Dodaj do ulubionych

obiad u niemieckich teściów

13.10.09, 16:22
cholery można dostać, wyliczone kartofle, każdy siedzi i cały
obiad "oh, leker, leker, gut, ah, oh, mmm" a ja patrzę na talerz,
standard, jakieś podgrzane kupione gotowe mięso, ziemniaki z wody
i "sałatka" z puszki przerzucona do dużej miski... więcej misek,
salaterek, talerzy, serwetek, świeczek i perdół jak jedzenia.
Wszyscy chwalą kucharke, jak się bardzo napracowała.

Obiad u polskich teściów: kawał mięcha sprawiony i upieczony,
pierogi, ciasta, kluski, zupy, sałatki, wszystko świeże, zrobione
przez panią domu, nawet nie wiadomo kiedy, stół się zapada pod
ciężarem żarcia, wszyscy jedzą, śmieją się, gadają, nikt nie
przeciska przez zaciśnięte usta "oh, leker, leker, gut, ah, oh,
mmm", nikt nie chwali idiotycznie pani domu za to, że raczyła wejść
do kuchni i stanąć przy kuchence, wiadomo, że dobre, bo całe życie
jest dobre! wszyscy zadowoleni, uchachani.

Czy was nie śmieszą te chore obiadki zaplanowane co do grama i
minuty i to chwalenie za nic? Ja nie chwalę bo już mi się nie chce,
żenujący spektakl.
Obserwuj wątek
          • anettchen2306 Re: obiad u niemieckich teściów 13.10.09, 20:24
            "Wieczerza" wigilijna w zeszlym roku u tesciow, ok 10 osob:
            - makaron,
            - gotowy sos Knorra,
            - sznycel,
            - zielona salata z octem.
            Na deser: herbatniki i wono z Lidla.
            Czas przygotowania: debatowanie w gronie rodzinnym przez caly
            grudzien "co zrobie w tym roku na Wigilie?" (poczatkowym wariantem
            dla sznycla byla kielbasa na cieplo z musztarda).
            Komentarze niemieckiej rodziny: "Super lecker! Wo hast du den Salat
            gekauft?"
            Komentarz mojego niemieckiego malzonka po
            konsumpcji "wieczerzy": "Na nastepna Wigilie jedziemy do Polski".
            Reakcja tesciowej na komentarz: w tym roku nie zaprasza nikogo
            na "wieczerze".
            • znana.jako.ggigus Re: obiad u niemieckich teściów 13.10.09, 22:36
              naprawde nie wiedzialas, ze sie w De nie swietuje az tak intensywnie wigilii?
              u mnie w domu tez nikt nie nudzil caly miesiac, co bedzie na wigilie, nie
              uprawialismy obzarstwa, nie bylo 12 potraw, a gora 7, o 22 bylo pozmywane i pies
              wyprowadzony. nie, nie urodzilam sie w Niemczech, a b. lubilam tamte pozbawione
              pompy, godzinnego stania w kuchni wigilie i duzo bym dala, zeby czas wrocil.
              • rotkaeppchen1 Re: obiad u niemieckich teściów 13.10.09, 23:18
                A propos swiat: mnie wlosy deba stanely na glowie, jak zobaczylam co moja
                rodzina (bylam au pair) postawila na stole celem swietowania wielkiego piatku
                :-) Stol sie uginal od potraw, takze miesnych. :-)
                Nie, zebym byla bardzo religijna, ale mimo wszystko...
                Za to podczas przyjecia urodzinowego pani domu ciasto z torebki bylo oczywiscie
                "super lecker", wszyscy sie zachwycali. Bylam na tyle bezczelna, ze
                zaproponowalam, ze nastepnym razem chetnie upieke jej jakies ciasto :D
              • anettchen2306 Re: obiad u niemieckich teściów 14.10.09, 21:43
                naprawde nie wiedzialas, ze sie w De nie swietuje az tak
                intensywnie wigilii?
                Owszem, wiedzialam :-) Jednak ta ostatnia wieczerza zaskoczyla nawet
                te czesc mojej niemieckiej rodziny. Zaskoczeni bylismy tym bardziej,
                ze zaproponowalismy wczesniej, iz kazdy przyniesie cos ze soba, zeby
                tesciowa wlasnie "caly grudzien stac w kuchni nie musiala". Pomocy
                odmowila.

                u mnie w domu tez nikt nie nudzil caly miesiac, co bedzie na
                wigilie, nie
                > uprawialismy obzarstwa, nie bylo 12 potraw, a gora 7, o 22 bylo
                pozmywane i pie
                > s
                > wyprowadzony. nie, nie urodzilam sie w Niemczech

                No to dokladnie tak samo jak u mnie w domu rodzinnym. Mama tez
                bynajmniej nie sterczala w kuchni godzinami, wspolnie pieklysmy
                pierniki, lepilysmy uszka przy dobrek kawie i koniaczku. I byla
                pyszny kolacja, nie nie 12-sto daniowa. Kazdy sie jednak na te
                kolacje - inna niz zazwyczaj (bo takich zwyklych kolacji jest 364 w
                roku) bardzo cieszyl. I ja zapamietalam wlasnie te atmosfere. Nigdy
                nie bylo obrazstwa, mama starala sie jednak przyrzadzic cos
                szczegolnego a nie "odwalic" latwizne.
                Skoro zapraszam gosci to zakladam, ze jest to chwila wyjatkowa i na
                te wyjatkowa chwile serwuje odpowiednie danie. Co dziwne, moim
                dzieciakom urodzonym w Niemczech i mojemu niemieckiemu malzonkowi
                bardziej jednak podobaja sie swieta spedzane w Polsce. I chce, zeby
                taka swiateczna atmosfere i jej wyjatkowosc zapamietaly tez moje
                dzieci. Na hamburgera mozna wyskoczyc w kazdy inny dzien.
                Niekoniecznie musi to byc Wigilia Bozego Narodzenia.
                • malvvvinka Re: obiad u niemieckich teściów 15.10.09, 10:23
                  anettchen2306 napisała:
                  > Nigdy
                  > nie bylo obrazstwa, mama starala sie jednak przyrzadzic cos
                  > szczegolnego a nie "odwalic" latwizne.

                  właśnie, to jest ogromna różnica. Problem tylko w tym, że Niemcy
                  albo udają, albo naprawdę w to wierzą, że gotując parówki i
                  ziemniaka bardzo się przy tym napracują. Ja i parówkę zjem, wiele
                  nie potrzebuję, ale po co przy tej kiełbasianej podróbie godzinne
                  gadanie o niesamowitości potrawy i zainwestowanego w nią czasu w
                  kuchni!
      • lmblmb różnimy się tak samo, jak różnią się Niemcy 27.11.09, 08:58
        annajustyna napisała:

        > Babcia mojego niemieckiego eksa na Wigilie robila parowki, taki folklor...

        Znowu, nic aż tak szokującego w tym nie widzę, bo jest "kiszka" i kiszka. Mój
        dziadek, rocznik 1914, wcinał parówki *codziennie*. Jak nie było na śniadanie
        parówy z musztardą z Pegaza, to pewnie była niedziela.

        Szanowniu forumowicze, różnimy się tak samo, jak różnią się Niemcy (ludzie).
    • nana_c Re: obiad u niemieckich teściów 13.10.09, 19:28
      malvvvinka napisała:


      >
      > Obiad u polskich teściów: kawał mięcha sprawiony i upieczony,
      > pierogi, ciasta, kluski, zupy, sałatki, wszystko świeże, zrobione
      > przez panią domu, nawet nie wiadomo kiedy, stół się zapada pod
      > ciężarem żarcia, wszyscy jedzą, śmieją się, gadają, nikt nie
      > przeciska przez zaciśnięte usta "oh, leker, leker, gut, ah, oh,
      > mmm", nikt nie chwali idiotycznie pani domu za to, że raczyła wejść
      > do kuchni i stanąć przy kuchence, wiadomo, że dobre, bo całe życie
      > jest dobre! wszyscy zadowoleni, uchachani.
      >


      I tutaj jest rozwiazanie zagadki, dlaczego polski tesc dostaje zawalu w wieku
      60paru lat i umiera, a niemiecka tesciowa lekko do setki pociagnie :-)


