• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

marianeq  napisał: 

> Na stronie Polityki cały tekst (prawdopodobnie z fotkami) będzie pewnie w 
> okolicach poniedziałku - może trochę wcześniej.
> 
> 
> Usta w rozdziawie, megadługi czas reakcji na bodźce, zero płynności ruchów: 
> większość narodu nie odrywa się od ziemi, a w breaku to konieczność. Mając zaś 
> życiową zajawkę, zostajesz b-boyem. Walczysz w Bitwie o Konin albo zajmujesz 
> trzecie miejsce na majowych zawodach Warsaw Challenge, jak b-boye z Siedlec. 
> Nie mając zajawki, siedzisz w biurze i boisz się obniżek wynagrodzenia.
> 
> Był kolega o ksywie Lego, a także paru jego najbliższych ziomków z miasta 
> Siedlce. Przyswajali wiedzę z zakresu szkoły, a po zachodzie resetowali umysły 
> w cafe Sata. Mieli silną zajawkę na walkę z nudą, z tym że nuda zwyciężała. 
> 
> Cafe Sata była mniej więcej kultowa. Pierwsza miała telewizor podłączony do 
> anteny satelitarnej i oferowała MTV. Kto wchodził z dworu, mówił aloha, 
> zamawiał napój i odczuwał luz. Czarni bracia z Ameryki nadsyłali satelitą 
> zdobycze zmasowanej rozrywki. Message był prosty: rapuj, tańcz, maluj mury. 
> Albo umyj oczy mydłem i giń. 
> 
> Breakdance czekał w Siedlcach na odkrycie. W 1999 r. Lego został b-boyem. 
> 
> U źródeł siedlecki b-boying był kawałkiem dykty rzuconej na chodnik. Na dykcie 
> kręcił się Lego w czerwonym dresie i kuzyn z podstawówki Antek. Przechodnie 
> poznawali dzięki nim inne kultury. Lego, ziomka o figurze szczypiorku, 
> kojarzono dotychczas z sekcją tańca towarzyskiego MDK. Tymczasem katował z 
> Antkiem dyktę na rogu ulicy jak Afroamerykanin. Miał w sobie prawdę o 
> człowieku, który uwierzył w breakdance. Lego i Antek nazwali się Crazy Guys. 
> 
> Wkrótce dykty dymiły na innych ulicach downtown Siedlce. B-boye z Twisting 
> Squad i Atomic Team też byli podłączeni do MTV i instruktażowych filmików z 
> netu. Tańczył Bercik, rolkarz-akrobata. Saper, grafficiarz. Molo z fryzurą 
> afro. Większość zbliżała się do dwudziestki. Tylko Iraz, urzędnik ochrony 
> środowiska w Mińsku Mazowieckim, pokochał break tuż przed trzydziestką. Mieli 
> szczerą zajawkę na amerykańskie kino o b-boyach z lat 80. Pod kątem fabuły było
>  
> to kino dla ćwoków. Jednak message pozawerbalny niosło mniej więcej kultowy. 
> Czarni i smagli koledzy znad rzeki Hudson, w tamtejszych Siedlcach, zamiast 
> oldskulowo podrzynać sobie aorty zbitą butelką, walczyli na breakowe figury. Tę
>  
> tradycję zwano bitwą, czyli battle, czyli batelką. 
> 
> Lego i koleżeństwo zaszczepili ten klasyk u siebie. Wyniknął z tego wielki 
> respekt dla konkurencji. Po batelkach b-boye resetowali się w cafe Sata. 
> Obowiązywał spontan. Z biegiem wieczoru ćwiczyli tricki między stołami. 
> Zbratani na maksa stworzyli wspólną grupę Street Kids Crew. Gdy zajawka opadła,
>  
> dziwili się, jak można wymyślić równie badziewiastą nazwę. 
> 
> Od 2002 r. w Siedlcach rządzi skład Spasiba Breakers. We wschodniej Europie są 
> czwarci. Nie mają trenerów, ćwiczą w swojej dawnej podstawówce. Pomagają sobie 
> w kłopotach. Spasiba Family obejmuje najbliższych, dziewczyny i 
> najwierniejszych fanów. Oprócz wspomnień imprezowych archiwum rodzinne notuje 
> chwilowe upadki. Dwa wypadnięte dyski. Rodzice z zawsze gotowym do użycia 
> widmem wózka na kółkach, jeśli się ten break nie skończy. Saper w piżamie 
> ćwiczący z ziomkami figury na szpitalnym korytarzu tuż po tygodniowym bezruchu 
> na ortopedii. 
> 
> 
> Nie będąc b-boyem oszczędzam kasę na ochraniaczach na łokcie i kolana. Częściej
>  
> oglądam telewizję, bo nie muszę trenować. Zostawiam światło w biurze, aby 
> wywołać złudzenie, że praca mnie pochłania. W wolne dni wstaję wieczorem i jem 
> śniadanie. Słucham Jamesa Browna, ojca breakdance, ale nie tańczę do jego muzy.
>  
