Dodaj do ulubionych

II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 r

30.08.19, 20:59
II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku od ataku Niemiec na Polskę. Był to największy i najtragiczniejszy konflikt w dziejach


--
Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
Edytor zaawansowany
  • jutta_t 30.08.19, 21:19
    A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie, publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory, weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym - walka aż do zwycięstwa! - tak brzmiał komunikat odczytany 1 września w Polskim Radiu przez Józefa Małgorzewskiego, spikera Polskiego Radia.

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • jutta_t 30.08.19, 21:22
    Jak ciężki dla Polaków były pierwsze dni wojny, obrazują wspomnienia prof. Wiktora Wąsika, historyka filozofii i pedagogiki. - W czasie gwałtownej strzelaniny, a trwało to całymi godzinami, staliśmy troje obok siebie, trzymając się za szyję, bezbronni, pocieszając się wzajemnie i zachęcając do wytrwania. Trudno zapomnieć te straszne godziny, kiedy w powietrzu było słychać warkot aeroplanów, przeraźliwy poświst zrzucanych z nich bomb w najbliższej okolicy, a jednocześnie grzmot artyleryjskich pocisków, które przelatywały nad naszą willą - tak próbę przeżycia wojny w Warszawie opisywał w swoim pamiętniku prof. Wąsik.

    Dwa lata temu relacje pół tysiąca osób - świadków zbrodni niemieckich popełnionych na ziemi świętokrzyskiej w czasie II wojny światowej - udostępniono w wersji cyfrowej na portalu internetowym, w ramach projektu "Zapisy Terroru".

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • jutta_t 30.08.19, 21:26
    Szef Rady Europejskiej Donald Tusk powiedział, że nie wybiera się na uroczystości, które odbędą się w niedzielę w Warszawie w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej. "Nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, kiedy wiem, że nie jestem mile widziany" - powiedział Tusk.

    Czytaj więcej na fakty.interia.pl/polska/news-donald-tusk-nie-przyleci-1-wrzesnia-nie-jestem-mile-widziany,nId,3176620#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • jutta_t 30.08.19, 21:42
    1 września. Donald Tusk: Niezależnie od sporów, pewne zasady obowiązują
    - Nie lubię dyskusji na temat kto, kogo i kiedy zaprosił. To świadczy o pewnych standardach i kulturze politycznej - mówił w wywiadzie dla TVN24 Donald Tusk. Przewodniczący Rady Europejskiej przekazał, że nie weźmie udziału w organizowanych w Warszawie obchodach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • jutta_t 30.08.19, 21:43
    Organizatorzy tegorocznych obchodów dali mi jasno do zrozumienia: nie jestem mile widziany. Dlatego nie zamierzam pojawić się w Warszawie 1 września - stwierdził były premier.

    Przewodniczący Rady Europejskiej komentował także odwołanie przyjazdu prezydenta USA do Polski. - Nie ma powodów, żeby się cieszyć z tej decyzji. Widać wyraźnie, że Polska nie jest najwyższym priorytetem dla USA , a prezydent Trump tego nie ukrywa - mówił Tusk.

    Były premier odniósł się także do afery hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości. - Sama sprawa jest bardzo poważna. Ja nie będę mówić kogo dymisjonować, a kogo nie. Natomiast ministerstwo stało się miejscem pogardy. Między bajki należy włożyć to, że nikt nie widział, co wyprawiają wiceministrowie. Oni się dostali tam, bo mieli takie kwalifikacje (do oczerniania sędziów – przyp. red.) - mówił przewodniczący Rady Europejskiej.

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • jutta_t 30.08.19, 21:43
    Ktoś może ulec złudzeniu, że była to akcja jednorazowa. Jednak mamy z hejtem do czynienia od kilku lat. Ta metoda była stosowana m.in. przez Jacka Kurskiego, także wobec mnie. Ale skala przerosła nasze wyobrażenia. Te parszywe pomysły okazuje się stały się metodą prowadzenia polityki - dodał Tusk.

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • jutta_t 30.08.19, 21:44
    Tusk sam musiał się tłumaczyć ze swoich przelotów z Warszawy do Gdańska. - Kwestia moich podróży była jeszcze opisana za czasów mojej drugiej kadencji jako premiera. Według mojej wiedzy wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Dzisiejsze sugestie są pewnym nadużyciem - stwierdził przewodniczący Rady Europejskiej.

    Były premier dodał, że "nigdy niczego nie ukrywał". - Moja rodzina w zasadzie nie korzystała z takiego transportu. Był jeden przypadek - mówił Tusk.
    Wybory parlamentarne. Tusk: ujawnię swoje polityczne plany w grudniu

    Donald Tusk komentował także bieżącą politykę w Polsce. - Nie mam wątpliwości, kto dziś w Polsce ma rację w fundamentalnych kwestiach, takich jak prawo, konstytucja czy przyzwoitość - stwierdził enigmatycznie były premier. Odnosząc się do opozycji były premier mówił, że zawsze był zwolennikiem jedności". - Rozbicie nigdy nie przynosi dobrych efektów - mówił Tusk.

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • jutta_t 30.08.19, 21:45
    W wywiadzie dla TVN24 przewodniczący Rady Europejskiej był pytany o możliwy powrót do polskiej polityki. - Zostały mi 3 miesiące w Brukseli. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia. To m.in. Brexit, konferencja ONZ - wyliczał były premier. - To jest jak w tym powiedzeniu: "człowiek planuje, Pan Bóg się śmieje". Ale na poważnie: 2 grudnia, dzień po skończeniu mojej misji jako przewodniczącego Rady Europejskiej obiecuję, że w państwa stacji ujawnię moje plany polityczne na przyszłość - wyznał były premier.

    Tusk zapowiedział także, że jest gotowy aby stanąć do debaty z Jarosławem Kaczyńskim. - Jeśli Prezes się zdecyduje, to chętnie się stawię. Natomiast nie ma co ukrywać, Jarosław Kaczyński ma na moim punkcie obsesję. Bardzo często bywam w Polsce - raz w prokuraturze, raz na komisji. Cały czas trwa oszczercza kampania "wina Tuska" - mówił były premier.

