Jak stać się terapeutą własnego dziecka?

28.06.10, 11:24
Dziewczyny, pewnie mam syndrom matki ze świeżą diagnozą w ręku (2 tygodnie).
Mam straszny pęd, żeby małemu pomagać, ale moja wiedza jest tak mała w
zakresie CZR. Oczywiście, naczytałam się w internecie, ale potrzebuję
głębokiej wiedzy. Chodzimy już na terapię, ale chciałabym jak najwięcej
dokształcać się w domu. Jest mnóstwo książek na rynku, ale nie wiem, co tak
naprawdę warto przeczytać. Trochę nie chciałabym czytać wszystkiego w ciemno.
Macie jakąś swoją listę lektur obowiązkowych? Aha, no i mam jeszcze taką swoją
osobistą reakcję na tę diagnozę, że często się łapię na tym, że naprawdę nie
wiem, jak na jakieś syna zachowanie zareagować. Bo się boję, że niepotrzebnie
coś złego w nim wzmocnię, ale czasem też mam obawę, że ignorując go w jakimś
momencie, odrzucam jego inicjatywę kontaktu, a przecież mam do kontaktu
zachęcać... Tu konkretnie chodzi mi o taką sytuację, kiedy on np. zadaje mi
jakieś pytanie, a ja nie umiem ocenić, czy ono jest z serii obsesyjnych czy
nie. A jeśli w tej chwili nie jest, to za sekundę może się nim stać. No mętlik
w głowie totalny. Potrzebuję instrukcji obsługi mojego dziecka! Help.
    • tijgertje Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 28.06.10, 12:05
      Nie popadaj w paranoje!
      W szkole mojego mlodego musialam niezla walke przeprowadzic o to,
      zeby 2 popoludnia byl zwolniony z lekcji i pozwolili mi z nim w domu
      pracowac. Uwazaja, ze rodzic i nauczyciel/terapeuta w jednym to
      bardzo zle wplywajace na relacje z dzieckiem polaczenie. Sama nie
      mam z tym problemu, ale potrafie zachowac dystans. Na twoim miejscu
      staralabym sie przede wszystkim nie zapominac, ze chodzi o twoje
      dziecko! Dziecko!!! I tak je powinnas traktowac. Terapia terapia,
      ale wychowaniem krtos sie musi zajac i jest to twoj obowiazek.
      Pracuj nad stworzeniem dobrych relacji z dzieckiem, bo jesli ono
      bedzie wiedziec, ze ma w tobie oparcie, bedzie ci ufac, to wczesniej
      czy pozniej bedziesz wiedziec, ze przyjdzie do ciebie z problemami.
      Dobrze znajac swoje dziecko i patrzac na nie z perspektywy
      troskliwego rodzica a nie terapeuty bedziesz mogla rowniez postawic
      granice, jesli okaze sie, ze dziecko jest zbyt obciazone. Jesli
      bedziesz myslec tylko o tym, jak terapuetycznie z dzieckiem
      pracowac, to latwo przesadzic, przestymulowac i zafunfowac dziecku
      mase stresu, ktory bardzo znacznie potrafi zahamowac rozwoj. Baw sie
      z dzieckiem, obserwuj i wyciagaj wnioski, ale przede wszystkim badz
      fajna mama. Dbaj o to, zeby twoje dziecko mialo co wspominac, nie
      tylko zabiegana, zmeczona mame i mase terapeutow. Daj sobie czas na
      oswojenie sie z diagnoza. Kilka tygodni nikogo nie zbawi, a musisz
      nabrac dystansu, zeby patrzec na dziecko jak na dziecko, a nie
      puszke wypelniona zaburzeniem. Kazda forma wspolnie spedzonego
      czasu, ktora jest dla dziecka atrakcyjna moze byc forma terapii.
      Badz konsekwentna, przewidywalna i otwarta na dziecko, a reszta
      przyjdzie z czasem.
    • roggalique Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 28.06.10, 13:14
      gorawka napisała:
      > No mętlik
      > w głowie totalny. Potrzebuję instrukcji obsługi mojego dziecka! Help.