> Pierwszy raz zobaczyłem polskiego b-boya w telewizji w połowie lat 80. Tańczył 
> jak robot, w dresie z tafty. Wywalał się i wstawał. Wydawało się, że ma 
> problem. Jednak był niesiony pozytywną zajawką, jak b-boye, których oglądam na 
> batelkach. Ja cierpię na jej brak. 
> 
> 
> Spasiba Yo! – z respektem odzywa się ludność, gdy się idzie chodnikami Si
> edlec. 
> To miłe, a miłą ludność wynagradza się uśmiechem. Lata płyną, Molo dostał 
> robotę przy produkcji koszulek z nadrukami, ma córeczkę, stracił afro. Antek 
> stracił zajawkę i został hiphopowcem. Lego stracił szczupłość szczypiorku, 
> przemówiły rodowe geny. Na forach w necie środowisko mówi o nim „cetnar ż
> ywego 
> breaka”. Jednak uśmiech zamiera, gdy się widzi, jak cetnar rwie parkiet n
> a 
> treningach. Break wciąż w nim płonie. Lego wyszukuje muzykę do tańca. Są 
> kuzyni, którzy ściągają z netu byle jaką muzykę. Inni przekopują sklepy z 
> płytami analogowymi, szukając tej mniej więcej kultowej. Musi być motorycznie i
>  
> rytmicznie. 
> 
> Gdy spojrzeć refleksyjnie, to megawiele rzeczy się pozmieniało. Na studia do 
> uptown Siedlce przyjechało paru zdolnych b-boyów ze wschodniej Polski i 
> dołączyło do Spasiba Breakers. Dorastają nowi. Młody, brat Sapera, robi freeza,
>  
> czyli zastyga w pozie tak wyszukanej, że niekumaci podchodzą zobaczyć, w którą 
> stronę ma zwróconą dupę. Żaku, emigrant z Radomska, robi headspina, czyli 
> bańkę, czyli kręci się na głowie. Naraża się na chorobę b-boyów robiących 
> headspina – łysienie. Saper robi salta w wybranym kierunku. W breaku nie 
> wystarczy już elegancko giąć się w oldskulowym stylu Jamesa Browna. Jest 
> ciśnienie na figury akrobatyczne, zwane powerami. W polskim b-boyingu styl 
> ściera się z powerem. Ideałem jest b-boy wszechstronny, łączący tradycję z 
> nowoczesnością, jak niegdyś Cepelia. 
> 
> Tak w Spasiba Breakers objawił się Simon. Otóż stała kolejka chętnych na studia
>  
> o nazwie zootechnika w Siedlcach. Kilku kuzynów się w kolejce dziwnie gięło, 
> jakby cierpieli na ADHD. Umawiali się, że wtańczą do sekretariatu legendarnym 
> krokiem uprock z lat 60. To był punkt zwrotny, w którym większość przyszłych 
> zootechników zdecydowała, że są to koledzy niepoważni. A także zakodowany 
> przekaz dla Marty, która przyjechała z Chełma na studia ze swoim b-boyem. Marta
>  
> spytała, czy Siedlce potrzebują ziomala biegłego w breaku. Potrzebowały. 
> 
> A teraz wyobraźcie sobie b-boyów po zootechnice racjonalnie hodujących 
> zwierzynę domową. Wszystko by zdechło. Spasiba Breakers studiują psychologię. 
> Saper jako grafficiarz – psychologię z plastyką. Żako anglistykę. 
> 
> 
> Konin. Horse City. Battle of the Year North-East Europe 2005. Impreza kozacka i
>  
> mniej więcej kultowa. Sami b-boye z zajawką plus prawie kompletnie pozbawiona 
> zajawki publika. Nie chodzi o dziewczyny, one z natury wolą mniej nerwowy 
> taniec, bo lubią płynnie poruszać biodrami. Chodzi o chłopaków przebranych za 
> Murzynów, którzy przy marihuance załatwiają w ubikacji swoje sprawy z gett 
> Horse City. Na przykład chcą wiedzieć, czy w istocie ich kuzyn zapodał dupy na 
> psach, czyli doniósł policji. Jest to pytanie pozaartystyczne, z innego 
> amerykańskiego filmu. 
> 
> Kozacy polskiego breaka łażą po głównej sali, uśmiechają się i podają sobie 
> ręce. Są tu najlepsze składy, takie jak Azizi, Nontoper Mielonka, Ready to 
> Battle, Crazy Squad, Spasiba czy White Hillside Breakers z Białegostoku. 
> Niektórzy lansują się na dobrych kumpli, bo batelka to teatr pełen wyszukanych 
> póz, jak oldskulowy musical West Side Story. A na forach internetowych rzucają 
> mięsem. Środowisko pełne jest niedomówień, niechęci, dąsów, b-boyów 
> pokazujących sędziom gołe dupy i fuck you. Aśka, organizatorka, na początku lat
>  
> 90. raperka, teraz już 

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się