• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

Gość portalu: Arkadiusz  napisał(a): 

> Opisuję doświadczenia z porodówki. Krótkie podsumowanie - omijać szerokim łukie
> m. Dłuższa wersja:
>  - przyjęcie ok
>  - trafiliśmy od razu na salę bo żona już była w dość zaawansowanym stanie. Ode
> szły zielone wody, ale próbowaliśmy rodzić naturalnie. Z każdym parciem maszyna
>  pokazująca tętno dziecka pikała. Położna uznała że to nie dziecko się dusi alb
> o traci puls, ale że maszyna jest zepsuta.
>  - położnej zajęło kolejne ~3h żeby zauwazyć, że dziecko jest źle ułożone i się
>  nie urodzi. Żona próbowała rodzić naturalnie w sumie 3h 45min.
>  - jak już uznała że dziecko jest źle ułożone to w sumie nie była pewna, więc p
> oszła po lekarzy, żeby potwierdzili jej opinię. Zostaliśmy sami na sali nie wie
> dząc co robić - bo na szkole rodzenia (z tego samego szpitala) nie było powiedz
> iane nic o takich sytuacjach.
>  - lekarze przyszli, potwierdzili, posłali jakąś pielęgniarkę po papiery
>  - czekamy na papiery (tutaj już byłem nieziemsko wkurzony, ale mówili żeby nie
>  generować problemów jako mąż, tylko wspierać żonę). Żona oczywiście konsekwent
> nie ma dalej skurcze i dzieciak się dusi (skąd to wiem, niżej)
>  - w końcu przyszły. Uznali że żonę trzeba przebrać na operację, więc pomiędzy 
> skurczami rozebrali ją kompletnie do naga, w sytuacji gdzie na sali było 7 osób
>  łącznie ze mną i nią.
>  - chwycił ją skurcz, więc wszyscy się gapili i czekali
>  - kazali jej podpisać te papiery (2 podpisy, były 2 kartki). Oczywiście nie by
> ło kiedy tego przeczytać, więc o jakiejkolwiek świadomej zgodzie nie było mowy 
> - życie i zdrowie dzieciaka i żony było istotniejsze. Do dziś nie wiemy co ona 
> tam podpisała. Obstawiamy że zgodę na cesarkę - ale nie dało się tego załatwić 
> na przyjęciu, na wszelki wypadek?
>  - w trakcie podpisów kolejny skurcz
>  - zabrali ją na salę. Jedna pielęgniarka pozwoliła mi wejść (miałem ciuchy odp
> owiednie, było mówione na szkole rodzenia), ale 2 min później inna kazała mi wy
> jść
>  - więc siedziałem sobie chyba około godzinę w pokoiku jakimś i czekałem na wie
> ści (to co mi po głowie chodziło chyba można sobie częściowo wyobrazić)
>  - przyszedł ktoś i kazał mi nasze rzeczy z sali porodowej zabrać, bo chcą czyś
> cić i im przeszkadza (było już koło 19). Dokładnie o tym myślę, gdy taka sytuac
> ja się rozgrywa ścianę obok. O sprzątaniu. Ale znowu, uznałem że nie będę się k
> łócił bo mnie ochrona wypieprzy i nawet się nie dowiem co z żoną.
>  - po dłuższym czasie przyszła Pani pediatra i powiedziała że 9/10. Z dyskusji 
> wyszło że położna miała do mnie wcześniej przyjść i powiedzieć co i jak, ale na
> jwyraźniej nie dotarła. Więc pediatra mi pogratulowała syna i powiedziała że z 
> żoną wszystko ok. Tutaj się dowiedziałem że młody był 3 razy owinięty pępowiną 
> wokół szyi i raz wokół rączki. Nie było opcji żeby wyszedł naturalnie. Czyli si
> ę z każdym parciem dusił, czego położna nie chciała później przyznać, ale ta Pa
> ni pediatra już tak. Żona się męczyła bez sensu, bo położna nie wiedziała co ro
> bi.
>  - żona karmiła od razu więc dzieciaka dostałem później, pilnowałem i kangurowa
> łem, trafiliśmy na oddział, żona przyjechała niewiele później.
>  - jako że była odurzona to niewiele pamięta, ale to założyli jej cewnik, a pot
> em przy zmianie łóżek (żeby wyjechać na oddział) o nim zapomnieli i przy przeno
> szeniu jej między łóżkami go wyrwali to pamiętała. Pamiętała też że o nim przyp
> omniała przed, ale najwyraźniej nikt nie zrozumiał (możliwe, jak jest się na ta
> k mocnych środkach to można bełkotać)
>  - lekarze powinni informować co wstrzykują i podają pacjentce. Nic takiego nie
>  miało miejsca, żona musiała ciągle pytać co to i po co.
> 
> Potem wcale nie było lepiej.
> 
>  - brak poszanowania pacjenta przez pielęgniarki na położniczym, wyjątkiem była