      Od tego masz terapeutę, żeby Ci pomagał w pracy z dzieckiem. Jak nie wiesz jak
      postąpić w danej sytuacji - postępuj tak jak Ty uważasz, że jest OK, postępuj
      jak rodzic. A później skonsultuj sytuację z terapeutą, powinien ją z Tobą omówić.

      Nie polega terapia dziecka autystycznego na poćwiczeniu z dzieckiem parę godzin.
      To jest złożony proces angażujący całe środowisko, i proces ten musi być
      koordynowany przez specjalistę. Jeśli terapeuta chce, aby rodzice w domu
      realizowali jakiekolwiek zalecenia czy wykonywali jakiekolwiek ćwiczenia to musi
      rodziców nauczyć jak to robić. Nie wystarczy dać kartkę z zestawem ćwiczeń i/lub
      zaleceń, bo rodzic nic z tego nie zrozumie, albo będzie się bał, że coś zrobi źle.
      Terapeuta powinien też pogadać z rodzicami o tym jak zapobiegać syndromowi
      wypalenia i reagować, kiedy widzi u rodziców tendencje, które mogą do tego
      prowadzić, a już na pewno reagować na objawy początków wypalenia u rodziców.
      A cała współpraca powinna polegać na uczciwości i prawdzie - może i brzmi
      banalnie, ale z własnego doświadczenia wiem, że terapeuci nie zawsze wszystko
      mówią rodzicom... Nie wszystko to, co powinni powiedzieć.

      pozdro
    • gorawka Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 28.06.10, 16:08
      Tak, zupełnie się z Wami zgadzam - 1. chcę być przede wszystkim mamą i nie będę
      tego zmieniać, ale muszę też podejmować pewne świadome działania terapeutyczne,
      2. wiem, że współpracować musi całe środowisko i że to terapeuta musi tym
      kierować, ale mi bardziej chodzi o to, że ja nie wiem o autyzmie za wiele (bo
      nie może być wiedzą kilka amerykańskich filmów obejrzanych przypadkiem przed
      laty czy artykuły w internecie) i chcialabym miec po prostu solidną teoretyczną
      podbudowę do całości zagadnienia. Zgodnie z poradą będę zadawać terapeucie
      pytania, jak powinnam się zachować w takiej czy innej konkretnej sytuacji. Ale
      myślę, że godne polecenia lektury pozwoliłyby mi dużo rzeczy zrozumieć. No wiem,
      pewnie tak mają wszystkie mamy,które dopiero co się dowiedziały o sytuacji...
    • blamblam Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 28.06.10, 17:13
      Moze zapytaj terapeutę? Poleci Ci cos sprawdzonego. Ja przeczytałam
      2-3 ksiązki na ZA (taką diagnoze ma syn) ale czytam teraz troche
      mniej a więcej rozmawiam z terapeutą. Wiele rzeczy w ksiażkach
      wogole nie przystaje do naszego przypadku, nie znajduje też tam
      konkretnych rozwiazań dla codziennego życia. wiadomo każdy przypadek
      jest inny i każde dziecko inne. Terpeuta sugeruje nam co widzi, jak
      korygować pewne sprawy, jak rozawiać z dzieckime, co cwiczyc.
      Jednocześnie moge porozmawiać z nim o tym co ja widzę, co mnie
      niepokoi. on tlumaczy co jest charakterystyczne dla tego schorzenia,
      jak dziecko widzi swiat. Baza na pewno sie przyda ale tak nprawde
      najlepsza jest rozmowa o konkretach.
      • gorawka Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 29.06.10, 09:20
        Ok, wobec tego temat książek zostawiam na razie z boku, ale ważne jest to co
        napisałaś o rozwiązywaniu tych bieżących problemów. Mój synek np. w trakcie tych
        nielicznych jak do tej pory zajęć nie wykazuje większości negatywnych zachowań,
        które w domu są na porządku dziennym. Więc tak jak pisałam w innym wątku do
        Ciebie absolutnie potrzebuję takich odrębnych konsultacji, bo terapeuta na pewno
        nie ma w chwili obecnej pełnego obrazu mojego dziecka.
        • marychna31 Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 29.06.10, 11:41

          -No właśnie! Tu jest pies pogrzebany:
          > nielicznych jak do tej pory zajęć nie wykazuje większości >negatywnych zachowań,
          > które w domu są na porządku dziennym. Więc tak jak pisałam w innym >wątku do
          > Ciebie absolutnie potrzebuję takich odrębnych konsultacji, bo terapeuta na pewno
          > nie ma w chwili obecnej pełnego obrazu mojego dziecka.

