rotkaeppchen1
01.08.10, 01:45
Ostatnio zdarzyla mi sie bardzo nieprzyjemna historia.
Wracajac z zajec zjadlam cos drobnego po drogdze, nagle dostalam
bardzo silnych bolesci - od lat mam kamienie w woreczku zolciowym,
wiec w sumie z objawow wiedzialam, co mi dolega. Jednak atak byl
bardzo silny, ledwie doczlapalam do apteki, zeby kupic cos
rozkurczowego, bo akurat nie mialam przy sobie - od kilkudziesieciu
miesiecy woreczek sie nie "odzywal", dlatego zapomnialam wziac ze
soba no-spe. Pani w aptece powiedziala, zebym poszla do szpitala za
rogiem, bo szybciej zacznie dzialac zastrzyk, niz tabletki. Niemal
wpadajac na ludzi doszlam do tego szpitala i poprosilam pania,
siedzaca "w okienku", zeby mi powiedziala, gdzie jest jakis lekarz.
Przy okazji myslalam, ze umre z bolu - dobrze przynajmniej, ze
wiedzialam co mi jest, bo naprawde bym sie bala, ze cos sie stalo. A
pani na to, ze dopiero od 19 bedzie lekarz, zebym usiadla i
poczekala (byla 18.20). Pytam: jak to, w szpitalu na izbie przyjec
nie ma lekarza? - Bedzie o 19. To pytam: a jakbym miala zawal, to do
19 bym juz nie zyla chyba? Pani na to: bardzo mi przykro, nie moge
pomoc.
Bylo mi tak zle, ze musialam wybiec ze szpitala, zeby, za
przeproszeniem nie zarzygac podlogi. Zdazylam dobiec przed za drzwi
wejsciowe :/ Potem pomyslalam, ze szkoda, trzeba bylo tak przed ta
pania, miala by co sprzatac.
Na szczescie po tym incydencie od razu mi przeszlo.
Moj chlopak powiedzial, ze wlasciwie moglabym tej pani sprawe
zalozyc, bo w koncu tylko ja wiedzialam, ze moja sytuacja nie jest
niebezpieczna dla zycia - wiedzialam co mi jest, chcialam tylko cos
rozkurczowego, bo atak byl naprawde porzadny.
Kurcze, place ubezpieczenie i co? Zeby ew. zdechnac pod szpitalem?