• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

Gość portalu: Ula  napisał(a): 

> A mnie się Richelieu Twoje podejście nie podoba.
> 
> Moim zdaniem: albo piszmy prawdę, albo nie piszmy wcale. 
> 
> Nie ma sensu naciągać ludzi na to, że za 100 zł miesięcznie je się jak królowa.
>  
> Kto tak pisze, ten albo jest wyjątkowo nietypowy (zdarzają się tacy, był np. 
> jeden co wlazł na słup i jadał tylko po dwa listki sałaty dziennie, bo trzy 
> uważał już za rozpustę, Szymon Słupnik się nazywał), albo też po prostu naciąga
>  
> rzeczywistość do swoich wyobrażeń o tym, jak powinna ona wyglądać - i to jest w
>  
> sumie Twój przypadek.
> 
> A ja zupełnie nie rozumiem, w jakim celu z nadmiernej ascezy robisz cnotę?
> 
> Abstrahując od konkretnego przypadku pytającej założycielki wątku, która 
> dowiaduje się że za 3,33 zł dziennie można żyć jak królowa (co prawda co dwa 
> miesiące, 31, będzie miała głodówkę oczyszczającą, ale za to w lutym poczuje 
> się już nie jak królowa, a jak Caryca - bo będzie miała ekstra 6,66 do 
> dyspozycji!)- i może nieopatrznie w to uwierzyć; widzę w takiej postawie jak 
> Twoja szerszy problem.
> 
> Może odpowiedzmy sobie więc na pytanie: w jakim celu idzie się na studia? 
> 
> Czy chodzi o survival, grę pod tytułem: jak przeżyć za jak najmniejszą ilość 
> pieniędzy jak największą ilość dni? Jeśli tak, to nie ma sprawy, możemy się 
> ścigać, jestem w tym dobra - zaliczyłam schyłek PRL, wiem jak się "zdobywa" 
> kawałek żółtego sera po pięciu godzinach stania w kolejce; a jeśli wolisz 
> bardziej ekologicznie, to byłam wiele lat w harcerstwie i mogę przeżyć miesiąć 
> w lesie na grzybach, jagodach i dzikich jabłkach i jeszcze zdobyć nagrodę za 
> najpiękniejszy szałas, jeśli romantycznie - to przejechałam autostopem całą 
> Europę i wiem jak smakują winogrona podarowane przez wesołych chłopaków z 
> jakiejś włoskiej cooperativy gdy się cały dzień nic nie jadło, a jeśli swojsko,
>  
> miejsko - to znam ceny makulatury w skupie, zarówno gazetowej jak i tekturowej.
> 
> Ale chyba nie chodzi o to?
> 
> Skoro się już ktoś wybiera na studia, to chyba jego głównym celem NIE jest 
> PRZEŻYĆ, tylko: 
> 1. uczyć się, i to jak najlepiej 
> 2. chodzić do kin teatrów itp. ogólnie korzystać z "przybytków kultury i 
> sztuki" 
> 3. socjalizować się 
> 4. jak studia nie są trudne, to warto by było wziąć drugi kierunek 
> 5. siedzieć w bibliotece i czytać wszystko co wpadnie w ręce, napisać coś o tym
>  
> krytycznie 
> 7. dyskutować z kolegami i wykładowcami, polemizować, spierać się, nie móc 
> usiedzieć spokojnie bez zadania trudnego pytania 
> 8. myśleć, kombinować i ogólnie knuć jak by tu zmienić świat na lepsze 
> (zwłaszcza jeśli chodzi o kierunki humanistyczne, ale nie tylko) - warto by w 
> tym celu w jakiejś organizacji podziałać, podemonstrować może trochę, powalczyć
>  
> o prawa kobiet, mężczyzn, gejów - co tam kto chce
> 9. warto by też się choć z kilka razy zakochać, może być i z wzajemnością
> 
> Jeśli podejdziemy do tych studenckich zadań poważnie, to po prostu logicznie 
> bez sensu jest marnowanie czasu na takie gospodarowanie pieniędzmi, żeby wyżyć 
> za 3,33 dziennie. 
> 
> Dużo bardziej ekonomicznym - pod każdym względem - rozwiązaniem jest w takiej 
> sytuacji studencka stołówka, w której zawsze jest ciepły obiad, zjadamy go w 
> pół godziny i już. 
> 
> I tu dochodzimy do sedna sprawy, mianowicie zamiast prześcigać się w 
> osiągnięciach i kto da więcej - mamy już 100 zł, zaraz odezwie się jakiś 
> stachanowiec że on się wyrabia nawet w 90 zł miesięcznie i że jak się pojedzie 
> o 4 rano na giełdę to można tanio dostać lekko tylko nadpsute warzywa więc dla 
> chcącego nic trudnego; należy się raczej skoncentrować na wspólnej walce o 
> dobrą, tanią i dużą stołówkę studencką! 
> 
> Ludzie, jesteśmy w Europie! W Berlinie, a Amsterdamie, w Brukseli, gdzie się 
> nie ruszyć w ośrodkach akademickich najważniejszym punktem kampusu jest otwarta
>  
> od rana do wieczora wielka gigantyczna stołówka, a w niej obiady, śniadania i 
> kolacje, mięsne, wegetariańskie i wegańskie do wyboru. Student nie po to jest 
> studentem, żeby się zajmował gotowaniem, tylko nauką! W tych stołówkach 
> jedzenie jest zawsze dobre i świeże, choć oczywiście nie jakieś luksusy, raczej
>  
> podstawowe, proste potrawy. Do stołówki przychodzą doktoranci, profesorowie - 
> wszyscy! Jest tam czysto, ładnie i przyjemnie. To jest jednocześnie centrum 
> życia towarzyskiego. Tam wiszą ogłoszenia, plakaty. Tam czuje się puls 
> uniwersytetu. A każdy ma abonament na posiłki i można się starać o 
> dofinansowanie.
> 
> Owszem, na UW jest stołówka, choć nie ma wiele wspólnego ze stołówkami o 
> których ja mówię, bo po prostu jedzie w niej starą szmatą, jest duszno i jest 
> bardzo krótko otwarta, to jednak póki co można z niej korzystać. Alternatywę 
> stanowią bary mleczne.    
> 
> I żeby nie było wątpliwości - nie krytykuję tu nikogo za to, że nie starcza mu 
> pieniędzy (choć jak się okazuje, to 100 zł to była jednak przesada, bo dochodzi
>  
> jedzenie z domu). Krytykuję mentalność, zgodnie z którą im biedniej, tym 
> lepiej, "bo to, panie dziejku ja makaron z sosem jadłam, ojciec jedli, a młodym
>  
> się w głowach poprzewracało i tak nie może być, bo to jak świat światem panie 
> dzieju żaki biedowały i mają biedować i amen!"

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się