          To dlatego, moim zdaniem, kilka godzin terapii w tygodniu moim zdaniem nie ma
          sensu. Sens jest wtedy, kiedy terapeuta towarzyszy dziecku wiele godzin
          dziennie, w wielu, a najlepiej wszystkich możliwych sytuacjach (podczas kąpieli,
          zasypiania, jedzenia, u dentysty, na koncercie, w kinie, w kawiarni, w teatrze,
          w odwiedzinach u znajomych, na placu zabaw, etc).

          Przez wiele tygodni uważnie dziecko obserwuje, diagnozuje szczegółowo problemy,
          po czym układa indywidualny plan pracy, odpowiadający dokładnie problemom
          konkretnego dziecka Plan oczywiście jest układany po szczegółowych konsultacjach
          z rodziną dziecka i pod nadzorem superwizora.

          NIestety niewiele instytucji w Polsce zapewnia dziecku taka opiekę a moim
          zdaniem każde dziecko z autyzmem powinno właśnie taką otrzymać. Niestety nie
          mam pomysłu jaka mogłaby być alternatywa dla terapii jaką opisałam powyżej.

          -
          Jakdługo należy karmić piersią
          • roggalique Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 29.06.10, 13:44
            marychna31 napisała:
            > To dlatego, moim zdaniem, kilka godzin terapii w tygodniu moim zdaniem nie ma
            > sensu. Sens jest wtedy, kiedy terapeuta towarzyszy dziecku wiele godzin
            > dziennie, w wielu, a najlepiej wszystkich możliwych sytuacjach (podczas kąpieli
            > ,
            > zasypiania, jedzenia, u dentysty, na koncercie, w kinie, w kawiarni, w teatrze,
            > w odwiedzinach u znajomych, na placu zabaw, etc).

            Pozwolę sobie nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem, że kilka godzin terapii
            w tygodniu nie ma sensu. Otóż ma. Wiele dzieci chodzi do przedszkoli, szkół itd.
            i nie mają możliwości uczestniczenia w wielu godzinach terapii. O skuteczności
            oddziaływań decyduje nie tylko ilość, ale i jakość. Ja uważam, że można
            efektywnie działać pracując z dzieckiem choćby godzinę dziennie, o ile program
            jest odpowiedni. Mówię o dzieciach autystycznych rzecz jasna.

            > Przez wiele tygodni uważnie dziecko obserwuje, diagnozuje > szczegółowo problemy,
            > po czym układa indywidualny plan pracy,

            A to akurat wg mnie strata czasu i atłasu. Żeby ułożyć sensowny program dla
            dziecka wcale nie trzeba wielotygodniowych obserwacji. Taki system - moim
            zdaniem - odwleka tylko podjęcie usystematyzowanych działań terapeutycznych.
            Szybka i zwarta diagnoza - program - terapia. A w trakcie terapii i tak się
            obserwuje i ewentualnie modyfikuje cele terapeutyczne.
            W sytuacji ograniczonych środków, ograniczonego czasu (także czasu dziecka) -
            taki model jest po prostu racjonalny.

            > NIestety niewiele instytucji w Polsce zapewnia dziecku taka opiekę > a moim
            > zdaniem każde dziecko z autyzmem powinno właśnie taką otrzymać.

            Powiedz mi, ile osób w Polsce stać na wydanie kilku tysięcy złotych miesięcznie
            na taką terapię, którą opisujesz? Bo takie są koszty. Nie wszystko da się
            zrefundować.

            > Niestety nie
            > mam pomysłu jaka mogłaby być alternatywa dla terapii jaką opisałam > powyżej.

