7.25 w Stanach (ale na przykład pracownikom restauracji wolno płacić tylko USD 2.13, oczekując że brakujące 5.12 dorobią sobie w napiwkach - serio!) Rzecz jasna mowa o minimalnej federalnej, stanowe (na przykład u ciebie w Kalifornii) bywają wyższe. Ale na 50 Stanów w 20 płacić można zaledwie
posiedzieć, poszukać restauracji z opiniami pisanymi głównie po węgiersku i moja żarłoczność została ukojona "lokalnie", ku mojej bezmiernej satysfakcji. To też, IMHO, "efekt stonki"... przy głównych arteriach, którymi się ona porusza nie znajdziesz nic godnego uwagi. Nawet jak żarcie będzie dobre (w co
niewykluczone). > Nie bylo tez smakolykow za kilka euro W to nie uwierzę... na głównych "deptakach" na pewno, ale gdzieś obok? Wenecja jest spora, są też knajpy dla "tambylców", trzeba tylko zejść z utartego szlaku. Włoch bez lokalnej restauracji jest jak Anglik bez lokalnego pubu - po prostu nie
wlasciwy stosunek zycia/pracy. No tak - rzeczywiście żarcie w restauracji to luksus, na który powinni sobie pozwolić tylko emeryci 🤣 Byłeś kiedyś w Hiszpanii, Francji, albo we Włoszech? > Ciagle racuje zasada ze tu sa mozliwosci ktore mozna wykorzystac ale trzeba na > wszytko zapracowac
rodzinnych" (jak to kiedyś delikatnie podawano w ogłoszeniach w PR1, na długo zanim się komórki pojawiły) musiałem zrezygnować. Ale wtedy 10 dni z HB (wolę, bo lubię jeść na mieście, a nie być uwiązanym do hotelowej restauracji - przy czym na śniadania nikomu nigdy nie chce się wychodzić na miasto, a
kredyt, żeby w szkole wyglądało na bogola", ale dziwi mnie to. Obiecałem tego aj-waj, ale pod warunkiem, że się do dobrego liceum dostanie. U nas na wsi ze studniówek żyją głównie różne "Dworki", czyli restauracje na obrzeżach Lublina. Dla hoteli to pewnie średni interes, bo sezon turystyczny
w Lublinie mówiła "gofery")! Budy już dawno nie ma, ale jeszcze w latach 90-tych funkcjonowała. I zestaw obowiązkowy (lorneta+meduza) jak dorośli gdzieś chcieli "chlapnąć coś" w restauracji, albowiem państwo socjalistyczne dbało o swoich obywateli i nie dopuszczało, żeby obywatel spożywał bez
kajakiem, jak się załapię na letni festiwal filmowy, to obejrzę kilka filmów, których nigdzie w kinach nie prezentują, a za płotem "mojej" miejscówki mam groby powstańców styczniowych i obrońców z 1939 roku... już w Parku Narodowym - a więc zdecydowanie "ciche sąsiedztwo". Do tego restauracje (nienajtańsze
, wtedy zaczęto z Chinami handlować na potęgę. Za "środkowego" Reagana 500 milionów dolarów rocznych obrotów handlowych z 1979 roku (środkowy Carter), urosło do kilkunastu miliardów w 1985 roku. Amerykanie udostępniali Chinom nie tylko samochody z General Motors, komputery od IBM czy restauracje KFC, ale
osiedlowych, niegdyś bardzo popularnych, ze świecą szukać - zostały nieliczne. Najgorsza mordownia na mojej poprzedniej dzielnicy - zamknięta, już po epidemii. Zostały restauracje, pizzerie, ale miejsc, gdzie można napić się piwa i co najwyżej paluszkami zakąsić (a w bonusie dostać w japę za krzywe
"Restauracji na końcu Wszechświata", to gorąco polecam). -- Fiesta '84, Almera '95, BMW E36 '98, Astra F '94, Astra G '00, Laguna '96, BMW E53 '01, VW Golf Sportsvan '16, Peugeot 1007 '04, Zafira C '12, Micra K11 '96, VW e-up! '22... i będzie więcej.
engine8t napisał: > A wiec jak zamowisz danie z restauracji na wynos to masz taniej? Bo u nas to j > est ok 20% taniej :) No żreć gdzieś "w plenerze", albo w hotelowym pokoju, zamiast przy stoliku w restauracji. Wypas. No serio wypas ;) -- Fiesta '84, Almera '95, BMW E36
engine8t napisał: > o wiec po co ta dyskusja? > Bo "biznesplanem" większości waszych restauracji jest to, że zatrudniani przez nie na czarno ludzie sami na siebie zarobią, więc nie trzeba im płacić pensji? -- Fiesta '84, Almera '95, BMW E36 '98, Astra F '94, Astra G