pewnego jesiennego dnia niemłody już mężczyzna w szarej jesionce siedział nad
brzegiem piastowskiej rzeki, palił cygaro i spluwał w czarny nurt spienionej
wody. na drugim brzegu watahy bezrobotnych relaksowały się zbierając grzypki,
jarając blanty a grupka desperatów zażywała nawet kąpieli w zdradzieckich
nurtach, ale oni byli pijani już od rana.
w oddali widać było opustoszałe zakłady pracy, rozbite rodziny leżące w
kawałkach wzdłuż rozkopanej od trzech lat trasy szybkiego ruchu...