiadomość pdch. Krzysztofa, ul. Pańska 5”. Niestety nie było żadnego odzewu. W końcu przypadkowo natknęła się na dowódcę męża – "Morsa”. Gdy zapytała go o Krzysia, unikał odpowiedzi. Zaczęła więc domyślać się najgorszego. I od tej pory sama szukała już śmierci.

    Podczas bombardowania okolic ulicy Pańskiej została bardzo ciężko ranna odłamkiem szkła, który uszkodził jej mózg. Przeprowadzono operację, ale nie przyniosła pozytywnych skutków. Dziewczyna to traciła przytomność, to ją odzyskiwała. Podczas rozmów z matką z jej ust nie schodziło imię męża.

    – Ja wiem, że Krzysztof nie żyje – powiedziała. – Nie chcę żyć bez niego.
    Innym razem, będąc już w malignie, wyszeptała:
    – Idę do ciebie. Już do ciebie idę!
    – Basieńko! Nie odchodź! – błagała pani Felicja.
    – Tam jest mój mąż – odpowiedziała.

    W nocy, bezpośrednio przed śmiercią córki matka miała sen. Do Basi przyszedł w nim Krzysztof. Nakrył ją całą swoim płaszczem, a potem zabrał ją ze sobą. Ale wojna zabrała nie dwójkę, lecz trójkę Baczyńskich. Sytuację tę przewidział zresztą sam poeta, pisząc w swoim ostatnim wierszu: "Dziecko poczęli całe czerwone od krwi”.

    Basia odeszła, trzymając w rękach tomik wierszy męża. Być może były w nim i te słowa:


    bo taka była życia nieśmiałość,
    a odwaga – gdy śmiercią niosło.
    Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
    wielkie sprawy głupią miłością.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:02
    https://v.wpimg.pl/MjA3NzIyYgsgUThJZgJvHmMJbBMgW2FINBF0WGY2Yl5zCjZMf0liDm9EPhMkHmMaLRx_TnxPe1pyA3lPZFR8UnALdkp7S3Rfbl4nFiYKLkd1B2AQOR5vFw==


    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:25
    Elegia o ... [chłopcu polskim]
    Oddzielili cie, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
    haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
    malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
    wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
    Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
    gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
    Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
    przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
    I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
    i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
    Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
    Czy to była kula, synku, czy to serce pekło?
    Krzysztof Kamil Baczyński, 20. III. 1944 r.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:26
    https://scontent-atl3-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/67647428_2388917191187082_8425580714866507776_n.jpg?_nc_cat=104&_nc_oc=AQm1DHo5m9QkbxUnstLyUuoIJURYzsYvHkAwoBMuJ_GeE-okOaL7I4eWobEefWyoagA&_nc_ht=scontent-atl3-1.xx&oh=81eb63738f85bc20d82d162ea7b67df5&oe=5DEDE9E7


    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:37
    69 lat temu

    "żołnierz, poeta, czasu kurz"

    [Monika Ałasa - fragmenty]

    Miał tylko 23 lata. Nazywał się Krzysztof Kamil Baczyński. Był jednym z wielu, których losem było żyć w tragicznych dniach września 1939 roku i nie zobaczyć wyzwolenia. Doświadczył tego, co sam przewidział:
    "(...) ognia, kul, granatów (...)"
    Z najwyższego poświęcenia niezliczonych młodych śmiałków miała się narodzić potężna Polska, wolna jak ptak:
    "(...) Wzniesiemy dom ze słońca i z szumu dłoni (...)" - pisał.
    Jednakże poeci często się mylą. Pomylił się też Baczyński. Warszawa upadła. Powstała inna Polska. Ale cokolwiek można teraz powiedzieć na temat Powstania Warszawskiego, nic nie może zaprzeczyć ofiary i bohaterstwa powstańców. Nikt nie może zanegować poświęcenia ...

    16 stycznia 1942 w wierszu dedykowanym Basi, napisał:

    "(...) I tak w wodę się chyląc na przemian
    popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,
    tylko płakać będą na ziemi
    zostawione przez nas nasze cienie(...)"

    ... 4 sierpnia 1944 roku

    Był to dopiero czwarty dzień walk
    Poszli na nową pozycję w Pałacu Blanka
    Znaleźli Krzysztofa leżącego na dywanie
    Zginął od kuli niemieckiego snajpera
    Miał wielką ranę w głowie. Był martwy.
    Grób wykopano na dziedzińcu Ratusza
    Ciało złożono w grobie i spoczął w ruinach swojego ojczystego miasta
    Obecnych było sześćdziesiąt kilka osób - żołnierze, oficerowie, cywile ... Odśpiewaliśmy hymn narodowy

    Aby bronić swojej Ojczyzny i jej dorobku kulturalnego,
    Krzysztof Kamil Baczyński pisał wiersze i walczył z bronią w ręku.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 31.07.19, 23:42
    Jest pierwszy sierpnia. Czterdziesty czwarty.
    Czas Bohaterów, czas Polski Wolnej
    Polski Walczącej i Polski Zbrojnej
    Powstałej w polskich sercach rozdartych

    Zbrodnią, najazdem, bo przyszli Niemce
    Rasa Nadludzi i über alles
    Nie przewidzieli - faszyści - w szale
    Że Polski Naród nie będzie klęczał

    Tak jak Francuzy czy Anglosasy
    Podli Alianci - zdrajcy Polaków
    Nie przeczytali na niebie znaków
    Że Polski Naród jest wyższej klasy

    W wiekach historii, w nieszczęść zaborach
    Rzeczpospolita jest jedna - cała
    Z upodleń losu mocniejsza wstała
    Dzisiaj Powstaniu hołd oddać pora

    Sercem, pamięcią - najlepiej czynem
    Bo Polska pełna mocy i siły
    Chwastem zarosną zdrajców mogiły
    Polska jest Rzeczą, co nie przeminie

    *
    Gdy wnikną w głębię naszych serc
    Waleczne duchy Waszych istnień
    To wtedy polska Polska przyjdzie
    Taka, jaką pragniemy mieć

    Alexander Czartoryski
    Copyright © by Alexander Czartoryski
    & Art Colony Independent Publisher
    www.ac-ip.com

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • mala200333 01.08.19, 14:49
    FACEBOOK | 42
    TWITTER
    KOPIUJ LINK
    Spór o Powstanie Warszawskie rozpoczął się jeszcze przed jego wybuchem, w samej Komendzie Głównej AK. Wątpliwości w czasie zbrojnej akcji mieli też niektórzy powstańcy, pozostając w następnych latach krytycznymi wobec dowódców zrywu i ich decyzji o wszczęciu walk. - Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak słyszę o pięknie moralnym w kontekście powstania - mówił jeszcze przed kilkoma laty ppłk Stanisław Likiernik "Stach".

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 14:51

    Powstańcy warszawscy krytycznie o powstaniu. "To była tragedia"Foto: Reprodukcja / PAP
    Pogrzeb powstańca w 1944 roku. W powstaniu zginęło nawet 180 tys. ludzi, a miasto uległo zniszczeniu.
    ‹ wróć
    – Wybrał pan najgorszy moment - powiedział dowódcy Armii Krajowej płk Kazimierz Iranek-Osmecki, na wieść, że gen. Tadeusz Bór-Komorowski wydał rozkaz o rozpoczęciu walki
    Komenda Główna nie posłuchała płk. Janusza Bokszczanina, który przestrzegał przed wiarą w powodzenie powstania. Oficer ten był przez Leopolda Okulickiego nazywany "defetystą"
    - Są ludzie, którzy mówią: "A tak, opłacało się, bo przez 63 dni byliśmy wolni". Co to znaczy wolni? Siedzieli ludzie w piwnicy, dostawali rozgrzeszenie i czekali. Na co? - pytał prof. Jan Ciechanowski "Jastrząb"
    "Pamiętam doskonale, że po wybuchu powstania nastrój średniego i starszego pokolenia mieszkańców Warszawy daleki był od entuzjazmu" – pisał Stefan Kisielewski

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 14:54

    "W"



    31 lipca 1944 roku o godzinie 16.45 pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki wyruszył na popołudniową naradę Komendy Głównej AK z pl. Napoleona na ul. Pańską. Pod Warszawę zbliżał się front wschodni, a oficerowie od wielu dni debatowali nad rozpoczęciem walk, które miałyby umożliwić wyrwanie miasta z rąk Niemców. Iranek-Osmecki musiał nadłożyć drogi, by wyminąć łapankę w okolicy Marszałkowskiej.

