malvvvinka
13.10.09, 16:22
cholery można dostać, wyliczone kartofle, każdy siedzi i cały
obiad "oh, leker, leker, gut, ah, oh, mmm" a ja patrzę na talerz,
standard, jakieś podgrzane kupione gotowe mięso, ziemniaki z wody
i "sałatka" z puszki przerzucona do dużej miski... więcej misek,
salaterek, talerzy, serwetek, świeczek i perdół jak jedzenia.
Wszyscy chwalą kucharke, jak się bardzo napracowała.
Obiad u polskich teściów: kawał mięcha sprawiony i upieczony,
pierogi, ciasta, kluski, zupy, sałatki, wszystko świeże, zrobione
przez panią domu, nawet nie wiadomo kiedy, stół się zapada pod
ciężarem żarcia, wszyscy jedzą, śmieją się, gadają, nikt nie
przeciska przez zaciśnięte usta "oh, leker, leker, gut, ah, oh,
mmm", nikt nie chwali idiotycznie pani domu za to, że raczyła wejść
do kuchni i stanąć przy kuchence, wiadomo, że dobre, bo całe życie
jest dobre! wszyscy zadowoleni, uchachani.
Czy was nie śmieszą te chore obiadki zaplanowane co do grama i
minuty i to chwalenie za nic? Ja nie chwalę bo już mi się nie chce,
żenujący spektakl.