Nienawidze tej zmiennej pogody- jest samo polodnie, sporo sniegu, ale bez
wiatru i duzo slonca, a ze maly nie chce spac w lozeczku to ja go do wozka i
idziemy. Przeszlam moze 200 m. maly juz spi, a tu nagle silny wiatr wieje nam
w plecy, nie mialam sily isc, a jeszcze pchalam wozek tylem zeby nie nawialo
malemu. Ledwie doszlam, on juz sie obudzil i w krzyk bo nie szlo oddychac-a
mial tylko mala szparke, byl szczelnie okryty. Tragedia po prostu, dobrze, ze
zdazylam bo za chwilke byl grad...