    W Warszawie wrzało. Raz po raz wybuchały krótkie strzelaniny. Po ulicach chodziły liczniejsze patrole niemieckie, a mijający je młodzi Polacy mierzyli się z nimi wzrokiem, wyczekując tylko na moment, gdy będą mogli zaatakować. Oficer wywiadu wiedział jednak, że nie nastąpi to szybko. Podczas porannej odprawy dowódca AK gen. Tadeusz Bór-Komorowski oznajmił, że walki w Warszawie nie mogą rozpocząć się ani 1, ani 2 sierpnia, ze względu na panującą sytuację. Wobec informacji o rozpoczęciu przeciwnatarcia Niemców na Armię Czerwoną, rozpoczęcie walk było bezzasadne. Sam Iranek-Osmecki na naradzie powiedział, że powstanie na ten moment jest bezcelowe, jeżeli Sowieci nie uderzą na Warszawę przed upływem czterech, pięciu dni. AK miała też za sobą pierwszy alarm o mobilizacji sił powstańczych, który został jednak odwołany.

    Wyminięcie łapanki zajęło oficerowi sporo czasu, ale na Pańską dotarł na właściwą godzinę. Spotkało go jednak przykre rozczarowanie. "Bór" właśnie wychodził. Na pytanie, czy nikt inny się nie zjawił, dowódca AK wyjaśnił, że odprawa została już zakończona. – Wydałem rozkaz rozpoczęcia walk – oznajmił.


    Iranek-Osmecki nie mógł zrozumieć powodów tej decyzji. "Bór" wyjaśnił, że Antoni Chruściel "Monter" – dowódca warszawskiego okręgu AK – przyniósł mu wcześniej informację o sowieckich czołgach, które dotarły na prawobrzeżną część stolicy, robiąc wyłom w niemieckim przyczółku na Pradze.

    "Słyszałem te słowa, ale były dla mnie jakby pozbawione sensu. Wewnętrznie odmawiałem jeszcze przyjęcia tej decyzji" – wspominał Kazimierz Iranek-Osmecki. U "Bora", jeszcze przed umówioną godziną spotkania, zjawili się gen. Tadeusz Pełczyński i gen. Leopold Okulicki – a więc ci z oficerów, którzy za wszelką cenę parli do rozpoczęcia walki w mieście – by wreszcie wymusić na nim decyzję. Doszło do gwałtownej dyskusji. "Sposób, w jaki Okulicki mówił do »Bora«, pozwala wyobrażać sobie, na jaki nacisk biedny »Bór« był narażony" – wynika ze wspomnień Jana Matłachowskiego. W tym czasie do mieszkania przybiegł "Monter", przekazując informację o czołgach na Pradze. Jak się później okazało, była fałszywa. Czy Chruściel rzeczywiście mógł widzieć jakieś jednostki, czy umyślnie wprowadził dowódcę w błąd, dając Pełczyńskiemu i Okulickiemu argument do ręki?

    Iranek-Osmecki, słysząc o decyzji Bora-Komorowskiego, stanowczo oznajmił, że ten popełnił błąd. Przekazał też generałowi meldunki o tym, że przyczółek praski wcale nie został przełamany. – Wybrał pan najgorszy moment - dodał. "Bór" osunął się na krzesło. Kilka razy zapytał, czy oficer jest pewien tych doniesień. Gdy usłyszał potwierdzenie, wyszeptał: "Co mogę zrobić? Co mogę zrobić, co mi pan radzi?". Iranek-Osmecki zaproponował, by wysłać łączniczkę do "Montera" z rozkazem odwołującym akcję. "Bór" miał wątpliwości, czy po raz kolejny wstrzymać wybuch walk. W międzyczasie do pokoju wszedł płk Józef Szostak, pytając, czy odprawa już się zakończyła. Komorowski zdawał się go nie zauważać.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 14:56

    - Mój Boże, już szósta. Już ponad godzinę temu, jak "Monter" stąd wyszedł. Dawno musiał już rozesłać rozkazy – stwierdził "Bór". Słysząc to, Szostak zawołał, że wydanie rozkazu bez porozumienia z innymi oficerami to "szaleństwo" i musi on być natychmiast odwołany. Tadeusz Bór-Komorowski odparł tylko: "za późno, nie możemy już nic poradzić".

    "Alarm do rąk własnych Komendantom Obwodów. Dnia 31.7. godz. 19. Nakazuję »W« dnia 1.8. godzina 17" – brzmiał rozkaz rozesłany wieczorem przez "Montera". Dopiero o 19.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 14:57

    W Komendzie Głównej AK nie było zgody co do tego, kiedy i w jakich warunkach rozpoczynać powstanie w Warszawie. Wśród sceptycznie nastawionych do tego oficerów był m.in. pułkownik Janusz Bokszczanin "Sęk". Jego przeciwnikiem w czasie odpraw Komendy Głównej był płk Leopold Okulicki "Kobra", "Niedźwiadek". Okulicki przyleciał z Londynu, z poleceniem od naczelnego wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, by przeciwdziałać zakrojonej na szeroką skalę zbrojnej akcji w stolicy. Na miejscu Okulicki przyjął jednak zupełnie odwrotną postawę. Był pewien, że podziemie pokona Niemców na ulicach miasta i nazywał Bokszczanina "pesymistą" oraz "defetystą". Nie tylko on. Gdy Bokszczanin określił zadanie postawione przed siłami AK "niewykonalnym", gen. Pełczyński stwierdził: "panie pułkowniku, w wojsku każde zadanie jest wykonalne, jeżeli chce się je wykonać".

    Bokszczanin ostrzegał przed wiarą w pomoc Armii Czerwonej i szybkim zwycięstwem nad Niemcami. "Uderzała mnie natarczywość, z jaką Bokszczanin ostrzegał nas przed możliwością zdrady przez bolszewików. W przeciwieństwie do Okulickiego, który był czasem nieco liryczny, Bokszczanin, jako człowiek niezmiernie powściągliwy, unikał z zasady wygłaszania osobistych sądów lub własnych poglądów. Wobec tego ciągłe powracanie przez niego do tego samego przedmiotu wydawało mi się tym bardziej znamienne. Nikt wówczas (...) nie wydawał się przywiązywać wagi do tych ostrzeżeń" – czytamy we wspomnieniach Kazimierza Iranka-Osmeckiego, zamieszczonych w książce "Powołanie i przeznaczenie. Wspomnienia oficera Komendy Głównej AK".

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 14:59
    Bokszczanin przestrzegał też nie tylko przed bezczynnością Sowietów, ale i pozorowaniem przez nich ataku na Niemców. Przekonywał, że "bolszewicy będą mogli wysyłać patrole, byśmy sądzili, że atakują. Trzeba się upewnić, że są to ich główne siły, a nie tylko wabik". Iranek-Osmecki przyznał, że w tamtej chwili uznał ostrożność Bokszczanina za "raczej chorobliwą niż uzasadnioną". "Jednak późniejsze wydarzenia miały w sposób tragiczny wykazać, że miał rację. Bokszczanin wszystko rozumiał, ale mówił nam rzeczy, których nie chcieliśmy słyszeć, gdyż uznanie ich słuszności zmusiłoby nas do zrezygnowania z Powstania".


    Z końcem lipca "Sęk" został odwołany ze swojego stanowiska w KG AK. Wybuch powstania zastał go w Boernerowie pod Warszawą. Na wieść o wybuchu walk chciał przedrzeć się do miasta, został jednak ranny i schwytany przez Niemców. Uciekł z obozu pracy pod koniec września, ponownie bezskutecznie próbując dotrzeć do Warszawy, jeszcze przed końcem zrywu. Po wojnie osiadł w Paryżu. Zmarł w 1973 roku.

    - Po powstaniu w całym kraju panowały nastroje poklęskowe. (...) Było gorzej niż po Wrześniu. Panowało ogólne rozgoryczenie i upadek ducha, szczególnie wśród uchodźców z Warszawy. (...) Za swoje nieszczęścia winili dowództwo AK. Sam parokrotnie słyszałem, że "Bora" należy powiesić lub rozstrzelać – mówił w latach 60. w rozmowie z prof. Janem Ciechanowskim.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 15:00
    Bokszczanin przestrzegał też nie tylko przed bezczynnością Sowietów, ale i pozorowaniem przez nich ataku na Niemców. Przekonywał, że "bolszewicy będą mogli wysyłać patrole, byśmy sądzili, że atakują. Trzeba się upewnić, że są to ich główne siły, a nie tylko wabik". Iranek-Osmecki przyznał, że w tamtej chwili uznał ostrożność Bokszczanina za "raczej chorobliwą niż uzasadnioną". "Jednak późniejsze wydarzenia miały w sposób tragiczny wykazać, że miał rację. Bokszczanin wszystko rozumiał, ale mówił nam rzeczy, których nie chcieliśmy słyszeć, gdyż uznanie ich słuszności zmusiłoby nas do zrezygnowania z Powstania".


