• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

jawor10  napisał: 

> Zatrzymać exodus
> 
> Z prof. Romualdem Jończym, ekonomistą, badaczem migracji zarobkowych, 
> rozmawia Joanna Jakubowska.
> Romuald Jończy jest wykładowcą Uniwersytetu Opolskiego i Wyższej Szkoły im. 
> Bogdana Jańskiego w Opolu. W 2004 opublikował książkę pt. "Migracje zarobkowe 
> ludności autochtonicznej z województwa opolskiego”. Studium ekonomicznych
>  
> determinant i konsekwencji. Za kilka dni na rynku ukaże się nowa jego praca 
> pt. "Wpływ migracji zagranicznych na dysharmonię rozwoju województwa 
> opolskiego ze szczególnym uwzględnieniem rynku pracy”. 
> 
> - Takiego nasilenia wyjazdów zarobkowych za granicę, jakie notuje się wśród 
> młodych Opolan, nie ma nigdzie w Europie, a prawdopodobnie i na świecie - 
> pisze Pan w swojej najnowszej książce. Jak ten proces wpływa na jakość 
> naszego życia? 
> - Tytułowa dysharmonia to jedno z dwóch zagrożeń dla rozwoju regionu, 
> spowodowanych migracjami, zwłaszcza zaś najbardziej dotkniętej wyjazdami 
> centralnej i wschodniej części. Nie ulega wątpliwości, że region nie 
> wykorzystuje ogromnej szansy związanej z ogromnym transferem dochodów i że 
> długookresowo może to przyhamować rozwój gospodarczy. Upraszczając: przez 
> migracje jest mniej ludzi, którzy mogą produkować, co osłabia produkcję, z 
> drugiej strony znacznie więcej się kupuje, bo dzięki migracjom mamy więcej 
> pieniędzy. Widoczne to jest zwłaszcza w sferze usług: mimo że wydaje się u 
> nas w przeliczeniu na mieszkańca najwięcej w Polsce, to produkcja usług jest 
> jedną z najniższych w kraju. Powinno być na odwrót.
> 
> - Czym to grozi?
> - To, że kupujemy dużo, ale sami tego nie wytwarzamy, powoduje, że ten 
> niedobór zaspokajają firmy spoza województwa. Widać to w drobnej 
> przedsiębiorczości (pojedźmy np. na targowisko do Strzelec Opolskich), ale 
> także w sferze dużych zamówień i wielkopowierzchniowego handlu. Pomijam już, 
> kto i skąd musiał nam budować autostradę, ale spójrzmy, jakie firmy i skąd 
> wykonują u nas większość wielkich zleceń budowlanych. Kontynuacja tego trendu 
> grozi dalszym zwalnianiem tempa rozwoju gospodarczego i dalszym zajmowaniem 
> rynku regionalnego przez firmy z zewnątrz. Wyobraźmy sobie: gdyby te 2,5-3 
> miliardy złotych, które zostały zarobione za granicą, wydać na produkowane 
> przez Opolan towary i usługi, to ktoś mógłby je wyprodukować i zarobiłby je 
> drugi raz. Gdyby ten też je wydał u nas, to ktoś inny mógłby zwiększyć 
> produkcję i zarobiłby je trzeci raz, i tak dalej. W rezultacie raz 
> przywiezione pieniądze mogłoby zarobić wielu Opolan. Jeśli jednak ktoś 
> przywiózł pieniądze i wydał je w Realu, Castoramie czy na urlop za granicą, 
> ludzie tu mieszkający nie będą z tego mieli prawie żadnego pożytku, a region 
> się nie rozwinie. A z tym drugim wariantem mamy do czynienia.
> 
> - W odniesieniu do migracji Ślązaków zaczął Pan używać pojęcia exodus. 
> Wyjeżdża zatem coraz więcej osób?
> - Tak, migracja zarobkowa za granicę się nasila i może się jeszcze nasilać 
> przez kilka lat. Będzie się również przekształcała w emigrację stałą. I to 
> właśnie drugie poważne zagrożenie. Wśród ludności z podwójnym obywatelstwem 
> pracuje za granicą o około 20 procent więcej osób niż trzy lata temu. Wzrost 
> wynika przede wszystkim z tego, że śląska młodzież, która weszła przez te 
> trzy lata na rynek, w ogromnej większości zdecydowała się na migrację. Pracę 
> za granicą podjęło w tych trzech latach więcej osób, niż ich się w tym czasie 
> urodziło. Słowo exodus dobrze więc odzwierciedla to, co dzieje się z 
> młodzieżą z niemieckimi paszportami. Na czterech pracujących wyłącznie za 
> granicą przypada zaledwie jeden pracujący stale w Polsce. W pięciu z 21 
> badanych wsi żadna z osób w wieku 18-25 lat nie pracowała wyłącznie i stale w 
> Polsce. Takiego nasilenia migracji zarobkowej za granicę, jak w tej grupie 
> wieku nie ma nigdzie w Europie, a prawdopodobnie i na świecie. 
> 
> - Od dwóch lat pracę w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji mogą podejmować 
> także Opolanie bez obywatelstwa niemieckiego. Czy skala i skutki tych 
> wyjazdów są porównywalne z wyjazdami dwupaszportowców?
> - Skala i charakter migracji mieszkańców Opolszczyzny nieposiadających 
> podwójnego obywatelstwa nie jest znana tak dokładnie jak w przypadku 
> rodzimych Ślązaków. Szacuję ją wstępnie na około 16-25 tys. osób, może być 
> jednak większa i stale rośnie. Jeszcze trudniej ustalić charakter tych 
> wyjazdów - na ile mają one charakter pracy okresowej, a na ile już są lub 
> staną się wyjazdem stałym. 
> Jeśli chodzi o skutki, to sądzić należy, że bilans tych wyjazdów będzie dla 
> naszego regionu bardziej niekorzystny niż migracja dwupaszportowców. Do 
> Wielkiej Brytanii i Irlandii wyjeżdżają przede wszystkim młodzi, wysoko 
> wykształceni ludzie. Pracują tam znacznie częściej niż Ślązacy w Niemczech w 
> zawodach zgodnych z ich kwalifikacjami i mają znacznie większe szanse na 
> awans zawodowy i społeczny. Najczęściej znają również angielski lepiej niż 
> młodzi Ślązacy niemiecki. Są osobami, które w momencie wyjazdu nie założyły 
> jeszcze własnych rodzin. Mogą więc w pełni zaangażować się za granicą w 
> pracę, przebywać tylko tam.
> 
> - Dla nich same plusy.....
> - Dla nich tak, ale nie dla naszego regionu. Te ich cechy, zwłaszcza młodość, 
> brak zobowiązań w Polsce i dyspozycyjność, są jednocześnie czynnikami, które 
> będą ich tam zatrzymywać na stałe. Osoby pracujące w Anglii czy Irlandii mają 
> mniej powodów zarówno żeby do Polski wracać, jak i żeby przywozić tu 
> pieniądze. W przypadku Ślązaków z podwójnym paszportem ta sytuacja dotyczy 
> tylko niespełna połowy. Reszta posiada u nas dorobek życia, dzieci, 
> małżonków. Ci dalej będą przyjeżdżać i z nich region ma najwięcej pożytku. O 
> młodzieży tego powiedzieć nie można. 
> 
> - Mówi się, że wróciliby, gdyba praca była na miejscu.
> - Wróciliby, ale nie dla tej pracy i nie za te wynagrodzenia, które u nas są 
> dostępne. Ciągle jeszcze znaczna większość pracujących za granicą, bo około 
> 80 procent, migruje nie dlatego, że nie może znaleźć żadnej pracy tutaj, ale 
> dlatego, że nie może znaleźć pracy, jakiej szuka, tzn. za satysfakcjonujące 
> wynagrodzenie i w swoim zawodzie. Te oczekiwania i wymagania płacowe są, 
> zwłaszcza w niektórych zawodach, znacznie wyższe niż to, co można w Polsce 
> zarobić. Średni poziom wynagrodzenia, za które osoby obecnie pracujące za 
> granicą byłyby skłonne podjąć pracę u nas, waha się między 2000 a 2300 zł 
> netto w zależności od ich płci, wieku i zawodu. Najniższe oczekiwania 
> odnośnie pracy w Polsce mają pracujące na stałe za granicą kobiety, które 
> generalnie wróciłyby do kraju, gdyby zarobiły tutaj 1500-1800 zł netto. One, 
> zwłaszcza posiadające w Polsce rodziny, najgorzej znoszą rozłąkę. W grupach 
> wykształcenia najwyższe wymagania płacowe mają osoby po zawodówkach, 
> zwłaszcza z zawodami dekarza, murarza i innymi związanymi z branżą budowlaną. 
> Osoby po studiach byłyby skłonne wrócić za znacznie niższe wynagrodzenia.
> 
> - Czyli stwarzanie miejsc pracy niewiele zmieni?
> - Jeśli będą to miejsca pracy za powszechnie oferowane stawki poniżej tysiąca 
> złotych, z niejasnymi perspektywami awansu, to nie ma to w stosunku do już 
> pracujących za granicą większego sensu. Młodzież na dorobku, zarabiająca za 
> granicą kilkakrotnie więcej, takiej pracy raczej nie podejmie. Ci ludzie chcą 
> kupować mieszkania, urządzać je, wychowywać dzieci, rozwijać się. Za te 
> wynagrodzenia, które są w miarę dostępne, nie są w stanie normalnie - w ich, 
> a w naszym chyba również pojęciu - funkcjonować. Jednocześnie widać, 

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się