Dodaj do ulubionych

"List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszącego"

08.02.04, 11:49
czy mozna się zgodzić z takim stwierdzeniem?

Users nie rozpoczyna tematu o romansie związanym z Zamościem, więc robię to
ja...i wstawiam jeszcze jeden cytat i pytam kto napisał te słowa i do kogo?
"Współczuje WMości udrękom ,ale i mnie jest bardzo niemiło ,że un chłop
gruby śpi na jednej ze mna poduszcze"?
Obserwuj wątek
      • januszx Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 08.02.04, 12:30
        Ja niestety nie jestem tak dobrze w temacie zorientowany jak Ty, ten jeden
        cytat sobie zapamietałem a listy czytałem przed ponad rokiem ..., także nieco
        juz uleciało...ale temat wdzieczny , szczególnie ciekawe i zabawne wydaja mi
        się przezwiska jakich uzywali kochankowie...
        a czułości nie było? poważnie...

        A cytat w tytule pochodzi od starożytnych...
      • alfia Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 08.02.04, 14:56
        users1 napisał:

        > Januszu jestem świeżo po lektorze listów Marysieńki, czy mam odpowiadać na
        > pytanie? Wstrzymam się na razie. Cytat ten potwierdza jeden z moich postów,
        że
        > tego ciepełka nie było jednak za wiele.
        > Pozdrawiam
        > W.2

        czyli miłość i zdrada jak "płaszcz i szpada";-) no tak, tak zwłaszcza, że tego
        ciepelka nie było dla Jana Sobiepana skądinąd nam Zamościanom bliskiego...
        dlaczego Uzersie Marysieńka przestała kochać potomka Kanclerza Wielkiego
        Koronnego, czy listy może zdradzają jakieś powody??
        • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 09.02.04, 16:58
          Przepraszam, wczoraj jakoś nie zauważyłem Twego postu Alfio, choć widzę że
          kierujesz do mnie pytanie. Trudno powiedzieć co było bezpośrednią
          przyczyną "odkochania" się Marii Kazimiery w Janie Sobiepanie. Myślę jednak że
          miłość do Jana Sobieskiego, chociaż różnie różni na ten temat mówią.

          Maria Kazimiera przybyła do Polski w 1645 roku w orszaku Ludwiki Marii - żony
          Władysława IV, a później Jana Kazimierza. Oficjalnie była chrześniaczką Ludwiki
          Marii, ale podobno, tak naprawdę - jej córką, owocem nieszczęśliwej miłości do
          markiza Henryka Cinq-Mars. Mając 14 lat Marysieńka była podobno niezwykle
          ponętną panną i niejeden mężczyzna rozpoczął szturm do jej serca. Zwycięzcą
          pierwszego etapu został Jan Sobiepan Zamoyski wówczas podczaszy koronny.
          Rok po ślubie z Janem Sobiepanem Marysieńka poznała Jana Sobieskiego i
          natychmiast przypadli sobie do gustu. A że była nad wyraz kochliwa, wkrótce
          znajomość przerodziła się w wielki, płomienny romans. Po kilku latach tej
          miłości Marysieńka postanowiła porzucić Jana Sobiepana i związać się z Janem
          Sobieskim. Ale do tego potrzebny był rozwód, nieosiągalny bez papieskiej zgody,
          ale to już odrębny temat.
          Jan Sobiepan, jak niektórzy go określają, niepoprawny hulaka i awanturnik,
          zapadł na syfilis, inni mówią że była to kiła. Jak zwał tak zwał był chory na
          chorobę weneryczną. Jedni podają, że Jan Sobiepan zaraził tą chorobą
          Marysieńkę, a ona Jana Sobieskiego, inni natomiast twierdzą, że nie była to
          prawda, gdyż kiedy Marysieńka wróciła z podróży do Francji, Jan Sobiepan był
          już tak poważnie chory, że nie było możliwości jej zarażenia. Wkrótce zresztą,
          w wieku 38 lat zmarł. Wtedy okazało się że rozwód nie jest konieczny, a droga
          do poślubienia Jana Sobieskiego stała otworem.
          Tak więc trudno dociec co tak naprawdę było przyczyną rozpadu tego związku z
          Janem Sobiepanem. Ja stawiam jednak na miłość do Jana Sobieskiego.
          Pozdrawiam
          W.2
          • januszx Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 09.02.04, 18:05
            Piękna opowieść Usersie :-))
            ale ja pozwole sobie zauważyc ,że Maria Kazimiera nie była bez winy ..., była
            to kobieta-piękna:-) , która źle się czuła na prowincji i gdy "wywęszyła"
            okazję do przeniesienia do wielkiego świata ..skwapliwie z niej skorzystała...
            Poza tym chcialbym zauważyć , że Jan Sobiepan Zamoyski oprócz licznych wad
            miał tez sporo zalet , ale o tym nasz Users wie z pewnością:-)))

            pozdrawiam
            J
            • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 09.02.04, 18:58
              Januszu, oczywiście,że Jan Sobiepan ma wiele zalet. Co zaś tyczy Marysieńki, oj
              nic jej nie brakowało z tego wielkiego świata, przede wszystkim jak podają
              niektóre źródła była bardzo kochliwa. Zauważyłeś zapewne, że w swoim poscie
              napisałem "a to już odrębny temat". Tak to odrębny temat, same jej zabiegi o
              rozwód mają wiele pikanterii. Miłość do Jana Sobieskiego miłością, w tej
              mołości był też interes, polityka, były też może mało znane ale i inne romanse
              Marysieńki, właśnie choćby przy okazji tych zabiegów rozwodowych. Obiecałem
              Alfii, że napiszę coś o Marysieńce, postaram, się dotrzymać słowa, a wówczas
              oprócz jej życiorysu myślę że będzie trochę z jej intymnego życia, choćby o jej
              romansach. W listach Jaba Sobieskiego do Marysieńki można znależć też kilka
              pikantnych rzeczy.
              Pozdrawiam
              W.2
          • alfia Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 09.02.04, 19:55
            Och jakże mnie ziantrygowałes swoim opowiesciami Uzersie...
            No popatrz XVII w a tu historie miłosne, ktore zawiązują się mimo świętych
            więzów, zdrady, polityka i interesy... Myślałam, ze wówczas białoglowy były
            bardziej bogobojne ale z tego, co piszesz to jak świat światem człoweik został
            człowiekiem ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami:-) a hitoria miłości
            Marysienki i SObieskiego rozsławiona przez historię tez z tego, co piszesz
            zawiera też szczegóły, o których mówi się mniej, gdyż nie do końca do tego
            ideału wielkiej miłości pasują... ciekawi mnie przeto cecha Marysienki, którą
            określiwłes jako kochliwość, cóż serce może wielkie miała to kochała nie
            jednego... Wielka Kobieta, w końcu królwa:-))
            pozdrawiam
            a
            • januszx Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 09.02.04, 20:41
              alfia napisała:

              > Och jakże mnie ziantrygowałes swoim opowiesciami Uzersie...
              > No popatrz XVII w a tu historie miłosne, ktore zawiązują się mimo świętych
              > więzów, zdrady, polityka i interesy... Myślałam, ze wówczas białoglowy były
              > bardziej bogobojne ale z tego, co piszesz to jak świat światem człoweik
              został
              > człowiekiem ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami:-) a hitoria miłości
              > Marysienki i SObieskiego rozsławiona przez historię tez z tego, co piszesz
              > zawiera też szczegóły, o których mówi się mniej, gdyż nie do końca do tego
              > ideału wielkiej miłości pasują... ciekawi mnie przeto cecha Marysienki,
              którą
              > określiwłes jako kochliwość, cóż serce może wielkie miała to kochała nie
              > jednego... Wielka Kobieta, w końcu królwa:-))
              > pozdrawiam
              > a
              Królwa Marysieńka:-))) nieźle , tak z pewnościa była kochliwa ,ale na
              szczególy musimy poczekać,
              poczekać na relację miłego Usersa , który jak Go znam już wertuje dostępne
              źródła , ja nietety w tej kwestii nie mam nic pod ręka , chyba ,że pobiegnę do
              biblioteki? ..sprawa jest bardzo intrygująca:-)
              pozdrawiam
              j 10:)
            • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 09.02.04, 21:12
              Witaj Alfio. No cóż, odkąd Adam z Ewą zgrzeszyli po raz pierwszy istnie coś
              między kobietą a mężczyzną, coś co trwa do dnia dzisiejszego i nie ważne czy
              kobieta jest królową, czy tylko markietantką jak ją kiedyś określiłem w wątku o
              szpitaku św. Łazarza, to zawsze jest mężczyzna który na to coś czeka.
              Oczywiście można byłoby wymienić na pierwszym miejscu mężczyznę a kobietę na
              drugim, ale przecież to nie jest tak istotne. Przyznaję że znów zagłębiłem się
              w lektury opisujące życie Marysieńki. Zastanawiałem się nawet jak na publicznym
              forum na temat jej intymności i niezbyt chlubnych cech pisać. Tym bardziej, że
              jak zauważyłaś Marysieńka na ogół postrzegana jest raczej jako prawie idealna
              kobieta, bogobojna, fundatorka kościołów choćby w naszym regionie Krasnobród,
              Zwierzyniec. Mimo wszystko pozwolę sobie, może jakby na próbę, coś na
              ten "intymny" temat Marysieńki napisać. Oto fragment jednej z publikacji:
              cyt: "Wbrew oczekiwaniom marszałka koronnego Jana Sobieskiego, ceremonia jego
              zaślubin w kaplicy na Zamku Królewskim w Warszawie nie była zbyt huczna. Mimo
              to czuł się szczęśliwy. Wreszcie, po kilku latach oczekiwania, jego ukochana
              Maria Kazimiera znana w naszej historii jako królowa Marysieńka, miała zostać
              jego małżonką. Nikt z obecnych nie domyślał się, że oto przyszłemu królowi
              udziela ślubu przyszły papież. Tak jak nikt nie przypuszczał, że jest to
              ostatnia intryga Marysieńki, czyli Marii Kazimiery d'Arquien.
              Widząc uśmiech na twarzy udzielającego im ślubu nuncjusza papieskiego, Antonia
              Pignatelliego, Sobieski myślał, że i on podziela jego radość. I miał rację,
              choć jej powód był zupełnie inny. Oto nuncjusz pozbywał się właśnie najbardziej
              kompromitującego świadka swojej prawie dwuletniej słabości. Ale i on -naiwny -
              nie wiedział wszystkiego. Tylko 24-letnia Marysieńka, której zawikłane gry
              miłosne z trzema kochankami naraz dobiegały właśnie szczęśliwie końca, naprawdę
              rozumiała "co jest grane". Myślę że to już da Ci dużo do myślenia na ten temat.
              A oto inny cytat. Tym razem z innej publikacji powołującej się na list Jana
              Sobieskiego do Marysieńki cyt: "Dopiero między wierszami można doczytać się, że
              Marysieńka Sobieska zgoła niemetaforycznie całowała swego Jachniczka - Jana III
              Sobieskiego "od stóp aż do głowy", a ten odpowiadał jej, że całuje "nóżeczki,
              rączeczki i muszeczkę milion razy, bez której kawaler bardzo nos zwiesił".
              I może jeszcze jeden fragmęt innej publikacji, który też rzuca inn obraz od
              tego w którym na ogół znamy Marysieńkę cyt: "Marysieńka była piękną, pełną
              wdzięku kobietą. Znała język polski, ale zawsze lepiej mówiła po francusku.
              Była pobożna i bardzo związana z rodziną. Zupełnie nie dorównywała mężowi w
              sferze wykształcenia i zainteresowań. Była raczej płocha i płytka, nie
              interesowała się sztuką, nie posiadała też żadnych zainteresowań
              intelektualnych. Lubiła spacerować. Była niezwykle ambitna i łasa na pieniądze.
              Gdy ktoś ją uraził potrafiła, być mściwa i zawzięta. Jan Sobieski po ślubie
              wyruszył na wojnę, a Marysieńka pozostała przy królowej, prawując się o majątek
              pozostawiony jej przez pierwszego męża. Sobieski w czasie rozstania pisał do
              żony piękne listy, pełne głębokiej, zmysłowej miłości, a żona okazywała mu
              coraz mniej uczucia i kaprysiła".
              Specjalnie zdcydowałem się na cytaty nie siląc się na streszczenie tych
              publikacji, aby dokładnie oddać to co na ten temat pisali mądrzejsi ode mnie.
              Myślę, że cytaty wyżej przedstawione pozwolą Ci Alfio zamyślić się na chwilę
              o tamtych czasach o "kochliwości" i o tym od czego zacząłem ten post.
              Pozdrawiam
              W.2
              • januszx Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 09.02.04, 21:24
                users1 napisał:

                > Witaj Alfio. No cóż, odkąd Adam z Ewą zgrzeszyli po raz pierwszy istnie coś
                > między kobietą a mężczyzną, coś co trwa do dnia dzisiejszego i nie ważne czy
                > kobieta jest królową, czy tylko markietantką jak ją kiedyś określiłem w
                wątku o
                >
                > szpitaku św. Łazarza, to zawsze jest mężczyzna który na to coś czeka.
                > Oczywiście można byłoby wymienić na pierwszym miejscu mężczyznę a kobietę na
                > drugim, ale przecież to nie jest tak istotne. Przyznaję że znów zagłębiłem
                się
                > w lektury opisujące życie Marysieńki. Zastanawiałem się nawet jak na
                publicznym
                >
                > forum na temat jej intymności i niezbyt chlubnych cech pisać. Tym bardziej,
                że
                > jak zauważyłaś Marysieńka na ogół postrzegana jest raczej jako prawie
                idealna
                > kobieta, bogobojna, fundatorka kościołów choćby w naszym regionie
                Krasnobród,
                > Zwierzyniec. Mimo wszystko pozwolę sobie, może jakby na próbę, coś na
                > ten "intymny" temat Marysieńki napisać. Oto fragment jednej z publikacji:
                > cyt: "Wbrew oczekiwaniom marszałka koronnego Jana Sobieskiego, ceremonia
                jego
                > zaślubin w kaplicy na Zamku Królewskim w Warszawie nie była zbyt huczna.
                Mimo
                > to czuł się szczęśliwy. Wreszcie, po kilku latach oczekiwania, jego ukochana
                > Maria Kazimiera znana w naszej historii jako królowa Marysieńka, miała
                zostać
                > jego małżonką. Nikt z obecnych nie domyślał się, że oto przyszłemu królowi
                > udziela ślubu przyszły papież. Tak jak nikt nie przypuszczał, że jest to
                > ostatnia intryga Marysieńki, czyli Marii Kazimiery d'Arquien.
                > Widząc uśmiech na twarzy udzielającego im ślubu nuncjusza papieskiego,
                Antonia
                > Pignatelliego, Sobieski myślał, że i on podziela jego radość. I miał rację,
                > choć jej powód był zupełnie inny. Oto nuncjusz pozbywał się właśnie
                najbardziej
                >
                > kompromitującego świadka swojej prawie dwuletniej słabości. Ale i on -
                naiwny -
                > nie wiedział wszystkiego. Tylko 24-letnia Marysieńka, której zawikłane gry
                > miłosne z trzema kochankami naraz dobiegały właśnie szczęśliwie końca,
                naprawdę
                >
                > rozumiała "co jest grane". Myślę że to już da Ci dużo do myślenia na ten
                temat.
                >
                > A oto inny cytat. Tym razem z innej publikacji powołującej się na list Jana
                > Sobieskiego do Marysieńki cyt: "Dopiero między wierszami można doczytać się,
                że
                >
                > Marysieńka Sobieska zgoła niemetaforycznie całowała swego Jachniczka - Jana
                III
                >
                > Sobieskiego "od stóp aż do głowy", a ten odpowiadał jej, że
                całuje "nóżeczki,
                > rączeczki i muszeczkę milion razy, bez której kawaler bardzo nos zwiesił".
                > I może jeszcze jeden fragmęt innej publikacji, który też rzuca inn obraz od
                > tego w którym na ogół znamy Marysieńkę cyt: "Marysieńka była piękną, pełną
                > wdzięku kobietą. Znała język polski, ale zawsze lepiej mówiła po francusku.
                > Była pobożna i bardzo związana z rodziną. Zupełnie nie dorównywała mężowi w
                > sferze wykształcenia i zainteresowań. Była raczej płocha i płytka, nie
                > interesowała się sztuką, nie posiadała też żadnych zainteresowań
                > intelektualnych. Lubiła spacerować. Była niezwykle ambitna i łasa na
                pieniądze.
                >
                > Gdy ktoś ją uraził potrafiła, być mściwa i zawzięta. Jan Sobieski po ślubie
                > wyruszył na wojnę, a Marysieńka pozostała przy królowej, prawując się o
                majątek
                >
                > pozostawiony jej przez pierwszego męża. Sobieski w czasie rozstania pisał do
                > żony piękne listy, pełne głębokiej, zmysłowej miłości, a żona okazywała mu
                > coraz mniej uczucia i kaprysiła".
                > Specjalnie zdcydowałem się na cytaty nie siląc się na streszczenie tych
                > publikacji, aby dokładnie oddać to co na ten temat pisali mądrzejsi ode
                mnie.
                > Myślę, że cytaty wyżej przedstawione pozwolą Ci Alfio zamyślić się na chwilę
                > o tamtych czasach o "kochliwości" i o tym od czego zacząłem ten post.
                > Pozdrawiam
                > W.2
                Co prawda Users kieruje swoje słowa do Alfii pozwolę sobie jednak na małe
                wmieszanie się do prowadzonej dysputy.
                Wiedzialem (i pisałem przed chwilą :-) ] ,że na Tobie nie mozna się zawieść i
                proszę oto kolejny dowód...niezwykłe informacje!
                Cóż, królowa Marysieńka rzeczywiście bywała idealizowana , nie oznacza to
                jednak wg mnie ,że nie możemy poznać ..a przynajmniej przyblizyć się do prawdy
                o tej polskiej (sic) wielkiej intrygantcę drugiej połowy XVII wieku. Bardzo
                będę Ci wdzięczny Usersie gdy zostanie uchylony kolejny rąbek tajemnicy ...

                pozdrawiam i znikam.. gdyż ciekawy spektakl w telewizji się rozpoczyna...
                j12:)
                • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 09.02.04, 21:39
                  Januszu post był kierowany do Alfii pro forma (myślę że nie obrażam tym Alfii).
                  Skoro mam zezwolenie szefa tego forum na uchylanie rąbków tajemnic Marysieńki,
                  to chyba coś jeszcze o tym i owym w swoim czasie napiszemy, a daję słowo że
                  temat rzeka ;))))))
                  Pozdrawiam
                  W.2
              • alfia Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 11.02.04, 14:50
                Och Uzersie musze przyznac, ze cytaty twoje rzeczywiście maluja Marysienkę jako
                zaiste bardzo ciekawą osobowość... hm trzech kochanków w jednym czasie... no,
                no to dość niewiarygodne, zastanawiam się tylko czy któregoś prawdziwym darzyła
                uczuciem a nwet jeśłi to czy intrygi, w których uczestniczyła tej miłości nie
                odarły z tego, co najwazniejsze... jednak z cytatów tych jawi się osóbka na
                pewno niebogobojna, co nie przeczy faktom fundowania przez nią rozlicznych
                kościołów, moze po prostu chciała innych i samą siebie przekonać o cnotach
                swojej duszy, których tak naprawdę brakowało... tak bywa, ze nie zawsze nasze
                wyglądające na szlachetne czyny kierują się naprawde szlachetnymi intencjami...
                no jednego kochanka to jeszcze byłabym w stanie zrozumieć;-) ale trzech:-)))
                pzdr
                alfia
                • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 11.02.04, 19:04
                  Cóż by tu można było rzec w tej sprawie. Alfia jest zaskoczona tym, że
                  Marysieńka miała trzech kochanków w jednym czasie, Janusz delikatnie określa
                  Marysieńkę intrygantką.
                  Tym trudniej jest coś na ten temat deliberować, że Marysieńka, tak jak to już
                  nie raz podkreślaliśmy postrzegana jest do dzisiaj jako wzorowa żona. W całym
                  kraju, gdzie tylko bywała Marysieńka pamięć po niej żyje do dziś. Jest
                  wielką, szlachetną i prawą kobietą. Miłość do Sobieskiego i z wzajemnością jako
                  idealna miłość, romantyczna wzajemna miłość najpierw kochanków, a później męża
                  i żony. Prawość tej kobiety jako prawość do naśladowania. Myślę że dużą w tym
                  zasługę należy przypisać Janowi Sobieskiemu, a właściwie jego listom pisanym do
                  Marysieńki, z których łatwo wyczytać jaką wielką miłością darzył ją, ale czy
                  ona darzyła jakąkolwiek miłością jego? Trudno to dzisiaj oceniać. Do zaślubin
                  Marysieńki z Janem Sobiepanem doszło głównie za sprawą królowej. Sobiepan
                  wojewoda sandomierski bardzo majętny człowiek, był nie lada gratką dla nie
                  majętnej, a jedynie tylko dworki królewskiej Marii Kazimiery, czy go kochała?
                  Chyba jednak nie, chodziło o majątek i pozycję. Później poznała Jana
                  Sobieskiego wszystko by wskazywało, że go pokochała, ale gdy wgłębimy się w
                  temat doszukamy się wielu przykładów z których można by wysnuć wniosek, że
                  Marysieńka źle czuła się w Zamościu, przy mężu który wolał różnego rodzaju
                  rozrywki inne jak własna, dużo od niego młodsza żona. Oczywiście, że już
                  wówczas kochankowie (Marysieńka i Sobieski) pisali do siebie płomienne,
                  miłosne listy, ba pisali nawet używając szyfru, ale czy to ze strony Marysieńki
                  była naprawdę miłość, czy tylko może chęć wyrwania się od męża hulaki i bywania
                  w wielkim świecie. Takie stanowisko potwierdza również to co działo się przy
                  załatwianiu przez Marysieńkę rozwodu z Sobiepanem. Z jednej strony miała męża
                  Sobiepana, z drugiej wielką miłość i kochanka Sobieskiego, a do łóżka szła w
                  tym trzecim. Zatem na tej podstawie retoryczne pytanie, czy naprawdę któregoś z
                  nich kochała? Proszę również zwrócić uwagę, że mając poparcie królowej, już w
                  miesiąc po śmierci Sobiepana, a jeszcze przed jego pogrzebem Marysieńka
                  poślubia Sobieskiego. Śmierć Sobiepana rozwiązała sprawę rozwodu, tak więc
                  kochanek, który załatwiał ten rozwód poszedł w odstawkę, choć jak się później
                  okazało po śmierci Sobieskiego, Marysieńka wraca do niego wyjeżdżając do Rzymu.
                  Tam też, choć już nie młoda kobieta, nie jest bez zarzutu. To zazdrość kochanka
                  powoduje że pod koniec życia wraca do swego rodzinnego kraju Francji. Wracając
                  jeszcze do śmierci Sobiepana, należy zauważyć, że Marysieńka będąc już żoną
                  Sobieskiego próbowała przyjechać na pogrzeb zmarłego męża, ale zabiegi
                  szwagierki, siostry Sobiepana Gryzeldy Wiśniowieckiej spowodowały że Zamość
                  zamkną bramy przed Marysieńką i tym samym nie została nawet dopuszczona do
                  zwłok męża. Warto również wspomnieć, że Gryzelda zrobiła wszystko, aby
                  Marysieńka nie dostała zbyt wiele z majątku Zamoyskich. Po śmierci brata
                  Gryzelda Wiśniowiecka, uznając prawo dziedziczenia na podstawie więzów krwi,
                  rozesłała listy do dzierżawców, którzy bez protestu uznali ją za swoją
                  patronkę. Zanim pozostali spadkobiercy zdołali się zorientować, zajęła
                  większość dóbr należących do brata. A chętnych na spadek było wielu. Przede
                  wszystkim wdowa Marysieńka, która próbowała przejąć chociaż niektóre dobra,
                  ale spotkała się z ostrym sprzeciwem dzierżawców. Ze złości podobno kabat na
                  sobie podarła. Nie pomogła też interwencja królewska. Gryzelda zarzucała
                  Marysieńce, że obłudnie obnosi się z żałobą po niekochanym mężu i że chce
                  zagarnąć po nim pieniądze, których nie zdążyła roztrwonić za życia
                  nieboszczyka. W końcu jednak doszło do ugody z Sobieskimi. Obserwując cały
                  przebieg walki o majątek pomiędzy Gryzeldą, a Sobieskimi nie można wykluczyć,
                  że Gryzelda znając charakter Marysieńki i czując wyraźną do niej niechęć, a
                  także gorące uczucie Sobieskiego do żony, współczuła Sobieskiemu.
                  Być może to trochę chaotyczny opis cech Marysieńki, ale mam nadzieję że co
                  nieco przybliży portret byłej Pani na Zamościu, a także Królowej Polski.
                  Pozdrawiam
                  W.2