    Z końcem lipca "Sęk" został odwołany ze swojego stanowiska w KG AK. Wybuch powstania zastał go w Boernerowie pod Warszawą. Na wieść o wybuchu walk chciał przedrzeć się do miasta, został jednak ranny i schwytany przez Niemców. Uciekł z obozu pracy pod koniec września, ponownie bezskutecznie próbując dotrzeć do Warszawy, jeszcze przed końcem zrywu. Po wojnie osiadł w Paryżu. Zmarł w 1973 roku.

    - Po powstaniu w całym kraju panowały nastroje poklęskowe. (...) Było gorzej niż po Wrześniu. Panowało ogólne rozgoryczenie i upadek ducha, szczególnie wśród uchodźców z Warszawy. (...) Za swoje nieszczęścia winili dowództwo AK. Sam parokrotnie słyszałem, że "Bora" należy powiesić lub rozstrzelać – mówił w latach 60. w rozmowie z prof. Janem Ciechanowskim.

    Anders

    "Żołnierz nie rozumie celowości powstania w Warszawie. Nikt nie miał u nas złudzeń, żeby bolszewicy pomimo ciągłych zapowiedzi pomogli stolicy. W tych warunkach stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy, kto ponosi za to odpowiedzialność" – pisał gen. Władysław Anders w liście do gen. Mariana Kukiela. On oraz wielu wojskowych i cywilnych przedstawicieli polskiej emigracji krytycznie zareagowało na to, co stało się w Warszawie.

    Bez entuzjazmu na plany dot. wybuchu powstania patrzyli też m.in. wspomniany już gen. Kazimierz Sosnkowski, a także porucznik WP i historyk Władysław Pobóg-Malinowski czy Stanisław Cat-Mackiewicz, publicysta, a w latach 50. premier rządu na uchodźstwie. Ten ostatni ocenił już po wojnie, że "Warszawa została zniszczona, spłonęła przeszłość i dusza Polski". "Od człowieka, który przybył z Polski słyszałem: »naród polski bez Warszawy już jest innym narodem, niż był, gdy Warszawa żyła. Jesteśmy po jej stracie narodowo, kulturalnie, duchowo ubożsi«".

    "Sowietom zależało na zniszczeniu Warszawy, a tak się pomyślnie dla nich składało, że dla tego zniszczenia nie trzeba było używać sowieckich armat ani pocisków. Od czegóż patriotyzm polski! Jest on wielki i wspaniały. (...) Ale patriotyzm polski ma właściwość bezrozumnego dynamitu. Wystarczy do niego przyłożyć zapałkę prowokacji, aby wybuchł" – pisał Cat.

    Zobacz również: Rzeź Ochoty. "Wokoło szalały tłumy rozbestwionych żołnierzy RONA"
    "Stach"

    - W powstaniu zginęła większość moich przyjaciół, po powstaniu mój świat się zawalił, moje miasto przestało istnieć. Nie rozumiem tego zachwytu nad powstaniem. Jak mam udawać, że te chwile radości, bo były takie w powstaniu, to cały obraz sierpniowych walk? Jak?! – dopytywał Stanisław Likiernik "Stach" w rozmowie z Emilem Maratem i Michałem Wójcikiem, opublikowanej w książce "Made in Poland".


    W czasie okupacji Likiernik był żołnierzem Kedywu (Kierownictwa Dywersji KG AK – red.). Brał udział w wielu akcjach likwidacyjnych i sabotażowo-dywersyjnych. W powstaniu był żołnierzem Zgrupowania "Radosław", walczył na Woli, Starówce i na Czerniakowie.

    Likiernik był też jednym z tych powstańców, którzy do sierpniowego zrywu mieli stosunek jednoznacznie krytyczny. Odrzucał pogląd, że powstanie wybuchłoby spontanicznie,w sytuacji, gdyby dowództwo nie wydało rozkazu do walki.

    Wydarzenia z 1944 roku oceniał jako "absurd". - Posyłali szesnastolatków z pistoletami albo i bez na ufortyfikowane bunkry niemieckie. Doskonale zdając sobie sprawę, jaki jest stan uzbrojenia. Dowódcy wiedzieli, że powstańcy nic nie mają... – wskazywał. Zbrojne wystąpienie – jego zdaniem – nie miało sensu. - Ja i moi koledzy absolutnie wiedzieliśmy przed 1 sierpnia, że (Stalin – red.) nam nie pomoże. To było takie oczywiste! – przekonywał.

    Stanisław Likiernik Foto: Tomasz Gzell / PAP
    Stanisław Likiernik
    Jego podejście do dowódców powstania było jednoznaczne. - Kamienica, w której generał Chruściel podpisał rozkaz rozpoczęcia powstania, przetrwała. (...) Nad główną bramą jest rzeźbiony orzeł, a nad bocznym wejściem są baranie łby. Moim zdaniem generałowie za często używali tego bocznego wejścia – mówił.

    Likiernik mówił też: "nóż mi się w kieszeni otwiera, jak słyszę o pięknie moralnym w kontekście powstania. Co jest pięknego w rozrzuconych na balkonach ludzkich szczątkach, ofiarach eksplozji na Kilińskiego?". - Jakie wartości wychowawcze ma totalna klęska? Jakie ma pozytywne działanie przez wiele wieków? Chyba to, że już nigdy kretyni nie będą wiedli dzieciaków na barykady – dodawał.


    Jego zdaniem "to, że to była tragedia, jest pewne i oczywiste". 200 tys. zabitych, miasto zniszczone i tak dalej - to nie jest tragedia? No to w takim razie co jest tragedią? Dla mnie ktoś, kto neguje i zaprzecza temu, że powstanie było tragedią i katastrofą, to zupełny osioł".

    We wspomnieniach udostępnionych na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego, znajduje się z kolei następująca wypowiedź "Stacha": - Nieszczęśni ludzie, którzy siedzieli w piwnicach z dziećmi, z wariatami, którzy uciekli ze szpitala Jana Bożego i chodzili po piwnicach, to był koszmar – mieli nas dosyć. Mówili: "Co wyście zrobili? Jak z tego wybrniemy, przecież tu jest strasznie". Bardzo nie lubiliśmy chodzić piwnicami”.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 15:03

    "Jagiełło"

    - Rozczarowałem się powstaniem, uważałem, że to się ciągnie, że to jest nieszczęsne, że to była zła kalkulacja wojskowa. Uważałem, że powstanie jest stracone, i byłem na wpół przekonany, że zginę – mówił z kolei Zbigniew Pełczyński "Jagiełło", powstaniec, a po wojnie prof. filozofii na Uniwersytecie Oxfordzkim. Jego wspomnienia również zostały opublikowane na stronie warszawskiego muzeum.

    - Teraz, jako dorosły człowiek, człowiek, który patrzy wstecz na to, co się działo, uważam, że powstanie było tragedią, że było źle pomyślane, źle skalkulowane – ocenił. Czy mając dzisiejszą wiedzę, poszedłby do walki? - Tak, poszedłbym. Poszedłbym, bo mi kazano. Wstąpiłem do AK i wiedziałem, że gdzieś na końcu tej przygody będzie walka, tylko nie spodziewałem się, że to będzie tego rodzaju walka. I że to będzie beznadziejna walka, walka bez szans wygrania, bo byłem po tygodniu przekonany, że to się skończy tragicznie – stwierdził.

    Zobacz również: Michał Mackiewicz: z takimi zasobami broni i amunicji nie było szans na opanowanie miasta
    "Jastrząb"

    Znanym krytykiem powstania wśród uczestników zrywu był również Jan Ciechanowski "Jastrząb", po wojnie żyjący na emigracji profesor nauk humanistycznych. Ciechanowski odbył szereg rozmów z polskimi wojskowymi, w tym z uczestnikami powstania. Jest autorem wielu publikacji dot. wydarzeń w Warszawie, w tym książki pod wiele mówiącym tytułem "Na tropach tragedii. Powstanie Warszawskie 1944".


