Fuks, duży lub mały, każdemu w życiu się przydażył. Niedawno przypomniał mi
się jeden z moich. Małe wprowadzenie: wczene lata 80-te, wakacje, samotny
autostop, schronisko młodzieżowe, duża sala, nikogo, -ale do czasu. Pod
wieczór dołączył jakiś podróżnik - niestety. Był to cholernie zarozumiały,
upierdliwy i chamowaty osobnik. Zbliża się pora snu, ja już prawie zasypiam,
on coś tam jeszcze gmera, poczym kładzie się spać i mówi, że trzeba zgasić
światło. Myślałem, że mnie szlag tra...