Wczoraj pojechalismy do pubu na mecz, Chuda sie zadekowała gdzies, pokicialismy, nie przyszła, wiec pojechalismy.
Wrocilismy po 23, w deszczu, łajza z wrzaskiem zeskoczyła z parapetu i poleciała do chałupy.
Rano znalazłam lekko podsuszone ( pewnie od wczoraj wieczora) truchełko myszki.
Fuuuuu.
Czy to sie kiedys skonczy?;)