lądowało w koszyku parę kosmetyków. Obecnie kupuję w sieci albo w aptekach dobre dermokosmetyki i słoiczek z kremem wyczyszczony do końca. Raz, że faktycznie są dobre, aż miło korzystać, dwa świadomość "że kosztowały" nie pozwala marnować.
, potem zabieram się za kolejne. Z kosmetykami to samo - kupuję maseczkę, po czym szkoda mi czasu na robienie maseczek. W końcu się zmuszam, żeby przestała mi zalegać. Mam też za dużo mąk, z których nic nie piekę (ale za każdym razem potrzebowałam małych ilości do potraw, reszta została). Muszę się
Może i tak, ale ja nie wiem nic o wizażu, nic o społecznościach wokół kosmetyków, nie wiem nawet, czym jest społeczność wokół czegoś i pojęcie czegoś. No, teraz już wiem, czym jest denkowanie, ale raczej nadal będę zwyczajnie zużywać do końca.
To to faktycznie nie. A. Kupowanie 5, 10, 24 tuszu do rzęs, skoro masz x otwartych, których użyłaś kilka razy, ale jest NOWY! Za to podobnie miewam z perfumami i wodami kolońskimi :D (jednak mieszczę się poniżej 10, i wszystkie zawsze w końcu zużywam do końca, ale lubię używać wielu
Osesu... co jakiś czas mam taką fazę, że wkurza mnie ilość rozpoczętych kosmetyków które są bardzo średnie więc zarzekam się, że zużywam je do końca i na przyszłośc na półce ma być tylko jeden sprawdzony i dobry. I wklepuję to to w siebie by skoczyć pojemnik, po czym gdzieś coś przeczytam że
Albo mimo wszystko zużywam do końca, czasem zmieniając przeznaczenie, albo oddaję przyjaciółce, mamie, teściowej szwagierce. Chyba jeszcze mi się nie trafiło, żebym musiała wyrzucić, bo nikt nie chciał, a mnie nie pasowało tak bardzo, że nie dałabym rady zużyć.
Nie miewam takich problemów. Naprawdę nie wiem co by musiało się dziać, żeby kosmetyk użyć raz. Jedynie silna alergia, ale wtedy idzie do kosza. Resztę zużywam do końca i innym razem nie kupuje.