• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

spatologizowana_sempiterna  napisała: 

> A Baniochę pamiętacie? Na Lechmana- kiedyś był tam taki spozywczak na uboczu, 
> potem go zamknęli i otworzyli pod hasłem sklep Rolniczej Spółdzielni 
> Produkcyjnej Baniocha. Ponieważ tam gdzie dziś straszy Leclerc straszyły 
> krzaczory, Baniocha cieszyła się sporym zainteresowaniem. 
> 
> Takie wycinki mi do głowy przychodzą:
> - sklep składał się chyba z czterech stoisk (albo i pięciu - jeśli był osobno 
> monopol, bo już nie pamiętam, nie korzystałem wtedy:) - warzywnego, nabiałowo-
> piekarniczego, - cukierniczego i obleśnej garmażerki przy wyjściu na zaplecze.
> 
> -Baniocha miała swoje "hity": masło holenderskie na wagę (aż strach pomysleć z 
> jakiego powodu trafiło ono na teren PRL...), śmietana "wiejska" sprzedawana z 
> wiadra na wagę - trzeba było przynieść własny słoik, blok - czyli coś pomiędzy 
> hałwą a marcepanem, marmolada - chyba też z jakiegoś wiadra sprzedawana.
> 
> -Kiedyś sprzedawali tam jakąś wątróbkę - oczywiście na pniu rozkupioną - i na 
> drugi dzień w radiu komunikaty, żeby tą wątróbkę natychmiast oddać do sklepu, 
> bo coś z nią jest mocno nie tak.
> 
> -dział cukierniczy cierpiał zawsze na deficyt obsługi. Panie po prostu 
> pracowały gdzie indziej a najchętniej na zapleczu. I żeby kupić cokolwiek z 
> tego działu trzeba było stać, stać, stać. A że człowiek młody i głupi był, to 
> tak stał, zamiast isć na zaplecze i powalczyć o prawa konsumenta.
> 
> -moje pierwsze samodzielne zakupy - to tam! A pani przekazała mojej mamie taką 
> karteczkę, gdzie napisała co kupiłem i ile kosztowało, tak, żeby się nie 
> martwiłą, że coś źle zrobiłem.
> 
> -innym razem sprzedali mi zepsutego arbuza. Ponieważ człowiek był młody i 
> głupi - to arbuz został odniesiony do sklepu już nie przeze mnie, czego żałuję,
>  
> bo na pewno rozmowa przy jego oddawaniu była ciekawa...
> 
> -najbliższy automat telefoniczny był właśnie pod Baniochą - niestety ten pod 
> Wielobranżowym często się psuł - trzeba było np. grzmotnąć w tarczę. Niestety, 
> było to takie miejsce, gdzie lubiły szczać psy, pijaki i inna zwierzyna.
> 
> -obok Baniochy był (i jest do dziś) DK Stokłosy - kiedyś była tam chyba jakaś 
> pracownia modelarstwa kolejowego - w każdym razie żeby popatrzeć na jeżdżące 
> kolejki elektryczne nie trzeba było jeździć na Marszałkowską do Składnicy 
> Harcerskiej
> 
> -I był koncert Andrzeja Rosiewicza któregoś razu - w lecie jakoś, bo ciepło 
> było - on coś tam śpiewał na estradzie w dołku przed Domem Kultury. I na bis 
> zaśpiewał Michaiła (a jeszcze nie było chyba roku 1990). Po koncercie 
> przechodził tak z półtora metra ode mnie. Dzieciaki rzuciły siępo autografy - a
>  
> ja miałem tylko rower, pamiętnika przy sobie nie miałem, ani nawet kartki i 
> długopisu.
> 
> I niestety Baniochy już nie ma - po niej egzystował jeszcze dość długo taki z 
> lekka zapyziały osiedlowy spożywczak z samoobsługą - ale i on nie przeżył walki
>  
> z Leclerkiem. A szkoda 
> 
> Czy jeszcze ktoś pamięta jakieś ciekawostki z Baniochy?
> 
> A w następnym odcinku będzie o barze "Zbych"!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się