    "Niezmiernie modny jest w pewnych polskich kołach pogląd, że gdy w grę wchodzi walka o niepodległość, nie ma limitu na ofiary w niej poniesione. Każda hekatomba popłaca – jeśli nawet nie dziś, to jutro – gdyż przelana krew zmywa stygmat niewoli i upokorzenia i posłużyć może jako natchnienie i świetlany przykład dla przyszłych pokoleń. Pogląd ten dużo mówi o ludziach, którzy go lansują" – pisał Ciechanowski.

    Historyk wskazywał, że "Powstanie Warszawskie już w jego pierwszych godzinach, a może nawet i minutach stało się rzezią »niewiniątek jednego pokolenia«. Dodawał też, że "tragedia 1944 roku to przede wszystkim wielka przestroga przed nieliczeniem się z wymogami sytuacji i polityczno-militarnymi realiami. To najlepszy dowód, że w polityce liczą się głównie skutki, a nie intencje choćby nawet najszlachetniejsze".

    W rozmowie opublikowanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego stwierdził jednak, że do powstania poszedłby raz jeszcze. - Dla mnie, jako czternastoletniego chłopca, powstanie było chyba najpiękniejszym okresem w moim życiu. Właściwie wszystko było proste. (...) Dzisiaj, jako historyk, jako dojrzały człowiek, jak pomyślę, że zginęło 200 tys. ludzi, 83 proc. miasta zostało zniszczone, Niemcy – tylko o tym się tak głośno nie mówi – 1570 zabitych mieli i 9043 rannych, to właściwie ich straty były niewspółmierne. Tak, jak generał Anders powiedział kiedyś, że powstanie właściwie ułatwiło komunistom skomunizowanie tego kraju, a Niemcom wyniszczenie całej naszej Warszawy, elity, skarbów narodowych. Jest pytanie: czy to się opłacało? Są ludzie, którzy mówią: "A tak, opłacało się, bo przez 63 dni byliśmy wolni". Co to znaczy wolni? Siedzieli ludzie w piwnicy, dostawali rozgrzeszenie i czekali. Na co? Bo myśmy jednak byli w akcji, a ci ludzie? - mówił.

    Zdaniem Ciechanowskiego, tragedię można było z łatwością przewidzieć. - Czy po Katyniu, po deportacjach, po zorganizowaniu armii Berlinga, PKWN – czy można było liczyć na pomoc? Po Wilnie i Lwowie? Przecież oni wiedzieli – powiedział, odnosząc się do przywódców powstania.

    "Klon"

    "Niedawno rozmawiałem z pewnym moim przyjacielem o Powstaniu Warszawskim. - Z jednym nie mogę się pogodzić – powiedziałem mu. – Pomyśl, że to miasto istniało 600 lat – a my właśnie musieliśmy trafić na ten jeden jedyny rok, kiedy ono zostało zburzone. Czyż to nie straszliwy pech?".

    Stefan Kisielewski, posługujący się m.in. pseudonimem "Klon", jeden z najwybitniejszych polskich publicystów i felietonistów, po wojnie znany przede wszystkim z łamów "Tygodnika Powszechnego", w czasie okupacji przebywał w rodzinnej Warszawie. Działał w podziemnych strukturach cywilnych, podczas powstania był członkiem grupy radiowej. Już trzeciego dnia został ranny, stolicę opuścił w transporcie cywilów. O "pechu" związanym z trafieniem na moment, w którym Warszawa została zburzona, pisał w 1946 roku w "Tygodniku Warszawskim". Do powstania powracał jednak często i zawsze krytycznie.

    Stefan Kisielewski Foto: Witold Rozmysłowicz / PAP
    Stefan Kisielewski
    "Powstanie Warszawskie wymuszone zostało przez młodzież, zdecydował urazowy, pozaracjonalny stan psychiczny tej młodzieży przez cztery lata wyczekującej w konspiracji na moment otwartej, decydującej walki. Pamiętam doskonale, że po wybuchu powstania nastrój średniego i starszego pokolenia mieszkańców Warszawy daleki był od entuzjazmu" – pisał w jednym z felietonów zebranych później w książce "Lata pozłacane, lata szare".


    W "Tygodniku Powszechnym" wskazywał też, że "Powstanie Warszawskie (…) nie było aktem dojrzałej męskości: było aktem zniecierpliwienia, młodzieńczej niepowściągliwości. I dlatego przyniosło szkodę podstawowemu aksjomatowi patriotyzmu, jakim jest – istnienie narodu ponad wszystko. Walka o honor kosztem 30 proc. polskiego potencjału kulturalnego i gospodarczego (…) była poniekąd aktem psychicznego egoizmu, krótkowzroczności, nieopanowania i – nieprzemyślenia".

    "Kisiel" poróżnił się na temat powstania z gen. Pełczyńskim, którego spotkał po wojnie podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. Pełczyński wypytywał go długo o sprawy w kraju, w końcu więc, nie wytrzymując, Kisielewski odparł: "A teraz ja zadam panu pytanie. Fortepian, smoking, biblioteka po ojcu - przepadły mi w powstaniu. I chcę wiedzieć dlaczego". Pełczyński wpadł we wściekłość i zakończył spotkanie. - Był to porządny człowiek, ale Warszawę zburzył – stwierdził Kisielewski.



    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 15:04

    "Jur"

    - Decyzja była na pewno błędna, podjęta w nieodpowiednim momencie – tak powstanie wspominał Edmund Baranowski "Jur" w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Baranowski przeszedł szlak bojowy od Woli przez Stare Miasto, Czerniaków aż do Śródmieścia. Był wiceprezesem Związku Powstańców Warszawskich.

    - Informacja o stawieniu się na punktach koncentracji miała dla nas dwa różne oblicza: pierwsze było bardzo radosne, dostaliśmy biało-czerwone opaski, mieliśmy walczyć jako żołnierze Wojska Polskiego. Kwadrans później nastąpiło rozdawanie broni i początkowy entuzjazm przekształcił się w ogromny zawód. Tylko co czwarty powstaniec otrzymał broń palną. (...) Powstanie miało coś z romantyzmu. Jednak dopiero z perspektywy czasu widzimy, że ten zryw nie miał szans na powodzenie – ocenił.


    Baranowskiego nie można zaliczyć do ostrych krytyków warszawskiego zrywu, powstaniec wskazywał jednak na wiele wątpliwości. Jak oceniał decyzję o podjęciu walki? - [Trudno udzielić] takiej odpowiedzi, która by była oczekiwana, jak sądzę, przez pana, bo są takie traumatyczne wrażenia, które nie pozwalają na jednoznaczną ocenę – powiedział w rozmowie dostępnej na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego.

    - To była (...) wielka przygoda naszego życia, związana z ogromnym ryzykiem (...). Nie wiedzieliśmy wtedy, nie mieliśmy tej świadomości, że losy Warszawy nie rozstrzygają się na ulicy Warszawy, tylko zostały dawno już – jakby powiedzieli warszawiacy – zaklepane w gabinetach dyplomatycznych – ocenił.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 16:08
    Drukuj
    Rozmiar tekstu:
    AAA
    Wczoraj, 31 lipca (05:59)
    Walki o redutę Bank Polski
    W czasie powstania warszawskiego było wiele punktów, o które toczyły się zacięte walki. Jednym z ważniejszych i trochę niedocenianym przez historyków był budynek u zbiegu ulic Bielańskiej i Daniłowiczowskiej, w którym przed wojną funkcjonował Bank Polski SA, a w czasie niemieckiej okupacji Bank Emisyjny dla Generalnego Gubernatorstwa. Budynek powstał w 1911 roku, na miejscu mennicy królewskiej Stanisława Augusta Poniatowskiego, wg projektu rosyjskiego architekta Leontija Benoisa, autora m.in. projektu Soboru św. Aleksandra Newskiego w Warszawie, zburzonego w 1922 roku.


