Cztery dni i cztery piękne płyty mi się pod rękę nawinęły. Zapowiada się
piękny czerwiec (pomijając burzę za oknem, lepszą zresztą od upałów).
# The National - Alligator. Śliczne melodie (tak, właśnie w
ten sposób albumy same powinny zwracać same na siebie uwagę, odrywać od
innych zajęć, narzucać się - po prostu dobrą melodią), świetny nastrój -
niby trochę smutny, ale pogodny, no i niezły rozrzut - od utworu początkowego,
do tego jakby post-rockowego Mogwaia pod koniec jest tak dalek...