    Pytany o ewentualne postawienie go przed Trybunałem Stanu, Tusk stwierdził: "ja dam radę". - Nie obawiam się żadnych oskarżeń. Oni opanowali media publiczne i prokuraturę w 100 procentach. Sformułowali najcięższe zarzuty wobec mnie. I nagle po 4 latach pojawia się taki wniosek (o Trybunał Stanu - przyp. red.). Dla opinii publicznej powinno to być czymś niestosownym - stwierdził były premier.

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • mala200333 31.08.19, 17:19
    https://d.wpimg.pl/1606753965--1060516169/lodz.jpg
    Himmler w Łódzkim getcie

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • jutta_t 31.08.19, 19:49
    1 września 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Choć widmo wojny wisiało nad naszymi rodakami od dawna, żadne informacje i szkolenia nie były w stanie ich przygotować na to, czego byli świadkami.

    Wrzesień to czas rozpoczęcia nowego roku szkolnego, który kojarzy się z kompletowaniem wyprawki, powrotem do szkoły i przyjaciół z ławki. Dziś dzieci są pewne, że już niedługo zobaczą swoich rówieśników i razem staną do walki o jak najlepsze wyniki w nauce.

    W 1939 r. dzieci były pewne tylko jednego – strachu.

    --
    Bywam w ... forum.gazeta.pl/forum/f,99957,KSIAZKI_MUZYKA_i_Remarque.html
  • mala200333 01.09.19, 16:22

    Po akcji palenia książek, ustawach norymberskich i nocy kryształowej nikt nie powinien mieć złudzeń. Ale na wakacje do Niemiec Hitlera jeździli wszyscy. Zaślepiała ich miłość do Wagnera, gotyku i piwnych ogródków

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 16:34
    Pochodził z Brzeżan, sennego, prowincjonalnego miasteczka we wschodniej Galicji, położonego gdzieś na drodze z Lwowa do Kamieńca Podolskiego. Jego proweniencja była jedną z największych tajemnic salonowych II Rzeczypospolitej. Niektórzy mówili, że przodkowie Rydza byli zubożałą szlachtą kresową, inni, że był nieślubnym dzieckiem zarządczyni majątku ziemskiego w Łapszynie. On sam nigdy nie chciał na ten temat rozmawiać, podkreślając, że „wartość człowieka powinny określać jego czyny, a nie pochodzenie". Trudno się nie zgodzić z tą opinią, w szczególności że w jego przypadku jest ona szczególnie celna. Ciąży na nim bowiem zarzut najcięższego kalibru: tchórzostwa i dezercji.
    Są takie postacie w historii świata, które przez całe swoje życie budują własny pomnik, żeby w ostatnich chwilach tej ziemskiej wędrówki jednym machnięciem ręki zamienić go w kupę gruzów. Takim człowiekiem, który przekreślił ciężko zapracowane zasługi swojego życia, był na przykład marszałek Francji Henri Philippe Pétain, który ogłosił się głową kolaborującego z Niemcami Państwa Francuskiego z siedzibą w Vichy. Marszałkowi Edwardowi Śmigłemu-Rydzowi nie można zarzucić czynu tego kalibru, ale opuszczenie walczącej armii polskiej 18 września 1939 r. i ucieczka do Rumunii wraz z całym rządem RP uchodzi w mojej opinii nie tylko za akt najwyższego tchórzostwa, ale także dezercji, a tym samym zdrady.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 16:36

    ...tchórzostwa, ale także dezercji, a tym samym zdrady.
    Edward Rydz urodził się 11 marca 1886 r. we wspomnianych Brzeżanach. W historiografii znany jest jako Edward Śmigły-Rydz, ale ja świadomie pomijam w niektórych fragmentach tego artykułu ten pseudonim, który w pewnym momencie stał się członem nazwiska przyszłego wodza naczelnego. Pseudonim „Śmigły" przyjął bowiem dopiero w 1910 r., w wieku 24 lat, kiedy został zastępcą komendanta Związku Strzeleckiego w Brzeżanach.
    Ten pseudonim stał się później pewnego rodzaju fałszywą wizytówką jego osobowości. Tej „śmigłości" podejmowania mądrych decyzji zabrakło bowiem w 1939 r. Legendę wielkiego hetmana, który zdobył w 1919 r. Wilno, Nowogródek i Kijów, spotęgowała opinia wystawiona w 1920 r. przez samego naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego: „Pod wieloma względami nie zawiódł mnie ani w jednym wypadku. Wszystkie zadania, które mu stawiałem jako dywizjonerowi czy dowódcy armii, wypełniał zawsze energicznie, śmiało, zyskując w pracy zaufanie swoich podwładnych, a rzucałem go zawsze podczas wojny na najtrudniejsze zadania. Pod względem mocy charakteru i woli stoi najwyżej pośród generałów polskich. Z podwładnymi jest równy, spokojny, pewny siebie i sprawiedliwy. Natomiast co do otoczenia własnego i sztabu – kapryśny i wygodny, szukający ludzi, z którymi by nie potrzebował walczyć lub mieć jakiekolwiek spory".
    W 1920 r. słowa Józefa Piłsudskiego były bez wątpienia pochwałą pod adresem Edwarda Rydza, ale jeżeli porównamy je do postawy Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych w 1939 r., to dreszcz grozy przebiega po skórze. Cóż to bowiem za dowódca, który ma skłonność do ugody, kiedy trzeba walczyć.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 16:38
    W najcięższej godzinie próby na czele armii polskiej stanął kompromisowiec, człowiek niezdecydowany, malarz, który ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, a następnie Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cała jego wiedza wojskowa pochodziła z rocznego kursu w tzw. Wyższej Szkole Oficerskiej Związku Strzeleckiego w miejscowości Stróża koło Limanowej. Czy doświadczenie i wiedzę wojskową marszałka Rydza można było porównać do doświadczenia bojowego feldmarszałka Walthera von Brauchitscha, naczelnego dowódcy niemieckich wojsk lądowych w okresie 1938–1942? Że wspomnę jeszcze takich niemieckich dowódców jak: absolwent szkoły wojennej w Monachium gen. Franz Halder; absolwent Akademii Wojskowej w Berlinie gen. Fedor von Bock, który we wrześniu 1939 r. był dowódcą Grupy Armii „Nord" nacierającej na Polskę z Prus Wschodnich i Pomorza, czy jego kolega z tej samej uczelni – Karl Gerd von Rundstedt, który w czasie kampanii wrześniowej dowodził Grupą Armii „Południe".
    Jeżeli przyjrzymy się niemieckiej kadrze oficerskiej, która poprowadziła kampanię wrześniową w Polsce, i uwzględnimy, że Polska była jedynym krajem w czasie II wojny światowej, na który III Rzesza rzuciła wszystkie swoje siły zbrojne w jednorazowym uderzeniu, to dopiero wtedy możemy zrozumieć, dlaczego przegraliśmy wojnę obronną.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 16:40
    mala200333 napisała:

    > W najcięższej godzinie próby na czele armii polskiej stanął kompromisowiec, czł
    > owiek niezdecydowany, malarz, który ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie
    > , a następnie Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cała jego wied
    > za wojskowa pochodziła z rocznego kursu w tzw. Wyższej Szkole Oficerskiej Związ
    > ku Strzeleckiego w miejscowości Stróża koło Limanowej. Czy doświadczenie i wied
    > zę wojskową marszałka Rydza można było porównać do doświadczenia bojowego feldm
    > arszałka Walthera von Brauchitscha, naczelnego dowódcy niemieckich wojsk lądowy
    > ch w okresie 1938–1942? Że wspomnę jeszcze takich niemieckich dowódców jak: abs
    > olwent szkoły wojennej w Monachium gen. Franz Halder; absolwent Akademii Wojsko
    > wej w Berlinie gen. Fedor von Bock, który we wrześniu 1939 r. był dowódcą Grupy
    > Armii „Nord" nacierającej na Polskę z Prus Wschodnich i Pomorza, czy jego kole
    > ga z tej samej uczelni – Karl Gerd von Rundstedt, który w czasie kampanii wrześ
    > niowej dowodził Grupą Armii „Południe".
    > Jeżeli przyjrzymy się niemieckiej kadrze oficerskiej, która poprowadziła kampan
    > ię wrześniową w Polsce, i uwzględnimy, że Polska była jedynym krajem w czasie I
    > I wojny światowej, na który III Rzesza rzuciła wszystkie swoje siły zbrojne w j
    > ednorazowym uderzeniu, to dopiero wtedy możemy zrozumieć, dlaczego przegraliśmy
    > wojnę obronną.
    >
    W latach 30. XX w. polska kadra dowódcza została uformowana z klucza politycznego. Kompetencje, przygotowanie akademickie i doświadczenie bojowe miały drugorzędne znaczenie wobec priorytetowo traktowanej przez obóz sanacyjny lojalności wobec marszałka Piłsudskiego. Dlatego we wrześniu 1939 r. kluczowe funkcje w sztabie wodza naczelnego pełnili tacy ludzie, jak generał brygady Wacław Teofil Stachiewicz, absolwent Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Lwowskiego, który ukończył zaledwie szkołę podoficerską Związku Walki Czynnej i Związku Strzeleckiego. Ten człowiek automatycznie, z nadania politycznego, objął stanowisko szefa Sztabu Naczelnego Wodza po 1 września 1939 r. Szokujące jest, że 18 września 1939 r., kiedy Grupa Armii Poznań-Pomorze pod dowództwem wybitnego gen. Tadeusza Kutrzeby walczyła w wiekopomnej bitwie nad Bzurą, kiedy w tym czasie trwały ciężkie boje o Tomaszów Lubelski i rozpoczynała się bitwa o Grodno, to właśnie Stachiewicz z Rydzem, hańbiąc mundur polski, uciekli do Rumunii.
    Wstyd ogarnia, kiedy pomyślimy, że Naczelny Wódz opuszczał kraj w chwili, gdy Hitler triumfalnie wjeżdżał do Gdańska, i w czasie, kiedy walczyły jeszcze armie „Lublin" i „Kraków". Jak można nazwać moralność tych ludzi, jeżeli uwzględnimy, że na przedpolach Lwowa bohatersko walczyły: 11., 24. i 38. Dywizja Piechoty pod dowództwem m.in. takich bohaterów jak płk Bolesław Błażej Schwarzenberg-Czerny, którego później Sowieci zamordują w lesie katyńskim?



