• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

Gość portalu: Julian  napisał(a): 

> Wielkie dzięki dla Redakcji za artykuł z 12.02.br.: „Beczała rzucił 
> MET na kolana” (na drugiej stronie!) i za wywiad p. Red. Z. Besary z 
> Artystą, opublikowany 26.02.br. Pogratulować należy także faktu 
> wybrania do serii arcydzieł operowych na dvd, jakie niezwykle 
> starannie (!) wydaje aktualnie Gazeta Wyborcza - właśnie nagrania P. 
> Beczały w partii Alfreda (i to spośród ponad 20 sfilmowanych 
> wersji „Traviaty”, jakie istnieją na rynku!).
> 
> Wywiad z p. P. Beczałą powinien stanowić materiał do przemyśleń dla 
> innych rodzimych śpiewaków i agentów, a przede wszystkim dla 
> wszechpotężnych - jak się wydaje - reżyserów. Co za skromność..., 
> jaka pokora wobec wielkiej sztuki, jaką jest opera..., jak wielki 
> szacunek dla dzieł kompozytorów... . Czyż można się dziwić temu, że 
> kolejne sceny walczą o występ P. Beczały, wnoszącego tyle emocji w 
> trakcie przedstawień „na żywo”. Wczytując się w głos krytyki, nawet
>  
> tej niemieckiej, która - być może - nie jest naszym artystom zbyt 
> przychylna..., nie sposób nie zauważyć hymnów pochwalnych na temat 
> P. Beczały, dla przykładu: ... „takich tenorów potrzebuje teatr 
> operowy”, „nie ma lepszego Werthera (Masseneta) od czasów A. Krausa
>  
> i lepszego  Fausta (Gounoda), zaś wszyscy tenorzy mający nawet 
> dzisiaj większą sławę powinni zdejmować czapki za jego księcia 
> Mantui („Rigoletto”), jego Rodolfa w „Cyganerii” i jego
>  Edgarda 
> w „Łucji”... .
> 
> Każdy wielki artysta ma, wiadomo, swoje „5 minut” prymatu na 
> scenach, co trwa z reguły nie dłużej niż 10-20 lat (wyjątek P. 
> Domingo...). Wypada życzyć p. P. Beczale żeby jego sława jako tenora 
> lirycznego trwała jak najdłużej, choć już zaczyna śpiewać partie 
> bardziej dramatyczne (jak np. Riccardo w „Balu Maskowym”). Nad 
> wszystkim czuwa jednak jego, miejmy nadzieję, mądry agent i żona; 
> trzeba jej dziękować za poświęcenie, godne podziwu... .
> 
> Warto natomiast skomentować, poruszony w wywiadzie problem 
> angażowania do oper za wygląd, a nie za walory głosowe. Należę do 
> tych, którzy wybierają walory głosowe, pamiętając o tym co się stało 
> z M. Callas, gdy się odchudziła. Oczywiście, M. Caballé nie mogłaby 
> wystąpić na scenie  jako Gilda, a Jean Eaglen, Sharon Sweet czy 
> Christine Brewer jako Violetta, ale w Wagnerze, R. Straussie czy 
> ciężkim Verdim nie mają one sobie równych. Przepiękna i obdarzona 
> pięknym głosem Anna Netrebko śpiewa „elektronicznie”, a opera musi 
> wszak wzruszać i poruszać... (...oczywiście nie przeczę, że z 
> przyjemnością ogląda się piękną Annę Netrebko, piękną Elinę Garančę, 
> piękną Renée Fleming, a kiedyś - jak jeszcze żył - przystojnego 
> Franco Corelli... - takie też są prawa sceny..., lecz dramat 
> muzyczny na scenie wymaga czegoś innego niż zwykły teatr...).
> 
> PS. Gość „STABRO” oburza się, że autor nie wspomina o naszych 
> śpiewakach w MET. Tak naprawdę - to dotyczy to głównie T. Żylis Gary 
> (16 sezonów MET, 18 partii) i T. Wojtaszek - Kubiak, a przed II. 
> wojną Jana Kiepury. Wielki W. Ochman występował  w repertuarze 
> słowiańskim, a Z. Donat chyba tylko  w „Królowej Nocy” (oczywiście 
> chapeau bas za tę rolę...!). Jakąż ciężką drogę miała natomiast Ewa 
> Podleś - ten unikalny głos w skali światowej...! Łatwiej chyba miał 
> sławny kontratenor Artur Stefanowicz, co zawdzięcza modzie światowej 
> na barok, czy Aleksandra Kurzak dzięki znakomitej koloraturze... . 
> Co chcę przez to powiedzieć? Jest nas za mało w świecie operowym, za 
> mało w stosunku do mniejszych narodów, jak chociażby Węgrów, 
> Słowaków, Serbów czy Rumunów.  Dlaczego więc nie pomaga się młodym 
> talentom? Pan P. Beczała zawdzięcza swoją pozycję tylko sobie! 
> (...podobnie jak A. Małysz czy R. Kubica w sporcie!). Do - coraz 
> rzadszych - przedstawień operowych w Operze Narodowej angażuje się 
> przecież cudzoziemców... . Chwała poprzednim dyrekcjom TW ON, że 
> mogliśmy usłyszeć p. P. Beczałę choć w dwóch partiach (Książe Mantui 
> i Edgardo), a kiedyś dawniej -obecnie coraz sławniejszego - Mariusza 
> Kwietnia (Don Giovanni i Oniegin). Gdy nasze opery będą miały 
> wreszcie repertuar na parę lat do przodu (... jak to było za czasów 
> Satanowskiego, Cegiełły, Górzyńskiego czy Śliwińskiego...), to i 
> talentów zauważymy więcej, a nasze gwiazdy będą miały ochotę 
> przyjeżdżać i śpiewać w kraju. Obecna sytuacja musi napawać 
> smutkiem... . Iluż to wspaniałych, wykształconych w PL śpiewaków 
> zmuszonych jest do występowania w „anonimowych” chórach..., a 
> dotyczy to też i instrumentalistów!!! Zaś polscy popularyzatorzy 
> opery muszą (?) od lat prezentować jako primadonnę - nieznaną w 
> świecie - choć bardzo sympatyczną i popularną w Polsce Grażynę 
> Brodzińską. Aż się prosi większa rola ministerstwa kultury i większa 
> rola sejmowej komisji, też do spraw kultury... . Zamiast stałej 
> kłótni o media... .  
> 

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się