Zdarzyło się w YKP Jadwisin...

23.04.06, 20:29
Udałem się z rodziną do YKP Jadwisin. Cel był prosty, nabycie silniczka
Yamaha Malta od jednego takiego, co go ma na zbyciu. Przyjeżdżamy, a tu przy
samym szlabanie leży potłuczony jacht, który jeszcze niedawno musiał byc
bardzo piękny... przyczyna - jakiś kierowca śmieciarki czy szambiarki "nie
wyrobił się" przy zjeździe z górki...

Serdeczne wyrazy współczucia dla armatora jednostki. Sezon się zaczyna, a tu
taka katastrofa. Mam nadzieję, że się to uda naprawić i że "znaku" po
pęknięciu nie będzie.
    • tomjani Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 24.04.06, 08:06
      chaladia napisał:

      > Udałem się z rodziną do YKP Jadwisin. Cel był prosty, nabycie silniczka
      > Yamaha Malta od jednego takiego, co go ma na zbyciu.

      A ile on waży? Nie okaże się za ciężki dla "Ancory"?

      > Przyjeżdżamy, a tu przy samym szlabanie leży potłuczony jacht, który jeszcze
      > niedawno musiał byc bardzo piękny...

      Też widziałem pod koniec zimy rozbitego "Oriona" na dawnej przystani AZS na
      Wale Miedzeszyńskim. Wyglądał tak jakby urwał się z dźwigu i spadł na prawą
      burtę i dziób, albo spoczywając na lawecie został uderzony przez samochód.
      Pęknięta skorupa kadłuba wzdłuż pokładu w części dziobowej, rozbita kabina w
      tylnej części. Nie potrafię sobie wyobrazić czy i w jaki sposób można by
      jeszcze przywrócić mu sprawność. :-(((

      > przyczyna - jakiś kierowca śmieciarki czy szambiarki "nie wyrobił się" przy
      > zjeździe z górki...

      A więc niebezpieczeństwo czyha na jachty nie na wodzie, lecz na drogach. W
      korzystnej sytuacji są ci co nie muszą wozić jachtów, zwłaszcza po ruchliwej
      szosie Warszawa - Zegrze - Mazury, lecz mają możliwość pokonywać ten dystans
      wodą...
      • seaskipper Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 24.04.06, 12:10
        tomjani napisał:

        > A więc niebezpieczeństwo czyha na jachty nie na wodzie, lecz na drogach. W
        > korzystnej sytuacji są ci co nie muszą wozić jachtów, zwłaszcza po ruchliwej
        > szosie Warszawa - Zegrze - Mazury, lecz mają możliwość pokonywać ten dystans
        > wodą...


        Ahoj!

        No i ... nie ma co sie dziwić.

        Przeciez łodki się buduje po to aby pływały po wodzie, a nie jeździły po
        drogach.

        To podobnie jak rybami, którym baaaaaardzo nie słuzy życie ladowe...


        Żeglarstwo morskie
        gg 1728585
      • chaladia Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 24.04.06, 23:51
        Waży 10 kg i ma mieć 2 HP , może nawet ciut mniej. Dla Ancory napewno nie za
        ciężki, bo jej poprzedni własciciel pływał na ważącym 13,5 kG Tohatsu (3,5 HP).
        Tu przede wszystkim chodzi o to, żeby 7-8 letnia panienka potrafiła sobie z nim
        poradzić sama (oczywiście pod moim nadzorem).
        • tomjani Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 25.04.06, 07:54
          chaladia napisał:

          > Waży 10 kg i ma mieć 2 HP , może nawet ciut mniej.

          Jesteś pewien że to istotnie Malta? Malta ma 3 HP. Może to jednak Yamaha 2HP o
          którą pytałeś?

          > Dla Ancory napewno nie za ciężki, bo jej poprzedni własciciel pływał na
          > ważącym 13,5 kG Tohatsu (3,5 HP).

          No to Honda BF2 jakiej używam na Orionie jest lżejsza od Tohatsu: 13kg; w
          wersji z krótką kolumną byłaby jeszcze lżejsza o jakieś 1kg.
          >
          > Tu przede wszystkim chodzi o to, żeby 7-8 letnia panienka potrafiła sobie z
          > nim poradzić sama (oczywiście pod moim nadzorem).

          Ale jeśli to istotnie Yamaha 2HP, to współczuję Panience: obsługa silnika
          pozbawionego sprzęgła to prawdziwe hardcore :-( Malta posiada sprzęgło (luz -
          naprzód), nic jednak nie może równać się pod względem komforu obsługi (poza
          silnikami elektrycznymi rzecz jasna) z Hondą BF2 wyposażoną w automatyczne
          spręgło odśrodkowe. Silnik pracuje, łódka stoi; dodaje się gazu - i rusza
          naprzód!
          • chaladia Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 25.04.06, 18:55
            Całą młodość żeglowałem na "sztywno przełożonym na śrubę" Salucie M i nie
            narzekałem. Podobnie jak na niewygodną Raję i niewiele lepszego Oriona.
            Dlatego będzie musiała sobie radzić z tym, co jest. A silnik na Zalewie
            potrzebny jest tylko do powrotu do portu w razie przeciągajacej się flauty.
            • tomjani Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 26.04.06, 08:59
              chaladia napisał:

              > Całą młodość żeglowałem na "sztywno przełożonym na śrubę" Salucie M i nie
              > narzekałem.

              A ja niestety narzekać musiałem - podczas samotnego spływu Pisą, i to pod silny
              przeciwny wiatr. Zanim po zapaleniu tego ustrojstwa zdążyłem uwolnić dziób z
              krzaków - już miałem na piasku rufę i ścięty kołek; zanim wymieniwszy kołek i
              uwolniwszy wypchnąwszy się na wodę zdążylem ustrojstwo zapalić - znowu
              siedziałem dziobem na brzegu.

              > Podobnie jak na niewygodną Raję i niewiele lepszego Oriona.

              Najwyraźniej znałeś tylko te "Zabujcze" Oriony (pisownia oryginalna, z
              pl.rec.zeglarstwo). W Zegrzu jest w tej chwili przynajmniej jeden Orion o
              cokolwiek wyższym standarcie, niestety już na powrót "Zabujczy". To VC 904
              (niegdyś "Pantaleon"), którym się opiekowałem w byłym klubie AKŻ AZS. Po
              przechwyceniu przez tanią czarterownię pod szyldem AZS został on niestety
              zniszczony, z chęci osiągnięcia szybkiego zysku.
              Ale w sezonie wypatruj na Zalewie "Leśnego Dziadka" (pochwalę się zresztą na
              zegrzyńskim Forum kiedy będę płynął). Będziesz miał okazję zobaczyć na własne
              oczy jak można urządzić Oriona, choć na nadchodzący sezon nie planuję jescze
              zakończenia wszystkiego co sobie wymarzyłem.

              > Dlatego będzie musiała sobie radzić z tym, co jest.

              Z tgego co napisałeś (śruba na sztywno) jasno wynika że to co kupiłeś nie
              jest "Maltą". Malta ważyłaby chyba cokolwiek więcej niż 10kg, skoro tyle
              właśnie waży Yamaha 2.

              > A silnik na Zalewie potrzebny jest tylko do powrotu do portu w razie
              > przeciągajacej się flauty.

              Ale do tych celów wystarczający i dużo mniej kłopotliwy od używanego dwusuwu
              byłby silnik elektryczny...
              • chaladia Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 26.04.06, 22:43
                tomjani napisał:

                > Najwyraźniej znałeś tylko te "Zabujcze" Oriony (pisownia oryginalna, z
                > pl.rec.zeglarstwo). W Zegrzu jest w tej chwili przynajmniej jeden Orion o
                > cokolwiek wyższym standarcie, niestety już na powrót "Zabujczy". To VC 904
                > (niegdyś "Pantaleon"), którym się opiekowałem w byłym klubie AKŻ AZS. Po
                > przechwyceniu przez tanią czarterownię pod szyldem AZS został on niestety
                > zniszczony, z chęci osiągnięcia szybkiego zysku.

                Widzisz, mnie w Orionie nie przeszkadzał standard kabiny, a źle zaprojektowana
                skrzynka mieczowa, która przy wejściu z opuszczonym mieczem na jakąkolwiek
                przeszkodę "wyłamywała się" i ciekła - a co gorsza trudno było taki przeciek
                usunąć. W ogóle na nasze polskie śródlądowe warunki ten orionowy miecz wydawał
                mi się zawsze duuuużo za potężny.

                > Z tego co napisałeś (śruba na sztywno) jasno wynika że to co kupiłeś nie
                > jest "Maltą". Malta ważyłaby chyba cokolwiek więcej niż 10kg, skoro tyle
                > właśnie waży Yamaha 2.

                Jeszcze targu nie dobiłem. Za dużo było tam w ub. weekend zamieszania z wyżej
                opisanych przyczyn. Myślę, że załatwię sprawę w dłuuuugi weekend. 2HP to
                najmniejsza Yamaha - czy liczy się do serii "Malta" nie wiem.

                > Ale do tych celów wystarczający i dużo mniej kłopotliwy od używanego dwusuwu
                > byłby silnik elektryczny...

                Silnik elektryczny bardzo mi się podoba. Zdecydowanie mniej podoba mi się
                akumulator... tym bardziej, że nieużywany (np. zimą) ulega degradacji.
                • tomjani Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 27.04.06, 08:43
                  chaladia napisał:

                  > Widzisz, mnie w Orionie nie przeszkadzał standard kabiny, a źle
                  > zaprojektowana skrzynka mieczowa, która przy wejściu z opuszczonym mieczem na
                  > jakąkolwiek przeszkodę "wyłamywała się" i ciekła - a co gorsza trudno było
                  > taki przeciek usunąć.

                  Raczej nie tyle "wyłamywała się" (choć usztywnienie jej w kierunku poprzecznym
                  przy pomocy denników w zęzie byłoby bardzo wskazane; zrobiłem to i na
                  klubowym "Pantaleonie" i na swoim "Leśnym Dziadku") ile rozbiciu przez przednią
                  krawędź opadającego miecza ulegała przednia (wąska) ścianka skrzynki. Istotnie
                  aby usunąc taki przeciek wycinało się laminat koi przed pilersem po czym ryło
                  się "studnię" w nasiąkniętej już jak gąbka piance budowlanej, przy czym zwykle
                  wychodziły przy okazji na jaw inne zniszczenia, w związku z niedostatecznym
                  podparciem owego pilersu. Mój własny Orion miał mimo wszystko wiele szczęścia,
                  że mimo że przez 30 lat znajdował się w dwóch "lewych rękach" ;-) pływał chyba
                  głównie na silniku, i uniknął takiej katastrofy. Teraz już mu to nie grozi: w
                  skrzynkę mieczową wcisnąłem grubą gumową "pytę" która zamortyzuje uderzenie
                  miecza "podbitego" na kamieniach, a przednia ścianka została wzmocniona
                  podłużną grodzią która "betonowo" podpiera pilers i przednią koję.
                  Niebezpieczne mogłoby być tylko zerwanie się fału miecza podniesionego na pełną
                  wysokość (w wyniku "podbicia"), ale temu zapobiega zawieszenie windy
                  (samohamownej, bardzo wygodne w obsłudze - jedną ręką) na amortyzatorach
                  gumowych. No i trzeba kontrolować stan fału i cyklicznie go wymieniać, tyle że
                  o ile na wyposażonym w stoczniową, tandetną windę o małej średnicy szpuli i
                  rolki prowadzącej "Pantaleonie" raz na sezon pękała już pierwsza pokrętka fału
                  co powinno być ostatnim "dzwonkiem alarmowym" o konieczności natychmiastowej
                  wymiany (niedopełnienie tego wymogu przez ob. Rafałowskiego z owej taniej
                  czarterowni AZS, już po relegowaniu mnie stamtąd po sezonie 2001 spowodowało
                  najprawdopodobniej taką właśnie katastrofę, w wyniku której spotkany w 2003 r w
                  Mikołajkach "Pantaleon" ciekł już jak dziurawy kalosz :-( ), o tyle na "Leśnym
                  Dziadku" założony po raz pierwszy w 2003 r. fał przetrwał 3 pełne sezony bez
                  wyraźnych oznak zużycia. Teraz mam poważny dylemat: wymieniać od razu czy
                  jeszcze nie :-)

                  > W ogóle na nasze polskie śródlądowe warunki ten orionowy miecz wydawał
                  > mi się zawsze duuuużo za potężny.

                  Ano rózni się zdecydowanie od miecza takiej np. Foki. Ale aż tak źle nie jest:
                  Zegrze jest wystarczająco głębokie (wejście na rozrzucone gdzieniegdzie
                  piasczyste mielizny traktowałbym raczej jako miłe urozmaicenie rejsu ;-) ) a na
                  plytszych akwenach (np. Wiśle gdzie pływam najczęściej:
                  www.siz.org.pl/opowiesc/tomekj/wisla1.html ) wystarczy opuścić go tylko
                  trochę. I tak pod prąd pływa się niemal wyłącznie z wiatrem, a gdy płynie się z
                  prądem pod wiatr też nie trzeba opuszczać wiele miecza: dryf z nawiazką zostaje
                  zrekompensowany przez sprzyjający prąd.

                  > 2HP to najmniejsza Yamaha - czy liczy się do serii "Malta" nie wiem.

                  Nic mi nie wiadomo o jakiejś "serii Malta". Za "Maltę" uważałem określony
                  model, ten o mocy 3HP i biegami "luz-naprzód". Obecnie nie występuje on w
                  ofercie "Yamahy"; w zamian za niego (i za Yamahę 2HP) proponuje się czterosuw o
                  mocy 2,5HP.
                  >
                  > Zdecydowanie mniej podoba mi się akumulator... tym bardziej, że nieużywany
                  > (np. zimą) ulega degradacji.

                  To nie tak. Akumulator (ołowiowy-kwasowy, w tym i tzw. żelowy) ulega degradacji
                  ("zasiarczeniu") nie z powodu nieużywania tylko długotrwałego niedoładowania.
                  Może to mieć miejsce zarówno zimą gdy w pełni naładowany akumulator zostanie
                  pozostawiony w garażu i ulegając powolnemu samorozładowaniu nie jest
                  doładowywany przez kilka miesięcy, jak i latem, podczas intensywnej
                  eksploatacji, np. gdy rozładuje się go niemal całkowicie (ale w dopuszczalnych
                  granicach) i zamiast naładować niezwłocznie po zakończeniu rejsu odłoży się to
                  na dzień następny, lub co gorsze dopiero na koniec tygodnia, przed kolejnym
                  weekendem. Rzecz jasna, nie zawsze istnieją sprzyjające warunki dla możliwie
                  szybkiego naładowania akumulatora, choćby podczas letniego urlopu, gdy do
                  portów wpływa się raz na kilka dni. Dlatego też do napędu łodzi niezbyt nadają
                  się pospolite akumulatory samochodowe; używa się tu specjalnych akumulatorów
                  kwasowych (niekiedy nazywanych "marine"), cechujących się zwiększoną
                  odpornością na długotrwałe niedoładowanie. Całkowicie odporne na kompletne
                  nawet rozładowanie i pozostawienie w tym stanie na czas dowolnie długi są
                  akumulatory zasadowe (NiCd), z racji ceny mało jednak rozpowszechnione.
                  • donald_duk Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 28.05.06, 16:14
                    tomek, w zasadzie masz racje, tak w 70%. Po pierwsze masz racje ze 'trickle
                    charging' utrzyma baterie w stanie uzywalnosci caly rok (chyba ze mieszkasz w
                    Suwalkach i akumulator po prostu zamarzl). Baterie 'marine' dziela sie na DWA
                    rodzaje: te do obslugi swiatel (np na masztach) albo do uruchamiania silnika
                    zaglowki lub motorowki. Ta druga nazywa sie 'deep cycle' i tomiales na mysli
                    piszac 'marine'. Juz widze jak nieuczciwi sprzedawcy sprzedaja baterie 'marine'
                    poczatkujacym zeglarzom.

                    Baterie deep cycle stosowane sa tezw wozkach golfowych. Chodzi o to ze te
                    baterie sa zaprojektowane tak ze mozna je dokonca rozladowac oraz nie musza byc
                    stale ladowane. Praktycznie: stosujac baterie samochodowa z silnikiem
                    zaburtowym, zostanie ona rozladowana bardzo szybka. Bateria deep cycle bedzie
                    mogla krecic silnik bardzo dlugo.

                    Roznica techniczna jest w ilosci olowiu czyli wadze. Teraz chaladzia bedzie
                    mogl uczyc innych nt baterii. Zastanawia mnie ze inzynier budowlaniec tego nie
                    wiedzial. Dziwne.
                    • chaladia Re: Zdarzyło się w YKP Jadwisin... 29.05.06, 20:38
                      donald_duk napisał:

                      Teraz chaladzia bedzie
                      mogl uczyc innych nt baterii. Zastanawia mnie ze inzynier budowlaniec tego nie
                      wiedzial. Dziwne.

                      Nie to, żebym nie wiedział, że takie baterie są i że mają parę zalet. Raczej
                      nie potrafię się przekonać do silnika akumulatorowego.
Pełna wersja