franuska
30.09.09, 18:41
Jestem wychowawczynią w liceum i mam ucznia, u którego podejrzewam ZA lub
jakieś pokrewne zaburzenia.
Zachowania i cechy, które mnie niepokoją, to:
- brak umiejętności społecznych - pomimo początkowo pozytywnego nastawienia
klasy (doszedł pod koniec zeszłego roku), nie zdołał nawiązać żadnych
kontaktów, obecnie sytuacja jest konfliktowa;
- brak pewnych umiejętności z zakresu inteligencji interpersonalnej - nie
potrafi odczytać, kiedy rozmowa jest zakończona - nie ma nic do powiedzenia,
druga osoba też, a on dalej stoi i czeka, dopóki się go nie pożegna, nie
potrafi zauważyć, że kogoś nudzi, na przykład chodzi i wszystkim nauczycielom
i uczniom opowiada stale ten sam dowcip;
- emocje nieadekwatne do sytuacji - w zasadzie niezależnie od sytuacji stale
się uśmiecha;
- uparte testowanie granic - ciągle robi rzeczy niedozwolone lub na pograniczu
i pyta, jaka jest za to kara; czasem także nie robiąc pyta, jaka byłaby kara,
gdyby zrobił to lub to - nie wygląda to na złośliwe, bo kiedy mu się powie, że
coś jest niedozwolone i dlaczego, zachowania nie powtarza;
- fascynacja określonymi tematami, na przykład ocenami - notuje oceny kolegów,
nie tylko swoje, klasa uważa, że on im dokucza;
- coś na kształt bawienia się emocjami innych ludzi - zachowuje się, jakby
lubił ich prowokować (uparte chodzenie krok w krok za dziewczyną, którą to
doprowadza do szału, oświadczanie klasie - "i tak wszyscy nie zdacie");
- i jeszcze kilka drobiazgów - specyficzny, bardzo wolny sposób mówienia,
nerwowe obgryzanie dłoni (nie paznokci), nawet rozkład uzdolnień - niezły
matematyk, kiepski z polskiego.
Umówiłam się na rozmowę z matką i trochę się tej rozmowy boję. Chcę jej
zasugerować, żeby wybrała się z nim do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej,
ale nie wiem, jak na to zareaguje. Rozmawiałyśmy już raz w zeszłym roku i
prawdę mówiąc byłam przerażona jej podejściem.
Dzwoniłam, żeby jej powiedzieć, że chłopak został popchnięty przez innego
chłopca (nie chcę usprawiedliwiać agresora, ale dla zarysowania sytuacji -
podszedł do chłopaka, który nie zaliczył drugiej już poprawy i groziło mu
niezdanie i powiedział "A ty to dostałeś jedynkę"). Mówię to matce, a ona
"Aha, dziękuję". Mówię dalej "Co on mówi, jak czuje się w klasie?" na to ona
"On raczej niewiele mówi". Mówię, że jest w konflikcie z całą klasą, że oni
odbierają to tak, że on się śmieje z ich ocen i reagują agresywnie i że on na
pewno nie może się z tym dobrze czuć a ona "No ale jak się śmieje z ludzi...".
Nie wiem, czy nie widzi problemu, czy wie, jaki jest problem i nie chce o tym
mówić.
Jak mam z nią rozmawiać, żeby nie urazić, ale jednak namówić do szukania
fachowej opinii? Jak rozmawiać z klasą? Oni świetnie wyczuwają jego odmienność
i do szału ich doprowadza, że my, w ich pojęciu, udajemy, że wszystko jest w
porządku. A ja nie mogę przylepiać chłopakowi etykietki, ale z drugiej strony
mam wrażenie, że lepiej by go traktowali wiedząc, co się dzieje, pewnych
rzeczy nie braliby do siebie.
Mam dużą tremę przed tą rozmową.