                  • alfia Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 13.02.04, 16:10
                    hm... Powiem szczerze Uzersie, iż niezbyt nam się pochlebny maluje obraz
                    Marysienki... rzeczywiście Uzersie Ty podjaesz fakty celowo jakby unikając
                    jakichś zdecydowanych ocen... Jaka była??? To intersuje mnie bardziej niż co
                    robiła...Zaraz wyjaśnię dlaczego...Oczywiście "poznacie tego po czynach jego"
                    jednak nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda... Sami przyznacie, że
                    zdarzają nam się w zyciu takie sytuacje, iż z pozoru sytuacja jakaś czy
                    zdarzenie wydaje się nie pozosatwiać złudzeń i wówczas z łatwością ją oceniamy,
                    osądzamy jednak wystarczy, ze ktoś dorzuci nam jakis istotny jeden fakt, o
                    którym nie wiedzieliśmy cała nagle jasne sytuacja widziana z neico innej
                    perspektywy wygląda już nieco inaczej... ponadto dochodzi ciągnący sie za
                    naszymi ocenami jak cien nasz subiektywizm, który powoduje, że tylko niektórzy
                    chociaż trochę potrafią ponad wzbić i zbliżyć w swoim widzeniu do rzeczy,
                    takiej jaką ona jest... napisałeś Uzersie fakty, ze miała wielu kochanków,
                    kilku jednocześnie, niekorych wykorzystując do osiągniecia swoich celów, któymi
                    nie zawsze była miłość ale też pozycja, majątek, sława, fundowała kościoły...
                    Jednak interesuje mnie co, co kryje się głębiej jaka była kobieta, która w
                    tamtych czasach dopuszczalas ię takich czynów, co myślała, czy gryzły ją
                    wyrzuty sumienia, czy miała dylematy, rozterki czy może szła jak burza w ogole
                    nie analizując swoich dość śmiałych poczynań... Czy z listów, które Uzersie
                    czytałes można wyczytać coś bardziej soobistego od marysieńki, coś szczerego i
                    prawdziwego, moze jakieś krótkie fragmenciki jej wlasnych słów:-))
                    pozdrafka
                    alfia
                    • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 15.02.04, 22:09
                      No cóż, nie sztuką jest oceniać kogoś z perspektywy wieków. Dlatego też
                      starałem się w swych wypowiedziach na temat Marysieńki być bardzo ostrożny w
                      ocenach. Cytowałem innych, sam zaś starając się unikać komentarza, choć może
                      nie do końca, nie odważyłem się dokonać jednoznacznej oceny. Wszak to królowa,
                      a i dziś powszechnie chołubiona niewiasta. A i moja wiedza w tym przedmiocie
                      jest niewielka. Przyznasz Alfio, że w społeczęństwie jeżeli mówimy o Marysieńce
                      zazwyczaj wszyscy kojarzą o kim mowa, ba nawet wiedzą jaka to wspaniała i
                      prawowita kobieta, królowa. Natomiast jeśli mówimy o Marii Kazimierze jest już
                      nieco inaczej, zdażało mi się usłyszeć zdziwienie czy Maria Kazimiera to
                      naprawdę ta Marysieńka. Prosisz abym zacytował coś z jej listów do Jana
                      Sobieskiego. Listy Marysieńki jako takie, określiłbym jako jedynie słodycz i
                      miłość do Jana Sabieskiego, choć w okresie kiedy byli już małżeństwem,a Jan III
                      Sobieski tułał się na wojaczce nie były już tak płomienne jak pisane
                      potajemnie gdy Marysieńka była jeszcze żoną Jana Sobiepana. Myślę że czasu mamy
                      jeszcze dużo, tak więc i na to przyjdzie czas. Skoro jednak zająłem się
                      odsłanianiem ciemnej strony Marysieńki, a prosisz o cytat z Jej listu to zwróć
                      uwagę na pierwszy post w tym wątku w którym Janusz cytował słowa "Współczuje
                      WMości udrękom,ale i mnie jest bardzo niemiło,że un chłop gruby śpi na jednej
                      ze mna poduszcze" i pytał kto napisał te słowa i do kogo były kierowana. Ja
                      natomiast w następnym poscie pisałem nieco tajemniczo, że jestem świeżo po
                      lekturze listów Marysieńki. Wskazuje to jednoznacznie, że są to słowa a listu
                      Marysieńki. Pozwól że spróbuję je jakby przetłumaczyć: "współczuję WMości
                      udrękom" - Marysieńka współczuje Sobieskiemu, że cierpi z powodu miłości do
                      niej i z tego że nie mogą być razem, "że un chłop gruby śpi na jednej ze mną
                      poduszce" - ów chłop to Jan Sobiepan prawowity mąż Marysieńki dzielący z nią
                      łoże, "mnie jest bardzo nie miło" - jasno dowodzi jakim uczuciem dażyła
                      Marysieńka swojego męża Jana Sobiepana. W dalszym ciągu nie oceniam Marysieńki
                      jako żony, kobiety itp, osąd pozostawiam czytającym
                      Do tematu jeszcze powrócę.
                      Pozdrawiam
                      W.2
                      • januszx Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 16.02.04, 09:01
                        users1 napisał:

                        > No cóż, nie sztuką jest oceniać kogoś z perspektywy wieków. Dlatego też
                        > starałem się w swych wypowiedziach na temat Marysieńki być bardzo ostrożny w
                        > ocenach. Cytowałem innych, sam zaś starając się unikać komentarza, choć może
                        > nie do końca, nie odważyłem się dokonać jednoznacznej oceny. Wszak to
                        królowa,
                        > a i dziś powszechnie chołubiona niewiasta. A i moja wiedza w tym przedmiocie
                        > jest niewielka. Przyznasz Alfio, że w społeczęństwie jeżeli mówimy o
                        Marysieńce
                        >
                        > zazwyczaj wszyscy kojarzą o kim mowa, ba nawet wiedzą jaka to wspaniała i
                        > prawowita kobieta, królowa. Natomiast jeśli mówimy o Marii Kazimierze jest
                        już
                        > nieco inaczej, zdażało mi się usłyszeć zdziwienie czy Maria Kazimiera to
                        > naprawdę ta Marysieńka. Prosisz abym zacytował coś z jej listów do Jana
                        > Sobieskiego. Listy Marysieńki jako takie, określiłbym jako jedynie słodycz i
                        > miłość do Jana Sabieskiego, choć w okresie kiedy byli już małżeństwem,a Jan
                        III
                        >
                        > Sobieski tułał się na wojaczce nie były już tak płomienne jak pisane
                        > potajemnie gdy Marysieńka była jeszcze żoną Jana Sobiepana. Myślę że czasu
                        mamy
                        >
                        > jeszcze dużo, tak więc i na to przyjdzie czas. Skoro jednak zająłem się
                        > odsłanianiem ciemnej strony Marysieńki, a prosisz o cytat z Jej listu to
                        zwróć
                        > uwagę na pierwszy post w tym wątku w którym Janusz cytował słowa "Współczuje
                        > WMości udrękom,ale i mnie jest bardzo niemiło,że un chłop gruby śpi na jednej
                        > ze mna poduszcze" i pytał kto napisał te słowa i do kogo były kierowana. Ja
                        > natomiast w następnym poscie pisałem nieco tajemniczo, że jestem świeżo po
                        > lekturze listów Marysieńki. Wskazuje to jednoznacznie, że są to słowa a listu
                        > Marysieńki. Pozwól że spróbuję je jakby przetłumaczyć: "współczuję WMości
                        > udrękom" - Marysieńka współczuje Sobieskiemu, że cierpi z powodu miłości do
                        > niej i z tego że nie mogą być razem, "że un chłop gruby śpi na jednej ze mną
                        > poduszce" - ów chłop to Jan Sobiepan prawowity mąż Marysieńki dzielący z nią
                        > łoże, "mnie jest bardzo nie miło" - jasno dowodzi jakim uczuciem dażyła
                        > Marysieńka swojego męża Jana Sobiepana. W dalszym ciągu nie oceniam
                        Marysieńki
                        > jako żony, kobiety itp, osąd pozostawiam czytającym
                        > Do tematu jeszcze powrócę.
                        > Pozdrawiam
                        > W.2
                        I juz zagadka rozwiązana:-)))), oczywiście wszystko się zgadza...

                        wspaniale ,że Users zajął sie lektura listów Marii Kazimiery i Jana
                        Sobieskiego , ja b. dawno temu czytałem jakieś fragmenty ale z pewnością muszę
                        sobie ten temat odświeżyć...
                        JEdno co się wyłania z tej lektury to ,że żona III Ordynata nie była osobą
                        pozbawioną wad , więcej , była kobietą z krwii [ gorącej:) ] i kości!:-))
                        i jeszcze jedna refleksja - lektura niezwykle pasjonująca:-)) polecam ...
                        pozdrawiam
                        j
                        • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 17.02.04, 17:21
                          Witam ponownie
                          Aby może zakończyć niekorzystny obraz Marysieńki jeszcze słów kilka na temat
                          pewnych wydarzeń mających miejsce pod koniec życia Marysieńki, już jako wdowej
                          po królu. Po śmierci Jana Sobieskiego Marysieńka została wręcz zmuszona do
                          opuszczenia Polski i wówczas to znalazła schronienie w Rzymie, a bliżej w
                          jednym z pałaców Watykanu u ówczesnego papieża Innocentego XII, człowieka który
                          jako nuncjusz apostolski udzielał jej ślubu z Janem Sobieskim, a z którym to
                          wcześniej załatwiała rozwód z Janem Sobiepanem. Choć była już nie pierwszej
                          młodości stary przyjaciel nie pozostał obojętny na wdzięki 56 letniej już
                          wówczas Marysieńki. Nie tylko zapewnił jej wszelkie należne królowej względy,
                          ale z watykańskiej kasy utrzymywał jej osobisty, liczący 260 osób dwór.
                          Marysieńka będąc kobietą nie tylko atrakcyjną, ale i mądrą i sprytną szybko
                          stała się jednym z ważniejszych doradców papieża, ale nie tylko. Zaczęła
                          prowadzić własną politykę i podjęła próby, można by rzec, kierowania kościołem.
                          Podobno dzięki zabiegom i intrygom Marysieńki po śmierci Innocentego XII
                          następnym papieżem został wybrany kardynał Giovanni Francesco Albani – papież
                          KlemensXI. Podobno również swój pontyfikat rozpoczął od wizyty w pałacu
                          Marysieńki, własnoręcznie niosąc jej półmisek z poziomkami z watykańskiego
                          ogrodu. Z czasem jednak poczynania Marysieńki, czynione głównie z kardynałem
                          Berberinim bądź co bądź protektorem spraw polskich spowodowały, że papież
                          Klemens XI wpadł w szał i dał jej do zrozumienia, że najwyższy czas odejść.
                          Początkowo Marysieńka zamierzała przenieść się do Wersalu, ale Ludwik XIV
                          niestety zakazał Marysieńce wjazdu do Paryża, tak więc nie mając wielkiego
                          wyboru 20 czerwca 1714 roku wyruszyła do swej ostatniej rezydencji w Blois we
                          Francji. Gdzie zmarła dwa lata później.