    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 16:42

    HANIEBNY ROZKAZ
    A dlaczego w ogóle doszło później do zbrodni katyńskiej? Jednym z powodów był fakt, że 17 września, kiedy Sowieci zaatakowali Polskę, Naczelny Wódz wydał przez radio najpodlejszy rozkaz podległym mu żołnierzom: „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Zadania dla Warszawy i miast, które się miały bronić przed Niemcami, bez zmian". Do dzisiaj trwają spory między historykami, politykami i publicystami, czy rozkaz ten był słuszny. Być może w pierwszym rzędzie należy zadać pytanie, czy w ogóle był legalny, żeby nie użyć określenia: czy nie był aktem zdrady?
    Artykuł 63 konstytucji z 23 kwietnia 1935 r. stwierdzał bowiem wyraźnie, że „W razie mianowania Naczelnego Wodza prawo dysponowania siłami zbrojnymi przechodzi na niego". Stąd też obowiązek wydania rozkazu do obrony terytorium Rzeczypospolitej przed wkraczającym agresorem sowieckim leżał bezwzględnie nie tylko w kompetencjach, ale przede wszystkim w obowiązkach Naczelnego Wodza. Jeżeli dyskusyjna pod względem moralnym pozostaje kwestia ucieczki prezydenta Ignacego Mościckiego i rządu RP do Rumunii, to już nie ma wątpliwości, że rozkaz pozbawiający Wojsko Polskie prawa i obowiązku do obrony swojego kraju przed sowiecką napaścią jest jednym z najhaniebniejszych czynów w dziejach naszego państwa.
    Dlaczego Edward Rydz uciekł z Polski w chwili jej najcięższej próby? Przecież czytając wspomnienia ludzi, którzy go znali, odnosi się wrażenie, że nie był to człowiek dbający o swoją prywatę. W świetle jego dorobku życiowego trudno też nazwać go tchórzem. A jednak nie pozostaje żadnej wątpliwości, że uczynił coś, co jest dla żołnierza i dowódcy najgorszą hańbą, za co zresztą później zapłacił straszną cenę.
    Oczywiście, należy podkreślić, że w świetle naszej obecnej wiedzy możemy przyjąć, że wojny obronnej w 1939 r. od chwili sowieckiej napaści nie można było już wygrać. I nawet największy geniusz wojskowości poniósłby zapewne klęskę. Niemniej decyzja „Śmigłego" o opuszczeniu kraju po wkroczeniu Sowietów może być traktowana formalnie jako dezercja.
    Obowiązująca obecnie ustawa z 6 czerwca 1997 r. definiuje dezercję jako „oddalenie się i opuszczenie swojej jednostki w celu trwałego uchylenia się od służby wojskowej w celu pozostania poza nim". Obecnie grozi za to nawet pięć lat więzienia. W czasie wojny obronnej dezercję karano śmiercią. Ucieczka Edwarda Rydza i członków jego sztabu do Rumunii jest zgodna z definicją dezercji.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 16:44
    Starosta kaliski Stefan Soboniewski, który w 1939 r. założył mundur pułkownika wojsk pancernych, tak opisał okoliczności wyjazdu Naczelnego Wodza z Polski: „Ludzie szli nieprzerwanym potokiem. Nikt nie wie ilu. Może 15 tysięcy, może 30 tysięcy, a może 50 tysięcy ludzi. Szli w całkowitym milczeniu zbitą masą, bez twarzy, bez żadnego gestu. Nawet dzieci nie płakały. Czasem ktoś podnosił głowę, by z trwogą spojrzeć w niebo, na którym nagle pojawić się mogły sowieckie samoloty. Dzień był pogodny, a noc zaczynała się jasna. Za nimi czarną plamą pozostawały zaciemnione Kuty i Polska. Przed nimi zdawała się jaśnieć tysiącami świateł rumuńska Wyżnica".
    W pewnym momencie, o godzinie 1.30, pilnujący granicznego mostu pułkownik Soboniewski ze zdumieniem odebrał meldunek jednego z policjantów, że do granicy zbliża się kolumna samochodów Naczelnego Wodza.
    „Czy pan oszalał – wykrzyczał do komisarza policji zszokowany Soboniewski. – Każę pana oddać pod sąd wojenny za sianie paniki. To się nie może zdarzyć. Hetman nigdy nie opuszcza swoich wojsk!". Pułkownik wybiegł na most i ku swemu przerażeniu ujrzał kolumnę samochodów wiozących członków sztabu wodza. W jednym z samochodów ujrzał Śmigłego.
    Według niesprawdzonej relacji Elżbiety Błockiej jej wuj, 47-letni pułkownik Ludwik Bociański – generalny kwatermistrz rządu RP, weteran wojny polsko-bolszewickiej, były wojewoda wileński, a później poznański – był tak oburzony ucieczką marszałka, że w rejtanowskim geście zatrzymał kolumnę samochodów na moście i zażądał od marszałka powrotu do Polski. Znali się z Rydzem dobrze jeszcze z czasów, kiedy Bociański był komendantem szkoły podchorążych w Komorowie.
    Podobno Naczelny Wódz wysiadł z samochodu i zapytał spokojnie, o co chodzi. „Chodzi o honor wojska!" – odkrzyknął zirytowany Bociański. Dalej panowie rozmawiali już ze sobą po cichu. Po chwili rozwścieczony Rydz odepchnął Bociańskiego i skierował się do samochodu. Pułkownik wyjął z kabury pistolet, coś krzyknął i strzelił sobie w pierś. Rozeźlony marszałek kazał wrzucić ciężko rannego Bociańskiego do samochodu i zabrał go ze sobą do Rumunii. Bociański przeżył, ponieważ kula przeszła szczęśliwie obok serca. Za swój czyn zapłacił długą i bolesną rehabilitacją w rumuńskich szpitalach. Historię tę potwierdził dowódca przygranicznego zwiadu konnego, podporucznik Józef Borkowski z Kłodawy. Powstaniec wielkopolski, pułkownik Ludwik Bociański, był ostatnim człowiekiem, który mógł uratować Edwarda Śmigłego-Rydza od hańby.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 16:47
    50% rabatu na dostęp do serwisu rp.pl
    KUP TERAZ
    Logo RP
    ZALOGUJ

    Rzecz o historii
    01.09.2019 WIADOMOŚCI Rzecz o historii
    HISTORIA KRAJ RZECZ O HISTORII
    Aktualizacja: 01.09.2019, 10:13 Publikacja: 01.09.2019
    Wrześniowa zdrada Edwarda Śmigłego - Rydza


    Edward Śmigły-Rydz – marszałek Polski, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w wojnie obronnej 1939 r.
    Wikipedia
    Paweł Łepkowski
    Paweł Łepkowski
    NAPISZ DO AUTORA
    Edward Śmigły-Rydz to jedna z najtragiczniejszych postaci naszej historii. Wyniesiony przez falę dziejów do roli obrońcy ojczyzny stał się jej grabarzem. Dzieli Polaków i napawa nas wstydem.
    Długo się zastanawiałem, czy napisać artykuł o Edwardzie Śmigłym-Rydzu. Z góry wiedziałem bowiem, że nie będę w stanie ukryć negatywnych emocji, jakie budzi we mnie ta postać. Wyrażając swoje i tylko swoje zdanie w tym artykule, mam nadzieję zachęcić Państwa do wielkiej dyskusji o odpowiedzialności Naczelnego Wodza, rządu i prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej za klęskę polskiej wojny obronnej we wrześniu 1939 r.

