Wyrwawszy się dziś niechętnie z objęć nazbyt krótkiego snu spojrzałam za okno
i zaklęłam szpetnie, gdy zobaczyłam, że nic nie widzę. Mgła zakleiła miasto
na amen. Do pracy pojechać mus, zatem gdy przytelepał się jakiś tramwaj,
który szczęśliwym trafem i nie wiadomo jakim cudem, drogi nie zgubił,
podążyłam nim w jedynie słusznym kierunku.
Tramwaj zgrzytał, skrzypiał i telepał, a przejeżdżał koło lasu. Wyłoniła się
z nicości jedna gałąź, pomachała i przepadła, za nią nastepna - nie ...