calosciowezaburzeniarozwojowe
30.08.10, 12:08
Wczoraj przydarzylo nam sie cos takiego:
na Targach wystawiala sie min. firma Dumel (zabawki Kiddieland i inne) i
prezentowali taki ogromny, przestrzenny model torow z elektrycznymi kolejkami
- mlody sie zainteresowal, ale poniewaz dotykac sila rzeczy tych jezdzacych
kolejek nie mozna bylo, a maly mial ochote, poszlismy dalej. Na sam koniec
targow przechodzilismy znow obok tego stoiska i przedstawiciele firmy z
towarzyszeniem dzieci rozbierali te tory, wiec rzucilam do synka, ze moze moze
pomoc porozbierac te czesci, a mlody zachecony podszedl i chwycil kilka
czesci, ktore byly juz rozlaczone. Na to (a dzialo sie to na tyle
blyskawicznie, ze zareagowac nie zdazylam) przedsawiciel firmy Dumel (pan
gdzies kolo 60-tki) chwycil synka za reke i krzyknal mu w twarz "Co robisz?
przeciez ja to ukladam!!!!" (to byla naprawde taka ordynarna uwaga nie zwykle
zwrocenie uwagi). Maly odsunal sie i rozplakal bardzo mocno (myslalam, ze sie
przestraszyl), ale zaczal krzyczec, ze go boli reka, bo Pan go bardzo mocno
scisnal. Krzyczal tak i plakal troche, po czym sie uspokoil (choc bol zglaszal
jeszcze jakies pol godziny), na moje zapewnienie, ze teraz my idziemy
nakrzyczec na pana. Wywolalam faceta i w towarzystkie gapiow wygarnelam mu, ze
cos jest nie tak skoro firmujac dziecieca firme nie umie sie zachowac wobec
dziecka, i ze nie moze nawet tknac cudzego dziecka. Facet od razu uzyl
wymowki, ze zrobil to niechcacy, na moje wysmianie tego argumentu, poprawil
sie, ze zrobil to odruchowo i przeprosil. Wlaczyl sie inny facet, ktory
przedstawil sie jako wlasciciel firmy i tez zaczal do mnie krzyczec, ze
"kolega zrobil to niechcacy", byl ewidentnie poddenerwowany, bo na zmiane
pokrzykiwal na mnie i przepraszal. Poprosilam o nazwisko tego pana, ktory
skrzywdzil dziecko i poszlam, pan rzucil mi jeszcze na odchodnym "przeciez
przeprosilem. co jeszcze mam zrobic? - kleknac przed pania?" zostawilam ich
tak i poszlismy.
I od wczoraj mysle czy cos z tym zrobic. Darowalabym sobie, bo na szczescie
reka nie boli (maly wyl poczatkowo tak, ze sie zastanawialam czy ten uscisk mu
czegos nie zlamal w tej rece), ale jakos tak mi nie zagralo to polaczenie
targow dzieciecych z takim zdarzeniem, a firma ma w swojej filozofii "dzieci
sa naszym skarbem..." ;-).
Macie pomysl co mozna z tym zrobic, zeby do wlasciciela dotarlo (o ile to byl
on na tych targach), ze takie zdarzenia popularnosci firmie nie przysparzaja,
bo on sie chyba tylko przestraszyl, ze ja wyciagne konsekwencje prawne.