    Czytaj więcej na nowahistoria.interia.pl/polska-walczaca/news-walki-o-redute-bank-polski,nId,3120684#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=other

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.08.19, 16:11

    W planach dowództwa AK gmach banku miał stanowić strategiczną redutę, umożliwiającą oddziałom powstańczym obronę od południowego-zachodu rejonu 1 obwodu Śródmieście, obejmującego Stare i Nowe Miasto. Najpierw jednak trzeba go było zdobyć.
    Pierwsza próba zakończyła się fiaskiem: przez pierwsze dwa dni powstania, ponosząc ciężkie straty, walki o niego toczyły Batalion AK "Łukasiński" pod dowództwem mjr. Olgierda Ostkowicza-Rudnickiego "Sienkiewicza" oraz oddział por. Wacława Kozickiego "Oppenheima". W nocy z 3 na 4 sierpnia Niemcy, zagrożeni odcięciem - teren wokół banku znajdował się już pod kontrolą powstańców - wycofali się z niego. Zadanie obrony przejętej reduty, w której zorganizowano również punkt sanitarny, otrzymała kompania "Troki" batalionu "Łukasiński" pod dowództwem kpt. Tadeusza Majcherczyka "Zdana", wzmocniona plutonem z kompanii "Niemen" ppor. Henryka Pokrzywnickiego "Chwasta", kompanią P-20 por. Tadeusza Garlińskiego "Odrowąża" oraz oddziałami Batalionu AK "Czarniecki".

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • black_jotka 01.08.19, 16:52
    Godzina „W”

    Dzisiaj dzień krwi i chwały
    rewanżu za śmierć rozstrzelanych
    za terror i łapanki na ulicach
    za rolę tych gorszych w mieście

    Godzina „W” na ustach dzisiaj
    szeptem podawana do Warszawiaka
    stawajcie bracia na walkę krwawą
    walkę - która będzie bez sukcesu

    Dosyć już upodleń na narodzie
    dosyć już rozpasania rasy panów
    dzisiaj podnosimy dumnie czoło
    utoczymy krwi "SS-manów" do syta

    Powstali chłopcy w powstaniu jak należy
    to nic że broń miał tylko wtedy co który
    były przecież butelki z benzyną
    chociaż i tych rychło miało zabraknąć

    Szli chłopcy do powstania jak do tańca
    wiedzieli ze to taniec ze śmiercią
    że czeka ich niedola i poniewierka
    w tańcu opętanym na śmierć SS-manom

    Po drugiej stronie ukochanej Wisły
    armia stała „wyzwolicieli” tych spod Lenino
    nie wytrzymali i popłynęli by Polak Polaka
    drogo zapłacili za grymas ust Stalina

    Lech Kamiński

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 17:01
    Dochodzili Rosjanie i dowódcy AK chcieli pokazać, że Polacy sami Warszawę wyzwolą. Taki był cel wybuchu powstania – powiedział PAP Eugeniusz Tyrajski "Sęk", "Genek", żołnierz Pułku Armii Krajowej "Baszta", wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich.

    Czytaj więcej na nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-taki-byl-cel-wybuchu-powstania,nId,3123947#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:23
    Otóż literatura odnosząca się do Powstania Warszawskiego jest pełna dokumentów, informacji i relacji obciążających za tę zbrodnię także Ukraińców, walczących wtedy u boku Niemców. I to za wyjątkowo wyrafinowane barbarzyństwo i ludobójstwo. Dużo tych oskarżeń pod adresem Ukraińców jest w pracy prof. Zygmunta Wojciechowskiego „Zbrodnia niemiecka w Warszawie”, wydanej już w 1946 r., a więc kiedy jeszcze wszyscy wszystko dobrze pamiętali. Właściwie nie ma bodajże ani jednej publikacji o Powstaniu Warszawskim, w której nie ma mowy o barbarzyństwie ukraińskim podczas Powstania.

    Władysław Pobóg-Malinowski w swej „Najnowszej historii politycznej Polski 1864-1945. Tom Trzeci. Okres 1939-1945” (Londyn 1960) napisał, że „Udział Ukraińców w tłumieniu powstania i w bestwialstwach wobec ludności wymaga jeszcze badań”. Było to napisane 44 lata temu. Jednak, z przyczyn natury politycznej, ten temat leży ciągle odłogiem. Żąda się przeprosin od Niemców i Rosjan, a także od rządów Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale nie od Ukraińców, których wina jest wyjątkowo duża, na pewno – w odniesieniu do samego Powstania Warszawskiego – dużo większa od winy Churchilla i Roosevelta.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:27
    Nikt nie tylko nie mówi o konieczności przeproszenia Polaków przez Ukrainę/Ukraińców za tę zbrodnię, ale niektóre wpływowe czynniki polskie także świadomie przemilczają lub fałszują tę sprawę. Podobnie czynią Ukraińcy – i to nie od dzisiaj. Nie ma się temu co dziwić, gdyż nikt dobrowolnie nie przyznaje się do winy, a tym bardziej do potwornej zbrodni. Wkrótce po wojnie znani działacze emigracji ukraińskiej Łewyckyj i Ortynskyj dowodzili w paryskiej „Kulturze” (nr 56 i 61 1952), że ukraińska dywizja SS Galizien nie brała udziału w tłumieniu Powstania Warszawskiego, że dla Polaków wszyscy nie-Niemcy, którzy brali udział w dławieniu Powstania byli Ukraińcami. Potem w ich ślady poszli L. Szankowskyj, Taras Hunczak (który na łamach brytyjskiego „The Guardian Weekly” z 5 stycznia 1986 pisał, że żadne jednostki ukraińskiego wojska nie brały udziału w tłumieniu Powstania Warszawskiego!) i Wasyl Weryha, autor książki „Dorohami druhoj switowoj wijny. Lehendy pro uczast Ukrainciw w warszawśkomu powstanni 1944…”, wydanej w Toronto w 1980 r. Niebawem „niewinnych” Ukraińców zaczęli wspierać niektórzy proukraińsko nastawieni działacze „Solidarności” (np. Andrzej Zięba „72 rocznica powstania niepodległego państwa ukraińskiego. Ukraińcy i Powstanie Warszawskie” nakładem RKW NSZZ „S” Dolny Śląsk, Wrocław1990), miesięcznik „Znak” (nr 413-415) i michnikowska „Gazeta Wyborcza”. Jednak najdalej posunął się Kazimierz Podlaski (Bohdan Skaradziński) w swej książce „Białorusini, Litwini, Ukraińcy” (wyd. 3, Londyn 1985), który bandytów ukraińskich w służbie niemieckiej nie uważa za Ukraińców, gdyż: „ludzie ci bowiem realizowali swoje osobiste kariery i działali na rzecz… III Rzeszy, a nie – tak czy inaczej pojmowanej samoistnej Ukrainy… formacji ukraińskich nie było wtedy w Warszawie. Bóg ustrzegł, nas i ich, przed jeszcze jedną pozycją… na i tak długiej liście wzajemnych krzywd i zbrodni. Nie dopisujmy tej pozycji sami, hołdując bezkrytycznie mitom”.

    Podlaski tak kończy swój proukraiński wywód: „Ukraińcy stanowili 1,5% garnizonu (niemieckiego w Warszawie), więc o ich roli pacyfikatorów Powstania nie będzie można poważnie mówić”.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:27
    1,5% czegokolwiek odbieramy jako rzecz mało znaczącą. Jednak w wypadku Powstania Warszawskiego oznaczało to 270 zabitych i 75 ciężko rannych powstańców, 3000 zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 156 budynków („Encyklopedia Warszawy”, Warszawa 1994, s. 687). Czy doprawdy zabicie ok. 3500 ludzi i całkowite zniszczenie 156 budynków to niewielka zbrodnia?! Lub zbrodnia, o której, jak twierdzi Podlaski, „nie można poważnie mówić”?! A przecież Ukraińcy stanowili dużo, dużo większy odsetek żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie, liczącego 31 lipca 1944 ok. 20 000 ludzi (Władysław Bartoszewski „Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego” Londyn 1984), a później przeciętnie 25 000 ludzi. Jeśli było Ukraińców tylko 7,5% wśród żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie to wówczas ci żołdacy mają na swoim sumieniu 1350 zabitych i 375 ciężko rannych powstańców, 15 000 zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 780 budynków.

