• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

Gość portalu: Janek  napisał: 

> Ulicę rozświetlały błyski policyjnych kogutów. Ciało Grabowskiego przykryte 
> było czarną folią. Wokół zdążył ustawić się tłum gapiów. Janek patrzył na nich 
> z obrzydzeniem.
> Kilku policyjnych techników udało się natychmiast do gabinetu Grabowskiego w 
> poszukiwaniu czegoś, co by pomogło wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Porucznik 
> Cieszkowski rozmawiał kolejno ze wszystkimi, którzy mieli w tej sprawie coś do 
> powiedzenia. A więc rozmawiał z facetem, który przechadzał się nieopodal z 
> psem, jakimś taksówkarzem, który czekał niedaleko na kurs i oczywiście 
> pracownikami firmy, którzy opuszczali właśnie biuro lub zamierzali to uczynić. 
> On sam odpowiedział na kilkanaście pytań i pozwolono mu wrócić do domu. 
> Agnieszkę jeszcze przesłuchiwano, w końcu była na piętrze, kiedy to się stało. 
> Był wstrząśnięty, postanowił wrócić do domu, żeby sobie wszystko poukładać.
> Udał się do garaży w podziemiach biurowca. Otworzył z pilota swoją czarną, 
> służbową Borę. Wsiadł i ukrył twarz w dłoniach. 
> Grabowski próbował popełnić samobójstwo... Ale po co, gdyby wyczuł co się 
> święci, to przecież mógłby po prostu wyjechać z pieniędzmi, które wyprowadził z
>  
> firmy...... 
> Może kogoś się wystraszył i popełnił samobójstwo? A może to nie było 
> samobójstwo? A jeśli tak, to kto to robi i kto będzie następny? Myśli 
> przebiegały mu przez głowę z szybkością błyskawicy. Czuł niemal fizyczny ból od
>  
> kłębiących się pytań, na które nie znał odpowiedzi. Po chwili uspokoił się. 
> Pozbierał fakty. Zginął człowiek z frakcji zwalczającej Lorentzów, jeden z 
> Lorentzów był na skraju śmierci. To było bez sensu. 
> Ktoś musiał działać na zlecenie, mógł to być ktoś z zewnątrz, ktoś kto 
> korzystał na operacjach Grabowskiego.
> Jeszcze jedno nie dawało mu spokoju. Agnieszka była tam, kiedy to się stało. 
> Czy to ona mogła być zabójcą? 
> „Niemożliwe” – powiedział sam do siebie. Gdyby chciała zabić 
> Lorentza, a on by 
> przeżył, to by przecież dokończyła sprawę, żeby nie być rozpoznana. Stary 
> Lorentz ją dobrze znał. Nie, to niemożliwe. Grabowski był wysportowany i aby 
> wyrzucić go przez okno potrzeba było dużo siły.... Nie podejrzewał o to 
> Agnieszki.
> 
> Kiedy tak myślał, nagle drzwi windy uchyliły się i wyszła Agnieszka. Wydawało 
> mu się, że na Jej twarzy nie było oznak smutku czy uczuć, ale było przecież 
> ciemno. Podeszła do zaparkowanego Alfa Romeo 156. Nagle pochyliła się. Po 
> chwili wyprostowała się i kopnęła w koło ze złości.
> Janek zapalił silnik i podjechał do Niej. 
> - Co się stało – zapytał
> - Sam popatrz, oponę diabli wzięli. Popatrz jaki flak
> - Podrzucę Cię do domu
> - OK., tylko wezwę pomoc to wymienią koło. Do tego czasu zostawię klucze od 
> wozu u portiera. Zostawię tu auto i zajmą się nim -.
> Trwało kilka minut zanim wszystko załatwiła. 
> Wsiadła do volkswagena i auto z piskiem opon pomknęło ku wylotowi z garaży. W 
> bladym świetle widział zmęczenie i zniechęcenie rysujące się na Jej twarzy. 
> Wyjechali na ulicę. Tłum gapiów już się rozszedł. Przy wejściu głównym do 
> biurowca stał już tylko służbowy polonez policyjny. Porucznik Cieszkowski 
> rozmawiał jeszcze z szefem ochrony biurowca.
> - Myślisz, że to samobójstwo? - zapytał
> - Facet taki jak Grabowski nie popełnia tak po prostu samobójstwa. Zawsze był 
> pewny siebie, arogancki i zarozumiały. Tak nie wygląda człowiek, który chce się
>  
> zabić. Nigdy nie widziałam go zdenerwowanego, aby stracił panowanie nad sobą.
> - Jeśli ktoś mu pomógł opuścić ten świat, to na pewno policja sprawdzi 
> wszystkie kasety z zapisem video z kamer. Może to coś da – odparł.
> -Oby – odparła cicho.
> Bora zjechała Spacerową w dół, w kierunku ambasad. Jadąc na ich tyłach 