            Po pierwsze - zgadzam się, że taka terapia intensywna, którą opisujesz może być
            bardzo korzystna i z pewnością, jeśli jest sensownie prowadzona to jest
            optymalnym rozwiązaniem.

            Nie zgadzam się natomiast na twierdzenie, że inne formy terapii nie mają sensu -
            to co, skoro mam 1500 dochodu miesięcznie i odejmuję sobie od ust, żeby
            prowadzić dziecko na godzinę terapii tygodniowo - to w sumie i tak to jest bez
            sensu? Warto chyba jednak zastanowić się chwilę nad formułowaniem pewnych
            stwierdzeń.

            Co do innych rozwiązań - najbardziej rozpowszechnioną wśród ludu pracującego
            miast i wsi metodą jest regularna praca z dzieckiem w domu pod okiem terapeuty,
            który koordynuje realizację programu za pomocą regularnych spotkań konsultacyjnych.


            pozdro



            • marychna31 Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 29.06.10, 15:03
              > Pozwolę sobie nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem, że kilka >godzin terapii
              > w tygodniu nie ma sensu. Otóż ma. Wiele dzieci chodzi do >przedszkoli, szkół itd
              Na zasadzie lepszy rydz niż nic. Ale "kilka godzin w tygodniu" nie wykorzystuje
              pełnego potencjału dziecka.

              > A to akurat wg mnie strata czasu i atłasu. Żeby ułożyć sensowny
              > program dladziecka wcale nie trzeba wielotygodniowych obserwacji.

              Oczywiście, że terapie podejmuje się niezwłocznie ale przez długo czas poznaje
              się dziecko w różnych sytuacjach aby terapia była optymalnie dopasowana.
              > Powiedz mi, ile osób w Polsce stać na wydanie kilku tysięcy >złotych miesięcznie
              > na taką terapię, którą opisujesz?

              Moje dziecko ma właśnie taką terapię a nie wydaję kilku tysięcy miesięcznie.
              Ostatnio podliczałam sobie ile wydaję na terapię synka i wyszło mi około 1 tyś
              miesięcznie ( w tym przedszkole, na terenie którego prowadzona jest terapia ale
              do którego synek formalnie nie należy) i prywatna rehabilitacja (na problemy nie
              związane z autyzmem). Synek ma zapewniona terapię z ramienia państwowej
              placówki. Oczywiście, że jest tam mało miejsc ale byliśmy zdeterminowani i udało
              nam się tam dostać. W Poznaniu znam jeszcze jedno miejsce (prywatne), gdzie
              terapia jest również profesjonalnie prowadzona i tez nie jest to "kilka tysięcy
              miesięcznie". Wiem, że terapeutę w sensownym wymiarze czasu dla autysty można
              też sfinansować z SUO (sama niedawno o to tu pytałam dla znajomych rodziców).
              Nie mam za dużo pieniędzy w związku z tym nie wydaję ich na niesprawdzone
              głupstwa (czy też sprawdzone, że nie działają) typu homeopatia czy DAN. Im ma
              się mniej pieniędzy tym sensowniej trzeba je wydawać i nie marnować na to, co
              nie pomoże. Sam wiesz ile rodzice wydają na homeopatię, suplementację+diety (bez
              prawdziwych wskazań medycznych lekarza specjalisty od metabolizmu), badania nad
              zawartością pierwiastków ciężkich, biorezonanas, byle jak robionego Tomatisa czy
              Biofeedback...wymieniać można by bez końca.

              > Co do innych rozwiązań - najbardziej rozpowszechnioną wśród ludu >pracującego
              > miast i wsi metodą jest regularna praca z dzieckiem w domu pod >okiem terapeuty,
              > który koordynuje realizację programu za pomocą regularnych spotkań
              >konsultacyjnych.
              Jedno drugiego nie wyklucza. Ja realizuję dodatkowo (dodatkowo to złe słowo bo
              to integralna część terapii) program w domu. Tyle, że program jest układany i
              modyfikowany przez terapeutę, który doskonale zna dziecko i który co tydzień
              przychodzi do nas do domu sprawdzając jak ćwiczę z dzieckiem. Miesiącami mnie
              tego uczył, jak te zajęcia domowe mają wygladać.