>  Pani podająca posiłki. Dzwonisz po pomoc w nocy, dostajesz opieprz, prosisz że
> by Cię podnieśli (bo żona miała awaryjną cesarkę i nie mogła nawet wstać do łaz
> ienki) to rzuci Ci pilota i powie że łóżko ma funkcje i możesz sobie sama wstać
> . 
>  - brak posiłków dla ojca, nawet za dopłatą, więc nie mogłem zostać cały czas
>  - żona po takim przeżyciu pierwszą noc nie miała sił się dzieckiem zająć. Popr
> osiliśmy pielęgniarki dyżurujące o zajęcie się dzieckiem (ja bym został, ale na
>  noc nie wolno, więc nie miałem jak pomóc). Podały mu mleko modyfikowane, choć 
> wyraźnie wszędzie zaznaczaliśmy że chcemy go karmić tylko piersią. Wrócił w zaż
> yganym ubranku. W efekcie każdą kolejną noc żona walczyła ze swoim ciałem po op
> eracji żeby zająć się młodym
>  - przeciwbólówki sam jej przywoziłem, bo to co dostawała nie starczało.
>  - Pani od laktacji zamiast pomóc to ubliżała i wykorzystywała sytuację aby zro
> bić wrażenie inteligentnej. Sytuacja była trudna i pomimo tego prosiliśmy o jej
>  pomoc 3 razy, efekt był zawsze taki sam - nie pomogła ale swoją wyższość nad m
> oją żoną musiała odowodnić.
>  - kogokolwiek nie spytasz o radę w temacie da Ci inną radę, za każdym razem wy
> kluczające się. W efekcie nic się nie można dowiedzieć.
>  - Żona karmi a bez pukania wpada jakiś facet, jak się okazuje fotograf. Po co 
> mi fotograf? Co to za typ wchodzący na położniczy bez pukania? Może zapytać na 
> przyjęciu? Albo po porodzie, zanim koleś przyjeżdża?
>  - w trakcie codziennych badań dziecka pielęgniarki rozbierają dziecko z pieluc
> hy. Zdarzy się że jest brudna, to wymieniamy od razu. Pielęgniarka podnosi dzie
> cko za kostki do góry, żeby wyjąć pieluchę. KATEGORYCZNIE nie wolno tak robić. 
> Gdzie oni się uczą?
>  - przed jednym z tych codziennych badań, przychodzi pielęgniarka i mówi że zar
> az przyjdzie Pani pediatra i żeby przygotować się. Karmimy, to mówimy że po kar
> mieniu. Ona mówi że nie, żeby przerwać, bo zaraz wejdą. Okazało się że to "zara
> z" to 40 min. Pediatra wchodzi i pyta kiedy był karmiony. Mówimy że z 5-6 godzi
> n temu, a tak długo bo przerwano nam karmienie bo Państwo mieli przyjść. Dostal
> iśmy taki opierdol, jakbysmy byli jakimiś szczylami. Zero szacunku i reakcji na
>  przyczynę opóźnienia.
>  - dzień później ta sama pediatra z uśmiechem na ustach bada dzieciaka, mówiąc 
> że pewnie teraz waga spadnie dużo i na święta będziemy musieli zostać (rodziliś
> my 17 grudnia). Że to ta para co głodzi dziecko. Młody wręcz przeciwnie, na wad
> ze już przybierał. Mina jej zrzedła.
>  - młody urodził się cesarskim cięciem ale w książeczce zdrowia i na wypisie na
> pisali że naturalnie, bo tak było planowane. Zero odpowiedzialności, do dziś to
>  musimy tłumaczyć.
>  - jak były badania słuchu dziecka, to pierwsze wyszło negatywnie. Pytam o co c
> hodzi, a pielęgniarka komentuje że dziś wszystkie dzieci na pietrze są głuche, 
> więc to raczej maszyna zepsuta. Ale wynik negatywny i tak wpisała w papiery. Dz
> ień później, wszystkie dzieci magicznie odzyskały słuch (z 7-8 noworodków). W k
> siążeczce ma ten negatywny wynik wpisany.
> 
> W sumie byliśmy 5 dni razem z wypisem, wszystkie równie paskudne i nieprzyjemne
> . Spędzałem tam tyle czasu ile się dało, żeby jakkolwiek pomóć żonie. W dzień w
> ypisu z rana (ok 9.00) dowiadujemy się że wychodzimy. Zaczynam pakować rzeczy. 
> Finalnie żona z dzieckiem wyszła po 17.00. Dlaczego?
>  - pediatra nie miała czasu wypisać recept dla kobiet, najpierw była na porodzi
> e (logiczne) a potem zapomniała i zniknęła. Lekarz dyżurny też potem miał poród
> . Jak kilka kobiet konsekwentnie o to pytało to w końcu łaskawie te recepty dos
> tały. Nie można bez tego było wyjść, bo to zastrzyki po cesarce które kobieta m
> usi mieć. Żona zdecydowała że zadzwoni na recepcję zapytać o e-recepty. O niczy
> m takim na re

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się