    Wasyl Weryha w książce „Dorohami druhoj switowoj wijny. Lehendy pro uczast Ukrainciw w warszawśkomu powstanni 1944…” (Toronto 1980) dowodzi, że ukraińska dywizja Waffen SS Galizien (Hałyczyna) nie brała udziała w dławieniu Powstania Warszawskiego. Jednak jest faktem, że 150-osobowa ukraińska kompania policyjna, stacjonująca przy alei Szucha, należała do SS Galizien, o czym pisze A. Borkiewicz w pracy „Powstanie Warszawskie” (Warszawa 1957), a przyjmuje za prawdopodobne nawet Kazimierz Podlaski (str. 97). Tak więc także i historia SS Galizien jest zbroczona krwią powstańców i ludności Warszawy. Dowodem koronnym na to, że żołnierze SS Galizien byli w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego jest m.in. to że ci ukraińscy SS-mani mówili po polsku (Aleksander Kamiński „Zośka i Parasol”, wyd. 3, Warszawa 1979). Byli to więc Ukraińcy z Galicji (skąd pochodzili ochotnicy do SS Galizien), gdyż Ukraińcy z rosyjskiej Ukrainy nie mówili po polsku. Także historyk niemiecki Hans von Krannhals, autor książki „Der Warschauer Aufstand 1944…” (Frankfurt am Main 1962), dowodzi, że w Warszawie była kompania dywizji SS Galizien.


    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:29
    Pomimo tego, że wielu Ukraińców i Polaków starało się i stara przemilczeć lub pomniejszyć udział formacji ukraińskich w zdławieniu Powstania Warszawskiego, prawda wypływała co rusz z powodzeniem na światło dzienne i dlatego strona polska nie może jej w dalszym ciągu całkowicie ignorować. Jednak z uporem maniaka robi się wszystko, aby przemilczać zbrodnie Ukraińców. Np. Andrzej Zięba jest zmuszony przyznać, że Ukraińcy brali udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Stwierdza, że w Warszawie były dwie ukraińskie kompanie policyjne, że ukraińska formacja była w straży Pawiaka, a grupy Ukraińców w oddziałach Hiwis oraz w zgrupowaniu Reinefartha i że we wrześniu 1944 r. do Warszawy przybył Legion Wołyński w sile 400 ludzi. Tych faktów Zięba nie mógł ukrywać, tak jak to próbowali czynić Ukraińcy. Jednak nie tylko, że nic nie pisze o zbrodniach popełnionych na ludności Warszawy przez te oddziały ukraińskie, ale wręcz stara się przekonać czytelników swojego elaboratu, że ci ludzie nie mieli rąk zbroczonych w polskiej krwi, pisząc, że byli tłumaczami, że nie brali udziału w zbrodniach, że Legion Ukraiński poruszał się po terenach dawno „spacyfikowanych przez brygadę Kamińskiego (RONA)”.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:30
    Zięba po prostu kłamał, kiedy próbował wybielać rolę Ukraińców lub przemilczeć ich zbrodnie, a to kłamstwo obnażyła sama filoukraińska „Gazeta Wyborcza”. Maciej Kledzik w artykule „Kim byli sprawcy rzezi na Woli i Ochocie” (1.8.1990) tłumaczy fakt oskarżania przez ludność Warszawy Ukraińców za liczne i potworne zbrodnie popełnione na ludności cywilnej podczas Powstania Warszawskiego pisząc m.in.: „Do jednostki SS, zajmującej gmach wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej, wcielona była kompania Ukraińców. Również w skład grupy bojowej Schutzpolizei (1700 żołnierzy) wchodziła kompania Ukraińców (150 żołnierzy) kwaterująca w alei Róż pod numerami 9 i 25. Po wybuchu Powstania, część z nich usiłowała przedrzeć się samochodami przez Śródmieście w kierunku Ogrodu Saskiego. Na Marszałkowskiej samochody rozbite zostały ogniem powstańców. Ukraińcy ukryli się w okolicznych domach, gdzie wymordowali wielu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci, zanim nie zostali wybici przez zorganizowane grupki powstańców. Duży rozgłos tej zbrodni nadała powstańcza prasa i tak pojawiło się określenie oprawcy-Ukraińca, przypisywane później innym (nie-Niemcom walczącym u boku Niemców)…”.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:30
    Jeśli została udowodniona ponad wszelką wątpliwość obecność kompanii ukraińskich w gmachu wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej i przy alei Róż i alei Szucha to, siłą rzeczy, wszelkie relacje polskie o walkach w tych rejonach z udziałem Ukraińców w pierwszej połowie sierpnia 1944 r. muszą być wiarygodne. Są one jednym wielkim oskarżeniem pod adresem Ukraińców. Np. Józef K. Wroniszewski w swej książce „Ochota 1939-1945” (Warszawa 1976) pisze: „Po raz pierwszy zaatakowali Niemcy redutę (powstańczą na Ochocie) 3 sierpnia… Tuż za tym przygotowaniem ruszyło od Wawelskiej natarcie kompanii SS „Galizien” przy wsparciu ogniowym działa czołgowego i cekaemów… 4 sierpnia… obrońcy Wawelskiej odpierali natomiast parokrotne ataki wspartej czołgami kompanii SS „Galizien”… Jakaś młoda dziewczyna rozpacza. To kilku Ukraińców ją zgwałciło: płacze, modli się, przeklina. Kto ją pomści?…W mordowaniu ludności cywilnej brali wybitny udział ukraińscy nacjonaliści”. Natomiast były minister rządu polskiego Stanisław Wachowiak pisał: „…Kiedy go żegnałem, nie myślałem, że już go nie zobaczę. Ukraińcy w drugi dzień Powstania wymordowali na ul. Wiejskiej całą rodzinę” („Wspomnienia” w: „Zeszyty historyczne” Nr 31, Paryż 1975). Z kolei głośny uczestnik Powstania Warszawskiego Aleksander Kamiński pisze: „…Z oznak na mundurach widać, że są to Ukraińcy, hitlerowcy z dywizji SS Galizien… Niektórzy (z nich) mówili po polsku… Ruszono… w stronę alei Szucha. Tam zatrzymano powstańców na dziedzińcu gestapo… Z rana przyszli do nich SS-mani Ukraińcy. Po południu rannych załadowano do samochodów. Następnie SS-mani oddzielili powstańczych chłopców od dziewcząt. Chłopców poprowadzono ulicą Wolską za miasto, w kierunku Pruszkowa, dziewczętom zaś kazano ustawić się pod murem (i je rozstrzelano) („Zośka i Parasol”, wyd. 3, Warszawa 1979).

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:31
    Także nieprawdą jest, że Legion Wołyński nie walczył z powstańcami; ze walczył z powstańcami na Czerniakowie piszą Jarosław Gdański, autor książki dotyczącej wschodnich formacji armii niemieckiej, i Hubert Kuberski, autor pracy „Sojusznicy Hitlera”, w artykule pt. „Legenda o własowcach”, opublikowanym w „Rzeczypospolitej” z 31 lipca 2004 r. Oddział ten walczył także z 9. Pułkiem Piechoty 3. DP im. Traugutta 1. Armii WP, który spieszył na pomoc powstańcom, a następnie brał udział w operacji „Sternschuppe” (27-30 września) przeciwko zgrupowaniu Armii Krajowej w Puszczy Kampinoskiej. Legionem Wołyńskim, którego żołnierze brali uprzednio udział w rzeziach Polaków na Wołyniu (1943-44), dowodził płk Petro Diaczenko, przedwojenny oficer kontraktowy Wojska Polskiego. Tak się odpłacił Polsce i Polakom za to, że po ucieczce z zajętej przez bolszewików Ukrainy w 1920 r. mógł nie tylko zamieszkać w Polsce, ale także został oficerem Wojska Polskiego!


