januszx
09.03.04, 20:57
Wiele lat temu wybraliśmy się z moim kuzynem w odwiedziny do naszego Stryja
mieszkającego na podzamojskiej wsi... niedaleko Łabuń , bardzo lubilismy te
wizyty , Stryj tez cieszył się gdy go odwiedzaliśmy , opowiadał nam o swoich
wojennych "przygodach", "akcjach" , a że był w AK to opowieściom nie było
końca. Gdy pewnego razu wyszliśmy juz z Jego domu i przechodziliśmy obok
małej plantacji malin , a były tak przepiękne, dorodne, że nie moglismy się
oprzeć i ..poczęstowaliśmy się kilkoma , nawet teraz przypominam sobie ich
smak , slodkie , soczyste poprostu pycha! . Nagle zza rogu wybiegł
człowiek ...z wielkim, gubym kijem w ręku i zaczął krzyczeć - no może
nie będę mówił co On mówił , ale nie był przyjaźnie usposobiony, zawołałem do
kuzyna , uciekamy! ale dla niego było juz za późno , dostał po plecach kilka
razy tak ,że potem zwijał sie z bólu cały wieczór . Wymknął sie jednak i
uciekaliśmy ile sił w nogach , a mieliśmy wtedy niecałe 10 lat, także może
jeszcze nie rozumieliśmy zasad jakie panują na świecie:-) . Do tej pory się
zastanawiam czy za kilka malin mój kuzyn zasłużył na taka karę!? , ja się
zgadzam gdybysmy się objadali , ale kilka sztuk ...( muszę zaznaczyć ,że nie
mam w zwyczaju łamać 7 przykazania).
Jeśli spotkały Was jakieś przygody ...:-)
pozdrawiam
J