                          Aby zakończyć omawianie tych negatywnie na ogół pojmowanych cech Marysieńki
                          posłużę się cytatem z publikacji, wspominanego już na tym forum, Pana Andrzeja
                          Witusika "Listy kochanki" myśląc że cytat ten w pełni oddaje to jaką
                          rzeczywiście była "obmawiana" przez mnie Marysieńka cyt: "Listy Marii Kazimiery
                          do Jana Sobieskiego najpierw kochanka, a następnie męża, ukazują cały jej
                          skomplikowany charakter: pokazują jej pozytywy i negatywy, cnoty i przywary.
                          Marysieńka to nie tylko kobieta pokrzywdzona i nieszczęśliwa, Marysieńka to
                          również niewiasta nie licząca się z nikim i z niczym, myśląca li tylko o sobie".
                          Pozdrawiam
                          W.2

                          • januszx poziomki... i inteligencja 18.02.04, 09:49
                            users1 napisał:

                            > Witam ponownie
                            > Aby może zakończyć niekorzystny obraz Marysieńki jeszcze słów kilka na temat
                            > pewnych wydarzeń mających miejsce pod koniec życia Marysieńki, już jako
                            wdowej
                            > po królu. Po śmierci Jana Sobieskiego Marysieńka została wręcz zmuszona do
                            > opuszczenia Polski i wówczas to znalazła schronienie w Rzymie, a bliżej w
                            > jednym z pałaców Watykanu u ówczesnego papieża Innocentego XII, człowieka
                            który
                            >
                            > jako nuncjusz apostolski udzielał jej ślubu z Janem Sobieskim, a z którym to
                            > wcześniej załatwiała rozwód z Janem Sobiepanem. Choć była już nie pierwszej
                            > młodości stary przyjaciel nie pozostał obojętny na wdzięki 56 letniej już
                            > wówczas Marysieńki. Nie tylko zapewnił jej wszelkie należne królowej względy,
                            > ale z watykańskiej kasy utrzymywał jej osobisty, liczący 260 osób dwór.
                            > Marysieńka będąc kobietą nie tylko atrakcyjną, ale i mądrą i sprytną szybko
                            > stała się jednym z ważniejszych doradców papieża, ale nie tylko. Zaczęła
                            > prowadzić własną politykę i podjęła próby, można by rzec, kierowania
                            kościołem.
                            >
                            > Podobno dzięki zabiegom i intrygom Marysieńki po śmierci Innocentego XII
                            > następnym papieżem został wybrany kardynał Giovanni Francesco Albani – p
                            > apież
                            > KlemensXI. Podobno również swój pontyfikat rozpoczął od wizyty w pałacu
                            > Marysieńki, własnoręcznie niosąc jej półmisek z poziomkami z watykańskiego
                            > ogrodu. Z czasem jednak poczynania Marysieńki, czynione głównie z kardynałem
                            > Berberinim bądź co bądź protektorem spraw polskich spowodowały, że papież
                            > Klemens XI wpadł w szał i dał jej do zrozumienia, że najwyższy czas odejść.
                            > Początkowo Marysieńka zamierzała przenieść się do Wersalu, ale Ludwik XIV
                            > niestety zakazał Marysieńce wjazdu do Paryża, tak więc nie mając wielkiego
                            > wyboru 20 czerwca 1714 roku wyruszyła do swej ostatniej rezydencji w Blois we
                            > Francji. Gdzie zmarła dwa lata później.
                            >
                            > Aby zakończyć omawianie tych negatywnie na ogół pojmowanych cech Marysieńki
                            > posłużę się cytatem z publikacji, wspominanego już na tym forum, Pana
                            Andrzeja
                            >
                            > Witusika "Listy kochanki" myśląc że cytat ten w pełni oddaje to jaką
                            > rzeczywiście była "obmawiana" przez mnie Marysieńka cyt: "Listy Marii
                            Kazimiery
                            >
                            > do Jana Sobieskiego najpierw kochanka, a następnie męża, ukazują cały jej
                            > skomplikowany charakter: pokazują jej pozytywy i negatywy, cnoty i przywary.
                            > Marysieńka to nie tylko kobieta pokrzywdzona i nieszczęśliwa, Marysieńka to
                            > również niewiasta nie licząca się z nikim i z niczym, myśląca li tylko o
                            sobie"
                            > .
                            > Pozdrawiam
                            > W.2
                            Wspaniały tekst Usersie:-) , cóż mozna powiedziec o Marysieńce ? ...wyłanai się
                            obraz osoby bardzo przebiegłej , często podstepnej, potrafiącej odnaleźć się w
                            wleiu sytuacjach życiowych - świadczy to napewno wielkiej inteligencji
                            królowej , to z pewnościa była wielka kobieta.
                            Bardzo mi się spodobał tekst o poziomkach od Klemensa XI...
                            pozdrawiam
                            j
                            • users1 Re: poziomki... i inteligencja 19.02.04, 18:58
                              Witam ponownie w tym wątku.
                              No cóż, po tych dotychczasowych moich wypowiedziech na temat Marysieńki
                              wypadałoby napisać kilka słów pochlebniejszych Jej, a może nawet pokusić się na
                              usprawiedliwienie w jakimś sensie jej postępowania.
                              Przypomnę, że Maria Kazimiera, gdy przyjechała do Polski, wraz z dworem Marii
                              Ludwiki żony Władysława IV, miała niespełna cztery lata. Dorastała na dworze
                              królewskim, choć pamiętać należy, że w tak zwanym międzyczasie odesłano ją na
                              powrót do Francji gdzie przebywała początkowo w szkole urszulanek w Nevers, a
                              następnie na zamku Prye należącym do jej stryjenki. Na dwór królewski w
                              Warszawie powróciła ponownie w 1652r. Gdy Marysieńka zaczęła dorastać, Maria
                              Ludwika będąc jej protektorką, zaczęła rozglądać się za dobrą patrią dla swej
                              podopiecznej. Marysieńka była podobno wyjątkowej urody, więc ze znalezieniem
                              chętnego do jej wdzięków nie było większych problemów. Problem stanowiła jednak
                              pozycja i majętność kandydata na przyszłego męża. Odpowiednim kandydatem wydał
                              się III Ordynat Jan Sobiepan Zamoyski, pan na Zamościu, mimo że już wówczas
                              miał opinię hulaki, kobieciarza i opoja, a na dodatek już wówczas był chory
                              wenerycznie, ale jego pozycja i majętność wzięły jednak górę.
                              Tak też 3 marca 1658r. Marysieńka poślubiła o piętnaście lat starszego od
                              siebie Pana na Zamościu. Ślub odbył się pod bezpośrednim patronatem pary
                              królewskiej tj. Marii Ludwiki i jej owczesnego męża króla Jana Kazimierza.
                              Weselisko odbyło się na Zamku Królewskim. 30 marca 1658r. Marysieńka wyjechała
                              z Warszawy do Zamościa, do swego męża Jana Sobiepana i tu też z przerwami
                              przebywała do śmierci męża. Po pierwszych uniesieniach miłosnych i zarażeniu
                              Marysienki "wstydliwą chorobą" Jan Sobiepan jakby się od kochał. Zaniedbywał i
                              lekceważeł młodą i piękną małżonkę. Znowu rozpoczęły się hulanki, zabawy i
                              przygody miłosne Sobiepana. Marysieńka poczuła się oszukana i zakubiona. Miała
                              żal nie tylko do swej protektorki, choć tu nie bardzo mogła okazywać swe
                              niezadowolenie, ale przede wszystkim do swego męża.
                              Już w dziesięć mięsięcy po ślubie Marysieńka pisała do swego męża cyt: "Musiał
                              ktoś zająć moje dawne miejsce! Widzę teraz że wszystkie obietnice, które mi
                              WMść składałeś, były zwodnicze. Wyznam WMści, że czuję się bardzo
                              nieszczęśliwa, ogromnie mnie WMść zawiodłeś, nigdy bym nie przypuściła, że WMść
                              tak prędko o mnie zapomnisz i że afekt WMSci tek rychło przeminie. Będę mogła
                              powiedzieć umierając, że ten krótki czas który żyłam na świecie z WMścią nie
                              był szczęśliw".
                              Cytowany list Marysieńki oddaje prawdziwy obraz, jak ta jeszcze bardzo młoda
                              kobieta czuła się nieszczęśliwą, oszukaną, zaniedbaną i zdradzoną przez męża.
                              Myślę że treść tego listu pozwoli zrozumieś i w jakiejś mierze usprawiedliwić
                              jej dalsze postępowanie, ale o tym, przy następnym spotkaniu.
                              Pozdrawiam
                              W.2
                              • januszx Re: poziomki... i inteligencja 19.02.04, 19:34
                                Wątek zrobił się bardzo interesujący:-), pozwolę sobie dodać kilka słów...
                                Maria Kazimiera d'Arquien była kobietą "światową" i trudno Jej przyzyczaić
                                do życia w Zamościu czy w Zwierzyńcu gdzie też czesto przebywała, miasta te
                                moimo dużego znaczenia w Rzeczypospolitej:-) nie były w centrum wydarzeń ,
                                tymbardziej ,że wcześniej Maria Kazimiera zaznała barwnego życia na
                                największych dworach magnackich...
                                pozdrawiam
                                j
                                • users1 Gdzie jest Alfia? 21.02.04, 16:18
                                  Gdzieś od tygodnia nie widzę na forum Alfii, która była żywo zainteresowana
                                  była historią Marysieńki. Alfio czy mam dalej opowiadać o losach Marysieńki?
                                  Pozdrawiam.
                                  W.
                                  • alfia Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 22.02.04, 17:33
                                    pisać, pisać oczywiście, że pisać Uzersie losy tego wątku sledzę bacznie. W
                                    ostatnim swoim liście rzeczywiście ujawnileś pewne fakty rzucające nowe światło
                                    na postać Marysienki i w rzeczy samej jak przyznajesz nieco usprawiedliwiają
                                    one jej póxniejsze zachowanie, gdyż jeśli w istocie Sobiepanpoczynał sobie ja
                                    piszesz to chyba nie mzna dziwić się młodej zonie, iż nabierała do niego
                                    uprzedzen, czuła się zawiedziona i oszukana...Czyli, że Marysieńka nie taka zła
                                    kobieta była:-)
                                    Kontynuuj Waść:-)))
                                    pzdr
                                    alfia
                                    • users1 Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 22.02.04, 20:56
                                      Cieszę się Alfio, że jednak śledzisz moje opowiastki o Marysieńce.
                                      Zatem, jeżeli namawiasz do dalszego pisania na ten temat, piszmy...