    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:32
    O Ukraińcach tłumiących Powstanie Warszawskie pisze także niemiecki historyk Guenther Deschner w pracy o powstaniu, wydanej w języku angielskim „Warsaw rising” (Londyn 1972). Niestety, ta dobra historia Powstania nie jest chyba w ogóle znana historykom polskim. Deschner pisze, że „Powstanie dało Ukraińcom idealną możliwość ujścia dla ich głęboko zakorzenionych antypolskich urazów”. Janina Popiel wspomina jak na krótko przed Powstaniem słyszała jak jeden z żołdaków ukraińskich mówił, że oddział ich przybył do Warszawy, aby „Lachiw rizaty” („Losy Polaków i Ukraińców” Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, Londyn 19.9.1966). – I mordowali Polaków! I to w jak barbarzyński sposób. Marek Hłasko w swym opowiadaniu „Drugie zabicie psa” (Kultura Nr 1-2 1965, Paryż) pisze: „…I nie uwierzyłaby chyba również i w to, że widziałem w czterdziestym czwartym roku w Warszawie, jak sześciu Ukraińców zgwałciło jedną dziewczynę z naszego domu a potem wyjęli jej oczy łyżką do herbaty; i śmieli się przy tym i dowcipkowali…”. O tych zbrodniach ukraińskich mówiła cała powstańcza Warszawa i ludzie panicznie ich się bali. Zbigniew Zaniewski w książce „Powstanie i potem” (Londyn 1984) pisze: „…Nie lękała się śmierci, ani Niemców nawet, ale – o wstydzie! – przerażała ją możliwość dostania się w ręce „braci-Słowian” w niemieckich mundurach. Budziła siebie i innych po nocach, krzycząc że Ukraińcy… są już w bramie”. Dlatego, jak pisze Deschner, Polacy nie brali do niewoli Ukraińców (i SS-manów). Na plecach malowano im dużą literę „U” i rozstrzeliwano, albo, jak pisze Ukrainiec Lew Bykowskyj w swoich wspomnieniach z okresu Powstania „Polskie powstanie w Warszawie w roku 1944” („Zeszyty historyczne” Nr 5, Paryż 1964): „Do niebezpiecznych robót na pierwszej linii frontu powstańcy używali jeńców niemieckich, Volksdeutschów i Ukraińców”.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:33
    O udziale Ukraińców w dławieniu Powstania piszą także inni Niemcy, przede wszystkim dowódca wojsk niemieckich dławiących Powstanie – gen. von dem Bach, który wykorzystywał Ukraińców, znających dobrze język polski, m.in. jako szpiegów, których wysyłał na stronę polską („Ostatni akt” w: „Drogi Cichociemnych” Londyn 1961) i niemiecki historyk Powstania Hans von Krannhals, autor książki „Der Warschauer Aufstand 1944…” (Frankfurt am Main 1962). Krannhals obwinia głównie nie-Niemców w niemieckich mundurach, w tym Ukraińców, za wszelkie potworności, które miały miejsce podczas Powstania. „Dzicz wschodnia” – mówił o nich gen. Reinefarth, a gen. Erich vom dem Bach wtórował mu: „Można uwierzyć w teorię Untermenscha” (Józef Mackiewicz „Nie trzeba głośno mówić” IL Paryż 1969).

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:33
    Należy także pamiętać, że Ukraińcy, chyba wszyscy z rosyjskiej Ukrainy, stanowili duży odsetek w oddziałach rosyjskich i kozackich tłumiących Powstanie Warszawskie. Był to pułk RONA (Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej), dowodzony przez M. Kaminskiego i którego potworne zbrodnie na cywilnej ludności Warszawy utkwiły najgłębiej w pamięci mieszkańców stolicy i przeszły na trwałe nie tylko do historii Powstania, ale i Warszawy, oraz oddziały kozackie: 209 Kozacki Batalion Schutzmannschaften, 3. Pułk Kozaków płk. Bondarenki, 69. Dywizjon Kawalerii i 572 Batalion Piechoty. Potwierdza to wiele dokumentów i relacji osób, które przeżyły Powstanie Warszawskie. Np. angielski historyk hitlerowskich formacji SS Martin Windrow w swej pracy „The Waffen-SS” (London 1984) pisze: „…w skład Brygady Kaminskiego wchodziło 6500 renegatów i morderców, głównie Ukraińców”. Z kolei mieszkająca po wojnie w Londynie Janina Zabłocka, która urodziła się w powiecie kaniowskim na rosyjskiej Ukrainie i znała świetnie język ukraiński, wspominała, że kiedy po Powstaniu pędzono ludność Warszawy do Pruszkowa, po drodze rewidowali ją Ukraińcy. Wrzasnęli: „Otwórz, starucha, torebkę, pokaż co w niej masz!”. Wówczas p. Zabłocka „obsypała mołojców gradem wyzwisk w ich rodzinnym (ukraińskim) języku. Tak im to zaimponowało, że puścili ją bez przeszkód…” („W sto lat – znad Dniepru do Londynu” Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, Londyn 19.4.1979). Moja znajoma, która przeżyła Powstanie Warszawskie, Halina Kaczmarska z Melbourne, powiedziała mi, że dużo żołnierzy z formacji rosyjskich dławiących Powstanie mówiło, przyznawało się do tego, że są Ukraińcami. Byli to Ukraińcy, z formacji rosyjsko-kozackich, stacjonujący w byłej remizie strażackiej przy ul. Chłodnej, w budynkach byłej Szkoły Gazowej na ul. Gdańskiej oraz w budynkach byłej szkoły zawodowej na Bielanach.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:34
    Nie ulega wątpliwości, że Ukraińcy obok wielu innych zbrodni popełnionych wobec Polski i na narodzie polskim podczas II wojny światowej mają na swoim sumieniu także chyba raczej spory udział w zdławieniu Powstania Warszawskiego i zniszczeniu stolicy Polski.

    Od 1991 r. Polska na odcinku pd-wsch. swych granic ma po raz pierwszy od wczesnego średniowiecza za sąsiada państwo ukraińskie. Granice tego państwa ustanowił imperializm sowiecki/rosyjski. Od 1945 r. jest w nim także tak bardzo polski w swej historii Lwów. Osobiście uważam, że Polska bez Lwowa nie jest Polską w całym tego słowa znaczeniu. Jednak dzisiaj granice w Europie są nietykalne. Poza tym Ukraina jest dużym państwem i bez znaczenia pozostaje fakt, że jest to dzisiaj najbiedniejszy kraj w Europie („Encyclopaedia Britannica. 2003 Book of the Year). Kraj ten oddziela nas także od Rosji na tym odcinku. Pomimo tego, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, a Ukraina nie, w interesie tak Polski jak i Ukrainy powinno być, aby nasze narody dążyły do poprawnych stosunków międzypaństwowych, jak również między narodami polskim i ukraińskim.

    We wspomnianym wyżej artykule pt. „Waga historii” Bronisław Wildstein pisze, że uroczystości 60 rocznicy Powstania Warszawskiego przypomniały, że bez uznania prawdy historii trudno budować przyszłość. Dlatego w imię lepszej przyszłości Ukraińcy i Polacy powinni nareszcie, szczególnie Ukraińcy, uznać prawdę historii i uregulować spory historyczne, które po dziś dzień dzielą oba narody.

    Wizerunek Ukraińca w oczach przeciętnego Polaka jes

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:37
    Wizerunek Ukraińca w oczach przeciętnego Polaka jest bardzo zły ze względu na historyczne zaszłości. I nie ulegnie zmianie dopóki Ukraińcy nie tylko że zaakceptują prawdę historyczną, ale także jeśli nie zdobędą się na męską decyzję i nie przeproszą Polaków za: antypolską postawę we wrześniu 1939 r., podczas sowieckiej okupacji Małopolski Wschodniej i Wołynia w latach 1939-41, za skierowane przeciw Polakom wysługiwanie się zbrodniczemu reżymowi hitlerowskiemu na ziemiach polskich w latach 1939-45 (na etnicznych ziemiach polskich, w tym podczas Powstania Warszawskiego), za rzezie Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-45 oraz udział w zagładzie Żydów polskich.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 18:37
    kresy.pl/kresopedia/udzial-ukraincow-w-zdlawieniu-powstania-warszawskiego/
    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 20:13
    1 sierpnia 2019 r. obchodzimy 75. rocznicę Powstania Warszawskiego. Kultowa stała się już wypowiedź Bogusława Lindy z 2012 r. na ten temat. Aktor nie przebierał w słowach.

    - Słyszymy od ludzi, którzy przeżyli Powstanie: byliśmy tak wkur****i na tych Niemców przez tyle lat, że byliśmy gotowi iść i zginąć, żeby przez choćby 5 minut człowiek był ku****a wolny - powiedział gwiazdor.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 01.08.19, 21:10
    Nie było tak, że w powstaniu walczył cały naród czy choćby cała Warszawa. Ludzie byli zachwyceni przez pierwsze kilka dni, może pięć dni. Potem była katastrofa. Miałem wrażenie, że przez powstanie wszyscy w Warszawie nienawidzili AK - mówi Onetowi uczestnik Powstania Warszawskiego, członek Kedywu Armii Krajowej Stanisław Aronson "Rysiek". O swoim życiu, walce w AK w czasie powstania i ocenie działań obecnego rządu opowiedział w książce "Wojna nadejdzie jutro".

