pomocy dla Ukrainy, pakuje dolary, wspiera Zełenskiego i — co najważniejsze — nie lata do Moskwy z Jaredem. W Brukseli mówi językiem, który rozumieją i Macron, i Merz, i reszta świata. Ale w Warszawie — język Tuska to dla części klasy politycznej chiński alfabet. Bo jak tu zrozumieć, że można być za