                                      Treść cytowanego we wcześniejszym poscie listu Marysieńki do swego męża Jana
                                      Sobiepana wiele tłumaczy, pozwala zrozumieć jak młodą, piękną, a i światową
                                      kobietę skrzywdził jej mąż Jan Sobiepan. Można także próbować zrozumieć jak
                                      Marysieńka została znieważona i jak z tego powodu cierpiała.
                                      Marysieńka czując się zaniedbywana i lekceważona przez swego męża, czuła się
                                      również zagubiona i szukająca pocieszenia. Wówczas to w 1655r. poznała Jana
                                      Sobieskiego, aczkolwiek bliższą i bardziej zażyłą znajomość para zawarła
                                      dopiero wiosną 1659r. Jan Sobieski był wtedy starostą Jaworskim. Zawsze
                                      twierdził, że pokochał Marysieńkę od pierwszego wejrzenia. Trudno zarzucić mu
                                      kłamstwo, ale o tym w dalszych postach. Początkowo niewinny romans z czasem
                                      przemienił się w wielką wzajemną miłość tych dwojga ludzi. Była to tak wielka
                                      miłość, że w 1661r w ścisłej konspiracji w kościele Karmelitów w Warszawie
                                      Marysieńka i Jan Sobieski zaprzysięgli sobie wiarę i dozgonną miłość
                                      wymieniając przy tej okazji pierścienie, trzeba pamiętać, że wowczas Marysieńka
                                      była przecież żoną Jana Sobiepana. Od tego czasu korespondencja pomiędzy
                                      Marysieńką a Janem Sobieskim stała się systematyczna i wielce intymna. Dla
                                      zachowania pełnego kamuflarzu, obawiając się zdemaskowania, kochankowie pisali
                                      listy szyfrem, gdzie Jan Sobiepan nazywany był Fujarą, Koniem czy Makrelą
                                      (wspominałem o tym we wcześniejszych postach), zaś jego siostra Gryzelda
                                      Wiśniowiecka z Zamoyskich nazywana była Basetlą czy Brytfanną. Pamiętać należy,
                                      że odkąd Gryzelda zaczęła podejrzewać romans Marysieńki z Sobieskim, obie panie
                                      raczej nie darzyły się sympatią. Listy w tej konspiracji kochankowie określali
                                      jako konfitury lub owoce, zaś sami przybierali różne pseudonimy, i tak
                                      Marysieńka nazywała się Róża, Astrea, Esencje, Jutrzenka czy Kleopatra, zaś
                                      Jan Sobieski Celadon, Jesień, Proch, Orondat czy Sylwanter.
                                      Listy Marysieńki z tego okresu kierowana do swego kochanka Jana Sobieskiego
                                      ukazują można by rzec wszystkie odcienie i barwy wielkiej, żarliwej, płomiennej
                                      miłości dwojga ludzi. Wyrażały tkliwe myśli, troskliwe westchnienia, a przede
                                      wszystkim tęsknotę za ukochanym - to stanowiło ich sens i treść. W listach
                                      Marysieńki można by znaleźć słowa, które i dziś mimo upływu czasu mogą
                                      wzruszać, dając wyobrażenie jaką wielką miłością darzyła ukochanego. Aby jednak
                                      do końca nie popaść w uwielbienie, w listach tych można znaleźć również słowa,
                                      które mogą oburzać, a wręcz rodzić niechęć do ich autorki.
                                      W jednym z listów w październiku 1661r. Marysieńka pisała: "Dziwię się, że już
                                      od dwóch dni nie mam od WMści żadnego owocu, przysparza to Róży niemało
                                      zmartwienia i budzi w niej lęk, że Jesieni mogła przeszkodzić choroba, a to
                                      byłaby rzecz, od której Róża jeszcze bardziej by zwiędła. Niechże Proch szuka
                                      sposobów, żeby widywać swoją Różę, dla Esencji spotkanie z Prochem byłoby
                                      największą radością". Zaś w innym liście Marysieńka pisała: "Z Fujarą i
                                      Brytwanną siadam do stołu i widuję się tylko wtedy, kiedy nie można inaczej.
                                      Fujara się na mnie z tego powodu gniewa, ale choćby miał się gniewać jeszcze
                                      bardziej, to i tak będę się ich starała widywać jak najrzadziej".
                                      Myślę ża na dzisiaj wystarczy. To tematu wrócę niebawem.
                                      Pozdrawiam
                                      W.2
                                      • januszx Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 23.02.04, 08:59
                                        Niezwykle interesująca opowieść:-)
                                        Jeśli moge się wtącić :), zastanawiające jest w tym wszystkim zachowanie Jana
                                        Sobiepana , który do tego stopnia zaniedbywał swą młoda i piękna żonę , a po
                                        roku afekt do małżonki mu przeszedł!, swoja drogą nieslychane!, miał jedną z
                                        najbardziej interesujących kobiet połowy XVII wieku w Europie i nie szanował
                                        Jej - jeśli będę w bibliotecę to poczytam na ten temat. Wiem ,że Sobiepan
                                        hulaką była ale wydawało mi się ,że miał tez rozum...:-)
                                        pozdrawiam w poniedziałek...
                                        J
                                        • users1 Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 23.02.04, 22:45
                                          Witam ponownie
                                          W okresie o którym piszę zaczynają pojawiać się sprawy czy raczej intrygi
                                          polityczne, dlatego też dodam, że w listach kochanków pajawiają się także
                                          zaszyfrowane słowa - szyfry dotyczące polityki, i tak Ludwik XIV to orzeł, Jan
                                          Kazimierz - kupiec, aptekarz,triktrak, królowa Ludwika to hameleon czy
                                          chorągiewka, korona polska to towar. Pojawia się także myśl o rozwodzie
                                          Marysieńki z Janem Sobiepanem, gdzie rozwód nazywany jest porozumieniem.
                                          Listy Marysieńki z tego okresu świadczą o jakby zespoleniu jej życia i
                                          interesów Sobieskiego, przy czym mąż Marysieńki Sobiepan sprowadzany jest do
                                          roli kłopotliwej przeszkody. Daje się już wyczytać, że Marysieńka myśli o
                                          rozstaniu z Sobiepanem pamiętając jednocześnie o swoich interesach. Wymownym
                                          tego wyrazem zdaje się być list w którym Marysieńka pisze do Sobieskiego:
                                          "Nie baw się nigdzie, jeśli chcesz abym wierzyła w twoją punktualność w tym
                                          czego pragnę od ciebie, a czym w istocie jest chęć rychlejszego cieszenia się
                                          obecnością Celedona, bez którego Astrea nie może być szczęśliwa. Wierz w to i
                                          bądź uważny. Fujara powiedział do triktraka, skarżąc się na mnie >ona chce
                                          żebym wygnał moich ludzi i że przez nich przykrzy się jej życie tutaj, nie, nie
                                          rozstanę z nimi nigdy, niech sobie idzie, gdzie się jej podoba, nigdy nie
                                          zrobię tego dla niej<. Oto piękna nadzieja jaką mi daje".
                                          Wiele te słowa dają do myślenia, a nie sposób w tych krótkich postach tego
                                          oddać dokładnie. W końcu, wiosną 1662r. Marysieńka wręcz ukratkiem, nocą,
                                          zabierając ile się dało w tym również pieniędzy opuszcza męża i Zamość udając
                                          się do Paryża. Ten tajemniczy wyjazd odbija się głośnym echem po Polsce, daje
                                          wiele podstaw do plotek, między innymi o romansie Marysieńki z nuncjuszem
                                          apostolskim, ale nie tylko. Zgorszenie wzrasta zenitu gdy pojawia się
                                          wiadomość, że Marysieńka wyjeżdżając do Francji zarząd dobrami otrzymanymi w
                                          darze od męża powierza bliskiemu jej sercu Sobieskiemu. Pojawiają się też
                                          plotki, że Sobieski wyprzedaje majątek i nosi się z zamiarem opuszczenia Polski
                                          na dobre i udania się za Marysieńką do Francji.
                                          Wyjaz Marysieńki tak opisuje ówczesny kronikarz Joachim Jerlicz: "Bez woli i
                                          wiadomości swego męża wziąwszy zły umysł i radę, zabrawszy dostatki i skarb,
                                          złoto, srebro, klejnoty, pieniądze, podmówiwszy sługę starszego i innych
                                          pacholąd do kilkunastu, ujeżdża do cudzej ziemi pod nieobecność samego
                                          wojedowy, który na sejmie bawił się w Warszawie. Lepiej było w domu się ożenić
                                          za szlachcianką jaką polską, zdrowiej by było i pożyteczniej i każdemy takowemu
                                          dobrze taką żonkę pojmować rozpustnemu".
                                          Marysieńka po przyjeździe do Francji dbała o swoją reprezentację, miała karętę,
                                          paziów i liberię. Przedstawiając się jako księżna na Zamościu zabiegała o
                                          zdobycie przywileju zasiadania na przyjęciach dworskich w obecności króla.
                                          Niestety ceremoniał Ludwika XIV był nieubłagany i nie kwapiono się z
                                          uksiężowieniem żony polskiego szlachcica.
                                          Na dzisiaj może tyle.
                                          Pozdrawiam
                                          W.2
                                          • users1 Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 24.02.04, 18:11
                                            Witam, choć nie wiem czy ktoś to czyta, ale skoro obiecałem piszę dalej.

                                            A cóż tam takiego Marysieńka porabiała w Paryżu i jaki rzeczywiście był cel
                                            tego wyjazdu. Jedni podają że chodziło o romans z nuncjuszem apostolskim
                                            (wspominałem o tym wcześniej). Wydaje mi się jednak, że cały ten romans mało
                                            prawdopodobny, choć nie mnie to oceniać.
                                            Zamość dla Marysieńki jako kobiety światowej był przyciasny, a do tego mąż
                                            hulaka, pijaczyna i dziwkarz. Prawdopodobnie dlatego w jej głowie zrodził się
                                            pomysł aby wyjechać do Paryża, spodziewała się że dwór królewski przyjmie ją
                                            jak księżnę na Zamościu. Plany dotyczyły także jej osobistych stosunków z
                                            Sobieskim, co by dowodziło, że Marysieńka nie kierowała się jedynie
                                            wyrachowaniem, ale jednak kochała Pana Jana. Z listów Marysieńki słanych z
                                            Paryża do Sobieskiego wyraźnie wynika, iż robiła wielkie zabiegi aby zachęcić
                                            go do przyjazdu do Francji na stałe. Nie bez znaczenia również były tu względy
                                            polityczne, ale ten temat chciałby jednak w tych rozważaniach pominąć.
                                            Marysieńka w owym czasie pisze do Sobieskiego: "Rada bym przecież szebysz mi WM
                                            oznaymił jeżeli trwasz w zamiarze nabycia tutaj dóbr, pisze z polska po
                                            francusku natychmiast po przyjeździe. O ile się nie odmienił i o ile ma sumę
                                            gotową, jest jeszcze okazja nabycia pięknych majątków które kiedy indziej były
                                            droższe" Oprócz tego typu zachęt Sobieskiego do przyjazdu do Francji Marysieńka
                                            pisała o tym jak podoba się tam mężczyznom, zapewne by wywołać jego zazdrość. A
                                            jeśli to nie pomagało Marysieńka pisała do Sobieskiego próbując
                                            szantażu: "Przestrzegam aby myślicz tu o nabytkach, bo pan ociec powiada sze
                                            już szadnem sposobem mię nie chce wyposzczicz, by nie wiem co. Trzeba się
                                            postarać aby Fujara dał Jutrzence przyzwoitą pensję, skoro nie chce przyjechać
                                            aby ją utrzymywać".
                                            Czy jest to tylko miłość, czy może jednak gra i to gra polityczna, to
                                            zagadnienie pozostawiam bez osądu. Mam nadzieję że czytający wydadzą dla swoich
                                            potrzeb własny osąd, co nie oiznacza, że można o tym rozmawiać na forum.
                                            Pozdrawiam
                                            W.2
                                          • alfia Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 25.02.04, 20:03
                                            Czyta się czyta jak najbardziej czyta się te miłosne bajanie Drogi Uzersie:-)
                                            Powiem CI szczerze, że sama jestem dość zdezorientowana prawdziwymi powodami
                                            Marysienki ale nawet jeśłi martwiła się o dobra doczesne i o pensję dla siebie
                                            to moze nie przekreśla to faktu gorącego afektu dla Sobieskiego, no
                                            przynajmniej na tym etapie Twoich relacji nie przekreśla...Z niecierpliwością
                                            oczekuję ciągu dalszego:-)))
                                            pzdr
                                            • users1 Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 26.02.04, 07:51
                                              Witaj Alfio, ciesze się niezmiernie, że jednak ktoś to czyta. Wczoraj nie było
                                              nowego "odcinka", bo nie miałem dostepu z domu do netu, ale nie martw sie zaraż
                                              coś napiszę na temat powrotu Marysieńki do Zamościa. Co do samej Marysieńki i
                                              jej życia? Napisałem kiedyś w jednym z pierwszych postów w tym wątku, że to
                                              temat rzeka, dziś mogę dodać że jest to jedna z największych rzek. A sama
                                              Marysieńka? no cóż jak kobieta.....(niech nikt nie czuje sie dotkniety).
                                              Piszac o niej staram się unikać ocen,nie jestem psychologiem czy socjologiem, a
                                              do tego zbyt mało wiem na ten temat, aby to czynić, choć z drugiej strony
                                              staram się tak formułować to co pisze aby sam czytający próbował dokonywać
                                              oceny i wyciągał wnioski. Nie jestem też literatem, więc i z formowałowaniem
                                              traści w słowie pisanym może nie być najlepiej, ale próbuję.
                                              Pozdrawiam
                                              W.2
                                              • users1 Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 26.02.04, 14:13
                                                Zgodnie z poranna obietnica, nastepny "odcinek";
                                                Plany Marysieńki związane z pobytem jej w Paryżu zaczęły się
                                                walić. "Zaczarowany pałac" jak nazywała Wersal stawał się dla niej
                                                niedostępny, a przynajmniej nie w takiej mierze jak Marysieńka to sobie
                                                wyobrażała, Pan Jan Sobieski też nie kwapił się do przyjazdu, a i nie bez
                                                znaczenia są też wezwania do powrotu słane przez królową Marię Ludwikę. Ważnym
                                                problemem staje się tez sfera materialna, pieniądze zaczynały się kończyć.
                                                To wszystko wpłynęło, że Marysieńka doszła do wniosku, że nadszedł czas jej
                                                powrotu, ale tu należałoby się zastanowić jak to uczynić, aby jak najwięcej na
                                                tym skorzystać, a najmniej stracić. W jednym z listów Marysieńka skarży się
                                                Sobieskiemu, że mąż zabrał jej wszystkie dochody, nie odpisuje na listy, nie
                                                kocha jej widocznie, mimo że tyle razy zapewniał ja o swej miłości, a przy tym
                                                wszystkim z jednej strony królowa namawiają ją do powrotu w z drugiej rodzice
                                                pragną ja zatrzymać we Francji: "Niech Celadon powie czy w tych warunkach może
                                                skutkować kuracja, którą przechodzi. Ale zwłaszcza niech nie wątpi nigdy o jej
                                                uczuciach, zawsze dochowa mu wiary, o tyle, o ile może to uczynić nie obrażając
                                                swoich obowiązków". Można by się domyślać że Marysieńka dochodzi do wniosku że
                                                nie pozostało jej nic innego jak powrót do Zamościa i prawowitego małżonka, ale
                                                jak to zrobić? Pojawiają się listy w których Marysieńka zobowiązuje Sobieskiego
                                                do znalezienia sposobu na pojednanie z Fujarą, sugerując że najlepszym
                                                mediatorem byłby biskup warmiński, pisała "trzeba wytłumaczyć Fujarze, że
                                                wszystkie plotki o niej i Sobieskim nie mają żadnych podstaw, to trzeba zrobić
                                                koniecznie bo inaczej nie mogliby się widywać po jej powrocie do kraju. Inaczej
                                                Esencyje nie mogłaby się nigdy mieszać z Prochem ani grać z nim w kości. Na
                                                razie przyrzeka mu zachować pomarańcze, tak całe i tak piękne, jak tylko to
                                                możliwe w jej obecnym położeniu".
                                                Tak czy siak zabiegi okazały się skuteczne i jesienią 1663r, Marysieńka po
                                                półtorarocznej nieobecności do Zamościa, a mąż przyjął zbuntowana małżonkę z
                                                wielka pompą. Odbyło się także przyjęcie w kolegiacie zamojskiej a hołdem
                                                Akademii Zamojskiej. Stosunki Marysieńki z Sobieskim jakby oziębły, choć chyba
                                                z konieczności. Przestrzegając pozorów Marysieńka pisała listy rzadko i bardzo
                                                oględnie. Po powrocie Marysieńki do Zamościa stosunki z mężem stały się
                                                poprawne, urodziła Sobiepanowi trzecie dziecko. Niestety harmonia małżeńska nie
                                                trwała długo, ponownie wróciły hulanki, pijatyki i orgie. Nawet królowa namawia
                                                Marysieńkę do separacji z mężem, a nawet do rozwodu. Marysieńka jednak nie
                                                chce takich rozwiązań, jest przeciwna rozwodowi. Może ma nadzieję, że problem
                                                rozwiąże życie, może spodziewa się że niebawem zostanie wdową i dlatego chce
                                                być względem jego i jego rodziny, a szczególnie Gryzeldy w porządku. W tym
                                                okresie rzeczywiście Sobiepan podupada na zdrowiu, w pałacu pojawiają się
                                                plotki ze Marysieńka kazała zapisać sobie w testamencie olbrzymi majątek. W tym
                                                okresie miłość pary kochanków wlecze się opieszale i smutno, można by rzec nic
                                                się nie dzieje – monotonia. Ale jak długo w takim bezruchu może trwać dwoje
                                                bądź co bądź zakochanych ludzi........
                                                Pozdrawiam
                                                W.2
                                                • januszx Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 26.02.04, 14:46
                                                  Nowe ciekawe wieści
                                                  z frontu miłości...
                                                  Pozwolę sobie na refleksję , Sobiepan miał jednak wspaniałą ,światową żone ale
                                                  tego nie docenił . Wiem ,że był to także człoweik niezykle dobroduszny ale
                                                  niestety , dla Obcych łaskawy nie pamietał o najbliższej osobie, trzeba
                                                  powiedziec stanowczo - to nie było mądre zachowanie!
                                                  Mógł żyć jeszcze długo (gdyby dbał o siebie) mając u boku piękną żonę , która z
                                                  pewnościa rodziłaby mu dzieci ,linia by nie wygasła i przyszłość ułożyłaby się
                                                  zupełnie inaczej.
                                                  pozdrawiam w ten zimowy dzień:-)
                                                  J
                                                  • users1 Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 26.02.04, 22:00
                                                    Tak Januszu Jan Sobiepan Zamoyski to ciekawa postać. Sam wiesz jakie to były
                                                    ciekawe czasy kiedy żył. Niebawem mam zamiar powrócić do okoliczności które
                                                    towarzyszyły zaślubinom Marysieńki z Janem Sobiepanem. Domyślasz się zapewne że
                                                    w całym życiu Marysieńki wielką rolę odegrała Maria Ludwika, królowa.
                                                    Odważyłbym się nawet zaryzykować, że Marysieńka była narzędziem w rękach
                                                    królowej, politycznej intrygantki, dążącej za wszelką cenę do realizacji swoich
                                                    planów, ale nie o tym chciałem terez...
                                                    Twój post przywołał mi myśl, zastanowienie; jakim był człowiekiem Jan
                                                    Sobiepan? Pozwól, że spróbuję odpowiedzieć na to pytanie słowami Sienkiewicza
                                                    z "Potopu" cyt: "Wielce przypadł do serca Kmicicowi. Było to prawdziwe
                                                    królewiąlko na swoim Zamościu: człek w sile wieku, wielce przystojny, chociaż
                                                    nieco cherlawy, gdyż w leciach pierwszej młodości nie dość upały natury
                                                    hamował. Zawsze jednak lubił płeć białą, a zdrowie jego nie do tyla było
                                                    nadwątpione, aby wesołość znikła z jego oblicza. Pan Zamościa nie odznaczał się
                                                    bystrym dowcipem jeno go miał tyle, co na własnąś potrzebę. O urzędy nie
                                                    zabiegał, mawiając : "Po co mi dworskie progi wycierać. W Zamościu nie tylko ja
                                                    Jan Zamoyjski, ale Sobiepan Zamoyjski". Zwano go też powszechnie Sobiepanem, z
                                                    którego przezwiska był wielce kontent".
                                                    Pozdrawiam
                                                    Jutro następny odcinek o Marysieńce
                                                    W.2
                                                  • users1 Re: Gdzie jest Alfia?/ jestem jestem:-) 27.02.04, 19:26
                                                    Witam ponownie, jak obiecałem piszę dalej. Alfio czy to jeszcze czytasz. Jak
                                                    tak to i napisz kilka słów.