              > Po pierwsze - zgadzam się, że taka terapia intensywna, którą >opisujesz może być
              > bardzo korzystna i z pewnością, jeśli jest sensownie prowadzona to jest
              >optymalnym rozwiązaniem.
              > Nie zgadzam się natomiast na twierdzenie, że inne formy terapii nie mają sensu
              NIe napisałam, że inne formy nie mają sensu tylko, że ja ich nie znam.
              • tijgertje Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 29.06.10, 16:09
                Marychna, o terapii, ktora opisujesz w Holandii to co najwyzej
                pomarzyc mozna. Nikt nie bylby w stanie tego oplacic. Terapeuta czy
                chocby "asystent" bierze 30-70 € za godzine. sporo dostajemy opacone
                z ubezpieczalni, ale kilkadziesiat godzin terapii tygodniowo jest po
                prostu nierealne. Tym bardziej, ze dzieci od 4 lat musza chodzic do
                szkoly i jesli wracaja o 15.30 i juz wtedy maja zupelnie dosc, to
                nie wiem, jaki sens ma jeszcze terapia. Osobiscie uwazam, ze latwo
                przesadzic. Nic nie robienie nikomu na zdrowie nie wyjdzie, ale
                dziecku mozna baaardzo pomoc niekoniecznie przez wymyslne cwiczenia,
                ale odpowiednie nastawienie i wykorzystywanie do nauki i rozwoju
                codziennych czynnosci. dziecko to tylko dziecko i tez musi miec czas
                na to, zeby czasem nic nie robic, troszke sie ponudzic i odpoczac.
                Po mlodym widze, ze juz potrzebuje wakacji. dostal pozwolenie na
                mniejsza ilosc godzin w szkole i strasznie sie z tego ciesze, bo
                mimo, ze z planowych terapii mamy tylko 45 min. SI tygodniowo, to
                tylko to i szkola bylo dla niego za duzo. w kilku obszarach
                wystapily spore regresy i nikomu na zdrowie to nie wyszlo, a tak to
                dziecko ma szanse nacieszyc sie zyciem i czuc sie dzieckiem, a nie
                dziwadlem. I wcale nie pisze tego dlatego, ze nie mam dostepu do
                calej listy wymnienianych na forum terapii, ktorych u nas po prostu
                nie ma, bo nikt nie potrafi udowodnic ich skutecznosci i sa zbyt
                kosztowne, bo jako 'metody alternatywne" nie sa finansowane z
                ubezpieczenia. Sesja hippoterapii kosztuje wiecej, niz przecietna 4-
                osobowa rodzina tygodniowo wydaje na jedzenie. sa sposoby
                dodatkowego finansowania, ale Holendrzy stoja za twardo na ziemi
                zeby wywalac forse na cos, co niekoniecznie moze pomoc. Nie sadze po
                prostu,z eby dziecko kiedykolwiek bylo w stanie zintegrowac sie ze
                spoleczenstwem, jesli nie ma mozliwosci na normalny kontakt z
                rowiesnikami i wiekszosc swojego czasu spedza na "terapiach", ktore
                tylko podkreslaja jego odmiennosc. Mozliwe,z e sie myle, wierze, ze
                terapie sa skuteczne (moze nie wszystkie) i wiem, ze kazdy chce dla
                dziecka jak najlepiej, ale czy pakujac dziecko w 20 czy wiecej
                godzin terapii tygodniowo na pewno kierujemy sie tylko dobrem
                dziecka, czy chcecia zrobienia wszystkiego,zeby bylo w stanie
                zaspokoic nasze oczekiwania "normalnosci"?
                • marychna31 NIe napisałam najważniejszego 29.06.10, 16:54
                  Pisze to wszystko bo bardzo żałuję, że ktoś mi tego wszystkiego nie powiedział,
                  kiedy sama byłam na początku drogi. Moje dziecko miało 1,5 roku, kiedy się
                  zorientowałam, ze coś jest nie tak i tak na prawdę czas do 3 roku życia uważam
                  za bezpowrotnie stracony.

                  Czasami, w bezsenne noce zastanawiam się co by było gdybym tą wiedzę, którą mam
                  dzisiaj, miała wtedy...

                  Dlatego o tym wszystkim piszę ale przed wszystkim w realu staram się rodzicom
                  pomagać odnajdowac właściwą drogę.

                  Forum jest specyficzne. Tu jest najtrudniej pomóc.

                  Nie mam pojęcia oczywiście jak sprawy się mają w Holandii. Wyobrażałam sobie, że
                  bogatych zachodnich państwach jest dużo lepiej niż w Polsce....przykro mi, że
                  jest inaczej.

                  O tym, jak mogę mojemu dziecku pomóc dowiedziałam się...przypadkiem. Moja
                  szwagierka jest rehabilitantką w przedszkolu integracyjnym. I w tym przedszkolu
                  miały prowadzone zajęcia dzieci z terapeutami z Oddziału, w którym jest teraz
                  mój Misiek.
                  NIKT! ŻADNA INSTYTUCJA-PPP, diagnozujący zespół-psychiatra (a właściwie dwóch),
                  neurolog, psycholodzy i pedagodzy-nikt mi nie wspomniał, że w Poznaniu jest
                  takie miejsce! A jest! Jest bardzo mało miejsc ale my jesteśmy dowodem na to, że
                  bez protekcji mozna się tam dostać (plotki mówią inaczej). Bezpłatnie jest ponad
                  20h tygodniowo. Dosłownie za grosze dokupuję więcej.

                  Teraz już wiem, że takich miejsc jest więcej w Poznaniu.Jeśli sa w Poznaniu to
                  pewnie sa i w innych miastach-ja ich nie znam ale naprawdę warto zrobić wszystko
                  by do nich dotrzeć.

                  > dziecku mozna baaardzo pomoc niekoniecznie przez wymyslne >cwiczenia,
                  > ale odpowiednie nastawienie i wykorzystywanie do nauki i rozwoju
                  > codziennych czynnosci. dziecko to tylko dziecko i tez musi miec >czas
                  > na to, zeby czasem nic nie robic, troszke sie ponudzic i odpoczac.

                  Tu się ze wszystkim zgadzam ale dobra terapia to wszystko uwzględnia.

                  >Nie sadze po
                  > prostu,z eby dziecko kiedykolwiek bylo w stanie zintegrowac sie ze
                  > spoleczenstwem, jesli nie ma mozliwosci na normalny kontakt z
                  > rowiesnikami i wiekszosc swojego czasu spedza na "terapiach", ktore
                  > tylko podkreslaja jego odmiennosc.

                  Autyście trzeba podpowiedzieć na czym polega "normalny kontakt z rówieśnikami".
                  Dobra terapia nie polega na tłuczeniu przy stoliku alfabetu ale uczenia jak
                  bawić, kontaktować i porozumiewać się dziećmi. Jak odczytywać ich emocje, mowę
                  ciała, jak interesująco (dla siebie i rówieśników) się z dziećmi bawić, jak ich
                  poznawać, jak nawiązywać głębsze relacje, jak mówić, żeby rozumieli to, co mamy
                  na myśli. Autystyk się niestety z tymi umiejętnościami nie rodzi. Ale widze po
                  moim dziecku, że świetnie się tego wszystkiego uczy:)
                  • tijgertje Re: NIe napisałam najważniejszego 29.06.10, 17:10
                    Nie musi ci byc przykro. Z tego co widze, w Holandii jest duzo
                    lepiej niz w Polsce;) Roznica jest przede wszystkim taka, ze
                    autystow nie traktuje sie jak wyrzutkow spoleczenstwa, a terapia nie
                    jest skierowana wylacznie na dziecko. wieksza pomoc otrzymuja
                    rodzice, rodzenstwo (powyzej 8 lat maja swoje kursy), i partnerzy
                    doroslych autystow. Bo to oni wlasnie najwiecej czasu spedzaja z
                    autysta i to oni najczesciej obdarzani sa przez niego najwiekszym
                    zaufaniem, to oni najlepiej go znaja i zamiast zwalac wychowywanie
                    dziecka na terapeutow u nas wychodzi sie z zalozenia, ze trzeba
                    nauczyc otoczenie, JAK sie obchodzic z autysta, wowczas wiekszosc
                    terapeutow jest zbedna, bo "terapia" odbywa sie niemal okragla dobe
                    i ani rodziny autysty, ani ubezpieczalni ani innych podatnikow nie
                    kosztuje ani centa. W dodatku jest najskuteczniejsza. Z moim mlodym
                    w zasadzie nic poza zabawa i rozmowami nie robie, a jestem dla niego
                    psychoterapeuta, terapeutka SI, pedagogiem, fizjoterapeuta,
                    muzykoterapeuta, logopeda i sama nie wiem, kim jeszcze. Staramy sie
                    przynajmniej raz w tygodniu zapraszac jakies dzieciaki i to ja czy
                    maz (ewentualnie inna mama) robimy za terapeutow nadzorujac wspolna
                    zabawe. zaleta jest tylko to, ze wszystko dostosowujemy do
                    mozliwosci dziecka, nie musimy sie umawiac wczesniej, na biezaco
                    robimy to, co w danym momencie jest potrzebne. Mamy "przewodnika", z
                    ktorym zawsze mozemy sie skontaktowac i ktory rowniez doradza
                    szkole, wiec wszyscy tworzymy wspolny front. Kiedys robilam duzo
                    wiecej, ale efekty byly odwrotne do zamierzonych. Nie uwazam, ze
                    tracimy czas. Soboty, to zazwyczaj wyjazdy z tata, nad morze, do
                    muzeow, zoo itp, to rowniez doskonaly sposob na nauke przystosowania
                    sie do otoczenia. Tylko my tego wszystkiego nie nazywamy terapia.
                    dla nas to po prostu super zabawa i zapewnianie mlodemu szczesliwego
                    dziecinstwa, ktore bedzie mogl wspominac z radoscia i
                    rozrzewnieniem. nasz sposob uwazam za najlepszy w naszej rodzinie i
                    w naszej sytuacji. Nie bede nikogo rpzekonywac, ze to jedyny sluszny
                    sposob, bo zdaje sobie sprawe, ze trzeba odpowiedniego nastawienia i
                    ogromnych zasobow energii, zeby samemu przejac role motoru rozwoju
                    wlasnego dziecka. Nie kazdy sie do tego nadaje, ale tak czy siak
                    uwazam, ze najwazniejsze jest dziecinstwo i nie mozna popadac w
                    przesade.
                    • marychna31 Re: NIe napisałam najważniejszego 29.06.10, 18:30
                      Zaczynam myśleć, ze jestem autystyczna;) Wszystko co pisze, rozumiesz zupełnie
                      opacznie;)
                      Tak, ja mam dokładnie takie samo zdanie-radosne, swobodne szczęśliwe dzieciństwo
                      jest najważniejsze. Mamy na zabawę z dzieckiem bardzo duzo czasu bo terapia to
                      tylko około 5 godzin dziennie.

