no właśnie brak chętnych :( na zmianę matematyczki tez raczej nie licz. dramatycznie brakuje nauczycieli tego przedmiotu i szkoły trzymają (niemal pazurami) tych których mają. A prawdobodobnie zmiana nauczycielki na te uwielbianą, spowodowałaby tylko to, że byłaby wymiana między klasami
Bardzo mi przykro, bądź dumna z syna, bo ma świetne oceny, 4,2 (!) to jest bardzo dobra średnia ocen, a tymczasem szkoła naciska na lepsze stopnia, WTF?! 2 to też ocena, nie zawsze świadczy o uczniu, natomiast często o nauczycielu :-/ Ja na twoim miejscu czułabym się podobnie, przybita, i
To nawet nie świadczy o innych uczniach techników, bo dużo zależy od szkoły i od rocznika. Pracownik jednego z okolicznych zespołów szkół kiedyś opowiadał, że w zawodówce mieli jednego roku bardzo fajną młodzież, lubianą przez nauczycieli, a drugiego taką, że woleli nie robić naboru niż nabrać
w pracy i są pedagogami. Uczą, opiekują się, wychowują. Nie wolno im stosować przemocy wobec uczniów, również psychicznej. Nawet jeśli nauczyciel nie lubi jakiegoś ucznia, to nie wolno mu robić z niego ofiary, wyszydzać i poniżać go na forum klasy. Jeśli ma jakieś uwagi (na pewno nie o długości
, śmieszne uwagi). > Przewaga wynikająca z wieku i stanowiska nauczyciela jest rzeczą oczywistą i na > tym to polega, że właśnie nauczyciele mają uczniów socjalizować/wychowywać. Ty > akurat byłaś przewrażliwiona na swoim punkcie jako 12-latka. Każdy jest inny, oczywiście. Ludzie
W szkole państwowej to chyba musi nostryfikować dyplom, nie wiem, czy nie musi zdać egzaminów z j.polskoego. Ale w szkole jako asystent uczniów "zagranicznych", myślę że dyplom będzie dodatkowym plusem, choć to chyba praca na umowę o pracę, nie Kartę Nauczyciela. Ale szkoły językowe (a jest ich
Michałków jest więcej. Plastyka, muzyka, informatyka (zarówno w podstawówce jak i w liceach gdzie nie jest rozszerzeniem - poziom jest śmiesznie niski, a większość uczniów wie więcej niż uczący ich nauczyciel, który uprawnienia zdobył na podyplomówce), technika, edb, wf, było coś takiego jak wok
Jakie oczekiwania nauczyciela znowu? Uczeń ma za zadanie opanować podstawę programową. Nauczyciel jest po to, aby my w tym pomóc. Dla mnie uczen, któremu się chce, który jest ambitny i zdyscyplinowany jest lepszy niż ten, który olewa i nic mu się nie chce.
egzaminów także ustnych. Istotne było więc, co mam w głowie i czy potrafię komisję rekrutacyjną przekonać do siebie, a nie elementy graficzne na świadectwie. Pamiętam jednak z czasów podstawówki procedurę jawnie dyskryminującą uczniów osiągających gorsze wyniki. Nowe podręczniki były wtedy towarem
I tu powstaje dylemat moralny. Z jednej strony, niewątpliwie nauczyciele nie powinni uwodzić uczniów, z drugiej są małżeństwem od prawie 20 lat. Dodatkowo, ludziom jakoś łatwiej zaakceptować dużą różnicę wieku, jeśli to mężczyzna jest starszy.
raczej inicjatywa uczniowska - muszą znaleźć chętnego nauczyciela, który z nimi pojedzie, na szczęście są i tacy. Nie wiem czy taki nauczyciel dostaje z tego tytułu dodatkowe wynagrodzenie od szkoły. I dodam, że takie wycieczki odbywają się w terminach typu ostatni tydzień roku szkolnego, bo u nas jest
nie szkoła, a biuro podróży zapewnia wszystko od a do z bez angażowania w to rodzica/rodziców a już tym bardziej nauczyciela. Czyli te 480zł za kilkudniowy wyjazd na drugi koniec Polski jest zorganizowane samodzielnie przez rodziców/uczniów ? Czy szkoła bierze na siebie wyszukiwanie kwater
prawo i obowiązek zwracać uwagę, jeśl > i podejrzewa problemy zdrowotne u ucznia/uczennicy. To nie jest twoja sprawa, ile inna kobieta ma dni intensywnego krwawienia i czy stosuje profilaktykę anemii. I nie odwracaj durno kota ogonem, że nauczycielowi pozwalającemu sobie na głupie uwagi chodzi
> U dziewczynek nastolatek miesiączka jak najbardziej może tak wyglądać i nie trzeba zaraz wysyłać do lekarza. Czyli 3 dni intensywnego krwawienia? Może trzeba jakąś profilaktykę anemii wprowadzić w takim przypadku? A nauczyciel ma prawo i obowiązek zwracać uwagę, jeśli podejrzewa problemy
Nie sądzę, że to kłamstwo jako takie. To sposób widzenia świata, że zawsze musi być jakaś patologia. I żeby było gorsze i lepsze. Przypominam, ze ta forumka pisała, że posłała dziecko do prywatnej szkoły, bo w państwowej jest patologia (w sensie inni uczniowie to patologia a nie system/nauczyciele
zapewnić każdemu uczniowi miejsce w państwowej placówce, ani to że wszystkie ukraińskie dzieci są patusami olewającymi szkołę i nauczycieli. Mam wrażenie, że to wszystko jest zmyślone pod wiadomą tezę.