Siedzę na walizkach i liczę dni do zakończenia roku szkolnego. Potem jeszcze
2 tygodnie i pożegnanie z całym moim prawie czterdziestoletnim życiem w
kraju, w którym sie urodziłam, wychowałam, skończyłam szkołę i studia,
wyszłam za mąż i urodziłam dzieci.
Pożegnanie z przyjaciółmi, katami, które zmałam od urodzenia, moimi sklepami,
w których co rano kupowalam bułki, ze wszystkimi i wszystkim.
Łzy w oczach się kręca, ale rok temu , a może nawet wcześniej, podjęliśmy z
mężem jedyna m...