Zobaczyć uśmiechniętą od ucha do ucha zwycięską Verę Zvo - bezcenne.
Jak tylko skończyli Djokovic z Federerem (a skończyli dużo szybciej niż należało oczekiwać), przerzuciłem się na Wozniacki-Zvonareva.
Zrazu się ucieszyłem: Vera 4-3 i to z przełamaniem. Mina mi nieco zrzedła, bo serwis Rosjanki i 0-40. Pełen najgorszych przeczuć zacząłem być, że nieznośna Dunka zaraz odrobi, potem pożegluje, a Vera pójdzie w rozsypkę. Jednym zdaniem w tym momencie człowiekiem małej wiary byłem i zaraz po ...