• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

Gość portalu: Janek  napisał: 

> Wrócił do domu. Wziął szybko prysznic. Przebrał się w czarny garnitur i wziął 
> małą latarkę. Msza za duszę zmarłego trwała 45 minut. Ceremonia pogrzebowa na 
> cmentarzu uległa skróceniu, bo zaczął padać zimny jesienny deszcz. Zerwał się 
> wiatr i wszyscy stali skuleni czekając aż ksiądz, a później Piotr Lorentz 
> pożegnają zmarłego. W pewnej chwili poczuł, jak ktoś wkłada mu coś do kieszeni.
>  
> Odwrócił wzrok. Tuż za nim stał Gintrowicz i lekko skinął głową.
> Po zakończeniu Piotr zaprosił wszystkich na stypę. Janek wymówił się infekcją, 
> którą wytłumaczył swoje poranne rozkojarzenie, pożegnał się i poszedł do 
> samochodu. 
> Zapalił światło i sięgnął do kieszeni. 
> Rozwinął kartkę i zobaczył dwa słowa: 
> „Mam coś”.
> Zawahał się. Iść na stypę czy jechać do biura? Zdecydował się jechać do biura. 
> Przecież porozmawiać z Gintrowiczem mógł jutro. Zbadać ich komputery mógł 
> jedynie dziś. Kiedy odjeżdżał, zauważył znów tego samego poloneza i nagle 
> otwieraną gazetę.
> „Amatorzy” - pomyślał
> Rozpadało się na dobre. Był podenerwowany i kilkukrotnie niemal najechał na 
> poruszające się przed nim pojazdy. Serce biło mu w piersiach jak oszalałe, a w 
> wyobraźni widział już jak szperając w komputerze Gintrowicza zostaje nakryty 
> przez ochronę biurowca, a następnego dnia zwolniony dyscyplinarnie z pracy. Po 
> co on się zgodził na to wszystko.
> - Bo myślisz nie tym co trzeba – mruknął do siebie. Do myślenia używa się
>  głowy.
> Ale nie mógł zapomnieć wyrazu Jej oczu, kiedy prosiła, nie mógł zapomnieć 
> tamtej nocy, Jej dłoni i ust na swym członku, kołysania Jej bioder czym 
> doprowadzała go do szaleństwa. Nawet teraz na wspomnienie tamtej nocy, poczuł 
> erekcję. Na kolejnych światłach wyjął panel radia. Włączył je. Właśnie leciał 
> stary kawałek Pet Shop Boys „You Are Always On My Mind”.
> 
> Wjechał do podziemnego garażu i zaparkował. Wjechał windą na parter, skinął 
> portierowi na parterze, po czym wsiadł do kolejnej windy, która zawiozła go na 
> górę.
> Udał się najpierw do swego pokoju. Zostawił płaszcz. Wziął dla zmylenia 
> potencjalnych obserwatorów teczkę z papierami, które zwykle zanosił 
> kierownictwu oraz czystą dyskietkę i udał się piętro wyżej
> Kiedy drzwi otworzyły się, rozejrzał się po korytarzu. Zatrzymał się przed 
> szklanymi drzwiami. Wczytał swoją kartę magnetyczną i wstukał kod dostępu, 
> który umożliwiał wstęp na to piętro. Wszędzie było ciemno, ani żywej duszy. 
> Wszedł do gabinetu Gintrowicza. Nie zapalał światła. Usiadł na jego wysokim, 
> skórzanym, obrotowym fotelu. Dokładnie przyjrzał się papierom na stole, aby nie
>  
> zmienić porządku jaki zastał. Wyjął latarkę i przejrzał je pobieżnie. 
> Gintrowicz kierował operacjami walutowymi, a więc na jego biurku leżały dane o 
> stawkach depozytów i kredytów na międzybankowym rynku w Londynie i Frankfurcie,
>  
> ostatnie stawki ovenight i T\N, raporty, wydruki danych makroekonomicznych 
> państw strefy euro, wykresy relacji dolara do jena, euro do dolara itd. Nic 
> konkretnego. Ostrożne przetrząśnięcie szuflad też nic nie dało.
> Stuknął w klawiaturę. Wygaszacz ekranu znikł i pojawiła się tapeta – 
> zeskanowane zdjęcie uśmiechniętej rodziny Gintrowicza.
> „Zaraz zobaczymy czy jesteś taki święty” - pomyślał
> Zaczął metodycznie przeglądać zawartość folderów. 
> Minęło 5, potem 10, 15 minut, a on nic nie znajdował. Same pliki pomocnicze do 
> programów ilustrujących zachowania rynków walutowych. On miał podobny program, 
> ale konwertował tam dane dotyczące akcji.
> Nagle - jakby z nastawionych na maksymalną moc głośników - usłyszał sygnał SMS 
> z jego własnego telefonu komórkowego. O mało nie dostał zawału serca. Rozejrzał
>  
> się gorączkowo, wokół panowała cisza, tylko rozjaśniona tarcza jego komórki 
> informowała o nowej wiadomości. Otarł zimny pot z czoła i szepnął do siebieR
> 21;
> „K......., jak tak dalej pójdzie, to skończę jako najmłodszy zawałowiec g
> dzieś 
> na OIOM-ie”
> Odczytał wiadomość.
> „Synku, w niedzielę zaprosiłam panią Jadzię z córką. Mówiłam Ci o niej. 
> Powinieneś poznać tę dziewczynę. Jest mądra, dobra, ma trzy fakultety. A ty 
> powinieneś się ustatkować. Przyjdź na obiad. Całuję. Mama”
> - Dzięki mamo, ale nie skorzystam – odparł w myślach.
> Zastanowiło go przez chwilę dlaczego matki nigdy nic nie mówią o wyglądzie 
> swoich „propozycji”.
> - Bo zwykle nie ma o czym mówić - odpowiedział sam sobie.
> Na wszelki wypadek wyłączył komórkę. 
> Otworzył menu „Dokumenty” i jego oczom ukazał się napis „Empt
> y”. Zdziwił się. 
> Po co Gintrowicz wyczyszczał listę dokumentów? To było podejrzane. A może kogoś
>  
> w biurze się bał? Wszedł do folderu „Moje dokumenty”. Wśród innych 
> katalogów 
> zastanowił go folder o nazwie „X”. Natychmiast tam wszedł i jego oc
> zom ukazała 
> się cała masa plików graficznych. Janek kliknął jeden z nich. Jego oczom 
> ukazało się zdjęcie jakiejś pary uprawiającej seks. Drugie i trzecie zdjęcie 
> było podobne w swej treści.
> „Widzę kolego, że lubisz nagie obrazki z internetu” – pomyśla
> ł. Teraz było 
> oczywiste, że wstydził się tego i dlatego czyścił listę podręcznych dokumentów.
> Nagle jego wzrok zatrzymał się. Był tu jeszcze jeden folder, ale o nazwie xxx. 
> „No to teraz będzie hard porno” - pomyślał Janek. Już miał użyć 
> polecenia „wstecz” by wyjść z katalogu, kiedy coś go tknęło. Klikną
> ł dwukrotnie 
> i jego oczom ukazał się tylko jeden plik. 
> Był to plik Excela o nazwie „rozrachunki”. Janek kliknął go dwukrot
> nie i jego 
> oczom pojawiła się tabela z nazwiskami, kwotami, datami. Nazwiska niewiele mu 
> mówiły, ale klientów Gintrowicz własnych nie miał. Jego zadaniem była alokacja 
> nadwyżek finansowych na rynkach walut w chwilach bessy na rynkach akcji i 
> surowców. A więc te obrazki to zasłona dymna......
> Wsunął dyskietkę do stacji i skopiował plik.
> Jeszcze przez chwilę myszkował po komputerze. Oczyścił listę podręcznych 
> dokumentów. Zabrał dyskietkę i teczkę, którą miał dla niepoznaki. Zgasił 
> latarkę.
> Udał się do sąsiedniego pokoju. Przeszedł przez pusty i ciemny sekretariat i 
> wszedł do gabinetu Lorentza.
> Biurko było zadbane, żadnego galimatiasu, wszystko ułożone. Niewielka liczba 
> służbowych szpargałów, nic nadzwyczajnego. Prawie pusto jeśli nie liczyć 
> monitora, telefonu. Włączył latarkę i zaczął przeglądać.
> Nagle usłyszał dzwonek windy. Błyskawicznie rozejrzał się wokół. Nie było gdzie
>  
> uciec. Natychmiast schronił się pod biurkiem i zgasił latarkę. Duże biurko 
> Lorentza miało to do siebie, że było całkowicie obite od zewnętrznej strony, a 
> więc osoba siedząca pod biurkiem dla postronnych osób nie mogła być widziana. 
> - Myślisz, że ktoś tu jeszcze jest? – usłyszał damski głos
> - Co ty, wszyscy dziś wcześniej wyszli. Przyszedł taki jeden bubek, ale siedzi 
> w papierach piętro niżej, a zresztą on tu nigdy o tej porze nie zagląda. Co by 
> tu zresztą robił?
> - „Bubek??? Ty kanalio, zaraz zaraz.... to był jeden z tych ochroniarzy z
>  
> móżdżkiem jak u wróbla” – pomyślał Janek
> - Ale sprawdź, wiesz co by było, jakby ktoś nas tu zastał, tak we dwoje.
> - No dobrze, sprawdzę.
> Przez chwilę nic nie było słychać oprócz odgłosu kroków.
> - Mówiłem, że nikogo tu nie ma.
> - No wiesz, lepiej być pewnym.
> Włączyli światło, a Janek jeszcze ściślej przywarł do wewnętrznych ścian biurka
> .
> - Chodź z

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się