• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

luccio1  napisał: 

> Pełnia komuny - rok 1983 albo 1984.
> 
> Jestem na studium doktoranckim - wspólnie z moją Promotorką zaliczamy jednodnio
> wy wyjazd służbowy do stolicy.
> Program wyjazdu zaliczony.
> Docieramy na Centralny ponad pół godziny przed odjazdem powrotnego ekspresu (&#
> 8221;Krakus”) do Krakowa.
> Szukamy WC na dworcu, aby w miarę możności nie musieć potem korzystać z toalety
>  w pociągu -
> błąkamy się po tunelach i przejściach, które (choć właściwie poruszaliśmy się w
> tedy tylko po kondygnacji bezpośrednio nad peronami) wydają się nam ogromnym po
> gmatwanym labiryntem - i nie możemy znaleźć!
> (oznaczenia niewyraźne, wiodą donikąd! pytamy ludzi - wyjaśniają inaczej, niżby
>  należało odczytywać znaki, no i każdy kolejny zapytany mówi co innego - po pew
> nym czasie i sporej porcji takich objaśnień nie wiemy już nic, nawet tego, w ja
> kim miejscu właśnie stoimy!).
> W końcu znajdujemy - zamknięta! Na drzwiach potężna kłódka…
> Tymczasem moja Promotor - już wówczas Pani dobrze ponad 60 - ma dość.
> Kapituluje przed bólem, jakim jest każdy kolejny krok po kilkunastu godzinach s
> pędzonych bez chwili przerwy w pantoflach na wysokich szpilkach, które to panto
> fle już dawno zdążyły obetrzeć jej obie pięty - ale które są dla mojej Opiekunk
> i Naukowej stałym elementem “oficjalnego” stroju wyjazdowego na cza
> s, gdy nie ma śniegu ani mrozu, podobnie jak kapelusz z broszką i ogromnym piór
> em, broszka w klapie żakietu, kamea spinająca bluzkę pod szyją…;
> kapituluje też przed skutkami obiadu, do którego wypiła dwie sety, a potem jesz
> cze jakieś piwo, jakąś kawusię…
> Zaczyna jęczeć, że długo już nie wytrzyma, że musi już, natychmiast, właśnie tu
> taj i teraz; po chwili żąda tonem niezadowolonej szefowej - oto powinienem jej 
> natychmiast wskazać miejsce, w którym mogłaby rozwiązać swój problem…
> Czasu do dyspozycji coraz mniej, już wiadomo, że nie da się odłożyć podstawowyc
> h spraw życiowych na później, po odjeździe pociągu wraz z nami wewnątrz. W tej 
> obłąkanej wędrówce trafiamy w końcu do jakiegoś korytarza, z którego również są
>  zejścia na perony - no więc wiemy na nowo, gdzie jesteśmy - i którym tak ̶
> 0;na oko” chodzi mniej ludzi
> (chyba było to przejście łączące perony od strony Emilii Plater, PKiN i dworca 
> Śródmieście).
> Dochodzimy do zejścia na peron IV - na tablicy elektromagnetycznej układają się
>  białe literki “Kraków Główny” na czarnym tle i godzina odjazdu - r
> ównocześnie zapowiadają przyjazd naszego ekspresu ze Wschodniego.
> Jacyś ludzie przeszli, nikt nowy chwilowo nie nadchodzi…
> 
> Pani Profesor podejmuje decyzję:
> “Panie…, potrzyma Pan z łaski swojej moją torebkę!”.
> Daje mi do “potrzymania” rzeczoną torebkę i jeszcze dwie siaty;
> ściąga rękawiczki, chowa do bocznej kieszeni;
> następnie odpina najniższy guzik żakietu, prędko podnosi spódnicę wraz z halką,
>  ściąga majtki, kuca wypinając pas do pończoch ku ścianie, błyskawicznie załatw
> ia się na posadzkę tunelu…
> 
> - i oto ulga, najważniejszy stres z głowy, tylko szybko się ubrać - i można rus
> zać dalej.
> 
> Oddaję Pani Promotor torebkę, siaty dźwigam nadal;
> schodzimy pochylnią, jeszcze długi marsz wzdłuż peronu…
> Do końcowego wagonu pociągu dobiegamy w ostatniej chwili.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się