> dostrzegli zarysy patrolujących okolicę żołnierzy w czerwonych beretach z 
> kałasznikowami na ramieniu. Skręcili w prawo i pomknęli w kierunku Wilanowa. 
> Kiedy wyjeżdżali za granice miasta wskazówka prędkościomierza przekroczyła 150 
> km/h. Zbliżali się do Konstancina.
> Tam w jednej z piętrowych willi mieścił się dom Agnieszki. 
> Weszli do środka. Zrzuciła z siebie płaszcz i opadła ciężko na kanapę.
> - Wszystko w porządku? – zapytał
> - Nic nie jest do cholery w porządku! Nie rozumiesz? Gdybyśmy znaleźli się tam 
> trochę wcześniej zabójca zabiłby także mnie albo Ciebie. Dlatego nic nie jest w
>  
> porządku!
> - Jeśli to było morderstwo.
> - Masz wątpliwości? W kontekście tego co znaleźliśmy?
> - Myślisz, że jak na mnie nawrzeszczysz, to wszystko się wyjaśni?
> -Wiem, że nie, ale czuję się bezsilna. Jestem dobra w bilansach, audycie i tym 
> podobnych, ale jestem bezsilna wobec czegoś takiego. Teraz nikt nie może być 
> bezpieczny.
> Tu Jej głos się załamał. Zaczęła płakać.
> Objął Ją ramieniem. Jeśli kiedykolwiek zastanawiał się, czy Ona ma z tym coś 
> wspólnego, teraz już tych wątpliwości nie miał. Gdyby miała coś wspólnego z 
> ostatnimi wydarzeniami to by twierdziła, że to samobójstwo. 
> Przytulił Ją do siebie i siedzieli tak przez dłuższą chwilę, aż Jej szloch nie 
> wygasł.
> Na chwilę oderwała się od niego. Szepnęła tylko:
> - Zostań ze mną tej nocy
> Pocałował Ją i pociągnął ku sobie. Sięgnął do guzików Jej bluzki.
> - Zaczekaj Janku. Nie dziś. Po prostu bądź przy mnie tej nocy. Boję się.....
> Otarł Jej łzy i uśmiechnął się. 
> - Oczywiście. – a po chwili dodał w myślach do siebie „Jesteś idiot
> ą Janek, a 
> ponoć masz wysokie IQ.”
> 
> Poszła pod prysznic. Po kilkunastu minutach wróciła skąpo ubrana. Nie mógł nie 
> zauważyć jak była piękna mimo przejść całego dnia. I poczuł jak bardzo chciałby
>  
> bywać z Nią częściej. Chciał Ją ochronić przed nieznanym zabójcą i wiedział, 
> jak trudna będzie to rozgrywka.
> Rozmawiali jeszcze cicho przez kilkanaście minut. Siedział obok łóżka na 
> podłodze, trzymał Jej rękę dopóki nie zasnęła. Kiedy się upewnił że śpi, 
> poszedł wziąć prysznic. 
> Kiedy wrócił zastał kołdrę zsuniętą na bok. Skąpe odzienie nie było w stanie 
> zakryć wszystkich Jej wdzięków. Podszedł do łóżka i przykrył Ją szczelnie. 
> Przez chwilę wpatrywał się w Nią. Była oszałamiająca..... Westchnął cicho i 
> usiadł na fotelu. Pogrążył się w niewesołych rozmyślaniach. Wiedział, że musi 
> rozpracować Art Foundation. Ktoś z kierownictwa tej firmy oraz sam Grabowski 
> musiał się wzbogacić na niejasnych transakcjach fundacji. Co więcej fundacja 
> mogła być tu zaledwie przykrywką. Nie ulegało wątpliwości, że ktoś chciał się 
> pozbyć niewygodnego świadka jakim był Grabowski. Ale dlaczego próbowano zabić 
> Lorentza?
> Nic się nie kleiło, chyba, że Lorentz zaczął czegoś się domyślać.
> Kwoty jakie przelewano z rachunku firmy były znaczące, na tyle poważne, że 
> komuś zależało by sprawę zatuszować. Jeśli tak, to następnym celem mogli być 
> drugi Lorentzów i ........
> Kiedy tylko zdał sobie sprawę z wniosku jaki wysnuł, zerwał się na równe nogi i
>  
> chciał biec do łóżka Agnieszki. W ułamek sekundy później szyby rozprysły się i 
> miejsce gdzie przed chwilą siedział zostało podziurawione kulami. 
> Rzucił się na łóżko. Przywarł do Agniechy i poczuł nagle ostry ból w prawym 
> przedramieniu. Nie zważając na to zwinnym szybkim ruchem pociągnął Ją ze sobą 
> na podłogę za łóżko. Kule jeszcze przez chwilę wbijały się w ściany, po czym 
> wszystko umilkło równie nagle jak się rozpoczęło.
> - Komórka gdzie masz komórkę – syknął nasłuchując. 
> - Powinna być na szafce nocnej. - wyciągnęła rękę i po chwili srebrna Nokia 
> znalazła się w Jej ręku. Wybiła trzycyfrowy numer.
> - Hallo? – zapytała drżącym g

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się