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • mala200333 02.08.19, 04:01
    https://scontent.fatl1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/fr/cp0/e15/q65/38137349_2210086262353363_5886691281228267520_o.jpg?_nc_cat=102&efg=eyJpIjoibCJ9&_nc_oc=AQlQdnTXDA_NUXeMAi7QoAkE5cA_XNHXlduF8D1a-FcHEChmimWxk-1IPVx2HeI6t3_KYyYAtEMwY36iUST0xyOm&_nc_ht=scontent.fatl1-1.fna&oh=7b5357fa49e15217a6af1f4fdfadeb63&oe=5DDA351A


    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 02.08.19, 04:02
    m.facebook.com/Beautiful.paintings.and.poems/photos/a.384309194931088/2210086255686697/?type=3&source=57
    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • black_jotka 06.08.19, 16:19
    Z dzisiejszego punktu widzenia, oczywiście, że Powstanie Warszawskie było błędem. Główną przyczyną była walka o władzę, między Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej utworzonym w Moskwie a Tymczasowym Rządem w Londynie. Powstanie warszawskie było wymierzone militarnie przeciw Niemcom, a politycznie przeciw ZSRR oraz podporządkowanym mu polskim komunistom. Gdyby udało się samodzielnie wyzwolić stolicę jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej, wydawało się, że w ten sposób uda się wzmocnić międzynarodową pozycję rządu RP na uchodźstwie a także powstrzymać realizowany przez Stalina proces wasalizacji i sowietyzacji Polski. Oczywiście to były mrzonki, tym bardziej, że armia sowiecka z premedytacją wstrzymała działania wojenne na prawobrzeżnej Warszawie na okres pół roku, aby Niemcy zniszczyli i wymordowali powstańców. Niezależnie był to heroiczny wyczyn Warszawiaków , którym należy się uznanie i szacunek za ich męstwo i odwagę. CHWAŁA POWSTAŃCOM WARSZAWY...z netu

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 07.08.19, 17:46
    W 75. rocznicę rzezi Woli burmistrz niemieckiej gminy Sylt mówił o wstydzie za jednego ze swoich poprzedników, generała SS Heinza Reinefartha. Był on odpowiedzialny za największą masakrę cywilów w Powstaniu Warszawskim. Podczas rzezi Woli zginęło 50 000 cywilów.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 07.08.19, 17:50

    Burmistrz Nikolas Häckel przemawiał w imieniu mieszkańców wyspy Sylt, której najbardziej malowniczą częścią, Westerlandem, w latach 1951–1963 zarządzał były zbrodniarz i jednocześnie szanowany obywatel Heinz Reinefarth
    – Napawa nas przerażeniem, że człowiek odpowiedzialny za masowe mordy mógł zostać burmistrzem Westerlandu i zrobić karierę polityczną jako deputowany do Landtagu Szlezwika-Holsztynu – mówił Häckel podczas uroczystości pod Pomnikiem Ofiar Rzezi Woli
    – W poczuciu pokory prosimy o przebaczenie oraz pojednanie naszych połączonych przez los społeczeństw – takie słowa usłyszały setki mieszkańców Warszawy, którzy jak co roku przyszli pod pomnik na warszawskim Lesznie


    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 07.08.19, 17:50
    W rozmowie z DW Häckel przyznał, że przez wiele lat przemilczana historia Reinefartha stała się jednym z pierwszych tematów, którymi zajął się zaraz po objęciu urzędu w maju 2015 roku. – Jak tylko objąłem urząd, przyjechała do nas grupa uczniów z Warszawy. To było poruszające spotkanie, musiałem zająć się głębiej tym tematem – mówił Häckel. – To nasza wspólna zawstydzająca historia – dodał.

    Jest dumny z tego, że przy wejściu do ratusza gminy Sylt wisi tablica, która „przypomina, ostrzega i inspiruje do wielu pytań i rozmów”. Można na niej przeczytać informację o walce „żołnierzy polskiego ruchu oporu przeciw niemieckim okupantom”, w której zginęło ponad 150.000 mężczyzn, kobiet i dzieci oraz że Heinz Reinefarth, były tutejszy burmistrz „jako komendant jednej z grup bojowych był współodpowiedzialny za tę zbrodnię”.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 07.08.19, 17:52
    Tablica zawisła pięć lat temu, w 70. rocznicę Powstania Warszawskiego. Nie obyło się bez kontrowersji i burzliwych debat mieszkańców. Niektórzy znali brunatną przeszłość byłego burmistrza, lecz woleli milczeć, a inni z zaskoczeniem dopiero dowiadywali się o tej historii. Skrajnie różne reakcje, od szoku i niedowierzania aż po oburzenie, doskonale pamięta pastorka miejscowej parafii ewangelickiej Anja Lochner. To ona doprowadziła do tego, że temat zaistniał publicznie.

    Zobacz wywiad Onetu: Całe rodziny Polaków z nożami w plecach. Piotr Zychowicz: Wołyń skonał w osamotnieniu

    Wszystko zaczęło się w 2013 roku od maila, który postawił Lochner przed nieoczekiwanym wyzwaniem. „Czy ma Pani świadomość, że ‘kat Warszawy’ był szanowanym obywatelem i burmistrzem Westerlandu?” Lakoniczny list od osoby, która mieszka w Polsce i po dziś dzień chce pozostać anonimowa, napisany był po angielsku, z nielicznymi niemieckimi wtrąceniami. Anja Lochner udała się do miejscowych archiwów i krok po kroku odkryła fakty, którymi jak mówi, była „zupełnie przerażona”.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 07.08.19, 17:53
    Zanim sięgnęłam do archiwów, i wiedziałam i nie wiedziałam o tej sprawie. Podczas mojej pracy w tutejszej parafii nigdy nie było to tematem – mówi. Z wycinków prasowych z lat 1960-tych dowiedziała się, że były burmistrz dowodził oddziałami dokonującymi masowych egzekucji. Podczas rzezi Woli zginęło 50.000 cywilów. Po wojnie, mimo wezwań władz polskich, władze RFN odmawiały ekstradycji zbrodniarza. Przyznano mu nawet generalską emeryturę. W 1962 roku został posłem do landtagu Szlezwiku-Holsztyna z listy ugrupowania Blok Wszechniemiecki / Blok Wypędzonych ze Stron Ojczystych. W 1967 roku wrócił do zawodu prawnika. Zmarł w 1979 roku.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 07.08.19, 17:54
    Na początku wielu odrzucało pomysł zajmowania się tym tematem, bo Reinefarth był wspominany tu bardzo pozytywnie, był szanowany, wielu mieszkańców coś mu zawdzięcza – mówi pastorka Lochner. – Tu wszyscy wszystkich znają, każdy miał w rodzinie kogoś, kto był na wojnie, a wiele z tych osób było w elitarnych jednostkach SS. Sprawa Reinefartha bardzo oburzała ludzi. Ale byli i tacy, co dziękowali – opowiada Lochner. Dostawała rozmaite maile. W niektórych czytała, że takich „pajaców” jak ona i inni członkowie powołanej przez gminę grupy roboczej ds. Reinefartha, należy „postawić pod ścianą”, w innych zaś było mnóstwo pytań pokazujących „głód wiedzy mieszkańców wyspy”.

    Anja Lochner była w Warszawie pięć lat temu, w 70. rocznicę rzezi Woli. Po burzy, którą na spokojnej wyspie wywołały jej archiwalne odkrycia, ówczesna burmistrz Petra Reiber była pierwszą, która zorganizowała przyjazd delegacji z Sylt do Warszawy. Także ona mówiła wówczas o pojednaniu i prosiła o przebaczenie.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • black_jotka 07.08.19, 17:55
    Uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska ps. „Pączek”, która przysłuchiwała się tegorocznemu warszawskiemu wystąpieniu obecnego burmistrza Syltu, powiedziała w rozmowie z Deutsche Welle, że przebaczyła sprawcom. – Oni zabijali, ale ja też zostałam żołnierzem, by zabijać – mówiła 92-letnia kobieta. W Powstaniu walczyła w Szarych Szeregach, była łączniczką i strzelcem. Po wojnie przebywała w kilku niemieckich obozach, w tym w stalagu w Oberlangen, do którego trafiło 1700 kobiet z Powstania.

    – W imię Boga trzeba im odpuścić. W imię tego, że chcą poznać, co robili, chcą poznać i zrozumieć, do czego prowadzi faszyzm – mówiła Traczyk-Stawska podczas uroczystości na Cmentarzu Powstańców Warszawy, dodając, że jak długo są ludzie, którzy pamiętają faszyzm, tak długo można próbować nie dopuszczać do szerzenia się faszyzmu we współczesnym świecie. Powiedziała, że "jest szczęśliwa" z powodu obecności niemieckiej delegacji na obchodach.

    --
    Lubię forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • mala200333 08.08.19, 19:28
    Dobrego

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka