• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

zlosliwiec.zlosliwiec  napisał: 

> Widzisz, gdybys sledzila moje szescioletnie prawie poczynania na kulinarnych fo
> rach tego portalu, to byc moze zauwazylabys moje nonszalanckie podejscie do wys
> ilonego nacjonalizowania/regionalizowania/tradycjonalizowania jedzenia. Nie od 
> wczoraj utrzymuje, ze kuchnia nie zna granic i nie od wczoraj walcze z mitem 'd
> obrego, bo naszego'. Probuje, pewnie nieudolnie, pokazywac zdecydowanie szerszy
>  horyzont niz dorzecze Wisly i Warty, te same skladniki, techniki i idee dostrz
> egajac w pozornie odleglych geograficznie miejscach. Pozornie, bo zarcie nie zn
> a granic i nie znalo, a juz szczegolnie dzis, w dobie globalnego przemyslu zywn
> osciowego, wzajemnego przenikania sie kultur (nie tylko wewnatrz Europy i nie t
> ylko na kuchennej niwie) oraz takiego stopnia mechanizacji zycia codziennego, k
> tora pozwala przecietnej gospodyni, przynajmniej w zamozniejszych czesciach swi
> ata, do kwestii przygotowywania zywnosci podchodzic w sposob rekreacyjny, a to 
> sprzyja implementacji 'egzotycznych nowinek' i gotowania nie z tego, co jest i 
> nie tego co sie umie, a czesciej tego, czego jeszcze sie nie robilo.
> 
> Dla mnie jedzenie nie ma rodowodu a co najwyzej skladniki, sposob ich polaczeni
> a i obrobki. Ciast nie dziele wg przynaleznosci narodowej i czy goegraficznej p
> roweniencji, a wg technik spulchniania na przyklad.
> 
> Wybacz zatem, kiedy sie krzywie na slowa 'tradycyjny polski deser', nawet w moi
> m domu. Za dziecioka mama gotowala tak pewnie, jak wiekszosc podowczesnych sred
> niomiejskich mam blokowych: wiedze czerpiac z dwoch, trzech ksiazek kucharskich
> , o strukturze tresci opartej o klasyczne podreczniki kulinarne kuchnii europej
> skich i okazyjnych przepisow z 'Kobiety i Zycia' kalendarza czy innych czasopis
> m. W latach 90-tych dolaczyly do tego polskie wersje niemieckich wydawnictw. Al
> e wczesniej na wieksze fanaberie sobie malo kto mogl pozwolic i sie wymyslniejs
> ze slodkosci zjadalo od swiat. Sarkam zatem ironicznie, kiedy ktos bieda zabajo
> n, czyli kogiel mogiel jednym tchem z mazurkiem wymienia. Moze w innym PRLu mie
> szkalem, z pewnoscia w innym, bo pamietam dobrze, ze po glupie buty dla dorasta
> jacego chlopaka trzeba bylo sie do wielkiego Poznania, albo Lodzi wybrac. I dob
> rze pamietam trzy cukiernie na krzyz w 80tys. prawie miescie, gdzie byly tylko 
> paczki (z jednym konfiturowym nadzieniem), szneki z glanca i jablecznik z blach
> y, czasem sernik, jak ziemniaki, przepraszam twarog, dowiezli. Do tego trzy lod
> ziarnie z lodami wloskimi plus sezonowe budki z lodami na patyku. Jakas kawiarn
> ia, gdzie tatko mogl se strzelic cos mocniejszego, a dla malego krem sultanski,
>  czy galaretka z owocami, lodem kasata i bita smietana. Po domach tez nikt nie 
> szalal ze slodkim na codzien: blachowce albo drozdzowe, albo proszkowe z owocam
> i, tudziez sernik, a jak na zimno z galaretka, to chyba ktos mial urodziny, alb
> o na dzialeczce truskawkami obrodzilo. Krolowal budyn, kisiel, albo w sezonie t
> ruskawki ze smietana, nie zawsze bita, bo nie kazdy mial chody w mleczarni i do
> step do smietany kremowki. Sekacze? W M3 ze slepa kuchnia? Are you kidding me?
> 
> I teraz mi powiedz, czy to tradycja byla, czy takie czasy?
> 
> Dzisaj jestem sam, w domu ani polskim, ani jakimkolwiek innym. I nie przyrzadza
> m 'polskich' deserow, o czym chyba towarzystwo tutejsze wie. Co nie znaczy, ze 
> sie w make nie zaopatruje w sklepach srodkowowschodnioeuropejskich. Ale to szcz
> egol.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się