o wpół do szóstej rano padał deszcz.
jedna pani mi pożyczyła torbę foliową, to mogłam usiąść na ławce.
słuchałam Antyradia, a gdy się rozjaśniło, usiłowałam książkę czytać.
ale za mocno ją krople deszcze moczyły, więc schowałam do torby.
w końcu otworzyli drzwi i się zapisałam do dentystki.
przyglądalam się ludziom, którzy czekali pod przychodnią - szarzy i
smutni, jak ja.
się mi przypomniały czasy i kolejki za komuny.
i te smętne klimaty.