Nie będzie w tej samej cenie. W szkołach na Laurowym Wybrzeżu jest drożej albo dużo drożej, gorsze warunki (nie dostaniesz raczej pokoju jednoosobowego u rodziny goszczącej) i dużo Rosjan. Sprawdzałam w kilku szkołach. La Rochelle zdecydowanie ma najlepsze warunki dla dzieci. -- Nie omieszkaj
Takie kursy są bardzo fajne, to są de facto obozy letnie połączone z nauką języka w kraju, gdzie tym językiem się mówi. No i chyba lepiej gdzieś pojechać niż nigdzie. W moim kraju na przykład nie ma praktycznie obozów lokalnych, za mały kraj, wszyscy jadą gdzieś za granicę. Póki dzieci dzieci były
polskiego, ale czuję że jest dużo uboższy niż kiedyś. A jak u was?
, dziennik? Nie Z językiem pisanym nieformalnym mam najmniejszy problem, chociaż widzę że czasem mi szwankuje składnia. Największy problem mam z pracą, nigdy nie pracowałam po polsku i mam problemy z językiem oficjalnym, w swojej dziedzinie nie znam po polsku fachowego słownictwa. Gdybym miała robić
momencie mówić, m.in. odmówiło komunikacji w języku A, i zdiagnozowano u niego mutyzm wybiórczy. Obecnie za radą psychologa, zredukowano liczbę języków, w których dziecko ma funkcjonować i dziecko jest pod opieką psychologa-logopedy... -- Nie omieszkaj dać Świadectwa polskości Bądź Patriotą zmyślnie
. > > Problemem nie jest zmiana kraju, tylko fakt, że pani mówi do dzieci po ang, będ > ąc jedynym źródłem polskiego. Tu się z tobą zgadzam. Wg mnie Dominika robi duży błąd mówiąc z dziećmi niemal tylko po angielsku. Ostatnio tłumaczyła że robi tak bo język angielski jest zwyczajnie dla dzieci
kiedy przeprowadzili się do Polski. Wystarczyłoby aby z mamą rozmawiał po polsku, z tatą po angielsku i nie miałby problemu z językiem polskim. No ale Dominika przyznała że ona woli rozmawiać z dziećmi po angielsku bo jest dla nich łatwiejszy co wg mnie jest absurdalne. Mieszkali w Polsce a z dziećmi
bardzo chętnie, tyle, że obecnie poza mową "własnym językiem" mówi niewiele słów - nie, "papa" na do widzenia, "am" na jedzenie, "brum brum" na samochód, "bam bam" na piłkę o w zasadzie tylko tyle (mówił też tata, ale ostatnio przestał). Mały zasób wypowiadanych słów nie wiąże się u niego z kiepskim
U mnie jest sporo ukraińskich i białoruskich dzieci. Jednak zazwyczaj z rodzicami są dość małe, a jak dziecko jest większe mówi po polsku. Dopiero jak ma koleżankę, albo przyjdzie rodzic to mówią w swoim języku.
Dziękuję za to podsumowanie. Czuję, że u nas to ma szansę się udać, z kilku powodów. Po pierwsze - tata naprawdę nie mówi i nie rozumie po polsku. Kilka słów tak, ale to tyle. Więc każda rozmowa między nimi wydarza się po węgiersku, ewentualnie dziecko dołącza do naszej rozmowy po angielsku. Po
Ci Ukraińcy, którzy "biorą się za prace do których Polacy się nie garną" nie mają po prostu innych kwalifikacji i nie każdy zna na tyle biegle język polski, żeby pracować np. typowo z klientem. W Warszawie jest bardzo dużo Ukraińców, którzy często pracują np. w Biedronkach. I owszem, nie są to
zapłaciliśmy. Jak pisałem pieniądze nie były wtedy ważne. > Ale chyba tylko w polskim i ruskim języku mówi się, że zwierzak zdechł, a nie u > marł, chociaż właściciele zwierząt używają raczej tej łagodniejszej i wg. mnie > , poprawnej formy. Nie wiem jak to jest na świecie, język polski
się nauczyli. Sam twój język ilustruje to o czym mówię. Bombelek, drze się, madeczka, tatel. Pogarda do rodziców i niechęć do dzieci jest dziś powszechna. A dzieci trochę hałasu, zamieszania, bałaganu zawsze narobią, taka jest ich natura. Co ty myślisz, że kiedyś to ludzie wszyscy wychowywali i