No ale rehabilitacja po wypadku czy ajkaś chora to co innego. Mówimy o zwykłym, sprawnym psie, który zamiast na wycieczkę pod miasto idzie na bieżnię w basenie. Ale pod miastem, to jeszcze by sierść w krzakach poplątał czy w piachu się ubrudził. I jeszcze by syfny patyk zamiast zabawki wzią ł do...
Poza tym po co szukać daleko, Agnieszka mogła nie słyszeć o tym, jak Borejkowie potraktowali Gizelę, ale coś jej się musiało obić o uszy, jak żyło się niezamożnym mieszczanom, w tym służbie domowej, na początku XX wieku w kamienicach takich jak Roosevelta 5. Ale na Roosvelta jakoś się Agnieszka nie wstydzi.
Nauczycielka opowiedziała o zdarzeniu koleżance: — Akurat weszła do mnie po lekcji i zapytała, jak się czuję. Powiedziałam jej, co się stało. Zapytała mnie, gdzie jest ta zabawka. Wyjęła ją z kosza. I powiedziała, że lepiej ją odłożyć i najwyżej ktoś sobie weźmie. I tak zostawiłyśmy ją na parapecie. Nigdy bym nie pomyślała, że będzie jakiś ciąg dalszy tej sprawy. Ciekawe, że druga siłaczka nie potraktowała tej zabawki jako element stroju na Halloween ;) Za to dla siłaczki, której się pali pod dudą, od poczatku było jasne, jakie jest pochodzenie krzyża.
Nauczycielka opowiedziała o zdarzeniu koleżance: — Akurat weszła do mnie po lekcji i zapytała, jak się czuję. Powiedziałam jej, co się stało. Zapytała mnie, gdzie jest ta zabawka. Wyjęła ją z kosza. I powiedziała, że lepiej ją odłożyć i najwyżej ktoś sobie weźmie. I tak zostawiłyśmy ją na parapecie. Nigdy bym nie pomyślała, że będzie jakiś ciąg dalszy tej sprawy. Ciekawe, że druga siłaczka nie potraktowała tej zabawki jako element stroju na Halloween ;)
Nagle pojawił się problem i na podstawie ipetu organ prowadzący zreorganizuje pracę szkoły i przydzieli do jednej jednostki 4 randomowych kolegów. Już widzę reakcję rodziców tych uczniów, potraktowanych jako zabawki terapeutyczne. Raczej tam nauczanie indywidualne będzie.
Potraktowała ją jak nowego kotka. Ta bidulka schowała się w kącie i nawet nie chciała jeść smaczków które tamta jadła. Chyba proces się wydłuży. Jak to było u Was? Długo to trwało. Ta średnia kotka była zaakceptowana przez rezydentkę po 9 dniach a tu mam obawy czy czasem się nie wydłuży.
Potraktujcie ten wpis jako element przyszłych tu dyskusji: 1. pomijajmy szczegóły - nieścisłości na ile się to da, 2. idźmy w kierunku istoty dyskusji. PS. Piszę to także do siebie.
Jej szanowny mąż po jej śmierci nagle zapragnął zostać dziadkiem i mam duży żal do rodziców że potraktowali mnie jak zabawkę o emocjonalności chomika i zwaliło ośmiolatce na łeb obcego faceta jako dziadka. Bez wyjaśnień, bez przepraszam, bo staremu dziadowi się zachciało nagle mieć rodzinę. Powinni posłać w cholerę.
Może kot potraktował słuchawkę jako zabawkę i mógł gdzieś schować i nawet potem przenieść do innego pomieszczenia? Może idąc kopnęłaś ją i poturlała się zupełnie nie tam, gdzie szukasz. W butach, w kieszeniach . Mogła się zaczepić np.o kabel ?
John to jak na tamte czasy nie został potraktowany tak tragicznie. Owszem, był odsunięty od rodziny i życia publicznego, ale nie oddali go do szpitala i nie zapomnieli o nim tak, jak o dwóch siostrach. Odwiedzali go, zabierali do "dużego domu", miał stałą opiekę, zabawki, "swój" ogród itp.
Niania mająca w tamtym momencie 10 razy lepszą sytuację finansowo mieszkaniowo rodzinna, niż moja teściowa została potraktowana przez wielką damę jak dziadówa. Wstyd było na to patrzeć.