                      A co do terapii całej rodziny. Oddział Misia organizuje regularne kursy (dla
                      rodziców, terapeutów, nauczycieli, nauczycieli wspomagających- rodzice mogą
                      uczestniczyć w każdym. Staram się uczestniczyć jak najczęściej. Natomiast same
                      kursy bez praktyki to byłoby dla mnie za mało.
                      • gorawka Re: NIe napisałam najważniejszego 30.06.10, 08:57
                        Marychna, to bardzo ciekawe co piszesz. Niezależnie od tego, czy dana metoda
                        komuś bardziej czy mniej odpowiada taka wiedza na temat, jak postępują inni jest
                        bardzo cenna. Ja sama wiem po sobie, ze czasem jednego dnia cos czytam i mysle
                        sobie: "nie, to zupelnie nie dla mnie", a po kilku dniach cos doczytam, ktos cos
                        doprecyzuje i zaczynam sie zastanawiac: "a moze jednak sprobowac"? Ale dążąc do
                        istoty sprawy, napisz proszę, jak to dokładnie wygląda, bo trochę nie rozumiem.
                        Twój dzieciaczek jest objęty opieką terapeutyczną w ośrodku, tak? A jednocześnie
                        piszesz, że ma indywidualnego terapeutę. Jak to możliwe, że "terapeuta
                        towarzyszy dziecku wiele godzin dziennie, w wielu, a najlepiej wszystkich
                        możliwych sytuacjach (podczas kąpieli,zasypiania, jedzenia, u dentysty, na
                        koncercie, w kinie, w kawiarni, w teatrze,w odwiedzinach u znajomych, na placu
                        zabaw, etc)". Czy ten człowiek nigdzie indziej już nie pracuje? Z powyższego
                        opisu sytuacji, to musiałby też chyba z Wami mieszkać;)? (kąpiel, zasypanie,
                        kawiarnia...) Możesz napisać jak to wygląda w rozkładzie dnia?
                      • tijgertje Re: NIe napisałam najważniejszego 30.06.10, 17:57
                        qrcze, zawsze sadzilam, ze potrafie czytac ze zrozumieniem i nie
                        wiem, czy mi sie odmienilo, czy to ty piszesz co innego niz myslisz.
                        Teraz piszesz, ze terapia to max 5 godzin dziennie, ale wyzej
                        pisalas, ze kilka godzin nie ma sensu, bo terapueta musi widziec
                        dziecko niemal caly czas, zachwalajac olbrzymie ilosci terapii u
                        swojego dziecka. Zdecyduj sie na cos, albo rybki, albo akwarium;)
          • blamblam Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 30.06.10, 14:22
            Uwazam ze wszystko zależy od potrzeb dziecka. Dzieci o których tu
            rozmawiamy mają różne schorzenia i w różnym stopniu nasilone. Mój
            syn ma ZA w łagodnej postaci. chodzi do publicznego zwyklego
            przedszkola (ma tam rózne zajecia gimnastyke, tańce, logopede,
            plastyke wiec rozwija rózne umiejetnosci), oprócz tego chodzi na SI
            (1 godz) i TUS (1,5 godz). To na razie wystarcza. żeby terapeuta
            mógł coś doradzic nie zawsze musi godzinami obserwować dziecko.
            cZasem wystarczy opis przedstawiony przez rodzica. Ja mam spotkania
            z terapeutą raz na 2 miesiące (1,5 godz). To nam wystarcza na
            omówienie tego co on zaobserwował tego co ja widze i ew tego co
            mówia panie z przedszkola.
        • blamblam Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 30.06.10, 14:26
          gorawka napisała:

          > Ok, wobec tego temat książek zostawiam na razie z boku, ale ważne
          jest to co
          > napisałaś o rozwiązywaniu tych bieżących problemów. Mój synek np.
          w trakcie tyc
          > h
          > nielicznych jak do tej pory zajęć nie wykazuje większości
          negatywnych zachowań,
          > które w domu są na porządku dziennym. Więc tak jak pisałam w innym
          wątku do
          > Ciebie absolutnie potrzebuję takich odrębnych konsultacji, bo
          terapeuta na pewn
          > o
          > nie ma w chwili obecnej pełnego obrazu mojego dziecka.

          I nie bedzie miał. nie widzi dziecka na codzień w sytuacjach
          domowych, na placu zabaw itp. Ty musisz sie zastanowić co cie
          niepokoi, zastanawia, stanowi trudność, o co chcesz zapytac i opisac
          teapeucie sytuacje i omówić z nim jak sobie z tym radzic.
    • czarna_ida Re: Jak stać się terapeutą własnego dziecka? 30.06.10, 15:25
      powiem tak, nic na sile, u nas duzo pomogly kucyki, terapia na
      nich :) Bo trzeba z nimi rozmawiac :) Pies takze, masz domowy, a
      teraz rybki w akwarium. Ale od wrzesnia bedzie przedszkole
      integracyjne, ktre jest chwalone w okolicy, w ilosci terapii itd..
      Zapisalabym jeszcze na zajecia z ceramiki.. Bo tego akurat nie ma
      tam ..diagnoze mam od lutego, synek skonczyl 6 lat.
Pełna wersja