fima
06.05.03, 16:34
Jak widać z niektórych wypowiedzi, wielu pragnie zaszczepić "bakcyla
żeglowania" własnemu potomstwu. Oj, ostrożnie!
Wiele razy zdarzyło mi sie widzieć na wodzie takich wspaniałych
kumpli-tatusiów. Nie pragnę być ich szczęśliwym dzieckiem.
Dziecko z natury jest ciekawe i maluchy potrafią z wielką powagą i
poczuciem odpowiedzialności sterować z samej chęci naśladowania kogoś
ważnego. Wtedy czasem bywa gorzej bo tatuś zaczyna uczyć. Z łodki robi się
zwykła szkoła albo przedszkole, czyli to od czego chce się odsapnąć. Szybko
zaczyna się ruganie:
"Fał, nie wiesz co to fał?!"
" Nie mówi się wiosło, tylko pagaj!"
" Liny zwija się w słoneczko!"
"Mówiłem ci jak się buchtuje, wszystko popsujesz!"
"Trzeba innym machać ręką, to jest etykieta!"
"Jak będziesz tak się zachowywać, więcej nie popłyniemy!"
Dla dziecka maleńka przestrzeń pokładu jest więzieniem, kamizelka -
kajdanami. Większość z nich po krótkiej fascynacji nowością szybko zaczyna
marzyć o dopłynięciu do brzegu żeby można było pobiegać.
"Kiedy dopłyniemy?..." - "Jak ci się nie podoba to więcej cię na łódkę nie
zabiorę".
"Co ja winien że mam dziecko kretyna?!"
Dla wielu dwutygodniowy czarter z całą rodziną z wielkiej przygody
zamienił się w długo wspominaną udrękę. Pamiętaj o tym, zanim zapragniesz dać
dziecku to, czego sam w młodości nie miałeś i rozważ, czy w Tobie chce
widzieć właśnie nauczyciela.
Nie przerabiaj własnego dziecka na swój obraz i podobieństwo a więcej mu się
przyglądaj, przytulaj - i do niczego nie zachęcaj!.
Wtedy złapie tego Twojego upragnionego bakcyla i nigdy nie napiszesz
takiego postu (cytat):
>I co z tego,, ze od najmlodszych lat plywalem z dzieciakami pod zaglami.
>I co z tego -ze jezdzilem na Szanties do Krakowa
>z tego- nic nie wynika
>teraz sa dorosli i wcale ich to nie pociaga.
>Moze trzeba bylo kupic jakiego malego Cadeta - czy Optymista i wsadzic
>bachora na sile do lodki.