      • mama1dawidka Re: obiad u niemieckich teściów 13.10.09, 19:55
        hehhe czytam i czuje sie jakbym czytala o mojej tesciowej (tylko ze
        ona jest Polka) tylko ze moja tesciowa do tego nie dokłada na stółł
        takich dodatków jak swieczka serwetki itp (nawet w wieta czy
        urodziny) przykre ale niestey prawdziwe jak ktos wspomnial jak
        jedzie sie do moich esciów na urodziny lepiej sobe zjesc przed
        wyjsciem zeby ni umrzec z glodu ;)
      • mama1dawidka Re: obiad u niemieckich teściów 14.10.09, 10:06
        heh wiesz u nich to "normalne" ze jestt zawsze mało :) ale ja juz
        sie przyzwyczaiłam(niesetety) mój m tez niewidzi w tym problemu :/
        ja jestem przyzwyczajona ze w urodziny czy swieta jest wielkiiieee
        obzarstwo ;)
        "Jezeli co drugi pomysl wydaje ci sie gelnialny dopij wódke i idź
        spać"
        • malvvvinka Re: obiad u niemieckich teściów 14.10.09, 10:31
          to że mało to żaden problem, to jakoś bym zrozumiała, ale te teksty
          przy jedzeniu o ofiarności, napracowaniu, wspaniałości potraw i
          takie pierd...nie, że głowa boli, jak to ktoś tu pięknie ujął - jak
          w jakimś pornosie.
            • jureek Re: ktoś tu pięknie ujął - jak w jakimś pornosi 14.10.09, 15:22
              donnerbalken napisała:

              > Trza ciągle od nowa odkrywać, że te dwie etnie na lewo i prawo od Odry mają dia
              > metralnie różne mentalności?

              Te mentalności wcale nie są tak diametralnie różne. Świadczy o tym chociażby
              spora liczba powiedzonek, które w obu językach znaczą to samo (i dosłownie, i w
              przenośni): tu leży pies pogrzebany, słomiany wdowiec itd. Narody o diametralnie
              różnych mentalnościach nie czerpałyby tak wzajemnie jeden od drugiego. Większość
              przysłów też mamy takich samych.
              Jura
      • diegosia Re: obiad u niemieckich teściów 14.10.09, 11:17
        Tak sie zastanawiam, co chcialas nam tym watkiem przekazac...

        A - tesciowa gotowac nie potrafi / nie chce / nie stara sie a mama i
        owszem
        B - NIEMIECKA tesciowa gotowac nie potrafi / nie chce / nie stara
        sie a POLSKA mama i owszem

        Zastanowilam sie i odpowiem tak: Sa kobiety (a i mezczyzni) ktorym
        sie chce i sa takie / tacy ktorym sie nie chce (pomijam juz
        ewentualne zdolnosci kulinarne - zakladam, ze przy dobrych checiach
        by sie dalo).
        Mysle, ze znajdziesz takie i w Polsce i w Niemczech.

        Popre swoja teze przykladem: Moja tesciowa (poki co pierwsza,
        Niemka) ma jakies 65 lat i gotuje od lat to co gotuje. Lubi
        przygotowac wszystko wczesniej (niby zeby sie nie narobic?!?) i
        potem tylko podgotowac / odgrzac, a dodam ze ma dojscie np. do
        pierwszorzednej dziczyzny i ja zawsze na ten sam sposob "maltretuje"
        (nad czym z mezem ubolewamy). Ciast piec nie lubi, ale wie ze
        przyjedziemy, wiec dla NAS (sama na diecie) piecze.
        Ogolnie wynik jest sredni, ale kobieta sie wg mnie stara, zaprasza i
        przyrzadza cos dla nas, dlatego tez chwale i mowie, ze smaczne.
        Widze kobiete raz w roku i mimo, ze mam inne podejscie do kuchni,
        nie mam zamiaru jej krytykowac, bo po co?
        Moja mama (Polka) jest mlodsza i troche inaczej do kuchni podchodzi,
        ale ma tez swoje nawyki, ktorych ja zmienic nie dam rady.
        I tak np. za kazdym razem jestesmy raczeni kaczka w jej wykonaniu.
        Robi ja na nasz przyjazd, bo to dla niej uroczysty obiad: KACZKA.
        Mi smakuje srednio, ale rodzicom owszem (taka lubia i juz), wiec nie
        krytykuje, tylko jem kawaleczek i chwale pania domu za starania i
        goscinnosc.

        No nie wiem, moze to blad, ale ja wychodze raczej z zalozenia, ze to
        nie zle checi, tylko nawyki / inne smaki / inne tradycje... Jezeli
        mam przyjemnosc kosztowac ich 1-2 razy w roku, to sie powstrzymuje
        od krytyki. Jak im smakuje, to dobrze :)

        A co do swiat: owszem niektorzy Niemcy maja zdecydowanie inne
        podejscie niz Polacy, ale nie wiem czym to uzasadnic... W Berlinie
        jest to rzeczywiscie czesto kartoffelsalat i Bockwurst :)
    • zbyfauch Re: obiad u niemieckich teściów 14.10.09, 11:27
      Wydaje mi się, że autorce wątku chodziło mniej o różnice w
      jadłospisach, bardziej o wymuszoną, teatralną egzaltację gości na
      niemieckim obiedzie. Tę wymuszoność ma podkreślać
      skromne/niewyszukane zastawienie stołu.

      Niektórzy niepotrzebnie toczą tu pianę z pyska.
      Ponarzekać każdemu wolno.
    • gadupa Zapros polskiegu buraka do domu! 14.10.09, 17:12
      Przysc na jedzenie przyjdzie. Nawpierd... sie, wytrze morde
      I szybko po polskich forach bedzie obszczekiwal dom rodzinny ukochanego mezusia
      dla pobytu.
      A wszytko dlatego ze pierogow z kapusta buractwu nie podano.
    • zbyfauch Jeszcze raz... 14.10.09, 20:05
      Do niezorientowanych.
      Dziewczyna chciała sobie trochę podrwić z teatralności ochów i achów przy
      niemieckim stole, nie nawoływać do krucjaty przeciwko nazistom.

      Cymbałom, którzy nie przepuszczą żadnej, nawet najcieńszej okazji, żeby
      przysmażyć swoją pseudoideologiczną pieczeń, tłumaczyć się nie opłaca.
    • kolonistka Re: obiad u niemieckich teściów 15.10.09, 14:17
      Tak sobie mysle, ze jak u kogos jestem na proszonym obiedzie, to bez
      wzgledu na to czy mi jedzonko smakuje, czy przygotowanie tego
      zarelka trwalo dlugo czy krotko - do dobrego tonu i wychowania
      nalezy powiedziec .. smaczne, pyszne, dziekuje itp. .. obojetnie w
      jakim jezyku.

      Ale ja chyba jakas dziwna jestem :P
          • donnerbalken Serdecznie dziękuje za liczne zamówienia. 16.10.09, 13:14
            donnerbalken napisała:

            To jest tylko początek mojej listy...

            Resztę mogę przysłać zainteresowanym na privo....


            ××××××××××××××××××××××××××

            Serdecznie dziękuje za liczne zamówienia.

            Zainteresowanie przerosło moje najśmielsze oczekiwania...

            Serdecznie proszę o zrozumienie, że tych wszystkich zamówień nie jestem wstanie natychmiast zrealizować.

            Czas oczekiwania może się aż do 3 (trzech) tygodni przedłużyć...

            Wspólnym wysiłkiem ochronimy masę ludzi od nieszczęśliwych małżeństw i tragedii...

            I międzynarodowych teściów od niepotrzebnej pracy...
        • kolonistka Re: obiad u niemieckich teściów 20.10.09, 11:06
          Z calym szacunkiem Zbyszku. Malvvinka przesadzila.

          "cholery można dostać, wyliczone kartofle, każdy siedzi i cały
          obiad "oh, leker, leker, gut, ah, oh, mmm" a ja patrzę na talerz,
          standard, jakieś podgrzane kupione gotowe mięso, ziemniaki z wody
          i "sałatka" z puszki przerzucona do dużej miski... więcej misek,
          salaterek, talerzy, serwetek, świeczek i perdół jak jedzenia.
          Wszyscy chwalą kucharke, jak się bardzo napracowała."

          Nikt mi nie wmowi, ze podczas posilku ludzie Ci siedzieli pol
          godziny mlaskajac i wydajac z siebie ohy i achy.
          Jej przeszkadzalo wg mnie, ze ktokolwiek pochwalil gospodynie a ONA
          przeciez wcale sie nie nameczyla w tej kuchni.

          Przesada i egzaltacja bardziej bije z postu Malvvinki. Zostawmy
          kazdemu wolna reke w jedzeniu, gotowaniu i wychwalaniu tegoz. Jak
          ktos lubi wychwalac jedzenie z puszki - niech wychwala. Dla mnie
          osobiscie wykladnikiem smaku spozywanego jadla nie jest
          czas "wystany" przez kogos w kuchni w celu jego wykonania.

          Ja po prostu stwierdzilam, ze osobiscie podziekuje i pochwale
          jedzenie z "polprodukta" jezeli jestem u kogos, bo tak mnie nauczono
          w domu.
    • white.apple Re: obiad u niemieckich teściów 17.11.09, 13:33
      Mnie też trochę dziwiły te wigilijne zwyczaje. Ale spojrzałam na nie inaczej,
      kiedy dowiedziałam się skąd pochodzą. Otóż sałatkę ziemniaczaną i kiełbasę je
      się na wigilijnej wieczerzy dlatego, że chociaż tego jednego dnia wszyscy mają
      być równi. Tak samo proste i tanie jedzenie ma mieć chłop i biznesmen. Moim
      zdaniem logiczne i w jakiś sposób piękne.

      P.S. Poza tym "teście" gotują smacznie i jak jesteśmy u nich na obiedzie to nie
      korzystają z gotowców.
    • kobietka_29 Re: obiad u niemieckich teściów 25.11.09, 18:08
      Przypomina mi to obiady u moich tesciow. Tylko, ze moja tesciowa ma fiola na
      punkcie zdrowego jedzenia. Dlatego tez przy kazdej okazji robi mi wyklady, ile i
      czego nalezy jesc... masakra. Ale kartofle tez sa wyliczone. I jako pierwsi
      posilek moga nalozyc sobie oczywiscie mezczyzni. Dzieki Bogu moj malzonek sie w
      te rodzine zupelnie nie wdal. :)
    • lmblmb przesadzasz z krytyką. 25.11.09, 23:45
      malvvvinka napisała:

      > cholery można dostać, wyliczone kartofle, każdy siedzi i cały
      > obiad "oh, leker, leker, gut, ah, oh, mmm" a ja patrzę na talerz,
      > standard, jakieś podgrzane kupione gotowe mięso, ziemniaki z wody
      > i "sałatka" z puszki przerzucona do dużej miski...

      ...czyli światowy standard. Wybacz, ale jak się zmienia miejsce zamieszkania, to
      chyba trzeba oczekiwać różnic w kulturze? Dotyczy to również przeprowadzek w
      Polsce.

      Nie od dzisiaj wiadomo, że Niemcy nie stoją jedzeniem czy kreatywnością, czego
      więc oczekiwałaś?

      > więcej misek,
      > salaterek, talerzy, serwetek, świeczek i perdół jak jedzenia.

      No i dobrze. W żadnym wypadku nie chcę być złośliwy, ale oficjalny obiad nie
      jest od objadania się.

      > Obiad u polskich teściów: kawał mięcha sprawiony i upieczony,
      > pierogi, ciasta, kluski, zupy, sałatki, wszystko świeże, zrobione
      > przez panią domu, nawet nie wiadomo kiedy,

      Ciesz się, że w Niemczech mieszkasz, bo mam wrażenie, że Niemcy czasami się
      bardziej z ksenofobią kryją niż niektórzy Polacy.

      > stół się zapada pod ciężarem żarcia,

      Znowu regionalizmy. U nas się tak nie robi, bo to obżarstwo.



      Mam tylko jeszcze pytanie: co przyniosłaś na zaproszony obiad, ciasto czy mięso?
      • jureek Re: OT 26.11.09, 11:27
        Tak przy okazji. Wyczytałem gdzieś, że miałeś na pieńku z niejakim Buzdyganem.
        Podobno Ci groził. Ja też miałem z tym trollem do czynienia. Też groził pozwami,
        wysłałem mu nawet moje niemieckie dane adresowe, żeby wreszcie mnie pozwał, ale
        nic z tego. Poza tym kiedyś w realu, gdy umówiłem się we Wrocławiu z
        forumowiczmi z wrocławskiego forum, na miejsce spotkania przybył Buzdygan z
        dresiarską obstawą i też odgrażał się. Nie wiesz przypadkiem, jak skończyła się
        jego sprawa przeciw wikipedii?
        Jura
        • lmblmb Re: OT 27.11.09, 08:17
          jureek napisał:

          > Tak przy okazji. Wyczytałem gdzieś, że miałeś na pieńku z niejakim
          > Buzdyganem. Podobno Ci groził.

          Tak.

          BTW, nudzi Ci się?

          > Ja też miałem z tym trollem do czynienia. Też groził pozwami,
          > wysłałem mu nawet moje niemieckie dane adresowe, żeby wreszcie
          > mnie pozwał, ale nic z tego. Poza tym kiedyś w realu, gdy umówiłem
          > się we Wrocławiu z forumowiczmi z wrocławskiego forum, na miejsce
          > spotkania przybył Buzdygan z dresiarską obstawą i też odgrażał
          > się. Nie wiesz przypadkiem, jak skończyła się jego sprawa przeciw
          > wikipedii?

          Nie wiem, czy w ogóle się skończyła.
      • donnerbalken Niestety, bardzo rzadko.... 27.11.09, 08:46

        lmblmb napisał:

        =====================================
        ...czyli światowy standard. Wybacz, ale jak się zmienia miejsce zamieszkania, to
        chyba trzeba oczekiwać różnic w kulturze? Dotyczy to również przeprowadzek w
        Polsce.
        =====================================

        Czasami i całkowicie rozsądni się tu wysławiają....

        Niestety, bardzo rzadko....
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka