• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

pijaw  napisał: 

> Beno Kopocz.
> Urodził się na obczyźnie. Z tego powodu do dziś nie wymawia słowa "ojczyzna", a
>  
> do rodziciela mówi "obciec". Choć wielu jego rozmówców traci w ten sposób wątek
>  
> jego wypowiedzi starając się dociec kto taki chciał obciekać po ucieczce za 
> granicę, skoro całą drogę nie padało. Żywot na przedmieściach Chick-A-Go-Go 
> pędził zrazu spokojny, aż wreszcie swawolny. Działanie kwasu solnego poznał już
>  
> w wieku trzech lat, gdy najadwszy się soli wymiotował przez cztery doby, trzy 
> dni i czterdzieści osiem godzin. Przyparty paląca potrzebą, zwaną przez jego 
> matkę zgagą, postanowił sobie solennie, ze gdy tylko dorośnie, zgłębi 
> niezmierzone pokłady wiedzy o tym banalnym związku chemicznym.
> Już w szkole chęć do buntu wywołała u niego perwna lekcja geografii, na której 
> dowiedział się, że pokłady soli nie tylko są zmierzone, ale są również 
> stosunkowo nieregularnie rozmieszczone na ladzie, zeby wręcz nie powiedzieć 
> rzadko. Młodzieńczy bunt pchnął go więc na poszukiwania źródeł solnej wiedzy. P
> {amiętając z dzieciństwa skąd wziął sól do swego pierwszego traumatycznego 
> eksperymentu, zatrudnił się jako chłopiec na posyłki w fabryce solniczek. 
> Poczatkowe rozczarowanie brakiem soli szybko zastąpiła ciekawość świata, który 
> codziennnie wyciekał niekończącym się potokiem słów z ust starszego majstra. W 
> ten sposób dowiedział się, ze majster wprawdzie "ani z soli, ani z roli", ale 
> jako robotnik solą ziemi jest i beczkę soli by mógł zjeść z takim urwisem jak 
> nasz bohater, choćby miał za to potem słono zapłacić. Rósł więc na tych 
> opowiadaniach nasz Beno, aż wreszcie majster stwierdził, ze jest na tyle 
> dorosły, aby przystąpić do związku polonusów "SolidariTy", który był odmianą 
> koścoła o tradycjach górniczych głoszącego, ze sól jest Darem Bożym i nalezy go
>  
> spożywać codziennie nawet do kanapek z dżemem i lodów. Beno uczestniczył 
> zarliwie we wszystkich obrządkach, dzięki czemu dostąpił nagrody wyruszenia na 
> pielgrzymkę do Wieliczki. Z wielką pompą (bo niestać go było na autobus) 
> wyruszył więc Beno z pomocą zaprzyjaźnionych strażaków do najbliższego portu, 
> by tam zaokrętować się na statek z tanią odzieżą z demobilu i ryżem wujka Bena 
> do ojczyzny swego obca. Pierwszy raz w życiu zobaczył ocean, a wzruszenie jego 
> było tak wielkie, że poczuł dawno zapomniane uczucie zgagi i zalały go falą 
> wspomnień mdłosci. W okrętowym sanitariacie ponetna sanitariuszka tłumaczyła mu
>  
> cierpliwie czym jest ta cała  ogarniająca ich ciecz, i że gdyby jej spróbować, 
> to okaże się słona - po tym można rozpoznać morze. Może. Wiadomość ta 
> niesłychanie podnieciła Bena. Po kilku godzinach wyleciał z sanitariatu 
> zostawiając sanitariuszkę w spazmach rozkoszy na kozetce i rzucił się ku 
> burcie. Był pewien. Wreszcie odnalazł źródło. Zawsze wiedział,ze istnieje 
> miejsce na ziemi, w którym sól jest wszechobecna i nie trzeba jej wykopywać, 
> wystarczy otworzyć usta i wchłaniać... i wchłaniać... Tak tez zrobił.
> Po trzynastu latach u wybrzeży wysp Bora-Bora tambylcy wyłowili świetnie 
> zachowane ciało człowieka zwanego przez nich od tej pory "Bleeee-tfuuuu-jaaak" 
> Co dosłownie tłumaczy się jako: "przesolony i nijak nie idzie go zjeść", a w 
> wolnym tłumaczeniu za "Słownikiem języków dziwacznych" oznacza Bożka Soli.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się