    PARIAS NA SALONACH
    Pochodził z Brzeżan, sennego, prowincjonalnego miasteczka we wschodniej Galicji, położonego gdzieś na drodze z Lwowa do Kamieńca Podolskiego. Jego proweniencja była jedną z największych tajemnic salonowych II Rzeczypospolitej. Niektórzy mówili, że przodkowie Rydza byli zubożałą szlachtą kresową, inni, że był nieślubnym dzieckiem zarządczyni majątku ziemskiego w Łapszynie. On sam nigdy nie chciał na ten temat rozmawiać, podkreślając, że „wartość człowieka powinny określać jego czyny, a nie pochodzenie". Trudno się nie zgodzić z tą opinią, w szczególności że w jego przypadku jest ona szczególnie celna. Ciąży na nim bowiem zarzut najcięższego kalibru: tchórzostwa i dezercji.
    Są takie postacie w historii świata, które przez całe swoje życie budują własny pomnik, żeby w ostatnich chwilach tej ziemskiej wędrówki jednym machnięciem ręki zamienić go w kupę gruzów. Takim człowiekiem, który przekreślił ciężko zapracowane zasługi swojego życia, był na przykład marszałek Francji Henri Philippe Pétain, który ogłosił się głową kolaborującego z Niemcami Państwa Francuskiego z siedzibą w Vichy. Marszałkowi Edwardowi Śmigłemu-Rydzowi nie można zarzucić czynu tego kalibru, ale opuszczenie walczącej armii polskiej 18 września 1939 r. i ucieczka do Rumunii wraz z całym rządem RP uchodzi w mojej opinii nie tylko za akt najwyższego tchórzostwa, ale także dezercji, a tym samym zdrady.
    Edward Rydz urodził się 11 marca 1886 r. we wspomnianych Brzeżanach. W historiografii znany jest jako Edward Śmigły-Rydz, ale ja świadomie pomijam w niektórych fragmentach tego artykułu ten pseudonim, który w pewnym momencie stał się członem nazwiska przyszłego wodza naczelnego. Pseudonim „Śmigły" przyjął bowiem dopiero w 1910 r., w wieku 24 lat, kiedy został zastępcą komendanta Związku Strzeleckiego w Brzeżanach.
    Ten pseudonim stał się później pewnego rodzaju fałszywą wizytówką jego osobowości. Tej „śmigłości" podejmowania mądrych decyzji zabrakło bowiem w 1939 r. Legendę wielkiego hetmana, który zdobył w 1919 r. Wilno, Nowogródek i Kijów, spotęgowała opinia wystawiona w 1920 r. przez samego naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego: „Pod wieloma względami nie zawiódł mnie ani w jednym wypadku. Wszystkie zadania, które mu stawiałem jako dywizjonerowi czy dowódcy armii, wypełniał zawsze energicznie, śmiało, zyskując w pracy zaufanie swoich podwładnych, a rzucałem go zawsze podczas wojny na najtrudniejsze zadania. Pod względem mocy charakteru i woli stoi najwyżej pośród generałów polskich. Z podwładnymi jest równy, spokojny, pewny siebie i sprawiedliwy. Natomiast co do otoczenia własnego i sztabu – kapryśny i wygodny, szukający ludzi, z którymi by nie potrzebował walczyć lub mieć jakiekolwiek spory".
    W 1920 r. słowa Józefa Piłsudskiego były bez wątpienia pochwałą pod adresem Edwarda Rydza, ale jeżeli porównamy je do postawy Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych w 1939 r., to dreszcz grozy przebiega po skórze. Cóż to bowiem za dowódca, który ma skłonność do ugody, kiedy trzeba walczyć.
    MALARZ NACZELNYM WODZEM
    W najcięższej godzinie próby na czele armii polskiej stanął kompromisowiec, człowiek niezdecydowany, malarz, który ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, a następnie Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cała jego wiedza wojskowa pochodziła z rocznego kursu w tzw. Wyższej Szkole Oficerskiej Związku Strzeleckiego w miejscowości Stróża koło Limanowej. Czy doświadczenie i wiedzę wojskową marszałka Rydza można było porównać do doświadczenia bojowego feldmarszałka Walthera von Brauchitscha, naczelnego dowódcy niemieckich wojsk lądowych w okresie 1938–1942? Że wspomnę jeszcze takich niemieckich dowódców jak: absolwent szkoły wojennej w Monachium gen. Franz Halder; absolwent Akademii Wojskowej w Berlinie gen. Fedor von Bock, który we wrześniu 1939 r. był dowódcą Grupy Armii „Nord" nacierającej na Polskę z Prus Wschodnich i Pomorza, czy jego kolega z tej samej uczelni – Karl Gerd von Rundstedt, który w czasie kampanii wrześniowej dowodził Grupą Armii „Południe".
    Jeżeli przyjrzymy się niemieckiej kadrze oficerskiej, która poprowadziła kampanię wrześniową w Polsce, i uwzględnimy, że Polska była jedynym krajem w czasie II wojny światowej, na który III Rzesza rzuciła wszystkie swoje siły zbrojne w jednorazowym uderzeniu, to dopiero wtedy możemy zrozumieć, dlaczego przegraliśmy wojnę obronną.
    W latach 30. XX w. polska kadra dowódcza została uformowana z klucza politycznego. Kompetencje, przygotowanie akademickie i doświadczenie bojowe miały drugorzędne znaczenie wobec priorytetowo traktowanej przez obóz sanacyjny lojalności wobec marszałka Piłsudskiego. Dlatego we wrześniu 1939 r. kluczowe funkcje w sztabie wodza naczelnego pełnili tacy ludzie, jak generał brygady Wacław Teofil Stachiewicz, absolwent Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Lwowskiego, który ukończył zaledwie szkołę podoficerską Związku Walki Czynnej i Związku Strzeleckiego. Ten człowiek automatycznie, z nadania politycznego, objął stanowisko szefa Sztabu Naczelnego Wodza po 1 września 1939 r. Szokujące jest, że 18 września 1939 r., kiedy Grupa Armii Poznań-Pomorze pod dowództwem wybitnego gen. Tadeusza Kutrzeby walczyła w wiekopomnej bitwie nad Bzurą, kiedy w tym czasie trwały ciężkie boje o Tomaszów Lubelski i rozpoczynała się bitwa o Grodno, to właśnie Stachiewicz z Rydzem, hańbiąc mundur polski, uciekli do Rumunii.
    Wstyd ogarnia, kiedy pomyślimy, że Naczelny Wódz opuszczał kraj w chwili, gdy Hitler triumfalnie wjeżdżał do Gdańska, i w czasie, kiedy walczyły jeszcze armie „Lublin" i „Kraków". Jak można nazwać moralność tych ludzi, jeżeli uwzględnimy, że na przedpolach Lwowa bohatersko walczyły: 11., 24. i 38. Dywizja Piechoty pod dowództwem m.in. takich bohaterów jak płk Bolesław Błażej Schwarzenberg-Czerny, którego później Sowieci zamordują w lesie katyńskim?
    HANIEBNY ROZKAZ
    A dlaczego w ogóle doszło później do zbrodni katyńskiej? Jednym z powodów był fakt, że 17 września, kiedy Sowieci zaatakowali Polskę, Naczelny Wódz wydał przez radio najpodlejszy rozkaz podległym mu żołnierzom: „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Zadania dla Warszawy i miast, które się miały bronić przed Niemcami, bez zmian". Do dzisiaj trwają spory między historykami, politykami i publicystami, czy rozkaz ten był słuszny. Być może w pierwszym rzędzie należy zadać pytanie, czy w ogóle był legalny, żeby nie użyć określenia: czy nie był aktem zdrady?
    Artykuł 63 konstytucji z 23 kwietnia 1935 r. stwierdzał bowiem wyraźnie, że „W razie mianowania Naczelnego Wodza prawo dysponowania siłami zbrojnymi przechodzi na niego". Stąd też obowiązek wydania rozkazu do obrony terytorium Rzeczypospolitej przed wkraczającym agresorem sowieckim leżał bezwzględnie nie tylko w kompetencjach, ale przede wszystkim w obowiązkach Naczelnego Wodza. Jeżeli dyskusyjna pod względem moralnym pozostaj
  • mala200333 01.09.19, 16:50
    Dlaczego Edward Rydz uciekł z Polski w chwili jej najcięższej próby? Przecież czytając wspomnienia ludzi, którzy go znali, odnosi się wrażenie, że nie był to człowiek dbający o swoją prywatę. W świetle jego dorobku życiowego trudno też nazwać go tchórzem. A jednak nie pozostaje żadnej wątpliwości, że uczynił coś, co jest dla żołnierza i dowódcy najgorszą hańbą, za co zresztą później zapłacił straszną cenę.
    Oczywiście, należy podkreślić, że w świetle naszej obecnej wiedzy możemy przyjąć, że wojny obronnej w 1939 r. od chwili sowieckiej napaści nie można było już wygrać. I nawet największy geniusz wojskowości poniósłby zapewne klęskę. Niemniej decyzja „Śmigłego" o opuszczeniu kraju po wkroczeniu Sowietów może być traktowana formalnie jako dezercja.
    Obowiązująca obecnie ustawa z 6 czerwca 1997 r. definiuje dezercję jako „oddalenie się i opuszczenie swojej jednostki w celu trwałego uchylenia się od służby wojskowej w celu pozostania poza nim". Obecnie grozi za to nawet pięć lat więzienia. W czasie wojny obronnej dezercję karano śmiercią. Ucieczka Edwarda Rydza i członków jego sztabu do Rumunii jest zgodna z definicją dezercji.
    INCYDENT NA GRANICY
    Starosta kaliski Stefan Soboniewski, który w 1939 r. założył mundur pułkownika wojsk pancernych, tak opisał okoliczności wyjazdu Naczelnego Wodza z Polski: „Ludzie szli nieprzerwanym potokiem. Nikt nie wie ilu. Może 15 tysięcy, może 30 tysięcy, a może 50 tysięcy ludzi. Szli w całkowitym milczeniu zbitą masą, bez twarzy, bez żadnego gestu. Nawet dzieci nie płakały. Czasem ktoś podnosił głowę, by z trwogą spojrzeć w niebo, na którym nagle pojawić się mogły sowieckie samoloty. Dzień był pogodny, a noc zaczynała się jasna. Za nimi czarną plamą pozostawały zaciemnione Kuty i Polska. Przed nimi zdawała się jaśnieć tysiącami świateł rumuńska Wyżnica".
    W pewnym momencie, o godzinie 1.30, pilnujący granicznego mostu pułkownik Soboniewski ze zdumieniem odebrał meldunek jednego z policjantów, że do granicy zbliża się kolumna samochodów Naczelnego Wodza.
    „Czy pan oszalał – wykrzyczał do komisarza policji zszokowany Soboniewski. – Każę pana oddać pod sąd wojenny za sianie paniki. To się nie może zdarzyć. Hetman nigdy nie opuszcza swoich wojsk!". Pułkownik wybiegł na most i ku swemu przerażeniu ujrzał kolumnę samochodów wiozących członków sztabu wodza. W jednym z samochodów ujrzał Śmigłego.
    Według niesprawdzonej relacji Elżbiety Błockiej jej wuj, 47-letni pułkownik Ludwik Bociański – generalny kwatermistrz rządu RP, weteran wojny polsko-bolszewickiej, były wojewoda wileński, a później poznański – był tak oburzony ucieczką marszałka, że w rejtanowskim geście zatrzymał kolumnę samochodów na moście i zażądał od marszałka powrotu do Polski. Znali się z Rydzem dobrze jeszcze z czasów, kiedy Bociański był komendantem szkoły podchorążych w Komorowie.
    Podobno Naczelny Wódz wysiadł z samochodu i zapytał spokojnie, o co chodzi. „Chodzi o honor wojska!" – odkrzyknął zirytowany Bociański. Dalej panowie rozmawiali już ze sobą po cichu. Po chwili rozwścieczony Rydz odepchnął Bociańskiego i skierował się do samochodu. Pułkownik wyjął z kabury pistolet, coś krzyknął i strzelił sobie w pierś. Rozeźlony marszałek kazał wrzucić ciężko rannego Bociańskiego do samochodu i zabrał go ze sobą do Rumunii. Bociański przeżył, ponieważ kula przeszła szczęśliwie obok serca. Za swój czyn zapłacił długą i bolesną rehabilitacją w rumuńskich szpitalach. Historię tę potwierdził dowódca przygranicznego zwiadu konnego, podporucznik Józef Borkowski z Kłodawy. Powstaniec wielkopolski, pułkownik Ludwik Bociański, był ostatnim człowiekiem, który mógł uratować Edwarda Śmigłego-Rydza od hańby.
    ODPOCZYNEK PRZY SZTALUGACH
    Kolumna samochodów Naczelnego Wodza, składająca się z kilku limuzyn i dwóch ciężarówek, została zatrzymana na ok. kwadrans na granicy rumuńskiej. Marszałek został internowany w Craiovej, skąd po pewnym czasie został przewieziony do willi patriarchy Mirona w Dragoslavele. Chociaż uciekł z Polski 18 września 1939 r., prawdopodobnie z przyczyn finansowych z funkcji Naczelnego Wodza zrezygnował dopiero 27 października tego samego roku.
    Pięć dni po ucieczce Rydza i całego rządu z Polski zaczęła się udręka Warszawy. 22 i 23 września 1939 r. niemieccy lotnicy na obiekt bombardowania wybrali domy i synagogi dzielnicy żydowskiej, której mieszkańcy obchodzili wtedy święto Jom Kippur. Prawdziwe piekło rozpętało się jednak 25 września. Warszawiacy zapamiętali ten dzień jako „czarny" albo „lany" poniedziałek, stał się on zapowiedzią skrajnego barbarzyństwa tej wojny. Tego dnia zostały w sposób elementarny naruszone artykuły 25 i 27 konwencji haskiej IV z 1907 r. Perfidnym kłamstwem można nazwać przemówienie Hitlera z 8 listopada 1942 r., w którym cynicznie oświadczył, że bombardowania polskich miast, a szczególnie Warszawy, były przeprowadzone w sposób możliwie humanitarny, ponieważ on osobiście nakazał ocalić kobiety i dzieci.
    Niemieccy piloci z charakteryzującym ich bestialstwem wybierali na cele bombardowań szpitale oznakowane na dachach znakiem czerwonego krzyża, zrzucali bomby na cmentarze, aby sprofanować polskie groby, nurkowali nad ulicami i strzelali z karabinów maszynowych do uciekających przechodniów. Na Warszawę spadło prawie 630 ton bomb burzących i zapalających. W mieście wybuchło około 200 pożarów. Zginęło kilkanaście tysięcy mieszkańców, a 35 tysięcy zostało rannych. Kiedy tego strasznego dnia ponad 400 samolotów Luftwaffe przez 11 godzin zrzucało na Warszawę setki ton bomb, Edward Rydz zastanawiał się, jaki by tu namalować obraz. Trwał pierwszy w historii II wojny światowej nalot dywanowy na europejską metropolię, a on pisał w liście do pani prezydentowej Mościckiej: „(...) każdy z nas szuka jakiegoś zajęcia, kwitnie nauka języków obcych (...), ja kupiłem farby, płótna i wziąłem się do malowania. Maluję po sześć godzin dziennie (...). Niestety dni coraz krótsze". Jego adiutant, major Jerzy Raczkowski, potwierdził, że Rydz z „prawdziwą pasją zaczął malować szkice, akwarele i obrazy olejne". Zaczął też pisać wiersze i nic nie wskazuje, żeby tak bardzo cierpiał, jak to później starali się przedstawić jego zwolennicy.
    Czy był to odruch obronny człowieka przeżywającego wewnętrzną walkę z samym sobą? Czy może zwyczajnie ten człowiek nie nadawał się do zadania, jakie zostało mu powierzone z nadania politycznego?
    Tak to jest, kiedy pompuje się balon oczekiwań narodowych wypełniony jedynie zbożnymi życzeniami. Znaczną winę za wywindowanie malarza do rangi hetmana i męża opatrznościowego, który miał zbawić ojczyznę, mieli propagandyści sanacyjni. Dość wspomnieć grafomański panegiryk rymowany Adama Kowalskiego, który trudno nawet nazwać wierszem, a który może dziś budzić jedynie odrazę:

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 16:53

    „Naprzód, żołnierze stara wiara, młode zuchy.
    Za Śmigłym-Rydzem pomni jego w boju chwał,
    On nas wywiedzie cało z każdej zawieruchy,
    Sam Komendant, sam Komendant nam go dał,
    Sam Komendant, sam Komendant,
    Nam go na Wodza dał!
    Marszałek Śmigły-Rydz, nasz drogi, dzielny Wódz,
    Gdy każe, pójdziem z nim najeźdźców tłuc.
    Nikt nam nie ruszy nic, nikt nam nie zrobi nic,
    Bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz!
    W brzasku wolności w krwi i ogniu nam przewodził.
    Zwycięskim szlakiem do Kijowa wiódł nas bram.
    Jak szeregowiec z piechurami w piachu brodził,
    Dobry przykład, dobry przykład dawał nam,
    Dobry przykład, dobry przykład zawsze dawał nam".
    Niestety, wbrew słowom tego wiersza marszałek Edward Śmigły-Rydz dał żołnierzom polskim najgorszy przykład w historii naszej ojczyzny. Jego późniejsza ucieczka z Rumunii do okupowanej Polski niczego już nie zmieniła.
    © Licencja na publikację
    © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
    Źródło: Rzeczpospolita

    CZYTAJ TAKŻE

    Edward Śmigły-Rydz: Hetman, który porzucił swoje wojsko

    Naczelnik wjeżdża do Wilna


    Dlaczego premier Walery Sławek popełnił samobójstwo?

    Ostatni generał wojny obronnej 1939 roku



    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 17:09
    Przebieg wojny przewidział w dużej mierze Władysław Studnicki. "O ile dojdzie do skutku przymierze angielsko-polskie, Polska zostanie napadnięta przez Niemcy", a Anglia zapłaci Rosji polskimi ziemiami na wschodzie - pisał na długo przed 1 września

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 17:10
    Przebieg wojny przewidział w dużej mierze Władysław Studnicki. "O ile dojdzie do skutku przymierze angielsko-polskie, Polska zostanie napadnięta przez Niemcy", a Anglia zapłaci Rosji polskimi ziemiami na wschodzie - pisał na długo przed 1 września
    "Przekładałem każdemu, kto chciał mnie słuchać, że Stalin uderzy na nas z tyłu. Ale nasze społeczeństwo nie chciało sobie komplikować zagadnienia" - wspominał z kolei Stanisław Cat-Mackiewicz
    Dla Adolfa Bocheńskiego już w 1937 r. nie byłby zaskoczeniem pakt Ribbentrop-Mołotow. "Opierać się na nadziejach, że Rzesza będzie prowadzić politykę pochodzącą wyłącznie z niechęci do komunizmu, to znaczy chcieć kręcić bicze z piasku" - wyjaśniał

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 18:58
    Otóż literatura odnosząca się do Powstania Warszawskiego jest pełna dokumentów, informacji i relacji obciążających za tę zbrodnię także Ukraińców, walczących wtedy u boku Niemców. I to za wyjątkowo wyrafinowane barbarzyństwo i ludobójstwo. Dużo tych oskarżeń pod adresem Ukraińców jest w pracy prof. Zygmunta Wojciechowskiego „Zbrodnia niemiecka w Warszawie”, wydanej już w 1946 r., a więc kiedy jeszcze wszyscy wszystko dobrze pamiętali. Właściwie nie ma bodajże ani jednej publikacji o Powstaniu Warszawskim, w której nie ma mowy o barbarzyństwie ukraińskim podczas Powstania.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 19:07
    Ukraiński Legion Samoobrony (31 baon SD), faktycznie powstały na ziemi wołyńskiej. Z początku działali na Lubelszczyźnie, później w Kieleckiem i Krakowskiem, do Powstania zaś skierowano na przełomie sierpnia i września dwie kompanie liczące 219 ludzi. ULS brał udział w ataku na Powiśle, W dn. 4-13.09 stracili 10 zabitych i 34 rannych.
    O "wyczynach" żołnierzy innych narodowości niż niemiecka ( ukraińska) można przeczytać w raporcie ówczesnej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich pt. "Zbrodnie Niemieckie w czasie Powstania Warszawskiego". Jest to praca zbiorowa
    Wszak to ci sami Ukraińcy, nacjonaliści, mordercy, hajdamaki, piłami rżnęli, żywcem palili, pacyfikowali Powstanie itd.


    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 19:16

    - Gratuluję Polsce. To wspaniały kraj i naród. Mamy wielu Polaków w naszym kraju, może nawet 8 milionów. Kochamy naszych polskich przyjaciół. Będę w Polsce wkrótce - mówi prezydent USA 1 września w dniu rocznicy wybuchu II wojny światowej

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 19:24
    Legion Wołyński
    W działaniach przeciwko zgrupowaniu Armii Krajowej w Puszczy Kampinoskiej [operacja "Sternschnuppe"] w dniach 27-30.IX.1944 brał również udział 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD - wcześniej znany jako "Legion Wołyński" [ok. 400 Ukraińców]. Przedtem, w dniach 15-23.IX.1944, walczył on na Czerniakowie przeciwko zgrupowaniom ppłk "Radosława", kpt. "Kryski" i desantowanym jednostkom 1. Armii WP - I i III baonom z 9. pp 3. Dywizji Piechoty im R. Traugutta. Legionem dowodził płk Petro Diaczenko, przedwojenny oficer kontraktowy Wojska Polskiego.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 19:56
    https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/BK6k9kqTURBXy80ZmE0ZWM4OGY4OWE0N2IwOGMxZDhhNmFmMjIwNjY3ZC5qcGVnkZUCzQMUAMLDgaEwAQ


    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 01.09.19, 21:45
    rocznica wybuchu II WŚ. Amerykanie: to było druzgocące. Polacy zostali potraktowani strasznie
    Największe amerykańskie dzienniki - "The Washington Post" i "Chicago Tribune" - swoje niedzielne wydania poświęciły wydarzeniom sprzed 80 lat. W kolejną rocznicę wybuchu II wojny światowej w gazetach znajdują się artykuły autorstwa m.in. Mateusza Morawieckiego. Premier wspomina, że ówczesny prezydent USA - Franklin Roosevelt uległ Stalinowi, a Polska zapłaciła za to straszliwą cenę, dostając się pod sowiecką okupację. Dla Wirtualnej Polski reakcje Amerykanów na te publikacje sprawdziła reporterka Polsat News Magda Sakowska. "To było druzgocące. Myślę, ze Polacy zostali potraktowali strasznie" - mówili jej rozmówcy.

    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque
  • mala200333 02.09.19, 02:24
    https://scontent.fatl1-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/fr/cp0/e15/q65/69504804_1378290292309685_8883179810621227008_n.jpg?_nc_cat=101&efg=eyJpIjoibCJ9&_nc_oc=AQn5SLUPcuO1tTKJ3ZgrtRXAXIAGS1-cKs-9ffQwJq7PYdrs8AYWmZAUn_v2K-WtuyQy07oIylNEOn28M0u_9-D8&_nc_ht=scontent.fatl1-2.fna&oh=b14b655d89f458f03aa1ae74a606446d&oe=5E01BF4E


    --
    Moje forum: KSIAZKI,MUZYKA ..i Remarque
    Jeżeli nap­rawdę nic nie można po­radzić, po co dop­ro­wadzać się do obłędu? ... Remarque

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka