-
Na nadchodzącą sobotę zaproszona zostałam na ślub cywilny mojej dawnej
przyjaciółki. (Nasz kontakty są bardzo luźne, widujemy się prawie wcale.
Z danwej zażyłości pozostały jedynie wspomnienia, ale nie o tym rzecz.)
Na ślub cywilny, bo taki tylko będzie, Karina zapraszała telefonicznie
(mieszkamy blisko siebie, zaledwie trzy przystanki różnicy). Przyanm, że nie
odebrałam tego zbyt pozytywnie. Z drugiej strony, młodzi zdecydowali się na
wszystko jeszcze w tym miesiącu.
Mam dylem...
-
Pisze bo to jedyny sposób w który już teraz mogę zareagować, a jakoś mi to
nie daje spokoju… W sobotę byliśmy z narzeczonym w sklepie Dyplomata na
Koszykowej. Narzeczony upatrzył tam sobie kamizelkę, chodziło o to żeby
wejść, przymierzyć i bez dalszego zastanawiania się kupić (byla naprawde
fajna). Tak więc, poprosiliśmy o kamizelkę i musznik. Prośba spotkała się z
reakcją, w dość obcesowy sposób zakomunikowaną (a wiadomo, różne rzeczy można
rożnie powiedzieć) – „...
-
Zaczęło się całkiem niewinnie, wczoraj: niewielki katar i ból gardła, dziś
jest o wiele wiele gorzej, tonę w morzu lekarstw, syropków, tabletek:), ale
nic to, do tego urocze, a jakże uczelenie nad górną wargą (piękny odcień
chyba cyklamen:)), a zapomniałabym: na moich gładkich dotąd pleckach pojawił
się ogromny nieprzyjaciel:)) (oczywiście suknia z odkrytymi pleckami), a ślub
już w sobotę, jest cudnie, czy jestem sama?