                                                    Zaistniała w owym czasie sytuacja w kraju powoduje, że na "etacie" marszałka
                                                    koronnego i hetmana polowego powstaje vacat, Czarniecki, choć wielki żołnierz,
                                                    ale już stary, i nie bardzo pasujący królowej, zatem pozostaje wielki już
                                                    wtedy Sobieski. Zdawałoby się że dla niego jest to wielka i nieoczekiwana
                                                    kariera. Jakież musiało być zaskoczenie królowej, gdy Sobieski odmawia
                                                    zaszczytów. Wydaję się, że bezpośrednim powodem był fakt, iż "spadek" ten
                                                    pozostaje po Jerzym Lubomirskim, pod którego rozkazami Sobieski kiedyś służył.
                                                    Mogło by się wydawać że powstała sytuacja patowa. I tu nie koniecznie baczny
                                                    obserwator dojdzie do wniosku, że w odwodzie królowa ma Marysieńkę. Królowa
                                                    ściąga do Warszawy Marysieńkę, a Sobieskiemu obiecując załatwienie rozwodu
                                                    Marysieńki z Janem Sobiepanem, macha przed nosem jak marchewka ręka
                                                    Marysieńki. W tym czasie Sobieski pisze do Marysieńki: "Jedna tylko
                                                    intelligence (rozwód) mogłaby mnie do tego przywieźć, do czego żadnego nie
                                                    widzę podobieństwa, a do czego jednego by mi nie było ciężko. Ale jakoby do
                                                    tego nie poszło to by to było gorzej, niżeli swoją zabić się ręką. Niech tedy
                                                    ma pewność w sprawie rozwodu, to dopiero na wszystko odważyć się może".
                                                    Tymczasem powoli oswajając się z propozycja rozwodu z Marysieńką Jan Sobiepan
                                                    nagle nie wyraża zgody na rozwód i chce pogodzić się z żoną. I znowu powstaje
                                                    problem, który niebawem rozwiązuje śmierć Sobiepana. Pojawiła się nawet plotka,
                                                    że to Marysieńka przyczyniła się bezpośrednio go śmierci swojego męża, ba
                                                    nazywano ją nawet z tego powodu Kleopatrą. Sobieski, mając obiecana rękę
                                                    Marysieńki zaczął jednak się wahać.Powstaje zatem petanie co z jego miłością?
                                                    Nie wiadomo do końca co było głównym powodem, może zwykła przyzwoitość nie
                                                    pozwalała mu na wykonanie planów królowej. Podobno królowa nieco się
                                                    denerwowała i z Marysieńką uknuła pewien spisek. Marysieńka przez tydzień
                                                    unikała Sobieskiego wprowadzając pewnego rodzaju separację, a następnie
                                                    wyznaczyła mu spotkanie w letnim pałacu królewskim i tam Maria Ludwika
                                                    zaskoczyła kochanków "na gorącym uczynku" i cóż ujrzała; zgorszenie, grzech,
                                                    niewinność zawstydzoną, a uwodziciel jeszcze bardziej. Jakie rozwiązanie –
                                                    oczywiście ślub. Tak o tych wydarzeniach pisał Stefan Nimirycz: "Przyszła tu
                                                    nowina o małżeństwie p chorążego Sobieskiego z p wojewodziną sandomierską
                                                    Zamoyską dAquien. Pani Zamoyska zjechawszy do Warszawy na rozkaz królowej,
                                                    miała w pałacu królewskim na przedmieściu schadzkę arcymiłosną z narzeczonym p
                                                    Sobieskim w nocy o 11 godzinie. Królowa zaskoczywszy ich na uczynku,
                                                    oświadczyła Sobieskiemu, że jeśli nie zechce niezwłocznie poślubić Zamoyskiej,
                                                    musi zginąć, trzeba więc zdecydować albo ślub, albo śmierć. Przyszedł potem
                                                    ksiądz i dał im o północy ślub".
                                                    Właściwie powinienem na tym zakończyć. Kochankowie połączeni węzłem małżeńskim.
                                                    Ale....
                                                    Pozdrawiam
                                                    W-2.

      • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 29.02.04, 12:40
        Witam ponownie.
        Po zaślubinach nowożeńcy musieli się rozstać, w kraju wrzało, zanosiło się na
        wojnę domową, Jan Sobieski jako nowo mianowany marszałek musiał opuścić dopiero
        co zaślubioną żonę i ruszyć w pole. Do tego okresu jeszcze powrócę.
        Tymczasem, gdy w Warszawie odbywały się zaślubiny i wydarzenia wcześniej przez
        mnie opisane w Zamościu leżały zwłoki Jana Sobiepana zmarłego męża Marysieńki.
        Oczekiwanie z pogrzebem tak bądź co bądź wielkiego człowieka było rzeczą
        normalną, głównie na ówczesne trudności komunikacyjne. Wiązało się to z
        powiadomieniem krewnych i pozostawienie im dość czasu na przybycie na pogrzeb.
        W Zamościu panowała żałoba. Jak podają kronikarze wokół katafalku z ciałem
        zmarłego, obitego najdroższym szkarłatem paliło się siedemdziesiąt siedem
        funtów świec, co dziennie przy trumnie zmarłego grała orkiestra. Do Zamościa
        zaczęli zjeżdżać goście żałobni przybył nawet poseł chana krymskiego. Nie było
        tylko, chyba najważniejszej osoby, żony po zmarłym Marysieńki, tym bardziej że
        obecność jej w Zamościu była z kilku powodów pilnie konieczna (dla niej samej),
        choćby dla poskromienia nieprzyjaznych jej pogłosek, czy zadbania o sprawy
        majątkowe, tym bardziej że tu pojawiły się roszczenia majątkowe takich rodów
        jak Wiśniowieccy i Koniecpolscy.
        Pisałem o tym wcześniej, że siostra zmarłego, nie bardzo przyjazna Marysieńce,
        Gryzelda Wiśniowiecka czuwając na d sprawami majątkowymi, dowiedziawszy się,
        że Marysieńka chce zająć wszystkie dobra ordynackie dla zabezpieczenia swoich
        zapisów, na początku maja rozesłała do dzierżawców ostrzeżenie by nie
        dopuścili Marysieńki do przejęcia dóbr. Była do tego stopnia stanowcza, że gdy
        zjawił się z Warszawy plenipotent Marysieńki wyposażony w list królewski
        odprawiła go z kwitkiem nie szczędząc mu gorzkich słów.
        Wreszcie pod koniec maja Marysieńka wybrała się do Zamościa by uczestniczyć w
        uroczystościach pogrzebowych Jana Sobiepana. Gdy dworzanin królewski zjawił się
        w Zamościu zapowiadając przyjazd Marysieńki, usłyszał od Gryzeldy cyt: „szkoda
        po śmierci to udawanie pokazywać, czemu za żywota nie czyniła, która, że nas na
        wesele swoje z Sobieskimnie prosiła, my też ją na pogrzeb prosić nie będziemy”.
        Suma sumarum gdy 5 czerwca Marysieńka dotarła do Zamościa zastała rozebrane
        mosty i bramę zamkniętą. Eskorta Marysieńki chciała szturmować miasto, ale by
        nie dopuścić do rozlewu krwi szturm powstrzymał towarzyszący Marysieńce
        starosta opoczyński. Dały się słyszeć krzyki zamościan „nazad Sobkowa”.
        Marysieńka chcąc nie chcąc była zmuszona do powrotu do Warszawy.
        Niebawem w Zamościu z wielką paradą pochowano Jana Sobiepana Zamoyskiego.
        Pozdrawiam
        W.2

