bmtm napisał: > Trzeba uważać z myśleniem ahistorycznym. To były inne czasy. Kobiecie w piątej > dekadzie, a tyle miała lat po zakończonej żałobie i nawet krótkich poszukiwania > ch męża, trudno było wejść w ponowny związek. To dotyczyło wyłącznie wdów bez majątku, bogate nie miały najmniejszego problemu z ponownym wyjściem za mąż (ale nie wszystkie chciały, bo w tamtych czasach status bogatej wdowy był najkorzystniejszy dla kobiety, mogła sama o sobie decydować oraz robić, co chce, w ramach przyjętych obyczajów oczywiście). -- https://forum.miau.pl/images/smilies/2014-99.jpg
Trzeba uważać z myśleniem ahistorycznym. To były inne czasy. Kobiecie w piątej dekadzie, a tyle miała lat po zakończonej żałobie i nawet krótkich poszukiwaniach męża, trudno było wejść w ponowny związek. Obyczajowość lokalna tamtego okresu właściwie wykluczała relacje pozamałżeńskie.
Rozumiem, że pytanie w związku z pogrzebem tego uczestnika "Ślub od..." Tak, żona powinna decydować, ale nie w taki sposób jak to robi ta wanna be celebrytka. Brutalnie powiem, że mąż jeszcze nie ostygł, a ta produkuje na SM oświadczenia, już samo "pogrzeb bedzie miał charakter prywatny..."
Są gorsze rzeczy, np. śmierć ukochanej osoby, kiedy wiesz, że nigdy już jej nie zobaczysz. Czasem porównuje się przeżywanie rozwodu, czy innego rozstania z drugą osobą do stanu żałoby, ale to moim zdaniem nie jest to samo - obydwie osoby żyją.
aandzia43 napisała: > W żałobie bywa różnie, masz rację. Może odklepać, nagle włączają się różne dziw > ne mechanizmy obronne, wiem bo zaznałam. Jednak tych kilka przykładów znanych m > i osobiście bardzo szybkiego powrotu na rynek matrymonialny to żadne rozpaczliw > e mechanizmy obronne a więź ze zmarłym była taka sobie jakościowo z przyczyn o > sobowościowych.
Tak pokazało całe życie rzeczonych, czas po owdowieniu i następne związki. Dla mnie brzytwa Okhama - są wyjątki, ale bardzo wyjątkowe. -- "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
Oczywiście na poważnie to przecież nikt już w to nie wierzy, że Prezesowi chodzi pod tymi schodkami na placu, o jakąś prawdę, czy o żałobę, ale o comiesięczny cyrk polityczny. Przykre, że na grobie brata. Krzysztof Skiba
Jeden kolega nie umiał się pogodzić z niepełnosprawnością dziecka tj. nie odrzucał i nie porzucał dziecka, ale nie umiał rozmawiać z żoną co czuje i zrobił jej świństwo (nie porzucenie, coś innego) bo nie potrafił przeżyć tej żałoby po wymarzonym, ale nieistniejącym, dziecku i wydawało mu się, że robi coś, co mu ulży. To takie historie ze związków, które się nie rozpadły i w których jest teraz dobrze (zdaniem zainteresowanych, którzy wcześniej nawet myśleli o rozstaniu).
Myślę, że wielu, bo zdrada/porzucenie to cios w poczucie własnej wartości. Temat "co zrobiłem nie tak", "jak mogłem zapobiec" jest naturalny przy przechodzeniu żałoby po każdej stracie, także związku, na którym komuś zależało. I dobrze, żeby w otoczeniu byli ludzie, którzy to poczucie własnej wartości pomogą odbudować zamiast je zaniżać.
Należy skorzystać z oferty rynkowej :) "Trudno oszacować, ile Polek i Polaków rzeczywiście wybiera życie bez związku, ale w urzędach stanu cywilnego coraz rzadziej wybrzmiewa marsz weselny. W 2024 roku pobrało się 135 tys. par, co jest najniższym wynikiem w okresie powojennym. Za to pełne ręce roboty mają sądy, każdego roku orzekają ok. 60 tys. rozwodów.
I jeszcze pytanie takie się nasuwa: czy ta pani w swoich sm w czasach, gdy poseł żył, zamieszczała jakieś wzmianki o związku z nim? Czy pojawiły się one dopiero po jego śmierci?
no cóż, zawsze możesz nie zgadzać się z faktami. to też nie jest karalne. słowo związek nie jest obelgą, nie zaperzaj się tak
Czytałam gdzieś kiedyś o badaniach, z których wynikało, że paradoksalnie wdowcy i wdowy, którzy tworzyli dobre związki (tam chyba chodziło konkretnie o małżeństwa), często lżej i krócej przechodzili żałobę po zmarłym partnerze niż ci, u których coś zgrzytało. Tłumaczono to tak, ze ci drudzy opłakiwali też wszystko, co się nie wydarzyło, a mogło, niespełniony potencjał.