naganoga
09.07.06, 21:47
poszlam wczoraj z mezem i znajomym do portugalskiej knajpy, gdzie wspolnie
ogladalismy mecz. jako ze nasz znajomy b. dobrze mowi po portugalsku (oprocz
kilku innych jezykow), wiec b. szybko nawiazalismy mily kontakt z
brazylijczykami, ktorzy kibicowali portugalczykom. po meczu poszlismy na
miasto. byla masa samochodow z wlaczonymi klaksonami i impreza pod
wassertürm. super muzyka, az nogi same sie podrywaly do tanca....mi i
znajomym. jak wzrokiem jednak siegnac, wszyscy jedynie sie wydzierali... nikt
jednak nie tanczyl (no moze poza wyjatkami).
znajomi brazylijczycy zaczeli wiec walic w bebny i tanczyc sambe. po jakims
czasie zebral sie niezly tlum.... i tak oto 5 brazylijczykow prowadzilo za
soba korowod ryczacych niemieckich kibicow, ktorzy sie
wydzierali "deutschland, deutschland". doprawdy dziwny to byl obrazek.
w sumie czasem ciezko mi pojac tych ludzi (mam na mysli niemcow). sami sie
bawic nie potrafia i czekaja, az ich ktos rozrusza:((( jedyne co potrafia, to
ryczec.
pamietam jeszcze ze studiow, ze bylo podobnie. jak organizowalam party, to
zawsze dopisywala frekwencja. jako ze mam sporo znajomych z roznych krajow,
sporo kolorowych, ktorzy uwielbiaja sie bawic, to i moi niemieccy znajomi
jakos sie rozruchiwali. tja.... sami staliby po katach i finito.
podobnie na slubie znajomych w polnocnych niemczech. tyle, ze tam sie ich
rozruszac nie dalo, poniewaz poza mna i jedna zona kolegi z tajwanu byli tam
sami niemcy. probowalismy zrobic cos milego, zeby ludzi zintegrowac.... ale
niestety...
a ja tak chcialabym sie zabawic, tak radosnie....:(((