        • januszx Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 29.02.04, 15:42
          Czytam wszystkie Twoje Usersie posty w tym temacie:-) , zapoznaje się też z
          literaturą w tym temacie ... i próbuję rozszfrować charaktery, motywy
          dzialania głównych trzech osób dramatu! - o to nie jest łatwe zadanie ,
          jednak powoli sytuacja zdaje się stawać co raz bardziej jasna...
          Z pewnośćią jeszcze w tej kwestii sobie porozmawiamy ale świetnie ,że tymczasem
          mam możliwośc pozawania co raz to nowych faktów...
          pozdrawiam
          J
          • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 29.02.04, 16:03
            Masz rację Januszu pisząc że nie jest to łatwe zadanie, tym bardziej, że
            chwilowo pozostawiłem losy Marysieńki i Sobieskiego, a w następnym, a może w
            następnych postach w tym temacie mam zamiar powrócić do okoliczności jakie
            miały miejce przed zawarciem związku Marii Kazimiery z Janem Sobiepanem. Nie
            wiem może dlatego by to zadanie jeszcze bardziej skompikować....
            Temat jest nie tylko ciekawy, ale i szalenie zagmatwany (tak mi się wydaje).
            Staram się, jak już pisałem, nie dokonywać ocen, osądów poszczególnych
            bohaterów opowieści, ale skupiać się na faktach, oceny pozostawiając
            czytającym. Przyznam, że nawet fachowcy w tym przedmiocie nie jedną informację
            o życiu Marysieńki poddają w wątpliwość, bo jak zapewne wiesz niektóre są wręcz
            niewiarygodne. Myślę że to już w dotychczasowych postach wykazałem. Mam jednak
            nadzieją że tych wątpliwości po następnych postach będzie jeszcze więcej.
            W dalszym ciągu pozostaje otwarte pytanie kim tak naprawdę byli ludzie -
            bohaterowie tej opowieści i puki co nie oczekuję na nie odpowiedzi.
            Tymczasem pozdrawiam
            W.2
              • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 01.03.04, 19:17
                Witaj Wiloa w tym wątku, cieszę się że zainteresowały Cię historie żywota
                Marysieńki.
                Jak wsponinałem wcześniej, mimo że już jest po ożenku Marysieńki z Sobieskim i
                pogrzebie jej pierwszego męża Jana Sobiepana Zamoyjskiego, dla pełniejszczego
                obrazu przydstawionych wyżej opowieści chciałbym wrócić jeszcze do czasów i
                okoliczności poznania wówczas Marii Kazimiery d`Arquien de la Grande z Janem
                Sobiepanem Zamoyskim, jak i samego zawarcia związku małżeńskiego tych dwojga.
                Zatem, jak już wspominałem Maria Kazimiera była protegowaną królowej Marii
                Ludwiki i była jedną z dworek fraucymeru królowej, tak więc pędziła żywot na
                dworze królewski. Ówczesny król Jan Kaziemierz nie należał do najwierniejszych
                mężów. Miał między innymi romans z jedną z dworek królowej nijaką panną
                Schonfeld. Było dobrze dopuki nie wkroczyli do Polski Szwedzi i dwór królewski
                musiał schronić się na Ślązku. Tam Maria Ludwika dowiedziała się o poczynaniach
                swego męża z panną Schonfeld. Maria Ludwika wpadła w szał zagroziła że odeśle
                do Francji ochmistrzynię markizę de la Roche, a pannę Schonfeld usunie z dworu
                i umieści ją w klasztorze. Jednak Jan Kazimierz znanymi sobie sposobami jakoś
                obłaskawił małżonkę obiecując poprawę. Tak naprawdę nie chciał jednak
                zrecygnować z panny Schonfeld i zaczął szukać rozwiązania. Doszedł do wniosku,
                że najlepszym rozwiązaniem byłoby wydać za mąż pannę Schonfeld w Polsce, co
                umożliwiłoby dalsze spotkania kochanków. Król wpadł na pomysł że najleprzą
                partią dla kochanki byłby.... Jan Sobiepan Zamoyski. Zatem posłał swego
                umyślnego do Zamościa aby tem nakłonił Sobiepana do ożenku. Można by się
                domyślać, że wybór Sobiepana nie byl przypadkowy. Jan Kazimierz znał Sobiepana
                i jego umiłowania do hulanek i zabaw z dziewczynami. Posłańcowi, jak słusznie
                przytpuszczał Jan Kazimierz, udało się rozbudzić w Sobiepanie ochotę na pannę
                Schonfeld i może by plan się udał gdyby królowa nie dowiedziała się o zamiarach
                swego małżonka. Maria Ludwika będąc specjalistką od wszelkiego rodzaju intryg,
                posłała do Sobiepana zaufanego człowieka z propozycją poślubienia panny Marii
                Kazimiery d`Arquien. Niestety Jan Sobiepan był już "zakochany" w pannie
                Schonfeld. Rozpoczął się przetarg; czy panna Schonfeld, czy Maria Kazimiera.
                Zarówno król Jak i Królowa użyli wszelkich dostępnych sposobów aby postawić na
                swoim. Królowa pertraktowała w tej sprawie z marszałkiem zamojskiego dworu
                panem Podlodowskim, zaś król wciągnął do swoich intryg spowiednika Marii
                Ludwiki ojca Rose. Kto wie jakby zakończyły się te przepychanki gdyby na
                choryzoncie nie pojawił się baron de Soye, któremu do gustu przypadła panna
                Schonfeld, a i jej baron nie był obojętny. Dowiedziawszy się o tym królowa
                przystąpiła do jeszcze energiczniejszych działań. Wspomniany wyżej Podlodowski
                pokazał Sobiepanowi bilecik panny Schonfeld adresowany do Jana Kazimierza.
                To spowodowało, że odkochał się w pannie Schonfeld, a zaczął skłaniać się ku
                pannie Marii Kazimierze d`Arquien. Królowa była usatysfakcjonowana, panna
                Schonfeld poślubi barona de Soye, a Jan Sobiepan nie mając wyboru miał do
                wzięcia piękną czternastoletnią Marię Kazimierę.
                Pozdrawiam
                W.2
                  • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 02.03.04, 21:08
                    Witam ponownie.
                    Cieszę się Alfio, że tu zaglądasz, to właściwie dzięki Twojej "prowokacji" ten
                    wątek rośnie w ilość postów. Co do tych namiętności, słabości i grzechow,
                    pisałem kiedyś że odkąd Adam z Ewą.....itd. Jak widzisz codziennie staram się
                    dać Ci nową porcję do poczytania op tych jakże ciekawych czasach ludziach o ich
                    życiu, namiętnościach, słabościach i grzechach. Więc czytaj, powoli zbliżamy
                    sie do końca opowieści....

                    Gdy zapadła decyzja zaślubin Jana Sobiepana z Maria Kazimierą, marszałek
                    Podlodowski donosił księciu na Zamościu "czas wesela WMMMPana na dzień 17
                    lutego złożyła Królowa JMć w Warszawie. WMMMPan jeśli na ten dzień zjedziesz,
                    sam uważać raczysz".
                    Zarówno powyższe zdanie, jak i wcześniejsze posty nie mogą oznaczać, że
                    narzeczeni nie znali się ze sobą, a wszystko odbywało się poza ich plecami,
                    wręcz przeciwnie. Tylko ze względu na warunki forumowe pomijam te wydarzenia.
                    Świadczą o tym listy narzeczonej pisane w owym czasie do Jana Sobiepana, oto
                    jeden z nich, a wybrałem go kierując się szczególnym powodem, który niech
                    pozostanie tajemnicą. Marysieńka pisała: "...wyjeżdżając stamtąd, dostałam
                    takiego bólu zębów, że mam teraz spuchnięty policzek i tak strasznego bólu
                    głowy, że przez całą podróż muszę mieć zęby i głowę owinięte. Gdybyś mnie Wć
                    teraz ujrzał wziąłbyś mnie Wć za czarownicę, a jak pokazałabym się w
                    teraźniejszym stanie w Warszawie, to skoro Wć przyjedziesz mogłabym postawić na
                    swoim miejscu kogoś innego, choćby jmć de la Roche, a Wć byś nie poznał....
                    Tymczasem proszę bądź Wć przekonany, że jestem Wci życzliwa i oddana do
                    usług".

                    W owym czasie przy boku Jana Sobiepana, żyła pewna szlachcianka zwana Babusią –
                    Anusią o bliżej nie określonej roli; narzeczonej, przyjaciółki czy w końcu
                    kochanki? Oprócz Babusi Jan Sobiepan otoczony był grupa dziewcząt zwanych przez
                    służbę pałacową haremem. W związku ze zbliżającymi się zaślubinami ordynat
                    zaczął przygotowywać zamojską rezydencję na przyjęcie przyszłej małżonki.
                    Zmniejszył personel dworski, odesłał Babusię, która sama rozumiała zaistniałą
                    sytuację i nie skarżyła się na swój los, o czym świadczy fragment listu Babusi
                    kierowanego do Sobiepana "Dziękuje wielce WMMPanu i Dobrodziejowi z łaski swej
                    pańskiej pokazać raczył, żem z łaski Bożej szczęśliwie zajechała na miejsce
                    naznaczone od WMMPana i Dobrodzieja i że w nadzieję łaski WMMPana i
                    Dobrodzieja we dworze stancje swoja mam do czasu słusznego".
                    Tak na marginesie; wydaje mi się, że ta kobieta jako jedyna tak naprawdę
                    kochała Jana Sobiepana, ale on tego nie doceniał, zresztą może była zbyt biedną
                    dziewczyną, aby stanąć oficjalnie u boku ordynata.
                    Gorzej było z haremem, który stanowiły niegdyś ściągnięte na salony zamojskiego
                    pałacu dziewczęta wiejskie, te nie miały ochoty wracać do swoich domów.
                    Perturbacje z haremem opisał, oczywiście z pewnym uplastycznieniem przyjaciel
                    Jana Sobiepana, Jan Andrzej Morsztym w nieco frywolnym wierszyku, cyt:
                    "Paszport Kurwom z Zamościa
                    Zośka z Zamościa, Baśka z Turobina,
                    Jewka z Zwierzyńca, z Krzeszowa Maryna,
                    Te cztery kurwy, z piątą panią starą
                    Pod dobrą idą na wędrówkę wiarą.
                    Służyły wiernie, póki pański długi
                    Kuś potrzebował ich pilnej posługi;
                    Teraz, że z ślubną związki zawarte żoną,
                    Precz ich zapewne od dworu wyżoną.
                    Powracająsię (niech wie każdy, komu
                    Wiedzieć należy) z odprawą do domu,
                    Przetoż niech im nikt drogi nie kazi
                    Lecz darmo jako luźne kurwy łazi"
                    Proszę o wybaczenie mi tego cytatu, ale uznałem, że w oryginalnej wersji
                    wierszyk ten odda szczerze prawdziwość tamtego czasu.
                    Po dokonaniu czystki na dworze w Zamościu Jan Sobiepan 22 lutego 1658r.
                    pobłogosławiony przez zamojskiego dziekana udał się do Warszawy poślubić Marię
                    Kazimierę d`Arquien de la Grande.
                    Na warszawskie uroczystości weselne odkomenderowany został regiment piechoty
                    Ordynacji stacjonujący w Turobinie. Kiedy żołnierze wyruszali w drogę do
                    Warszawy, w kościele odbyło się poświęcenie sztandaru regimentu, wówczas to ze
                    szczytu sztandaru spadł umieszczony tam krzyż. Zgromadzeni na uroczystości
                    przyjęli, że jest to zła wróżba, tak dla mających zawrzeć związek małżeński
                    Marii Kazimiery i Jana Sobiepana, jak i samego związku.
                    Pozdrawiam
                    W.2
                    • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 03.03.04, 21:47
                      Witam ponownie
                      Jak twierdzą historycy brak jest materiału dokumentalnego aby odtworzyć ślub
                      Jana Sobiepana Zamoyskiego z Marią Kazimierą z dokładnością historyczną, choć
                      przyznać trzeba że w lekturach na ten temat można spotkać bardzo barwny opis
                      zaślubin dokonany przez ówczesnego literata francuskiego niejakiego Roussea de
                      la Valette autora między innymi biografii króla Jana Kazimierza. Ze względu na
                      warunki forumowe nie będę szeroko opisywał tych uroczystości. Prawdę jest że w
                      dniu dzisiejszym mija 346 lat od dnia zaślubin. Tak ślub młodej pary z wielkim
                      przepychem odbył się w Warszawie 3 marca 1658r. W drodze do kościoła młodą
                      parę eskortowało stu hajduków, stu lokajów, dwudziestu czterech dojeżdżaczy,
                      osiemnastu paziów i sześciu trębaczy. Na weselu wypito trzysta beczek wina.
                      Bawiono się hucznie i wesoło. Zadziwiającym jest, iż mimo braku dowodów
                      historycznych dokumentujących same zaślubiny, istnieje dokument w postaci listu
                      sekretarza królowej, który zdradza sekrety nocy poślubnej nowożeńców.
                      Tak na ten temat pisze ów sekretarz: "pierwszą noc spał na ziemi, na kobiercu,
                      przy żonie i nie położył się na łóżku, tak tedy nic nie zaszło. Prawda też, że
                      pani się uparła, a jegomość przez grzeczność położył się na ziemi obok niej jak
                      pies". Tak więc wiemy dziś że małżeństwo w noc poślubną nie zostało
                      skonsumowane. Konsumpcja nastąpiła podobno dopiero w Warce przez którą
                      nowożeńcy podróżowali do Zamościa, a było to w czwartym tygodniu po weselu.
                      Zamość zgotował młodej parze iście królewskie powitanie. Istnieje spis
                      przedmiotów które nowożeńcy otrzymali w Zamościu od różnych nacji. Spis ten
                      zawiera 19 pozycji i obejmuje głównie przedmioty codziennego użytku takie jak
                      np: miednica srebrna złocista z nalewką, czy puchar sztychowaną robotą
                      złocisty, na wierzchu chłopek z tarczą.
                      Początek okresu pobytu Marii Kazimiery w Zamościu upamiętnia wielki pożar który
                      strawił 34 domy w rynku, dziekankę, częściowo kościół franciszkanów, dzwonnicę
                      stajnię zamkową i cekuaz. Podobno niektórzy w tym nieszczęściu widzieli też,
                      podobnie jak z krzyżem, nie pomyślną dla młodej pary wróżbę.
                      Po pożarze młodzi Zamoyscy wyjechali do dworku myśliwskiego w Zwierzyńcu, skąd
                      małżonek wyruszył do Kamieńca, a małżonka pod nieobecność męża próbowała ująć w
                      swoje ręce ster gospodarki ordynacji. Niestety nie szło jej to łatwo, gdyż
                      ordynaccy oficjaliści nie przywykli do niewieścich rządów. Oto fragment listu
                      Pani Zamoyskiej kierowanego do skarbowego zamojskiego Wacławowicza: "Czyli ja
                      nie pani, że tak mię dzieckują sobie? Co rozażę, to na spak czynią. Czemu tak
                      nie czynią jek przy Jegomości? Co to ich rozkazałam baryłę wina przysłać, a oni
                      garcami przysyłają...Jakom żywa takich rządów nie widziała, jako tu są, niech
                      się już odmienią dlaboga!". W listach tego okresu pisanych przez Marię
                      Kazimierę do swego męża dają się zauważyć takie zwroty "Najdroższy i
                      najukochańszy mężu", "Najdroższe moje serce, najukochańszy mężu" czy "Drogie
                      moje serce, kochany tiaptuta.
                      Myślę, że zwroty te na tle ogólnej sytuacji też dają czytelnikowi wiele do
                      myślenia.
                      W następnym poscie powrócę jeszcze do małżonków Sobieskich.
                      Pozdrawiam
                      W.2
                      • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 04.03.04, 18:56
                        Witam jeszcze raz.
                        Obiecałem że jeszcze powrócę do okresu, a może bardziej na zakończenie tej
                        historyi o Marysieńce, a może bardziej małżonków Sobieskich. Jak wiemy z
                        wcześniejszych postów Marysieńka i Jan Sobieski zawarli związek małżeński,
                        trochę pod przymusem królowej, trochę z miłości, zresztą kto to wie jaki
                        naprawdę był prawdziwy powód tego małżeństwa.
                        O tym wydarzeniu i refleksjach z niego płynących pisze w liście do narzeczonej
                        Marii Anny Radziwiłłówny, Bogusław Radziwiłł: „wesele nie zabawi, jeśli
                        będziemy chcieli iść przykładem jmp Sobieskiego, marszałka teraźniejszego
                        wielkiego koronnego, który przed tygodniem ślub wziąłwszy z wdową nieboszczyka
                        pana wojewody sendomierskiego Zamoyskiego, który dopiero sześć niedziel jako
                        umarł, która nawet u ciała nie była, poszedł z nią bez żadnego bankietu do
                        pościeli. Ceremonia wprawdzie, że krótka i nie kosztowna, bardzo mi się podoba,
                        ale proceder wdowy bynajmniej, bo tak zacny człowiek, który ją z nędzy wziął i
                        panią uczynił, godzien był trochę łez i pożałowania...Aleć się to dobrze
                        nagrodzi p Zamoyskiej, która trafi na tak humorowatego męża jakiego w Polsce
                        nie masz” .
                        W kilka lat po ślubie Sobieski pisał do Marysieńki: „Daruj mi to Wć abyś z
                        moment chciała pomyśleć o tej nocy, po której nazajutrz oddawano mi laskę,
                        kiedym odchodził od Wci, abym się cokolwiek rekoligował na podziękowanie; jakoś
                        mię Wć moje serce puścić nie chciała, jakoś prosiła, żebym nie odchodził, jakoś
                        mię na swoją ciągnęła pościel;dość łóżko wąskie, ciasne, co z wielkim serca
                        mego musiało być niewczasem, a przecie to tam było miło i zdało się przestronno”
                        Zbieżne ze sobą daty ślubu z Marysieńką i przyjęcia laski marszałkowskiej,
                        znaczą w biografii Sobieskiego podwójną przemianę; z żołnierza stał się
                        politykiem, z sentymentalnego wielbiciela Astrei stał się jej mężem Jako
                        marszałek nie przestał być żołnierzem , jako mąż Marii Kazimiery nie przestał
                        być sentymentalnym Celadonem. Małżeństwo tych dwojga ludzi otworzyło nowy
                        rozdział w korespondencji Celadona z Astreą i Astrei z Celadonem.

                        Niniejszy post kończy moje opowieści na temat słynnej Marysieńki, co nie
                        oznacza, że kiedyś przy jakiejś okazji, lub na życzenie forumowiczów nie
                        powrócimy do tego tematu, tymczasem....
                        Przyznam że początkowo zamierzałem silić się na próbę podsumowania tego co
                        napisałem dotychczas, na próbę oceny osobowości Marysieńki, jej zachowań itp.
                        Doszedłem jednak do wniosku, że jeżeli ktoś czytał te moje wywody w tym
                        przedmiocie sam taką próbę podejmie.
                        Ja natomiast powiem jedynie tyle, że mimo wszystko wydaje mi się iż Marysieńka
                        była marionetką w rękach królowej Ludwiki, a wręcz narzędziem w jej zręcznych
                        manewrach i rozgrywkach politycznych, czy kochała....czy jedynie grała
                        zakochaną, niech każdy na te pytanie odpowie sobie sam. Zdaję sobie sprawę, że
                        to co napisałem dotychczas jest jedynie małym i nie kompletnym wycinkiem tego
                        co wówczas działo się w Rzeczypospolitej, ówczesnym życiu, obyczajach itp.
                        Pozdrawiam
                        W.2
    • ksfiona Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 07.03.04, 02:13
      przeczytałam całosć z wielkim zainteresowaniem...nie chcę wyrażać swojej opinii
      na temat królowej Marysieńki...uważam tylko że nikogo nie wolno potępiać do
      końca,ani wystawiać za szybko na piedestały...
      chciałabym tylko dodać,bo jakoś nie zauważyłam wątku Marysieńki jako matki-
      ona miała chyba 14 dzieci jak dobrze liczę,z czego 10 umarło!!!!
      nie wiem jak mozna tyle tragedii przeżyć jako kobieta....niesamowite
      • users1 Re: "List jest najlepszym wizerunkiem duszy piszą 07.03.04, 21:38
        Cieszy mnie że zainteresowały Cię Ksfiono opowieści o Marysieńce.
        No cóż, przyznać trzeba, iż w warunkach forumowych jak i z konieczności, nie
        sposób jest opowiedzić wszystkich szczegółów życia Marysieńki. Tym bardziej że
        nie dysponuję ani wystarczającą wiedzą w tym przedmiocie, ani materiałami,
        które pozwalałyby na odniesienie się do Marysieńki jako matki. Nie mniej jednak
        według mojej wiedzy Marysieńka urodziła dziesięcioro dzieci, w tym troje ze
        związku z Janem Sobiepanem Zamojskim - wszytkie zmarły w wieku niemowlęcym, zaś
        ze związku z Janem Sobieskim siedmioto z czego cztery córki zmarły. Z tego
        związku dzieci które przeżyły to: Jakub Ludwik, Teresa Kunegunda, Aleksander
        Benedykt. Być może moja wiedza w tym temacie jest niepełna.
        Co do zmarłego potomstwa pamiętać należy, że zarówno matka jak i ojcowie byli
        chorzy wenerycznie, co niewątpliwie mogło mieć wpływ na śmierć narodzonych
        dzieci.
        Pozdrawiam
        W.2
        PS. Jeszcze raz podkreślam, że w tym co napisałem na temat Marycieńki starałem
        się aby nie wydawać ocen i nie ferować wyroków. Chciałem jedynie pokazać dwie
        strony medalu.
              • koziorozka Re: List jest najlepszym wizerunkiem duszy pisząc 11.07.04, 01:47
                Usersie, jestes wielki! Przeczytalam wszystko i jestem zafascynowana Twoja
                umiejetnoscia opowiadacza. Jakbym ich widziala. 14-latka zostaje wydana za maz
                za "nader doswiadczonego" 30-latka. Sielanka trwa niecaly rok. Potem facet daje
                jej niezle popalic. I co robi ta dziewczyna? Miota sie, szamocze, walczy, nie
                chce sie zgodzic na role potakujacej szarej myszki. Tak to widze. Ona nie chce
                sie poddac, zrezygnowac. Jest inteligentna, sprytna, bywa tez madra.
                Czy to feministyczny punkt widzenia?
                Jeszcze raz wielkie dzieki Usersie, mimo, ze sie przez Ciebie nie wys'pie, bo
                zaczelam czytac przed polnoca, ale tak mnie wciagnelo, ze nie moglam sie
                oderwac.
                • users1 Re: List jest najlepszym wizerunkiem duszy pisząc 11.07.04, 07:55
                  Drogie dziewczyny sprawiacie mi wielką radość zainteresowaniem tym co kiedyś
                  dawno temu napisałem.
                  Kozioróżko, mam nadzieję że sen nadrobiłaś wszak dzisiaj niedziela.
                  Ładnie to ujęłaś w telegraficznym skrócie. Pamiętać jednak należy ża tak
                  naprawdę to Marysieńka chyba nie wiele miała do powiedzenia, a wydaje mi się że
                  była jedynie instrumentem w rękach królowej Marii Ludwiki. Wydaje mi się że to
                  tylko historia, ta pisana i opowiadana dla potrzeb społecznych, zbyt
                  wyidealizowała Marysieńkę, jak też miłość pomiędzy Marysieńką i Sobieskim. Nie
                  chciałbym być wyrocznią, ale w mojej subiektywnej ocenie Marysieńka tak
                  naprawdę nigdy nikogo nie kochała, a to pisze w swoich listach czy to do Jana
                  Sobiepana Zamoyskiego, czy też do Jana Sobieskiego to tylko gra, pisanie pro
                  forma liczył się tylko interes ipolecenia królowej.
                  Pozdrawiam
                  W.2

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka