• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

braineater  napisał: 

> Gość portalu: Nu!  napisał(a): 
> 
> > Wiele napisano o tym, że czytanie to rodzaj
> > przyjęcia postawy biernej i otwartej na treści i "dzianie się" książki (t
> ekstu
> > literackiego).
> > 
> > Upraszczając, "czytanie" to rodzaj stuporu, medytacji, jogi.
> 
> fajna teoria ale chyba nie do końca prawdziwa. W medytacji przecież przede 
> wszystkim chodzi o wyciszenie, o wyhamowanie własnych myśli, o kontemplację 
> abstrakcyjnej pustki i próbę zobaczenia własnego odbicia w tejże. Natomiast 
> czytanie to nie jest cisza, tylko nader ozywiona dyskusja, bezustanne ścieranie
>  
> się odbiorcy z autorem, permanentny stan wyśrubowanych emocji od zachwytu do 
> wnerwienia. Czytanie nie zostawia miejsca na ciszę, to jest dyskusja nie 
> kontemplacja.
> > 
> > Istnieniu tego (dominującego) momentu biernej aktywności towarzyszy jedna
> k i,
> > konieczny przecież, moment aktywny  i reaktywny.
> > 
> > Lektura jest szczególnie interesująca i "pobudzająca", kiedy odbywa się n
> a
> > jakimś społeczym tle. Kiedy (przykład) stanowi przyczynek do dyskusji alb
> o z
> > niej wynika, kiedy towarzyszy rozmowom, kiedy zachodzi w jakimś, ważnym d
> la 
> nas
> > ,
> > społecznym kontekście. [ Dotyczy to oczywiscie nie tylko "czytania", ale 
> i
> > ogladania tv czy kina.]
> 
> Społeczna teoria odbioru, czyli wracamy do czytania "po coś", z jakimś 
> pragmatycznym założeniem? Czy możemy w takim razie przyjąc ryzykowną hipotezę, 
> że spora częśc uczestników tego forum lub też jakiegokolwiek forum publicznego 
> poświeconego literaturze, czyta, ogląda, słucha tylko po to by móc o tym 
> porozmawiać? Bo wydaje mi się, że raczej nie, albo inaczej, nie jest to 
> podejście aż tak powszechne. Częstsze chyba jest zainteresowanie sztuką 
> wypływające z pobudek czysto hedonistycznych, przyjemnościowych - robię to bo 
> lubię, bo mnie to interesuje, bo jest to dla mnie ciekawe (z naciskiem na 
> zaimki osobowe).
> 
> > Aby "czytanie" było czymś, co pobudza nas do życia (w sensie wzbudzania  
> emocji
> > ,
> > aktywowania) oraz napędza do dalszych lektur, konieczne jest istnienie ow
> ego
> > zewnetrznego czynnika ludzkiego. Jeżeli taka sytuacja zachodzi, nie widzę
> > niebezpieczeństwa wygaśnięcia zainteresowania "czytaniem".
> > 
> > W przeciwnym wypadku czytanie staje się czymś niezwykle prywatnym, osobis
> tym
> > i... dziwnym. Tak jak oglądanie TV w samotności czy chodzeniem do kin i 
> kawiarń
> > samemu.  
> 
> Zwierciadła, lustra, odbicia. Po prostu poszukiwanie potwierdzenia własnych 
> przeczuć, intuicji i przemyśleń wynikających z odbioru sztuki w Innych. Coś w 
> rodzaju zasady, że jeśli czegoś sobie nie zwerbalizuję, nie poddam procesom 
> racjonalizacji i nie upublicznię tego w jakimś zakresie, to nie mam pewności, 
> że naprawdę to wiem. Czytanie dla siebie samego nie jest aż tak niespotykane i 
> dziwne, jakby mogło się wydawać. Niektórzy ludzie nie czują potrzeby 
> potwierdzania się publicznie, po prostu czytają, zapamiętują, korzystają ze 
> swojej wiedzy, nie poddając jej metateoretycznemu oglądowi i refleksji. (co 
> bynajmniej nie oznacza, że się do nich zaliczam:)
> 
> > Dziwnym, w sensie, że dobór tekstów lekturowych traci związek z naszą syt
> uacją
> > zewnętrzną... jest dyktowany tajemnym impulsami płynacymi z naszego mózgu
> . Nie
> > ma w tym oczywiscie nic złego, ale ...
> > 
> > Dziwnym także i w tym sensie, że lektura "sobie a muzom" a lektura "pod j
> akimś
> > kątem", w "związku z czymś" bardzo się od siebie różni.
> > 
> > Na swoim przykładzie wiem, że jak czytam "dla siebie", czytam zupełnie 
> inaczej.
> > Na przykład nie staram się zapamiętać, co i gdzie czytałem, co się potem 
> mocno
> > odbija, gdy przychodzi do  jej (na przykład) referowania.
> 
> Od pamiętania szczegółów typu tytuły, autorzy, bohaterowie, mamy najlepszą 
> pamięc zastępczą świata, czyli internet. Dużo ważniejsze są chyba te ukryte 
> wnioski do jakich dochodzimy w trakcie lektury, zbudowane właśnie w oparciu o 
> prywatny i intymny dyskurs z autorem. Te wnioski, które są czysto subiektywne, 
> jednostkowe i nie poddające się żadnej empirycznej weryfikacji. Natomiast 
> lektura "po coś", dla mnie przynajmniej, jest zazwyczaj pańszczyzną na ugorze, 
> próba potwierdzenia prawd znanych i uznanych i w związku z tym całkowicie 
> obojętnych na to czy jakiś tam mały miś mojego pokroju zechce je sobie 
> potwierdzić. To właśnie pomaga przezwycięzyc metoda chaotycznego doboru, 
> programowego ignorowania recenzji i krytyki (co nie oznacza oczywiście nie 
> czytania tychże). Przynajmniej wtedy mam tą megalomańsko przyjemną swiadomośc, 
> że to co wiem o danej ksiązce filmie itp wynika ze mnie i tekstu a nie, jak 
> zazwyczaj z całej otoczki, tekstu i na końcu ze mnie.
> 
> Na razie tyle.
> Pozdrowienia:)
> > Nu!
> 
> 

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się