madziulec
23.10.09, 23:10
Sprawa nie daje mi spokoju.
Poruszona zreszta w innym watku przez Szalicje.
Kiedys podobna dyskusja byla na forum Strata dziecka, chore dziecko.
Tam mniej wiecej cala rozmowa zakonczyla sie tym, ze dosc czesto ta druga
osoba w chwilach choroby dziecka nie jest dla nas takim wsparciem jakiego
oczekujemy.
Jeszcez czesciej tak jakby nie dopuszcza do siebie mysli, ze moze miec chore
dziecko.
Dzis po raz kolejny taki brak akceptacji bardzo mnie dotknal.
W przypadku Misia pierwsza opinia (diagnoza?) pojawila sie w kwietniu i jego
ojciec, ktory z nami nie mieszka czepial sie wtedy detali w tej opinii
(przekrecone imie na przyklad). Oczywiscie nie byl na zadnej wizycie majacej
potwierdzic czy wykluczyc wstepna diagnoze.
Diagnoza sie powtorzyla i od czerwca wlasciwie wiem na czym stoje.
Ojciec Miska ciagle oczywiscie zaprzecza. Z jednej strony rozumiem, ja tez
wolalabym miec zdrowe dziecko. Ale.. Misiek tak naprawde jest bardzo
niesamowity, jest nad wiek dorosly, inteligentny. dzis mi pani w przedszkolu
powiedziala, ze robi testy psychologiczne dla 11-12 latkow (ma 5,5) i to z
palcem w nosie.
Problem, ze brakuje mu umiejetnosci spolecznych.
Oczywiscie szanowny tata nie mial czasu na spotkanie z pania.
Zadzwonil i zapytal. Po czym komentarz jak zwykle "aha, no to czesc".
Zero pytan jak pomoc, co robic, jak cwiczyc.
Moze sie czepiam, moze za duzo wymagam?\
Sama nie wiem.
Proby rozmow nic nie daja.
Ale ja naprawde chcialabym, by ktos, komu powinnpo zalezec na dobru Miska tez
sie nad problemem pochylil.