Seszele to akurat pułapka. Koszt przelotu jest nieistotny, hotele na miejscu są ekstremalnie drogie.
Co za bzdury wygadujesz, to jest właśnie typowo polaczkowate nadymanie się i obśmiewana wśród naszych sąsiadów ze Wschodu postawa "w Polsze same pany" (skoro już wytknelas mi rusycyzm). Nauczałem tysiące studentów i uwierz mi, że promil miał zaliczone Mauritiusy, Seszele i tego typu miejsca. A nie
Malediwy są najtańsze we wrześniu, ale pogodowo może być dramat. Ja byłem na początku lutego, wszystko super, ale cenowo jest to górka. Z kolei na Seszele poleciałem też w lutym, robiąc sie totalnie w balona, bo wciąż lało. Seszele tylko w kwietniu, jakby ktoś nie wiedział ( trollico le anne
chococaffe napisała: > Ale kwestionowanie tych Seszeli i szynki jest pytaniem młodej generacji a nie s > tarszej ;) Ci co latają na Seszele raczej nie kwestionują. Jak tam byłem, to zjechała do hotelu bardzo duża grupa angielskiej młodzieży z jakiejś szkoły. Strasznie dudnili
lily_evans11 napisała: > Akurat nawet jakby było mnie stać, wakacje w kombinacje hotelow > ym, na które muszę bardzo daleko lecieć, w ogóle mnie nie kręcą. /... / nie byłam na Seszelach, w Turcji, Cabo V > erde czy gdzie tam jeszcze. Lepiej by to zabrzmiało, gdybyś
wiekiem. Mojej żonie nawet na Seszelach było beee, bo hotel nie taki.
zepsutymi zębami na przedzie, a potem wydziwiała że hotel na Seszelach nie taki.
). Ja nie mam żadnego problemu z Rosjanami i często zagranicą z nimi flaszkę wypiję (a piłem już od Egiptu po Seszele).
trillian napisała: > Księgę sama możesz sprawdzić po numerze w necie. No tak, ale jeśli sprzedający nie udostępni numeru księgi, to trzeba ją brać przez firmę z Seszeli, co kosztuje bodajże 40 zł od adresu. Przy większej ilości rozpatrywanych obiektów może wyjść całkiem sporo ;-)
private yacht na Seszelach znokautuje kajaczek na Mazurach. Większość meneli w PL ma problem alkoholowy i nie chce przestać pić. Jedyna skuteczna metoda zaradcza to przymusowe leczenie w jakichś formach skoszarowania. A to już jest bardzo niepoprawne politycznie i nikt z "postępowców" tego nie popiera
Seszele to nie resort SPA. Himalaje oczywiście też nie, ale jakieś rowery na La Dique myślę, że Pana Miecia by całkiem usatysfakcjonowały. Poza tym przyroda jest oszałamiająca.
No jeśli Mietek dobrowolnie na Seszele nie pojedzie (a stać go), to 'Houston mamy problem'. Zdaje się, że Miecio jest od bezrozumnego zasuwu, a Pani Basia od korzystania z uroków życia.
frytulek napisał: > >1. Seszele > >"Byłem. Skorumpowane do cna małe państewko z podwójnymi cenami dla lokalsów i > >obcych". > Placilam tyle samo w sklepach z zywnoscia, lokalnych restauracyjkach typu takea > way I za bilety na lokalne autobusy co miejscowi
Nie jestem e-matka, ale głos faceta chyba też się liczy. 1. Seszele Byłem. Skorumpowane do cna małe państewko z podwójnymi cenami dla lokalsów i obcych. Dla turystów wszystko razy dziesięć. Drożyzna którą lekkim twistem łykają jedynie Szwajcarzy, których tam co niemiara (zwłaszcza na